20 kwietnia 2013

Rozdział18: Szczęśliwy? Dzień Ślubu!

~~Następny dzień
Ludzie wolnym krokiem szli do bramy, aby przejść przez nią i ujrzeć swą nową Królową. Aktualnie Hinata była na lekkim podwyższeniu i patrzyła smutno w lustro, później spojrzała na stoliczek z dzbanem wypełnionym wodą, zaraz potem znów na siebie.
Stała prosto, pierś do przodu, głowa wysoko. Wzrok błądził w lustrze jakby ciemnowłosa nie poznawała samej siebie.
Miała na sobie długą białą suknie z ostrym wcięciem zaczynającym się od połowy ud, suknia odsłaniała jej plecy w okolicy bioder, była zawiązywana na karku, a dekolt układał się w jakby kółko. Biały prześwitujący welon był na jej ciemnych włosach pospinanych gdzie nie gdzie spinkami w kształcie białych róż. Na stopach były bialutkie sandały na wysokim obcasie.
Dziewczyna wyganiała głos matki ze swego umysłu, nie chciała jej słyszeć, jej tłumaczeń.
Dwie służące poprawiały niedoskonałości sukni, jedna starsza kobieta milczała skupiając się na swojej pracy, a druga młodsza bez wytchnienia opowiadała o tym jaki to nowy król Diabeł jest wspaniały, jaki przystojny itd., wychwalała go i opowiadała jakim jest dobry.
Hyuga przez ten czas milczała, chociaż w głowie huczała jedna myśl mianowicie "POMOCY!". Tamta zaraz przypomniała jej rozmowę z Longiem.
- Jak to? Mój brat to D-devon?- upewniała się Hyuga.
- Tak. Gdy twoja matka, Hikari urodziła dwóch synów, odeszła spowrotem do Konohy. Nie spodziewała się, że zakocha się w Hyudze Hiashi'm. A że ona i król diabeł nie byli małżeństwem...- Long przerwał na moment i delikatnie położył głowę na ramieniu Hinaty.
- Będzie dobrze, Hinata-chan.- zapewnił duch z jeziora.
Hinata tylko kiwnęła głową i zaczęła płakać.
Jej wzrok pobłądził na medaliku, dokładnie na zawieszce.
- Wyglądasz pięknie... będziesz wspaniałą królową.- ten głos nie należał do Devona, tylko do jego ojca.
- Gdzie Devon?- zapytała ze spokojem Hyuga, zerkając na byłego króla.
- Szykuje się do waszego ślubu.- odpowiedział podchodząc bliżej do Hinaty.
Skinieniem dłoni nakazał odejście dwóm służącym.
- Dlaczego sobie nie odpuścisz? Po co to wszystko? I tak zginiesz.- mówiła Hyuga już na niego patrząc.
- Nie, mylisz się. Mój syn Devon... jest silny i uległy. Zrobi wszystko co mu powiem.- powiedział uśmiechając się starzec.
- Czyżby? A wiesz, że jest moim bratem?WIESZ!?!!- ostatnie słowa wykrzyczała wściekle zaciskając dłonie w pięści i mocno oczy, aby też powstrzymać łzy.
- Tak, wiem.- odpowiedział spokojnie Diabeł.
Podszedł jeszcze bliżej do niej, stała do niego plecami. Diabeł dał swoje ręce na jej chudych ramionach, Hinata zesztywniała na jego dotyk.
Nie tyle co z przerażenia, ale tyle co ze wstrętu. Obruciła się gwałtownie, co było jej błędem, demon pocałował ją i zaczął popychać w stronę łóżka.
Hinata leżała na łóżku plecami, wzięła to co miała pod ręką(wazon) i rozwaliła mu na głowie. Zaraz gdy stracił przytomność, zepchnęła go z siebie i wyszła przez okno, bo drzwi jak się okzało zostały zamknięte. Szła po dachu, chwiała się jeszcze przez chwilę i zwolniła tępo chodu.
Zobaczyła coś, przed nią pojawił się Devon.
- J-ja...- chciała się wytłumaczyć Hyuga jednocześnie bawiła się palcami.
- Wiem, musisz uciekać!- powiedział do niej z troską.
- Ale co z tobą? jesteś moim bratem. Nie mogę cię tak zostawić!
- Spokojnie, postaram się powstrzymać ojca. Tak długo jak będe...- ciemnowłosy nie dokończył.
Ogromnej wielkości smok rozwalił wierze gdzie była Hyuga kilka minut właściwie sekund temu, którą wtedy służące przygotowywały do ślubu ze swoim, jak sie okazało bratem.
-...mógł. Uciekaj!- krzyknął do niej i dłonią chciał ją jakby odepchnąć.
Zaczął się oddalać w kierunku bestii.
-Nie mogę! Nie chce cię z nim zostawić!- krzyczała Hyuga, łapiąc jego ramie.
- Poradzę sobie...... neechan.- długo się wahał zanim powiedział do niej "siostro".
- Nieee!!!- wrzasnęła Hinata.
Smok zaatakował zaraz po słowie neechan. Devon odepchnął Hyugę na bezpieczną odległość, a sam przyjął atak przeznaczony dla Hinaty.
~~Oczami Lyry...
Każdy szedł, ubrany w piękne stroje. Gotowi by powitać nową królową. Zerkam na Sasuke idącego obok mnie, porcelanowa maska znów jasno świeci na jego twarzy, maska odmalowująca spokój i opanowanie. Wiem, że targa nim wściekłość i rozpacz, czuje to. Ja nie umiem ukrywać emocji... zawsze po mnie widzą czy jestem smutna, czy zawiedziona, czy zdenerwowana... Czytają mnie jak otwartą księge.
A Uchiha? Nie rozumiem go. Jest jak skrzynia zamknięta na klucz i jakby ktoś gdzieś go zgubił. Czasem wściekły, czasem wręcz przeciwnie.
- Co się tak gapisz?- usłyszałam jego głos, wzdrygnęłam się.
- Przepraszam... J-ja po prostu chce wiedzieć... czy martwisz się o Hinatę?- zapytałam jak idiotka!
- Co to za pytanie? Oczywiście, że się o nią martwię w końcu jesteśmy.... przyjaciółmi.- nie wiem czemu, ale ostatnie jego słowo było wypowiedziane z jakimś takim bólem.
Chciałam go jeszcze o coś zapytać, ale głośny huk przerwał mi zanim zdążyłam otworzyć usta.
Ludzie zaczęli uciekać. Zamknęłam oczy, szybko wykonałam kilka znaków dłońmi i byliśmy już na mojej kochanej bestyjce... Himerze.
Bestia rozłożyła nietoperze skrzydła i wbiła się w powietrze.
-Co do...?!- usłyszałam niedokończone pytanie z ust Sai'a.
-To Night, mój opiekun.- odpowiedziałam szybko, później im wyjaśnie kim są opiekunowie.
- Szybciej!- krzyknęłam do Night'a.
- Mgm.- usłyszałam odpowiedź mojego słodkiego lwo-nietoperza.
Wykonał to polecenie od razu. Po kilku chwilach już byliśmy na miejscu. Rozwalony zamek, niektórych ludzi przykryły gruzy, westchnęłam.
- Wybaczcie, ale muszę im pomóc. Sai, ty musisz znaleźć laboratorium. Tam znajdziesz człowieka odpowiadającego za cierpienie Ino. Poderżnij mu gardło i napełnij ten flakonik jego krwią. Ino będzie musiała ją wypić. Sasuke, tam gdzie głośniejszy wybuch, tam znajdziesz Hinatę.- wyjaśniłam pośpiesznie i zeskoczyłam z bestii, nakazując im tym samym by poszli w moje ślady.
Rozdzieliliśmy się, przywołałam kilku ludzi z liceum Czarnej Róży i zaczęliśmy pomagać zakopanym ludziom.
~~koniec z punktu widzenia Lyry.
Sasuke biegł korytarzami, on i Sai rozdzielili się przy ostatnim zakręcie. Nagle usłyszał bolesny wrzask od razu wiedział do kogo należy krzyk. Zaczął biec szybciej.
Zauważył ich ogromna bestia trzymająca w ręce ciemnowłosego młodego mężczyznę. Wyciągnął miecz wybranka. Zaatakował, delikatnie przeciął bestię w policzek.
- Ledwo go drasnąłem...- syknął pod nosem.
Szkarłatna krew zaczęła lecieć z delikatnej rysy. Demon puścił ledwo oddychającego ciemnowłosego mężczyznę i złapał się za policzek.
- TY! MAŁA!!! PCHŁO!!!- krzyczał wściekle.
"Nie uwierze, że on jest tak słaby.... Ten miecz..."- pomyślał patrząc na lśniące w nikłym świetle księżyca ostrze.
"-Sasuke! Posłuchaj, musisz pokonać Diabła, przed wschodem słońca!-" usłyszał szept Hinaty w swojej głowie.
Rozejrzał się by sprawdzić czy jej nigdzie nie ma, nic.
"-Idiota! Ona jest ranna! Kazałem jej się ukryć!-" usłyszał kolejny głos tym razem męski.
Warknął jak wściekły pies. Nie wiedział kim jest ten mężczyzna, ale miał ochotę go trzasnąć w łeb za nazwanie go idiotą.
Zamyślił się na moment, który wykorzystał Diabeł i uderzył go łuskowatą łapą. Sasuke odleciał kilka metrów dalej od miejsca walki, zatrzymał się dopiero na korze jakiegoś drzewa.
Wypluł trochę krwi, która uzbierała się w jego jamie ustnej i powrócił do walki, ale teraz nie był sam pomagał mu Devon.
~~U Hinaty.
"Nie wierze, że kazał mi iść tutaj! Jak on może?! Jestem kunoichi! Kobieta-wojownik, nic mu to nie mówi?!"- krzyczały wściekle myśli Hinaty, chociaż jedna jej część ta słabiutka wiedziała, że Devon ma racje.
- Sol? Gdzie jesteś?- usłyszała jakiś cichy głos z całą pewnością należał do kobiety.
- K-kim jesteś?- wyrwało się Hinacie z ust.
- Jestem Luna - odparła zjawa z uśmiechem
- L-luna?- powtórzyła z wahaniem jasnooka.
- Wiesz może gdzie jest Sol? I skąd mnie znasz?- trzecie pytanie zjawy zawisło w powietrzu.
- Z legendy. O nieistniejących kochankach.- wyjaśniła Hyuga, oczy miała rozszerzone do granic możliwości.
- Legenda? Hahaahah... Ale legendy są wtedy kiedy ktoś z nas jest....
-...martwy. Luno ty.... nie żyjesz od dwóch tysięcy lat. Tyle lat minęło odkąd pierwszy król diabeł wybrał twoją siostrę na żonę.
Smutek zakwitł na twarzy Hinaty
- Ale czuje się dobrze.- szepnęła siadając na kamieniu.
Hinata podeszła do zjawy i przysiadła obok niej.
- Coś cię tu trzyma. Co chciałaś robić? W przeszłości?- mówiła Hyuga, dzięki temu, że ma doświadczenie w rozmowach z duchami wiedziała co może ich rozzłościć, a co nie.
- Chcę spotkać Sola!- przyszła jej szczęśliwa odpowiedź.
- Sol? On yyy... Walczy z Królem Diabłem!
"Sasuke mnie zabije!" - pomyślała jednocześnie mówiąc te słowa.
-Co!!?! On zginie! Musze mu pomóc! Daj mi broń!- krzyczała wstając gwałtownie Luna.
Hinata wyciągnęła nóż, który "pożyczyła" od swojego brata, nawet nie zauważył kiedy go zabrała.
- Arigatou!- powiedziała radośnie Luna, a gdy sięgnęła po ostrze jej dłoń przeszła na wylot.
- Jesteś martwa, nie możesz używać rzeczy... żywych.- wyjaśniła spokojnie Hyuga.
- A mogę pożyczyć coś żywego?
- No cóż, jeśli mówisz o opętaniu kogoś, to muszę cię zawieść. Jestem łączniczką, czyli kimś kto rozmawia z duchami mnie nie możesz opętać. A jeśli chodzi o innych ludzi, to prędzej cię zabije niż pozwole abyś kogoś "pożyczyła", rozumiesz?
   Duch skinął z przerażeniem głową, sam ton głosu Hinaty mógł zabić ze strachu, nawet kogoś kto już był martwy.
- Więc co robimy?- zapytała ze smutkiem.
- Devon, mój brat, kazał mi pokazać ci medalion i ty masz mi powiedzieć co mam robić.
  Jak mówiła zdjęła piękny medalion z klęczącą boginkom. Luna zasyczała jak wąż i jej głos był równie jadowity co tego obrzydliwego gada.
- Zniszcz go, za pomocą miecza Sola!
Hyuga kiwnęła głową i zapytała.
- Nie martw się... odnajdę Sola i go ci przyprowadzę. Przysięgam. Ale jak mam go zniszczyć, skoro wybranek walczy nim z królem Diabłem!?
- W-walczy tym mieczem?! Oszalał!? Ten miecz go zabija!
W oczach Hinaty stanęły łzy, zerwała się do biegu. Miała kilka poważnych ran, te wiedźmy, to przez nie je miała, chciały ją powstrzymać, aby tutaj nie dotarła.
- Zaczekaj! Nie mogę cię zostawić!- krzyczała Luna
- Co?!Nie mam czasu! Zostań tutaj!
Zawiązała sobie opaskę na szyi, po czym zaczęła biec szybciej. Obok Hinaty lewitowała Luna.
Gdy już dobiegły, Król Diabeł stał i ciężko dyszał, natomiast Sasuke miał kilkanaście poważnych ran, ledwo stał na nogach. Devon leżał nieprzytomny na ziemi, która była zaplamiona krwią.
 Król Diabeł utworzył olbrzymią kule pulsującej energii i posłał ją w stronę czarnowłosego, który już tylko czekał na śmierć. Hinata pojawiła się przed nim i to ją trafił atak. Nim straciła przytomność szepnęła
- Sasuke, zniszcz medalion.
 Podała mu go, chłopak odrzucił medalion, wbił miecz w ziemie i przytulił lekko Hinatę.

