27 lipca 2019

Rozdział 29: Wiadomość

   Lunch jest dość ważną częścią dnia, choć wiele osób go pomija, ale tym razem dwie siostry postanowiły zjeść go wspólnie w Ichiraku, aby nabrać siły na kolejną misję.
  Oczywiście nie mogło zabraknąć tam pewnego blondwłosego twardogłowego ninja numer jeden, który wypijał bulion z miski, co dla albinoski było dość niesmaczne i pozbawione wszelkiej kultury. Przebywanie w prestiżowym klanie nauczyło ją zasad dobrego wychowania.
 - Naprawdę mógłbyś używać łyżki. - Głos Uchihy wyrwał ją z zamyślenia.
 - Ale tak jest szybciej!
  Niestety na Uzumakiego to nie działało.
 - Będzie Cię bolał brzuch. - Dodała różowowłosa dziewczyna, a Yasu zmarszczyła brwi.
  Siostry postanowiły jednak zignorować drużynę siódmą i usiadły przy oddzielnym stoliku. Trzymając menu w rękach Hinata wydawała się pochłonięta swoimi myślami. Od tamtej sytuacji z Sakurą i wyjaśnieniach Uchihy unikała swojej zielonookiej przyjaciółki na tyle ile mogła.

 

  Czuła wstyd, że podkradła jej obiekt westchnień, ale to było coś, co Haruno robiła przez większość jej życia. Czegokolwiek by nie robiła blondyn nadal miał oczy przyklejone do Sakury. Poddała się i jakaś mała część jej była wdzięczna, że Kiyoshi wyciszył jej emocje do niebieskookiego shinobi.
 - Chyba zamówię z wołowiną. - Zadecydowała jej towarzyszki.
 - Mi też weźmiesz? Oh i do tego może tą nowość? Paluszki chlebowe? - Wskazała na pozycję w karcie.
 - Pewnie! Nowości trzeba próbować!
  Popatrzyła w kierunku oddalającej się, a jej oczy spotkały się ze spojrzeniem mrocznych kul. Nieśmiało się uśmiechnęła i pomachała na powitanie, skinął jej głową i wrócił do przerwanego posiłku.
  To była kolejna martwiąca ją kwestia. Uchiha Sasuke. Od czasu zaręczyn minęło trochę czasu, zamknęła jasne oczy i odetchnęła cicho. Czuła się... Dziwnie. Jakby zaraz coś bardzo złego miało ją spotkać, ją lub co gorsza jego.
  Do pomieszczenia wpadła - dosłownie - kolejna osoba. Był to Choji z klanu Akimichi, za którym wkroczył Nara wraz z Yamanaką i podążającym za nimi, jak pies Osteme. Ten ostatni nosił pudło wypełnione jakimiś wazami, zwojami i innymi pierdółkami.
 - Rany, Ino... Twoja mama dużo ci barachła nadawała. - stwierdził jak zawsze znudzony Nara.
 - Przynajmniej nie musisz tego targać. - Pocieszył go Choji, wstając z podłogi.
  Hinata teraz zobaczyła, że Choji nie upadł, a skoczył, aby złapać jakąś porcelanową figurkę. Z tej odległości mogła określić, że jest to figurka kota z koroną i symbolem oka z tylu głowy. Dziewczyna poczuła, jak przechodzi przez nią prąd, ale z całych sił starała się nie reagować wywróceniem krzesła i krzykiem.
 - Ponoć pamiątki ze strony jej rodziny. Według tradycji miała je przekazać pierworodnej córce.
 - Dziwna tradycja. - Skomentował Akimichi.
 - Nie do końca. W każdym klanie jakieś są. - Osteme zajął miejsce przy sąsiednim do stolika Hinaty, skiwając głową jej, gdy spotkali się spojrzeniem. - W moim klanie tradycja mówi, że każde dziecko musi przejść test.
 - Jaki test? - Ino przysiadła się do współlokatora, również witając swoich znajomych.


