06 listopada 2018

Halloween

Halloween już było, ale co tam!

Więc tak, dzisiaj notki nie będzie z powodu mojego lenistwa~!
A tak serio to po prostu zasiedziałam się na stronkach i - jak to bywa - straciłam nieco wenę na rozdział 5 (Fajnie by było, jakby się pisało samo, co mam w głowie...)
Może jutro go wstawię, jak dokończę, ale nie wiem.
Miałam też w sumie wstawić halloweenowy special, gnijący na moim komputerze jeszcze z 2013 roku, ale pomyślę o tym dopiero pod wieczór.

Jestem wam wdzięczna za wyświetlenia, to miłe, że ktokolwiek to czyta :)
Dlatego postanowiłam wstawić nieco obrazków, które znalazłam w google, autorów niestety nie podam, bo sama nie przyuważyłam ich! Ale naprawdę! Mają talent! Zazdroszczę~








Słodko wygląda w dwóch kiteczkach, prawda? :)




Oh to chyba jest mój ulubiony art! Jest przepiękny!









"Po raz pierwszy widzę blask~!"





Tego bym chciała znaleźć dalsze, ale nie mogę ehh :/


To tyle~! Na razie~!


05 listopada 2018

Rozdział 4: Lata przemijają

Lata przemijają

  Zapach kadzidła unosił się w komnacie, półmrok gościł w pomieszczeniu, jedynym źródłem światła były świece. Nie zapachowe, zwykłe, bladożółte świece. 
 Młoda kobieta o skórze bladej, jak kość słoniowa klęczała przed ołtarzem i zamawiała krótką modlitwę, prosząc swoich przodków o powodzenie na misji.
 - Nyah, to ci wiele nie da. Zamiast szczęścia powinnaś wziąć więcej kunai! Nyan! - Kot przeciągnął się i polizał łapkę, która powędrowała do jego ucha.
 - Grrr, zostaw Hinę, wstręty worku na pchły! - Do pomieszczenia weszła kobieta o długich białych włosach.
 "No i zaczynamy od nowa." - To było dla Hinaty jak cykl. Ona się modli, a wszyscy wokół sobie przypominają o jej obecności. W klanie o jej umiejętnościach wiedział jedynie ojciec i pojedynczy członkowie klanu. Niektórzy nawet drżeli widząc ją, przechodzącą obok nich w korytarzu.
 Dla Hyugi było to śmieszne, bo jeszcze pięć lat temu szeptano o jej słabości. Nie podobało się jej to, że ludzie się jej boją. Nie tego pragnęła, przyjmując dziedzictwo swojej matki. Oczywiście spoza klanu osobą, która wiedziała o jej umiejętnościach jest Hokage. Nie raz korzystała z jej pomocy w przypadku zgonów, aby wspomóc dawne śledztwa, przy czym uwalniała zbłąkane dusze spod jarzma przeszłości.
 - Ja!? Ja workiem!? Skudlony lykan! - Kot najeżył się w złości.
 - Cożeś powiedział?! - Yasu zmarszczyła brwi, jak rozwścieczony pies.
I tak rozpoczęła się słowna szarpanina.
 - Eh, znowu zaczynają, co, Hinuś? - Shirou siedział oparty o ścianę i ostrzył miecz. 
 - Czy to nie jest dla nich typowe, Shirou-kun? Dołączysz do mnie na misji, czy zostajesz, aby straszyć Hanabi i naprzykrzać się mojemu ojcu?
Duch roześmiał się, kończąc ostrzenie.
 - Myślę, że tym razem podręczę twojego kuzyna. Możesz go uprzedzić, że chcę z nim poćwiczyć?
 - Oczywiście... - Treningi z duchem były czymś na porządku dziennym, między Nejim, Hinatą, czasem Hanabi i Hiashim. 
 Shirou wynalazł sposób na nauczenie ich walki innej niż klanowa, co było niedopuszczalne dla starszych członków klanu, ale nie odważyli się sprzeciwić Hiashiemu. Miał przewagę w tym, że go nie widzieli, ale mogli wyczuć od niego chłód typowy dla ducha.
 Neji siedział na werandzie w towarzystwie ojca młodej Hyugi i Hanabi. Hinata podeszła do nich z wdziękiem prawie równym jej matce, odgarnęła kosmyk długich włosów za ucho i uśmiechnęła się do ojca i kuzyna na powitanie.
 - Witajcie. Neji-niisan, Shirou-kun chciałby z tobą potrenować.
 - Teraz? 
 - Nie, kiedy skończy herbatkę ze staruchem.
 - Shirou-kun! Wyrażaj się! 
 - Hinatko, oni nas nie słyszą, jesteś jedyną, która w tym towarzystwie ma uszy! No ty masz chociaż dobry słuch, ja
 - Przypominam ci, że mówisz o moim ojcu. 
 - Ehhh... Baby. Nic się nie zmieniają nawet dla nieboszczka! A gdzie szacunek dla umarłego, co?!
 Głowa klanu popatrzył na swoją córkę twardym spojrzeniem.
 - Hinato, na którą powinnaś się stawić u Hokage? Chyba nie chcesz przynieść wstydu swojej rodzinie?
 - Stary grzyb...
 - Iie, otousan. Pójdę się przebrać i ruszam. - Zgromiła spojrzeniem Shirou, który z unosił dzbanek nad głową jej ojca.
 - Shirou. Radzę Ci to odstawić na miejsce.
 - Zabójca zabawy.
Hinata nie wdawała się w dalsze dyskusje tylko ruszyła do swojego pokoju. Było wcześnie. Miała dobrą godzinę do stawienia się do Hokage.
 Czesząc swoje długie, ciemnogranatowe włosy rozmyślała o minionych latach.
 "Zaledwie cztery i pół roku... A ja nadal nie jestem wystarczająco silna... Potrafię wyczuwać zagubione dusze, ale nadal wiele do nauki przede mną. Kiyoshi uważa że mam predyspozycje na rozwinięcie umiejętności na tyle, że będę mogła przywrócić duszę do ciała... Ale to igranie ze śmiercią, odwiecznymi prawami natury... Jednak czy to złe? Dzięki temu mogłabym pomóc tak wielu..." - wpatrywała się w swoje odbicie, ale wydawała się go nie dostrzegać. Zagubiona we własnych myślach nie usłyszała stukania w okno.
 Drgnęła i obróciła się w jego stronę. Mimowolny uśmiech wykrzywił jej wargi. Podeszła do okna i rozsunęła zasłony zanim otworzyła je.
 Kiba wskoczył do środka, przez chwilę Hinata zastanawiała się, gdzie jest jego wielki przyjaciel.
 - Yasu znowu zgarnęła Akamaru na bieganie po podwórku.
 - Bardzo lubi Akamaru.
 - A on ją. Dogadają się. - Kiba oparł się o parapet - Ale to nie po to przychodzę. Wiesz, że Naruto wrócił do wioski?
 - N-naruto-kun? - Serce zabiło jej mocniej na wspomnienie o blondynie.
 - Ta, jakiś tydzień temu. Dziwne że nie wiedziałaś... Choć biorąc pod uwagę twoje treningi...
Jej przyjaciele uznawali że się zaćwiczy, a ona chciala jedynie spełnić oczekiwania które stawiał przed nią Kiyoshi. Zapanowanie nad duchami nie należało do najprostszych, ale nawet Kiba nie zdawał sobie sprawy z mocy, jaka krążyła w Hinacie. Nie mógł, bo to mogło się źle skończyć.
 - H-hai... Zadbam... O siebie, Kiba-kun.
 - No mam nadzieję! - Uśmiechnął się i przełożył nogę przez okno. - Idę po Akamaru! Powodzenia na misji!
I po tych kilku słowach wyskoczył. Hinata westchnęła cicho, wiedziała że się o nią martwią... Ale nie mogła ot tak zapomnieć o tym co chce zrobić. Musi odnaleźć klan Kiyoshi i zadbać o duchy. Część udało jej się odprowadzić na tamtą stronę. Pamiętała swój zawód, gdy odkryła że jej matka zniknęła. Biały kocur wytłumaczył jej że spełniła swoje zadanie i musiała odejść. Po tym obiecała sobie, że pomoże każdej zaginionej duszy, która pragnie spokoju.
 Przebrana w swoją workowatą, fioletową bluzę i szaroniebieskie spodnie wyszła z pokoju, splatając włosy w warkocz.
 Musi iść bo inaczej Hokage może być zła. Osobiście w to wątpiła ale wolała nie wystawiać cierpliwości piątej na próbę.
 W drzwiach spotkała się z Yasu żywo rozmawiającą z Hiashim o ulepszeniu co niektórych technik klanu Hyuga. Z czasem Hłaski przywykł do wilczej dziewczyny o dziwnym wyglądzie.
 - O Hina! Już ruszasz? Mogę z Tobą?
 - Yasu-chan... Chciałabym, ale wiesz, że nie możemy tak postępować.
 - A-ale! Hincia! Proooosze? - Nie ma na świecie siły która byłaby w stanie sprzeciwstawić się szczęnięcym oczom Yasu. Przynajmniej Hinata jak nie znała.
 - Dobrze. Chodźmy.
 - Yay! - Podskoczyła z radosnym okrzykiem i jeszcze szybko pobiegła do pokoju ubrać wygodniejsze buty.
 Hiashi spojrzał surowo na pierworodną.
  - Zbyt jej ulegasz we wszystkim.
 Dziewczyna z rozbawieniem uniosła prawą brew z rozbawieniem.
 - Hm... A kto pozwolił Yasu-chan na podjadanie lub na wkradanie się do biblioteki klanowej?
 Hiashi poczerwieniał na policzkach. Jego starsza corka miała poniekąd rację i mimo uporu nie mógł odmówić dziewczynie, która nie wiele pamiętała ze swojego życia. Dla niego stała się trzecią córką i mimo że nigdy nie zasiądzie na obradach klanu to traktował ją dobrze.
 - Masz mnie. Nie wygadaj się, a pomyślę o dango w każdy weekend w ramach deseru.
 Ciemnowłosa roześmiała się cicho, a po chwili podbiegła do niej krwistooka.
 - Gotowa! - Zapowiedziała dumnie unosząc pierś. - Wzięłam nam na drogę cynamonowe rurki, ale nie mów ojcu.
 Hiashi wywrócił białymi oczami, kręcąc głową.
 - Jak rozumiem Shirou zostaje? - W odpowiedzi skinęły głowami. - No świetnie. Seishin postaraj się nie narozrabiać. I na litość stukaj w meble gdy jesteś w pokoju.
 - Słuchaj się taty i Nejiego.
 - I nie patrz w gacie Hinaty!
 Głowa klanu Hyuga omal nie stracił poczucia równowagi, przechodząc do kuchni.
 Obie dziewczyny szły szybkim tempem w kierunku wieży Hokage, aby droga im sie nie dłużyła wilczyca zaczęła rozmowe
 - Myślisz ze jak wrócimy to ojciec pozwoli na to abym poszła na noc do Inuzuków? Siostra Kiby obiecała że będę mogła pomóc przy kąpieli psów.
 - Na noc...? Yasu-chan... Ty chyba nie chcesz mi powiedzieć że... - Rumieniec okrył policzki albinoski. - Nie wierzę...!
 Uśmiech na twarzy Hinaty rozrósł się do granic, oczy zalśniły z radości.