Z wściekłością spojrzał na Diabła, położył Hinatę na trawie tak delikatnie jakby zaraz miała się skruszyć.
- Nie daruje ci tego!- syknął i rzucił się na Diabła.
Miecz wybranego błyszczał, zwiastując koniec walki. Zaćmienie się rozpoczęło. Król Diabeł zaczął słabnąć, Uchiha wykorzystał to na swoją korzyść. Ostatnie sekundy walki i zaćmienia.
 Sasuke patrzył na niego z zimną nienawiścią, jego usta były wygięte w drwiącym uśmiechu. Król Diabeł patrzył na niego z przerażeniem, jeszcze nigdy nie widział takiego spojrzenia prócz...
- Ty! Ty jesteś tym wojownikiem! Ty jesteś Sol!- wrzeszczał Diabeł.
- Nie, nie jestem nim... Ale i tak cię zabije, za to co zrobiłeś Hinacie.- wzrok Sasuke był zimniejszy od lodu.
 Złagodniał jedynie na moment, gdy wypowiedział imię dziedziczki z klanu Hyuga. Chidori zabłyszczało na jego ręce....
~~Dwa tygodnie później, szpital.
Hinata nadal leżała nieprzytomna w białym szpitalnym łóżku. Sasuke siedział w oknie, spał głowę miał spuszczoną w dół. Do pomieszczenia ktoś wszedł, Uchiha nawet nie zareagował. Był zbyt zmęczony.
 Osobnik podszedł do Hinaty, wyciągnął strzykawkę z dziwną substancją w środku i wbił ją w dłoń Hyugi. Wyglądał jak lekarz, ale nim nie był.
- An-aniki?- zapytała Hinata otwierając zmęczone oczy na jasne niebieskie oczy brata.
On jedynie się uśmiechnął i skinął głową.
- Śpij, siostrzyczko.
A zaraz po tym wyszedł. Hinata nie budziła się od czasu walki, cokolwiek było w strzykawce, ocaliło jej młode życie.


Taki krótki! A co tam! Specjalnie dla was!
Licze na szczerość w komentarzach!
Buźka, Blood.


15 kwietnia 2013

Rzdział17: Strażnik, miecz i medalion.

Po raz pierwszy na tej stronie wioski, słońce odważyło się świecić. Właśnie jego promienie obudziły Devona, który.... zaczął krzyczeć.
Jako, że jego pokój był w pobliżu pokoju Hinaty ta momentalnie się tam znalazła.
-Co się dzieje!?!!- ryknęła stojąc w drzwiach.
-C-co to...?- zapytał wskazując na światło wpadające do jego pokoju przez okno.
Hinata otworzyła buzie z niedowierzeniem, zaczęła się śmiać. Upadając na podłogę i zwijając się ze śmiechu, trzymała się za brzuch i kropelki łez radości spływały leniwie po jej bladych policzkach.
-Co cię śmieszy?! Przestań!- krzyczał na nią groźnie Devon.
Hyuga spojrzała na niego z powagą, która szybko znikła, bo znów wybuchnęła śmiechem.
-Nap-naprawdę?!...(śmiech)... ni-nie wiesz?- zapytała wciąż się śmiejąc dziewczyna.
-Naprawdę nie wiem.- odpowiedział ze smutkiem i powagą dwudziestolatek.
Gdy w końcu się uspokoiła podeszła do niego i zapytała
-Nigdy, ale to nigdy nie widziałeś słońca?- jej głos opływał ciepłem, ale i brakiem zrozumienia.
-Nie wiedziałem, że takie coś istnieje...- odpowiedział głosem pozbawionym emocji, a zaraz potem dodał -... Co to jest "słońce"?- u obu rąk dwoma palcami wykonał właśnie taki znak.
Hyuga spojrzała na promienie wpadające do pokoju przez okno
-Słońce jest ciepłe i jasne. Sprawia, że ciemność ucieka. Oświetla drogę w dzień... i jest piękne, ale odradzam ci na nie patrzeć.- odpowiedziała i ostrzegła wciąż nieodrywając wzroku od okna, jakby coś miało przez nie wskoczyć, ale żeby te "coś" było dobre i ją wyciągnęło z tego więzienia.
-A co się stanie jeśli będę na nie patrzył?- zadał pytanie na które tylko czekała Hyuga.
-Heh... jedynie będą boleć cię przez jakiś czas oczy.- wyjaśniła i po chwili to ona zadała pytanie -...dlaczego nie widziałeś słońca?- odwróciła ku niemu głowę, aby lepiej go usłyszeć.
-Odkąd zostałem wraz z bratem oddzielony od matki kryliśmy się w mroku. Ojciec nie zezwalał na spotkania z matką, więc nigdy jej nie widziałem ani nie spotkałem.- jego głos był jedynie szeptem.
-Przykro mi, ja mogłam żyć z rodzicami, aż do czasu uprowadzenia matki powtórnie...- gwałtownie urwała Hyuga.
-Powtórnie?- zaciekawił się jasnooki.
-Otousan mówił, że mama kiedyś została porwana. Mój tata sam po nią wyruszył było to chyba dwa lata przed moimi narodzinami, później po urodzeniu mojej młodszej siostry, ale wtedy nie mógł nikt opóścić wioski, więc moja siostra nie znała jej zbyt długo.- nie wiedziała dlaczego tak się przed nim otwiera, po prostu czuła, że może. Jakby wiedziała, że może być z nim szczera.
-Mój ojciec nigdy nie zrobiłby czegoś co nie leży w jego interesie. Prawdę mówiąc ja nie chce być twoim mężem, widziałem jak ten chłopak na ciebie patrzy. Z taką.... troską?- ostatnie słowo było pytaniem nie stwierdzeniem, a gdy Hyuga kiwnęła głową kontynuował -... To nie ja pragnę być tym Królem Diabłem tylko to jest marzenie mojego brata i ojca. Gdybym mógł wybierać...- szepnął ostatnie zdanie łamiącym się głosem.
Hyuga delikatnie go przytuliła po czym szepnęła
-Przecież możesz. Zawsze jest jakiś wybór. Zawsze, zawsze...- ostatnie słowa szeptała jak modlitwę.
Spojrzał na nią i powiedział
-Znam pewne miejsce... chodziłem tam w tajemnicy przed ojcem. Chcesz je zobaczyć?- zapytał Devon.
~~
Przeszli już podziemnym tunelem. Sasuke siedział przy oknie, broda spoczywała na kolanie, wściekłość malowała się na jego twarzy.
Usłyszał pukanie do drzwi
-Czego?- warknął przez zaciśnięte zęby czarnowłosy.
"Czy nie mogą mnie zostawić samego!?!"- krzyczał w myślach, sam nawet się nie odwrócił aby zobaczyć z kim ma przyjemność.
-Mógłbyś być milszy?- usłyszał głos byłego Hinaty.
-Dla ciebie? Nigdy. Zraniłeś Hinatę.- odpowiedział z zimną goryczą Uchiha.
-Wiesz dlaczego? Ja wiedziałem o możliwości widzenia duchów. Hinata nie chciała abym je widział.- powiedział ze złością, a zaraz potem usiadł na łóżku oddalonym o kilka kroków od okna.
-Co to ma wspólnego ze mną?- zapytał Uchiha odwracając głowę w jego kierunku.
-Wciąż pamiętam jaka była wściekła gdy poruszałem ten temat.- jego wzrok poszedł w kierunku kąta pokoju zaczął sobie przypominać jedną z tych rozmów.
-Koteczku? Dlaczego nie chcesz abym widział duchy?- zapytał któregoś dnia Yokusaku.
Dziewczyna nazwana przez niego koteczkiem westchnęła podłużnie, ponieważ rozmawiał z nią o tym już nie raz.
-Znasz odpowiedź, Yoku-kun. Nie chce ci niszczyć życia.- nie mówiła mu całej prawdy czuł to.
-Nie chcesz mi niszczyć życia? Tylko tyle? Hinata Hikari Hyuga! Mów prawde!- to zawsze działało jej na nerwy te imię "Hikari"- imię należące do jej matki.
Hinata wstała z drewnianej ławki, która była na licealnym dziedzińcu i uderzyła swojego chłopaka w policzek.On złapał się za niego i spojrzał na nią z rozszerzonymi złotymi oczami.
-Nie waż się wypwiadać tego imienia przy mnie, bo kostnica ci nie pomoże!!!!!- ryknęła tak głośno, że dyrektor przyszedł sprawdzić o co chodzi. 
A po pytaniu co się dzieje...
-Nic się nie dzieje, Hinata ma ZNPM*.- za tą odpowiedź Hinata omal go nie zabiła.
Na szczęście dyrektor złapał ją w pasie zanim doszło do morderstwa.
-Nadal nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną?- powtórzył wcześniejsze pytanie Uchiha.
-Hinata nie chciała abym cierpiał, więc skoro jej tak bardzo na tobie zależy to czemu chce abyś ty cierpiał?- zapytał z drwiącym uśmiechem grającym na ustach.
-A może po prostu ci nie ufała i nie chciała abyś został jej mężem?- syknął ze złością Uchiha z tym samym kpiącym uśmiechem co Yokusaku.
Na to złote oczy chłopaka zalśniły przez chwilę żądzą krwi, ale się powstrzymał i bez słowa wyszedł.
Uchiha znów spojrzał w dal, na horyzont.
"Nie pozwolę abyś cierpiała Hinata. Już nigdy."- złożył w myślach obietnice czarnowłosy.
~~
-To jest to miejsce?- zapytała Hinata patrząc na piękne jezioro kryjące się w lesie.
-Tak, tutaj mieszka Long. Long to duch natury, pomaga zbłąkanym duszą jak ty i kobiety z twojego klanu. Ta moc którą się posługują jest właśnie od niego.... chciałbym aby był pokój. Właśnie to chce zrobić. Odpokutować winy jakie uczynił mój brat, ojciec i reszta z nich. Chce uwolnić twój klan spod niewoli przekleństwa.- na zakończenie zdania zerknął na granatowowłosą dziewczynę obok niego.
-Twój ojciec i brat żyją?- zapytała sucho.
-Ojciec tak, brat nie. Zabito go podczas buntu.- wyjaśnił smutno Devon.
-Przykro mi. Przepraszam, że zapytałam.- wypowiedziała te słowa ze skruchą Hinata.
Starszy chłopak sięgnął po płaski kamień i cisnął nim w kierunki jeziora.
-Nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina... zostań tutaj jeśli chcesz.- powiedział Devon łagodnym tonem głosu.
Zaraz po ósmym odbiciu kamienia od tafli jeziora odszedł. Hinata zauważyła coś w zielonej trawie, błyszczało. Sięgnęła po owe "coś" i łapiąc za sznureczek uniosła na poziom swoich oczu.
Był to medalion z zawieszką w kształcie jakiejść kobiety, klękała, a głowe miała zwróconą w jej stronę. Cała zawieszka była ze srebrna trochę jak poświata księżyca w pełnie.
Hinata zawiesiła go sobie na szyi, podeszła do brzegu jeziora i uklękła przed nim. Spojrzała na tafle wody
-Świetnie trzeba było wziąć kąpiel, przebrać się lub po prostu się uczesać.- westchnęła na koniec widząc swoje odbicie.
Rozejrzała się po bokach, a nie widząc nikogo. Rozebrała się i weszła do wody. Woda była ciepła i działała niezwykle kojąco.
-Jak miło...- szepnęła z zachwytem Hyuga.
-Hinata?- zapytał Devon.
-N-nie! Nie podchodź! Jestem... naga.- powiedziała z zawstydzeniem Hyuga.
-Wiem, wiem. Coś czułem, że nie będziesz mogła się oprzeć pokusie wejścia do wody. Przyniosłem ci ubranie i ręcznik. Zawieszę je na gałęzi najbliższego drzewa.- mówił zasłaniając ręką oczy, aby nie naruszyć prywatności ciemnowłosej dziewczynie.
-D-dziękuje.- powiedziała trzymając ręce na górnej partii ciała, aby ukryć jej intymne części ciała.
Skinął głową nawet na nią nie patrząc i odszedł.
Po jakimś czasie, gdy miała pewność, że Devon odszedł.
Zaczęła kołysać się w wodzie i śpiewać...
-Spadające łzy lecą z nieba,
to deszcz, anioły płaczą nad ludzką głupotą.
Nie poddam się twym pięknym słowom, będę walczyć do ostatniego tchu.
Nie poddam się twym pięknym oczom, będę marzyć do ostatniego oddechu.
Nie poddam się twemu pięknemu szeptu, będę żyć do ostatniej kropli krwi.
Anioły nie będą nade mną płakać, bo nie będę księżniczką czekającą na przybycie księcia.
Anioły zobaczą, że nie jestem słaba.
Anioły będą zazdrościć mi odwagi.
Odwagę wezmę z miłości.
Bo kocham cię.... i kocham walkę o lepsze jutro.- zaśpiewała piosenkę, którą słyszała zawsze w nocy.
Jej głos był melodyjny i niezwykle piękny.
   Po kilku godzinach wyszła z wody i zaczęła się osuszać, a gdy to zrobiła ubrała się w fioltowe kimono z czarnym obi. Zaraz potem usiadła przy brzegu i położyła dłonie na kolanach.
-Masz piękny głos...- usłyszała głos był taki piękny, melodyjny i niemal utonęła w jego brzmnieniu.
Odwróciła głowę, delikatnie i zobaczyła jakby konia, ale ten miał jakiś dziwny długi ogon, który prowadził do jeziorka.
-C-czy ty to Long?- zadała to pytanie, mimo, że znała odpowiedź.
-Tak, to ja... Wyglądasz trochę jak Luna...- szepnął koń.
-Nie prawda. Ja... (przełknięcie)... znasz tą historię?- wahała się zanim zapytała, a gdy kiwnął głową zebrała w sobie odwagę i zapytała powtórnie -... Mógłbyś mi opowiedzieć?- oczy wpatrywały się w najmniejszy ruch Long'a, on położył się w pobliżu brzegu i zaczął opowiadać, od samego początku...
Luna miała szesnaście lat gdy poznała Sola. Była spadkobierczynią klanu Hoshi No Namida, naturalnie powiązanymi z duchami. Jednak jej ambitny ojciec chciał większej potęgi niż ta co mieli ją dotychczas. Wraz z radą klanu wybrał się do Diabła. Obiecał Diabłowi rękę jego córki, Anali, ale ta, gdy tylko się o tym dowiedziała,  gdy stanęła przed nimi obok swej młodszej siostry Luny, wyciągnęła srebrne ostrze i poderżnęła sobie nim gardło. Przeklinając medalion, w którym uwięziła swoją duszę tak samo jak i swojej matki, i kilku innych kobiet z jej klanu. Pozostała tylko Luna. Luna płakała nad martwym ciałem starszej siostry, które było bez duszy. Właśnie jej delikatność ją zgubiła, Luna została obiecana już wojownikowi Solowi, ale Diabeł zażyczył sobie jej rękę. Luna spotkała się z ukochanym w nocy, a gdy mu o wszystkim opowiedziała jej ukochany wpadł we wściekłość. Luna martwiąc się o los kochanego uwięziła go w mieczu Wybranego, a samą siebie wysłała na pewną śmierć u Diabła. Wyszła za niego, bo nie chciała aby cierpiał jej wojownik. Po urodzeniu syna Diabłowi, o pełni księżyca i w dniu zaćmienia. Wypowiedziała klątwę na Diabłach, będzie trwała tak długo aż któryś nie zginie lub gdy ktoś nie preszkodzi w ślubie.
A gdy skończył Hyuga zapytała
-Gdzie jest miecz? A Medalion w którym jest Anala i z pozostałymi z klanu Hoshi No Namida?- pytała wpatrując się w piękne oczy Long'a
-Miecz jest w jeziorze, medalion z duszami ma być na twojej szyi w dniu twojego ślubu.- wyjaśnił duch wpatrując się w jej oczy.
-Mógłbyś zanieść miecz do kogoś poza ten region wsi?- zapytała patrząc błagalnie w jego oczy.
Kiwnął głową potakująco.
-Problem w tym, że ja nie mogę go wyciągnąć.- przyznał się Long ze wstydem.
Hyuga ściągnęła z siebie kimono i pozostałe części garderoby, i wskoczyła do wody.
Zaczęła płynąć w mroczne dno tej wody, tam gdzie światło bało się walczyć z mrokiem. Była przy dnie, pod palcami czuła okropny mół i jak wodorosty oplatają jej nadgarstki, chcąc aby została tam na zawsze, wśród milczących czaszek na dnie jeziora, w którym utonął miecz i pozostali próbujący go wyłowić.
Wodorosty parzyły jej delikatną skórę na rękach. Mgła na jej bladych oczach zaczęła być silniejsza, uniemożliwiając w ten sposób widoczność.
Zamrugała kilkakrotnie i zobaczyła w tych ciemnozielonych chaszczach rękojeść miecza. Sięgnęła dłonią po nią i czuła gwałtowny ból w dłoni, jakby sam dotyk miecza sprawiał, że śmierć patrzy jej w oczy.
"-Patrzymy w oczy śmierci, najważniejsze abyś nie zamrugała, bo wtedy...-" usłyszała w swojej głowie zatroskany głos matki.
"-Będzie po mnie, wiem mamo.-" odpowiedziała w myślach bladooka.
Ścisnęła mocniej szarawą rękojeść i zaczęła płynąć ku górze. Płynęła w delikatne światło księżyca, jakby to sama Luna oświetlała jej drogę na ląd.
Już na lądzie wyciągnęła pierwszą prawą rękę, w której trzymała miecz Wybrańca.
-Za-za-zanieś tg-go do Sas-uke U-chi-se.- wydyszała Hinata, a później odetchnęła z ulgą.
A gdy Long zniknął, usiadła na brzegu i ciężko dysząc położyła się na delikatnym piasku. Płuca paliły ją jakby miała w nich ogień. Dyszała i kaszlała. Brała kilka mocnych wdechów i wydychała powietrze, aby choć trochę uspokoić swój nierówny oddech, co nie przynosiło żadnych efektów. W końcu wzięła głęboki, powolny wdech i równie powolno wypuściła powietrze z płuc.
~~
Sasuke leżał w łóżku, nie spał. Nie mógł za bardzo bał się o Hinatę.
-Sa-su-ke U-chi-se?- zapytał Long naśladując i wydłużając słowa jak poprzednio Hinata.
Czarnooki zerknął na fioletowawo-różowego zwierza i skinął niepewnie.
Long podał mu miecz, ostrzejszy od diamentu lub innych metali, o szarawej rękojeści, był nieco większy od pozostałych katan miał gdzieś kolo 200 cm.
-To miecz Wybranka, prezent od Hinaty.- wyjaśnił Long.
Sasuke wziął miecz zanim Long to powiedział.
-Wiesz gdzie jest...?- nawet nie zdążył skończyć, bo Long już zniknął.
"Długi, ale lekki. Wygląda na ostry.... Skąd Hinata wytrzasnęła taki metal?"-zastanawiał się Uchiha oceniając ostrze.

