Rozdział 25: Nie mów mi "żegnaj". Ostatnia część.
Rozpacz, ból i smutek - zawsze się łączyły. Teraz też tak było. Hinata wiedziała, że idą na pewną śmierć. Rozpaczliwy krzyk o pomoc. Zerknęła na Sasuke, mimo tego, że miał koszulkę, wiedziała, że pod nią jest rana, która wciąż i wciąż krawawi. Ta rana mieściła się w jego sercu, z jej winy, mogą udawać szczęśliwych, ale nie rozpacz zawsze będzie rozkwiatać w ich sercach. Grają zakochanych, nie ufają sobie. Hinata spojrzała na Uzumakiego, udawała, że się w nim zakochała, aby zirytować ojca. Zobaczyła na jego twarzy maskę spokoju, ale wiedziała co się za nią kryje - rozpacz. Pragnął być przy Sakurze. Widziała to w jego postawie i oczach.
- Daleko jeszcze? - z rozmyślań wyrwał ją głos Temari.
Ciemnowłosa przystanęła i rozejrzała się.
- Nie, zaraz będziemy... jeszcze dziesięć kilometrów. - wypowiedziała te słowa ostrożnie.
- Hm.... Omówmy plan. - powiedział Nara, tym samym przywołując czwórkę, odchrząknął i zaczął - Hinata, jak wygląda ten....
- Twierdza Yokusaku? Jest to jakby zamek z wieloma korytarzami i wierzami obronnymi. Wokół niego jest fosa z krwi i szczątek ludzi oraz stalowy mur. - odpowiedziała Hyuga, rysując na piasku kunai'em tą twierdze.
- Świetnie. - mruknął sarkastycznie pod nosem Nara.
- Nie martw się... znam tajne przejście, ale musimy wyminąć strażników i wskoczyć do fosy - wypowiedziała ostatnie słowa z obrzydzeniem.
- ble.... nie ma innego sposobu? - zapytała No Saboku.
- Nie, chyba, że chcesz skończyć w grobie. - wyszeptała Hyuga na tyle głośno by ją usłyszeli.
- Dobrze, gdzie się znajdziemy Hinata? Gdy już wyjdziemy z fosy. - dopytał Shikamaru.
- Będziemy w mauzoleum... - odparła Hyuga, patrząc w oczy Nary.
- Czyli tam gdzie są zwłoki martwych? - zapytał Uzumaki chłodnym tonem głosu.
- Tak, ale nie do końca martwych.... oni żyją. - wypowiedziała te słowa grobowym szeptem Hyuga.
Wszyscy prócz Hinaty przełknęli ślinę. Martwi, którzy chodzą.
- Ponadto żaden metal nie przetnie ich ciała.... ich się nie da zabić bronią. Trzeba używać jutsu. Są odporne też na kekkei genkai. - wyszeptała Hinata.
- Jak to? - zapytał skołowany Uchiha.
- Kto je stworzył? - zapytała Temari.
- Normalnie, Sasuke.... są odporne na kekkei genkai...... pomogłam w ich tworzeniu.... - wyszeptała ze wstydem Hinata.
- Czemu?! PO CO?! - pytał ze złością Uzumaki.
- Mieliśmy pomagać ludziom... ale nie jako ożywieńcy.... kiedyś oni byli ludźmi, moimi przyjaciółmi..... Nie mają własnej woli. Są jedynie martwymi demonami w rękach diabła... jednak ON zapomina, że ci ludzie.... byli moimi przyjaciółmi.
- Jak zostali stworzeni? - padło pytanie z ust dotąd milczącego Sasuke.
- Słyszeliście o Liceum "Czarnej Róży"? - zapytała Hinata patrząc w jasne niebo.
Ptaki śpiewały przerażające melodie, wiatr wiał i porywał suche liście do tańca.
- Chodziłaś tam, prawda? - zapytał Shikamaru.
- Yhm... byłam tam uczennicą. Jednak nie skończyłam tam edukacji, była to noc.... - zamknęła oczy, aby skupić się na wspomnieniu odtwarzanym w jej umyśle.
Na zewnątrz padał deszcz. Rytmiczne stukanie kropel deszczu doprowadzało mnie do szału. Nie spałam, więc postanowiłam iść na spacer liceum. W nocy świat był inny, piękniejszy. Świerszcze grały wtedy wspaniałe melodie, sowa pochukiwała w oddali, a księżyc, u którego boku były gwiazdy zdawał się świecić jaśniej. Odetchnęłam nocnym, zimnym powietrzem szłam boso obok drzwi piwnic, usłyszałam szepty z piwnic. Bez namysłu weszłam tam i ukryłam się za ścianą, ludzie nie zobaczyli, a ja ujrzałam tam ich moich przyjaciół.... stali odwróceni do mnie tyłem. Zdołałam usłyszeć ich nerwowe rozmowy:
- Gdy skończymy, cały świat będzie nasz...
- Tak, ci lykanie pożałują, że wypluto ich na ten świat.
- Będziemy najpotężniejszymi istotami na całym świecie.
Otworzyłam szeroko oczy, nie mogę im na to pozwolić. Wykonałam kilkanaście pieczęci i poczułam piekący ból na policzku. Moje naznaczenie powróciło. Jeszcze dwie pieczęci i w mojej dłoni pojawił się kunai z kartą wybuchu. Rzuciłam go w aparature laboratoryjną i uciekłam, ale odwróciłam się i zdołałam zobaczyć ich przerażenie, jak widzieli, że ich plan zniknął. Wybiegłam z piwnicy, zabrałam broń i opuściłam liceum na zawsze.
- Wow... gdybyś im pozwoliła, każdy kto ma związek z lykanami byłby martwy? - padło pytanie z ust Naruto.
Skinęła jedynie głową.
- Nie obwiniaj się za to.... sama nam opowiedziałaś, że ich zamknięto w mauzoleum. A z tamtąd nikt nie wyjdzie..... - wypowiedział te słowa ostrożnie Shikamaru.
- To jak my wyjdziemy? - zapytała Temari.
- Łatwo.... mam spinkę we włosach i kumpla w twierdzy. - wypowiedziała te słowa z uśmiechem Hyuga.
- Kto to? - zapytał Uchiha z nutką złości pływającą w głosie.
- Znasz go od urodzenia. - odszeptała Hinata.
- Itachi? - zapytała cała trójka w szoku.
Hinata w odpowiedzi skinęła głową. Po omówieniu planu i gdy zrobiło się ciemno, wyruszyli. Hinata jako pierwsza wskoczyła do krwistej sadzawki, a za nią pozostali.
Płynęli powoli, gdyż czaszki i ciała jakby ich łapali, w którymś momencie Temari wyciągnęła swój duży wahlarz i przywołała mini tornado, które odsunęło ciała tak, że mogli płynąć swobodniej.
"- Sasuke... myśle, że dalej musicie płynąć beze mnie.-" głos Hinaty zawitał w głowie Uchihy.
"- Co?-" zapytali wszyscy, sprawiając lekki ból w głowie Hinaty.
"- Itachi otworzy wam wrota w mauzoleum i wyprowadzi was stamtąd... Zaprowadzi was do więzienia, gdzie przetrzymują Sakurę... Ja w tym czasie zajmę się lykanami. Żegnajcie.-" i zanim zdążyli zareagować, Hinata wykonała kilkanaście pieczęci i potężny prąd wody uderzył w nich.
Sasuke nie mógł w to uwierzyć, ostatnie co zdołał ujrzeć to twarz Hinaty, na której policzku pojawiła się znajoma mu łodyga kwiatu, jednak kwiat był koloru bieli. Wykonała te same pieczęci co na statku, kiedy byli w drodze do wioski księżyca. Otworzyła usta, krew od razu się tam wlała i wypowiedziała te same słowa, które były zduszone przez wodną krew. Rozdzielili się.... ponownie.
Niepełna drużyna z Konohy, była już na powierzchni w mauzoleum. Sasuke uderzał pięściami w brudną podłogę. Twarz była zasłonięta przez włosy, więc nikt nie widział tej wściekłości i smutku wymalowanej w tej właśnie chwili. Temari położyła dłoń na ramieniu Uchihy i wyszeptała:
- Wiem co czujesz, ale mamy mis...- urwała, Uchiha podniósł wściekły wzrok na No Saboku, strzepał jej ręke ze swojego ramienia.
Shikamaru już miał coś powiedzieć, ale powstrzymał go Uzumaki.
- Gdzie mamy teraz iść? - zapytał.
- Przed siebie.... Itachi nas znajdzie. - wypowiedział te słowa wściekle Sasuke.
- Co mu się stało? - padło pytanie z ust Naruto.
- On myśli, że stracił Hinatę...- wyjaśniła cichutko Temari.
Bez kolejnych rozmów poszli za Uchihą.
~~ Mur twierdzy Yokusaku. Punkt widzenia Anizakiego.
Widziałem ją jak wyskoczyła z fosy. Nie wiedziałem co tutaj robi. Aż do teraz. Stoje przed nią, na jej policzku rozkwitł ten znak, ale biały. Wyzwoliła się spod wpływu Złotego Wilka i innych ludzi. Walczyła jak nigdy, coś mi nie pasowało... Kogoś chroniła. Nie pozwalała nikomu podchodzić do fosy. Tam są jej przyjaciele. Teraz mógłbym wskoczyć i ich zabić, ale... nie mogę.
Stałem tak, aż w końcu wykończyła ostatniego walczącego wilkołaka. Jako alfa miałem za zadanie chronić swe stado, więc rozkazałem mojej watasze się wycofać... To nie jest moja wojna, to wojna Yokusaku. A z Hinatą nie chce zadzierać. Nie moge narazić na niebezpieczeństwo mojej żony, mojej córki i mojego syna.
Pamiętałem jak poznałem Hiantę. Była taka młoda, taka słaba, taka niewinna.
Miałem wtedy dwadzieścia może dziewietnaście lat. Byłem człowiekiem. Trenowałem, usłyszałem jak ktoś płacze. Poszedłem tam. Mała dziewczynka płakała przytulając człowieka o ciemnych włosach i jasnych oczach, które wygasały z każdą sekundą. Był od niej starszy i ranny. Pojawiłem się obok niej. Była w krwi, sukienka poobdzierana, a gdzie nie gdzie była osmalona. Na jej policzku był czerwony znak klanu Hoshi No Namida i znaku Liceum "czarnej róży". Mężczyzna leżał martwy, a ona nad nim, łkała:
- Wujku... nie.... wujku. - szeptała cały czas.
Jednak było za późno, mężczyzna odszedł. Dotknąłem ramienia dziewczynki, a ona się odwróciła, zapytała jąkając się.
- K-kim... jes-jesteśś?
- Jestem Anizaki Lurus. Trener wilków. A ty mała?
- Hi-hinat-a-a Hyu-g... Hoshi No Namida.- Wiedziałem, że nie powie swojego prawdziwego nazwiska.
Spojrzałem na jej zapłakaną twarz, kropelki spływały po jej rumianych policzkach. Była śliczną dziewczynką, miała nie więcej niż sześć lat.
- Dlaczeg tu jesteś? - zapytałem.
- Moja mama kazała mi wracać do taty, wujek Likandei miał mnie odprowadzić, ale jakiś wieeelki pies go zaatakował. i.... nie wiem co mu jest.
Wielki pies... LYKAN jak sądze. Mała nie wie w co jest zamieszana. Westchnąłem. Wyciągnęłem do niej dłoń i powiedziałem:
- Chodź, to nie jest bezpieczne miejsce.
Skinęła tylko głową i poszliśmy w kierunku mojego domu. Spędziła tam trzy dni, w drugim dniu... zostałem zaatakowany przez Lykana. Omal nie zginąłem. Ocaliła mnie Hinata Hikari Hyuga.
- Życie za życie.... WYCOFUJEMY SIĘ!!!! - wrzasnąłem do stada i odeszliśmy.
~~ Punkt widzenia Złotego Wilka.
Widziałem jak stado należące do Anizakiego wycofuje się z walki. Tchórz. Sam zabije ludzi z Konohy. Spojrzałem na różową dziewczynę obok mnie, łzy spływały po jej policzkach. Po chwili krzyknęła głośno, tak aby Hinata usłyszała:
- Uciekaj!!! To pułapka... ON CHCE CIĘ ZABIĆ!!! - wrzeszczała, za to uderzyłem ją w twarz.
~~ Punkt widzenia Hinaty.
"- Shikamaru, jesteś mądry... wymyśl coś, aby wyprowadzić Sasuke i Naruto z twierdzy." posłałam tą myśl do umysłu Nary.
"- Niby jak? Nie znam tych tuneli." usłyszałam odpowiedź.
"- Gdy skręcisz dwa razy w lewo, a potem pójdziesz prosto uderz w ściane i wyjdziesz do lasu.... użyj jutsu iluzji... aby ich zmylić... musisz ich jakoś obezwładnić... ja... zabije Yokusaku... przyśle ci później Sakure.... wiem gdzie jest... żegnaj.... powiedz Sasuke, że.... przepraszam." tak to było pożegnanie, nieprzeżyje, ale moge dać tą szanse Sakurze niech będzie szczęśliwa.
Wykonałam kilkanaście pieczęci, wokół mnie wyczułam wiele duchów, kazałam im utworzyć barierę nad całą twierdzą, aby nikt się nie wtrącał. Zaczęło się... rozpętałam piekło na ziemii.
- Żegnaj.... - wyszeptałam w przestrzeń...
~~ Mauzoleum, a raczej poza nim. Perspektywa Shikamaru.
Jak mam do stu diabłów wyprowadzić stąd Uchihę, Uzumakiego i Temari? Oni są upartsi od osłów! Szliśmy tak jak powiedziała Hinata. Sasuke i Naruto szli z przodu, ale to Temari uparła się, aby ona prowadziła, zgodziłem się. Gdy miałem pewność, że mnie nie zauważą przyjrzałem się ścianie, po mojej prawej, tak to ta. Wykonałem kilka pieczęci i użyłem jutsu iluzji. W pustej ścianie były teraz drzwi.
- Ej... może to te? - skierowałem dłoń na drzwi.
Od razu zwróciłem uwagę Naruto, który kopnięciem zniszczył ścianę/drzwi. Wyszliśmy, ale wcześniej przywołałem kilka klonów, które zmieniły się w bandytów.
Po nie całej minucie, Naruto, Temari i Sasuke byli przywiązani do drzewa. Wyczułem potężną chakrę... inną niż wszystkie. Chciałem dotknąć budynku, ale on poraził mnie lekko prądem. Hinata chce sama stoczyć tą walkę? Oszalała? Narwana idiotka. Nieważne. Uderzyłem blond-młotka w twarz, aby się uspokoił. Wyjaśniłem im całą sytuacje i wypuściłem. Sasuke wyglądał na wściekłego, ale nic nie mówił. Po kilku sekundach obok Temari zmaterializowała się Sakura. Sasuke powiedział, ale nie do któregoś z nas.
- Dziękuje... jak radzi sobie Hinata?............. Dobrze. Idźcie jej pomóc.
Dziwak, mówi sam do siebie, chyba, że on.... ale że Hinata i on się pocałowali? Kiedy? O rany, musze się wziąść za siebie.
~~ Perspektywa Hinaty
Znacie to uczucie, gdy upadacie? Tak, z całą pewnością... Ja też wiele razy upadłam. Jednak zawsze ktoś podawał mi dłoń, ale teraz jej nie przyjme. Nie dlatego, że jestem na to zbyt dumna po prostu nie chce ryzykować ich życia, za bardzo mi na nich zależy. Zamknęłam na chwilę oczy, chciałam zapamiętać ich wszystkich.
Ruchem dłoni rozkazałam, aby trzy duchy zabrały Sakurę do Naruto, wiedziałam, że Haruno jest ranna. Zamknęłam oczy.