 - Każde dziecko do lat ośmiu musi przeżyć tydzień w lesie. Samotnie.
 - To straszne!
  Yasu zatrzymała się w połowie siadania, gdy to usłyszała. Przez jej głowę przeleciały wspomnienia, krótkie i ulotne jak piórko, ale jednak.
 Mała dziewczynka sama w lesie, płakała pod drzewem żałośnie. Głodna i zmarźnięta. Wtedy usłyszała sapnięcie, a gdy otworzyła oczy i popatrzyła na mały sztylet z wygrawerowanym napisem, wiedziała, że musi działać i walczyć o swoje przetrwanie.
  Jakie to były słowa? Co to za słowa na tym ostrzu?! - Krzyczała do siebie w myślach, zaciskając dłonie w pięści. Była pewna. Absolutnie pewna! To były jej wspomnienia!
 - Yasu-chan? Ne, Yasu. - Usłyszała delikatny głos i poczuła rękę siostry na swojej dłoni. - W porządku?
  Jej mała Hinata była taka słodka, taka niewinna i cicha, ale dlaczego nie mogła jej zobaczyć? Czemu widzi dziwną, lśniącą wokół niej aurę, a nie ją samą? Co się stało z jej twarzą.
 - Hinata-chan, czy wszystko okej z Yasu-chan? - Kolejny głos należał do tego irytującego blondyna, ale na jego miejscu też była tylko aura!
  Yasu odsunęła się gwałtownie od stolika, popatrzyła na wszystkich i widziała różnokolorowe postaci. Każda z nich wypowiadała jej imię. To było jak złe zaklęcie, którego nie potrafiła przerwać. Zaczęła krzyczeć, złapała się za włosy i szarpnęła wyrywając niektóre z cebulkami, krzyczała i krzyczała, aż zabrakło jej tchu.
  Hinata wiedziała dokładnie, co się dzieje z jej siostrą. Szybkim ruchem odrzuciła oddzielający ją od niej stół, który uderzył w pobliską ścianę, roztrzaskując się w drzazgi. Podbiegła do niej i ogarnęła drżącą kobietę w swoje ramiona.
  Zbliżyła usta do jej ucha i wyszeptała coś pocichutku. Albinoska wydała z siebie ostatni, przeciągły krzyk i straciła przytomność. Hinata czuła jej ciężar, gdy tylko to się stało.
 - Co tu się właśnie stało? - Zapytał zdezorientowany blondyn.
 - Yasu miała atak paniki. - Poinformowała Haruno.
  Dziwnym było, że nie zaproponowała Hinacie pomocy, przy zabraniu Yasu, ale nawet Hinata nie zamierzała o nią prosić. Żadnego z nich. Radziła sobie z atakami siostry, czy to panika, czy to napad szału. Nie miało to znaczenia i tak jej nie zostawi w tym stanie.
 - Hinata-chan, pomogę ci. - Ino zaczęła podchodzić do Hyugi.
  Zarzuciła sobie jedno z ramion dziewczyny, podczas gdy druga ręka spoczywała na jej pasie, podobnie co Hinata. Osteme chwycił rzeczy trzech dziewcząt z krzeseł.
 - Wyjaśnimy to wszystko, Hinata-san, idźcie. - Zaproponował najleniwszy z leniwych ninja.
 - Powiadomię szybko pana Hiashiego! - Choji już wybiegł z sklepiku.
  Sasuke, minął swoich bezradnych przyjaciół i zanim Ino czy Hinata zdążyły coś powiedzieć wziął albinoskę na ręce.
 - Tak będzie szybciej. - Wyjaśnił z dziwną miękkością. - Chodź, Hinata.
 - H-hai. A-arigatou, Sasuke-kun. - Sakura drgnęła na widok wymianę zdań między nimi. - Powinniśmy iść od razu do Tsunade-sama.
  Hyuga, Uchiha, Yamanaka wraz z białowłosymi ruszyła ku wyjściu. Sakura wydawała się, jakby w innym świecie. To było niepokojące, czuła, jak drżą jej ręce. Nagła bliskość Hinaty i Sasuke, to że po misji  Z  NIĄ  wrócił do Konohy! Początkowo myślała, że ją docenił, że wreszcie po tylu latach zwróci na nią uwagę, a teraz? Teraz czuła rosnącą w niej zazdrość i frustrację. Ta kobieta z klanu Hyuga miała wszystko! Wszystko i znacznie więcej, a teraz jeszcze miała mieć Sasuke? JEJ  Sasuke?
 Nie myśl tak! Hinata jest dobrą osobą, nie zrobiłaby ci tego. - Krzyknęła na siebie w myślach, starając uspokoić. ALE ten wzrok, jakim nią obdarzył, ten miękki ton, który chciała, aby był zarezerwowany jedynie dla niej.
 - Rany, rany. - Usłyszała władczy kobiecy głos. - Przed chwilą wyczuwałam tu czakrę Sasuke-chan i Hinatki-chan. Ej, widzieliście ich może? Szukam ich.
  Sakura poczuła jakby ktoś oblał ją wiadrem zimnej wody. Kobieta starsza od nich o jakieś pięć lat, niektóre pasma jej długich włosów wydawały się jaśniejsze od innych, a lazurowe oczy patrzyły na nich już coraz bardziej zirytowane.
 - A... Właśnie stąd wyszli. - Odzyskał głos Uzumaki.
 - Kurrrr... Znowu pudło. No nic. Narazka! - Pomachała im z wesołym uśmiechem i się oddaliła, zanim zdążyli o cokolwiek zapytać.
  Sakura patrzyła na kobietę i poczuła drżenie rąk. Kolejna kobieta.

