11 września 2013

Liebster Award - nie ogarniam i tak ^^"

Serdecznie dziękuje Kuro Lady, za nominacje do "Liebster Award".

Chętnie bym odpowiedziała na pytania, ale nie za bardzo wiem, gdzie zgłaszać autorów moich ulubionych blogów... 

Cóż... prowadzę bloga chyba od roku i jeszcze nie za bardzo go ogarniam ^^"

Huh... mimo to bardzo dziękuje ci za to wyróżnienie...

Nominacja od Kuro Lady: Pytania

1. Jakie Anime jest twoim ulubionym?
2. Jaki przedmiot szkolny lubisz najbardziej?
3. Ulubiony zespół muzyczny?
4. Masz rodzeństwo? Lubisz je? (Jeśli nie masz to możesz opisać jak to jest być jedynakiem.)
5. Ulubiona postać z Anime.
6. Jaką tematykę Anime lubisz? (np.Horror)
7. Jakie słodycze lubisz najbardziej?
8. Jakie cechy zarówno wyglądu jak i charakteru lubisz i nie lubisz w sobie?
9. Lubisz sport? Jaki? Dlaczego? Jak nie to podaj czemu.  
10. Co sądzisz o osobach homoseksualnych?
11. Co sądzisz o swoim życiu? Wolałabyś żyć jak teraz czy jak w Anime?

 Odp.:
1. Zdecydowanie "Naruto" oraz "Hetalia".
2. Mam dwa: Plastykę i Muzykę.
3. Skillet.
4. Mam dwóch starszych braci i jedną siostre. Nawet, chcociaż bywają okropni i upierdliwi... jak to rodzina.
5. Hinata Hyuga z "Naruto".
6. Przygodowe, romans, humor i troche dreszczowca.
7. Wszystko co czekoladowe! :D
8. Nie lubie siebie za moją wścibskość. Lubie za... brutalną szczerość.
9. Piłkę nożną uwielbiam! Moi bracia mnie tym "zarazili", nauczyli mnie kilku trików. Kocham też pływanie, mimo, 
że nie umiem zbyt dobrze na powierzchni, natomiast pod wodą jestem jak rybcia! :D
10. A co mam sądzić? Ich sprawa jakie mają upodobania. Według mnie ludzie nie powinni oceniać innych póki ich nie poznają.
11. Szczerze to sama nie wiem... jak mam nienajlepszy nastrój wole żyć jak w anime. Chociaż, gdybym miała  N A P R A W D E  wybierać, 
to nie zamieniłabym mojego życia. Kocham je, mimo trudności. Jednak zawsze jest tak, że prawdziwie się żyje zaznając bólu. Życie bez odrobiny
niepowodzenia jest nudne i żałosne, człowiek powinien choć raz posmakować rozczarowania. 

Rozdział 28: Piknik.


    Amnezja jest jak bariera. Tak, dobrze czytacie jak bariera, bo przesłania nam wspomnienia. Jest jednocześnie dobra jak i zła. Dobra - bo chroni nas od złych wspomnień, zła - nie pamiętamy nikogo na kim nam zależy. Jak pamiętacie to się stało głównej bohaterce tego opowiadania, Hinacie Hikari Hyudze.
Ciemnowłosa siedziała teraz w wannie i rozmyślała nad swoją przeszłością. Część wspomnień wróciła, ale mała ilość, pamiętała coś do pewnego momentu, później pustka. Po kilku godzinach siedzenia w pachnącej rumiankiem wodzie, wyszła. Oplotła wokół talii biały ręcznik. Rozejrzała się po pomieszczeniu.
   Białe kafelki wykładały podłogę i część ścian, reszta była pomalowana pomarańczową farbą, a sufit podobnie jak kafelki był biały, pomieszczenie miało dwa okna. Metalowa wanna stała w rogu pomieszczenia, umywalka oraz WC były obok siebie. Nad umywalką było lustro, w które wpatrywała się Hyuga.
   Słońce wdzierało się do pomieszczenia przez okno, w całej wiosce trwał wczesny poranek. Ludzie wychodzili z domu do pracy, dzieci do szkoły.
- Czasami to co widzimy w odbiciu jest tym czego się najbardziej boimi. - odezwał się męski głos pobrzmiewała w nim gorycz.
Ciemnowłosa Diamentowa Dama oderwała szybko wzrok od swojego odbicia.
- Co to znaczy? - jej głos sam wydobył się z gardła.
- Dowiesz się w swoim czasie, nee-chan. - powiedział Devon, po czym zaraz wyszedł.
- Ale chce wiedzieć teraz. - wyszeptała diamentowa.
Usłyszała brzdęk uderzanych o siebie metali. Wyjrzała przez okno, aby zobaczyć czarnowłosego młodego Uchihę trenującego z starszym bratem. Mimowolnie uśmiechnęła się. Musiała przyznać, Sasuke miał w sobie coś, ale nie wiedziała co to jest to COŚ. To nie był wygląd, za każdym razem, gdy tylko była obok niego czuła się... inaczej. Jakby coś ich łączyło. Jakaś więź, niewidzialna dla oka, ale widzialna dla duszy i serca.
"W pamiętniku nie ma słowa o nim... no, może poza kilkoma zdaniami..." - myślała Hinata, patrząc na niego, w dłoni trzymała swój pamiętnik.
- Hej! Oka-chan! - usłyszała znajomy głos, pięcioletniej rudowłosej dziewczynki.
Do granatowłosej podbiegła niska osóbka o dużych, pięknych oczach, rzuciła się na szyje "matki".
- Cześć, maleństwo! - wypowiedziała Hyuga, jednocześnie przytulając małą dziewczynkę.
Dziewczynka odkąd odzyskała życie zaczęła mówić do Hinaty "mama", a na Sasuke wołała "tata". Hinata przywykła do tego dość szybko, gorzej było z młodym Uchihą.

~~ Podwórko...

- Skup się! - warknął Itachi do młodszego brata.
Jednocześnie atakując Sasuke od tyłu.
- Sss... jestem skupiony! - syknął z bólu młodszy, łapiąc się za krwawiące ramie.
Starszy zmrużył oczy z gniewem, ale po chwili jego spojrzenie złagodniało i wyszeptał:
- Odzyskasz ją... zrób to co kiedyś... a sobie przypomni. - jego głos był miękki i ciepły, co nie pasowało do zdynsowanego Uchihy.
Czarnowłosy spojrzał na brata i niemo kiwnął głową, a po chwili wrócili do treningu.

~~ Południe.

- Uchiha-san! Mógłbyś zająć się przez chwilę Seikatsu? - usłyszał po wielu godzinach treningu głos Hinaty wróć Diamentowej Damy.
Spojrzał w jej białe oczy i przez chwilę nieuwagi został uderzony przez Itachi'ego. Stała przed domem ubrana w jasną, przewiewną sukienkę, dłońmi związywała włosy w długi ciemno-granatowy warkocz. Obok niej stała mała dziewczynka o rudych włosach.
- Mówiłem, abyś się skupił. - powiedział z westchnieniem starszy Uchiha.
Młodszy syknął jednocześnie łapiąc się za krawawiące udo.
- Otou-san! - krzyknęła Seikatsu, rudowłosa dziewczynka, podbiegając do Uchihy.
- Uchiha-san! Nic ci nie jest?! - usłyszał głos ciemnowłosej, stała nad nim i wpatrywała się w jego czarne kule.
Po chwili jednak zacisnęła oczy mocno i złapała się za czoło, cichy jęk bólu wydobył się z jej gardła. Zwróciła w ten sposób uwage wszystkich.
- Myśle, że powinnaś odpocząć, Diamentowa Pani. - zabrał głos Itachi.
- Hinata... jestem Hinata. - szepnęła i wbiegła do domu, nim ktoś postanowił ją zatrzymać.

~~ Kilka godzin później

Sasuke udało się wyciągnąć Hinatę z domu na piknik. Z początku Hyuga była przeciw temu, ale po wielu zapewnieniach młodszej siostry, że poradzi sobie w domu sama, wyszła.
   Byli pod rozzłożystym drzewem rozkwitającej wiśni, płatki wirowały w powietrzu.
- Co cię tak bawi, Hinata? - zapytał Uchiha, patrząc na roześmianą ciemnowłosą.
- T-ty! - powiedziała i dłonią ściągnęła z jego włosów kilka różowych płatków.
Sasuke zamknął oczy na moment i westchnął.
- Pobawmy się w berka, Hinata. - powiedział niespodziewanie.
Hyuga spojrzała na niego najpierw dziwnie, ale potem przytaknęła i, para nastolatków zaczęła się ganiać.
   Bladooka po kilku minutach usiadła na kocu i zaczęła łapczywie łapać oddech, lekki uśmiech gościł na jej wargach, powoli obróciła się do leżącego na plecach Sasuke.
- Pamiętam... pamiętam, jak byliśmy dziećmi i biegaliśmy razem... na podobnej łące... chciałabym tam wrócić. - wyszeptała Hyuga smutnym tonem głosu.
   Jednak nie mogli tam wrócić, Hinata w Konoha-Gakure była martwa. Gdyby ludzie ją zobaczyli wystraszyliby się i to bardzo. Ludzie boją się odmienności, baliby się kobiety, która  P O W I N N A  być martwa, a nie jest. Chcieliby ją zabić, a wtedy, Sasuke zapewne zniszczyłby wioskę. Czarnooki nie mógłby znieść tego, że nie ma jej przy nim. Ta piękna dziewczyna z jasnymi oczętami wydawała się rozjaśniać jego świat, wystarczył jej jeden ciepły uśmiech, jedno jej spojrzenie wystarczyło, aby się uspokoił.
- Ja także... - szepnął po kilku sekundach, widząc jak te jasne perłowe kule wpatrują się w niego oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.
Słońce świeciło jasno na niebie, lekki wiatr zmuszał liście i płatki kwiatów do wspaniałego tańca. Właśnie ten wiaterek rozwiał długie granatowe włosy Hyugi, których końcówki lekko uderzyły policzek Uchihy. Sasuke zamknął oczy i przez krótką chwilę oddychał zapachem włosów dziewczyny.
   Naturalnie bladą dłonią zaczesała niesforne ciemne granatowe pasma w niezgrabny kok.
- Przepraszam, mogłam je od razu związać. - wypowiedziała patrząc na kwiaty.
- Nic się nie stało. - szepnął chłopak idąc spojrzeniem za Hinatą.