"- Jest tam u was Sakura?-" skierowałam tą myśl do Temari.
"- Tak, jest tutaj... zabierzemy ją do najbliższego szpitala.... Powodzenia, Hinata skop mu ten seksowny tyłeczek! -" Jęknęłam na odpowiedź Temari.
- Teraz możemy walczyć, Yokusaku! - wrzasnęłam na całe gardło.
- Jak sobie życzysz, Hikari. - użył TEGO imienia. Starałam się nie wściec, ale mi to nie wyszło.
~~ Obserwator.
Wściekłość i nienawiść zagościły na nowo w jej sercu, paliły żywym ogniem całe jej ciało. Rzuciła się do ataku niczym lwica chroniąca swoich młodych. Zjawy, które przywołała walczyły z lykanami. Yokusaku był dobrym przeciwnikiem, walka trwała już dobre osiem godzin. Hinata była już zmęczona, ale nadal wściekła. Za to co zrobił Sasuke, za to co zrobił jej przyjaciołom i za to jak skrzywdził ją. Jej przeciwnik natomiast nie okazywał swojego zmęczenia. Hinata padła na kolana wycieńczona. Yokusaku zmusił ją, aby na niego spojrzała i wyszeptał:
- Coś nie tak? - to pytanie ją bardziej rozzłościło, ale nie miała już siły na walkę.
- Dlaczego to robisz? - zapytała Hinata.
- Bo chce być z tobą. - odparł miękko Yokusaku.
- Ale zrozum... ja cię nie kocham.... Kocham kogoś innego... nie ciebie. - powiedziała patrząc w jego niegdyś jasne złote oczy.
- Nauczysz się kochać . - wyszeptał nadal łagodnie, a zaraz potem wyszeptał - Pokochasz mnie jak kiedyś.
- Nie, nie mogę cię kochać. - szepnęła w odpowiedzi, zamknęła oczy.
- Możesz... - wypowiedział cichym i ciepłym tonem głosu, sam zaczął zbliżać swoje usta do jej ust.
Wyciągnęła kunai i wyszeptała, nakładając kartę wybuchu na rękojeść:
- Pocałuj mnie......- urwała i wbiła mu w gardło broń po czym dodała - Po swojej śmierci.
Mężczyzna padł na ziemię, wilkołaki rzuciły się na Hinatę. A ona odzyskawszy troche sił, odparowywała ich ataki i broniła się.
BUM!!!
Jeden dźwięk zachuczał w jej uszach. Płomienie ogarnęły jej blade ciało.
- To koniec...- wyszeptała, a ogień wpełzł do jej gardła jak rozpalony pręt.
Płomienie ognia otuliły całą twierdze, aż w końcu pozostał sam popiół. Popiół, w którym leżało martwe ciało Hinaty, duchy okrążyły je, wznosąc barierę. Zjawy zdołały w ostatnim momencie uchronić ją od ognia, dzięki czemu jej ciało nie było spalone na popiół.
Po kilku dniach znaleziono ciała lykanów, Yokusaku i Hinaty.
- Hinata! - ten głos należał do Uchihy Sasuke.
Przytulił jej martwe ciało do siebie i gorzko łkał. Siedział tak pośród popiołów i martwych ciał.
- Sasuke... - wyszeptała Sakura i chcąc mu jakoś pomóc podeszła do niego.
Uzumaki zatrzymał ją łapiąc za ramie.
- Daj mu trochę czasu. - powiedział Naruto tak cicho, aby tylko różowowłosa zdołała usłyszeć.
Sakura odwróciła się do Naruto przodem i zaczęła płakać, Uzumaki objął ją, aby choć na moment ją uspokoić.
25 czerwca 2013
Rozdział24: Nie mów mi "żegnaj". CZĘŚĆ 2 - 3.
Rozdział 24: Nie mów mi "żegnaj". Część 2-3.
Śmierć jest nieuchronną częścią życia. Każdy to wie, każdy wie, że przed nią nie ma ucieczki. Jednak są takie istoty, które żyją wiecznie są to LYKANIE. Lykan to w połowie człowiek, a w połowie wilk. Te istoty żyją dlatego, że zabijają ludzi. Te bestie karmią się ciałami pokonanych i mogą przybrać ich wygląd, ponadto dzięki życiodajnej krwi zabitych żyją zupełnie nowym życiem. Jednak tam gdzie rodzi się zło, tam też jest dobro. W niektórych szkołach uczono walki z tymi bestiami, szkoły te nosiły nazwę "Czarna Róża" na całym świecie tych szkół było zaledwie dziesięć. Cholernie mało, biorąc pod uwagę fakt, że lykanów są setki. Jednak jeden lykan jest wart dziesięciu najsłabszych uczniów tych też szkół. Uczniowie szkoły nieśli za sobą radość - gdy ocalali ludzkie zagrożone przez lykanów życia, ale nieśli też za sobą i śmierć, bo jednak te bestie były w małej części ludźmi. Ci uczniowie byli poukrywani przed światem zewnętrznym, zwykli obywatele nie mieli pojęcia kim są ci ludzie. Grali w tym życiu jak aktorzy na scenie, według scenariusza napisanego przez ich samych.
Sakura otworzyła oczy i zamrugała kilkakrotnie. Zaczęła się szarpać i wyrywać, co było na nic, bo była przykłuta łańcuchami do ściany. Nadgarstki i kostki były oplecione metalowymi, przyległymi, ciężkimi bransoletami. Łańcuch był bardzo gruby, ledwo się poruszała. Stróżki słonych łez popłynęły po bladych policzkach, a zaraz potym skapnęły na brudną od piasku i krwi podłogę. Wrzeszczała i groziła, aby ją wypuścić. Jednak nikt nie przychodził. Po wielu godzinach krzyków, jej głos odmówił jej posłuszeństwa. Zamknęła mocno oczy i zacisnęła usta, aby pozbyć się suchoty z gardła.
- No nareszcie przestałaś wrzeszczeć. Moim ludziom niedługo by odpadły uszy. - Usłyszała zimny ton głosu.
Już chciała odpowiedzieć na słowa złotowłosego przestępcy, gdy on uderzył ją w twarz, tak mocno, że omal nie straciła przytomności.
- Mam dość.... gdzie ci twoi przyjaciele? Jak widać nie zależy im na tobie. - mówił pełnym jadu głosem, a zaraz po tym wyszedł.
Haruno poczuła w ustach metaliczny posmak krwi, wypluła ją i zadrżała pod wpływem nagłego bólu. Piekło ją całe ciało, jakby płonęła w żywym ogniu, zaraz po nagłej gorączce, zadrżała z zimna, a po tym poczuła się senna. Jednak wiedziała, że gdy teraz uśnie jej życie dobiegnie końca, bo może się już nigdy nie obudzić.
~~~ W Konoha, brama wioski.
Dziewczyna o ciemnych włosach pokazywała dokumenty, które dostała od Hokage dla strażników. Shikamaru tłumaczył w tym czasie plan dla spóźnionych, czyli Temari, Sasuke i Naruto. Tego ostatniego zatrzymali na chwilę rodzice Sakury, prosząc, aby sprowadził ich córkę całą, zdrową i bezpieczną do Konohy.
Nara zerknął na Hyugę, która właśnie do nich podchodziła.
- Możemy iść? - zapytał poważnym, aczkolwiek znudzonym tonem głosu.
- Tak. Oczywiście. Hokage dała nam miesiąc na znalezienie Sakury. Jeśli nam się nie uda to... - wypowiedziała te słowa wyraźnie i spokojnie Hyuga, ale zaczęła się wahać przy zakończeniu zdania.
-... Możemy już nie wracać do Konohy. - wyszeptał Uchiha.
- Dlaczego? - zapytała cała trójka niewtajemniczonych.
- Dlatego, że Konohy już nie będzie. - odparła Hinata opuszczając głowę w dół, jakby popełniała najgorszy z możliwych grzechów.
Gdy już chcieli zapytać "dlaczego?" Uchiha spojrzał na nich z rządzą mordu, a więc wyruszyli. Hinata przez całą droge milczała, jedynie gdy została zapytana "co się dzieje?" odwracała głowę i mówiła "nic". Takie proste słowo, którego używają ludzie chcący coś ukryć, Hinata także pragnie coś ukryć jest to jej smutek, wie, że walka z Yokusaku to samobójstwo. Pamiętała jak półroku temu Sasuke stanął z nim do walki....
Devon stał się władcą kraju Księżyca, Hikari Hyuga postanowiła pomóc synowi i stała się jego doradczynią. Kraj ten wschodził jak kwiat paproci, szybko i pięknie. Hinata szła ulicami wioski razem z Rouse. Postanowiła dać wolny wieczór dla swoich przyjaciół, Ino i Sai'a.
- Idzemy na helbatke? - zapytała Rouse, wyrywając Hyugę z zamyślenia.
- Raczej myślałam o pikniku, ale twój pomysł jest też dobr....... - urawała, słysząc warknięcie. - Rose, idź do domu. Biegnij.
Dziewczynka szybko pokiwała główką i zerwała się do biegu, tak szybkiego na jaki pozwalały jej krótkie nóżki.
- Ghrrrhehhr... - kolejne warknięcie wydobyło się z ust chłopaka o złotych oczach i włosach.
- Słysze cię, idioto. Nie warcz. - wysyczała jak kot te słowa Hyuga.
Warknął coś jeszcze i skoczył do Hinaty, aby zabić ją mieczem, jej własną bronią. Hinata przyjęła postawe obronną, wiedziała, że nie pokona jej. Usłyszała wrzask Rouse, więc obróciła się. Yokusaku trzymał ostrze przy gardle małej dziewczynki. Nawet nie zauważyła kiedy zdążył zaatakować biedną Rouse.
- Narazisz ją na takie niebezpieczeństwo? - zapytał z powagą wilkołak.
Hyuga upadła na kolana i patrzyła na niego tępym wzrokiem. Najgorszą rzeczą nie jest śmierć, ale niemoc. Chwila gdy dama śmierci patrzy ci w oczy i uśmiecha się radośnie, i gdy wie, że nic nie zrobisz jest najbardziej bolesną chwilą z całego twojego życia. Hinata właśnie miała taki moment, czuła jak jej serce zaciska się z bólu, jak oddech milczy, jak piekące znamie na policzku powraca. Znajoma dla niej łodyga kwiatu znów rozwinęła się na policzku, jakby czekała na chwilę jej słabości. Łza zabarwiona krwią spłynęła po znaku, a Hinata przestała słuchać rozsądku. Wstała z ziemi, Yokusaku wypuścił Rouse, która pobiegła w kierunku zamku władcy wioski Księżyca, gdzie miała nadzieje, że znajdzie wujka Sasuke.
- W końcu razem... - wyszeptał w jej strone Yokusaku.
- Nareszcie. - szepnęła nieprzytomnie Hinata.
W jej głowie jedna część, ta dobra krzyczała, aby przestała, ale zła część była silniejsza. Złotooki podszedł do niej i delikatnie pocałował w usta. Zła część Hinaty, ta która miała teraz władze nie sprzeciwiała się temu.
- HINATA!!! - usłyszeli rozwścieczony głos Uchihy.
- Czego chcesz?! Przeszkadzasz! - Yokusaku odsunął się od Hinaty, co było jego błędem.
Sasuke zaatakował go bez ostrzeżenia. Uchiha był wściekły jak nigdy, uderzał mocno złotookiego. Hinata stała sparaliżowana ze strachu. Poczuła ucisk na nadgarstku, naznaczenie zmieniło barwę na ze złotej na ciemno-niebieską. Zerknęła na człowieka trzymajęcego jej nadgarstek, to jej mistrzyni Miko. Zamrugała kilkakrotnie.
- Sasuke!! - krzyknęła przerażona, gdy Yokusaku uderzył Uchihę kilkakrotnie w kark i brzuch.
Zasłoniła usta dłonią, aby powstrzymać krzyki. Przeźroczyste łzy płynęły wartkimi strumyczkami po jej bladych z przerażenia policzkach. Zawiał mocniejszy wiatr, gdy Yokusaku uderzał Uchihę, który nie miał szans na odparowanie ciosów lub atak. Uderzenie zaciśniętej pięści biło jak serce Hinaty, mocno i szybko, odbijało się echem w jej umyśle. Yokusaku wyciągnął miecz i wbił go w podbrzusze Uchihy, a ten wrzasnął z bólu, krew płynęła szybko i mocno. Każda kropla krwii przybliżała Sasuke do śmierci. Uchiha zatańczył taniec z śmiercią i dostał kosza. Przegrał życie.
Hinata zamknęła oczy, wyciągnęła kunai i przyłożyła sobie go do gardła. Nie mogła pozwolić, aby śmierć zabrała jej JEGO.
- Yokusaku!!! Uderz Sasuke jeszcze raz, a rozleje się tutaj więcej krwi! - wrzasnęła do złotookiego Hinata, po czym już miała sobie podciąć gardło.
Szczęście w nieszczęściu, Yokusaku nadal kochał Hinatę i nie chciał jej śmierci. Przestał sprawiać ból czarnowłosemu i zniknął w kłębach czarnego dymu.
Hinata wyrzuciła kunai z ręki i pobiegła do Sasuke. Wyciągnęła z jego półmartwego ciała swoją broń, przytuliła się do niego i szeptała ciągle "przepraszam", jakby to jedno słowo miało zmienić to co zrobiła.
- Nie przejmuj się.... - usłyszała jego słabnący szept.
Życiodajne czerwone krople wypływały z jego ran coraz szybciej i szybciej. Z każdą kroplą krwi był słabszy, a śmierć szeroko się uśmiechała. Hinata spojrzała najpierw w gasnące oczy Uchihy, a zaraz potem na oddźwiernego. Był to cień demona, który nawiedza dzieci w snach. Cień był cieniem po prostu, był trójwymiarowym cieniem demona z dwoma rogami, ogonem i wydłużonymi rękami.
Łzy spływały po jej policzkach. Oddżwierny sięgnął do duszy Uchihy, miejsce to było jego sercem.
- Nie zabieraj go... - szepnęła Hyuga do cienia.
- Perche*? - zapytał w innym języku, języku demonów.
- Bo jest dla mnie kimś ważnym..... chyba... go kocham. - wyszeptała odpowiedź Hinata trzymając martwe ciało czarnowłosego.
- Pozwole mu żyć, ale musisz dać mi coś w zamian. - wypowiedział oschle.
- Cokolwiek to będzie, zrobie to. - wyszeptała po raz drugi z nutką nadziei w głosie.
- Chce.... mieć... wasze... pierworodne dziecko. - powiedział demon, a widząc sprzeciw na jej twarzy dodał. - Chyba, że chcesz aby zginął.
Hinata zamknęła oczy, aby zahamować choć troche łzy, zastanowiła się chwilkę i szepnęła gorzko.
- Dobrze...
Wina, której nie mogła odkupić spłynęła na nią, jak grom z jasnego nieba. Powrócił wstyd, którego miała nadzieje się wyzbyć. Pragnęła teraz jednego... odkupienia. Nocami płakała przez swoją słabość do Uchihy. Błagała cienia, aby zmienił zasady, ale ten jedynie ją zbywał. Powiedział jej, że po ocaleniu jakiejś kobiety, zajdzie w ciąże i po dziewięciu miesiącach urodzi zdrowego chłopca. Chłopiec miał mieć oczy ojca, kolor włosów i karnacje odziedziczoną po matce, miał też być uparty i cierpliwy. Demon mówił jej to wszystko, aby bardziej cierpiała. Cień demona cieszył się z jej cierpienia i nienawiści do niego.