-Hinata...- szepnął jeszcze wpatrując się w błyszczące ostrze.
~~
Long pojawił się kilka minut później. Hinata wyciągnęła nogi z wody i szybko się doprowadziła do wcześniejszego stanu.
Usiadła przy brzegu, a Long w pobliżu niej położył się.
-Ma go?- zapytała z przejęciem Hyuga, patrząc na niego ze strachem.
-Oczywiście... mogłabyś mi pośpiewać? Żadko mam gości o tak pięknym głosie.- powiedział ze smutkiem łuskowaty koń.
-Oczywiście. Może coś o księżycu i słońcu?- zapytała patrzą na niego z uśmiechem.
Położył się bliżej Hinaty i zaczął słuchać jej pięknego głosu.
-Światło księżyca błyszczy mi w mroku.
Oświetli mi drogę, bym nigdy nie zbłądziła w ciemności.
Świeć moja Luno, świeć najjaśniej. Niech twój ukochany cię nie zaćmi.
Oświetl mi drogę do lasu wiecznego gdzie spotkam mego kochanego księcia ze snów.
Tam pocałuje go, przytule i powiem o tobie.
Tam pocałuje go, przytule i powiem o tobie.
Więc moje światełko nie zgaśnij, świeć mi w oczy i na drogę.
Chce widzieć jasną przyszłość nie oplecioną w mroku.
Bo kocham cię mój Księżycu i kocham cię moje słońce, i kocham cię mój wyśniony książe.- tą piosenkę śpiewała wolno i czasami przeciągała "a", "u", "o" albo "j".
-Już jutro... masz wyjść za mąż?- zapytał Long.
-Tak....- odpowiedziała ze zmęczeniem.
-Czy ten twój narzeczony to ten Sa-su-ke U-chi-se?- poprzedłużał litery w jego imieniu i nazwisku.
-Nie.... mam wyjść za Devona....- odszepnęła ponuro.
-Dlaczego? To twój starszy brat!- krzyknął ostatnie słowo strażnik jeziora.
-CO!?!- ryknęła na całe gardło Hyuga....


Ciąg dalszy nastąpi.
ZNPM* - no cóż ja mówię na to "Miesiączkowe Nerwy", każda dziewczyna przed okresem na takie coś, że będzie chodzić jak wściekła osa.
Te piosenki, które śpiewała Hinata wymyśliłam wspólnie z kuzynką i Alexandrem (Alex).
Cóż, planowałam go krótszego. Obrazki też miałam wrzucić, ale internet nie domaga. Być może 18.04.13 będzie lepiej chodził, więc wtedy najwcześniej możecie się spodziewać notki.

Ten rozdział jest dedykowany wszystkim czytelnikom.

Tak wygląda miecz Hinaty. Tylko, że są one dwa, identyczne...


20 marca 2013

Rozdział16: Zawsze będziesz moja.