 - Oj nie szczerz sie tak i odpowiedz!
 - Myślę... Myślę... Że uda się to przekonać!
  Rozmowa zeszła na inny tor, a zanim sie spostrzegły dotarły na miejsce. Weszły do budynku i idąc po schodach witały się że strażnikami.
  Wpuszczono je do środka. Hyuga rozejrzała się po osobach wewnątrz. Prócz Hokage i Shizune w pomieszczeniu było jeszcze dwóch ninja i jedna kunoichi o różowych włosach.
 - Konnichiwa, Hokage-sama - Hyuga skłoniła się z szacunkiem do czcigodnej.
 Albinoska wykonała podobny gest, mimo wszystko nauka manier nie poszła w las.
 - Dobrze was widzieć, dziewczynki. Yasu, czy ja Cię wzywałam? - Wyprostowały się, a Yasu zaśmiała krótko.
 - No co dwie głowy to nie jedna!
 - Więc wasza zapłata za tą misje tez będzie jedna.
 Hinata drgnęła. Obiecała sobie że za tą misje dokupi sobie nasion... A wcale nie robi małych zapasów!
 Yasu spoważniała, chciała herbaty... Każdego rodzaju! A teraz to...
 Popatrzyły po sobie. Jakby pytając o to czy dadzą radę rozdzielić rachunek na dwie.
 - W porządku. Możemy na to przystać.
Tsunade uśmiechnęła się, klaszcząc w dłonie.
 - W porządku. Kakashi, dołączam do twojej grupy jeszcze Yasu. - Hatake kiwnął głową. - Waszym celem będzie sprawdzenie wioski. Od tygodnia melduje nam się o atakach dzikich zwierząt, chce abyście to sprawdzili i znaleźli rozwiązanie. Misja ma wysoki priorytet dlatego wyruszacie godzinę po opuszczeniu gabinetu. Dowodzić bedzie wami Kakashi. To tyle. Sio!
 Dopiero po wyjściu z budynku siwowłosy zabrał głos.
 - Słyszeliście Hokage. Macie godzinę na spakowanie się i stawienie przed bramą wioski. Nie spóźnijcie się.
 - To chyba mowa do pana, Kakashi-sensei! - Naruto uśmiechnął się, dając dłonie na kark.
 - Naruto. Sprawa jest poważna. Zginęło już około piętnastu ludzi, a czterech jest zaginionych. Skończ żartować. - Wtrąciła się Sakura.
 Yasu popatrzyła na Hinatę porozumiewawczo. Ta misja była dla nich idealna. Ciemnowłosa mogła z łatwością uzyskać informacje, a ona pokonać zwierzynę! To będzie misja ekspresowa!
 - O rany... Może masz rację po prostu... - Zaczął Naruto.
 - Tracimy czas na dyskusji gdy giną ludzie. - Zamaskowany ninja wyciągnął swoją ulubioną książkę w pomarańczowej okładce. - Godzina. - I zniknął.
 - Brawo, matole. - Fuknęła Sakura.
- S-sakura-chan...!
Haruno już szykowała pięść aby uderzyć Uzumakiego, ale przerwał jej cichy, acz stanowczy ton głosu.
 - Sakura-san. Hatake-sensei wydał polecenie. Powinniśmy się zastosować.
 - Masz... Rację, Hinata.
Przez twarz Uzumakiego przebiegł szok. Przejrzał się ciemnowłosej z niedowierzaniem. Hinata jaką zapamiętał miała posturę dziecka, za duże oczy i za bardzo krótkie włosy. Ta przed nim była wprost piękna. Blada cera, prosty nos, twarz w kształcie serca, równa grzywka na czole i długie włosy splątane w warkocz, puszczony na prawym boku.
 - Na co się gapisz, frajerze?! - I wtedy zwrócił zirytowany wzrok na albinoske.
 - Jak mnie nazwałaś, dziwaczko?!
 - Po imieniu! Pfft!
 - Yasu-chan!/ Naruto! - Krzyknęła zarówno różowo- jak i granatowo-włosa.
 Niechętnie zaprzestali walki, choć krwistooka prawie warczała.
 - Kto to jest właściwie?
 - Jestem Yasu Hyuga. Siostra Hinaty, tknij ją, a odgryzę Ci ręce!
 Niebieskimi zamrugał nie dowierzając. Wyglądały jakby były w jednym wieku, a on nie wiedział że Hinata ma siostrę, prawdę mówiąc w ogóle mało o niej wiedział.
 - Nie poznałeś jej, bo nie jest z Konohy. Lord Hiashi przyjął Yasu na prośbę Hokage.
 Yasu chwyciła Hyuge pod ramię.
 - Musimy iść się przygotować na misje. Zobaczymy sie pod bramą! - Krzyknęła przez ramię, prowadząc dziedziczkę.
 - A! N-naruto-kun! Witaj z powrotem!
Gdy zniknęły za zakrętem, a blondyn nie reagował,  Sakura wywrociła oczami.
 - Nie próbuj zadzierać z Yasu. Wygląda może na słabą ale rozłoży w nie dłużej niż w 10 minut.
 - Jakbym miał sie czego bać. Zapominasz że urosłem w siłę!
 - Nie tylko Ty, Naruto. Nie jesteśmy juz geninami. Hinata ma rangę jounina podobnie jak Yasu. Jako pierwsze zdały. W czasie gdy Ty nadal jesteś chunninem!
 - To się zmieni po tak misji.
 - Jak jej nie zaczniemy to się nie dowiesz.
Po tym odeszla w swoją stronę.


Eh, pyśki klawiatura nie gryzie 😉
Dajcie znak jakiś że ktoś czyta te marne opowiadanie 😁

03 listopada 2018

Rozdział 3: Biały Kot

Biały Kot

  Hinata biegła przez Konohę ile miała sił w nogach. Musi znać odpowiedzi, zanim zajdzie słońce.
  - H-hinata! Czekaj! - Yasu biegła obok niej, ledwie nadążając za ciemnowłosą. Nie wiedziała, że może być tak szybka!
  Hyuga odwróciła głowę, aby spojrzeć na zdyszaną przyjaciółkę. Biegły właśnie obok majątku Uchiha. Hinata rzadko kiedy korzystała z tego skrótu z powodu duchów. Widziała je wyraźnie, a oni zdawali się widzieć ją. Dostrzegać to, wyczuwać...
  - Przepraszam... Ja...
  - Ta twoja moc... Chyba słyszałam... O niej w mojej wiosce... Ale myślałam... Myślałam ze to tylko legenda, Hinata-chan... - Powiedziała, między oddechami.
  - Legenda? Zaraz w twojej wiosce? Przypomniałaś coś sobie?
  - Tylko to... Jak ten duch mnie chwycił... To było jak piorun. I takie... Łał! Może jesteśmy z tej samej wioski?
  Hinata miała mętlik w głowie. Jak to z innej wioski? Jej matka? Niemożliwe! Zawsze była z Konoha, prawda...? Nigdy nie potrafiła tak naprawdę powiedzieć, jej ojciec nic o tym nie wspominał. Poza tym miała oczy członka klanu Hyuga... To niemożliwe, aby była z innej wioski. Klan Hyuga od pokoleń mieszka w Konoha!
  Yasu szła spokojnym krokiem, nie dostrzegając duchów przez które przechodzi. Hinata natomiast schodziła im z drogi, dziwiąc swym zachowaniem pewną osobę, obserwującą je z dachu.