Udało mu się. Płakała nocami cichutko, tak aby nikt się nie obudził. Ona ta która ma przeprowadzać duchy i chronić je zawarła pakt z cieniem, najgorszym z wrogów klanu Hoshi No Namida. Pojawiał się w nocną pełnie, aby przypomnieć jej o umowie. Na zakończenie zawsze szeptał:
- Nie mów mi "żegnaj".
Jego przerażający ton głosu sprawiał, że Hinata drżała. Jedynie blady ze strachu księżyc patrzył na to smutno. Luna chciała coś zrobić... ale stała się księżycem, a u jej boku stał Sol, był teraz przedstawiony jako poświata księżyca, już nie chciał opuszczać swej ukochanej. Luna tej nocy płakała i tworzyła nowe konstelacje gwiezdne.
Śmierć jest nieuchronną częścią życia. Każdy to wie, każdy wie, że przed nią nie ma ucieczki. Jednak są takie istoty, które żyją wiecznie są to LYKANIE. Lykan to w połowie człowiek, a w połowie wilk. Te istoty żyją dlatego, że zabijają ludzi. Te bestie karmią się ciałami pokonanych i mogą przybrać ich wygląd, ponadto dzięki życiodajnej krwi zabitych żyją zupełnie nowym życiem. Jednak tam gdzie rodzi się zło, tam też jest dobro. W niektórych szkołach uczono walki z tymi bestiami, szkoły te nosiły nazwę "Czarna Róża" na całym świecie tych szkół było zaledwie dziesięć. Cholernie mało, biorąc pod uwagę fakt, że lykanów są setki. Jednak jeden lykan jest wart dziesięciu najsłabszych uczniów tych też szkół. Uczniowie szkoły nieśli za sobą radość - gdy ocalali ludzkie zagrożone przez lykanów życia, ale nieśli też za sobą i śmierć, bo jednak te bestie były w małej części ludźmi. Ci uczniowie byli poukrywani przed światem zewnętrznym, zwykli obywatele nie mieli pojęcia kim są ci ludzie. Grali w tym życiu jak aktorzy na scenie, według scenariusza napisanego przez ich samych.
Sakura otworzyła oczy i zamrugała kilkakrotnie. Zaczęła się szarpać i wyrywać, co było na nic, bo była przykłuta łańcuchami do ściany. Nadgarstki i kostki były oplecione metalowymi, przyległymi, ciężkimi bransoletami. Łańcuch był bardzo gruby, ledwo się poruszała. Stróżki słonych łez popłynęły po bladych policzkach, a zaraz potym skapnęły na brudną od piasku i krwi podłogę. Wrzeszczała i groziła, aby ją wypuścić. Jednak nikt nie przychodził. Po wielu godzinach krzyków, jej głos odmówił jej posłuszeństwa. Zamknęła mocno oczy i zacisnęła usta, aby pozbyć się suchoty z gardła.
- No nareszcie przestałaś wrzeszczeć. Moim ludziom niedługo by odpadły uszy. - Usłyszała zimny ton głosu.
Już chciała odpowiedzieć na słowa złotowłosego przestępcy, gdy on uderzył ją w twarz, tak mocno, że omal nie straciła przytomności.
- Mam dość.... gdzie ci twoi przyjaciele? Jak widać nie zależy im na tobie. - mówił pełnym jadu głosem, a zaraz po tym wyszedł.
Haruno poczuła w ustach metaliczny posmak krwi, wypluła ją i zadrżała pod wpływem nagłego bólu. Piekło ją całe ciało, jakby płonęła w żywym ogniu, zaraz po nagłej gorączce, zadrżała z zimna, a po tym poczuła się senna. Jednak wiedziała, że gdy teraz uśnie jej życie dobiegnie końca, bo może się już nigdy nie obudzić.
~~~ W Konoha, brama wioski.
Dziewczyna o ciemnych włosach pokazywała dokumenty, które dostała od Hokage dla strażników. Shikamaru tłumaczył w tym czasie plan dla spóźnionych, czyli Temari, Sasuke i Naruto. Tego ostatniego zatrzymali na chwilę rodzice Sakury, prosząc, aby sprowadził ich córkę całą, zdrową i bezpieczną do Konohy.
Nara zerknął na Hyugę, która właśnie do nich podchodziła.
- Możemy iść? - zapytał poważnym, aczkolwiek znudzonym tonem głosu.
- Tak. Oczywiście. Hokage dała nam miesiąc na znalezienie Sakury. Jeśli nam się nie uda to... - wypowiedziała te słowa wyraźnie i spokojnie Hyuga, ale zaczęła się wahać przy zakończeniu zdania.
-... Możemy już nie wracać do Konohy. - wyszeptał Uchiha.
- Dlaczego? - zapytała cała trójka niewtajemniczonych.
- Dlatego, że Konohy już nie będzie. - odparła Hinata opuszczając głowę w dół, jakby popełniała najgorszy z możliwych grzechów.
Gdy już chcieli zapytać "dlaczego?" Uchiha spojrzał na nich z rządzą mordu, a więc wyruszyli. Hinata przez całą droge milczała, jedynie gdy została zapytana "co się dzieje?" odwracała głowę i mówiła "nic". Takie proste słowo, którego używają ludzie chcący coś ukryć, Hinata także pragnie coś ukryć jest to jej smutek, wie, że walka z Yokusaku to samobójstwo. Pamiętała jak półroku temu Sasuke stanął z nim do walki....
Devon stał się władcą kraju Księżyca, Hikari Hyuga postanowiła pomóc synowi i stała się jego doradczynią. Kraj ten wschodził jak kwiat paproci, szybko i pięknie. Hinata szła ulicami wioski razem z Rouse. Postanowiła dać wolny wieczór dla swoich przyjaciół, Ino i Sai'a.
- Idzemy na helbatke? - zapytała Rouse, wyrywając Hyugę z zamyślenia.
- Raczej myślałam o pikniku, ale twój pomysł jest też dobr....... - urawała, słysząc warknięcie. - Rose, idź do domu. Biegnij.
Dziewczynka szybko pokiwała główką i zerwała się do biegu, tak szybkiego na jaki pozwalały jej krótkie nóżki.
- Ghrrrhehhr... - kolejne warknięcie wydobyło się z ust chłopaka o złotych oczach i włosach.
- Słysze cię, idioto. Nie warcz. - wysyczała jak kot te słowa Hyuga.
Warknął coś jeszcze i skoczył do Hinaty, aby zabić ją mieczem, jej własną bronią. Hinata przyjęła postawe obronną, wiedziała, że nie pokona jej. Usłyszała wrzask Rouse, więc obróciła się. Yokusaku trzymał ostrze przy gardle małej dziewczynki. Nawet nie zauważyła kiedy zdążył zaatakować biedną Rouse.
- Narazisz ją na takie niebezpieczeństwo? - zapytał z powagą wilkołak.
Hyuga upadła na kolana i patrzyła na niego tępym wzrokiem. Najgorszą rzeczą nie jest śmierć, ale niemoc. Chwila gdy dama śmierci patrzy ci w oczy i uśmiecha się radośnie, i gdy wie, że nic nie zrobisz jest najbardziej bolesną chwilą z całego twojego życia. Hinata właśnie miała taki moment, czuła jak jej serce zaciska się z bólu, jak oddech milczy, jak piekące znamie na policzku powraca. Znajoma dla niej łodyga kwiatu znów rozwinęła się na policzku, jakby czekała na chwilę jej słabości. Łza zabarwiona krwią spłynęła po znaku, a Hinata przestała słuchać rozsądku. Wstała z ziemi, Yokusaku wypuścił Rouse, która pobiegła w kierunku zamku władcy wioski Księżyca, gdzie miała nadzieje, że znajdzie wujka Sasuke.
- W końcu razem... - wyszeptał w jej strone Yokusaku.
- Nareszcie. - szepnęła nieprzytomnie Hinata.
W jej głowie jedna część, ta dobra krzyczała, aby przestała, ale zła część była silniejsza. Złotooki podszedł do niej i delikatnie pocałował w usta. Zła część Hinaty, ta która miała teraz władze nie sprzeciwiała się temu.
- HINATA!!! - usłyszeli rozwścieczony głos Uchihy.
- Czego chcesz?! Przeszkadzasz! - Yokusaku odsunął się od Hinaty, co było jego błędem.
Sasuke zaatakował go bez ostrzeżenia. Uchiha był wściekły jak nigdy, uderzał mocno złotookiego. Hinata stała sparaliżowana ze strachu. Poczuła ucisk na nadgarstku, naznaczenie zmieniło barwę na ze złotej na ciemno-niebieską. Zerknęła na człowieka trzymajęcego jej nadgarstek, to jej mistrzyni Miko. Zamrugała kilkakrotnie.
- Sasuke!! - krzyknęła przerażona, gdy Yokusaku uderzył Uchihę kilkakrotnie w kark i brzuch.
Zasłoniła usta dłonią, aby powstrzymać krzyki. Przeźroczyste łzy płynęły wartkimi strumyczkami po jej bladych z przerażenia policzkach. Zawiał mocniejszy wiatr, gdy Yokusaku uderzał Uchihę, który nie miał szans na odparowanie ciosów lub atak. Uderzenie zaciśniętej pięści biło jak serce Hinaty, mocno i szybko, odbijało się echem w jej umyśle. Yokusaku wyciągnął miecz i wbił go w podbrzusze Uchihy, a ten wrzasnął z bólu, krew płynęła szybko i mocno. Każda kropla krwii przybliżała Sasuke do śmierci. Uchiha zatańczył taniec z śmiercią i dostał kosza. Przegrał życie.
Hinata zamknęła oczy, wyciągnęła kunai i przyłożyła sobie go do gardła. Nie mogła pozwolić, aby śmierć zabrała jej JEGO.
- Yokusaku!!! Uderz Sasuke jeszcze raz, a rozleje się tutaj więcej krwi! - wrzasnęła do złotookiego Hinata, po czym już miała sobie podciąć gardło.
Szczęście w nieszczęściu, Yokusaku nadal kochał Hinatę i nie chciał jej śmierci. Przestał sprawiać ból czarnowłosemu i zniknął w kłębach czarnego dymu.
Hinata wyrzuciła kunai z ręki i pobiegła do Sasuke. Wyciągnęła z jego półmartwego ciała swoją broń, przytuliła się do niego i szeptała ciągle "przepraszam", jakby to jedno słowo miało zmienić to co zrobiła.
- Nie przejmuj się.... - usłyszała jego słabnący szept.
Życiodajne czerwone krople wypływały z jego ran coraz szybciej i szybciej. Z każdą kroplą krwi był słabszy, a śmierć szeroko się uśmiechała. Hinata spojrzała najpierw w gasnące oczy Uchihy, a zaraz potem na oddźwiernego. Był to cień demona, który nawiedza dzieci w snach. Cień był cieniem po prostu, był trójwymiarowym cieniem demona z dwoma rogami, ogonem i wydłużonymi rękami.
Łzy spływały po jej policzkach. Oddżwierny sięgnął do duszy Uchihy, miejsce to było jego sercem.
- Nie zabieraj go... - szepnęła Hyuga do cienia.
- Perche*? - zapytał w innym języku, języku demonów.
- Bo jest dla mnie kimś ważnym..... chyba... go kocham. - wyszeptała odpowiedź Hinata trzymając martwe ciało czarnowłosego.
- Pozwole mu żyć, ale musisz dać mi coś w zamian. - wypowiedział oschle.
- Cokolwiek to będzie, zrobie to. - wyszeptała po raz drugi z nutką nadziei w głosie.
- Chce.... mieć... wasze... pierworodne dziecko. - powiedział demon, a widząc sprzeciw na jej twarzy dodał. - Chyba, że chcesz aby zginął.
Hinata zamknęła oczy, aby zahamować choć troche łzy, zastanowiła się chwilkę i szepnęła gorzko.
- Dobrze...
Wina, której nie mogła odkupić spłynęła na nią, jak grom z jasnego nieba. Powrócił wstyd, którego miała nadzieje się wyzbyć. Pragnęła teraz jednego... odkupienia. Nocami płakała przez swoją słabość do Uchihy. Błagała cienia, aby zmienił zasady, ale ten jedynie ją zbywał. Powiedział jej, że po ocaleniu jakiejś kobiety, zajdzie w ciąże i po dziewięciu miesiącach urodzi zdrowego chłopca. Chłopiec miał mieć oczy ojca, kolor włosów i karnacje odziedziczoną po matce, miał też być uparty i cierpliwy. Demon mówił jej to wszystko, aby bardziej cierpiała. Cień demona cieszył się z jej cierpienia i nienawiści do niego.
Udało mu się. Płakała nocami cichutko, tak aby nikt się nie obudził. Ona ta która ma przeprowadzać duchy i chronić je zawarła pakt z cieniem, najgorszym z wrogów klanu Hoshi No Namida. Pojawiał się w nocną pełnie, aby przypomnieć jej o umowie. Na zakończenie zawsze szeptał:
- Nie mów mi "żegnaj".
Jego przerażający ton głosu sprawiał, że Hinata drżała. Jedynie blady ze strachu księżyc patrzył na to smutno. Luna chciała coś zrobić... ale stała się księżycem, a u jej boku stał Sol, był teraz przedstawiony jako poświata księżyca, już nie chciał opuszczać swej ukochanej. Luna tej nocy płakała i tworzyła nowe konstelacje gwiezdne.
24 czerwca 2013
Rozdział 23: Nie mów mi "żegnaj". CZĘŚĆ 1 - 3.
Rozdział 23: Nie mów mi "żegnaj". CZĘŚĆ 1 - 3.
Trzy dni później, wieść o porwaniu Haruno szybko się rozniosła, Naruto został wezwany do Hokage w ważnej sprawie, jak zwykle wpadł do pomieszczenia spóźniony i bez pukania, oprócz niego w pomieszczeniu były jeszcze cztery osoby w szarych płaszczach z kapturem.
- Uzumaki!! SPÓŹNIŁEŚ SIĘ!! - ryknęła Tsunade.
- Taaa, sorry, babciu Tsunade. - odpowiedział Uzumaki smutnym tonem głosu.
- U-zu-ma-ki Na-ru-to. - ktoś powiedział głośno jego imię, ten głos należał do kobiety.
- Naruto? Czy to ty? - zapytała druga kobieta.
- Zwykle byłeś bardziej wesoły, Uzumaki-san. - usłyszał głos należący do zakapturzonego mężczyzny, który na rękach trzymał małą ciemnowłosą dziewczynkę.
- Zmieniłeś się, idioto. - usłyszał znajomy, zimny ton głosu.
- Sasuke?! Hinata, Ino i Sai?! Mieliście być na misji, jeszcze przez rok! - krzyczał zaskoczony blondyn o jasnych oczach, które teraz ogarniał smutek.
- Sasuke szybko się uczy, Naruto-kun... Kolejny rok szkolenia nie był mu potrzebny... Przynajmniej w wiosce Księżyca. - powiedziała Hyuga ściągajac kaptur z głowy, tym samym pozwoliła by ciemne włosy swobdnie opadły na ramiona.
- A w czym się szybko uczę, hime? - zapytał Uchiha, patrząc na nią z blyskiem w oku.
- Sam się domyśl i nie nazywaj mnie "HIME"! - warknęła pod nosem Hyuga.
- Możecie się zamknąć? Rose śpi. - powiedziała groźnie Yamanaka, jednocześnie ściągając kaptur.
- Ma-cie cór-córkę!?!! - wrzasnął głośno Uzumaki co było jego błędem, bo mała czarnowłosa się obudziła.
- Zamorduje cię. - powiedział Sai, oddając dziecko Ino.
- No to masz teraz... - zaczął młody Uchiha, ale przerwała mu Hokage i Hinata.
- ZAMKNĄĆ SIĘ!!!! - ryknęły tak głośno, że część papierów z biurka Tsunade pospadało.