Obudziła się w ciemnym pomieszczeniu, smród śmierci był w powietrzu, którym miała oddychać.
Zatrzepotała powiekami aby przyzwyczaić się do mroku panującego w pomieszczeniu
-Gdzie ja jestem?- wypowiedziała na głos swoje myśli ciemnowłosa.
Usiadła na łóżku. Po czym wstała i podeszła do drzwi na przeciw okna.
-W domu.- usłyszała odpowiedź z ust starej kobiety.
Starsza pani siedziała przy oknie i wyszywała smoka na jakimś dużym białym materiale.
-W domu?- powtórzyła jakby się upewniając.
-Tak.- mówiła tak spokojnie każde słowo, kaździutkie.
-Nie, to nie jest mój dom. Mój dom jest w Konoha-gakure! Tam mieszkam, tam jest moja rodzina! Tam są ci na których mi zależy! Tam....- już miała rozpocząć kolejne zdanie, gdy do pomieszczenia ktoś wszedł. To król Diabeł
-Oj, oj, oj. Jakaś ty biedna. Moja mała, słodka narzeczona.- powiedział gładząc jej długie włosy.
Hinata dyszała i z przerażenia, i ze złości. Nagle zdała sobie sprawę z sensu tych słów.
-Nie jestem twoja narzeczoną!!!- ryknęła tak donośnie, że rzeczy na meblach zadrżały.
-Byłabyś wspaniałą Królową...- rozmarzył się Diabeł po czym dodał -... nie tak jak twoja matka.-
"Sprawie, że pożałujesz tych słów."- pomyślała Hyuga
"-Czyżby, kochanie?"- usłyszała jego głos w SWOJEJ głowie.
-Ja-jak ty to...?- nie mogła nawet dokończyć zdania
-Jak to robie, to twoje pytanie? To proste ty zostałaś mi przeznaczona, ja słyszę twoje myśli, potrafie przewidzieć każdy twój ruch, znam każdy szczegół twojego życia, znam cię lepiej niż ty sama.- szeptał okrążając ją, a ostatnie zdanie wyszeptał wprost do jej ust.
Hyuga zaczęła ciężko oddychać, poczuła jak znów zapada w głębki sen i to też się stało.
-Jednak nie jest jak jej matka...- szepnęła staruszka uśmiechając się przy tym delikatnie.
-Ślub będzie w zaćmienie, radze ci suknia dla niej ma być już gotowa.- rozkazał władca piekieł po czym wyszedł.
Zostawiając Hyugę leżącą na zimnej podłodze.
-Jak każesz mój panie.- odpowiedziała zniżając głowę w głosie pływała kpina.
"Twój ojciec był postrachem wielu ludzi, twój brat był postrachem, ale nie ty Devonie. Może i odziedziczyłeś po ojcu wygląd, ale nie charakter. Nie pozwolę na to abyś ożenił się z moją wnuczką!"- krzyczały myśli babci Hinaty, Lily.
Po króciutkiej chwili wstała z krzesła, które cicho skrzypnęło. Ocuciła Hyugę, poklępując starymi dłońmi po jej młodych policzkach.
-Nie rozumiem, dlaczego ja? Dlaczego?- pytała Hyuga, siedziała na łóżku okryta czarnym kocem.
-Bo jesteś córką Hikari.- odpowiedziała krótko kobieta kończąc wyszywanie smoka.
-Piękne...- szepnęła Hinata widząc smoka na białym materiale, wstając podeszła do okna i wyjrzała przez nie.
Czerń nocy królowała na niebie, brak gwiazd, nawet księżyc bał się przyjść do tej części wioski.
-Wiesz, że jestem twoją babcią?- zapytała staruszka, wstając powoli i podchodząc do Hinaty.
-Mam pytanie...- babcia spojrzała na nią uważnie, a Hinata dokończyła -... Czy to możliwe abym stąd uciekła?-
-Nieee, widzisz tam w dole roi się od sług Devona. Nawet jeśli byś spróbowała uciec one by cię wywęszyły i przytargały tutaj.- odpowiedziała ze smutkiem.
-Czy Króla Diabła można zabić?- zapytała po raz drugi Hyuga.
-Jedynie miecz Wybrańca i sam wybraniec może to zrobić. Trzeba też osłabić Króla Diabła.- odpowiedziała z jeszcze większym smutkiem.
-Gdzie znajdę wybrańca?- zapytała patrząc w czarną przestrzeń za oknem.
-To wybranek twojego serca...- odpowiedziała babcia.
-Yokusaku-kun jest martwy...- odszepnęła oczy powędrowały na babcię, a później na podłogę.
-Tak, to możliwe. Ale ja nie mówię o Yokusaku tylko o tym...- już Lily miała powiedzieć gdy przerwała jej wnuczka
-Cicho! Diabeł może usłyszeć!- krzyczała szeptem ciemnowłosa, a jej babcia jedynie się zaśmiała.
~~W tym samym czasie
Dwaj czarnowłosi młodzi mężczyźni skakali z jednego dachu domu na drugi.
-Uchiha-san, tak w ogóle to... gdzie my zmierzamy?- zapytał jeden z nich.
Sasuke nagle się zatrzymał omal nie spadając przy tym z dachu jednego domu.
-Nie mam bladego pojęcia.- odparł ze złością.
Chciał jej pomóc, ale nie wiedział nawet gdzie iść. Stał w milczeniu i patrzył na srebrny księżyc, który oplatała blada poświata.
"Nie martw się, Hinata, odnajdę cię."- pomyślał młody Uchiha.
   Nagle przed niego wyskoczył ktoś, oczy czarnookiego zmieniły barwę na krwisto-czerwoną jedynie małe kropelki i źrenice pozostały czarne.
-Spokojnie, Uchiha-sama.- usłyszał cichutki głos zamaskowanej osoby, osoba ściągnęła maskę z twarzy po czym dodała -To ja, Lyra.- to trochę uspokoiło Uchihę.
-Lyra-san, co ty tutaj robisz?- zapytał drugi czarnowłosy chłopak.
-Okaasan wiedziała, że was nie powstrzyma i poprosiła abym poszła za wami. Jestem pewna, że nie znacie drogi. A ja mogę was tam zaprowadzić nawet z zamkniętymi oczami.- wyjaśniła bez zająknięcia się rudowłosa dziewczyna.
-To dobrze.- odpowiedział Uchiha "Spadłaś nam z nieba, Lyra."- oczywiście nie powiedział tego co myśli na głos.
-Ale jest mały szczegół... Nie możemy tam wejść przez trzy dni.- powiedziała ze smutkiem zwykle cicha dziewczyna.
-Dlaczego?- zapytali równocześnie czarnowłosi z wyczuwalną irytacją.
-Wioska Księżyca jest podzielona na dwie części. Ta na której my jesteśmy jest nazywana Wolną Strefą, bo jest tutaj najbezpieczniej. Ta druga jest nazywana Terenem Nieczystych, to tam przebywają Hinata-san i niektózi z mojego klanu. Brama jest otwierana tylko na ślub Króla Diabła z Hinatą, ślub odbędzie się czwartego dnia...- wyjaśniała dalej, ale Uchiha już jej nie słuchał jego myśli zatrzymały się na części o tym, że Hinata ma wyjść za króla Diabła w myślach obmyślał różne tortury jakie zada królowi. Te myśli były nawet groźniejsze od jakichkolwiek użytych przez Hinatę słów czy gróźb.
-Skąd wiesz kiedy będzie ślub?- zapytał podejrzliwie Sai, zwracając w ten sposób uwagę rozmyślającego Uchihy.
-J-ja, wiem, bo... (głęboki wdech)... bo pan Anizaki informuje nasz klan na bierząco i....- przeszkodziła jej ręka na szyi, ta ręka należała do Sasuke.
-Wspópracujesz z nim!!- ryknął wściekle Uchiha zaciskając palce mocniej na jej szyi -On omal nie zabił Hinaty!!! Myślałem, że twój klan wybija lykanów!!!!- krzyczał coraz głośniej Uchiha, odbierając w tym momencie zdolność Lyry do oddychania.
Udusiłby ją gdyby nie interwencja Sai'a, który wbił sombon (igłę) w dłoń Uchihy.
-ONA MUSI NAS ZAPROWADZIĆ DO BRAM! Czy życie Hinaty i Ino nic dla ciebie nie znaczy!?!- krzyknął w jego stronę wściekły na Uchihę za jego lekkomyślność Sai.
Sasuke momentalnie puścił szyje Lyry, a zaraz po tym usłyszeli wycie wilków, odwrócili się i zobaczyli całą sforę lykanów.
-Witaj, Uchiha.- wypowiedział złoty wilkołak idąc w jego stronę jak prawdziwy ssak.
-Kim ty jesteś!?!- ryknął w jego stronę Sasuke.
-O! Jakież to niegrzeczne z mojej strony, jestem Yokusaku Aishiteru.- na dźwięk nazwiska, Lyra niemal krzyknęła z przerażenia.
Sasuke zerknął na nią pytająco, a ta odpowiedziała natychmiast.
-To jest były chłopak Hinaty i brat Natsu.- wyjaśniła, a w jej głosie było słychać przerażenie i złość.
-Ale to niemożliwe, Hinata mówiła, że jej chłopak został zabity...- powiedział Sai, ale został odcięty przez Anizakiego, który stał obok Yokusaku.
-To prawda, ale jako że jest jednym z nas potrafił zawrócić jej w głowie, dosłownie.- wypowiedział te słowa po czym oblizał swoje kły.
Lyra spojrzała na nich z obrzydzeniem i złością.
"Poniżające prosić, nie błagać o pomoc od tych zapchlonych kundli. Świat spada na psy."- pomyślała Miko patrząc na swoją córkę i pozostałych przybyłych, zniknęła w jasnym dymie.
Sasuke zerknął na miejsce gdzie przed chwilą stała Miko. Sai szturchnął go lekko i zaczęli iść w kierunku... kanałów.
"Trzymaj się, Hinata."- pomyślał Sasuke patrząc wprost przed siebie, szedł tunelem jedynie latarnia dawała nikłe światło, które odganiało mrok.
Następny dzień u Hinaty.
Hinata nie przespała nocy wpatrywała się jedynie w mroczny krajobraz za oknem, jej babcia wyszła tłumacząc, że musi służyć panu Diabolicznemu.
"Czemu zawsze trafiam na idiotów? Najpierw był Naruto, zaraz potem Yokusaku, jeszcze później Sasuke, a teraz Król Diabeł. No może Sasuke nie jest takim idiotą. Ciekawe czy mnie szuka?"- zastanawiała się Hyuga, a pojedyncza łza spłynęła po jej bladym policzku.
-Sasuke...- szepnęła jego imię.
-Oooo, więc to jest twój kochanek?- usłyszała za sobą głos Devona.
-Zamknij się! Nie waż się go skrzywdzić!- krzyczała wściekle w kierunku swojego narzeczonego.
-Aż tak ci na nim zależy? Co on takiego ma?- pytał Devon unosząc brew lekko w góre.
Hinata nawet na niego nie spojrzała po prostu odpowiedziała patrząc w mrok.
-Nie jest tobą.- te krótkie zdanie wypowiedziane przez Hinatę zabolało diabła tak bardzo, że pojedyncza łza spłynęła po jego policzku, a z tamtąd spadła na podłogę.
"-Rób co chcesz jak twoja matka, po ślubie spędzisz resztę życia w zamknięciu!!"- wrzasnął do niej w myślach Devon, a zaraz po tym wyszedł.
"-Jak chcesz, jedyne co da mi wolność to śmierć! Więc na co czekasz?! ZABIJ MNIE TERAZ!"- jeszcze te myśli dogoniły go za drzwiami. Wiedziała, że tego nie zrobi on boi się ją skrzywdzić.
 Usłyszała jeszcze jego dziki wrzask, jakby ktoś obdzierał go ze skóry. Zaraz później zaczęła płakać
-Mam już dość....(płacz) czy chce tak wiele?...(pociągnięcie nosem)... Mam DOŚĆ!!!!!- ryknęła na cały głos Hyuga.
"-Co się dzieje skarbie?-" usłyszała szept matki w swojej głowie.
"-Mama? Czy to naprawdę ty?-" zapytała i na głos i w myślach.
"-Tak, skarbie i nie martw się. ON cię szuka.-" zapewniła córkę matka.
-Dziękuje, okaachan.- szepnęła Hyuga, nim poszła do łóżka i oddała się w ramiona błogiego snu.
Król Diabeł przyglądał jej się, gdy spała. Dotknął jej policzka i szepnął
-Zawsze będziesz moja.- po czym wyszedł  z jej pokoju.

12 marca 2013

Rozdział15: Nieistniejący Kochankowie.