~~

  Yasu otrzymała zimny kompres na czoło i leki na uspokojenie. Teraz spała spokojnie, ale jak długo to potrwa?
 - Hinato, dobrze, że szybko zareagowałaś. Jakieś nowości? - Tsunade położyła dłoń na ramieniu dziewczyny, aby okazać jej swoje wsparcie.
 - Jej system czakry był... dziwny. Nie to za mało powiedziane. Jakby przepłynęła przez niego anormalna moc.
 - Stąd uderzenie paniki?
 - Nie jestem pewna.
 - Ostatnio nie miała dodatkowych misji, więc możemy wykluczyć atak wroga.
 - Nie, nie możemy. - Usłyszała zimny głos Sasuke. - Parę tygodni temu została zrzucona do rzeki. To do normalnych nie należy.
 - Więc co? Mam sprawdzić dosłownie wszystkich?
 - Powinnaś, Ho-ka-ge-sama. - Odezwał się powoli Osteme z niezwykłą bezczelnością. - Macie marną ochronę.
  Popatrzył na twarz białowłosej i powstrzymał gardłowe warknięcie. Poczuł czyjąś ciepłą dłoń na swojej i jakby jego złość zagasła, co prawda nadal się żarzyła, ale była znacznie mniejsza. Popatrzył na niższą od niego blondwłosą i zamilkł.
 - Yasu zostanie zabrana do szpitala. - Zaczęła, ale przerwało jej to, że Hyuga odsunęła jej rękę z ramion. - Chcesz coś powiedzieć Hinata?
 - Tak. - Wstała z krzesła i popatrzyła prosto w twarz piątej. - W szpitalu nikt nie ma zdolności patrzenia na system czakry, jak ma mój klan, więc żądam, aby obserwacje...
 - Była pod waszą obserwacją ponad trzy lata i nic się nie dowiedzieliście. - Sprzeciwiła się.
  Hinata czuła jak wzbiera w niej złość. Czysta frustracja nie maskowała się już na jej twarzy. Zimna i jednocześnie gorąca. Szybkie, mocne uderzenia serca. Jedno, dwa, trzy - Policzyła w myślach, próbując uspokoić swoje emocje, ale wtedy zobaczyła zza Hokage Seishina pokazującego jej kciuki do góry.
 - Z całym szacunkiem, ale naszym zadaniem było obserwowanie, czy nie jest niebezpieczna dla Konohy, nie dla siebie. Ponadto teraz jest Yasu HYUGA. Jest moją siostrą.
 - Nie posiada twojej linii krwi. - Uśmiechnęła się Tsunade.
 - Nie musi jej posiadać, aby być moją siostrą. Jest doskonała w każdym calu i przysięgła chronić wioskę, gdy zezwoliłaś jej na egzaminy. To była twoja zgoda, Hokage-sama. - Determinacja w jej bladych kulach, sprawiła, że uparta blondynka poczuła ukłucie dumy.
  Lubiła tą stronę Hinaty. Tą, którą pokazywała, gdy ktoś zagraża ważnym dla niej osobą, ale nie lubiła sprzeciwów. Jednak zdawała sobie sprawę, że pod tym względem ma rację. Hyugowie najlepiej zajmą się układem czakry, której ona nie zobaczy.
 - W porządku. Jednakże... - Uniosła dłoń zanim Hinata zdążyła się uśmiechnąć. - ... Trzy razy dziennie przyjdzie ktoś, kto będzie raportował mnie o jej stanie.
 - Może Kakashi? - Zaproponowała nagle Yamanaka.
 - Rozwiniesz?
 - Yasu i on spędzają dużo czasu razem i wydaje się mu ufać. To pomoże znacznie. - Przedstawiła swój punkt widzenia blondynka.
  Hokage skinęła im głową i zgodziła się na to, aby opuścili już jej wieżę z albinoską.
 - Byłaś tam bardzo odważna, Hina-chan!