Przełknęli gulkę w gardle i uciszyli się natychmiast.
- Tsunade-sama słyszeliśmy o porwaniu Sakury i pomożemy w jej odbiciu... - rozpoczęła ciemnowłosa.
- Wiecie kto ją porwał? - zapytali równo Hokage i Uzumaki.
- Pewien złoty wilkołak, któremu życie nie jest miłe. - odparła krótko Ino, która zmieniła się po chwilowym opuszczeniu Konohy.
Ino stała się silniejsza, inteligentniejsza i jej zdolności jako medyczki zwiększyły się. Sai i Sasuke również urośli w siłę, natomiast Hinata potrenowała troche z Sasuke i w starciu z nim przegrałaby, gdyby nie ostatnia lekcja Miko mianowicie nauka pod tytułem "Gdy jest źle, oszukuj." Podstawiła Uchise przysłowiowego haka.
- O kim mówicie? - zapytała Tsunade.
- O moim byłym chłopaku Yokusaku Aishiteru, znanym jako Złoty Wilk. - wyjaśniła Hyuga jej głos nie wyrażał nic.
Uchiha syknął coś niezrozumiale pod nosem, a Rouse zaczęła:
- Oji-kun nie przeklinaj! - dziweczynka przez ten rok nauczyła się poprawnie mówić.
- Ja nie...! - zaczął Uchiha, ale zamilkł pod wplywem karcącego spojrzenia, które posyłała mu Hinata.
Ino westchnęła i szturchnęła Sai'a w bok, aby interweniował, bo ci dwoje się pozabijają.
- Ej, ej, ej! Spokój... bez rozlewów krwi przy dziecku. - wymyślił patrząc na dziewczynkę przytuloną do Ino.
- To wyjdziemy na dwór. - wysyczała przez zaciśnięte zęby Hyuga.
- Jeśli tego chcesz, hime to z miłą chęcią, ale jednak wole TO zrobić... - Uchiha właśnie dodał oliwy do ognia.
- Uchiha!!! HYUGA!! - ryknął rozwścieczony Sai - Mam was po wyżej uszu! Na misji się pozabijacie!!
Sasuke parsknął śmiechem, a Hinata odwróciła głowę w strone okna.
- Arigatou, Sai... Jak pewnie każdy z was wie, że macie odnaleźć i sprowadzić Harunę Sakurę z powrotem do wioski. Ino, Sai i...
- Rouse, prze pani. - przedstawiła się dziewczynka.
- i Rouse wasza trójka ma wolne. Na tą misje wyznaczam wam do pomocy... Temari No Saboku i Shikamaru Narę, Uzumaki Naruto ty także idziesz. A teraz wyjść... - powiedziała przeglądając papiery.
- Moment, Tsunade-sama. Kto dowodzi? - zapytał Uchiha patrząc na starszą kobiete.
- Nara Shikamaru. - odparła krótko Hokage.
Wyszli. Ino, Sai i Rouse poszli w kierunku kwiaciarni rodziny Yamanaka. Uzumaki pobiegł szukać Nary i No Saboku. Uchiha poszedł do swojego domu, a Hyuga do swojego.
Po nie całej minucie. Stanęła na środku korytarza w domu Hyuga i krzyknęła:
- Już jestem! - jej krzyk był głośny na tyle, że do pomieszczenia zbiegł się cały klan Hyuga, prócz jej ojca.
- Witamy w domu.
- Cieszymy się z twojego powrotu.
Mówili ludzie z klanu, ale nie ci na których zdaniu zależało jej najbardziej.
- Jak się masz, Hinata-sama? - zapytał Neji podchodząc do Hinaty i delikatnie przytulił na powitanie.
- Dobrze, a ty? Jak tam sprawy z...?- zapytała granatowowłosa z nieśmiałym uśmiechem.
Po chwili rozległ się
- Oneechan!! - ostatni głos rozpoznała bez trudu, Hanabi.
Młodsza Hyuga rzuciła się starszej na szyje i razem opadły na kolana, i rozpłakały się, taka rozłąka dla nich była za ciężka. Płakały ze szczęścia. Łzy szybko tworzyły swoje ścieżki na ich policzkach.
Te łzy były świadectwem prawdziwej więzi między Hinatą, a Hanabi. Neji objął je spokojnie, młodsza z sióstr uśmiechnęła się szeroko z przybycia Hinaty.
- Tęskniłam za wami... - wyszeptała Hinata między łzami.
Ktoś odchrząknął.
- Nie mam już prawa przywitać się ze swoją córką? - padło pytanie ze strony schodów.
Klan Hyuga zrobił przejście. Hinata wstała i podeszła do ojca.
- Witaj, otou-san. - powiedziała sztywnym, suchym tonem głosu.
- Hinata... tak jak ty mnie jeszcze nikt nie wystraszył... najpierw misja zabicia jakiegoś przestępcy, zakończona porażką... później zostałaś porwana przez Uchihę i narażona na kolejne niebezpieczeństwo... jeszcze później ta cała afera z pocałunkiem... a teraz dowiaduje się, że... moim zięńciem zostanie UCHIHA!... Co ja mam z tobą zrobić? - wszystkie słowa, które wypowiadał brzmiały surowo i bez emocji.
- Przykro mi, że cię zawiodłam, otou-san. - wyszeptała Hinata patrząc mu w oczy.
- Daj mi dokończyć.... Nie wiem co na to prawo klanu Hoshi No Namida, ale on powinien poprosić o zgodę, o zawarcie małżeństwa. Inaczej nie zezwolę na ten związek. - wypowiedział z cieniem uśmiechu.
- Otou-san, rozumiem twoje zdanie, ale muszę przygotować się na misje odnalezienia Sakury-chan... Porwał ją ON. - wypowiedziała to tak by usłyszał to tylko ojciec.
- Dobrze... To idź się przygotuj. A co do reszty z was... Rozejść się! - rozkazał mężczyzna patrząc na klan chłodno i obojętnie.
"Świetna gra, otousan. Dostrzegam rodzinne podobieństwo." - pomyślała Hyuga, wchodząc na góre po schodach.
-... i chciałam go wtedy.... a on powiedział, że mnie lub.... to takie słodkie. Prawda? - Hinata nie za bardzo wiedziała o co chodzi młodszej siostrze.
- Yhm... jak miód z czekoladą. - odparła Hinata.
Weszły do jej pokoju. Hinata omiotła przelotnym spojrzeniem jego wnętrze. Czysto i elegancko - tak jak zostawiła ten pokój. Jej wzrok błądził po ścianach, jakby były najbardziej interesującą rzeczą w całym pokoju.
- To ja już pójde, onee-chan. - te słowa padły z ust Hanabi
- Nie musisz jeśli nie chcesz.
- Mam jutro ważny test i musze się uczyć. Pa! - kasztanowo-włosa wyszła z jej pokoju.
Hinata zamknęła drzwi do pokoju na klucz i podeszła do ściany na lewo od drzwi. Ściągnęła szary płaszcz i rzuciła go na łóżko. Wykonała skomplikowane znaki dłońmi w powietrzu, zamknęła oczy i przyłożyła swoje blade dłonie do ściany.
Usłyszała jak beton uderza o podłogę, uśmiechnęła się delikatnie i nie otwierając oczu wyciągnęła coś z dziury, którą wcześniej sama utworzyła. To co wyciągnęła było małym pudełeczkiem, a właściwie szkatułką z biżuterią.
- Nadal to robisz. - usłyszała czyjś głos.
- Wiem... ale nie zmienisz mnie. Sasuke. - odparła Hyuga.
- Nawet nie będe chciał... - wyszeptał czarnowłosy i westchnął ciężko.
- Co? Myślisz, że się zakocham w kimś kto chciał mojej śmierci? - zapytała Hinata, odwracając się i widząc jego wyraz twarzy.
- Ja też chciałem twojej śmierci...- powiedział z goryczą Uchiha.
Hinata milczała nie wiedziała co ma na to odpowiedzieć. Wzrok był pogrążony w smutnych tęczówkach Uchihy, tonęła w tych mrocznych oczach. Dostrzegała w nich teraz gorzką prawde. Uchiha wiedział, że ona nadal może pokochać Yokusaku - tego diabła z jej przeszłości. Ona też to wiedziała, nie było nocy, w której by nie płakała z tego powodu. Nie wiedziała czy czuje coś do Yokusaku, czy do Sasuke.
- Sasuke... nie mogę ci zapewnić o moich uczuciach, ale mogę zapewnić, że misja ta będzie wykonana z sukcesem. - jej słowa zraniły go bardziej niż nóż wbity w serce.
Jednak nie pokazał tego, przez wiele lat nauczył się ukrywać emocje. Teraz też tak robił - to zabolało lekko Hinatę. Chciała być z nim szczera i oczekiwała tego samego od czarnookiego.
Trzy dni później, wieść o porwaniu Haruno szybko się rozniosła, Naruto został wezwany do Hokage w ważnej sprawie, jak zwykle wpadł do pomieszczenia spóźniony i bez pukania, oprócz niego w pomieszczeniu były jeszcze cztery osoby w szarych płaszczach z kapturem.
- Uzumaki!! SPÓŹNIŁEŚ SIĘ!! - ryknęła Tsunade.
- Taaa, sorry, babciu Tsunade. - odpowiedział Uzumaki smutnym tonem głosu.
- U-zu-ma-ki Na-ru-to. - ktoś powiedział głośno jego imię, ten głos należał do kobiety.
- Naruto? Czy to ty? - zapytała druga kobieta.
- Zwykle byłeś bardziej wesoły, Uzumaki-san. - usłyszał głos należący do zakapturzonego mężczyzny, który na rękach trzymał małą ciemnowłosą dziewczynkę.
- Zmieniłeś się, idioto. - usłyszał znajomy, zimny ton głosu.
- Sasuke?! Hinata, Ino i Sai?! Mieliście być na misji, jeszcze przez rok! - krzyczał zaskoczony blondyn o jasnych oczach, które teraz ogarniał smutek.
- Sasuke szybko się uczy, Naruto-kun... Kolejny rok szkolenia nie był mu potrzebny... Przynajmniej w wiosce Księżyca. - powiedziała Hyuga ściągajac kaptur z głowy, tym samym pozwoliła by ciemne włosy swobdnie opadły na ramiona.
- A w czym się szybko uczę, hime? - zapytał Uchiha, patrząc na nią z blyskiem w oku.
- Sam się domyśl i nie nazywaj mnie "HIME"! - warknęła pod nosem Hyuga.
- Możecie się zamknąć? Rose śpi. - powiedziała groźnie Yamanaka, jednocześnie ściągając kaptur.
- Ma-cie cór-córkę!?!! - wrzasnął głośno Uzumaki co było jego błędem, bo mała czarnowłosa się obudziła.
- Zamorduje cię. - powiedział Sai, oddając dziecko Ino.
- No to masz teraz... - zaczął młody Uchiha, ale przerwała mu Hokage i Hinata.
- ZAMKNĄĆ SIĘ!!!! - ryknęły tak głośno, że część papierów z biurka Tsunade pospadało.
Przełknęli gulkę w gardle i uciszyli się natychmiast.
- Tsunade-sama słyszeliśmy o porwaniu Sakury i pomożemy w jej odbiciu... - rozpoczęła ciemnowłosa.
- Wiecie kto ją porwał? - zapytali równo Hokage i Uzumaki.
- Pewien złoty wilkołak, któremu życie nie jest miłe. - odparła krótko Ino, która zmieniła się po chwilowym opuszczeniu Konohy.
Ino stała się silniejsza, inteligentniejsza i jej zdolności jako medyczki zwiększyły się. Sai i Sasuke również urośli w siłę, natomiast Hinata potrenowała troche z Sasuke i w starciu z nim przegrałaby, gdyby nie ostatnia lekcja Miko mianowicie nauka pod tytułem "Gdy jest źle, oszukuj." Podstawiła Uchise przysłowiowego haka.
- O kim mówicie? - zapytała Tsunade.
- O moim byłym chłopaku Yokusaku Aishiteru, znanym jako Złoty Wilk. - wyjaśniła Hyuga jej głos nie wyrażał nic.
Uchiha syknął coś niezrozumiale pod nosem, a Rouse zaczęła:
- Oji-kun nie przeklinaj! - dziweczynka przez ten rok nauczyła się poprawnie mówić.
- Ja nie...! - zaczął Uchiha, ale zamilkł pod wplywem karcącego spojrzenia, które posyłała mu Hinata.
Ino westchnęła i szturchnęła Sai'a w bok, aby interweniował, bo ci dwoje się pozabijają.
- Ej, ej, ej! Spokój... bez rozlewów krwi przy dziecku. - wymyślił patrząc na dziewczynkę przytuloną do Ino.
- To wyjdziemy na dwór. - wysyczała przez zaciśnięte zęby Hyuga.
- Jeśli tego chcesz, hime to z miłą chęcią, ale jednak wole TO zrobić... - Uchiha właśnie dodał oliwy do ognia.
- Uchiha!!! HYUGA!! - ryknął rozwścieczony Sai - Mam was po wyżej uszu! Na misji się pozabijacie!!
Sasuke parsknął śmiechem, a Hinata odwróciła głowę w strone okna.
- Arigatou, Sai... Jak pewnie każdy z was wie, że macie odnaleźć i sprowadzić Harunę Sakurę z powrotem do wioski. Ino, Sai i...
- Rouse, prze pani. - przedstawiła się dziewczynka.
- i Rouse wasza trójka ma wolne. Na tą misje wyznaczam wam do pomocy... Temari No Saboku i Shikamaru Narę, Uzumaki Naruto ty także idziesz. A teraz wyjść... - powiedziała przeglądając papiery.
- Moment, Tsunade-sama. Kto dowodzi? - zapytał Uchiha patrząc na starszą kobiete.
- Nara Shikamaru. - odparła krótko Hokage.
Wyszli. Ino, Sai i Rouse poszli w kierunku kwiaciarni rodziny Yamanaka. Uzumaki pobiegł szukać Nary i No Saboku. Uchiha poszedł do swojego domu, a Hyuga do swojego.
Po nie całej minucie. Stanęła na środku korytarza w domu Hyuga i krzyknęła:
- Już jestem! - jej krzyk był głośny na tyle, że do pomieszczenia zbiegł się cały klan Hyuga, prócz jej ojca.
- Witamy w domu.
- Cieszymy się z twojego powrotu.
Mówili ludzie z klanu, ale nie ci na których zdaniu zależało jej najbardziej.
- Jak się masz, Hinata-sama? - zapytał Neji podchodząc do Hinaty i delikatnie przytulił na powitanie.
- Dobrze, a ty? Jak tam sprawy z...?- zapytała granatowowłosa z nieśmiałym uśmiechem.
Po chwili rozległ się
- Oneechan!! - ostatni głos rozpoznała bez trudu, Hanabi.
Młodsza Hyuga rzuciła się starszej na szyje i razem opadły na kolana, i rozpłakały się, taka rozłąka dla nich była za ciężka. Płakały ze szczęścia. Łzy szybko tworzyły swoje ścieżki na ich policzkach.
Te łzy były świadectwem prawdziwej więzi między Hinatą, a Hanabi. Neji objął je spokojnie, młodsza z sióstr uśmiechnęła się szeroko z przybycia Hinaty.
- Tęskniłam za wami... - wyszeptała Hinata między łzami.
Ktoś odchrząknął.
- Nie mam już prawa przywitać się ze swoją córką? - padło pytanie ze strony schodów.
Klan Hyuga zrobił przejście. Hinata wstała i podeszła do ojca.
- Witaj, otou-san. - powiedziała sztywnym, suchym tonem głosu.