   Mała dziewczynka stała po środku polany, krótko ścięte włosy mogły dawać jej wygląd chłopca, jednak blado-niebieskie kimono w ciemne fioletowe kwiaty przeczyło temu. Lawendowo-srebrne oczy skupiały się na związanych kwiatkach... robiła wianek.
- Ohayo, Hina-chan. - usłyszała głos swojego przyjaciela, Sasuke Uchihy.
Małe, różowe usta wygięły się w promiennym uśmiechu.
- Ohayo, Sasu-kun! Patrz, co mam! To dla ciebie! - wypowiedziała radosnym tonem głosu i stając na czubkach palców położyła na głowie czarnowłosego kolorowy wianuszek kwiatów polnych.
Chłopiec zarumienił się krwiście.
- Huh? Masz gorączkę? - zapytała przykładając malutką dłoń do jego czoła.
Czarnowłosy zarumienił się bardziej.
- Hmmm... chodź się pobawić w berka! - krzyknęła i zaczęli zabawę.

Hinata złapała się z sykiem bólu za czoło i powoli zaczęła tracić oddech. Sasuke zareagował od razu.
- Hinata, Hinata! Spokojnie! Patrz na mnie. Już, wdech i wydech. No dalej. Myśl o spokojnym rzeczach. - jego smukłe palce ciasno owinęły się wokół łokci Hinaty, skołowana patrzyła na niego na wpół przytomnie.
- Nie... nie... mog... nie mofe... boli... tak... bardzo... boli. - mówiła urywanie, każde słowo sprawiało jej ból, nie tylko psychiczny, ale i fizyczny.
- Ciiii... spokojnie... patrz na mnie. - szepnął i zmusił ją, aby spojrzała w jego oczy teraz... czerwone.
Patrząc w oczy sharingan Sasuke powoli położyła głowe na jego ramieniu.
- Sasu-kun? Masz gorączkę? - zapytała i wolno osunęła się w jego ramionach.
Uchiha najpierw zaskoczony, objął ją i jedną ręką lekko gładził jej tył głowy.
- Więc jednak... kretyn pokroju Naruto miał racje... jest szansa. - szepnął czarnowłosy.
Przerzucił sobie drobną kobietę przez ramie i wolną ręką zaczął sprzątać po pikniku.
- Z tej perspektywy, wygląda to troche jakbyś ją porywał, Sasuke. - usłyszał za sobą głos władcy tych ziem, Devona.
- Grrr! Zamknij się! - syknął patrząc na niego wściekle.
- Okay, okay! Luz! Zanieś ją do domu, smarkaczu. Ja posprzątam! - rzekł starszy brat nieprzytomnej dziewczyny.
- Ale... - zaczynał Uchiha.
- Żadnych "ale", smarkaczu! To rozkaz władcy tych włości! Sio! - powiedział udawanym władczym tonem głosu błękitnooki.

Czarnooki Uchiha parsknął, poprawił nieprzytomną dziewczynę, tak aby leżała w jego ramionach i zaczął iść w kierunku domu.
- Tylko jej nie wykorzystaj gdzieś za rogiem, Uchiha! - krzyknął za nim starszy brat dziewczyny.
Chłopak jedynie puścił tą uwage mimo uszu i szedł dalej.

~~ Noc.

Sasuke trenował właśnie z Natsu, nagle przerwał atak.
- Miałeś racje, Natsu. - wypowiedział po chwili czarnowłosy.
Zielonooki uśmiechnął się promiennie.
- On?! W czym?! - zapytał skołowany nauczyciel, Aishiteru wyglądał na niezadowolonego.
- Jest szansa na odzyskanie Hinaty... - szepnął Uchiha.
- Aha! Więc kochasz Hinatkę! - zakrzyknął z triumfem nauczyciel.
Uchiha zmrużył oczy na Densetsu.
- Marzysz nocami, aby weszła do twojego łóżka i robiła niegrzeczne rzec... - wypowiedź zielonookiego Aishiteru została przerwana przez pięść Uchihy.
   W tym czasie Hinata położyła się na łóżku i z zamkniętymi oczami skupiła się na obrazach w głowie...
Pierwsze, gdy jako mała dziewczynka poznała Sasuke.
Drugie, gdy poszła do akademii Konohy, gdzie łatwo o sobie zapomnieli.
Trzecie, lata spędzone na treningach.
Czwarte, pierwsze dni w liceum czarnej róży.
Piąte, moment zakochania się w Yokusaku.
I kilka innych mniej ważnych.
Jednym słowem - wszystko wróciło.


Sorry, że mnie tyle nie było, ale miałam szkołe... Więc, oto i nowy rozdział. Napisany na szybko :D
No cóż, planowałam, aby rozdział był dłuższy itd., ale nie miałam zbytniej chęci na to. Wiem, jestem leniwa. Do później!

17 sierpnia 2013

Informacja nr. 4! Witamy z powrotem!!

Problem zażegnany!


Cóż  będę kontynuować  to opowiadanie tutaj, dziś usunę tamten blog, który jak się okazało założyłam niepotrzebnie... trudno się mówi, a żyje się dalej!

Po pierwsze cześć wszystkim czytelnikom, z całego serca (tak mam je :D) chce was przeprosić za... niedogodności. Coś mi się stało z komputerem i chce się teraz ZRECHABILITOWAĆ. Jeszcze raz BARDZO PRZEPRASZAM!!





Chce też uprzedzić o lekkich zmianach, opowiadanie będzie dalszym ciągiem, ale czasem będę zamieszczać krótkie informacje, w których znajdą się niekiedy opowiadania... ale to NAPRAWDE rzadko.






Więc... nowej notki NA TYM BLOGU, bo już nie chce żadnych innych o SasuHina ;) będą pojawiać się opowiadania... o losach naszej ulubionej pary! :D A także kilku innych

Po fali smutków, zawsze przybędzie tsunami radości :D Będzie wiele romantycznych momentów, scen które mogą wywołać łzy szczęścia, smutku i wzruszenia :) 

(podobno w deszczu pocałunek najlepiej smakuje ;D)
















Największą siłą jest miłość, niektórzy uważają, że najlepiej smakuje, ta która zaczęła się od przyjaźni...






... gdy ktoś jest komuś przeznaczony (nawet jeśli kompletnie do siebie nie pasują) ich serca zawsze znajdą swoją drogę do siebie... nikt ich nie powstrzyma!
Zawsze znajdą sposób... zawsze! :D









Przyjaźń, miłość, rodzina i tolerancja - najważniejsze wartości, które chcą nam wbić do głowy rodzice... towarzyszą nam od najmłodszych lat :D

Są osoby, które chcą zniszczyć te wartości, ale tam gdzie rodzi się zło, rodzi się też dobro... Zawsze jest osoba, która walczy o lepsze życie, często się za to płaci poważną cenę.


20 lipca 2013

Rozdział 27: Życie to dar.


Życie to dar, który zyskuje się od pierwszego oddechu. Daje nam cierpienie i złość, ale daje też słodzycz pierwszej miłości i radość z bycia przy niej.
- Mała Hinato, zaśpiewasz mi? - zapytał Long.
   Hinata, a właściwie jej duch był teraz pod opieką króla natury. Śpiewała mu różne piosenki, których nauczyła jej matka.
- Wciąż pamiętam ten dzień, w którym poznałam cię.
Wciąż pamiętam uśmiech twój, gdy upadłam przy pierwszym spotkaniu.
Wciąż pamiętam, smak twych ust.
Kocham cię, kocham cię... tak bardzo. - nuciła Hinata, a po jej policzkach płynęły łzy, które w zetknięciu z ziemią zmieniały się w piękne diamenty.
- Diamentowa pani. Tak teraz będziesz się nazywać. - powiedział Long przerywając piosenkę.
- Diamentowa pani? - powtórzyła i zamknęła oczy
" Nie ma Hinaty, jest tylko Diamentowa pani." - usłyszała w myślach, a gdy chciała zaprzeczyć nagła czerń odebrała jej wszystkie wspomnienia.
Jej duch zniknął, a Long uśmiechnął się tylko. Nazwał ją tak, ale nie odebrał jej wspomnień, tylko ona przez podróż zapomniała.
Czerń, zapomnienie.... otchłań bez dna... ciemność... nie wiedza... brak wszystkiego co przeżyła. - tak można by opisać umysł dziedziczki klanu Hyuga.