Dzień na dobre rozkwitł nad wioska Księżyca. Promienie słońca wpadające przez okno, obudziły młodą ciemnowłosą dziewczynę. Rozglądała się na boki, a gdy nikogo nie zobaczyła wyskoczyła z szpitalnego łóżka i wybiegła z pokoju.
Jeszcze w drzwiach na kogoś wpadła była to Ino niosąca śniadanie.
-Ohayo, Hinata! Jak się czujesz?- zapytała blondynka z dziwnym uśmiechem.
-O-ohayo, Ino. Dobrze się czuje... Em, nie wiesz gdzie się podział Uchiha-san?- zadała nurtujące ją pytanie.
-Hmmm, czarne włosy i oczy, często wściekły i zachowujący się jakby miał serce z lodu?- opisała krótko czarnowłosego Ino, a gdy Hinata kiwnęła głową potakująco -... Twój wujek, Densetsu przyszedł cię odwiedzić, a i nie był zbytnio szczęśliwy gdy zobaczył ciebie w łóżku z chłopakiem.- dodała i lekko zachichotała jakby wiedziała coś czego nie wie jej przyjaciółka.
-COO?!- ryknęła Hyuga rumieniąc się wściekle.
-Żartuje, chociaż twój wujek był wściekły i...- nawet nie skończyła, bo Hyuga zaczęła biec w kierunku wyjścia ze szpitala.
Wpadła na córkę swojej byłej nauczycielki
-Lyra-san! Widziałaś wujka Denstetsu?- zapytała już spokojnie ciemnowłosa dziewczyna podając przy okazji rękę rudowłosej.
-Ano... Otou-san j-jest na pod-podwórku i rozmawia z jakimś ch-chłopakiem.- jej głos był cichy i dało się słyszeć napięcie w nim.
-Lyra-san? Coś się stało?- zapytała Hyuga, a na jej twarzy było widać troskę.
"Hinata-san jest bardzo miła... Nic dziwnego, że każdy ją lubi."- pomyślała Lyra z smutnym uśmiechem.
-Um, nie ni-nie ni-nic się nie s-stało.- wyjąkała Lyra spuszczając wzrok na swoje buty.
-Przecież widze, że coś jest nie tak powiedz mi.- powiedziała Hyuga patrząc na Lyrę z ciepłem.
-A-ano, bo... ja... tego... no... nie ważne.- odpowiedziała jąkając się Hoshi No Namida, tupiąc lekko obcasem buta.
-To jest ważne! Coś się dzieje!MÓW!- powiedziała Hinata zaciskając palce na dłoniach Lyry.
-Ja... no... bo...- rudowłosej ktoś przerwał
-Chciałaś powiedzieć, że to nie jest sprawa tej ślepej panienki.- ten głos był łagodny a jednocześnie surowy, należał do Densetsu, wujka Hinaty.
-Oji-san, co się dzieje?- zapytała Hyuga, w tym samym czasie uwalniając dłonie kuzynki z żelaznego uścisku.
-Lyra po prostu boi się ślubu z Natsu i tyle.- odpowiedział i po chwili dodał -A ty nie boisz się?-
Hinata spojrzała podejrzliwie na wujka i zapytała
-Czego mam się bać?- jej głos nie zdradzał żadnych przyjaznych uczuć jak wtedy gdy rozmawiała z oddżwiernym.
-Znasz zasady naszego klanu!- krzyknął zirytowanym tonem głosu Densetsu.
-Zasady?Jakie zasady?- ten głos należał do Sasuke, który właśnie wchodził do holu szpitala.
-N-nasz klan ma zasady, Uchiha-sama. H-hinata zła-złamała jedną z nich nie mówiąc ci o tym, że gdy przeniosła cię do świata duchów...- urwała widząc tępe spojrzenie Uchihy zaczęła tłumaczyć -...inaczej mów-wiąc pokazała ci duchy i nie powiedziała ci o możliwych zagrożeniach. Takich jak ś-śmierć.- starała się nie jąkać mówiąc to Lyra.
-Na przykład małżeństwie.- dodał Densetsu.
-Więc, kochanie dla ciebie małżeństwo to zagrożenie?- ten głos należał do Miko, idącej z pokoju pielęgniarek.
-Hinata, chcesz powiedzieć, że jesteśmy zaręczeni?- zapytał Sasuke ignorując wszystkich dookoła, no poza Hinatą.
-Sasuke! Nie obchodzi cię to że naraziłam cię na niebezpieczeństwo!?!NA ŚMIERĆ?!- krzyczała Hyuga.
-Nie pytałem o to czy przeżyje tylko o to czy jesteśmy zaręczeni.- odpowiedział Sasuke z anielskim spokojem.
-J-ja n-nie... tego... ja... em... am... um... nie wiem.- odpowiedziała rumieniąc się i jąkając.
-Cóż jako, że jest stan wojenny nie możemy urządzać żadnych wesel, ślubów czy tego typu imprez.- wyręczyła narzeczonego Miko.
-JAKI STAN WOJENNY?!- ryknęła wściekle Hyuga -DLACZEGO NIKT MNIE NIE ZAWIADOMIŁ!?!- każde jej słowo było krzykiem.
Sasuke przyłożył dłoń do czoła i powiedział
-I ja mam spędzić resztę życia u boku takiej krzykaczki?- jego głos wcale nie był potępiający czy pełen złości raczej można powiedzieć, że był przyjazny i ciepły.
-Przyzwyczaisz się. Wiem coś o tym.- powiedział jego trener ze zmęczonym uśmiechem.
-Kochanie, ja nie krzyczę!!- wrzasnęła na całe gardło medyczka.
-No tak, ty wrzeszczysz.- odpowiedział spokojnie Densetsu.
I tak rozpoczęła się kłótnia pod tytułem "Ja wcale nie krzyczę!".
Hinata, Lyra i Sasuke poszli do majątku klanu Hoshi No Namida.
Wojna miała potworne skutki, zniszczone domy, biedni ludzie żebrzący na ulicach.
"Głód, panika, strach... a to za sprawą jednego człowieka."- pomyślał Sasuke przechodząc obok kolejnego zniszczonego domostwa.
"Biedni ludzie. Odebrano im  wszystko, wszystko na co pracowali całe życie"- myślała Hyuga idąc obok Lyry.
-...może gdybym wtedy nie odeszła wszystko wyglądałoby inaczej.- mruknęła pod nosem.
Lyra usłyszała jej słowa i odpowiedziała.
-Nie, Hinata-san. Gdybyś wtedy nie odeszła, Król Diabeł by pojął cię za żon...- gwałtownie przerwała.
-Więc to prawda!- krzyknęła ze smutkiem i złością Hyuga. -... gdybym została nie byłoby zniszczeń! Większość by przeżyła! A teraz... spójrz, rozejrzyj się! Wszędzie ból, głód! To moja wina!- krzyczała, a łzy spływały po jej policzkach. -... wszystko moja wina.- powtarzała jak modlitwę w obliczu śmierci.
Sasuke podszedł do Hinaty, zmusił ją aby spojrzała mu w oczy i przytulił.
-Nawet nie waż się tak mówić. Choćbyś chciała nie zmienisz przeszłości. Możesz tylko iść dalej przez życie, wyciągając z błędów przeszłości lekcje.- mówił spokojnym i pełnym zrozumienia głosem.
-Uchiha-sama ma racje, Hinata-san!- powiedziała tym razem nie jąkając się w ogóle Lyra.
-Hinata-san, Uchiha-san! Tu jesteście wszędzie was szukamy!- powiedział podbiegając do nich Sai, obok którego stała teraz Ino.
-Oh! Chodźcie do domu Klanu Hoshi No Namida.- powiedziała Ino znów z tym dziwnym uśmiechem.
Bez zbędnych słów ruszyli do domu Lyry. Dom wydawał się stary i jakby zaraz miał się zawalić
przeszli przez kamienny łuk i tam na podwórku czekał już Densetsu.
-Uchiha zaczynajmy trening. Ty może chcesz się przyłączyć?- drugie zdanie skierowane było do Sai'a, który jedynie kiwnął głową.
Oni rozpoczęli trening, a dziewczyny poszły do kuchni. Jeszcze w drzwiach wyjściowych na podwórko zobaczyły Natsu, który puścił oczko do swojej dziewczyny. A ruda momentalnie spłonęła rumieńcem, dając chłopakowi powód do cichego śmiechu. Dziewczyny usiadły przy stole pijąc herbatkę.
A gdy Natsu wyszedł z kuchni, aby dołączyć do trenujących na dworze chłopaków to...
-Kurde, niezły jest.- powiedziała Ino nachylając się aby nalać sobie trochę herbaty do kubka.
-Zgadzam się z przed mówczynią. Jest naprawdę... mrrr...- Hyuga zamruczała jak szczęśliwa kotka.
Lyra coraz bardziej się rumieniła odkrywając nowe odcienie czerwieni.
-D-dajcie spokój!- krzyknęła czerwona na twarzy.
-A co zazdrosna?- zapytały równocześnie Yamanaka i Hyuga.
-N-nigdy!- krzyknęła Lyra.
Dwie spojrzały na siebie i odpowiedziały
-Ależ oczywiście.- nie bardzo wierząc Lyrze.
-Mam jakieś dziwne uczucie deja vi.- powiedziała Hinata, popijając gorącą zieloną herbatkę.
-No dobra, Hinata-san co naprawdę myślisz o Sasuke?- zapytała odważnie Lyra.
Na podwórku
-A psik!- kichnął Sasuke zasłaniając się dłonią.
-Co jest Uchiha?!- zapytał Natsu przestając atakować Sasuke.
-Tylko kichnąłem.- stwierdził fakty Uchiha
-Wiesz co mówią o kichaniu?- zapytał Densetsu.
Nie słysząc nic poza ciszą odpowiedział
-To, że ktoś cię obgaduje!- na koniec zaśmiał się.
W kuchni.
-Jest... miły.- odpowiedziała Hyuga wymijająco.
-Miły to może być facet, który chce dobrać się do twoich majtek.- powiedziała Ino, po czym dodała -... No weź musimy wiedzieć, co w nim lubisz, czego nie. No dalej!-
-To nie może być takie trudne.- powiedziała Lyra.
-Cóż myślę, że Sasuke jest zimnym, aroganckim i bez uczuciowym draniem.... przynajmniej takie stawia pozory w głębi serca jest dobry, troskliwy, ciepły, trochę nadopiekuńczy i potrafi pocieszyć i... jest słodki.- mówiła Hyuga obserwując jak zielonkawy płyn w jej kubku delikatnie się marszczy.
-Wow. Po prostu... wow.- powiedziała swoje zdanie Ino.
-Trochę jak w legendzie o nieistniejących kochankach.- powiedziała Lyra z rozmarzeniem.
-Nieistniejący Kochankowie?- powtórzyły z świecącymi oczami Ino i Hinata.
-To stara legenda prawie tak stara jak klan Hoshi No Namida. Mogę wam opowiedzieć...
Cóż kiedyś kilka dni przed podpisaniem paktu z diabłem Klan Hoshi No Namida był cenionym i silnym klanem cechował się tym, że jego członkowie potrafili rozmawiać i łączyć się z duchami. Jednak chciwość i żądza mocy przywódcy Klanu były nie zaspokajalne, dlatego też postanowił, że jego najstarsza córka wyjdzie za Króla Diabła i tak się też stało. Jednak przyszła żona Diabła uciekła z przed ołtarza zostawiając za sobą całe życie, ale nie żyła za długo wolnością, bo Diabeł wytropił ją i zabił. Kobiety z klanu Hoshi No Namida były wściekłe szczególnie matka tej dziewczyny. Rozwścieczone zaatakowały Diabła, ale on je zwyciężył i uwięził ich dusze w naszyjniku, który teraz nosi na szyi jako trofeum. Podobno ten naszyjnik daje mu tą siłę. Wracając... Ta dziewczyna nosiła imię Luna co znaczy Księżyc, według legendy miała ukochanego on zdawał się być zimnym i okrótnym zabijaką, ale dla niej zawsze był ciepły i pełen miłości, gdy dowiedział się o ślubie i o morderstwie jego ukochanej Luny postanowił się zemścić, ogarnięty wściekłością poszedł do Króla Diabła i wyzwał go na pojedynek, został pokonany, a jego ciało wrzucono do jaskini, która służyła jako grób Luny. Teraz są na reszcie razem, ale wciąż nie mogą być blisko Luna stała się księżycem, a on słońcem. Mogą spotkać się tylko raz na kilkaset lat w czasie zaćmienia. Właśnie o pełni Diabeł jest najsłabszy i można go zabić.- zakończyła opowieść ze smutnym uśmiechem.
-Ale dlaczego nieistniejący?- zapytała Yamanaka.
-Hmmm... może dlatego, że nie wiadomo czy to prawda.- odpowiedziała popijając herbatę Lyra.
-Jak się nazywał ten "zabijaka"?- zadała kolejne pytanie Hyuga.
-Hmmm... Sol co znaczy słońce.- odpowiedziała kuzynce.
-Ostatnie pytanie. Ten medalion... jest prawdziwy?- zapytały równiuteńko ciemnowłosa i jasnowłosa.
-Tak, przynajmniej ja w to wierze.- odpowiedziała patrząc na drewniany stół.
Hinata zerknęła na zegarek i przeraziła się
-Już dwudziesta-pierwsza?!- krzyknęła wstając i szybko podbiegając do blatów kuchennych.
Ino i Lyra poszły w jej ślady i we trójkę zaczęły robić coś do jedzenia.
Po jakiejś godzinie kolacja była gotowa. Domownicy zaczęli zbierać się do domu.
-Mmmmm... co tak smakowicie pachnie?- zapytał Natsu wchodząc do kuchni i siadając przy stole.
-No to się postarałyście.- powiedział Sasuke siadając na przeciw zielonowłosego i już miał sięgnąć po pałeczki d ryżu gdy Ino uderzyła go drewnianą łyżką po dłoni
-Najpierw proszę umyć ręce! Natychmiast!- krzyknęła wskazując drzwi.
Hinata zaśmiała się lekko i skierowała się do pokoju gościnnego gdzie miała spać ona, Ino, Sasuke i Sai.
Stała na środku pokoju, na miękkim puchowym dywanie. Łóżka były cztery dwa w jednym kącie, dwa w drugim, szafeczki z lampką nocną były obok łóżka, komody i inne meble były przy ścianach. Jednak pewien obraz przykuł uwagę Hyugi był w pięknej, brązowej ramce, a wisiał nad drzwiami do pokoju.
-Ta para, ależ to...- poczuła przeszywający ból w głowie i ostatnie co zdołała zobaczyć to obraz i usłyszała jeszcze szept Króla Diabła, a później pustka.
-Nieistniejący Kochankowie, tak masz racje.- szept ucichł, mężczyzna w czerni zerknął jeszcze raz na obraz.
Po zjedzonej kolacji Sasuke wszedł do pokoju gościnnego.
"Co się dzieje?! Broń!"- pomyślał i podbiegł na środek pokoju, krew na drewnianym kiju.
Dotknął jej i od razu wiedział co się stało, widział to jak osobnik w czarnej pelerynie uderza Hinatę od tyłu w głowę.... gdy do pokoju weszła Ino nawet nie zdołał wstać, bo ona wyskoczyła przed niego i upadła w tył wprost do jego ramion.
-Tam jest... ninja.- szepnęła, a szyi zauważył zatrutą igłę.
Położył blondynkę na dywanie i wyeliminował intruza.
Sai wbiegł do pomieszczenia i od razu zauważył leżącą na podłodze Ino.
-To nie ja.- odpowiedział Uchiha, po czym zawołał Miko.
Zaniesiono Ino do łóżka i tam Miko zbadała stan Yamanaki.
-Trucizna - jest bardzo rzadko spotykana, może zabić każdego... zwierze, człowieka nawet demona. Ale tylko gdy jest przeznaczona dla wybranej osoby, ta była przeznaczona dla kogoś z klanu Uchiha, wasza przyjaciółka będzie żyć. Niestety musicie zabić kto stworzył tą truciznę, a na całym świecie jest tylko jedna taka osoba, mianowicie Król Diabeł. Zostańcie jeszcze dwa przygotuje was. Wyruszycie razem z pozostałymi powstańcami, dokładnie za cztery dni będzie zaćmienie. Poczekajcie.- jej wzrok jakby nie znał sprzeciwu głos także, zaczęła leczyć ranę Ino na szyi. Myśli Sasuke i Sai'a kołotały się wokół
"Nie, najpierw muszę pomóc Hinacie.""Zabije tego kto zrobił to Ino. Pożałuje!" nie muszę mówić który o której myślał. A gdy Miko opuściła pokój Sasuke i Sai wzięli najpotrzebniejsze rzeczy, broń czy bandaże i wyruszyli.
Sai jeszcze stał obok łóżka Ino
-Myślałem, że to będzie prosta misja. Jak widać myliłem się.- szepnął po czym pocałował śpiącą przez truciznę Yamanakę.