- Hinata... tak jak ty mnie jeszcze nikt nie wystraszył... najpierw misja zabicia jakiegoś przestępcy, zakończona porażką... później zostałaś porwana przez Uchihę i narażona na kolejne niebezpieczeństwo... jeszcze później ta cała afera z pocałunkiem... a teraz dowiaduje się, że... moim zięńciem zostanie UCHIHA!... Co ja mam z tobą zrobić? - wszystkie słowa, które wypowiadał brzmiały surowo i bez emocji.
- Przykro mi, że cię zawiodłam, otou-san. - wyszeptała Hinata patrząc mu w oczy.
- Daj mi dokończyć.... Nie wiem co na to prawo klanu Hoshi No Namida, ale on powinien poprosić o zgodę, o zawarcie małżeństwa. Inaczej nie zezwolę na ten związek. - wypowiedział z cieniem uśmiechu.
- Otou-san, rozumiem twoje zdanie, ale muszę przygotować się na misje odnalezienia Sakury-chan... Porwał ją ON. - wypowiedziała to tak by usłyszał to tylko ojciec.
- Dobrze... To idź się przygotuj. A co do reszty z was... Rozejść się! - rozkazał mężczyzna patrząc na klan chłodno i obojętnie.
"Świetna gra, otousan. Dostrzegam rodzinne podobieństwo." - pomyślała Hyuga, wchodząc na góre po schodach.
-... i chciałam go wtedy.... a on powiedział, że mnie lub.... to takie słodkie. Prawda? - Hinata nie za bardzo wiedziała o co chodzi młodszej siostrze.
- Yhm... jak miód z czekoladą. - odparła Hinata.
Weszły do jej pokoju. Hinata omiotła przelotnym spojrzeniem jego wnętrze. Czysto i elegancko - tak jak zostawiła ten pokój. Jej wzrok błądził po ścianach, jakby były najbardziej interesującą rzeczą w całym pokoju.
- To ja już pójde, onee-chan. - te słowa padły z ust Hanabi
- Nie musisz jeśli nie chcesz.
- Mam jutro ważny test i musze się uczyć. Pa! - kasztanowo-włosa wyszła z jej pokoju.
Hinata zamknęła drzwi do pokoju na klucz i podeszła do ściany na lewo od drzwi. Ściągnęła szary płaszcz i rzuciła go na łóżko. Wykonała skomplikowane znaki dłońmi w powietrzu, zamknęła oczy i przyłożyła swoje blade dłonie do ściany.
Usłyszała jak beton uderza o podłogę, uśmiechnęła się delikatnie i nie otwierając oczu wyciągnęła coś z dziury, którą wcześniej sama utworzyła. To co wyciągnęła było małym pudełeczkiem, a właściwie szkatułką z biżuterią.
- Nadal to robisz. - usłyszała czyjś głos.
- Wiem... ale nie zmienisz mnie. Sasuke. - odparła Hyuga.
- Nawet nie będe chciał... - wyszeptał czarnowłosy i westchnął ciężko.
- Co? Myślisz, że się zakocham w kimś kto chciał mojej śmierci? - zapytała Hinata, odwracając się i widząc jego wyraz twarzy.
- Ja też chciałem twojej śmierci...- powiedział z goryczą Uchiha.
Hinata milczała nie wiedziała co ma na to odpowiedzieć. Wzrok był pogrążony w smutnych tęczówkach Uchihy, tonęła w tych mrocznych oczach. Dostrzegała w nich teraz gorzką prawde. Uchiha wiedział, że ona nadal może pokochać Yokusaku - tego diabła z jej przeszłości. Ona też to wiedziała, nie było nocy, w której by nie płakała z tego powodu. Nie wiedziała czy czuje coś do Yokusaku, czy do Sasuke.
- Sasuke... nie mogę ci zapewnić o moich uczuciach, ale mogę zapewnić, że misja ta będzie wykonana z sukcesem. - jej słowa zraniły go bardziej niż nóż wbity w serce.
Jednak nie pokazał tego, przez wiele lat nauczył się ukrywać emocje. Teraz też tak robił - to zabolało lekko Hinatę. Chciała być z nim szczera i oczekiwała tego samego od czarnookiego.
31 maja 2013
Rozdział22: Każda łza to jeden anioł, który umiera.
- Yok-yokus-yokusaku?- zapytała odwracając się w tył, jej głos nie wyrażał żadnych emocji prócz... jadu?
- To ja. - odpowiedział tylko krótko złotooki.
- Al-le jak.... kied.... czemu... Jak?! - pytała urywanie Hyuga.
- Jestem tu dla ciebie, skarbie. - powiedział z uwodzicielskim uśmiechem złotowłosy.
- Ja.... ja... muszę iść do domu... Chodźmy, Sasuke-sa...kun. - zawahała się czy nie powinna powiedzieć "san".
Podeszła do Uchihy, który patrzył na nią dziwnie i delikatnie wplotła ręke w jego otwartą dłoń. Poczuł jej ciepło na swojej skórze i to wystarczyło by się uspokoił. Nie spodziewał się tego, myślał, że Hinata rzuci się na szyje Yokusaku, ale zaskoczyła go. Zresztą nie po raz pierwszy. Uchiha czuł na sobie rozwścieczony wzrok alfy lykana. Szedł i pozwolił by Hinata zaciągnęła go na wzgórze. Byli już na pagórku, czarnowłosy rozejrzał się stąd było widać całą wioskę. Rozświetloną lampkami, słychać było śpiew, rozmowy i śmiech ludzi bawiących się i cieszących z pokoju. Zamknął na chwile oczy by utrwalić ten moment w pamięci. Hinata usiadła na zielnej trawie, za nią stało drzewo o które mogła się oprzeć, ale tego nie zrobiła i zrobiła coś czego Uchiha nigdy by się po niej nie spodziewał mianowicie rozpłakała się. Sasuke podszedł do niej i usiadł obok niej. Westchnął, nie lubił gdy ktoś płakał nie wiedział co wtedy zrobić, nie lubił gdy ona płakała to rozdzierało mu serce. Niewiele myśląc przytulił ją i pozwolił by słone łzy moczyły jego kimono. Oparł się o pień i zamknął oczy. Sam poczuł jak Hinata układa się wygodniej na jego kolanach. Usnęła, a on był zbyt zmęczony by ją podnieść i zanieść do domu. Po kilku minutach także popłynął w ramiona morfeusza.
~~~Konoha-Gakure.
Hanabi siedziała w pokoju siostry i oglądała album ze zdjęciami, bladooka miała na sobie piżamę w małpki. Na fotografiach były ich najpiękniejsze chwile utrwalone na zdjęciach, tak, że można do nich powrócić i śmiać się z nich albo płakać ze smutku.
Na pierwszym zdjęciu była ona i Hinata, Hanabi miała wtedy pięć może sześć lat przytulała się do starszej siostry i trochę złym wzrokiem patrzała na Ko robiącego im zdjecie.
Drugie było na nowy rok Hinata i Hanabi były przebrane w kimona i próbowały uśmiechać się do zdjęcia. Wtedy Hanabi była po treningu, Neji próbował czytać jakąś książkę i umówił się z Tenten na "To tylko spotkanie z koleżanką z zespołu, nie randka!" tak to określił, ale Hinata nie bardzo mu uwierzyła i zaczęła czesać jego włosy, chłopak chciał aby przestała.
Czwarte było najpiękniejszym ze wszystkich ich zdjęć była na nim Hikari, matka Hinaty i Hanabi, był też Hiashi z jak zwykle obojętnością. Na piątym zdjęciu była mała Hinata i matka, Hiashi mówił, że coś wtedy śpiewała.
Kolejne zdjęcia nie znaczyły zbyt wiele: była tam drużyna Hinaty jak byli młodsi i teraz, Kiba i Akamaru robiący śmieszne miny do robiącej im zdjęcie Hinaty, całe rokkie dziewięć, Karin i Hinata z niewinnymi uśmiechami, Hinata i jej drużyna z liceum "czarnej róży" oraz kilkanaście zdjęć z Temari, Tenten, Sakurą i Ino. Było też zdjęcie, na którym były mała Hinata, Ino, Sakura i Tenten.
Hanabi zaczęła płakać jako druga osoba wiedziała ile będzie trwać misja Hinaty... nie zobaczy siostry przez rok. Jako, że oprócz niej w domu była reszta klanu nie pozwoliła sobie na głośny płacz, lecz cichy i przynoszący więcej bólu, bo dusi w sobie kilkanaście emocji. Do pokoju ktoś wszedł.
- Hanabi? Czemu płaczesz?- usłyszała głos ojca.
Poderwała głowę w góre i zaczęła:
- Przepraszam, otousan... ja tęskinie za Hina-tą. - głośniejszy szloch wydał się z jej gardła pozbawiając ją tym samym głosu.
- Ja też, córeczko... jednak Hinata jest silna, tak jak i ty wierze, że obie sobie poradzicie przez ten rok. Jesteście przecież moimi córkami. Zawsze będe z was dumny. I zawsze będe was traktować jak małe dziewczynki, a możecie mieć nawet wtedy z trzydzieści lat.... dla mnie pozostaniecie zawsze dziećmi.- powiedział i już miał wychodzić, ale powstrzymał go głos młodszej z córek.
- Otousan... co okasan śpiewała Hinacie, gdy robiłeś zdjęcie? - zapytała jednocześnie pokazując fotografie.
Hiashi usiadł na brzegu łóżka i zaczął nucić, była to znana i uwielbiana przez dzieci kołysanka
- Do Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga, chodź opowiem ci bajeczkę
bajka będzie długa...
Był sobie król
Był sobie paź
I była też królewna
Żyli wśród róż, nie znali burz, rzecz najzupełniej pewna.
Żyli wśród róż, nie znali burz....
Król kochał ją, kochał ją paź i ona też kochała ich.
Lecz srogi los, okrutna śmierć w udziale im przypadła.
Króla zjadł pies,
Pazia zjadł kot,
Królewne myszka zjadła.
Króla zjadł pies,
Pazia zjadł kot,
Królewne myszka zjadła.
Lecz powiem ci, dziecino ma coś w sekrecie
Z cukru był król
Z piernika paź
A królewna z marcepana.
Z cukru był król
Z piernika paź
A królewna z marcepana. - Hiashi miał melodyjny i spokojny głos, oczywiście niektóre słowa poprzeciągał. Zerknął na młodszą z córek wyglądała na zmęczoną. Wziął ją na ręce i wyszedł z pokoju Hinaty, zaniósł kasztanwowłosą córeczkę do jej pokoju i otulił do snu.
- Słodkich snów. - szepnął wychodząc z jej pokoju.
- Dobranoc, otousan. - mruknęła sennie Hanabi.
Uśmiechnął się do siebie i zamknął drzwi za sobą. Spojrzał na zegarek stojący na komodzie wskazywał dwudziestądrugą, zamrugał aby wyzbyć się nieprzyjemnego piasku, którym sypał Morfeusz, otóż ten gość zwany panem snu chciał za wszelką cenę uśpić głowę klanu Hyuga, Morfeusz musiał conajmniej trzy taczki wysypać na oczy Hyugi, a on i tak nie spał. Z westchnieniem poszedł w kierunku sali zebrań klanu Hyuga. Jeszcze spojrzał na sypialnie i zesmutniał.
Hiashi stał się łagodniejszy każdy to zauważył...
Rok później... Poza majątkiem Hyuga.
Sakura wracała z nocnego dyżuru do domu. Usłyszała hałas, wyciągnęła kunai i przybrała obronną postawe.
- Sakura, uspokój się to ja. - usłyszała znajomy, entuzjastyczny głos i po chwili zobaczyła jego właściciela.
- Naruto? Wystraszyłeś mnie! - powiedziała przyglądając się Uzumakiemu.
- Myślałaś, że kto to? Gwałciciel? - zadał to pytanie z uśmiechem.
- Nie, ale to dość dziwna pora na spacerki nie uważasz? - zapytała z powagą, ale w jej oczach były radosne błyski.
- Tak, ale wtedy wioska jest najpiękniejsza! - stwierdził Naruto
- Słucham? - zainteresowała się zielonooka, zaskoczona słowami Uzumakiego.
- Rankiem widać jak każdemu się śpieszy to samo w ciągu dnia. A w nocy? Wszystko jest takie.... dziwnie spokojne. Każdy odpoczywa. Czas jakby się zatrzymuje, a ludzie wraz z nim! Gdy zostanę Hokage wprowadzę wolny dzień! - nie spodziewała się usłyszeć takich słów z ust blondwłosego.
Sakura uśmiechnęła się do niego i szepnęła:
- Powinieneś.
Naruto uśmiechnął się promiennie
- Dobranoc, Sakura-cha.... chciałem powiedzieć Sakura-san. - poprawił się szybko blondyn, uśmiechnął się jeszcze smutno i pobiegł w kierunku domu.
- Naruto...kun. - wyszeptała cicho jego imię.
Zamknęła oczy i poczuła przeszywający ból na karku, zaraz po tym straciła przytomność, pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, ostatnie co zdążyły zobaczyć jej inteligentne, zielone oczy to złote futro i krwiscie czerwone oczy oraz krew na czarnych pazurach...
- To ja. - odpowiedział tylko krótko złotooki.
- Al-le jak.... kied.... czemu... Jak?! - pytała urywanie Hyuga.
- Jestem tu dla ciebie, skarbie. - powiedział z uwodzicielskim uśmiechem złotowłosy.
- Ja.... ja... muszę iść do domu... Chodźmy, Sasuke-sa...kun. - zawahała się czy nie powinna powiedzieć "san".
Podeszła do Uchihy, który patrzył na nią dziwnie i delikatnie wplotła ręke w jego otwartą dłoń. Poczuł jej ciepło na swojej skórze i to wystarczyło by się uspokoił. Nie spodziewał się tego, myślał, że Hinata rzuci się na szyje Yokusaku, ale zaskoczyła go. Zresztą nie po raz pierwszy. Uchiha czuł na sobie rozwścieczony wzrok alfy lykana. Szedł i pozwolił by Hinata zaciągnęła go na wzgórze. Byli już na pagórku, czarnowłosy rozejrzał się stąd było widać całą wioskę. Rozświetloną lampkami, słychać było śpiew, rozmowy i śmiech ludzi bawiących się i cieszących z pokoju. Zamknął na chwile oczy by utrwalić ten moment w pamięci. Hinata usiadła na zielnej trawie, za nią stało drzewo o które mogła się oprzeć, ale tego nie zrobiła i zrobiła coś czego Uchiha nigdy by się po niej nie spodziewał mianowicie rozpłakała się. Sasuke podszedł do niej i usiadł obok niej. Westchnął, nie lubił gdy ktoś płakał nie wiedział co wtedy zrobić, nie lubił gdy ona płakała to rozdzierało mu serce. Niewiele myśląc przytulił ją i pozwolił by słone łzy moczyły jego kimono. Oparł się o pień i zamknął oczy. Sam poczuł jak Hinata układa się wygodniej na jego kolanach. Usnęła, a on był zbyt zmęczony by ją podnieść i zanieść do domu. Po kilku minutach także popłynął w ramiona morfeusza.
~~~Konoha-Gakure.
Hanabi siedziała w pokoju siostry i oglądała album ze zdjęciami, bladooka miała na sobie piżamę w małpki. Na fotografiach były ich najpiękniejsze chwile utrwalone na zdjęciach, tak, że można do nich powrócić i śmiać się z nich albo płakać ze smutku.
Na pierwszym zdjęciu była ona i Hinata, Hanabi miała wtedy pięć może sześć lat przytulała się do starszej siostry i trochę złym wzrokiem patrzała na Ko robiącego im zdjecie.