  Niestety odwaga Hyuugi Hinaty wyparowała. Właśnie łapała oddech, podtrzymując się ściany. Ino głaskała ją uspokajająco po plecach.
  Osteme niósł białowłosą na plecach i nie mógł oprzeć się wrażeniu, jak bardzo się zmieniła od czasu, gdy ostatni raz ją widział. Wyrosła na piękną i pewną siebie kobietę. - Przeszło mężczyźnie przez myśl.
 - N-naprawdę?
 - Ani razu się nie zająkałaś. - Złośliwy uśmieszek wygiął wargi Sasuke - A to nieprawdopodobne.
 - Nie tak bardzo, jak to, co ci się stało z twarzą. - Odparowała dzielnie ciemnowłosa. - Sasuke-kun, czy to uśmiech, czy ktoś rzucił na ciebie zaklęcie?
  Wywrócił czarnymi kulami, ale widząc te roziskrzone blade oczy nie mógł się oprzeć delikatnemu pół uśmiechowi. Lubił ich krótkie docinanie sobie i doceniał cichą naturę Hinaty bardziej niż towarzystwo głośnych dziewczyn, łażących za nim krok w krok. Życie nie było dla niego łaskawe i nawet teraz miał wianuszek dziewcząt podążający za nim, ale z Hinatą było inaczej. Miał wrażenie, że to on bardziej pragnie spotkań z nią i szuka jej towarzystwa, gdy chodzi po Konoha sam lub z Uzumakim i Haruno.
 - Nie chcę psuć wam chwili, ale chodźcie, gołąbeczki! - Puściła oczko do przyjaciółki Yamanaka.
 - C-co my wcale nie..! - Chciała zaprzeczyć.
 - Oh przestańcie zaprzeczać. - Dodał Osteme, idąc obok Ino.
 - Aż widać te serduszka wokół nich, hm?
 - A nie mylisz osób? - Sasuke włożył ręce do kieszeni i zaczął iść za nimi.
 - Co?! N-nie!
 - Szkoda, a już myślałem, że będę drużbą Osteme. - Wzruszył ramionami Sasuke - Moje szczęście.
  Zarówno Ino, jak i białowłosy się zarumienili, ale po tym nic już nie odpowiedzieli. Hinata roześmiała się cicho, idąc przy Sasuke.
 - Pasują do siebie, prawda? - Wyszeptała do Uchihy.
 - Mówisz? - Popatrzył na nich, gdy szli obok siebie i wydawali się rozprawiać o dzisiejszej kolacji. - Są trochę jak małżeństwo już.
 - To prawda... ale to jednocześnie słodkie. Myślisz, że będą razem? - Popatrzyła na niego z nadzieją.
 - Hm, jeśli któreś w końcu zaprosi drugie na randkę...
 - A może... pójdziemy we czwórkę? - Zaproponowała z rumieńcem.
 - To zaproszenie, Hyuga? - Przechylił głowę w bok, rozbawiony.
 - N-no wiesz? - Zniżyła głos jeszcze bardziej - Nie mogę już zaprosić narzeczonego na randkę?
 - Oh, czyli to przyznajesz? Jak słodko. - Odpowiedział szeptem, schylając się. - Więc co planujesz?
 - Chcę... abyśmy spotkali się w przypadkowym miejscu... I ich razem zostawili... Na przykład na spływie łódką! Albo na degustacji ostrych potraw! Lub na...
 - Skończ, każdy twój pomysł jest mało romantyczny. - Przerwał podekscytowanej nastolatce.
 - Oh... - Naburmuszyła się. - Więc panie romantyku, jaki ty masz pomysł, hm?
 - Proste. Za jakoś trzy miesiące są tańce. Kolacja i taniec. Klasycznie. - Zatrzymał się, gdy zorientował, że Hinata już za nim nie podąża.
  Dziewczyna stała z rozdziawioną buzią jak ryba bez wody i po chwili zaczęła chichotać, łapiąc się za brzuch. Uchiha początkowo myślał, że dziedziczkę Kiyoshiego opętał duch, ale zaraz zarumienił się i odwrócił przodem, ale dostrzegł, że Ino i Osteme zniknęli już za rogiem.

Read Seme Male Reader X Characters - Blunt Male Reader X Tsundere Sasuke - Wattpad

 - Jak ci się nie podoba to nie musisz iść.
 - A-ale w trójkę będziecie dziwnie wyglądać. - Dogoniła go dziewczyna.
 - Śmieszne. - Prychnął ucinając rozmowę.