~~

  - Powinniśmy już wracać. - Siwowłosy nastolatek poprawił okulary, dołączając na dach.
Czarnowłosy skinął głową, nie odwracając spojrzenia czarnych oczu od dziwnej dziewczyny z krótkimi włosami.
 - To Hinata Hyuga. Należy do klanu Hyuga, chyba głównej gałęzi.
 - Chodziłem z nią do jednej klasy. Wiem kim jest. - Odburknął wiecznie naburmuszony mściciel klanu Uchiha.
 - Zawsze była taka dziwna. A ta obok to...?
 - Nie znam jej. Musi być nowa.
 - Ma dziwną czakrę. W sumie obydwie.
Yakushi przyjrzał się uważnie białookiej, która przechodząc obok głównego domu klanu Uchiha komuś się ukłoniła.
 - Chyba aż zbyt dziwna. - Odparł Uchiha, wzruszając ramionami.
 - Oh nie nazwałeś jej denerwującą. To nowość.
 - Ciężko jej nie nazwać. Włóczy się, jak szczeniak za tym idiotą Naruto. - Popatrzył z rozbawieniem na Kabuto. - Nie ma w niej NIC wyjątkowego, ani różniącego od innych ludzi z tej wioski.
 - Sam także jesteś tym idiotą.
 - Co powiedziałeś?!
Kabuto odpowiedział lekkim śmiechem, po czym pokręcił głową.
 - Orochimaru-sama na nas czeka. Wziąłeś to, co potrzebowałeś?
Sasuke poprawił plecak na ramieniu. Wrócił po zwoje, broń i inne rzeczy jakich potrzebował podczas treningu. Ochrona wioski nawet ich nie dostrzegła, przez co Uchiha jedynie parsknął śmiechem.
 Sam Uchiha obserwował oddalającą się dziewczynę ze zdziwieniem. "Nawet wtedy nie była tak dziwna. Co jej się stało? Jej poziom czakry... wzrósł, to na pewno... Ale to i tak dziwne. Może nie jest tak beznadziejna, jak za czasów akademii?" - W pierwszym odruchu był zły, że ktokolwiek wchodzi do związku rodziny Uchiha, ale jej dziwne zachowanie go zaintrygowało. Wydawało się, że mimo wszystko nie wpadła tu jak zwykły pijak czy żul, szukający schronienia. Wydawało się... że z szacunkiem przechodzi obok każdego domu. Stała przy bramie wyjściowej, spoglądając jeszcze w tył, uśmiechnęła się smutno i skinęła głową.
 - Hai, Uchiha-sama!


  Po tym odeszła z cichym skrzypnięciem zamykając bramę.
 - Widziała nas?! - Kabuto chwycił kunai w rękę.
 - Nie. Inaczej by zaalarmowała kogoś. Jest słaba więc nie miałaby z nami szans.Rusz tyłek. Nie chcę spotkać się z ANBU.
  W szybkim tempie skakali po dachach, aby przedostać się poza wioskę. Uchiha nie mógł wyzbyć się nieprzyjemnego dla niego wrażenia, że to nie koniec jego styczności z Hinatą, a może podświadomie na to liczył?
 - Jesteś zamyślony. To ci się nie zdarza.
 - Zamknij. Mordę. Kabuto. - Syknął ze złością.
  Chciał jedynie mocy, aby zabić swojego brata. Pomścić i odbudować swój klan. Musi mu się udać. I dokona tego, choćby miał przejść po trupach.


  Hinata stała przed cmentarną bramą. Cmentarz mieścił się na wzgórzu z dala od wioski i zbiorników wodnych, aby trupi jad niczego nie zatruł. Ziemia w tym miejscu zawsze była sucha i jałowa. Zatruta.
 - Hinata...? Zimno tu... - Yasu zatrzęsła się, przykładając zaciśniętą pięść do piersi. - I... boli...
 - N-nadal się nie zagoiły twoje rany? M-może wróć do Hokage-sama, a ja sama pójdę?
 - Nie! Nie chcę cię zostawiać! Ja... ja... Chcę być przy tobie, gdy poznasz prawdę! Może nic nie usłyszę, ani nie zobaczę twojej mamy... ale chcę być dla ciebie wsparciem, jakim ty jesteś dla mnie cały czas, Hinata-chan! Jesteś moją przyjaciółką! Ja też chcę być nią dla ciebie!


 Łzy napływały do oczu Yasu, gdy chwyciła mocno dłoń Hinaty. Przez ostatnie tygodnie to dzięki Hinacie Yasu się uśmiechała. Była osłabiona, przerażona i zagubiona. Hinata pomagała jej zmieniać bandaże, przynosiła posiłki i ciepłą herbatę, którą wprost pokochała, odkąd tylko spróbowała małego łyka. W krótkim czasie Yasu poczuła sympatię i wdzięczność dziedziczce. Już dawno nie czuła się w ten sposób... Poczucia chcianej i akceptowanej. Nie czuła, że ktoś może chcieć trzymać ją przy życiu, ale nie wiedziała dlaczego. Chyba niewiedza była dla niej jeszcze gorsza. Nie znanie swojej przeszłości, tego czego się pragnęło... Teraz pragnie pielęgnować swoją przyjaźń z dziedziczką i pomóc jej stać się silniejszą.
  - Yasu-san... Nie płacz, ja... Przepraszam. Dobrze, chodźmy.
 - Nie beze mnie. - Seishin uśmiechnął się, materializując obok albinoski i machając do Hyugi. - Nie liczyłaś chyba, że ot tak was zostawię? Beze mnie sobie nie poradzicie.


 Hinata patrzyła obok białowłosej i uśmiechnęła się słabo. To było dla niej nowe, ale się nie bała. Duch i dziewczyna z amnezją, którzy stali się jej przyjaciółmi. Cała trójka skierowała się do grobu matki Hyugi.
 Kobieta stała przed nim i z delikatnością dotykała płatków białych lilii. Miała na sobie eleganckie białe kimono, w jakim ją pogrzebano. Hinata mimo upływu lat pamiętała ten dzień i wspominała go ze łzami. To było dla niej traumatyczne i najsmutniejsze wspomnienie. Wtedy wszystko się też dla niej zmieniło. Stosunek ojca do niej, Hanabi, która zaczęła uważać ją za słabą, ignorowanie Nejiego... A może wtedy stało się to dla niej zauważalne? Bez matki, która by ją pocieszyła i przytuliła...? 
 - Okaasan. - Zaczęła mocnym tonem głosu, kobieta poruszyła się, ale nie odwróciła. - Odpowiedz mi. Powiedz mi czy nie oszalałam... Ja cię widzę, mamo.
 Hikari Hyuga uniosła głowę, wpatrując się w córkę, a gdy tylko ich oczy się spotkały wszystko stało się białe dla Hinaty. Czuła jak osuwa się na kolana, trzymając za głowę, nie dostrzegała barw, kształtów nic poza pustką. Słyszała krzyki Yasu i pytania Shirou, ale nawet one zanikły w białej pustce.