~~ Pół roku później

JEJ ciało leżało w białej pościeli. Połamane kości zostały wyleczone, dzięki zdolnością uzdrowicielskim Lyry. Wyglądała jakby spała, przez te wszystkie dni, w których uchodziła za martwą.
- Wystarczy teraz poczekać na jej ducha... i będzie żyć. - wyszeptała jeszcze rudowłosa, odchodząc o kilka kroków od łóżka.
Hanabi siedziała przy siostrze, Sasuke stał wzrok był skierowany w twarz tymczasowo bez ducha dziewczyny, ojciec i matka Hinaty stali przytulając się, i patrząc na starszą córkę. Devon stał oparty o framugę okna i patrzył z niepokojem w drzwi.
Po kilkunastu minutach Hinata powoli otworzyła oczy. Leniwie usiadła i popatrzyła na wszystkich pustym wzrokiem.
- Hinata-onee-chan! - wykrzyczała Hanabi i już miała się rzucić na szyje siostrze, ale ta odskoczyła.
Pojawiła się przy drzwiach.
- Zos-zostawcie mnie! Nie znam was! - krzyczała cofając się w stronę wyjścia.
Drzwi, przy których stała otworzyły się. Do pomieszczenia weszła Miko. Oczy Hinaty na moment złagodniały, ale po krótkiej chwili znów wyrażały pustkę i zapomnienie.
- Amnezja... - wyszeptała Hikari, matka Hinaty.
- Co?! - zapytał każdy w pokoju, prócz Sasuke, który skrzyżował swoje spojrzenie z Hinatą.
- Amnezja... oczy są zwierciadłem duszy... kawałek jej duszy zniknął, rozpłynął się... zawiązała pakt z cieniem... dawna Hinata wiedziała co robi... cień chyba chciał czegoś więcej od niej... dawna Hinata zniszczyła pakt, oddając swoje życie dla dobra innych... ale... co jest dla mnie nie zrozumiałe ona tutaj jest... pakty kończą się tym, że cień odbiera jej życie i zabiera dusze dla siebie... Ktoś musiał ją ochronić... Ktokolwiek to zrobił, nie jest człowiekiem, lecz królem dusz... Może to przypuszczenia, ale warunkiem powrotu musiały być jej wspomnienia. - zakończyła swój monolog przez nagły szloch.
- Nie pamięta... nas? - zapytał ledwo słyszalnie Neji, wchodząc zaraz po Miko.
Ich spojrzenie spoczęło na Hinacie.
- Hinata? Pamiętasz nas? - zapytał dotychczas milczący Devon.
- Nie nazywam się Hinata... Long-sama nazywa mnie diamentowa pani. - powiedziała patrząc bratu głęboko w oczy.
Jej spojrzenie musiało palić Devona, bo po kilku sekundach zerwał je, łapczywie zaczął łapać oddech.
- Co się stało? - zapytała Lyra pojawiając się przy mężczyźnie.
- Jej... oczy... są jak... ogień. Tyle w nich... sprzeczności... tyle nie dopowiedzeń... ona... może odzyskać wspomnienia... ale... - i w tym momencie stracił przytomność.
Lyra przy pomocy matki położyła młodego władce na łóżku. Hinata, a raczej Diamentowa pani nic nie rozumiała, patrzyła pusto na osoby w pomieszczeniu. Sasuke stał i patrzył na nią, nie bał się jej spojrzenia, mimo, że prawie zabiło Devona.
- Hime...? - zapytał podchodząc do niej bliżej.
Powoli dotknął jej policzka, przez co blade, puste oczy rozszerzyły się.
- Nie-Dotykaj-Mnie. - wypowiedziała równie pustym tonem głosu jak spojrzenie.
- Nie pamiętasz mnie prawda? - zapytał nie zrażony tym, że dziewczyna może go zabić.
- Jak widać... nie byłeś wart zapamiętania. - syknęła z jadem i nienawiścią Diamentowa pani.
Sasuke zabrał dłoń z policzka Hyugi. Nie pamiętała go - to zabolało go najbardziej.
- Dobrze... - wyszeptał z goryczą Uchiha po czym wyszedł.
- Hi... znaczy Diamentowa pani, czemu taka jesteś? - zapytała matka ciemnowłosej dziewczyny.
Spojrzenie Diamentowej pani załamało się, rozpacz ogarnęła jej ciało i po chwili padła na kolana płacząc.
- Siostrzyczko? Nie pamiętasz nas? Nikogo? - pytała kasztanowowłosa dziewczynka.
- Córeczko? Zawsze sprawiałaś kłopoty... ale prosze, musisz nas pamiętać. - wypowiedział lord Hiashi.
- Hinata-sama, przypomnij sobie... - wyszeptał Neji.
- Hinato Hikari Hyuga Hoshi No Namida. Przypomnij sobie kim jesteś, przypomnij sobie kim jesteśmy. - szeptała piękna kobieta, matka Hinaty.
  Nastolatka zamknęła oczy, z których wolno płynęły łzy, nadal zamieniające się w diamenty.
Życie dobiega końca wraz ze stratą osoby, którą kochamy - to uświadomił sobie Sasuke, gdy Hinata powiedziała do niego słowa, których najmniej się spodziewał.
- Siema, Uchiha! - poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
- Natsu? czego chcesz? - zapytał obojętnym i zimnym tonem głosu.
- Odzyskałeś Hinatę, stary! Co ty taki oziębły?! Twoja dziewczyna wygrała ze śmiercią! - mówił jak zawsze z uśmiechem zielonooki.
- Ale straciła pamięć. - te zdanie zostało wypowiedziane przez dziadka Hinaty.
Natsu zamilkł, Uchiha spojrzał na kubek, który trzymał w dłoniach. Zaraz po opuszczeniu szpitala udał się do jakiegoś baru. Sam nie wiedział dlaczego, po prostu tak wyszło.
-Przecież jest szansa, że ją odzyska... - wypowiedział po kilku minutach ciszy Natsu.
-... ale ona już mnie nie pokocha, nie pamięta kim jestem! - warknął młody Uchiha.
- Stary, już raz się w tobie zakochała... zrób taki... no nie wiem... ścieżkę wspomnień? Tak, to dobre określenie. Pokaż jej jak bardzo ją kochasz! - mówił poważnym tonem głosu.
- Ale ona nie chce mnie widzieć. - mówił gorzko i żałośnie Sasuke.
- Ranyyy! Stary! Wystarczy, że zrobisz coś, co ona kocha! - wypowiedział z uśmiechem Natsu.
Uchiha zastanowił się, a po chwili jego usta wygięły się w uśmiechu.
- Potrzebuje... - powiedział z lekkim  uśmiechem, a reszta wypowiedział tylko do Natsu.

~~ Majątek klanu Hoshi No Namida.

Hinata siedziała i oglądała fotografie, a raczej to jej "młodsza siostra" zmusiła ją do tego. Jednak ciemnowłosa Diamentowa Pani nie wierzyła, że są spokrewnieni, chciała jedynie spokoju, chciała na nowo być przy Longu śpiewając mu piosenki i podziwiając dusze, które do niego trafiały, dusze opowiadały jej historie swojego życia. Diamentowa Pani pomagała im jak mogła, nawet samym wysłuchaniem.
-.... pamiętasz? - zapytała Hanabi pokazując jedne zdjęcie, na którym była mała ciemnowłosa dziewczynka o białych oczach z czarnookim chłopcem z równie czarny co oczy włosami, chłopiec przytulał dziewczynkę.
Pokręciła przecząco głową.
- Kiedyś sobie przypomnisz! - usłyszała głos duszyczki obok niej, Hanabi nie mogła zobaczyć i usłyszeć duszy, ale ona tak.
- Na pewno.... kim jesteś? - zapytała Diamentowa Pani, patrząc na duszyczkę.
- Moje imię zostało zapomniane, jak wszystko co mnie dotyczyło! - wyszeptała duszyczka.
- Moje biedactwo... chodź tutaj! - powiedziała i rozłożyła ramiona, aby przytulić zjawę.
Duszyczka przytuliła ją i poczuła falę ciepła, co było dziwne, bo od wielu lat jako duch nie czuła niczego.
- Ty... skąd ona?! Jak?! - pytała Hanabi gwałtownie wstając z kanapy.
W jednej chwili Hinata coś przytulała, a w drugiej pojawiła się ta mała rudowłosa dziewczynka o ciemnych niemal czarnych oczach.
- J-ja... żyję?! - krzyknęła zaskoczona pięciolatka.
- Na to wygląda! - powiedziała Hinata z uśmiechem.
- T-to takie... niezwykłe... - wyszeptała patrząc na swoje dłonie, jednocześnie odsuwając się od Hinaty.
Po kilku godzinach Hyuga Hinata weszła do swojego pokoju. Sięgnęła po poduszkę i poczuła twardą okładkę z skóry jakiegoś zwierzęcia. Po środku zeszyciku był napis
 " Własność Hinaty Hyuugi! Nie czytać!"
Przegryzła dolną wargę i otworzyła dziennik na ostatnim wpisie.
Jest dzień przed misją... nie wiem czy przeżyję, ale chce mieć pewność, że cień nie dostanie mojej duszy. Chce jedynie, aby każdy był szczęśliwy, kocham moją rodzinę, ponad wszystko. Wiem, że moje życie jest w rozsypce, ale... wiem też, że kocham Sasuke Uchihę i nie chce, by coś mu się stało. Dlatego to robie.
Nic nie rozumiała, więc przewinęła strony w tył, aż doszła do początku.
Drogi pamiętniku, to znowu ja Hinata. 
Czasem myśle, że jedyne co przeszkadza mi w misjach to strach, ale nie przed wrogiem, ale przed tym, że moge przez to objawić swoje moce, że moge wszystko zniszczyć... boje się, że moi przyjaciele dowiedzą się o tym, że uczyłam się w Liceum "Czarnej Róży" , jak pewnie pamiętasz, mój pamiętniczku, w tym liceum mogą się uczyć tylko ci obdażeni talentem... mój to widzenie i zdolność komunikacji z duchami...
Czytała i fale wspomnień zalały jej umysł, pamiętała wszystko, prócz... Sasuke.