HE'S BLUSHING OML

  Hinata uśmiechnęła się delikatnie. Mężczyzna obok niej był drażliwy, jak nikt inny, ale wiedziała, że ich wizję randki się różnią. Ciemnowłosa chciała spędzić ten czas na zabawie, a z kolei Sasuke w spokoju, wyjątkowo. Było to romantyczne i nie przypuszczała, że podświadomie czarnowłosy jest tego typu mężczyzną.
 - Co ci się nie podoba w tym pomyśle? - Popatrzył do przodu, jakby upewniając się, że są poza zasięgiem słuchu Yamanaki i Osteme.
 - Hm... - Przyłożyła dłoń do brody, patrząc w niebo. - Nigdy nie byłam na prawdziwej randce. - Wyznała z delikatnym uśmiechem. - To słodkie, ale... Chciałabym, aby pierwsza randka była niezapomniana. Chciałabym zrobić coś... niesamowitego wtedy. Pójść nad klif, skoczyć w niego, aby złapać kwiat... Nie patrz tak... Moi rodzice tak zrobili. Mama była zła na tatę i wyrzuciła bukiet, ale tata był... zdeterminowany. Skoczył po niego i przyniósł jej go w zębach, prosząc o randkę. - Zaśmiała się ponownie.
 - Twój ojciec? - Zapytał z niedowierzaniem.


 - Tak, mój poważny, wiecznie surowy tatuś błagał Hikari Kiyoshi o randkę. - Roześmiała się. - Ale nie mów nikomu. Babcia powiedziała mi to w tajemnicy.
 - Jak on wyszedł z tego żywy?
 - Jak przy każdym spotkaniu z moją matką. Kilka ran, siniaków, zadrapań, a czasem szwy i bandaże. - Popatrzyła w niebo tęsknie. - Takiej miłości właśnie pragnę.
 Kiedyś ci ją dam. - Rozszerzył oczy na własne myśli. Nie dowierzał temu, ale widok tak rozmarzonej Hyugi sprawił, że jego skostniałe serce rozgrzało się.
- Orientuj się! - Z drzewa zeskoczyła na nich szalona kobieta, przygniatając Sasuke i łapiąc za nadgarstki. Uchiha szarpał się, ale nie mógł wydostać z żelaznego uścisku. - Cześć wam. Hina-chan, Sasu-chan.
  Hinata stanęła w pozycji obronnej swojego klanu, szykując do wykonania delikatnej pięści, ale wtedy rozpoznała kocią maskę na twarzy.
 - Zaraz... Aiwa?! - Krzyknęli jednocześnie.
 - Ye! We własnej osobie. - Wstała z Uchihy, otrzepując się. - Strasznie ciężko was znaleźć. Dobrzy jesteście w tym.
 - Taka rola shinobi. - Wstał, otrzepując się i krzywiąc.
  Aiwa patrzyła na niego chwilę w zamyśleniu, po czym potrząsnęła głową. Wydawał jej się znajomy. Nie chciała, aby twarz pewnego długowłosego mężczyzny została przy niej za długo i prychając odtrąciła ją w najdalsze zakamarki umysłu.
 - Po co przebyłaś tak długą drogę, Aiwa-san? - Zapytała Hinata, wyciągając dłoń na powitanie.
 - Oh, Hinuś, mów mi Ai-chan. - Uścisnęła ją, wyciągając jednocześnie zwój. - Są problemy w Nekogakure.
 - Problemy? - Otworzyła zwój i zbladła. - Arena...
 - Wiesz co się będzie działo. - Przestała się uśmiechać. - Cienie mogą przebić się w każdej chwili, a potrzebujemy do tego mocy.
   Sasuke przeskakiwał głową od jednej do drugiej, jakby oglądał mecz ping-ponga, ale nie rozumiał nic z tego co mówią, poza tym, że to niebezpieczne.
 - Wiesz w jaki sposób jest wzmacniana bariera. Musimy dać z siebie wszystko i więcej dla tego świata. Idę po Kiyoshiego. Ruszamy od razu.
 - Tak jest. Powiadomię Hokage i ojca. - Hinata żałowała, że nie może zostać przy siostrze, ale znała swoje obowiązki i wiedziała, że musi je spełnić.
 - CHWILA. - Syknął Sasuke, łapiąc obie za nadgarstki. - Żadna z was nigdzie nie pójdzie, póki mi tego nie wyjaśni.
 - O ja pierd... - Zaklnęła Nyarien pod nosem. - Krótka historia. Kiyoshi, Azura i Chie, wzmacniają barierę podczas starć między członkami klanów. Tylko dzięki temu. Hinata jest ostatnią żywą i znaną nam Kiyoshi, więc jej obecność jest obowiązkowa. Ja, ona i Isamu zmierzymy się na arenie, jako ostatni, aby ten świat się nierozpierniczył!
  Hinata skrzywiła się na dobór słów, ale wiedziała jak jest.
 - Więc idę z tobą. - Popatrzył na swoją narzeczoną.
 - Ża-żartujesz? To nie miejsce dla ciebie! Nie wiemy, czy bariera nie pęknie. Nie wyrażam na to zgody. - Pokręciła głową.
 - Możesz wyrażać lub nie. Nie obchodzi mnie to, możesz mnie znienawidzić, ale idę z tobą. Jesteś moją narzeczoną. - Syknął ostatnią część.
 - Hajtacie się?! - Krzyknęła Aiwa z ogromnym uśmiechem i łezkami w oczach, chwyciła ich oboje za ręce i zaczęła gratulować.
  Ani Uchiha, ani Hyuga nie spojrzeli na nią, mierząc się spojrzeniami. W końcu jednak pojedynek został wygrany przez Uchihę.
 - Ugh! Dobra! - Krzyknęła, patrząc mu w oczy. - ALE. Na moich zasadach. Siedzisz obok Kiyoshiego i absolutnie nie możesz wkroczyć na arenę.
 - Hm. Jeśli coś ci zagrozi...
 - Będzie jej grozić. Cienie mogą zaatakować, gdy będziemy się mierzyć.
 - Co?
 - Rozkazuje ci przyjąć moje warunki. - Syknęła Hinata zirytowana.
  Uchiha skrzyżował ramiona na piersi, ale skinął głową.
  Aiwie przeszło przez myśl, że są dziwną parą.