Drugie było na nowy rok Hinata i Hanabi były przebrane w kimona i próbowały uśmiechać się do zdjęcia. Wtedy Hanabi była po treningu, Neji próbował czytać jakąś książkę i umówił się z Tenten na "To tylko spotkanie z koleżanką z zespołu, nie randka!" tak to określił, ale Hinata nie bardzo mu uwierzyła i zaczęła czesać jego włosy, chłopak chciał aby przestała.
Czwarte było najpiękniejszym ze wszystkich ich zdjęć była na nim Hikari, matka Hinaty i Hanabi, był też Hiashi z jak zwykle obojętnością. Na piątym zdjęciu była mała Hinata i matka, Hiashi mówił, że coś wtedy śpiewała.
Kolejne zdjęcia nie znaczyły zbyt wiele: była tam drużyna Hinaty jak byli młodsi i teraz, Kiba i Akamaru robiący śmieszne miny do robiącej im zdjęcie Hinaty, całe rokkie dziewięć, Karin i Hinata z niewinnymi uśmiechami, Hinata i jej drużyna z liceum "czarnej róży" oraz kilkanaście zdjęć z Temari, Tenten, Sakurą i Ino. Było też zdjęcie, na którym były mała Hinata, Ino, Sakura i Tenten.
Hanabi zaczęła płakać jako druga osoba wiedziała ile będzie trwać misja Hinaty... nie zobaczy siostry przez rok. Jako, że oprócz niej w domu była reszta klanu nie pozwoliła sobie na głośny płacz, lecz cichy i przynoszący więcej bólu, bo dusi w sobie kilkanaście emocji. Do pokoju ktoś wszedł.
- Hanabi? Czemu płaczesz?- usłyszała głos ojca.
Poderwała głowę w góre i zaczęła:
- Przepraszam, otousan... ja tęskinie za Hina-tą. - głośniejszy szloch wydał się z jej gardła pozbawiając ją tym samym głosu.
- Ja też, córeczko... jednak Hinata jest silna, tak jak i ty wierze, że obie sobie poradzicie przez ten rok. Jesteście przecież moimi córkami. Zawsze będe z was dumny. I zawsze będe was traktować jak małe dziewczynki, a możecie mieć nawet wtedy z trzydzieści lat.... dla mnie pozostaniecie zawsze dziećmi.- powiedział i już miał wychodzić, ale powstrzymał go głos młodszej z córek.
- Otousan... co okasan śpiewała Hinacie, gdy robiłeś zdjęcie? - zapytała jednocześnie pokazując fotografie.
Hiashi usiadł na brzegu łóżka i zaczął nucić, była to znana i uwielbiana przez dzieci kołysanka
- Do Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga, chodź opowiem ci bajeczkę
bajka będzie długa...
Był sobie król
Był sobie paź
I była też królewna
Żyli wśród róż, nie znali burz, rzecz najzupełniej pewna.
Żyli wśród róż, nie znali burz....
Król kochał ją, kochał ją paź i ona też kochała ich.
Lecz srogi los, okrutna śmierć w udziale im przypadła.
Króla zjadł pies,
Pazia zjadł kot,
Królewne myszka zjadła.
Króla zjadł pies,
Pazia zjadł kot,
Królewne myszka zjadła.
Lecz powiem ci, dziecino ma coś w sekrecie
Z cukru był król
Z piernika paź
A królewna z marcepana.
Z cukru był król
Z piernika paź
A królewna z marcepana. - Hiashi miał melodyjny i spokojny głos, oczywiście niektóre słowa poprzeciągał. Zerknął na młodszą z córek wyglądała na zmęczoną. Wziął ją na ręce i wyszedł z pokoju Hinaty, zaniósł kasztanwowłosą córeczkę do jej pokoju i otulił do snu.
- Słodkich snów. - szepnął wychodząc z jej pokoju.
- Dobranoc, otousan. - mruknęła sennie Hanabi.
Uśmiechnął się do siebie i zamknął drzwi za sobą. Spojrzał na zegarek stojący na komodzie wskazywał dwudziestądrugą, zamrugał aby wyzbyć się nieprzyjemnego piasku, którym sypał Morfeusz, otóż ten gość zwany panem snu chciał za wszelką cenę uśpić głowę klanu Hyuga, Morfeusz musiał conajmniej trzy taczki wysypać na oczy Hyugi, a on i tak nie spał. Z westchnieniem poszedł w kierunku sali zebrań klanu Hyuga. Jeszcze spojrzał na sypialnie i zesmutniał.
Hiashi stał się łagodniejszy każdy to zauważył...
Rok później... Poza majątkiem Hyuga.
Sakura wracała z nocnego dyżuru do domu. Usłyszała hałas, wyciągnęła kunai i przybrała obronną postawe.
- Sakura, uspokój się to ja. - usłyszała znajomy, entuzjastyczny głos i po chwili zobaczyła jego właściciela.
- Naruto? Wystraszyłeś mnie! - powiedziała przyglądając się Uzumakiemu.
- Myślałaś, że kto to? Gwałciciel? - zadał to pytanie z uśmiechem.
- Nie, ale to dość dziwna pora na spacerki nie uważasz? - zapytała z powagą, ale w jej oczach były radosne błyski.
- Tak, ale wtedy wioska jest najpiękniejsza! - stwierdził Naruto
- Słucham? - zainteresowała się zielonooka, zaskoczona słowami Uzumakiego.
- Rankiem widać jak każdemu się śpieszy to samo w ciągu dnia. A w nocy? Wszystko jest takie.... dziwnie spokojne. Każdy odpoczywa. Czas jakby się zatrzymuje, a ludzie wraz z nim! Gdy zostanę Hokage wprowadzę wolny dzień! - nie spodziewała się usłyszeć takich słów z ust blondwłosego.
Sakura uśmiechnęła się do niego i szepnęła:
- Powinieneś.
Naruto uśmiechnął się promiennie
- Dobranoc, Sakura-cha.... chciałem powiedzieć Sakura-san. - poprawił się szybko blondyn, uśmiechnął się jeszcze smutno i pobiegł w kierunku domu.
- Naruto...kun. - wyszeptała cicho jego imię.
Zamknęła oczy i poczuła przeszywający ból na karku, zaraz po tym straciła przytomność, pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, ostatnie co zdążyły zobaczyć jej inteligentne, zielone oczy to złote futro i krwiscie czerwone oczy oraz krew na czarnych pazurach...
Rozdział21: Żyje się tylko raz, więc baw się, póki czas!
Hinata zdała sobie sprawy, że jest w pomiętej koszuli nocnej, dlatego wraz z Miko i Lyrą poszły do domu się przygotować. Sasuke wyciągnął z kieszeni jakąś karteczkę i po kilku pieczęciach, kartka przemieniła się w ubrania, które od razu miał na sobie. Było to szare kimono z czarnym obi.
- Dobra, te baby niedługo do nas dołączą... póki moge idę się bawić.- burknął nowy mistrz Sasuke.
- Miko-san cię wykastruje, gdy dowie się, że poszłeś gdzieś się nachlać.- powiedział z westchnieniem Uchiha.
- Daj spokój, Sasek! Trza się bawić póki można!- krzyknął Devon wyciągając zaciśniętą ręke w góre.
- Popieram, brata! Chodź się zabawić, Uchiha!- zielonowłosy i niebieskooki przybyli sobie piątkę i poszli w kierunku jakichś stoisk.
- Żyje się tylko raz, Sasuke. Więc baw się, czas nie jest łaskawą kochanką.- powiedział z błyskiem w oku Densetsu.
- Ja się poddaje... ide z wami.- westchnął zirytowany i poszedł za mistrzem i dwoma idiotami.
~~ W tym samym czasie
Miko zbadała Hinatę i po upewnieniu się, że z nią wszystko w porządku zaczęły się szykować. Hyuga siedziała w wannie, która była w kącie łazienki, nad wanną było dość duże okno, więc Hinata mogła oglądać nocny tryb życia wioski. Łazienka była wyłożona białymi i zielonymi kafelkami co współgrało z ciemnozielonym kolorem ścian. W przeciwległym od wanny kącie była szafka z perfumami i innymi kosmetykami nie tylko dla kobiet, a zaraz obok szafki był wc. Umywalka stała przyczepiona do ściany, w pobliżu wanny. Malutka komoda, w której były ręczniki była przy ścianie obok bialej wanny, w której brała kąpiel Hinata z płynem o zapachu rumianku i bzu. Jej długie granatowo czarne włosy były o jeden czy dwa odcienie ciemniejsze przez wodę, blada karnacja delikatnie się zaróżowiła przez temperature wody. Jednak gorąca woda nie przeszkadzała Hinacie w końcu to jej żywioł i kochała go. Po półgodzinnej kąpieli wyszła z wody i osuszyła się ręcznikiem. Wzięła czerwoną szatę będącą na komodzie, ubrała się w nią i wyglądała cudownie. Szkarłatne kimono, a raczej yukata były doskonałe na jej ciele, nieco ciemniejczym i jaśniejszym odcieniem czerwieni wyszyto kwieciste wzory,które były tylko gdzieniegdzie, owinęła się krwiście czerwonym obi. Delikatnie pomalowała usta i oczy, i była gotowa. Wyszła z pomieszczenia i przyjrzała się przyjaciółce o blond włosach, miała na sobie pomarańczowe kimono. Sai był w zielonoszarym kimonie stał obok Ino, a obok niego była dziewczynka ze szpitala, była w żółtym kimonie.
- Czy spałam tak długo? macie córkę?- zapytała Hinata patrząc to na Ino, to na Sai'a
Ino spłonęła rumieńcem, Sai delikatnie się zarumienił.
- Nie, jej rodzice nie żyją. Sai jest pełnoletni i mógł się nią zaopiekować, więc zaadoptował ją, a ja mu pomagam. Więc można powiedzieć, że tak jesteśmy jej rodzicami.- uśmiechnęła się Ino.
Hinata miała zimną wściekłość wymalwaną na twarzy.
- Dobrze, ale mam do was jedno małe pytanie....- mówiła to wściekłym i pełnym jadu głosem, a zaraz potem te pytanie było już ciepłym i radosnym głosem - Kto jest jej chrzestną i chrzestnym?
- My chcieliśmy zapytać czy ty i Sasuke nimi nie zostaniecie...- powiedział czarnowłosy, który mógł uchodzić za brata Sasuke.
- Ale on się nie zgodził.- szepnęła Ino smutno.
- Już ja go przekonam.- uśmiechnęła się Hyuga i zaraz potym zapytała - A gdzie Lyra-chan i Miko-sensei?
- Wyszły, twoja sensei powiedziała, że musi popilnować Densetsu.- odpowiedziała Ino uśmiechając się radośnie.
- Hmmm... biedny wujek.- szepnęła Hinata.
- Dobrze miłe panie, chyba czas już iść...- Powiedział czarnooki i otworzył przed nimi drzwi.
- A gdzie widzisz te miłe panie?- zapytała Ino rozglądając się.
- Eh... No więc piękne panie.- poprawił się Sai.
- Tak lepiej. - szepnęła Ino, puszczając do chłopaka oczko.
- I co było trudno? - zapytała ironicznie Hinata, nie oczekiwała odpowiedzi z ust czarnookiego
- Ja chcie iszć!(Ja chce iść!)- ten cichy okrzyk należał do małej dziewczynki.
Wyszli.
Hinata szła w kierunku głosu Miko, która darła się tak głośno, że klękajcie narody świata, chyba w Konoha ją słyszą.
- Co się dziej...?- zapytała wchodząc do baru i urwała widząc upitego wujka, brata i Natsu.
- raz......- powiedziała Miko widząc uczennice
- dwa..... - powiedział barman.
- trzy...... - rzekła Ino
- cztery...... - powiedział Sai trzymając dziewczynkę by się nie wystraszyła.
- pięć!- zgodnie z liczbą pięć wypowiedzianą przez Lyrę
- ZAMORDUJE, UKATRUPIĘ!!!! JAK WAS DORWĘ TO KOSTNICA WAM NIE POMOŻE!!! POŻYCZĘ OD MIKO-SENSEI SKALPEL I WAS WYKASTRUJE!!!!- krzyczała wściekle Hyuga.
Chłopaki przełknęli ślinkę i.... zwiali do domu. Hinata już miała za nimi pobiec gdy poczuła czyjąś dłoń wokół talii.
- Uspokój się, hi-hime. - Hinata obróciła się twarzą w twarz z Sasuke, którego spojrzenie było jak u pijaka, dało się też czuć woń alkoholu z jego ust.
- Miko-sensei, idźcie do domu i ocućcie tych idiotów, zanim ja załatwie skalpel.- powiedziała spokojnie Hyuga, jednocześnie odsunęła od siebie Sasuke i pociągnęła go za ucho przed bar.
Miko i Lyra poszły do domu, w którym ukrywali się idioci.
- Mówiłem im, że to zły pomysł...- usłyszęli głos staruszka popijającego sake.
- Pan jest dziadkiem Hinaty?- zadała pytanie Ino.
Starzec skinął głową i rzekł
- Tak byłem też jej pierwszym nauczycielem.
- Dlaczego pan przestał?- zapytał zaciekawiony barman podając soczek małej dziewczynce siedzącej na kolanach Sai'a, który nie wiadomo kiedy usiadł na przeciw starca.
- Hmmmm... przypominała mi moją córkę nadal mi ją przypomina. Za bardzo. Jednak jest coś czego nie moge zrozumieć. Hikari nie miała w sobie tyle siły fizycznej co Hinata, a i tak to właśnie Hinata przegrywa.
- Przegrywa?- zapytała trójka osób zaciekawiona już całkowicie.
- Jakby wam to wytłumaczyć.... Hikari pokonałaby króla Diabła gdyby nie to, że była za słaba.... A Hinata pokonałaby króla Diabła gdyby nie to, że bała się o życie tych zapijaczonych idiotów.- wyjaśniał starzec.
- Chce pan powiedzieć, że gdyby nie to, że Hinata-san jest taka dobra to by zdobyła władze?- zapytał barman.
- Tak, ale ciesze się, że jest delikatna. Przynajmniej mam pewność, że nic jej się nie stanie. Jesteście jej przyjaciółmi?
- Tak, ma ich jeszcze kilku w Konoha.- powiedziała Ino.
- To dobrze, przyjaźń jest najważniejszą rzeczą jakiej każdy potrzebuje.
- Yhm... plose pana... cy wie pan moze gdze jest wata cuklowa?(Chyba tylko idiota nie wie kto to mówi dop.aut.)
- Ano wiem, mała. Chodź, zaprowadze cię tam.- powiedział starzec uśmiechając się życzliwie.
Sai położył małą na podłodze i skinieniem głowy pozwolił jej iść z dziadkiem Hinaty. Ino i Sai wyszli gdy tylko się czegoś napili (nie alkoholu).
Zobaczyli dość dziwną scenkę. Hinata trzymała dłonią tył głowy Sasuke, którego przód głowy był w beczce z zimną wodą. Ino westchnęła ciężko. Sai był lekko przerażony. Hinata szybkim ruchem wyciągnęła Sasuke z beczki, a czarnowłosy szybko zaczął pochłaniać powietrze. Momentalnie jego zapijaczone nastawienie wytrzeźwiało.
- Oszalałaś?! Mogłem się utopić! - krzyknął wściekły Uchiha.
- Hmmm.... to problem byłby z głowy...- syknęła z jadem, minęła go i skierowała się w kierunku stoisk z różnymi bibelotami.
- Co?! - krzyknął, odwracając się i patrząc na plecy oddalającej się granatowowłosej.
- Hinata-czan ne liubi, gdy ktos pile...- mruknęła dziewczynka jedząca watę cukrową.
- Sai, chodźmy na karuzelę!- powiedziała Ino, widząc jak słodka dziewczynka patrzy na plastikowe koniki.
- Tak, już idziemy. Niech tylko mała skończy watę.- powiedział chłopak i cała trójka poszła w kierunku karuzeli.