Jak widać wróciłam, szczerze... macie wyobraźnie! Więc nie będe zamieszczać obrazków! Może zdarzą się takie rozdziały, ale później. Cześć!

11 lipca 2013

Rozdział 26: Sasuke... nie powiedziałam "żegnaj".


   Życie jest krótkie... delikatne... króchę... jest jak porcelana, która lewituje nad przepaścią bez dna. Ta przepaść to śmierć... która pochłania wszystko. Życiem kierują marzenia i ty... najgorzej jest umrzeć za wcześnie lub urodzić się martwym. Nie widzisz piękna planety, która cię otacza, a ból rodziców po stracie dziecka to... najgorszy z wszystkich możliwych cierpień. Nie zobaczą już swojego dziecka.
   Ciało Hinaty leżało martwe w opiekuńczych ramionach Sasuke. Uchiha płakał i szeptał imię dziedziczki klanu Hyuga. Błagał, przeklinał, obiecywał - robił wszystko, aby Hinata wróciła. Pragnął, aby to był tylko koszmar senny. Aby się z niego obudził i zobaczył Hinatę, żywą i radosną. Tą Hinatę, która się z nim wykłócała, tą, której był narzeczonym, tą, która ma jego serce.
   Po krótkiej chwili z nieba zaczął padać deszcz, którego krople uderzały o niego i ciemnowłosą. Po martwych, bladych policzkach Hinaty spływały deszcz zmieszany z łzami Uchihy... i jej samej.
Nie chciał, aby odchodziła. Kochał ją, choć się tego wypierał. Kochał ją do granic możliwości. Dla niej gotów był umrzeć.
   Poczuł czyjąś dłoń na ramieniu, zerknął na tą osobę i jego źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. To Hinata, w pięknej białej, przewiewnej sukience sięgającej kolan, na jej delikatnej skórze nie było ani jednej ranki, jej twarz była uśmiechnięta i wesoła, mówiła coś, ale nie mógł jej usłyszeć. Zamknął oczy na moment i spojrzał na ciało, które trzymał. Zrozumiał, ta Hinata, która do niego mówi to duch, a jej ciało umarło. Wstał powoli, niósł martwe ciało i rozkazał:
- Wracamy do wioski. - jego ton głosu nie wyrażał nic poza pustką.
   Drużyna nie powiedziała ani słowa i ruszyli za młodym Uchihą, a duch Hinaty unosił się obok niego. Zjawa obserwowała jego każdy ruch, jakby chciała zapamiętać każdą jego część.
Po kilku godzinach dotarli do wioski Konoha, Hokage stała i czekała na nich przed bramą. Obok niej stała młodsza siostra Hinaty, Lord Hiashi oraz Neji. Nie zabrakło też rodziców Sakury i trzech medycznych ninja.   Oczy ojca Hinaty rozszerzyły się, Hanabi zaniosła się płaczem, a Neji stał z głową spuszczoną w dół, obserwował swoje buty - tak zareagowali na wieść o śmierci Hinaty.
   Hokage sprawdziła puls, którego nie było. Złożyła kondolencje do rodziny Hinaty i gdy miała odejść zatrzymały ją słowa Hiashi'ego:
- Tylko tyle powiesz?! Przez tą cholerną misje straciłem córkę! Słyszysz?! Skoro nie ma Hinaty, klan Hyuga odchodzi z Konoha i kraju Ognia! Nie mam zamiaru walczyć za wioskę, która zabiła mi córkę! - krzyczał wściekle i skierował się do domu.
Sasuke patrzył za ojcem Hinaty z niedowierzeniem, Hokage milczała. Duch Hinaty szturchnął Sasuke i poruszył ustami "Zrób coś!", błagalne spojrzenie jej oczu, sprawiło, że Sasuke w końcu coś powiedział:
- Ja też odchodze, Hokage-sama. - przemówił i skierował się do swojego domu.
Wcześniej jednak podszedł do martwej dziewczyny, ukląkł i pocałował ją delikatnie w usta. Obdażył Hokage nienawistnym i zimnym spojrzeniem i odszedł do domu.

~~ W majątku Klanu Hyuga.

Hiashi skończył się pakować, do jego pokoju weszła Hanabi i zapytała:
- Otou-san? Czy kiedyś wrócimy? - jej głos był smutny i pełen żałości po stracie siostry.
- Jak będziesz chciała to wrócisz, ja powiem: Konoha Żegnaj. - wypowiedział słowa z goryczą.
- Dokąd się udamy? - zapytała młoda Hyuga.
- Słyszałem, że Hikari, twoja i Hinaty matka, żyje. Mam zamiar odejść do Wioski Księżyca. - imie starszej córki powiedział tak jakby zaraz miał się rozpłakać.
- Zobaczę mamę? - zapytała z nie dowierzaniem Hanabi, Hiashi skinął głową, a młodsza siostra Hinaty wyszła.
   Neji siedział u siebie w pokoju, spakowany. Patrzył na księżyc w pełni jego oczy były przepełnione smutkiem i wściekłością. Był wściekły na samego siebie. Nie potrafił ocalić Hinaty... jedna pojedyncza łza spłynęła po jego policzku. Zamknął oczy i starł ją.
- Musze pożegnać się z Tenten-chan. - wyszeptał i wyskoczył przez okno.

~~ Majątek klanu Uchiha. ten sam czas.

   Sasuke siedział w swoim pokoju na łóżku. Nogi miał ugięte w kolanach, łokcie oparte na nich, a głowę ukrytą w dłoniach. Płakał. Pozwalał, aby te słone krople spływały po jego policzkach, w tych łzach były uwięzione wszystkie uczucia: złość, tęsknota, miłość i wściekłość. Dawno tak nie rozpaczał. Uchiha nie hamował się przed niczym i tylko płakał, krzyczał i płakał, i tak bez przerwy.
Itashi stał pod jego drzwiami i słuchał brata, serce też mu krwawiło, Hinata była słodką osóbką o czystym nieskażonym niczym sercem, taką ją zapamiętał. Znał ją jak była mała, bawił się wtedy z nią i Sasuke w różne gry typu: chowanego, berka itp.
   Poczuł czyjąś dłoń na swojej, zerknął na swoją ukochaną, płakała. Przecież była przyjaciółką Hinaty, to normalne, że ból po jej odejściu sprawia wielkie cierpienie. Wiedział coś jeszcze, że Konoha niedługom zginie. Lykanie zaatakują ją za kilka dni, pewnie teraz zbierają siły po zniszczeniu jednej z pięciuset twierdz. Dlaczego teraz pewnie siebie pytacie? Odpowiem wam: Nie atakowali wioski tylko dlatego, że mięli umowe z Hinatą. Umowa miała się rozpaść w dniu jej śmierci.
Starszy Uchiha powiedział do narzeczonej:
- Idź się spakować. Wynosimy się stąd. - Ayumi spojrzała na niego zszokowana, ale skinęła głową i poszła w kierunku pokoju, Itashi obserwował ją z roztargnieniem, bał się o jej życie, jej i dziecka, które w sobie nosi, jego syna lub córki.
- Nie pozwolę, aby moja rodzina cierpiała. - wyszeptała i gołą pięścią uderzył w drzwi, rozwalając je.
- Sasuke. Wynosimy się z Konohy. Jesteś spakowany? - zapytał starszy brat.
- Tak. - odparł sucho i bez emocji.
Itashi zauważył delikatne światło obok Sasuke. Duch Hinaty, Itashi przyjrzał się i zapytał po prostu:
- Zawiązała umowe z cieniem? - zadał to głosem pozbawionym barw i emocji.
Jego oczom nie uszło uwadze, że światło obok Sasuke poruszyło się niespokojnie. Znał odpowiedź.
- Sasuke? Zabierz stąd Ayumi i idź z klanem Hyuga. Ja ide coś załatwić. - powiedział tym samym tonem co wcześniej i zniknął w kłębach szarego dymu.

~~ Dom Tenten. 