~~

 Pierwszym, co poczuła był chłód i cichy dźwięk w oddali, jakby dzwonków. Zmarszczyła brwi, wybudzając się ze snu. Usiadła, rozglądając się. Znajdowała się w wiosce, przynajmniej tak sądziła, ale to nie była Konoha. Ścieżki były pokryte śniegiem, ale zapach w powietrzu był jak od sadzy i zgnilizny. Przełknęła z obrzydzeniem ślinę, aby pohamować chęć zwrócenia śniadania.
 - Gdzie jestem...? Okaasan! Gdzie jesteś! - Krzyknęła, wstając, dotknęła swojego czoła, zamykając oczy, próbując sobie przypomnieć co się stało.
 Uświadomienie boleśnie jej przypomniało. "Yasu! Shirou! Gdzie wy jesteście?! Byłam z wami! O nie... Coś im się stało! Na pewno! To moja wina! Moja wina!" - Krzyczała, wstając i ponaglając się, aby odnaleźć swoich towarzyszy.
 - Gdzie oni są...?! - Szła wzdłuż kamiennej ścieżki, modląc się, aby ich odnaleźć zanim coś im się stanie.
 Wtedy usłyszała przeraźliwe wycie. Potężny smok leciał tuż nad jej głową, był długi niczym wąż. Łuski na jego ciele połyskiwały majestatycznie, zapierając dech, wydawało się, że ją dostrzegł, bo zawarczał nisko, ale nie wylądował, po prostu leciał dalej. Tym co ją przeraziło było to, że smok miał prawie osiem głów!
 Hinata nie będąc pewną szła za nim, w kierunku, gdzie leciał. W kierunku pięknego, pałacu z oddali wyglądającego jak jakiegoś cesarza.
 Minęła wioskę, ludzie uśmiechali się i machali do niej, skiwała im z uprzejmością głową, ale żaden z nich nie zatrzymał jej na rozmowę. Jedyne co zastanowiło młodą dziewczynę to to, że każdy z tych ludzi miał na głowie dziwny biały trójkąt.
 Strażnicy zamku ubrani jak samurajowie przepuścili ją z szacunkiem.
 - Cień cię poprowadzi, Hinata-sama. - Powiedział jeden z nich, odprowadzając ją do bram pałacu.
 - Skąd wiesz...
 - Wszyscy wiedzą. - Uciął i odszedł.
Hinata nie mogła mu się nawet dobrze przyjrzeć, ale widok jego pleców odebrał jej mowę. Miał je spalone.
 - Wszyscy tu nie żyją, Hinato. Witaj w wiosce duchów. Wszystko co widzisz jest martwe. - Kobiecy głos przywitał ją. Ubrana w czarną szatę i w przeźroczystą maskę do połowy twarzy uśmiechała się. - Nazywają mnie Cień. Miło cię poznać.
 - Mi-mi także... Jestem Hin-...
Uniosła dłoń uciszając ją. 
 - Nie masz za wiele czasu. Jak mówiłam będziesz tu tylko raz, ale nie możesz zabawić tu dłużej. - Zaczęła iść w kierunku bramy, prowadzącej do innej części pałacu.
 - Nic takiego nie mówiłaś. - Odparła Hyuga
 - Oh? Nie mówiłam? Widocznie jestem już stara! - Roześmiała się, otwierając bramkę. - Hikari-sama, twa córka już dotarła.
Matka dziewczyny siedziała przy stoliku z herbatą i uśmiechała się najspokojniej w świecie. Wyglądała na szczęśliwą widząc swoją córkę, ale nie okazywała tego. Była w końcu damą z klanu Hyuga. Nauczoną, aby być powściągliwą i elegancką, niezależnie od sytuacji. Hinata często powtarzała sobie, że chce być jak matka - wytworna, elegancka, miła i jednocześnie zastraszająca.
 - Więc to ona, nyan? - Biały kot zastrzygł uszami, przerywając popijanie z kieliszka.
 - Tak, Kiyoshi-sama. To moja córka. Hinato, podejdź. - Hikari odłożyła kubek z herbatą na stoliczek.
Hyuga wywołana podeszła, obserwując białego kota o niezwykłych złotych oczach. Jego futro było białe i puchate, prosząc się o pogłaskanie. W pierwszym odruchu zapragnęła pogłaskać kota, uwielbiała te stworzenia ku przerażeniu Kiby i Akamaru.
 - Hm... Jesteś pewna, nyan? Wygląda dość przeciętnie, nyan. - Miauknął, machając ogonem.
 - Jestem. Moja córka będzie doskonała do tej roli. Musi mieć tylko pewne informacje. - Wskazała swojej córce usiąść obok. - Hinato, z pewnością masz pytania. Usiądź.
Tego było już za wiele dla młodej dziewczyny. Zmarszczyła brwi w gniewie.
 - Czy mam...? Czy mam pytania?! Całą masę pytań! Co się ze mną dzieje?! Czemu tu jesteś?! Czemu JA tu jestem!?! - Krzyczała, nie licząc się ze zdaniem ani tym, że wyraża się całkowitym brakiem szacunku dla martwej matki. - Od czterech miesięcy zmagam się z tym, że widzę martwych! DUCHY! Do cholery, mamo! Widziałam parę minut temu rodzinę Uchiha Sasuke! Jak... jak mam nie mieć pytań...?
 Kocur zamiauczał śmiejąc się, przeciągając jednocześnie. Hikari westchnęła.
 - Trochę jak ty! - Zamruczał, łapiąc łapkami kieliszek - Ale ty używałaś wtedy bardziej kolorowego słownictwa.
 - Kiyoshi. Moja córka...
 - Właśnie, jest jak ty. - Popatrzył na młodszą kobietę. - Twoja matka jest wieszczką, a raczej ją była do swojej śmierci. Normalnie przekazałaby całą swoją wiedzę w czasie pełni w twoją dwunastą wiosnę, ile masz lat, nyah?
 - Jedenaście, panie Kiyoshi. Kim pan jest?
 - Nyah? To za wcześnie, ale to się już zdarzało. Kiyoshi, ode mnie macie tą moc. Nyah! - Jego język wylądował w kieliszku. - Właśnie dlatego tu jesteś. Normalnie... Nya, nya... powinnaś przyjść tu wraz z matką, ale sytuacja jest inna. - Tu kocur obdarzył spojrzeniem jej matkę. - Twoja moc. Powiedz, co o niej myślisz? Boisz się jej, nyan?
 - Trochę... Ja... nie wiem... Nie wiem, co mam robić. To takie dziwne. Dałeś mi tą moc, ale po co? Co mam z nią robić?
 - Hm... Nyan, nyan... To dobre pytanie, a co chcesz z nią robić? Widzisz duchy, słyszysz je, możesz z nimi rozmawiać, nakłaniać do swojej woli... Możesz też dotknąć czyjejś duszy i zmusić do wielu rzeczy... 
 - Poczekaj... Ja... ja nie wiem czy...
 - Oh, jaka miękka, nyan! - Roześmiał się znów - Później pytania. Teraz ci coś opowiem! Dawno temu, gdy byłem jeszcze młodym kocurem, a moja sierść była jeszcze bardziej lśniąca i miękka... Oh tak! Nyan! Ludzie łaknęli mojej sierści! Ty też jej pragniesz? Może kiedyś pozwolę ci jej dotknąć, ale na razie łapki przy sobie, nyan! - Hinata czuła pot na policzku. - Wracając. Kiedyś spotkałem twoją prapraprapra... wiele razy pra dalej. Babkę. Płakała nad grobem swojego ukochanego, błagając bogów, aby pozwolili jej na zobaczenie go, jedną noc w której może z nim porozmawiać. Ale wywołała mnie, Kiyoshi nyan! Powiedziałem, że spełnię jej pragnienie! Głupi byłem, że o nic nie poprosiłem w zamian, nyah...! Ale to nic! Dałem jej moc widzenia. Od tamtego czasu objawia się w kobietach z klanu twojej matki.
 - Co? A-ale... - Hinata była zaskoczona.

Znalezione obrazy dla zapytania hinata hyuga surprised

 - Nie jestem z klanu Hyuga, Hinato. Pochodzę z normalnego klanu, nie tak prestiżowego jak Hyuga, ale nadal z innego. Kiedyś nazywaliśmy się klanem Kiyoshi, jak ten bezczelny kocur. - Hikari szybko objaśniła to swojej córce, ale oczywiście musiała obrazić Kiyoshiego.
 - Więcej szacunku, stara prukwo! Ja tu opowiadam, a ty mi się wtrącasz w opowieść! - Prychnął urażony, machając ogonem zły. 
 - Przepraszam, przepraszam. - Wcale nie jest jej przykro.
 - Po co dałeś tą moc dalej? - Hinata poprawiła się, czując ból w kolanach.
 - A wiesz że to tak samo? Hehe! Nyahahaha! Ale masz mine! Nyahahah! - Hinata uderzyła ręką o stół, przez co kieliszek wypadł mu z łapek. - Nyah! Głupia! Patrz co zrobiłaś!
 - Odpowiedz jej, cholerny kocurze! - Hikari wybuchnęła także.
 - Wrrrr! Kobiety z tego klanu! Uhh! Widzisz. Każdy duch ma niedokończone sprawy na tym świecie. Niektórzy potrzebują pomocy z przejściem tutaj. To czy im pomożesz zależy od ciebie. Duchy nie będą ci się naprzykrzać chyba że będziesz chciała im pomóc. Ten twój przyjaciel, Shirou. Jego dusza jest inna. Pragnie czegoś, czego nie może już odzyskać, dlatego jego dusza będzie wiecznie na ziemi. Nigdy nie zazna ukojenia. Takie to życie, gdy jest się idiotą, nyah.
 - Zły kotek. - Prychnęła starsza kobieta, pijąc herbatę.
 - Zła kobieta to i zły kotek. Taka prawda, po cóż ją okłamywać. No Hinata, znasz już trochę tego, co powiesz? Fajną moc wam dałem? Żywym nie pomożesz, ale martwym tak! 
 Przez twarz Hinaty przebiegła złość. Miała już dosyć tego kocura po nawet nie minucie rozmowy z nim! Był bezczelny, opryskliwy i okropny!
 - Ktoś powinien cię opryskać zimną wodą. - Westchnęła. - Jak mam nad tym zapanować? Po co mi ta moc? Nie umiem nawet dobrze wykorzystać Byakugan, a co dopiero moc, która pozwala na rozmowę ze zmarłymi i...
 - Hinato, nie mogę ci powiedzieć co masz robić, ale jestem pewna, że będzie wszystko dobrze. Duchy są na tym świecie od zawsze i zawsze będą. Wszystkim nie pomożesz, a niektóre nawet się cieszą mogąc być przy swoich bliskich na ziemi. Po prostu żyj, Hinato. Z czasem odkryjesz, że to nie tylko rozmowa i słyszenie. Manipulacja duszą jest trudna i żałuje, że nie mogę ci w tym pomóc... że nie mogę ci pomagać, Hinato... Moja Hinatko... Tak bardzo chciałabym być przy tobie, ale nie mogę...
 Zacisnęła dłonie na kubku, wpatrując się w zimny płyn wewnątrz. Hamowała w sobie emocje, nie chcąc, aby córka dostrzegła jej strach. Hinata natomiast milczała, słuchała matki.
 - Gdybym była... gdybym żyła... Ten idiota mój mąż... Nie waż się go słuchać! Jak tylko wrócisz oświadcz mu, że mu skopie zad, jak tylko się pojawi! Ha! Pożałuje każdego słowa, jakie ci powiedział! Dureń jeden...
 - Po prostu za tobą tęskni... Nie tylko on... Hanabi, ja... nawet Neji! - Zaprotestowała granatowowłosa.

Podobny obraz

 - Heh... Wiem... Powiedz mu, aby nie odwiedzał mojego grobu tak często... Chyba już za dużo rzeczy chcę, abyś mu powiedziała... 
 - No tak, przecież to nie ostatnia nasza rozmowa, Okaachan! - roześmiała się wesoło.
Hikari dotknęła włosów córki, zmarszczyła lekko brwi, widząc je krótkie.
 - Nie daj ich sobie ścinać już. Nie jesteś hańbą, aby nosić je krótkie. - Uśmiechała się nieco smutno. - Bądź dumną z tego, że jesteś Kiyoshi.
 - Będę. Będę dumną będąc Kiyoshi.
 - Nyahan. - Odchrząknął kot. - Wracając. Masz swój własny cel, ale musisz też spełnić nieco mój.
 - Słucham? - Hinata popatrzyła na kota.
 - Będę twoim przewodnikiem w tamtym świecie, co znaczy, że musisz mnie przyjąć pod swój dach. Musisz o mnie dbać, karmić...
 - Więc będziesz moim kotkiem...?
 - Co?! Nie! Co najwyżej ty moim człowiekiem, który ma mnie czcić! Phi! Nyah, zachciało jej się mówić takie rzeczy! Nyah!
 - Powodzenia z tym szajbniętym kocurem, Hinatko. Uśmiechnij się. Jak wrócisz wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie lepsze. Musisz też pamiętać... Nie możesz wrócić do tego świata. Ten świat jest dla umarłych, dla takich jak ja. Gdy umrzesz też tu trafisz, ale dopilnuj, aby nie przed swoim dzieckiem. Musisz przekazać mu swoją wiedzę. Ja nie zdążyłam...
 Hinata zamrugała na myśl o dziecku i poczerwieniała.