Gdy czytam wasze komentarze to robi mi się ciepło na sercu!
Baaaardzo wam za nie dziękuje i rozumiem, że mogę duuuużo namieszać w opowiadaniu, no cóż te opowiadanie jest takie jak ja - zakręcone, nieco dziewne i momentami śmieszne.
Dziękuje za miłe słówka w komentarzach i do zobaczenia, Amishia Blood.

08 marca 2013

Rozdział14: Zagrożenie


Rozdział14: Zagrożenie.
 Dopłynęli do brzegu o północny, najbardziej niebezpiecznej porze dla podróżnych, zresztą każda inna pora także jest niebezpieczna.
Wioska Księżyca inaczej zwana Luną była nie za dużą, nie za małą wyspą. Ludzie z tej wisi byli silni fizycznie i psychicznie. Z tej wioski pochodziła także Hikari, matka Hinaty.
Dziewczyna o granatowo-czarnych włosach ściągnęła opaskę z szyi.
-Ściągnijcie swoje opaski.- powiedziała Hyuga.
Bez sprzeczek zrobili co nakazała bladooka dziewczyna.
-Hinata-san, jak daleko stąd do wioski Księżyca?- padło pytanie z ust Sai'a.
-Jeszcze trochę, musimy przekroczyć most i już będzie z górki- odpowiedziała ze spokojem Hinata.
Zaczęli iść, szli przez gęsty i ciemny las. Dało się słyszeć pohukiwanie sowy, świst wiatru oraz szelesty w krzakach. Trzask złamanej gałęzi, oczy młodego Uchihy spoczęły na krzakach skąd wyszedł mały, biały króliczek.
"Cholera, myślałem, że to wróg!"- przeszło przez myśl Sai'owi
"To tylko króliczek..."- pomyślała Hyuga, wypuszczając połowe powietrza z płuc
"Jaki słodki!"- w umyśle Yamanaki było tylko jaki ten króliczek jest uroczy.
"Kilka nieprzespanych nocy i już wyobraźnia płata figle."- pomyślał Sasuke idąc obok Hinaty.
-Hinata-chan! Tam jest wioska!- krzyknęła Yamanaka, przystając i patrząc na przyjaciółkę smutno.
-Świetnie.- powiedziała z nutką goryczy Hinata w tym samym czasie zakładając kaptur od fioletowej bluzy.
Sasuke zerknął kątem oka na Hyugę. Szli w ciszy, las zdawał się być rajem dla martwych, mroczny i pełen niebezpieczeństw.
Po chwili Sasuke zatrzymał się ręką chciał dotknąć czoła, zaraz po tym stracił przytomność
 Hinata zatrzymała się i podbiegła do niego.
-Sasuke! Co się dzieje?Mów!- jej krzyki były niemal błagalne.
Sasuke nie odpowiadał, ciemnowłosa upadła na kolana i lekko uderzała go w policzki aby ocucić czarnowłosego, Ino i Sai będący z przodu szybko pojawili się obok nich.
-Hinata-chan co się dzieje?- zapytała Ino starając się zachować spokój, chociaż jej głos delikatnie drżał.
-Nie wiem....- skłamała Hyuga.
"Jeszcze nie teraz. Błagam, nie!"- krzyczały myśli Hyugi.
Sasuke zdawał się cierpieć, krzyczał i miotał się z bólu.
-Zabierzmy go do wioski!- zarządził drugi chłopak

Hinata biegła przodem, Sai podtrzymywał Sasuke, którego oddech z każdą chwilą stawał się wolniejszy, Ino ubezpieczała tyły.
Sen, to musiał być sen. Sasuke stał znów na polanie, ale innej ta była czarna i pełna krwi. Powoli szedł do przodu.
Dobiegli do bram wioski, Hinata zaciśniętą pięścią waliła w drewniane drzwi przy bramie.
Szedł przez tą okropną polankę, aż dotarł do jakiejś wierzy, szare oczy wpatrywały się w niego z okna wierzy.
Otworzyło się małe okienko było prostokątne, tak aby było widac tylko oczy.
-Czego tu?!- zapytał mężczyzna z blizną na oku.
-Chcemy wejść.- odpowiedziała Hyuga na skraju wściekłości.
-Ja też wiele rzeczy chce.- powiedział mężczyzna patrząc na klatkę piersiową Hinaty.
Sasuke dotknął dłonią cegieł z których była stworzona wierza, po chwili był gdzieś indziej w jakimś pokoju, pomieszczenie było oświetlane kilkoma świecami.
Hinata zacisnęła dłonie w pięści i spojrzała na mężczyznę z rządzą mordu, doskonale wiedziała co miał na myśli. Uderzyła dłonią w drewniane drzwi, przebijając je, złapała mężczyznę za szyje z przodu i zaczęła wbijać swoje paznokcie w jego szyje.
-Czego tu szukasz?- zapytał jakiś głos, był  miękki i melodyjny, z pewnością należał do kobiety.
"Jak u Hinaty..."- pomyślał czarnooki. 
-Szukam wyjścia.- odpowiedział spokojnie, mimo panującego pół mroku czuł spokój.
-Otwieraj te cholerną bramę, bo jak nie to wyrwę ci kręgosłup przez szyje.- zagroziła Hyuga wściekłym pełnym jadu głosem, a mężczyzna od razu kazał strażnikowi otworzyć bramę.
-Dziękuje.- odezwała się już słodkim głosem Hyuga, puszczając szyję nieszczęśnika, a na miejsce gdzie trzymała paznokcie kilka sekund temu pojawiły się malutkie ranki z których płynęła wolno krew.
Weszli do środka, a zaraz weszli? To niewłaściwe słowo oni wbiegli. Od razu skierowali się do szpitala.
-Wyjścia?- powtórzyła kobieta w czarnej, podartej sukni.
-Tak.- odpowiedział trochę zirytowany, czuł jakby rozmawiali wiecznie.
Kobieta podeszła do niego bliżej, teraz widział. Wyglądała jak Hinata z pewnością są spokrewnione.
-Kim jesteś?- zadał to pytanie, które go nurtowało.
-Jestem Hikari Hyuga, matka Hinaty.- odpowiedziała kobieta.
Dobiegli na miejsce, Hinata otworzyła szklane drzwi kopnięciem rozbijając je na małe kawałki ostrego szkła. Pobudziła rannych i cały personel na nocnej zmianie.
-Miko-sensei!!!- ryknęła na pełnym głosie, stała już na środku holu.
Sai i Ino podtrzymywali słabnącego Uchihe.
-Matka Hi-hinaty?- powtórzył po raz dziesiąty Sasuke
-Tak nie mam zbyt wiele czasu.... musisz szybko zacząć trenować, aby zabrać stąd Hinatę, Król Diabeł ją chce! Nie chce aby którakolwiek z moich córeczek cierpiała.- urwała 
-Kim jest król Diabeł?!- zapytał czarnowłosy, a w jego oczach pływał Sharingan. Był lekko zirytowany.
-Król Diabeł jest byłym władcą Wioski Księżyca i... i miał zostać mężem Hinaty... tuż po jej narodzinach. Nie mogłam pozwolić aby moja córeczka była skazana na te cierpienia, których doświadczyły kobiety z klanu Hoshi No Namida. Każda pierworodna córka była do niego wysyłana jako kochanka, a gdy urodził się chłopak był jego ochroniarzem.- odpowiedziała kobieta.
Kobieta o rudych włosach pracująca jako medyk wyszła z jakiegoś pokoju. Od razu podbiegła do nieprzytomnego czarnowłosego chłopaka.
Zabrała go do innego pomieszczenia, nie wpuszczono tam Hinaty, Ino i Sai'a.
-Dlaczego tak jest?- zapytał z mieszanką pogardy, obrzydzenia i złości Uchiha
-Bo kobiety z tego klanu zawiązały z nim pakt już wiele wieków temu. On jest nieśmiertelny.- poinformowała go, na co on spojrzał na nią gwałtownie.
-To nie jest możliwe! To sobie wymyśliłaś!- krzyknął kręcąc głową chłopak.
-A czy ludzie-wilki też są wymyśloną przeze mnie historyjką?- zapytała spokojnie, siedziała na jakiejś kanapie.
-Mów dalej. Po co tu jestem?- zapytał 
-Przywołałam cię abyś zrozumiał, że w to co inni nie wierzą ty musisz uwierzyć.- odpowiedziała zagadkowo matka Hinaty.
"Bezsilność wobec śmierci jest najgorszą ze wszystkich."- myślał Sai, patrząc w pustą przestrzeń.
 On i dwie kunoichi siedzieli na ławce w poczekalni, właściwie to Ino i Sai tylko siedzieli, Hinata chodziła w tą i z powrotem.
"Emocje ją rozsadzają"- pomyślała Ino i przytuliła się do Sai'a.
"Uchiha, masz żyć, jasne?! Jeśli umrzesz to.... no właśnie co wtedy?"- zastanawiała się Hyuga gwałtownie stając.
-Nie prościej pokonać 'Króla Diabła'?- zapytał po chwili młody Uchiha.
-Tylko wybraniec może to zrobić.- odpowiedziała spokojnie matka Hyugi.
-Kim jest wybraniec?- zapytał Sasuke.
-Nie wiadomo. Mówi o tym jakaś legenda, jej słowa zostały zapisane na Skale Życia. Jedynie ktoś o czystym sercu może je odczytać. Idź już! Oczy Dziabła widzą wszystko! Chroń ją, chroń moją córkę!- krzyczała coraz ciszej, aż w końcu zniknęła.
Miko wyszła po chwili z pokoju, jej była uczennica wbiegła bez pozwolenia do pokoju gdzie leżał Sasuke. Nadal nieprzytomny, jego oddech był powolny i równy.
-Hinato możemy porozmawiać?- zapytała nauczycielka swoją najlepszą uczennice, jej głos był taki spokojny.
-Nie.- odparła krótko, siadając przy krześle obok łóżka, wpatrywała się w profil twarzy młodego Uchihy.
Nauczycielka zmierzyła uczennice zszokowanym spojrzeniem
"Jeszcze nigdy nie odmówiła wykonania mojego rozkazu. Nawet gdy życie Yokusaku wisiało na włosku, a teraz?"- myślała patrząc na swoją uczennice "Co ta miłość robi z człowieka"- dodała, gdy zobaczyła u uczennicy coś czego nie widziała od zamordowania Yokusaku mianowicie troskę i niepokój o czyjeś życie.
-Sasuke...- szepnęła właściwie tylko poruszała ustami.
Ino i Sai weszli po kilku minutach, aby zabrać Hinatę do domu klanu Hoshi No Namida albo do jakiegoś motelu.
-Nie! Zostaje!- krzyczała Hyuga wyrywając swój nadgarstek z ręki Sai'a.
-Zostaje...- powtórzyła spokojnie na powrót siadając.
Ino złapała swojego chłopaka za rękę i powiedziała
-Sai, chodź. Hinata potrzebuje chwili by wszystko poukładać.- jej głos nie wyrażał emocji, ale mimika twarzy mówiła, że Yamanaka martwi się o przyjaciółkę.
-Proszę, nie odchodź. Chociaż ty.- szeptała, a po jej policzkach płynęły ścieżki łez.
Yamanaka i czarnooki wyszli, zostawiając Hinatę samą z nieprzytomnym Sasuke.
-Nie płacz.- usłyszała jego głos.
Siedział na łóżku szpitalnym.
-Sasuke!- krzyknęła radośnie i rzuciła się na jego szyje, łzy wciąż płynęły po jej policzkach.
Chłopak dotknął tyłu jej głowy ręką i krzyknął do płaczącej
-Już nie płacz!- był to łagodny krzyk, aby się choć trochę uspokoiła.
Po czym czarnowłosy przeniósł Hyugę tak aby nie spadła.
-Jesteś zmęczona? Śpij.- powiedział delikatnym tonem głosu przeznaczonym tylko dla niej.
-Jeśli ty nie zostawisz mnie samej.- odpowiedziała sennie Hinata.
-Nigdy.- szepnął gdy dziewczyna już usnęła.
Nie spał, oczy miał zamknięte, w silnych ramionach trzymał ciemnowłosą, tak mocno jakby zaraz ktoś miał mu ją odebrać.


Mam smutną wiadomość, jak pewnie zauważyliście przez pewien czas nie pojawiały się rozdziały. To wszystko dlatego, że była druga rocznica śmierci mojej ukochanej babci. Bardzo za nią tęsknie i dlatego nie miałam sił na pisanie, ale teraz mam siłę dzięki Aleksowi(mój najlepszy przyjaciel). Pocieszył mnie itd. Więc notki będą pojawiać się cześciej następną przewiduje na za tydzień(o ile moi bracia mnie dopuszczą do komputera). Oraz dla wszystkich kobiet chciałabym złożyć życzenia co tam że jestem dziewczyną życzenia to życzenia
Życzę wam abyście brnęły do swoich marzeń i nigdy się nie poddawały, abyście miały siłę na kolejne dnie i każdy cios od życia przyjmowały z uśmiechem I życzę ABYŚCIE MIAŁY WSPANIAŁYCH CHŁOPAKÓW I PRZYJACIÓŁ.


25 lutego 2013

Rozdział13: Sekrety Klanu Hoshi No Namida. Podróż.