Ciemnowłosa dziewczyna siedziała na łóżku skołowana, nie wierzyła w to co się stało...
   Była wyczerpana, trening był straszny. Położyła się spać i obudziła późnym wieczorem. Poczuła czyjąś dłoń na policzku, otworzyła oczy lekko i ujrzała twarz Hyugi Neji'ego. Ze smutkiem wpatrzonego w jej śpiącą twarz. Otworzyła oczy i zapytała:
- Co się dzieje? 
- Kocham cię. - odpowiedział, pocałował ją.
   Nie sprzeciwiała się temu, nawet rozchyliła wargi, aby mógł wsunąć tam język, zrobił to. Całowali się tak długo, aż zabrakło im powietrza.
- Dlaczego? - zapytała znowu.
- Pytasz dlaczego cię kocham? - zapytał z cieniem uśmiechu długowłosy.
Skinęła głową potakująco.
- Sam nie wiem, gdy na ciebie patrze wiem, że warto żyć.... Kocham w tobie wszystko, Tenten. - patrzył na nią z takim uczuciem, nie potrzebowała słów.
Pocałowała go znowu, namiętniej i z większą pasją. Po chwili odsunął się od niej.
- Żegnaj, Tenten. - szepnął bladooki.
- CO!? Przychodzisz tutaj, mówisz, że mnie kochasz, całujesz, a potem mówisz "Ż E G N A J"?! To jakiś głupi kawał?! Neji! Powiedz coś! - krzyczała na niego ze łzami spływającymi po policzkach.
- Przykro mi.... chciałem się z tobą tylko pożegnać i odejść... ale nie mogłem... nie mogłem, ci nie powiedzieć co do ciebie czuje... wybacz, że cię kocham! - krzyczał wstając z łóżka.
- Kochasz?! Ty mnie kochasz?! - krzyczała wstając.
Ruch klamki sprawił, że oboje się troche uspokoili.
- Dorośnij, Tenten. - po tych słowach Neji wyskoczył przez okno.
Teraz ciemnowłosa dziewczyna siedziała na parapecie wpatrując się mroki nocy, płakała. I za Hinatą, i za Nejim. Miała dość, kochała tego idiote! Teraz zastanawiała się czemu mu tego nie powiedziała. Miała nadzieje, że gdy go pocałuje będą razem jak w bajkach, które czytała jej mama.
- Idiotko, życie to nie bajka... a Neji to nie twój królewicz. - wyszeptała sobie i zaniosła się płaczem.

~~ Poza Konohą. Wioska Księżyca.

Po kilku tygodniach klan Hyuga, Sasuke, Itashi i Ayumi dotarli do wioski Księżyca. Zostali tam przyjęci z otwartymi ramionami. Usłyszeli o atakach na Konohę. Hiashi walczył z chęcią powrotu tam i naprawieniu wszystkiego, ale nie mógł. Zabili Hinatę.
Sasuke poszedł na cmentarz szukając grobu należącego do Hinaty, nie znalazł go. Wrócił do domu, w którym mieszkał z Itashim i Ayumi, zaczął trenować. Po chwili położył się dłonią dotknął delikatnie kunai'u i zaczął płakać, znowu... Uchiha chciał już przestać rozpaczać, ale nie mógł... za bardzo za nią tęsknił. Jej duch zostawił Sasuke po dotarciu do Wioski Księżyca.
- Płaczesz, Uchiha-kretynie? - usłyszał arogancki ton głosu.
- Natsu! - syknęła kobieta o rudawych włosach, a po chwili pojawiła się obok Sasuke i rzekła - Spokojnie, ona żyje.
- Ż Y J E?! - krzyknął zaskoczony Uchiha i wpatrywał się w spokojną, martwą twarz Hinaty.
- Yhm... gdy jedno z was umrze, to drugie wraz z nim. Istnieje płomyk nadziei, że Hinata-san żyje. Ale... jeśli chcesz ją odzyskać... musisz przynieść mi krew cienia. - ostatnie słowa, które wydobyły się z ust dziewczyny.
- Więc, gdy ja zginę, ona też. A gdy ona, ja... umrę? - zapytał dla pewności Uchiha.
- Tak... przysięgliście sobie wieczną miłość, Sasuke. Nie pamiętasz? - zapytała, jednocześnie wykonując dziwne znaki dłońmi.
Sasuke stracił przytomność.


Siemka, tutaj Blood... jest po dwunastej, a ja pisałam ten rozdział jak kretynka. Skończyłam go, chce jeszcze uprzedzić, że nie chce mi się wstawiać obrazków tak jestem leniwa. :p bywa. Co jeszcze? Aha! Pamiętam... nie mam zamiaru nikogo zabijać, Hinata będzie żyć, ale na razie nie będzie jej.
 Jak zauważyliście wszystkim życie się, za przeproszeniem rypło. Life is brutal - co nie?

25 czerwca 2013

Rozdział 25: Nie mów mi "żegnaj". Ostatnia część.

Rozdział 25: Nie mów mi "żegnaj". Ostatnia część.


   Rozpacz, ból i smutek - zawsze się łączyły. Teraz też tak było. Hinata wiedziała, że idą na pewną śmierć. Rozpaczliwy krzyk o pomoc. Zerknęła na Sasuke, mimo tego, że miał koszulkę, wiedziała, że pod nią jest rana, która wciąż i wciąż krawawi. Ta rana mieściła się w jego sercu, z jej winy, mogą udawać szczęśliwych, ale nie rozpacz zawsze będzie rozkwiatać w ich sercach. Grają zakochanych, nie ufają sobie. Hinata spojrzała na Uzumakiego, udawała, że się w nim zakochała, aby zirytować ojca. Zobaczyła na jego twarzy maskę spokoju, ale wiedziała co się za nią kryje - rozpacz. Pragnął być przy Sakurze. Widziała to w jego postawie i oczach.
- Daleko jeszcze? - z rozmyślań wyrwał ją głos Temari.
Ciemnowłosa przystanęła i rozejrzała się.
- Nie, zaraz będziemy... jeszcze dziesięć kilometrów. - wypowiedziała te słowa ostrożnie.
- Hm.... Omówmy plan. - powiedział Nara, tym samym przywołując czwórkę, odchrząknął i zaczął - Hinata, jak wygląda ten....
- Twierdza Yokusaku? Jest to jakby zamek z wieloma korytarzami i wierzami obronnymi. Wokół niego jest fosa z krwi i szczątek ludzi oraz stalowy mur. - odpowiedziała Hyuga, rysując na piasku kunai'em tą twierdze.
- Świetnie. - mruknął sarkastycznie pod nosem Nara.
- Nie martw się... znam tajne przejście, ale musimy wyminąć strażników i wskoczyć do fosy - wypowiedziała ostatnie słowa z obrzydzeniem.
- ble.... nie ma innego sposobu? - zapytała No Saboku.
- Nie, chyba, że chcesz skończyć w grobie. - wyszeptała Hyuga na tyle głośno by ją usłyszeli.
- Dobrze, gdzie się znajdziemy Hinata? Gdy już wyjdziemy z fosy. - dopytał Shikamaru.
- Będziemy w mauzoleum... - odparła Hyuga, patrząc w oczy Nary.
- Czyli tam gdzie są zwłoki martwych? - zapytał Uzumaki chłodnym tonem głosu.
- Tak, ale nie do końca martwych.... oni żyją. - wypowiedziała te słowa grobowym szeptem Hyuga.
Wszyscy prócz Hinaty przełknęli ślinę. Martwi, którzy chodzą.
- Ponadto żaden metal nie przetnie ich ciała.... ich się nie da zabić bronią. Trzeba używać jutsu. Są odporne też na kekkei genkai. - wyszeptała Hinata.
- Jak to? - zapytał skołowany Uchiha.
- Kto je stworzył? - zapytała Temari.
- Normalnie, Sasuke.... są odporne na kekkei genkai...... pomogłam w ich tworzeniu.... - wyszeptała ze wstydem Hinata.
- Czemu?! PO CO?! - pytał ze złością Uzumaki.
- Mieliśmy pomagać ludziom... ale nie jako ożywieńcy.... kiedyś oni byli ludźmi, moimi przyjaciółmi..... Nie mają własnej woli. Są jedynie martwymi demonami w rękach diabła... jednak ON zapomina, że ci ludzie.... byli moimi przyjaciółmi.
- Jak zostali stworzeni? - padło pytanie z ust dotąd milczącego Sasuke.
- Słyszeliście o Liceum "Czarnej Róży"? - zapytała Hinata patrząc w jasne niebo.
Ptaki śpiewały przerażające melodie, wiatr wiał i porywał suche liście do tańca.
- Chodziłaś tam, prawda? - zapytał Shikamaru.
- Yhm... byłam tam uczennicą. Jednak nie skończyłam tam edukacji, była to noc.... - zamknęła oczy, aby skupić się na wspomnieniu odtwarzanym w jej umyśle.
    Na zewnątrz padał deszcz. Rytmiczne stukanie kropel deszczu doprowadzało mnie do szału.  Nie spałam, więc postanowiłam iść na spacer liceum. W nocy świat był inny, piękniejszy. Świerszcze grały wtedy wspaniałe melodie, sowa pochukiwała w oddali, a księżyc, u którego boku były gwiazdy zdawał się świecić jaśniej. Odetchnęłam nocnym, zimnym powietrzem szłam boso obok drzwi piwnic, usłyszałam szepty z piwnic. Bez namysłu weszłam tam i ukryłam się za ścianą, ludzie nie zobaczyli, a ja ujrzałam tam ich moich przyjaciół.... stali odwróceni do mnie tyłem. Zdołałam usłyszeć ich nerwowe rozmowy:
- Gdy skończymy, cały świat będzie nasz...
- Tak, ci lykanie pożałują, że wypluto ich na ten świat.
- Będziemy najpotężniejszymi istotami na całym świecie.
Otworzyłam szeroko oczy, nie mogę im na to pozwolić. Wykonałam kilkanaście pieczęci i  poczułam piekący ból na policzku. Moje naznaczenie powróciło. Jeszcze dwie pieczęci i w mojej dłoni pojawił się kunai z kartą wybuchu. Rzuciłam go w aparature laboratoryjną i uciekłam, ale odwróciłam się i zdołałam zobaczyć ich przerażenie, jak widzieli, że ich plan zniknął. Wybiegłam z piwnicy, zabrałam broń i opuściłam liceum na zawsze.
- Wow... gdybyś im pozwoliła, każdy kto ma związek z lykanami byłby martwy? - padło pytanie z ust Naruto.
Skinęła jedynie głową.
- Nie obwiniaj się za to.... sama nam opowiedziałaś, że ich zamknięto w mauzoleum. A z tamtąd nikt nie wyjdzie..... - wypowiedział te słowa ostrożnie Shikamaru.
- To jak my wyjdziemy? - zapytała Temari.
- Łatwo.... mam spinkę we włosach i kumpla w twierdzy. - wypowiedziała te słowa z uśmiechem Hyuga.
- Kto to? - zapytał Uchiha z nutką złości pływającą w głosie.
- Znasz go od urodzenia. - odszeptała Hinata.
- Itachi? - zapytała cała trójka w szoku.
Hinata w odpowiedzi skinęła głową. Po omówieniu planu i gdy zrobiło się ciemno, wyruszyli. Hinata jako pierwsza wskoczyła do krwistej sadzawki, a za nią pozostali.
Płynęli powoli, gdyż czaszki i ciała jakby ich łapali, w którymś momencie Temari wyciągnęła swój duży wahlarz i przywołała mini tornado, które odsunęło ciała tak, że mogli płynąć swobodniej.
"- Sasuke... myśle, że dalej musicie płynąć beze mnie.-" głos Hinaty zawitał w głowie Uchihy.
"- Co?-" zapytali wszyscy, sprawiając lekki ból w głowie Hinaty.
"- Itachi otworzy wam wrota w mauzoleum i wyprowadzi was stamtąd... Zaprowadzi was do więzienia, gdzie przetrzymują Sakurę... Ja w tym czasie zajmę się lykanami. Żegnajcie.-" i zanim zdążyli zareagować, Hinata wykonała kilkanaście pieczęci i potężny prąd wody uderzył w nich.
Sasuke nie mógł w to uwierzyć, ostatnie co zdołał ujrzeć to twarz Hinaty, na której policzku pojawiła się znajoma mu łodyga kwiatu, jednak kwiat był koloru bieli. Wykonała te same pieczęci co na statku, kiedy byli w drodze do wioski księżyca. Otworzyła usta, krew od razu się tam wlała i wypowiedziała te same słowa, które były zduszone przez wodną krew. Rozdzielili się.... ponownie.
   Niepełna drużyna z Konohy, była już na powierzchni w mauzoleum. Sasuke uderzał pięściami w brudną podłogę. Twarz była zasłonięta przez włosy, więc nikt nie widział tej wściekłości i smutku wymalowanej w tej właśnie chwili. Temari położyła dłoń na ramieniu Uchihy i wyszeptała:
- Wiem co czujesz, ale mamy mis...- urwała, Uchiha podniósł wściekły wzrok na No Saboku, strzepał jej ręke ze swojego ramienia.
Shikamaru już miał coś powiedzieć, ale powstrzymał go Uzumaki.
- Gdzie mamy teraz iść? - zapytał.
- Przed siebie.... Itachi nas znajdzie. - wypowiedział te słowa wściekle Sasuke.
- Co mu się stało? - padło pytanie z ust Naruto.
- On myśli, że stracił Hinatę...- wyjaśniła cichutko Temari.
Bez kolejnych rozmów poszli za Uchihą.