Uchiha westchnął ciężko i poszedł do Hinaty, która strzałkami próbowała trafić do celu z marnym skutkiem, w końcu poddała się. Czarnowłosy spojrzał na smutną Hinatę i postanowił jej pomóc. Dał kilka monet na lade i poprosił o łuk i strzałkę. Cięciwa napięła się mocno i wystrzelił strzałkę.
- Bardzo prosze, panie. Co dla ciebie?- zapytał uśmiechający się sprzedawca.
Hinata rozejrzała się za miękkimi przytulankami. Na widok bialutkiego, puchatego niedźwiadka jej oczy rozbłysły. Sasuke uśmiechnął się prawie niewidocznie i powiedział
- Tego białego niedźwiedzia.- Ruchem głowy wskazał na ulubieńca Hyugi.
Hinata odwróciła się od niego plecami, sprzedawca podał białego miśka Sasuke, który wziął go do rąk. Po chwili dzięki temu, że był wyższy od Hinaty podszedł do niej od tyłu i wręczył jej niedźwiadka.
- Arigato, Sasuke!- krzyknęła radośnie i z przytulonym miśkiem pocałowała Uchihe w policzek.
Reszta dnia minęła im na śmiechu i zabawie. W którymś momencie Hinata dała białą przytulankę przybranej córce Sai'a i wyciągnęła Sasuke do tańca. Uchiha nie był zbyt dobrym tancerzem, co dało Ino powód do śmiechu. Kolejną salwą śmiechu było, gdy Sasuke spróbował czekolady i cały się umazał, nawet na policzkach. Rouse i Hinata zaczęły się śmiać i pan Uchiha oczywiście się lekko zezłościł, jednym ruchem dłoni sprawił, że obie roześmiane były w czekoladzie, bo trzymały już prawie zimne kakao. Rouse usnęła przytulona do Ino, więc Sai i blondwłosa musieli wracać.
Hinata patrzała na małą wtulającą się w Ino, Sasuke zerknął na Hyugę i westchnął
- Dobra, zgoda. Wygrałaś!- Powiedział dając dłonie w góre w geście poddania się.
- Yatta!! Uwielbiam cię!- krzyknęła gdy miała pewność, że trójka oddaliła się.
- Eh... wiem.- odpowiedział Uchiha.
- Hinata?- usłyszeli głos za sobą.
- Yo-yoku-yokusaku?- zapytała odwracając się w tył, jej głos nie wyrażał żadnych emocji prócz...
Ciąg dalszy nastąpi.
Rozdział 20: Błądzę w mroku a ty w świetle
~~~Perspektywa Devona...
Patrzałem na bladą cerę siostry... Atak mojego ojca zabrał jej to co było dla niej najważniejsze, coś czego nie można odzyskać... wzrok. Moja mała, słodka siostrzyczka... Gdybym mógł cofnąć czas, nie pozwoliłbym na swoje tchórzostwo. Poczułem coś mokrego na policzku, powoli uniosłem rękę i starłem to coś kciukiem.
- To łzy...- nadeszła odpowiedź z ust Hinaty.
- Powstają gdy coś nas zasmuca i jest nam bardzo przykro...- szeptała patrząc niewidomym okiem na swoje dłonie, na których były bandaże.
Dotknąłem jej głowy i powiedziałem.
- Coś się stało? Nie kłam, Hinata.
- Dlaczego nie mówisz do mnie nee-chan?
- Ja... nie wiem czy powinienem... tyle przeze mnie wycierpiałaś.
- Jesteś moim bratem... poza tym i tak nie mogłabym się na ciebie długo gniewać.
- Ale dlaczego?
- Nienawidzę kłótni w rodzinie. Kocham całą swoją wioskę i ludzi tam mieszkających....
- A już szczególnie tego czarnookiego faceta, który przez cały tydzień nie opuszczał cię na krok?
- Ja-ja-ja-ja-ja nie.... em... ja... nie... um....am... eh!
Jąkała się i rumieniła. Zaśmiałem się, a ona mnie uderzyła lekko w brzuch.
- Powiedz, dlaczego nie widzę? - Jej pytanie sprawiło, że stałem się smutny i wściekły na samego siebie.
- To przez atak mojego... ojca. Oślepił cię, a to może zostać już na zawsze. Już nigdy niczego nie zobaczysz...
Przerwałem widząc ją smutną,delikatnie ją przytuliłem i pozwoliłem aby płakała.
- Nigdy (płacz) nie... nie zobaczę rodziny? (płacz) nie zob-acze twarzy przyj-aciół?....
Hinata momentalnie podniosła wcześniej spuszczoną głowę i rzekła
- Luna? Gdzie jesteś?
-... nie, nie mogę zobaczyć cię...
- Naprawdę? To świetnie! Oczywiście... zaraz tam będe!
Albo Hinata gada z duchem, albo oszalała. Stawiam na to pierwsze.
Nawet się nie zorientowałem, a ona wyskoczyła przez okno. Zmieniam zdanie oszalała.
- Hej!! Hinata!!! POGIĘŁO CIĘ?!
- Nie, niisan! Stoję prosto!
Walnąłem się otwartą dłonią w czoło. Oszalała. Hinata Hikari Hyuga oszalała. Bez chwili namysłu poszedłem jej śladem. Ja też oszalałem...
~~~Perspektywa Hinaty.
Gdy tylko usłyszałam słowa Luny wyskoczyłam z ramion brata i przez okno. Kocham ich denerwować... i Devona, i Sasuke.Biegłam w kierunku dawnego domu mojego braciszka. Stanęłam przed bramą i znów zaczęłam biec, dzięki temu, że mogę kontaktować się z duchami Luna i Sol prowadzili mnie jakby oni szli w moim ciele. W głowie słyszałam szumy oceanu i czułam się wolna jak ptak. Ptak, który może stąd odlecieć, odlecieć hen daleko... by być szczęśliwym i swobodnym jak nigdy. Rozsądek wrzeszczał na mnie, że tak nie można, ale go nie słuchałam... Pozwoliłam sobie być prowadzoną przez dwójkę duchów, którzy w każdej chwili mogli mnie zabić.
-~~ Jak się masz Hinata-san?~~- wiecznie spokojny głos Sola pogładził moje uszy.
- Źle, straciłam wzrok...
-~~ Pomożemy ci, zamknij oczy i wsłuchuj się w śpiew drzew... wsłuchuj się jak szepcze twoje serce i pozwól mu krzyczeć...~~- słowa Luny były przerażające, ale zrobiłam co mi kazała.
Zamknęłam mocno oczy, odprężyłam się i pozwoliłam się nieść muzyce drzew. Serce biło mi mocno, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi. Poczułam się po raz pierwszy od wielu lat i nie licząc pikniku z Sasuke.... szczęśliwa. Chciałabym aby to trwało wiecznie, abym mogła pozostać w tym stanie na zawsze.... ale Luna wrzasnęła do mnie
-~~ HINATA!!!~~
Nie chciałam aby krzyczała, więc uporczywie ją ignorowałam, a po chwili odpłynęłam całkowicie...
Spadałam coraz głębiej w przepaść... Tą przepaścią ciemną i zimną był świat aniołów. Ale po chwili pojawiłam się na przepięknej, cudownej polanie. Widziałam moją ciocię, starszą siostre Luny i matkę tej zagubionej duszyczki. Podbiegły do mnie i zaciągnęły do tańca. Śmiałam się i czułam się... bezpiecznie i szczęśliwa.
~~~ Obserwator
Ciemnowłosa nie wyglądała, ani na żywą, ani na martwą. Cera była jasna, usta czerwone jak krew, włosy mroczniejsze od nocnego nieba. Oczy miała zamknięte, oddech zatrzymał się na kilka sekund by wrócić do normalnego stanu. Oddychała, jednak nadal tkwiła w bezruchu, jak marionetka, którą nikt nie porusza. Stała i oddychała.Dwie zjawy wpatrywały się w nią jedna stała z przodu i krzyczała, i próbowała ją ocucić, na darmo. Dziewczyna nadal stała i nadal oddychała. Stracono z nią kontakt. Została aniołem - kimś kto jest żywy a jednak martwy, właśnie tym kimś były siostry, matki czy ciotki Luny. A teraz ona, tańcząca ze śmiercią, jak ją nazywała Miko Fire, stała się aniołem tańczącym w ramionach czasu... Nie ma już dla niej ni ratunku, ni lekarstwa. Została lalką z wiecznie wymalowanym uśmiechem.
Po chwili do nich podbiegli dwaj młodzi mężczyźni, obaj o ciemnych włosach. Jeden z nich był bez koszulki, miał spodnie treningowe, które były nasiąknięte wodą, przylegały do jego ciała. Klatka piersiowa i włosy były także mokre. Włosy delikatnie okalały jego twarz, przyklejając się do niej. W oczach chłopaka był Sharingan. Zerknął na brata Hinaty stojącego i patrzącego w przerażeniu na siostre. Stała w środku pentagramu. W malutkich podstawkach były symbole wszystkich czterech żywiołów: płonąca świeczka skierowana w zachodnią stronę jednego z ramion, woda w głębszej podstawce była przeźroczysta skierowana w kierunku popołudnia, małe tornado wielkości dłoni lewitowało nad słoiczkiem było przy północnej stronie, a ziemia także w podstawce była w kierunku wschodnim, oboje byli też pewni, że przed Hyugą stał jakiś duch.
Sasuke powoli zaczął podchodzić do Hinaty i gdy już miał ją wyciągnąć z przeklętego symbolu diabła, poczuł dłoń wbijającą się w jego ramie.
- Sasuke... jeśli ją wyciągniesz to ona zostanie taka na zawsze... już jej nie odzyskamy. Jestem jej bratem, zależy mi na niej. A ty ją pewnie polubiłeś. Więc radze ci nie wyciągaj jej. Ona musi chcieć żyć... Musi zasmakować czegoś, czego nie ma w świecie aniołów. Czegoś co pomoże jej wrócić...- Głos Devona był spokojny i jednocześnie nerwowy, jakby bał się wypowiadać słowa, których używa.
- Zasmakować czegoś, czego nigdzie indziej nie znajdzie, mówisz? Świetnie. Chyba mam coś takiego. Ale najpierw spróbuje czegoś innego - Jedno z kącików ust Sasuke uniosło się lekko w górę.
Okrążył gwiazdę i stanął na miejscu ducha, poczuł chłód skóry Luny na swoim ciele, a jego nozdrza wyczuły smród śmierci i cynamonu. Skrzywił się i przemówił spokojnym tonem.
- Nie wiem jakim jesteś duchem, ale jeśli chcesz umrzeć jeszcze raz to zabije cię... zrobie to by ocalić Hinate.- Duch usunął się z drogi szybko tym samym pozwolił Uchise działać.
Chłopak stanął w pentagramie przed Hinatą, tam gdzie przed chwilą stała zjawa. Dłonią dotknął jej policzka i zaczął mówić
- Gdy cię poznałem myślałem, że jesteś jak reszta dziewczyn... ale wystarczył jeden dzień z tobą abym zmienił zdanie. Uważasz siebie za nic nie wartą, ale jesteś warta każdego życia. Nie wierzysz w miłość przez Yokusaku, myślisz, że on nie żyje i obwiniasz się za jego śmierć. Oddałbym wszystko, aby znów spojrzeć w twoje oczy, widzieć w nich wszystko co ukrywasz. Chciałbym abyś spojrzała na mnie tak jak na niego.... wiem, że jestem samolubny, ale wiem też, że gdyby nie ty, zapewne nadal bym błądził w poszukiwaniu zemsty... która i tak by nic mi nie dała. Ocaliłaś mnie przed mrokiem, przed śmiercią i.... przed samym sobą. Pozwól, że teraz ja cię ocale. Hime....- każde jego słowo było prawdą płynącą z serca, jednak powieki Hinaty nawet nie drgnęły.
- Mów dalej!- dopingował go Devon stojąc i dłońmi wykonując jakieś skomplikowane pieczęci.
- Patrząc na ciebie wiem dla kogo żyć... kiedyś nie wiedziałem. A dzięki tobie wiem i ciesze się z tego powodu... Pragne być przy tobie do samego końca. Chce abyś wiedziała, że jesteś dla mnie całym światem. Jeśli myślisz, że cię tak zostawię to się grubo mylisz. Nie zostawię cię nawet jeśli woda miała ogarnąć cały świat, nawet jeśli słońce miało spaść z nieba, nawet jeśli ziemia pęknie... nigdy cię nie zostawie....- mówił jakby to miało coś zmienić, ale tym razem powieki Hyugi drgnęły.
- Hinata, pamiętasz dzień w którym się poznaliśmy? Miałem wtedy siedem lat, a ty sześć... Obiecaliśmy sobie, że będziemy zawsze przyjaciółmi... jednak ja złamałem obietnice, nie mówie o tej sytuacji w szkole... Nie wiesz co było tego przyczyną, że cię zostawiłem... Ty chciałaś tylko przyjaźni i to sobie obiecaliśmy... "Obiecuje być tylko i wyłącznie twoją przyjaciółką, Sasuke!"... to wtedy powiedziałaś. Wtedy odpowiedziałem ci podobnie... ale na drugi dzień sobie coś uświadomiłem... Nie chciałem być tylko twoim przyjacielem, chciałem być kimś więcej... Teraz musze ci powiedzieć prawde... Zakochałem się w tobie, Hinata. Już wtedy... i chyba nadal cię kocham...- oczy drgały bardziej ale i tak ich nie otworzyła.
Sasuke przyszła szalona myśl do głowy
- Za to mnie pewnie zabijesz... ale i tak warto. Ty już raz mnie całowałaś, mam racje? Więc teraz pora na mój rewanż...- po tych słowach przybliżył się niebezpiecznie blisko Hinaty i pocałował ją w usta.
Hinata otworzyła oczy i zaraz po tym zamknęła i oddała ten miły acz niespodziewany gest. Sasuke uśmiechnął się i objął ją w talii, Hinata zarzuciła mu swoje ręce na szyje. Całowali się tak, a Devon nie miał serca im przerywać. Zgasił tylko żywioły i odszedł, stał oparty o brame wejściową do jego dawnego domu.
Dwie zjawy stały obok siebie wpatrzeni w nich, za nimi pojawiło się światło. Duchy patrzały w nie urzeczone.
Uchiha odsunął się od Hinaty, przez co ona spojrzała na niego z nie dowierzeniem
- Później to dokończymy, hime. Lepiej się zajmij duchami.- Powiedział uśmiechając się delikatnie, jednocześnie wskazywał na dwie niewidzialne zjawy.
- Ehm... tak...- Wyszła z piekielnego symbolu i powiedziała do martwych, bezcielesnych istot. - Nasza wspólna historia tu się zakańcza... kiedyś się jeszcze spotkamy, ale teraz musimy się pożegnać. Idźcie w te światło. Wiem, że czeka was tam nowe życie po śmierci. To miejsce was uszczęśliwi, wiem choć mnie tam nie było... za długo.- i tymi słowami ich pożegnała. Luna i Sol spojrzeli na siebie, później Hinatę i w końcu na świetlny tunel, mieniący się kolorami.
- Dziękujemy ci z całego serca, Hinata-chan!- krzyknęła martwa księżniczka.
- Dziękuje ci, że moge być przy mojej ukochanej...nareszcie razem...- powiedział martwy zabijaka i oboje weszli w światło.
Hyuga uśmiechnęła się delikatnie, poczuła dwie ręce na swoich ramionach, silne ręce obróciły ją i zobaczyła ciemne oczy Sasuke.
- Gratuluje, hime.- pocałował ją w czoło. Zarumieniła się krwiście na policzkach.