Znalezione obrazy dla zapytania hinata hyuga angry

 - Teraz czas na naukę, Nata-chan. Zamknij oczka...
 - Stop! Co z Yasu i Shirou?
 - Żyją. No przynajmniej jedno z nich, drugie jest w nieco innej formie, ale nadal na ziemi. - Kocur pomachał końcówką ogona na swój nieśmieszny dla kobiet żart.
 Przeciągnął się i podszedł do granatowowłosej.
 - Teraz, teraz, nyan. Zamknij oczy i oddaj się melodii.
 - Niczego nie słyszę. - Zaprotestowała, zamykając oczy. - Nic a nic.
 - Zaraz usłyszysz szepty... Co ci mówią?
Już chciała odpowiedzieć, że nic nie słyszy, ale wtedy cichutkie łkania i błagania dobiegły jej uszu. Gdzieś w jej głowie jakby.
Wróć...
I znowu
... do...
I kolejny.
...domu.
Było to jak słowa, gdy krople wody wpadały do stawu podczas ulewy. Ledwie słyszalne, a zarazem głośne.
 - Skup się na nich. Sięgnij do nich... I się w nich zatop. Niech cię wezmą. - Już nie wiedziała kto do niej mówi...
 Świat wokół niej znów stał się bezbarwny. Światło owijało się wokół niej, palący chłód przeszył ciało i jakby rzucona w górę, tak szybko poszybowała w dół. Otworzyła skołowana oczy. Dostrzegła biel sufitu.
 - Wróciłaś do nas!
Popatrzyła na zmartwioną twarz Yasu. Za nią stał Shirou, uśmiechając się z ulgą.
 - Co się stało? - Tsunade z ulgą odstawiła strzykawkę z igłą zabarwioną kropelką krwi.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi.
 - Już... wiem. Wiem, co robić.


Hej, znowu ja~!
Oto i trzeci rozdział! Mam nadzieję, że wam się podobał~!
Trzymajcie się~!

A oto i główna (według niego) postać, przed wami Kiyoshi-sama!
sweet cat

02 listopada 2018

Rozdział 2: Nie ma nikogo

Nie ma nikogo

  Od pojawienia się Yasu minęły trzy miesiące. Hyuga Hiashi przekonany przez Hokage i co ważniejszych członków starszyzny zgodził się na przyjęcie Yasu pod dach klanu Hyuga. 
  Albinoska jednak nie była mile widzianym gościem i wcale nie próbowała być specjalnie miłą dla głowy klanu. Jedyną osobą jakiej okazywała dobroć była właśnie starsza córka Hiashiego, Hinata. Wielu członków klanu wyśmiewało z tego powodu zarówno dziedziczkę jak i czerwonooką. Oczywiście nigdy nie w twarz.
  Jednak to nie był jedyny problem Hyugii. Istoty podobne do Shirou zaczęły zdawać sobie sprawę z jej obecności. Niegdyś tak chętnie odwiedzała cmentarz, aby położyć białe lilie na grobie matki, teraz go unikała. 
  - Ne, Hinata! Idziemy na herbatę? - Yasu siedziała pod drzewem i wpatrywała się w ciemnowłosą.
  - Yasu-san... Nie powinnam muszę trenować aby b-być...
  - Głową klanu Hyuga, tak tak... Wiem. - zmarszczyła brwi w złości - Ale musisz też odpoczywać! Jesteś dziedziczką, ale i człowiekiem... No i... 
  - Yasu-san. - Zaczęła surowo, zerkając na koleżankę. - Minęły trzy miesiące. Przypomniałaś coś sobie?
  Hyuga usiadła obok niej, gdy ta westchnęła ciężko. Poza imieniem nic nie potrafiła sobie przypomnieć. Mimo nacisków na nią wciąż była jedynie Yasu, która zaginęła. W żadnej wiosce nie było o niej słychać. Jakby w ogóle nie istniała.
  - Hej... M-może jednak pójdziemy na herbatę? - białooka chciała rozweselić dziewczynę i czuła się winna, że zaczęła nieprzyjemny temat. 
  - A może potrenuje z Tobą? W końcu niedługo czeka nas egzamin na chuunina, prawda?
  Hinata miała podejść do niego drugi raz, a Yasu pierwszy. Hyugę bardzo się stresowała, a obecność duchów wcale jej nie pomagała. Sama nie była jednak pewną czy powinna im pomóc czy raczej zignorować ich. Pomoc im była w głowie przez jakiś czas, ale sama nie była pewną jak może to zrobić. W zapiskach klanu nie znalazła nic na ten temat i sama zaczęła się zastanawiać czy po prostu nie oszalała.
  - Jeśli chcesz to tak.
  Hinata i Yasu stanęły naprzeciwko siebie. Białowłosa uśmiechnęła się, atakując. Hinata zwinnie odparowywała jak ciosy. Czerwień jej oczu lekko lśniła, ilekroć wymierzała ataki, natomiast bladooka doskonale widziała jak czakra przepływa wartkimi strumyczkami w jej ciele. 
  - Uważaj. Uderzy z lewej, a później z góry. - Usłyszała głos Shirou.
  Stał nieopodal i przyglądał się ich treningom. Sam Shirou był kiedyś mistrzem ostrzy. Zapomnianej już sztuki walki i techniki jego wymarłego klanu. Mężczyzna miał łagodne usposobienie i wcale nie chciał odchodzić do raju. Twierdził że widział światło, ale nie chce w nie wejść. Przywiązał się do tego świata i nie chce go opuszczać. Poza tym obserwowanie stylu walki Hyuga zaintrygowało go. Chciał połączyć styl walki swój i Hinaty, aby świat przypomniał sobie raz jeszcze o istnieniu jego klanu.
  Minęła godzina. Po tym intensywnym treningu obie leżały płasko na ziemi, wpatrzone w ciemniejące niebo. Oddychały ciężko, nierównomiernie. Mimo zmęczenia uśmiechały się ze łzami zmęczenia spływającymi wolno po policzkach.
  - Tu jesteście! Hokage was wzywa. Spóźniacie się na badania Yasu-san. Hokage-sama się wścieknie! 
  Nie czekały długo, wolały nie wystawiać cierpliwości Hokage na próbę. W szybkim tempie ruszyły za posłańcem. Hokage siedziała za biurkiem w szpitalu. Yasu była jej pacjentką, wolała mieć nad nią kontrolę aby uspokoić Lorda Hiashiego.
  Gdy weszły uśmiechnęła się do nich jak miała w zwyczaju na ich widok. Terapie, leczenie i wszelkie rozmowy odbywały się tylko w obecności dziedziczki, bo czerwonooka była przy niej spokojniejsza.
  - Przepraszamy. Hokage-sama, to się więcej nie powtórzy. - Mimo wszystko Hyuga zdołała wpoić Yasu dobre maniery.
  - W porządku. Zaczynamy? 
Yasu usiadła w pozycji wpół siedzącej na kozetce, utkwiła wzrok w ścianie. Hinata w tym czasie siedziała na krześle przy biurku, a Tsunade zajęła się Yasu.
 - Jak długo będą trwały badania dzisiaj, Hina? - Shirou pojawił się obok niej.
  Nie na niego zła, wzrusza ledwie widocznie ramionami. 
  - Hinato możesz zamknąć okno? Zimno mi, jakby duch mnie przytulił! - Hokage przerwała na moment badanie i roześmiała się.
  - Wcale nikogo nie przytuliłem! 
  Hyuga cicho się roześmiała i zamknęła okno. Żałowała ze nie może porozmawiać z Shirou, ale wiedziała, że to może być katastrofalne w skutkach. 
  Po godzinie badań Yasu usnęła. Hokage usiadła przy biurku, aby porozmawiać z Hinatą o postępach dziewczyny. Rozmówiły krótko o postępowaniu albinoski, zbliżającym się egzaminie i wielu innych martwiących Hyuge kwestiach.
  - Hokage-sama... Ano... Ja...
  - O co chodzi, Hinata?
  - Ch-chciałabym pomóc jakoś Yasu-san... Wiem że to wiele... Ale chciałbym skorzystać z wielkiej biblioteki... Ja...
  - Hinata... Lubię Cię, ale nawet ja wiem, że ta biblioteka zniknęła wraz z zatonięciem wyspy Hoshino. Nie możemy nic z tym zrobić...
  Wielka biblioteka była czymś w rodzaju pojednania wszystkich krajów. Wszystkie zwoje świata, historia każdego narodu... Dosłownie wszystko w niej było! Jednak... Nie wiadomo jak. A wyspa zniknęła. Cała. Jakby w ogóle nie istniała. Było to dziwne i niezrozumiałe. 
  Hinata nie liczyła tylko na pomoc dla koleżanki, ale i dla siebie. Przemknęła blade oczy i zawahała się chwilę, patrząc na Hokage nie pewnie, zerknęła jeszcze na Shirou, opartym o parapet i skiwającym głową.
  - No dalej, Hinata - uśmiechnął się, zachęcająco.
  - O co chodzi? Chcesz mi coś powiedzieć?
W głowie wyobraziła sobie, jak Hokage zamyka ją w szpitalu i zapinają ją w kaftan bezpieczeństwa.
  - J-ja... T-tak... Tak... - Głos drżał jej prawie tak bardzo jak dłonie.
  - O co chodzi? - Hokage badawczo spojrzała jej w twarz.
  - J-ja... Widzę o słyszę duchy... Mogę z nimi... Rozmawiać, Hokage-sama...!
  Tsunade zamrugała z niedowierzaniem, a po chwili się roześmiała.
  - Oj Hinata! Świetnie rozładowujesz atmosferę!
  Nie była pewna czy jest wdzięczna za tą reakcję, czy zła za to że kolejna osoba z niej żartuje. 
  - Hokage-sama... Ja nie żartuje... Shirou-kun... Możesz podnieść Yasu-san? - Odprowadziła spojrzeniem wojownika ostrzy, który podniósł dłoń Yasu i pomachał nią do Hokage.
  - Świetna sztuczka, Hinata. Yasu nie wygłupiaj się. - Hokage wstała.
  - Nie! To nie jest sztuczka! Naprawdę! Ja... Ja... - Hyuga zerwała się na równe nogi.
  - Hinata...
  - Ja naprawdę... Widziałam na cmentarzu Hokage... Widziałam mamę... I paru członków klanu Uchiha-san! Ja Naprawdę... Ich widzę... Mówią do mnie... Hokage mówił... Że Konohamaru urósł... A... A... A mama... Mama patrzyła na mnie... I się uśmiechała... Ja... Ja się boję... Boję... - Zadrżała - Nie wiem... Co mam robić...
  Shirou położył jej dłoń na ramieniu, Hinata wyczuwając jego dotyk, ujęła jego dłoń w swoją, wdzięczna za wsparcie.  A Tsunade... Zapiszczała jak dziecko i cofnęła się aż do ściany.
  Przez twarz Hinaty przebiegł szok.
  - D-d-d-duch! Tu... Tu Tu...! - Hokage trzymała przed sobą kunai.
  O ile Hinata widziała duchy jeszcze jakie były za życia, to inni widzieli je jako obrzydliwe, na wpół zgniłe, zbyt blade i o pół przeźroczystym ciele bez nóg mary jak z koszmaru.
  - T... To jest Seishin Shirou... On... Był kiedyś...
  - Dz... Dziedzic klanu Seishin! To oni byli mistrzami we władaniu... - Blondynka usiadła na swoim miejscu odzyskując spokój.
  - Stylem ostrzy Seishin. Tak. Shirou-kun... Spotkałam go jakoś 4 miesiące temu...
  - Widzisz duchy tak długo i nic...
  - Bałam się, że... Że mnie zamkną... W zakładzie...
Tsunade wiedziała że obawy Hyugii są zrozumiałe. To że dziewczyna widzi tak obrzydliwe kreatury przyprawiało o ciarki.
  - Rozumiem... Hinata, obawiam się... Że nie mogę Ci pomóc. Nigdy nie słyszałam aby ktokolwiek mógł porozumiewać się z duchami.
Hinata spochmurniała.
  - Więc co mam zrobić...?
  - Mam pewien pomysł.
Seishin przeszedł przez pokój, uśmiechając się. Hokage przestała to widzieć, gdy tylko puścił Hinatę.
  - Masz...? Jaki?
Tsunade obserwowała jedynie ciemnowłosą, która wodziła wzrokiem za dla niej niewidocznym bytem.
  - W twoim klanie jest wiele tajemnic. Jednakże wszystkie z nich może rozwiać twoją matka.
 - M-moja mama...? Ale ona nie żyje... I...
 - Widziałaś ją. Może jest nieco w niewyjściowym stanie, ale odpowie Ci na pytania.
 - Ale... Duchy na cmentarzu...
 - Nie zrobią Ci krzywdy. To byli dobrzy ludzie, Hinata. Zginęli, ale byli dobrzy.
Przegryzła niepewnie swoją bladoróżową wargę.
  - Hinata ja nie słyszałam waszej rozmowy. Co planujesz?
  - Ja... Moja matka może mi odpowiedzieć na pytania... Proszę powiedzieć Yasu aby...!
  - Nie! Nigdzie nie idziesz beze mnie!
Obie kobiety, Hokage i Dziedziczka spojrzały w kierunku białowłosej. Hyuga... Nie miala wyjścia. Zgodziła się.