Rozdział13: Sekrety Klanu Hoshi No Namida. Podróż.

 Minęło kilka tygodni od kąd czwórka ninjy opuściła Konohę. Droga jest bardzo długa, prawie na drugi koniec świata. Musieli jeszcze przepłynąć ocean i jedno morze.
Tymczasem w wiosce Luna
  Poranek rozkwitał nad wioską Księżyca, słońce leniwie wychodziło, noc powoli ustępowała światłu.
Jakiś starzec oparty o drewniany do połowy zniszczony budynek snuł opowieść, zapomnianą przez czas.
-Klan Hoshi No Namida był klanem o wielkiej sile umysłu i ciała. Jednak lata spędzone z duchami jako przyjaciółmi zaprowadziły niektóre kobiety z tego klanu do świata obłedu i szaleństwa, stały się wiedźmami, a mężczyzn których pocałowały stali się ich sługami i bezwolnymi marionetkami w objęciach śmierci. Matka Hinaty taka nie była, kochała Hiashi'ego ponad swoje życie, a teraz żyje jako żywy trup nie je, nie śpi, nie mówi. Tylko żyje zamknięta pośród czaszek w niewidzialnej dla oka żywych wierzy. Często płacze krwawymi łzami, a demony piją zachłannie ją. Oni są pasożytami żerującymi na niej. Na kobiecie skazanej na wieczne potępienie. Jednak działania jakie uczyniła w przeszłości sprawiły, że chodź część kobiet wyzwoliła się spod złego wpływu pana zniszczenia, króla Piekła. A ona była teraz jego królową, matka Hinaty i Hanabi Hyugów była teraz matką demonów z którymi przyszło walczyć tej starszej.... Nikt nie zna zakończenia. Czy starsza z córek Hikari pozwoli aby nią zawładnęły demony, czy będzie z nimi walczyć? A może ucieknie jak szczur z tonącego statku? Albo uratuje matkę i zmarze hańbę zapisaną na honorze klanu Hoshi No Namida?Kto zna odpowiedź?- pytał starzec, a smutek było widać na jego twarzy
Mała duszyczka słuchająca opowieści odpowiedziała
-Hinata-san uratuje swój klan!- mówiła mocno duszyczka, tą duszyczką akurat była kuzynka Hinaty, niegdyś należała do klanu Hoshi No Namida, ale została zamordowana przez własną matkę, która została opanowana przez Króla Piekła.
-Tak, tak.- powiedział starzec, nie bardzo wierząc duszyczce, to wszystko sprawiło, że przestał ufać duchom i poszedł w kierunku majątku klanu Hoshi No Namida. Kilka kobiet z tego klanu nadal stało na straży dobra, właśnie dzięki matce Hinaty.
Klan składał się z kobiet i mężczyzn. Kobiety widziały i słyszały duchy, a mężczyźni słyszeli i mogli ich dotknąć. A to za sprawą jednego pocałunku w tym klanie żadkokiedy rodzili się chłopcy, a jak już to mięli właśnie takie zdolności jak ojcowie nigdy jak matki. Krótko mówiąc gdy dziewczyna pocałuje chłopaka i pozwoli mu by widział duchy to on albo otrzyma zdolności słyszenia szeptów albo umrze za rok od pocałunku dziewczyny. Wujek Hinaty trenował młodych mężczyzn, którzy zostali i zgodzili się na pocałunek którejś z dziewcząt klanu Hoshi No Namida. Klan Hoshi No Namida miał ścisłe zasady dotyczące ust młodych dam, mianowicie:
1. Mogły całować się dopiero gdy skończą szesnaście lat,
2. To ojciec dziewczyny wybiera młodzieńca którego ta może pocałować,
3. Po pocałunku dziewczyna musi wyjść za chłopaka z którym się całowała po raz pierwszy.
4. W przypadku gdy dziewczyna pocałuje demona lub on ją oboje zostają zabici.
5. Jeśli dziewczyna zaczyna dziwnie się zachowywać zostaje zabrana na mroczną stronę wioski Księżyca.
To pięć najbardziej surowych zasad klanu Hoshi No Namida. Jest ich znacznie więcej.
  Densetsu przyglądał się młodym chłopcą, którzy stali w równych rzędach wykonując kopnięcia czy ciosy zaciśniętymi pięściami. Był ich trenerem.
-Witaj, ojcze.- przywitał się na widok starca, podpierającego się drewnianą laską.
-Witaj, synu. Jak idą szkolenia?- zapytał patrząc na dziesięciu uczniów swojego syna.
-Jakoś idą. Z pokolenia na pokolenie są coraz słabsi... Czyżby wam nie zależało na dziewczętach?!- ostatnie zdanie zakrzyknął do uczniów, którzy momentalnie zaczęli dobrze wyknywać ćwiczenia.
-(westchnienie) Słyszałeś, że twoja siostrzenica pokazała jakiemuś chłopakowi duchy?- zapytał Tarachi, dziadek Hinaty z uśmiechem.
-Mam nadzieje, że jest silniejszy niż ten Yokusaku Ashiteru.... ten psychol Orochimaru podobno wykonywał na nim jakieś eksperymenty z użyciem lykańskiej krwi. Na własnym synu. Okrutne.- powiedział patrząc na uczniów był trochę zdenerwowany.
-Nie, nie, nie! Źle! Najpierw piruet, później kopnięcie! To takie trudne!?!- krzyczał Densetsu wściekle na zielonowłosego narzeczonego jego najstarszej córki.
Chłopak trzymał przed sobą broń i mierzył w Densetsu, a widząc wściekłe spojrzenie jakie daje mu ciemnowłosy powrócił do treningu.
-Wracając... Podobno, jakiś złoty wilkołak atakuje ludzi, wiesz coś o tym?- zapytał starzec syna
-Nie jestem lykanem, ani nie atakuje ludzi. Skończyłem z walką.- odpowiedział szarooki.
-Hnnnmmm... a co wiesz o tym byłym Hinaty?- zapytał podejrzliwie Tarachi.
-O nim? Nie wiele... jego ojcem jest Orochimaru i jakaś wiedźma. Z tego co mi mówiła Miko był dobry, przynajmniej takie dawał pozory. Prawdę mówiąc Hinata zerwała z nim przez... coś. Nie pamiętam przez co dokładnie. To było kilka godzin przed jego śmiercią. Głupota, co? Hinata nadal myśli, że on jest trupem....- w spojrzeniu kwitła tajemnica, wiedział coś o czym nie wiedział nikt.
-Co masz na myśli, synu?- dociekał starzec z siwą brodą.
-To że Ashiteru Yokusaku żyje i ma się dobrze.... jest teraz wilczkiem.- zaśmiał się gorzko na zakończenie zdania.
Starzec w szarym kimonie spojrzał uważniej na syna i głośno przełknął ślinę.
-Czyli, że on cały czas...- jego głos wahał się i był pełen strachu.
-Tak, cały czas oszukiwał Hinatę. Był i nadal jest wilkołakiem. To on zabijał i mordował ludzi, on i kilka innych psów.- na koniec wypluł ślinę jakby wypluwał wszystkie słowa jakich użył.
"Hinata, musisz się pośpieszyć."- pomyśleli oboje równocześnie.
~~~~ Gdzieś na Oceanie...
Hinata wpatrywała się w księżyc odbijający się w tafli wody. Płynęli już pare dni. Na miejscu okazało się, że Sai ma chorobę morską i przez całe dnie on i Ino siedzą w kajucie przez co Hinata czuje się samotnie. Oczywiście jest jeszcze Sasuke tylko o czym ona ma z nim rozmawiać?
Hinata westchnęła po raz setny, miała dość, chętnie by wskoczyła do tego oceanu, ale wolała nie kusić losu w wodzie mogą być jakieś zagrożenia.
"Nie, nie potrzebuje więcej zmartwień."- pomyślała Hinata trzęsąc głową jakby chciała wyrzucić z siebie te myśli.
-Ale nudy...- wyszeptała Hinata, podpierając swoją brodę o rękę.
Patrzyła teraz w dalekie horyzonty, słyszała jak fale powoli uderzają o brzeg plaży, słony zapach wody morskiej dostał się do jej nosa, działając na nią uspokajająco, zamknęła oczy, a gdy je tworzyła zobaczyła sąsiadujący statek. Zerknęła na wyżej i zobaczyła czarną flagę z białą czaszką i piszczelami. Hinata zaczęła biec by ostrzec innych, ale po chwili jakiś mężczyzna przeskoczył ze statku pirackiego na ich. Złapał Hinatę jedną ręką za ramie tak, że nie mogła się poruszać, przyłożył do jej gardła nóż i szepnął do ucha
-Witaj, ślicznotko. Pamiętasz mnie?- to pytanie odbijało się echem w jej głowie, głos działał na nią dziwnie, miała ochotę wyrwać temu mężczyźnie serce.
-Anizaki!- krzyknęła cicho ze złością, rozpoznając go od razu.
-Czy twój chłopak się nie pogniewa jeśli cię zabiorę na chwilę?- zapytał, oblizując wargi.
-Pogniewa się.- usłyszeli głos Sasuke stał nie za blisko, ale na tyle aby jego miecz mógł przeciąć tętnicę.
Anizaki puścił Hinatę wprost do objęć Sasuke. Uchiha jedną ręką trzymał Hinatę, a drugą katane przy szyi Lurusa.
-Wynoś się stąd, zanim pożałuje, że cię nie zabije.- warknął z jadem i złością, a w jego oczach błyszczał Sharingan.
-Jak sobie życzysz.- po tym krótkim zdaniu Anizaki zniknął, nie był na statku pirackim, bo ten ekspldował przez papierową bombę, którą rzucił wraz z kunai'em alfa.
"Więc nie był z nimi, ale przeciw nim. Dlaczego on to zrobił?"- myślała Hyuga, patrząc na buchające płomienie.
"Cholera. Wilkołaki na morzu? Skoro jest tutaj alfa to gdzieś musi być jego stado, Hinata mówiła, że oni zawsze trzymają się razem. Nawet w obliczu śmierci. Więc gdzie są?"- zastanawiał się Sasuke.
Po chwili z kajuty wyszła Ino, odchrząknęła i zapytała
-Co się dzieje? Skąd tamten ogień? Błagam powiedzcie, że Sasuke się nie wściekł i użył jutsu ognia?- mówiła szybko Yamanaka.
Hinata delikatnie dłonią odepchnęła od siebie Sasuke, gdyby Ino nie weszła na górny pokład oni zapewne nadal by trwali w uścisku patrząc na szalejący ogień.
-Nie jestem psychopatą...- mruknął pod nosem Sasuke.
W tym czasie Hinata podeszła bliżej burty i nagle wyskoczyła za burtę statku.
-Hinata!!- krzyknęli równocześnie Ino i Sasuke podbiegając do miejsca z którego wyskoczyła Hyuga.
Po chwili Hinata wypłynęła na powierzchnie. Jedną ręką wykonała jakieś pieczęci
-Suiton: Hahonryuu!- w jej dłoni było coś podobnego do kuli rasengan, ale z tą różnicą, że była z wody. Hinata wbiła kunai z kartą wybuchu w bąnkę i rzuciła w kierunku statku, kula wybuchła nad nim, gasząc płomienie. Sasuke wskoczył na poblikie skały i pomógł Hinacie wyjść z słonej wody.
-Na głowe upadłaś?!- wrzasnął wściekle chłopak.
-Nie odbiłam się nogami od skał pod wodą...- odpowiedziała z niewinnym uśmiechem wiedząc, że nie o to chodziło czarnowłosemu.
-Sasuke, Hinata szybko chodźcie! Bo popłyniemy bez was.- głos Ino powstrzymał Sasuke od chęci zabicia Hinaty.
Razem wskoczyli na statek, a reszta drogi statkiem minęła im w spokoju. Hinata obiecała Sasuke, że już więcej nie będzie miała takich wyskoków.

Moja mama anulowała mi szlaban! Dzięki świecie za ojców!
Poprawiłam matmę. I powróciłam!
Mam nadzieje, że was zaskoczyłam ;-*

16 lutego 2013

Rozdział 12: Odejście.


Rozdział 12: Odejście.


 Świat budził się, ptaki śpiewały, wiatr cichutko wiał i słońce świeciło przez puchate chmurki. Hinata Hyuga właśnie się budziła, usiadła by po chwili wstać tak cicho jak tylko mogła, bo obok niej spała Hanabi. Dziedziczka Hyuga poszła do swojej łazienki, tam rozebrała się i weszła pod prysznic. Owinięta w mięciutki ręcznik, myła zęby nagle zauważyła coś na swoim prawym ramieniu była to TA rana. W tym samym miejscu w śnie zranił ją LYKANIN. Rozejrzała się, przepłukała usta wodą z plastikwego kubka i po oczyszczeniu szczoteczki do zębów z resztek pasty miętowo-truskawkowej, wyszła z łazienki. Podeszła do szafy z ubraniami i powyciągała nowe ubrania. Schowała je do plecaka, wzięła jedynie swoje ulubione ubrania i poszła na powrót do łazienki, i tam ubrała się, po włosach skapywały jeszcze krople wody, więc zaczęła suszyć je ręcznikiem. Po chwili dało się słyszeć pukanie w szybe okna łazienki, obróciła się i zobaczyła Sasuke.