Dając ciemnowłosemu większą sadysfakcję,mimo że tego nie pokazywał. Hyuga uśmiechnęła się nagle
- Sasuke-kun? O czym do mnie mówiłeś, gdy byłam... uśpiona. Coś o tym, że mnie kochasz i co dalej?- zapytała z przesadną słodyczą w głosie, słyszała każde jego słowo, ale chciała je usłyszeć ponownie.
- O tym co razem przeszliśmy... i o tym, że żałuje, że nie powiedziałem ci tego wcześniej.- niespodziewała się usłyszeć od niego tego. chciała wiedzieć go zakłopotanego i zarumienionego.
Wpadła na jeszcze jeden pomysł.
- Wiesz, że naprawde dobrze całujesz? Brałeś od kogoś lekcje?- te słowa sprawiły, że Uchiha się prawie niewidocznie zarumienił.
- Nie, ale ciesze się, że ci się podoba.... jak będziesz grzeczną dziewczynką znów cię pocałuje.- powiedział uśmiechając się złośliwie.
- Hmmm... to mamy problem, ja nie jestem grzeczna.- tego już się nie spodziewał, odbiła tą piłeczkę bardzo zręcznie.
- Dla mnie to żaden problem...- szepnął i nachylił się do pocałunku, by znów zasmakować tych malinowych ust.
Już dzieliły ich minimetry, gdy usłyszeli głos Densetsu:
- Długo będziecie się jeszcze całować?
- Oh, skarbie daj spokój, to słodkie! - głos Miko karcił narzeczonego.
- Chodźcie! Jest imprezka!- pogodny i entuzjastyczny głos Natsu dobiegł ich uszu.
- Chyba nie mamy wyjścia, Sasuke...- szepnęła tak, aby tylko czarnooki tylko usłyszał.
- Ja mam, ale pewnie by nas gonili...- odszepnął Sasuke i jednocześnie sprawił, że Hinata się zarumieniła.
Podeszli do całej zgrai i poszli w kierunku wyjścia z tej strony wioski. Mimo, że było bezpiecznie, to i tak sprawiało niemały ból Hinacie i Sasuke, ba całej wiosce.
13 maja 2013
Rozdział19: Łatwo zapamiętać, trudno zapomnieć.
Dzień powoli rozkwitał nad wioską Księżyca. Światło słońca wpadało do pokoju szpitalnego, w ktorym znajdowała się Hinata, na podłodze był cień chłopaka opierającego się o framugę okna. Uchiha otworzył oczy, Devona już nie było.
- HINATA?!- Krzyknął, a zaraz po tym zerwał się z parapetu.
- Tak mam na imię. - Powiedziała z smutnym uśmiechem Hyuga siadając na łóżku.
Zamrugała kilkakrotnie, gdy poczuła, że Uchiha ją przytula. Hinata uniosła ręce i oddała ten niespodziewany uścisk. Po chwili się od siebie odsunęli. Uchiha zaczął rozmowe
- Lekarze powiedzieli, że już się nie obudzisz... Martwiłem się o ciebie...- ostatnie słowa powiedział bardziej do siebie niż do Hinaty, która odpowiedziała
- Lekarze? Czasami się mylą.... Jak każdy człowiek.
- Eee?....... Miko-sama!!!- spojrzał na Hinatę dziwnie, podszedł do drzwi, po czym otworzył je i wrzasnął.
Do pokoju wbiegła zadyszana dawna nauczycielka Hinaty. Spojrzała na uczennice i na jej przyszłego narzeczonego, i zapytała
- Co się dzieje?
Sasuke podszedł do łóżka Hinaty, tam gdzie stała Miko
- Ona oszalała! Jesteś pewna, że atak Króla Diabła nic jej nie zrobił z głową?!- zapytał patrząc na żonę jego mistrza.
- Er... ja nie wiem. Musiałabym ją zbadać i...
- Nie mówcie o mnie w trzeciej osobie! Ja tu jestem!- przerwała nauczycielce i wstała, zbyt gwałtownie i upadła na kolana.
Zaraz obok niej pojawił się Uchiha i zmartwiona Miko. Pomogli jej wstać i podtrzymywali, w tym czasie Miko mówiła do młodego Uchihy.
- Pośle ją na dodatkowe badania i...
- Nie!! Chce wracać do domu!- krzyczała i wyrywała się im Hyuga.
Nie wiadomo kiedy Sasuke aktywwał sharingan i z wściekłością płynącą w głosie wrzasnął
- PÓJDZIESZ CHOĆBYM MIAŁ CIĘ TAM PRZYTARGAĆ ZA WŁOSY!!!!
Hinata spłoszyła się i cofnęła o krok, jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Właściwie dopiero teraz mu się przyjrzała pod oczami miał całkiem wyraźne worki, włosy miał rozczochrane i brudne oraz jego ubranie było znoszone i gdzie nie gdzie podarte. Spojrzała na jego zwykle spokojną i obojętną twarz, na której teraz malował się gniew.
- H-hai.- usłyszała własny głos, nie chciała nic mówić, chciała się kłócić z nim, podrażnić go, ale widząc jego... coś w niej pękło.
Jakby smutek, rozpacz i gniew, które nosiła w sobie po stracie Yokusaku zniknęły i zastąpiły je nowe uczucia, te o których myślała, że zapomniała, a raczej chciała zapomnieć...
- Wróciłaś.- usłyszeli z ust Miko.
- Sł-słucham? - zapytała jąkając się Hinata.
Nauczycielka milczała tylko skierowała się w kierunku wyjścia, nakazując tym samym, aby dwoje nastolatków poszli jej śladem. Dopiero po minucie Hyuga zrozumiała co miała na myśli dawna mistrzyni
Aishiteru ją zmienił w wiecznie naburmuszoną i obojętną na wszystko oraz wszystkich dziewczynę, którą nie chciała być, a teraz? Analizując swoje dawne postępowanie, pozwalała, aby pielęgniarki i lekarze badali ją. Pamiętała jak kłóciła się z ojcem, jak odchodziła z wioski przez Yokusaku, jak trenowała pod jego okiem i jak zabijała aby go zadowolić....
"Byłam straszna... Ja... mogłam im pomóc! Znaleźć sposób.... cokolwiek... aby ich uratować. Traktowałam każdego z góry, udawałam przed przyjaciółmi, kłamałam, zdradziłam wioskę Księżyca oraz własną matkę. Wystawiłam ją na pewną śmierć, a mogłam jej pomóc. Byłam samolubna, zła i..."- wyrzucała sobie w głowie Hyuga.
"- Wcale taka nie jesteś, hime. Jesteś wspaniałą osobą. To co zrobiłaś w przeszłości nie jest ważne, tylko to co robisz teraz i co zrobisz w przyszłości...-" usłyszała jak Sasuke z nią rozmawia dzięki telepatii.
Granatowo-czarnowłosa spojrzała na niego jakby pytając "Naprawde tak myślisz?", chłopak kiwnął głową i został po kilku minutach wyproszony z sali.
Wyszedł i usłyszał dziki wrzask bólu, zacisnął pięści i uderzył nimi z wściekłością w przeciwległą ścianę. Rozwalił ją i zobaczył Lyrę całowaną przez Natsu, chyba coś im przerwał, bo zielonowłosy spojrzał na niego z irytacją, dziewczyna natomiast spłonęła rumieńcem i wybiegła przez dziurę.
- Stary, mogłeś uderzyć w inną ścianę? Przerwałeś nam.
- To szpital, tutaj są ranni. Poza tym sam nie raz wchodziłeś do pokoju Hinaty.- warknął ze złością czarnowłosy.
- Taa, co poradzić. Niezła z niej ślicznotka.- Powiedział wzruszając ramionami i wychodząc za Lyrą.
Uchiha złapał go za ramie, tak mocno, że krew zaczynała wolno płynąć z rany od paznokci. Jednak Natsu nie zrobił nic, odwrócił się do niego i promiennie uśmiechnął.
- Czyli uważasz, że Hinata-san nie jest śliczna?- zapytał po chwili Natsu, patrząc na niego w sposób irytujący i z szerokim uśmiechem.
- To co o niej myśle jest moją sprawą, ale radze ci zajmij się Lyrą, bo ci ktoś ją odbierze i nie mówię o sobie.... ten Kay dobrze się z nią rozumiał podczas, gdy leczyli razem rannych.- teraz to Sasuke uśmiechał się szeroko do zielonowłosego.
Zabrał rękę, która była lekko zakrwawiona, krew wytarł o koszulkę Natsu i odszedł. Zielonooki wpatrywał się w niego oniemiały.
- Nie wiedziałem, że pan milczący może powiedzieć tyle słów na raz.- Mruknął pod nosem i poszedł w przeciwnym kierunku co Uchiha.
~~~Dzień później.
Ino i Sai postanowili odwiedzić Hinatę w szpitalu, Hinata została wyleczona całkowicie, ale woleli ją przetrzymać w szpitalu. Aktualnie Hyuga przebywała w szpitalnym ogrodzie, była ubrana w piżame koloru niebieskiego, na jej kolanach siedziało jakieś dziecko, bawiło się jej włosami.
- Jakie słodkie.- każdy z was, czytelników, zapewne pomyslało, że to mówi Ino, a tu was zaskocze, bo to powiedział Sai.
- Jesteś taka urocza!- tutaj wtrąciła swoje dwa grosze Yamanaka, patrząc na dziecko.
- Też bym takie chciał.
Ino zmieszała się troszkę, a Sai uśmiechał się delikatnie, a żebym nie powiedziała promiennie.
Hinata zaśmiała się z miny przyjaciółki i powiedziała do dziewczynki o czarnych włosach.
- Rouse, pójdziesz nazbierać kwiatków? Zrobie ci wianuszek, chcesz?- zaproponowała Hyuga uśmiechając się do dziewczynki.
- Tac, chcie!(Tak, chce!)- dziewczynka o imieniu Rouse miała nie więcej niż cztery latka i trudności z wymową.
Czarnowłosa czterolatka zeskoczyła z kolan szasnastolatki i zaczęła biec do najpiękniejszych kwiatów w całym ogrodzie.
- Cześć, Sai i Ino, nie obraźcie się, ale... co tu robicie?- zapytała Hyuga, zakładając niesforny kosmyk za ucho.
- Pan dżętelman nie chciał nas wpuścić, gdy spałaś.- fuknęła Ino krzyżując ręce na piersiach.
Sai położył swoją dłoń na jej ramieniu i powiedział do Hinaty, która najwyraźniej nie wiedziała o kim mówi jasnowłosa przyjaciółka.
- Chodzi o Sasuke. Nie odstępował cię na krok, nie licząc pójścia do toalety. Ino zmuszała go siłą, aby coś jadł. Bez ciebie obok wydawał się taki....... niepełny.
Hinata zerknęła to na Sai'a, to na Ino. Zerwała się do biegu. Czarnowłosy i jasnowłosa wyglądali na zatroskanych i zaskoczonych nagłym zachowaniem przyjaciółki.
- MIKO-SENSEI!! TY WREDNA, ZŁA(trochę więcej kolorowego słownictwa).... Jak mogłaś!?! Sasuke na to nie zasłużył! On...- gwałtownie urwała, po czym zemdlała.
Za nią stał Anizaki, który ją złapał, nim dotknęła zimnej podłogi.
- Hinata!- Miko i Anizaki krzyknęli równocześnie, próbując ocucić Hyugę z niezdrowego snu.
Ich wysiłki były daremne. Hinata spała jak kamień. Zabrano ją więc.
~~ Sen Hinaty. Jej perspektywa.
Obudziłam się na trawie. Skąpana we krwi. WŁASNEJ. Usłyszałam cichy śpiew, śpiew mieszał się ze szlochem jakiegoś mężczyzny.
- Pragnąłem żyć przy tobie wiecznie...
Przy tobie każda chwila była jak sen
Chciałbym śnić wiecznie przy tobie, Luna....
Jak tylko usłyszałam to imię, zamarłam. Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam biec w kierunku głosu. Z każdym moim kolejnym krokiem głos był wyraźniejszy. Zatrzymałam się przed skałą, na której siedział zwrócony do mnie plecami mężczyzna. To on szlochał. Odchrząknęłam, aby zwrócić na siebie jego uwagę.
- L-Luna? To ty kochanie?- zapytał po chwili patrzył na mnie oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi, a ja stałam jak idiotka.
- N-nie, jestem Hinata.- No wydobyłam z siebie głos!
Mężczyzna spuścił wzrok. Wyglądał na smutnego. Dopiero teraz zauważyłam jak wygląda: ma bliznę, jakby ktoś przejechał mu trzema ostrzami po twarzy, jest delikatnie opalony, ma worki pod oczami, jakby nie spał cały tydzień. Jest dobrze zbudowany, ale nie jak jakiś mięśniak. Miał kasztanowe włosy i zielone oczy, w których mogłabym utonąć. Chciałabym tutaj zostać....
"- Ani mi się waż!!!-" wściekły głos Luny wwiercał mi się w mózg. Ból był paraliżujący, więc upadłam wprost na nieznajomego, który na moje nieszczęście złapał mnie.
"- Puszczaj go, Hinata!!-" wrzeszczała Luna w mojej głowie.
- L-lun-lun-lu....- jąkałam się z bólu. Tak duchy miały tą okropną zdolność, mogły wejść do mojej głowy i sprawiać mi niewyobrażalny ból. Znacie to uczucie, gdy między palcami przeszyje was prąd? To jakby to samo z tą różnicą, że jakbyście pomnożyli to przez dwieście. Słowem burza w głowie. Macie kolejny powód dla którego nie znoszę i boję się błyskawic.
"- Luno, spokojnie. Kocham tylko ciebie.-" głos Sola nadal sprawiał mi ból, mimo, że był spokojny.
Jeśli powiedzą coś jeszcze wyzionę ducha. Umrę z bólu.
- Zabierzesz mnie do Luny?- zapytał na głos Sol. Dziękuje! Pocałowałbym cię, ale zaraz bym dołączyła do grona duchów, którym pomogłam....
Kiwnęłam głową przytakująco. Niestety nie wiedziałam gdzie jestem. Ani jak stąd wyjść.
- Jesteśmy w twoim umyśle.....- serio to gdzie pioruny? -... Pomyśl abyśmy stąd wyszli.
Kiwnęłam znów głową i zaczęłam, ale nic się nie działo. Nadal byliśmy gdzie byliśmy.
- Pomyśl o tych, na których ci zależy.- szepnął Sol.
- Dobrze, spróbuje....- mówi do mnie jak do dziecka!
Zależy mi na klanie Hyuga, Hanabi, tacie, Nejim, klanie Hoshi No Namida, na przyjaciołach starych i nowych, na każdej niewinnej duszy, na wszystkich z wioski liścia i z wioski księżyca, na Devonie, na mamie.... Na Yumi-chan, na Lyrze, na Ino-chan i Sai'u-san..... i na Sasuke.
Otworzyłam oczy jedyne co widziałam to ciemność, nie widziałam. Byłam niewidoma i byłam już w szpitalnym pokoju. Słyszałam głos dwóch pielęgniarek stąd wiedziałam, że to szpitalny pokój.
- Podobno widziano. Króla diabła jak szedł główną ulicą....
- Bezczelny! Jak on śmie?! Po tym co zrobił? On oczekuje od nas wybaczenia?! Prędzej zgine niż...
- Uważaj na słowa, bo mogą się spełnić.... Nawet w tej chwili.- groźby to mam opanowane do perfekcji.
Nie musiałam widzieć, aby wiedzieć, że są przerażone. Po prostu zwiały.
- Nieźle straszysz, neechan. Dostrzegam rodzinne podobieństwo.- głos Devona mnie nie zaskoczył, potrafię wyczuć kiedy się zbliża, bo wtedy przebiega przez moje ciało lekki dreszczyk.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