Hejka! Tu Blood, wena mi się nie kończy jak na razie więc ją pożytkuje 😊
Jak wielu pewnie zauważyło jest to o 11nastoletniej Hinacie. Planuje w 4 rozdziale zrobić już przeskok czasowy. Powód? Wolę pisać doroślejszą Hinatą. 😅
Co do samej postaci Yasu jest ona wymyśloną postacią przeze mnie, ale spokojnie 😉 Nie będzie to opowiadanie o tematyce yuri! Choć jeśli ktos sobie zażyczy mogę wprowadzić taki wątek 😊
Co do naszego Sasuke na pewno się pojawi w rozdziale 3! Pa~

01 listopada 2018

Rozdział 1: Dziwna dziewczyna

Dziwna dziewczyna

  Dało się usłyszeć krakanie jakiegoś ptaka, który właśnie wzbijał się do lotu. Zawiał porywisty wiatr, Kiba zdjął swoją bluzę i nałożył ją na albinoskę, która na moment otworzyła swoje karmazynowe oczy, próbowała odsunąć jego dłonie, ale znów straciła przytomność.
  - Jest ranna... - Powiedziała Hinata, szukając w plecaku maści.
  Zanieśli ją do obozu, aby nieco podleczyć zanim wyruszą do Konohy. Nie byli pewni, co jest dziewczynie, ani kim jest, ale wiedzieli, że muszą ją zabrać do szpitala. Jej rany nie były specjalnie niebezpieczne dla jej życia, ale lepiej było dmuchać na zimne.
  - I w szoku. - Dodał Kiba, masując obolały policzek.
  Gdy zorientowali się, że dziewczyna była wilkiem nie mogli wyjść z podziwu. Co prawda niektóre jutsu pozwalały na jakiś czas zmienić wygląd... ale zwierzę? Mało tego... wilk?! I to taki zmutowany?! Dla młodych ninja było to niepojęte. Kiba zastanawiał się, jak potężna jest wilczyca. Oczywiście było dla niego dziwnym, że nie miała ubrań.

 Gdy tylko usłyszeli jej zbolały jęk, przygotowali się do obrony... no przynajmniej jonin i dwaj młodzieńcy. Dziedziczka klanu Hyuga podskoczyła do niej z zamiarem udzielenia pomocy medycznej. 
  - Ost... e... nie. Lyk... n... po... c... - Chwyciła dłoń Hinaty mocno, jakby miała to być jej jedyny ratunek.
  - Hinata! Puść ją! Może być niebezpieczna! - Krzyczał Kiba z oddali, podbiegając do koleżanki z drużyny.
  - Nie! Ona jest ranna! Musimy jej pomóc!
  - Pomożemy jej... ale nie tu. Może mieć użyteczne informacje. Kiba, weź ją na ręce, Hinata będzie cię osłaniać. Shino, sprawdzimy okolice. - Po tych słowach Kurenai wraz z Shino zniknęli w gąszczu.
  Kiba chciał wziąć rówieśniczkę na ręce, ale spotkał się ze słabym uderzeniem, zostawiającym mu limo pod okiem...
  - Ty mała...!
  - Kiba-kun! Pośpiesz się. - Hyuga obdarzyła go surowym spojrzeniem, które jedynie utwierdziło Inuzukę, że nie jest wcale tak różna od swojego klanu.

  Hinata opatrzyła jej rany, a Kiba nałożył bluzę, zajął się składaniem obozu. Ciemnowłosa patrzyła na żyłki czakry pływające nierównym tempem w ciele wilczycy. 
"To stres i strach. To na nią źle wpływa... Co jej się stało...?" - Dotknęła jej bladej dłoni.
  - To dobre pytanie, moja mała. Może ci opowie swoją historię, gdy się ocknie, co? - Po drugiej stronie dziewczyny siedział blady mężczyzna z wcześniej.
  - Kim jesteś? Nie przedstawiłeś się.
  Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie.
  - Seishin Shirou. Miło poznać kogoś, kto mnie słyszy i widzi. 
  - Widzi...? Przecież jesteś... tutaj. Przede mną. 
  - Tak myślisz...? Oh, moja droga... To tak dziwne. Od lat nie widziałem kogoś, kto mnie dostrzeże. - Roześmiał się dźwięcznie.
  - To... smutne. Powiedz... Znałeś tą dziewczynę? Wiesz kim jest?
  - Niestety... Dawno temu znałem kogoś podobnego. Uważaj kogo ratujesz, Hinato Hyuga.
  - Skąd.... Skąd znasz moje imię? Nie przedstawiała-...!
  Dołączył do nich Kiba, rozsuwając nieco osłony namiotu. Rozejrzał się po nim, szukając osoby, z którą rozmawiałaby jego przyjaciółka. Skierował wzrok na śpiącą postać albinoski.
  - Obudziła się? He? Z kim rozmawiasz, Hinata...?
  - Z... - Ale gdy tylko skierowała spojrzenie, gdzie był Shirou jego już nie było. Przeszły ją ciarki, irracjonalne myśli zaczęły krążyć po jej głowie, ale wiedziała, że Kiba będzie oczekiwał odpowiedzi. - Z nikim, Kiba-kun. Po prostu... głośno myślę.
  - Aaahaaa... No dobra. Kurenai-sensei mówiła, że nie znaleźli nikogo i powinniśmy się zbierać. Wezmę ją na ręce, a Shino złoży namiot. Nie powinnaś się przemęczać ze względu na rany.
  - Ah... Nie, to nic... - Wypełzła z namiotu na klęczkach i wstała.
  - Mimo wszystko powinnaś uważać...
  Zwinęli ostatni namiot i wyruszyli do Konohy bez dalszych przeszkód. 

~~
  Obudziła się dopiero następnego ranka. Hinata czuwała przy niej całą noc, jej ojciec nie był zadowolony z jej słabości. W końcu z powodu jej braku czujności została ranna. Kazał jej wrócić do domu, ale odmówiła...