-Co ty tutaj robisz?- zapytała półszeptem granatowowłosa
-Musimy iść do Hokage.Zapomniałaś?- przypomniał Uchiha przewracając oczami.
-Hai, Hai. Wiem.- burknęła Hyuga.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi
-Oneechan? Jesteś tam?- ten głos należał do Hanabi
-Tak, czy coś się stało?- zapytała Hinata podchodząc do drzwi łazienki.
-Bo chodzi o te rzeczy. Masz misje?- zapytała, ich rozmowę przerwał Neji.
-Co tu robi Uchiha!?- krzyknął wściekle, jednocześnie otwierając drzwi.
"Jestem trupem."- pomyślał Sasuke
-Hokage-sama poprosiła go aby po mnie przyszedł, prawda?- skłamała Hinata patrząc na Uchihe wzrokiem mówiącym "Rzucam ci koło ratunkowe, łap je."
Uchiha jedynie pokiwał potakująco głową.
-Zaraz będe u Hokage. Idź zanim mój ojciec cię tu zobaczy on nie jest taki jak Neji-niisan.- powiedziała Hinata i niemal wypchnęła Uchihe przez okno w łazience.
Po krótkiej chwili Hinata także opuściła łazienkę, wyskakując przez okno.
-... COOO!?!- wrzasnęła Hokage tak donośnie, że Hinata aż podskoczyła. Właśnie opowiedziała Tsunade co się stało kilka dni temu.
-T-to nic takiego Hokage-sama... po prostu to nie było zamierzone... i...- tłumaczyła się Hyuga, Sasuke stał oparty o ściane i wzrokiem błądził po krajobrazie widocznym z okna gabinetu Hokage.
-Nie o to pytam. Nie mogę uwierzyć, że ty i pan mściciel się całowaliście i ja jako Hokage nie wiem nic o tym fakcie! A czy wy spaliście już ze sobą?- Hinata niemal zemdlała po usłyszeniu tych słów, które padły z ust Hokage.
-Hokage-sama, czy możemy opuścić wioskę?- zapytał Uchiha.
-Jasne, ale niech jeszcze dwoje ludzi z wami pójdzie.- odpowiedziała Tsunade.
-Może Sakura-chan i Naruto-kun lub Karin-chan i Suigetsu-kun?A może Juugo i Yurico?Albo Itachi-senpai i Ayum-chan.- podpowiadała Hinata.
-To niemożliwe, Naruto ma trening na Hokage, a Sakura mu pomaga. Karin pracuje w szpitalu, a Suigetsu kończy prace społeczne. Z tego co wiem Juugo pracuje w akademii jako nauczyciel, pomaga mu Yurico.- wypowiedziała Hokage przeglądając dokumenty.
-Hmm... A Shikamaru i Temari?- zapytał Sasuke patrząc znudzonym wzrokiem na Hokage.
-Temari wyjechała już do Suny, Shikamaru ją eskortuje.- odpowiedziała blondynka.
-A Neji-niisan i Tenten-chan?- zapytała Hinata tracąc resztki nadziei
-Są na misji. Dziś ich wysyłałam.- odparła Tsunade
-Ino i Sai?- podpowiadała dalej Hyuga
-No cóż, są wolni.... Niech idą z wami.- powiedziała blondynka z uśmiechem.
  Po słowie "wyjść" odeszli każdy do swoich domów.
Wieczór właśnie o tej porze Hinata wróciła od Ino, wcześniej powiadamiając przyjaciółkę o wspólnej misji
-Co to za romanse?- zapytała Karin wchodząc do pokoju Hinaty.
-Jakie romanse?- unikała odpowiedzi Hyuga leżąca na łóżku.
"Mam nadzieje, że nie wie o pikniku. Bo jak tak, to nie da mi żyć!"- pomyślała Hinata i już zaczęła w głowie odpowiadać na niezadane pytania.
-Nieładnie odpowiadać pytaniem na pytanie....- pouczyła ciemnowłosą Karin. Usiadła obok przyjaciółki na łóżku
-No cóż wiem o Ayumi i Itachi'm, cała wioska już o tym opowiada.... Wieści szybko się rozchodzą.- dodała szeptem nachylając się tak jakby ktoś jeszcze miał usłyszeć. Hinata jedynie wzruszyła ramionami westchnęła.
-Ej! A co się dzieje między tobą, a Sasu-kun? Spaliście ze sobą!?!- pytała Karin jej głos był coraz głośniejszy i do pokoju wpadł ojciec Hinaty, rozwalając przy tym drzwi
-COO!?! Zabije, smarkacza!!- krzyczał i już miał sięgać po metalowe szpony wiszące nad komodą, gdy Hinata do niego podbiegła
-Otousan, otousan! Nie, spokojnie. Nadal jestem dziewicą.- zapewniała Hinata nerwowo machając dłońmi przed sobą.
-Chyba chciałaś powiedzieć jeszc...- urwała w pół zdania, bo Hinata zasłoniła jej usta dłonią. Uśmiechała się przy tym uśmiechem mówiącym "Nic nie zrobiłam.". Hiashi zmierzył córkę spojrzeniem i wyszedł
-Pamiętaj najpierw ślub, potem...- zaczął zdanie ale nie skończył
-WIEM!- bo przerwała mu córka.
-Bzarbiekłeklapsy.- powiedziała Karin niewyraźnie przez dłoń Hinaty.
Hinata momentalnie zabrała dłonie i krzyknęła z oburzeniem i obrzydzeniem
-Obśliniłaś mnie!!- poskarżyła się Hyuga
-Zasłużyłaś sobie, mogłaś zabrać łapę!- krzyknęła Karin.
-Ja nie mam łap jak pies, tylko dłonie!- odkrzyknęła Hyuga.
Kłótnia trwała już dwadzieścia sekund i obie po tym czasie wybuchły nagłym śmiechem. Położyły się na łóżku i zaczęły śmiać
-I to ja jestem idiotą...- powiedział Suigetsu siedzący na parapecie okna do sypialni Hinaty, czyli siedział kilka metrów od łóżka Hinaty.
-Nareszcie się przyznałeś!- krzyknęły równocześnie Hinata z Karin.
-Robisz postępy, a teraz skoro już to wiesz, to idź do specjalisty może cię wyleczy.- powiedział Sasuke wskakując do pokoju Hyugi.
-To raczej niemożliwe. Jego głupota jest już nieuleczalna.- powiedziała Karin. Suigetsu wyglądał jak zbity pies.
Hinata zlitowała się nad nim i powiedziała
-Tak jak twój były chłopak Karin. Niestety jego głupota przeraziła lekarkę i ta wyskoczyła przez okno.- uśmiechając się przy tym z drwiną.
-A ty skąd to możesz wiedzieć?- burknęła Karin trochę zła na Hyugę.
-Bo to ja wyskakiwałam.- zaśmiała się Hinata.
Nagle do pomieszczenia wbiegła zdyszana Hanabi. Hinata zeknęła na siostre i zapytała
-Co się stało, malutka?- a troska z jaką wypowiedziała słowo "malutnka" mogła by sprawić, że lód stopnieje.
-Otou-san powiedział, że wyjeżdżasz!To prawda?! Powiedz!- krzyczała była na skarju łez.
-Tak, Hanabi-chan, popełniłam... błąd i muszę go naprawić.- zawahała się, bo nie wiedziała jak ma powiedzieć to swojej młodszej siostrzytce.
Hanabi spojrzała na siostrę, później na Uchihę
-Znowu odbierasz mi siostrę, Uchiha. Znowu.- wypowiedziała te słowa z żalem i złością.
Zaraz po tym wybiegła z pokoju starszej siostry ze łazmi w oczach. Hinata zerknęła za siostrą
-Hanabi-chan....- szepnęła imię siostry i po chwili wybiegła za nią.
Deszcz padał, Hanabi biegła płacząc nie wiedziała dokąd ani po co, po prostu biegła ile miała sił.
Przed Hanabi wyskoczyła bestia o złotym futrze, ostrych kłach i pazurach, był większy od pozostałych wilkołaków z którymi walczyła jej starsza siostra i miał hipnotyzująco-złote oczy. Zakrwawionym szponem dotknął policzka Hanabi, która aż się wzdrygnęła nie tyle co ze strachu, ale tyle co z obrzydzenia. Zawarczał i przejechał ostrym pazurem po jej policzku. Krew wolno płynęła z nacięcia. Po chwili rozległ się świst rzucanego kunai'a zrobionego ze srebra.
-Zostaw moją siostrę, świrze!- ryknęła Hinata biegnąc.
Mrok nocy stopniowo ogarniał ciało dziedziczki. Pojawiła się przed lyaknem i kopnęła go w łeb, nie dała mu szansy na obronę czy atak zrobiła nad nim salto i gdy spodziewał się ataku od tyłu pojawiła się z przodu i kopnęła go w żebra, łamiąc conajmniej trzy. Ogromny złoty wilk zawył z bólu i uciekł. Hinata podeszła do siostry i ją objęła szeptając
-Uchiha nigdy ci mnie nie odbierze, jesteśmy siostrami zawsze nimi będziemy. Nie pozwole aby ktokolwiek cię skrzywdził... ale muszę naprawić to co schrzaniłam, rozumiesz?- jej głos zdawał się koić nerwy Hanabi, która teraz zanosiła się płaczem.
-Ro-rozumiem, Hinata-oneechan... wrócimy juz do domu?- zapytała Hanabi swoją starszą siostrzyczkę.
Hinata wzięła siostrę na "barana" i poszła w kierunku domu. Gdy byli w domu Hinaty, Hanabi została zmuszona przez starszą siostrę by przeprosiła Sasuke
-Ba-bar-bardzo mi przyk-przykro, Uchi-Uchiha.- mówiła cicho Hanabi było widać, że przychodzi jej to z trudem, a Sasuke po prostu miał z tego świetną zabawę.
-Jakoś cię nie słysze, mała. Możesz mówić głośniej i wyraźniej?- zapytał czarnooki lekko się nachylając.
Hiashi siedzący w fotelu zaśmiał się lekko. Cała zgraja była w salonie. Suigetsu, Juugo i Karin siedzieli na sofie bardziej zaciekawieni przeprosinami małej Hyugi niż jakimś filmem w telewizji. Hinata natomiast stała między siostrą, a Sasuke aby się nie pozabijali.
-B-a-ba-bar-bardzo mi przy-przykro, Uchiha-s-san. Przep-przepra-przepraszam za moje zachowanie.- mówiła głośno, ale i tak się jąkała Hanabi, zaciskała przy tych słowach mocno pięści, aż do krwi.
-Przyjmuje przeprosiny, mała.- powiedział Sasuke, Hanabi na słowo "mała" chciała się rzucić na Uchihę, ale zatrzymały ją słowa siostry
-Nabi-chan, chodź opatrzę ci rany przed wyjściem.- mimo, że słowa same w sobie były łagodne, Hinata miała taki ton jakby mówiła "Jeśli nie chcesz abym obcięła ci łeb i powiesiła na murach wioski, pójdziesz ze mną." Hanabi przełknęła gulkę strachu jaką miała w gardle i poszła za siostrą do kuchni. Tam Hinata szybko opatrzyła ranę na policzku siostry, a Karin weszła za nimi zaraz po tym gdy Hanabi wyszła z kuchni.
-Chroń ją i wioskę pod moją nieobecność. Walczyłam dziś z wilkołakiem. Coś jest nie tak. Tylko tobie mogę zaufać, tylko ty sobie z nimi poradzisz. Trenuj ich wszystkich do walki z lykanami, wiesz, że na jednym się nie skończy. A ja nie mogę, nie mogę pozwolić aby Sasuke zginął z mojej winy.- szepnęła ostatnie słowa Hinata bardziej do siebie niż do przyjaciółki.
-Spokojnie, on jest silniejszy od pana idioty. I będę trenować wioskę na tą zimną wojnę. Gdy wrócisz wszystko będzie takie jak teraz z tą różnicą, że będzie lepiej. No idź i... ocal Sasuke z objęć Pocałunku Śmierci.- powiedziała Karin na skraju łez.
Obie się przytuliły uznając wcześniejsze słowa jako pożegnanie na długi rok.
Nie minęła godzina, a cztery osoby opuścili mury wioski.
Sasuke, Sai i In jeszcze nie wiedzieli na co się porywają.
Poznają kolejne mroczne sekrety przeszłości Hinaty Hyugi.


Ahh... Następny rozdział jest o klanie matki Hinaty i fragmętami dowiecie się dlaczego Hinata nie mogła pocałować Sasuke i co teraz grozi przystjniaczkowi. 
O i jeśli chodzi o "pana idiotę" to tłumaczę, że nie chodzi ani o Sasuke, ani o Naruto. Chodzi o Yokusaku. 

tak przy okazji jak myślicie kim jest ten nasz złoty wilkołak?
Macie tutaj odpowiedzi:
a. To ktoś z wioski Księżyca.
b. To jeden z nieudanych eksperymentów psychola*
c. To ktoś z liceum czarnej róży.

psychol* - chodzi o Orochimaru.