~~

  Daleko poza Konohą czarnowłosy siedział na gałęzi drzewa i rozmyślał o tajemniczej kobiecie z niebieskimi włosami. Przypominały mu wodospad, jak cała jej osoba. Nigdy nie widział w życiu tak interesującej osoby. Gotowa do poświęceń, uleczyła jego marudnego towarzysza, na tyle inteligentna, aby móc stworzyć coś z tych fiolek.
  Nie mógł nic poradzić poza myśleniem o tym dziwnym spotkaniu. Zamknął ciemne oczy i zamyślił się po raz kolejny. W głowie próbował odtworzyć każdy fragment jej skóry, jasne oczy i ta krew. Nie słyszał jeszcze o nikim, kto potrafi z krwi stworzyć broń, ale oto był przed nim żywy dowód jeszcze parę godzin temu.


 - Nie przedstawiła się. - Stwierdził, choć sam nie wykazywał zainteresowania jej imieniem, ale teraz jednak poczuł chęć poznania go. - Hm... Pozostaje liczyć na to, że los znów splecie nasze ścieżki. Na razie... muszę skupić się na swoim celu.

~~

  Aiwa weszła do mieszkania Uchihy. Miała zostać na noc u niego, póki nie nastanie ranek. Ino i Osteme byli zaskoczeni nową twarzą, ale szybko ją zaakceptowali. Yamanaka dała lekką reprymendę swojej przyjaciółce, gdy ta i Uchiha nagle się odłączyli od nich.
  Nyarien poznała samą Hokage i musiała przyznać, że była niesamowicie zaintrygowana jej osobą. Szybko znalazła też Kiyoshiego i przekazała mu wiadomość.
  Sasuke podał jej herbatę, którą z uwielbieniem wypiła. Zwykły napar z suszonych liści, a sprawiał, że czuła nadzwyczajny spokój.
 - Pewnie masz pytania. - Powiedziała, gdy usiadł naprzeciw niej.
 - Zbyt wiele...
 - Spróbuje na nie odpowiedzieć. - Zachęciła go starsza kobieta.
 - W porządku... Na początek... Czym jest Sognare? To wyszeptała Hinata, gdy byliśmy zamienieni ciałami.
 - Sognare... Wspaniałe Sognare... - Uśmiechnęła się - To taki inny wymiar. Jest dla nas, dla wybrańców Chie, Azury i Kiyoshi. Podobno ci, którzy należą do klanu lub dołączają mogą tam być tylko raz. Podobno to Trzy Bóstwa go stworzyli, aby wybrańcy mogli się z nimi kontaktować. Teraz jednak jest to forma treningu, im bardziej panujesz nad swoją mocą tym jest tam jaśniej. Przynajmniej tak mawia Chie-sensei.
 - Jest tam ciemno. - Stwierdził.
 - Bo jesteśmy zbyt słabi... - Odetchnęła cicho. - W zwojach klanu Nyarien... widziałam znaki... że klany Trzech Bóstw są złe... Wierzyłam w to. Chie-sensei wymordowała moją rodzinę. - Sasuke drgnął. - Ale ona wybrała mnie, abym... abym jej służyła. - Wysyczała. - Obarczyła mnie swoją mocą.
 - Dlaczego nadal jej służysz? Jesteś dorosła.
 - Jestem, ale to przekleństwo, Sasuke. Chie-sensei... Jakakolwiek by nie była dała mi szansę. Pokazała świat, gdy rodzina go przede mną zamykała. - Uśmiechnęła się - A ja nie lubię być zamykana. Chcę... - Popatrzyła na swoje ręce. - Chcę być wolna. Poza murem. Poza klatką. Poza barierami. - Stanęła na krześle. - A ty? Czego pragniesz?
  Sasuke patrzył na kobietę przed sobą.
 - Dawny ja... odpowiedziałby ci, że zabić pewną osobą, zemścić się za rodzinę i odtworzyć klan. - Wstał na krześle, tak jak ona. - Ale ten... Powie ci, że chcę chronić Hyugę-Kiyoshi niebawem Uchiha Hinatę za wszelką cenę.
  Aiwa uśmiechnęła się radośnie i zapiszczała weselej. Sasuke nie pozwolił sobie na taką ekspresję i tylko się pół-uśmiechnął, opierając rękę o policzek, gdy znów usiadł.