Hokage stała przy albinosce, sprawdzając jej stan. Było to dla niej dziwnej, ale gdy tylko się obudzi będą mieli - miała nadzieję - większe światło na sprawę.
  - Brawo za szybką reakcję, Hinata. - Blond włosa uśmiechnęła się, chwaląc młodą dziedziczkę.
  - A-Arigatou... Hokage-sama! - Pisnęła cichutko Hyuga.
  Ojciec Hyugi nie był jednak tak dumny, jak Hokage. Uważał dziwną dziewczynę za zagrożenie. Gdy Hokage upewniła się, że jej życiu już nic nie zagraża zostawiła albinoskę i głowę klanu Hyuga. Hinata z miękkością wpatrywała się w dziewczynę.
  - Hinata. To co zrobiłaś było głupie. Przyniosłaś wstyd naszemu klanowi. - Zaczął Hiashi, mierząc starszą córkę złym spojrzeniem. - Ta... dziewczyna może być zagrożeniem dla całej Konohy! A ty ją tu sprowadziłaś! Zostałaś w wyniku tego ranna, czy naprawdę Hanabi odziedziczyła cały rozsądek? Twoja matka nie byłaby...
  - Nie ma jej tutaj, otousama... Ona potrzebowała p-pomocy! A... Ja...! 
  - Cisza! Gdzie się podziały twoje maniery? - Pokręcił głową w zirytowaniu. - Wracamy do domu. - Hinata nie ruszyła się z miejsca, gdy jej ojciec już wychodził. Zatrzymał się w drzwiach. - Idziemy, Hinata.
  - Ja... Nie. - Wzięła głęboki oddech. - Ona nie ma nikogo. Więc zostanę.
  - Więc nie wracaj. - Warknął i odszedł.
Ramiona zaczęły jej delikatnie drgać, przymknęła na moment oczy, aby uspokoić szczypiące od łez oczy. Z całych sił próbowała powstrzymać je przed upadkiem... ale nie udało się. Jej blade lawendowe oczy rozbłysły łzami.

  Gdy albinoska się obudziła pierwsze, co zobaczyła to śpiącą na krześle, wspartą na rękach dziewczynę o ciemnogranatowych oczach, obciętych na chłopca. Była w kremowej bluzie obszytej futerkiem na kapturze, rękawach i przy końcu.
"Gdzie ja jestem...? Kim ona...?" - Nie dokończyła swojego pytania, bo przypomniała sobie o tym kogo spotkała nad stawem. "Uratowała mnie."
  Zaczęła wstawać, gdy poczuła ból na lewym boku, warknęła z bólu. Właśnie to ciche warknięcie wybudziło Hinatę ze snu. Otworzyła swoje blade oczy, pozbawione źrenic. Drgnęła widząc ją przytomną.
  - O-ohayou... - Wyszeptała prawie.
  - Hej... Tak, siema... - Położyła się z powrotem, domyślając się, że walka z bólem nie ma sensu. - Gdzie... Gdzie ja jestem?
  - W szpitalu, w Konoha. Pójdę po Hokage... Ma pewnie do ciebie sporo pytań... - Zaczęła wstawać, bawiąc się palcami.
  - Byłabym... wdzięczna... Sama nie wiem, co ja tu robię...
  - N-nie wiesz? - Zdziwiła się bladooka.
  - No nie... Ostatnie, co pamiętam to bieg... Biegłam gdzieś, ale nie wiem gdzie... Kim w sumie jesteś? 
  - Gomennasai! Jestem Hinata Hyuga... A ty...?
  - Jestem... - Poczuła nagły ucisk gdzieś w głowie, w tyle, chwyciła się za nią i krzyknęła.
  - S-spokojnie! Nic ci nie grozi! Jesteś bezpieczna! Nikt cię nie skrzywdzi!
  To wydawało się ją uspokoić. Dziewczyna, trzymając się za głowę zamrugała, łzy bólu spłynęły jej po policzkach.
  - Odpoczywaj... ja... pójdę szybko po Hokage. 
  - Okej... okej...
Po tych słowach ciemnowłosa wybiegła. W drzwiach omal nie wpadła na Sakurę. Różowowłosa chwyciła jej ramiona, aby ta nie upadła.
  - Ej, gdzie tak biegniesz?
  - Do Hokage! - Nie odpowiedziała nic więcej i biegła dalej, wymijając zadziwioną Haruno.
Zielonooka popatrzyła na dziewczynę w łóżku, która lustrowała ją ciekawskim spojrzeniem.
  - Oh... Obudziłaś się! Pozwolisz, że cię zapytam o coś...?
  - Nie. Nie będę z tobą rozmawiała. - Obróciła się na drugi bok.
  - He? Co? - Sakura czuła narastającą złość, ale zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć do pomieszczenia weszła Hokage w towarzystwie Hyugi.
Podobny obraz
  Widocznie blondwłosa była w pobliżu. Piąta wpatrywała się w białowłosą nastolatkę, jednocześnie nakazując Haruno i dziedziczce wyjść. Stanęła przed łóżkiem.
  - A mi odpowiesz?
  - Zależy... Sama nie wiele pamiętam...
  - CO to znaczy?!
Krwistooka usiadła z bólem. Wzięła oddech, aby oczyścić umysł.
  - Nie pamiętam, co tu robiłam... Pamiętam, że uciekałam przed czymś... Ale nie pamiętam przed czym. 
  - Hm... To pewnie z powodu szoku i utraty krwi. Pamiętasz swoje imię? Albo dlaczego uciekałaś?
  - To chyba było... chyba... Yasu... Tak, nazywam się Yasu... ale dlaczego uciekałam...? - Popatrzyła przez okno. - Miałam... coś przekazać. Wiadomość... ale co..? Nie wiem... nie wiem, jak brzmiała.
  Hokage w milczeniu przyglądała się dziewczynie. Westchnęła jedynie. "To do niczego nie prowadzi." - Warknęła w myślach. 
  - Tu będziesz bezpieczna. Ale ktoś musi się tobą zająć... Może Sakura, podobno jej rodzina ma wolny pok-...
  - Nie ona. 
  - Co? To moja uczennica i sądzę, że byłaby doskonała do tej roli. Oczywiście jeszcze się uczy, ale zna podstawy pomocy medycznej i...
  - Chcę tą... Hinatę. Ona mnie uratowała. 
  - Hinata jest dziedziczką klanu Hyuga i nie wiem czy to...
  - P-proszę... to... jedyna osoba, która okazała mi dobro... Proszę...? - Proszące oczy szczeniaczka były utkwione w piątej.
  
  - Hinata, znasz ją? Jest chamska. - Sakura przejechała dłońmi po swoich różanych włosach, siadając obok Hinaty.
  - Jest w nowym... miejscu. Nikogo nie zna... Musi być zagubiona... - Wyszeptała cicho Hyuga, patrząc na wodę w szklance w jej dłoniach.
  "Jak ja bym zareagowała na to...?" - Westchnęła cichutko do siebie.
  - Na szczęście nie jesteś tu sama. Może powinnaś jej pomóc, Hina-chan? - Shirou odezwał się tuż obok jej ucha, zaskakując ją samą, przez co niemal odskoczyła. Jedynie obecność Sakury sprawiła, że nie pisnęła głośno. - Oh, wystraszony kotek! Jak słodko. Przyszedłem tu za tobą, cieszysz się?
  - Pewnie masz rację, Hinata-san... No dobra, ja wracam do swoich obowiązków. Do później! - I po tym odeszła.
  Hinata pokiwała głową. Musi z kimś o tym porozmawiać... Ale problem polegał... że nie ma z kim. Shirou nic nie wiedział, rodzina by ją wyśmiała lub wydziedziczyła... Hyuga Hinata ma problem i jest z nim sama.
  Jaki to problem? Widzi i może porozmawiać z duchami.

Prolog: Początek

Noc

  Samotna wilczyca przemierzała szaleńczym biegiem bujne lasy liściaste i gąszcze, próbując umknąć przed swoimi napastnikami. Innymi ogromnymi wilkami. Była piękną wilczycą o białym futrze z żywymi, karmazynowanymi oczami, w których krył się lęk. 
  Musiała dotrzeć jak najszybciej do jakiegokolwiek kage i ostrzec przed zbliżającą się wataha lykan.  Nie mogła pozwolić aby ten świat uklęknął pod łapą wilków rządnych krwi i zniszczenia.
"Nie tego pragnął alfa!" - Warknęła nisko w swoich myślach, przeskakując ponad powalonym drzewem. 
  W nozdrzach wyczuła słaby zapach wody i... Czy to cynamon? Ludzie! Ucieszyła się, biegnąc szybciej. Na pewno jej pomogą! 