~~ Mur twierdzy Yokusaku. Punkt widzenia Anizakiego.

   Widziałem ją jak wyskoczyła z fosy. Nie wiedziałem co tutaj robi. Aż do teraz. Stoje przed nią, na jej policzku rozkwitł ten znak, ale biały. Wyzwoliła się spod wpływu Złotego Wilka i innych ludzi. Walczyła jak nigdy, coś mi nie pasowało... Kogoś chroniła. Nie pozwalała nikomu podchodzić do fosy. Tam są jej przyjaciele. Teraz mógłbym wskoczyć i ich zabić, ale... nie mogę.
   Stałem tak, aż w końcu wykończyła ostatniego walczącego wilkołaka. Jako alfa miałem za zadanie chronić swe stado, więc rozkazałem mojej watasze się wycofać... To nie jest moja wojna, to wojna Yokusaku. A z Hinatą nie chce zadzierać. Nie moge narazić na niebezpieczeństwo mojej żony, mojej córki i mojego syna.
Pamiętałem jak poznałem Hiantę. Była taka młoda, taka słaba, taka niewinna.
   Miałem wtedy dwadzieścia może dziewietnaście lat. Byłem człowiekiem. Trenowałem, usłyszałem jak ktoś płacze. Poszedłem tam. Mała dziewczynka płakała przytulając człowieka o ciemnych włosach i jasnych oczach, które wygasały z każdą sekundą. Był od niej starszy i ranny. Pojawiłem się obok niej. Była w krwi, sukienka poobdzierana, a gdzie nie gdzie była osmalona. Na jej policzku był czerwony znak klanu Hoshi No Namida i znaku Liceum "czarnej róży". Mężczyzna leżał martwy, a ona nad nim, łkała:
- Wujku... nie.... wujku. - szeptała cały czas.
Jednak było za późno, mężczyzna odszedł. Dotknąłem ramienia dziewczynki, a ona się odwróciła, zapytała jąkając się.
- K-kim... jes-jesteśś?
- Jestem Anizaki Lurus. Trener wilków. A ty mała?
- Hi-hinat-a-a Hyu-g... Hoshi No Namida.- Wiedziałem, że nie powie swojego prawdziwego nazwiska.
Spojrzałem na jej zapłakaną twarz, kropelki spływały po jej rumianych policzkach. Była śliczną dziewczynką, miała nie więcej niż sześć lat.
- Dlaczeg tu jesteś? - zapytałem.
- Moja mama kazała mi wracać do taty, wujek Likandei miał mnie odprowadzić, ale jakiś wieeelki pies go zaatakował. i.... nie wiem co mu jest. 
Wielki pies... LYKAN jak sądze. Mała nie wie w co jest zamieszana. Westchnąłem. Wyciągnęłem do niej dłoń i powiedziałem:
- Chodź, to nie jest bezpieczne miejsce.
Skinęła tylko głową i poszliśmy w kierunku mojego domu. Spędziła tam trzy dni, w drugim dniu... zostałem zaatakowany przez Lykana. Omal nie zginąłem. Ocaliła mnie Hinata Hikari Hyuga.
- Życie za życie.... WYCOFUJEMY SIĘ!!!! - wrzasnąłem do stada i odeszliśmy.

~~ Punkt widzenia Złotego Wilka.

Widziałem jak stado należące do Anizakiego wycofuje się z walki. Tchórz. Sam zabije ludzi z Konohy. Spojrzałem na różową dziewczynę obok mnie, łzy spływały po jej policzkach. Po chwili krzyknęła głośno, tak aby Hinata usłyszała:
- Uciekaj!!! To pułapka... ON CHCE CIĘ ZABIĆ!!! - wrzeszczała, za to uderzyłem ją w twarz.
~~ Punkt widzenia Hinaty.
"- Shikamaru, jesteś mądry... wymyśl coś, aby wyprowadzić Sasuke i Naruto z twierdzy." posłałam tą myśl do umysłu Nary.
"- Niby jak? Nie znam tych tuneli." usłyszałam odpowiedź.
"- Gdy skręcisz dwa razy w lewo, a potem pójdziesz prosto uderz w ściane i wyjdziesz do lasu.... użyj jutsu iluzji... aby ich zmylić... musisz ich jakoś obezwładnić... ja... zabije Yokusaku... przyśle ci później Sakure.... wiem gdzie jest... żegnaj.... powiedz Sasuke, że.... przepraszam." tak to było pożegnanie, nieprzeżyje, ale moge dać tą szanse Sakurze niech będzie szczęśliwa.
Wykonałam kilkanaście pieczęci, wokół mnie wyczułam wiele duchów, kazałam im utworzyć barierę nad całą twierdzą, aby nikt się nie wtrącał. Zaczęło się... rozpętałam piekło na ziemii.
- Żegnaj.... - wyszeptałam w przestrzeń...

~~ Mauzoleum, a raczej poza nim. Perspektywa Shikamaru.