 - A teraz kolejne pytanie! - Usiadła szybko na swoim miejscu.
 - Jak zostać Chie, Kiyoshi lub Azura? - To pytanie go bardzo gnębiło.
 - Więc to w sumie jest proste. Wystarczy się wżenić w rodzinę... Ale jest drugi sposób. Wybrańcy Chie, Azura czy Kiyoshiego posyłają na ciebie moc, dzielą się nią. Działa to tylko w niektórych przypadkach, ale jest możliwe. Na przykład u mnie to działa tak, że ktoś musi się wykrwawiać. Wtedy daję mu swoją krew i spotykamy się w Sognare. Pokazuję mu, jak to wygląda i pytam, co wybiera.
 - Pewnie wielu wybiera życie.
 - Nie. Z trzydziestu osób, które miałam szansę tak uratować dziesięć wybrało życie. Reszta odeszła.
  Uchiha zamilknął.
 - A u innych?
 - Podobnie. U Kiyoshich nie wiem... Nigdy nie widziałam.
 - Rozumiem... Kolejne pytanie to...

~~

  Gdy oni przeżywali wesołe chwilę Hinata trenowała pod okiem ojca i Kiyoshiego. Utworzyła pieczęć po pieczęci, kreśliła znaki na trawie, malowała w powietrzu symbole ze światła... aż padła nieprzytomna na ziemie.
  Kiyoshi w swojej kociej postaci stanął przed śpiącą dziewczyną. Dobra robota. - Posłał jej swoją myśl i zobaczył delikatny uśmiech na uśpionej twarzy.
 - Kiyoshi. Nie odbieraj mi córki... - Uklęknął obok pierworodnej i wziął w swoje ramiona. - Proszę... To wszystko, co zostało mi po Hikari... Ona i Hanabi. Nie chcę tracić żadnej z nich.
  Bóstwo milczało, słysząc ból w głosie Hiashiego. Zauważył mokry ślad na jego policzku, ale to też zbył ciszą. Bóstwo Duchów nie pragnęło śmierci, ale wszystko jest cyklem. Jeśli Hinata umrze... czy będzie w stanie wybrać nową na jej miejsce?
  Usiadł na łóżku śpiącej granatowowłosej i doszedł do wniosku, że musiałby, ale dzięki niej zbyt daleko już doszedł i nie da jej tak łatwo odejść.

A oto kolejny rozdzialik! Powracamy do akcji! Dużo się będzie działo, tyle wam powiem! Mam nadzieję, że się nie pogubicie! Buźka, Shan~! ;)