~~ 

  Szumiał wiatr w koronach drzew, porywając słabsze liście do tańca poza bezpieczną koroną. Nocne powietrze było chłodne i orzeźwiające, jednak gdy spojrzeć w niebo nie dało się dostrzec ani jednej gwiazdy, wszystkie zdawały się ukrywać gdzieś gdzie nie siega ludzkie oko. Jedynie samotny księżyc niemrawo oświetlał okolice. Wyglądało to tak, jakby cały świat stał się nagle brzydki, niebezpieczny i okrutny.
  Ale nawet niepokojąca pogoda nie mogła powstrzymać Hyugi przed nocnym treningiem. Nie mogła go sobie odpuścić nawet podczas misji, co było szczególnie jej głupim postępowaniem.
 - Musze... Musze być silniejsza. - Powtarzała sobie, utrzymując równowagę na wodzie. - Aby... Aby udowodnić wszystkim... Że mogę być głową klanu...
  Dla młodej jedynastolatki było to bardzo ważne. Musiała zmienić coś, mieć swój własny cel... Chciała być silną, aby zmienić swój klan. Pokazać im, że mimo wszystko z dumą może przedstawiać się jako Hyuga. 
  Wykonywała kolejne ciosy, wymierzając je w wyimaginowanego przeciwnika. Treningi na wodzie wzmacniały nie tylko jej kontrolę czakrę, ale i wytrzymałość. Miała ogromne braki w taijutsu czy genjutsu. Nigdy nie była geniuszem jak jej kuzyn czy młodsza siostra. A wiedza o roślinach leczniczych i uzdrawiających ziołach nie wystarczała aby zadowolić jej klan.
  Jednak jej dobra natura nie potrafiła się przeciwstawić, jak klan oczekiwał od niej bardzo wiele, a jednocześnie ją wzgardzał. Pomimo że nawet ojciec nazywał ją słabą i bezużyteczna rozumiała to. Jego potrafiła zrozumieć i nie czuła przez to do niego nienawiści. Wiedziała, że ją kochał i chciał aby się przyłożyła. Głowa klanu nie miała łatwo, a od spadkobiercy oczekuje się bycia potężnym ninja, a nie słabowitą kunoichi.
  Opadła na kolana, łapczywie łapiąc oddech. Nie może się przeforsowywać bo byłaby jedynie problemem dla swoich przyjaciół z drużyny. 
  Kiba Inuzuka smacznie sobie spał, podczas gdy Shino Aburame odbywał warte. Zdawał sobie sprawe z nocnych eskapad Hinaty, gdy ta opuszczała swój namiot tłumacząc się przemyciem się gdy mają chwilę spokoju.
 Ich misja nie była szczególnie trudną, mieli eskortować handlarza herbatą do pobliskiej wioski, 3 dni drogi od Konohy. Byli już bardzo blisko domu, ale dowódca drużyny nakazał postój.
  Kurenai Yuuhi wolała aby nie byli zmęczeni przed Hokage wioski liścia, a ponad to... Nocne wizyty w biurze nie były możliwe. Mistrzyni genjutsu zarządziła więc odpoczynek. Czuła, że to potrzebuje chyba bardziej od swoich uczniów.
 - To... To na nic... Nie moge... Dlaczego muszę być tak słaba? - przyłożyła dłonie do środka klatki piersiowej, czując szybko bijące serce.
  Miała tak od czasu egzaminu, gdy się przemęczała lub jej czakra była już na wyczerpaniu jej serce biło boleśnie, domagając się odpoczynku. 
Nie powinnaś tak się forsować, dziecko.
Drgnęła słysząc głęboki, męski ton głosu. Był nieco ochrypły, jakby jego właściciel za długo przebywał pod wodą. Rozejrzała się wokół i skostniała. Niedaleko niej stał mężczyzna w biało-szarej yukacie, na połowie głowy miał lisią maskę, taką jaką kupiła kiedyś w czasie festynu w Konoha. Mężczyzna był dosyć młody, kredowo białą cerę, która nieco wydawała się zanikać w okolicach dłoni i bosych stóp. Szare włosy były długie i sięgały mu poniżej pasa.
"Jak u Nejiego-niisan..." - Przeszło jej przez myśl, obserwując mężczyznę.
 - Oh panienko... Kot zjadł twój język? - Przechylił głowę w bok, kręcąc czerwonym parasolem w dłoniach.
 Chyba właśnie to był jedyny jaskrawy kolor w jego dziwnej postaci.
 - I-iie... Ja... Przepraszam... Kim pan jest? 
Mężczyzna zamrugał w wyraźnym zaskoczeniu.
 - Ty... Ty mnie widzisz?!
 Gdy już miała odpowiedzieć na te dziwne pytanie rozległo się wycie i sapanie.   Odwróciła się tylko na chwilę, aby przyjrzeć się zbliżającemu zagrożeniu, a gdy zwróciła wzrok ku mężczyźnie jego już nie było. Nie miała jednak czasu na namysł. Musi szybko dostać się do swoich kompanów z drużyny.
  Już zbiegała z tafli wody zobaczyła je. Piękne, przestraszone oczy. Źrenice były czarne jak smoła, tęczówki miały dwa pierścienie jedną krwiście czerwoną, która przechodziła w fiolet. Białe futro wilka było zabarwione krwią. Zwierze było ranne, ale nawet jak dla naiwnej Hyugi było dziwnym to, że jest tak wielkie z podłużnymi przednimi łapami i nieco chudsze... Nieco bardziej ludzkie. Trochę jak... Człowiek.
  Z przerażeniem upadła na kolana, cofając się. Próbowała wyciągnąć kunai z kabury, ale właśnie wtedy rozległo się wycie. Z przerażeniem wpatrywała się w widok białej wilczycy atakowanej z każdej strony przez grupę brązowosierstnej zgrai. Jęk bólu uderzył w jej uszy, wycie przepełnione bałaganiem wypełniło polanę.
  Nie myślała wiele. Rzuciła się w przód, uderzając w potężne zwierzęta o kasztanowej barwie. Kopnięciem zrzuciła bestię, który prawie rozrywał karmazynowooką wilczyce.
  Zaskamlała słabo, gdy wilki zaczęły ich okrążać, jak swoją ofiarę. Dziedziczka przełknęła głośno ślinę. Czuła jak drżą jej dłonie, mimo że bardzo chciała się nie bać, widok obnażobych kłów przyprawiał ją o ciarki.
  - O-odejdźcie! - Zapiszczała i dałaby sobie uciąć rękę, że usłyszała śmiech!
"Nawet wilki się ze mnie śmieją!" - krzyknęła do siebie w myślach.  I zerknęła na słabą wilczyce. "Czy powinnam się wtrącać w sprawy natury? Co jeśli jest za słaba, aby żyć...? W końcu słabe istoty giną..." - zamknęła oczy na chwilę.
  - Jeśli tak... To czemu wciąż żyjesz? - Ochrypły głos znów połaskotał jej uszy ciepłym tonem głosu.
 Miał rację... Wiedziała to. Kurenai-sensei nie zostawiła jej, gdy ojciec uznał ją za słabą. Pomogła jej, tak samo jak ona powinna teraz pomóc bezbronnej, rannej istocie za nią.
 - Odejdźcie stąd! - krzyknęła pewniejszym tonem głosu.
  Wilki nadal krążyły i jak jeden raz... W tym samym momencie skoczyły na nie. Nie wiele myśląc osłoniła sobą wilczyce. Poczuła ugryzienie na ramieniu, kostce... Szarpanie na plecach i piekący ból. Nie puściła jednak zwierzęcia, przyciągnęła je bardziej do siebie, próbując jednocześnie sięgnąć po kunai. Musi walczyć, albo ją rozszarpią!
  - Hinata! - Coś uniosło bestie z niej... A raczej zrzuciło. Usłyszała brzeczenie chrząszczy i zdala sobie sprawę, że to jak kolega z drużyny, Shino.
  Nie poruszyła się z obawy, że gdy to zrobi bestie znów zaatakują. Warczenie Akamaru i wściekły krzyk Kiby tuż obok upewniły ją, że jest bardziej bezpieczna niż parę sekund temu. Wiedziała, że musi pomóc swoim towarzyszom broni zanim zostaną ranni z jej winy.
  Usiadła, czując ból na plecach i widząc mroczki przed oczami. Zacisnęła dłoń na swojej broni, aktywowała limit krwi, aby widzieć wrogów...
  - To nie wilki! One mają czakrę! Jakąś dziwną, ale mają!
  - I tak ich pokonamy, nie Akamaru?! - Kiba zaatakował brązowego olbrzyma, jego wierny pies ninja był tuż obok.
  Shino korzystając z robaków atakował je, trzymając na dystans.
  Kurenai, podbiegła do swojej uczennicy, ale w tym momencie została powalona przez wilka. Szponami uderzył w jej klatkę piersiową.
  Dziedziczka ignorując ból w ramionach rzuciła swoją broń w tył głowy zwierzęcia, padł ze skomleniem na ziemię. Ale po chwili wstał.
  - Co to za stwory?! - Zapytał Kiba.
  - Dowiemy się, jak je pokonamy! - Odparł z typową dla siebie obojętnością Aburame.
  Walka trwała już bardzo długo, ale zakończyła się zwycięstwem ninja z wioski liścia. Udało im się wygrać tylko dzięki szczęściu. Nie zabili jednak żadnej z bestii, uciekły, gdy Hinata uderzyła dłonią prosto w brzuch wilka, który poleciał wprost na drzewo i zaczął się wić, a po chwili przestał ruszać. Jemu podobni zabrali go na barki i uciekli zanim się spostrzegli.
  Kurenai owinęła bandaż wokół talii Hinaty, nieco dalej od chłopców którzy rozprawiali o dziwnych stworzeniach, która zaatakowały ich przyjaciółkę.
  - Hinata, co się stało? - Wyszeptała mistrzyni, podając dziewczynie już bluzę.
  - Ja... Trenowałam... Te dziwne wilki goniły tego białego... I...
  - Hinata mówiłam Ci, że w prawa matki natury nie można ingerować.
  Ciemnowłosa zarumieniła się ze wstydem. Wiedziała to, ale gdy spojrzała w oczy stworzenia i słysząc jego krzyk nie mogła się już odwrócić.
  - Sensei nie ma racji. Te wilki... Były zbyt dziwne, aby je stworzyła natura. To coś... Powinnyśmy zabrać to do Konohy, aby Hokage na to spojrzała. - Kuba stanął w obronie przyjaciółki.
  Gdy Kurenai miała go już zacząć strofować usłyszeli kobiecy jęk. Spojrzeli jak jeden mąż w stronę wilczycy... A raczej białowłosej dziewczyny. Leżała zakrwawiona, nieprzytomna... i naga.



 No to wróciłam i mam nadzieję, że komuś przypadło do gustu 😅 
Lykanie zaciekawili mnie na tyle, aby poświęcić im nieco więcej czasu niż powinnam!
Cały prolog jest krótszy niż planowałam z powodu pisania na telefonie. Mam nadzieję, że się podoba 😄
Na razie!