   Jak mam do stu diabłów wyprowadzić stąd Uchihę, Uzumakiego i Temari? Oni są upartsi od osłów! Szliśmy tak jak powiedziała Hinata. Sasuke i Naruto szli z przodu, ale to Temari uparła się, aby ona prowadziła, zgodziłem się. Gdy miałem pewność, że mnie nie zauważą  przyjrzałem się ścianie, po mojej prawej, tak to ta. Wykonałem kilka pieczęci i użyłem jutsu iluzji. W pustej ścianie były teraz drzwi.
- Ej... może to te? - skierowałem dłoń na drzwi.
   Od razu zwróciłem uwagę Naruto, który kopnięciem zniszczył ścianę/drzwi. Wyszliśmy, ale wcześniej przywołałem kilka klonów, które zmieniły się w bandytów.
Po nie całej minucie, Naruto, Temari i Sasuke byli przywiązani do drzewa. Wyczułem potężną chakrę... inną niż wszystkie. Chciałem dotknąć budynku, ale on poraził mnie lekko prądem. Hinata chce sama stoczyć tą walkę? Oszalała? Narwana idiotka. Nieważne. Uderzyłem blond-młotka w twarz, aby się uspokoił. Wyjaśniłem im całą sytuacje i wypuściłem. Sasuke wyglądał na wściekłego, ale nic nie mówił. Po kilku sekundach obok Temari zmaterializowała się Sakura. Sasuke powiedział, ale nie do któregoś z nas.
- Dziękuje... jak radzi sobie Hinata?............. Dobrze. Idźcie jej pomóc.
   Dziwak, mówi sam do siebie, chyba, że on.... ale że Hinata i on się pocałowali? Kiedy? O rany, musze się wziąść za siebie.

~~ Perspektywa Hinaty

   Znacie to uczucie, gdy upadacie? Tak, z całą pewnością... Ja też wiele razy upadłam. Jednak zawsze ktoś podawał mi dłoń, ale teraz jej nie przyjme. Nie dlatego, że jestem na to zbyt dumna po prostu nie chce ryzykować ich życia, za bardzo mi na nich zależy. Zamknęłam na chwilę oczy, chciałam zapamiętać ich wszystkich.
Ruchem dłoni rozkazałam, aby trzy duchy zabrały Sakurę do Naruto, wiedziałam, że Haruno jest ranna. Zamknęłam oczy.
"- Jest tam u was Sakura?-" skierowałam tą myśl do Temari.
"- Tak, jest tutaj... zabierzemy ją do najbliższego szpitala.... Powodzenia, Hinata skop mu ten seksowny tyłeczek! -" Jęknęłam na odpowiedź Temari.
- Teraz możemy walczyć, Yokusaku! - wrzasnęłam na całe gardło.
- Jak sobie życzysz, Hikari. - użył TEGO imienia. Starałam się nie wściec, ale mi to nie wyszło.

~~ Obserwator.

Wściekłość i nienawiść zagościły na nowo w jej sercu, paliły żywym ogniem całe jej ciało. Rzuciła się do ataku niczym lwica chroniąca swoich młodych. Zjawy, które przywołała walczyły z lykanami. Yokusaku był dobrym przeciwnikiem, walka trwała już dobre osiem godzin. Hinata była już zmęczona, ale nadal wściekła. Za to co zrobił Sasuke, za to co zrobił jej przyjaciołom i za to jak skrzywdził ją. Jej przeciwnik natomiast nie okazywał swojego zmęczenia. Hinata padła na kolana wycieńczona. Yokusaku zmusił ją, aby na niego spojrzała i wyszeptał:
- Coś nie tak? - to pytanie ją bardziej rozzłościło, ale nie miała już siły na walkę.
- Dlaczego to robisz? - zapytała Hinata.
- Bo chce być z tobą. - odparł miękko Yokusaku.
- Ale zrozum... ja cię nie kocham.... Kocham kogoś innego... nie ciebie. - powiedziała patrząc w jego niegdyś jasne złote oczy.
- Nauczysz się kochać . - wyszeptał nadal łagodnie, a zaraz potem wyszeptał - Pokochasz mnie jak kiedyś.
- Nie, nie mogę cię kochać. - szepnęła w odpowiedzi, zamknęła oczy.
- Możesz... - wypowiedział cichym i ciepłym tonem głosu, sam zaczął zbliżać swoje usta do jej ust.
Wyciągnęła kunai i wyszeptała, nakładając kartę wybuchu na rękojeść:
- Pocałuj mnie......- urwała i wbiła mu w gardło broń po czym dodała - Po swojej śmierci.
   Mężczyzna padł na ziemię, wilkołaki rzuciły się na Hinatę. A ona odzyskawszy troche sił, odparowywała ich ataki i broniła się.
BUM!!! 
   Jeden dźwięk zachuczał w jej uszach. Płomienie ogarnęły jej blade ciało.
- To koniec...- wyszeptała, a ogień wpełzł do jej gardła jak rozpalony pręt.
Płomienie ognia otuliły całą twierdze, aż w końcu pozostał sam popiół. Popiół, w którym leżało martwe ciało Hinaty, duchy okrążyły je, wznosąc barierę. Zjawy zdołały w ostatnim momencie uchronić ją od ognia, dzięki czemu jej ciało nie było spalone na popiół.
Po kilku dniach znaleziono ciała lykanów, Yokusaku i Hinaty.
- Hinata! - ten głos należał do Uchihy Sasuke.
Przytulił jej martwe ciało do siebie i gorzko łkał. Siedział tak pośród popiołów i martwych ciał.
- Sasuke... - wyszeptała Sakura i chcąc mu jakoś pomóc podeszła do niego.
Uzumaki zatrzymał ją łapiąc za ramie.
- Daj mu trochę czasu. - powiedział Naruto tak cicho, aby tylko różowowłosa zdołała usłyszeć.
   Sakura odwróciła się do Naruto przodem i zaczęła płakać, Uzumaki objął ją, aby choć na moment ją uspokoić.

Rozdział24: Nie mów mi "żegnaj". CZĘŚĆ 2 - 3.

Rozdział 24: Nie mów mi "żegnaj". Część 2-3.

   Śmierć jest nieuchronną częścią życia. Każdy to wie, każdy wie, że przed nią nie ma ucieczki. Jednak są takie istoty, które żyją wiecznie są to LYKANIE. Lykan to w połowie człowiek, a w połowie wilk. Te istoty żyją dlatego, że zabijają ludzi. Te bestie karmią się ciałami pokonanych i mogą przybrać ich wygląd, ponadto dzięki życiodajnej krwi zabitych żyją zupełnie nowym życiem. Jednak tam gdzie rodzi się zło, tam też jest dobro. W niektórych szkołach uczono walki z tymi bestiami, szkoły te nosiły nazwę "Czarna Róża" na całym świecie tych szkół było zaledwie dziesięć. Cholernie mało, biorąc pod uwagę fakt, że lykanów są setki. Jednak jeden lykan jest wart dziesięciu najsłabszych uczniów tych też szkół. Uczniowie szkoły nieśli za sobą radość - gdy ocalali ludzkie zagrożone przez lykanów życia, ale nieśli też za sobą i śmierć, bo jednak te bestie były w małej części ludźmi. Ci uczniowie byli poukrywani przed światem zewnętrznym, zwykli obywatele nie mieli pojęcia kim są ci ludzie. Grali w tym życiu jak aktorzy na scenie, według scenariusza napisanego przez ich samych.
   Sakura otworzyła oczy i zamrugała kilkakrotnie. Zaczęła się szarpać i wyrywać, co było na nic, bo była przykłuta łańcuchami do ściany. Nadgarstki i kostki były oplecione metalowymi, przyległymi, ciężkimi bransoletami. Łańcuch był bardzo gruby, ledwo się poruszała. Stróżki słonych łez popłynęły po bladych policzkach, a zaraz potym skapnęły na brudną od piasku i krwi podłogę. Wrzeszczała i groziła, aby ją wypuścić. Jednak nikt nie przychodził. Po wielu godzinach krzyków, jej głos odmówił jej posłuszeństwa. Zamknęła mocno oczy i zacisnęła usta, aby pozbyć się suchoty z gardła.
- No nareszcie przestałaś wrzeszczeć. Moim ludziom niedługo by odpadły uszy. - Usłyszała zimny ton głosu.
Już chciała odpowiedzieć na słowa złotowłosego przestępcy, gdy on uderzył ją w twarz, tak mocno, że omal nie straciła przytomności.
- Mam dość.... gdzie ci twoi przyjaciele? Jak widać nie zależy im na tobie. - mówił pełnym jadu głosem, a zaraz po tym wyszedł.
Haruno poczuła w ustach metaliczny posmak krwi, wypluła ją i zadrżała pod wpływem nagłego bólu. Piekło ją całe ciało, jakby płonęła w żywym ogniu, zaraz po nagłej gorączce, zadrżała z zimna, a po tym poczuła się senna. Jednak wiedziała, że gdy teraz uśnie jej życie dobiegnie końca, bo może się już nigdy nie obudzić.

~~~ W Konoha, brama wioski.

   Dziewczyna o ciemnych włosach pokazywała dokumenty, które dostała od Hokage dla strażników. Shikamaru tłumaczył w tym czasie plan dla spóźnionych, czyli Temari, Sasuke i Naruto. Tego ostatniego zatrzymali na chwilę rodzice Sakury, prosząc, aby sprowadził ich córkę całą, zdrową i bezpieczną do Konohy.
Nara zerknął na Hyugę, która właśnie do nich podchodziła.
- Możemy iść? - zapytał poważnym, aczkolwiek znudzonym tonem głosu.
- Tak. Oczywiście. Hokage dała nam miesiąc na znalezienie Sakury. Jeśli nam się nie uda to... - wypowiedziała te słowa wyraźnie i spokojnie Hyuga, ale zaczęła się wahać przy zakończeniu zdania.
-... Możemy już nie wracać do Konohy. - wyszeptał Uchiha.
- Dlaczego? - zapytała cała trójka niewtajemniczonych.
- Dlatego, że Konohy już nie będzie. - odparła Hinata opuszczając głowę w dół, jakby popełniała najgorszy z możliwych grzechów.
Gdy już chcieli zapytać "dlaczego?" Uchiha spojrzał na nich z rządzą mordu, a więc wyruszyli. Hinata przez całą droge milczała, jedynie gdy została zapytana "co się dzieje?" odwracała głowę i mówiła "nic". Takie proste słowo, którego używają ludzie chcący coś ukryć, Hinata także pragnie coś ukryć jest to jej smutek, wie, że walka z Yokusaku to samobójstwo. Pamiętała jak półroku temu Sasuke stanął z nim do walki....
Devon stał się władcą kraju Księżyca, Hikari Hyuga postanowiła pomóc synowi i stała się jego doradczynią. Kraj ten wschodził jak kwiat paproci, szybko i pięknie. Hinata szła ulicami wioski razem z Rouse. Postanowiła dać wolny wieczór dla swoich przyjaciół, Ino i Sai'a.
- Idzemy na helbatke? - zapytała Rouse, wyrywając Hyugę z zamyślenia.
- Raczej myślałam o pikniku, ale twój pomysł jest też dobr....... - urawała, słysząc warknięcie. - Rose, idź do domu. Biegnij.
Dziewczynka szybko pokiwała główką i zerwała się do biegu, tak szybkiego na jaki pozwalały jej krótkie nóżki.
- Ghrrrhehhr... - kolejne warknięcie wydobyło się z ust chłopaka o złotych oczach i włosach.
- Słysze cię, idioto. Nie warcz. - wysyczała jak kot te słowa Hyuga.
Warknął coś jeszcze i skoczył do Hinaty, aby zabić ją mieczem, jej własną bronią. Hinata przyjęła postawe obronną, wiedziała, że nie pokona jej. Usłyszała wrzask Rouse, więc obróciła się. Yokusaku trzymał ostrze przy gardle małej dziewczynki. Nawet nie zauważyła kiedy zdążył zaatakować biedną Rouse.
- Narazisz ją na takie niebezpieczeństwo? - zapytał z powagą wilkołak.
Hyuga upadła na kolana i patrzyła na niego tępym wzrokiem. Najgorszą rzeczą nie jest śmierć, ale niemoc. Chwila gdy dama śmierci patrzy ci w oczy i uśmiecha się radośnie, i gdy wie, że nic nie zrobisz jest najbardziej bolesną chwilą z całego twojego życia. Hinata właśnie miała taki moment, czuła jak jej serce zaciska się z bólu, jak oddech milczy, jak piekące znamie na policzku powraca. Znajoma dla niej łodyga kwiatu znów rozwinęła się na policzku, jakby czekała na chwilę jej słabości. Łza zabarwiona krwią spłynęła po znaku, a Hinata przestała słuchać rozsądku. Wstała z ziemi, Yokusaku wypuścił Rouse, która pobiegła w kierunku zamku władcy wioski Księżyca, gdzie miała nadzieje, że znajdzie wujka Sasuke.
- W końcu razem... - wyszeptał w jej strone Yokusaku.
- Nareszcie. - szepnęła nieprzytomnie Hinata.
W jej głowie jedna część, ta dobra krzyczała, aby przestała, ale zła część była silniejsza. Złotooki podszedł do niej i delikatnie pocałował w usta. Zła część Hinaty, ta która miała teraz władze nie sprzeciwiała się temu.
- HINATA!!! - usłyszeli rozwścieczony głos Uchihy.
- Czego chcesz?! Przeszkadzasz! - Yokusaku odsunął się od Hinaty, co było jego błędem.
Sasuke zaatakował go bez ostrzeżenia. Uchiha był wściekły jak nigdy, uderzał mocno złotookiego. Hinata stała sparaliżowana ze strachu. Poczuła ucisk na nadgarstku, naznaczenie zmieniło barwę na ze złotej na ciemno-niebieską. Zerknęła na człowieka trzymajęcego jej nadgarstek, to jej mistrzyni Miko. Zamrugała kilkakrotnie.
- Sasuke!! - krzyknęła przerażona, gdy Yokusaku uderzył Uchihę kilkakrotnie w kark i brzuch.
Zasłoniła usta dłonią, aby powstrzymać krzyki. Przeźroczyste łzy płynęły wartkimi strumyczkami po jej bladych z przerażenia policzkach. Zawiał mocniejszy wiatr, gdy Yokusaku uderzał Uchihę, który nie miał szans na odparowanie ciosów lub atak. Uderzenie zaciśniętej pięści biło jak serce Hinaty, mocno i szybko, odbijało się echem w jej umyśle. Yokusaku wyciągnął miecz i wbił go w podbrzusze Uchihy, a ten wrzasnął z bólu, krew płynęła szybko i mocno. Każda kropla krwii przybliżała Sasuke do śmierci. Uchiha zatańczył taniec z śmiercią i dostał kosza. Przegrał życie.
Hinata zamknęła oczy, wyciągnęła kunai i przyłożyła sobie go do gardła. Nie mogła pozwolić, aby śmierć zabrała jej JEGO.
- Yokusaku!!! Uderz Sasuke jeszcze raz, a rozleje się tutaj więcej krwi! - wrzasnęła do złotookiego Hinata, po czym już miała sobie podciąć gardło.
Szczęście w nieszczęściu, Yokusaku nadal kochał Hinatę i nie chciał jej śmierci. Przestał sprawiać ból czarnowłosemu i zniknął w kłębach czarnego dymu.
Hinata wyrzuciła kunai z ręki i pobiegła do Sasuke. Wyciągnęła z jego półmartwego ciała swoją broń,  przytuliła się do niego i szeptała ciągle "przepraszam", jakby to jedno słowo miało zmienić to co zrobiła.
- Nie przejmuj się.... - usłyszała jego słabnący szept.
Życiodajne czerwone krople wypływały  z jego ran coraz szybciej i szybciej. Z każdą kroplą krwi był słabszy, a śmierć szeroko się uśmiechała. Hinata spojrzała najpierw w gasnące oczy Uchihy, a zaraz potem na oddźwiernego. Był to cień demona, który nawiedza dzieci w snach. Cień był cieniem po prostu, był trójwymiarowym cieniem demona z dwoma rogami, ogonem i wydłużonymi rękami.
Łzy spływały po jej policzkach. Oddżwierny sięgnął do duszy Uchihy, miejsce to było jego sercem.
- Nie zabieraj go... - szepnęła Hyuga do cienia.
- Perche*? - zapytał w innym języku, języku demonów.
- Bo jest dla mnie kimś ważnym..... chyba... go kocham. - wyszeptała odpowiedź Hinata  trzymając martwe ciało czarnowłosego.
- Pozwole mu żyć, ale musisz dać mi coś w zamian. - wypowiedział oschle.
- Cokolwiek to będzie, zrobie to. - wyszeptała po raz drugi  z nutką nadziei w głosie.
- Chce.... mieć... wasze... pierworodne dziecko. - powiedział demon, a widząc sprzeciw na jej twarzy dodał. - Chyba, że chcesz aby zginął.
Hinata zamknęła oczy, aby zahamować choć troche łzy, zastanowiła się chwilkę i szepnęła gorzko.
- Dobrze...
   Wina, której nie mogła odkupić spłynęła na nią, jak grom z jasnego nieba. Powrócił wstyd, którego miała nadzieje się wyzbyć. Pragnęła teraz jednego... odkupienia. Nocami płakała przez swoją słabość do Uchihy. Błagała cienia, aby zmienił zasady, ale ten jedynie ją zbywał. Powiedział jej, że po ocaleniu jakiejś kobiety, zajdzie w ciąże i po dziewięciu miesiącach urodzi zdrowego chłopca. Chłopiec miał mieć oczy ojca, kolor włosów i karnacje odziedziczoną po matce, miał też być uparty i cierpliwy. Demon mówił jej to wszystko, aby bardziej cierpiała. Cień demona cieszył się z jej cierpienia i nienawiści do niego.
Udało mu się. Płakała nocami cichutko, tak aby nikt się nie obudził. Ona ta która ma przeprowadzać duchy i chronić je zawarła pakt z cieniem, najgorszym z wrogów klanu Hoshi No Namida. Pojawiał się w nocną pełnie, aby przypomnieć jej o umowie. Na zakończenie zawsze szeptał:
- Nie mów mi "żegnaj".
Jego przerażający ton głosu sprawiał, że Hinata drżała. Jedynie blady ze strachu księżyc patrzył na to smutno. Luna chciała coś zrobić... ale stała się księżycem, a u jej boku stał Sol, był teraz przedstawiony jako poświata księżyca, już nie chciał opuszczać swej ukochanej. Luna tej nocy płakała i tworzyła nowe konstelacje gwiezdne.