06 lipca 2019

Rozdział 28: Nowa technika


  Siedział na miękkim łóżku Hinaty, trzymając ją w ramionach, trzęsła się długo i łkała żałośnie, a łzy wsiąknęły w materiał jego koszuli. Coraz bardziej bał się o jej życie, choć sam do końca nie był pewien dlaczego. Czy to z powodu obietnicy? Tak, to bardzo możliwe. A może po prostu chce chronić ten mały promyczek słońca rozszarpywany przez ciemność, w którą została zrzucona przez swoje własne dziedzictwo?
  Przypomniał mu się wieczór, w którym znalazł ją w deszczu przed jego mieszkaniem.
   Obudził go upiorny chłód. Jakby ktoś zacisnął dłonie na jego sercu, zamieniając w lód. Usiadł momentalnie na łóżku i coś kazało mu wręcz iść do drzwi. Nie zerkając przez wizjer zdawał sobie sprawę, że stoi tam znajoma persona.
  Uchylił drzwi i zobaczył Hyugę z podkrążonymi, czerwonymi oczami. Włosy miała potargane i wyglądała, jakby tu biegła, gubiąc po drodze sandały.
  Już otwierał usta, aby cokolwiek powiedzieć, zapytać co się stało, ale jedyne co otrzymał to siarczysty cios w policzek otwartą dłonią. Rozszerzył swoje mroczne oczy, patrząc na ścianę z zaskoczeniem.
 - Ty cholerny, okropny, skurwysyniały, nie obrażając Mikoto-sama, zły człowieku! - Wzięła głębszy oddech, rumieniąc się z powodu przekleństw jakich użyła. - Ty wiesz, że ona cię kocha! Wiesz to i mimo to... Zgodziłeś się! Jak... jak mogłeś... Byłbyś z nią szczęśliwy! Ona tego pragnie! Gdybyś nie był kostką lodu to...! - Z każdym słowem wbijała palec wskazujący w jego pierś.
  Patrzył na jej wodniste oczy, gdy krzyczała. Chwycił jej nadgarstek wreszcie i przypiął kobietę do ściany, próbowała się wyszarpać i zadać mu cios lewą ręką, ale ją także unieruchomił i przytrzymał. Krzyczała, gdy nie mogła się wyrwać z jego silnych dłoni.
 - Jesteś jak oni. Nie obchodzi cię to, co JA czuję! Chcecie mnie ZMUSIĆ do kochania Sakury. Aby ONA była szczęśliwa. Nie widzisz, że jej nie kocham? Nie wiążę z nią przyszłości, a wszyscy wokół nagadują jaka nie jest wspaniała, silna i piękna. Jest. Jest, ale nie dla mnie. - Uspokoiła się i milczała. - Wszyscy oczekujecie ode mnie, że porzucę zemstę, że będę szczęśliwy, będąc wsiowym dupkiem. - Wziął oddech. - Czego tu chcesz? Drzeć się na mnie? Bić mnie? Tylko po to przyszłaś tu w nocy?
  Milczała zawstydzona, zdając sobie sprawę, że to co zrobiła było tym, co ludzie robili jej na każdym kroku. Stawiali wymagania, nie patrząc na jej uczucia, a gdy im nie mogła podołać krzyczeli. Opuściła głowę ze wstydem.
 - Przepraszam... - Wymamrotała.
 - Phi. Czego tu szukasz? - Poluźnił uścisk na jej rękach, jednocześnie zdając sobie sprawę, że je zacisnął.
 - Ja... Spotkałam Sakurę i... ona i ja... chyba się pokłóciłyśmy... Nie chciałam wracać do domu... i jestem tu...
 - Hm. Dlaczego tu?
 - Sama nie wiem... Chcę... chyba cię... potrzebuje... - Zarumieniła się. 
 - Teraz to przyznajesz? - Przechylił głowę z drwiącym uśmieszkiem.
  Zastanawiało go, jak łatwo zauważa swoje błędy i jak szybko rozumie jej osobę. Dziewczyna przed nim była dla niego zagadką, którą chciał rozwiązać. Oczywiście wiedział, że to chwila. Sakura widocznie nie zrozumiała tego, co powiedział jej jakiś czas temu i odbiło się to na Hinacie, czego rzecz jasna nie chciał.
 - ... To był mój błąd! Wybacz! Więcej go już nie popełnię! - Syknęła i znów poruszała dłońmi, chcąc się wydostać. - Puścisz mnie wreszcie?
 - Hm. Daj mi chwilę. - Udawał, że się zamyślił. - Nie. 
 - Sasuke! - Warknęła już zła, uroczo marszcząc przy tym brwi i ściągając usta w dół.
 - Hinata! - Pojawił się u niego cień uśmiechu, gdy rozbawiały go jej reakcje. - Możemy tak całą noc, ale nie wiem, czy chcesz ją spędzić ze mną. - Wbił w nią mroczne spojrzenie.
   Zachłysnęła się powietrzem, widząc jego wzrok. Był tak dziwny. Jak u Yasu, która widzi filiżankę herbaty po długiej misji.
 - Nie ugryzę cię, hime. - Przechylił głowę ku jej uchu. - Chyba... - Nachylił się ku niemu, a ona sapnęła. - że tego... chcesz. 
 - S-sas-uke... - wymamrotała, czując zawroty głowy i że zaraz zemdleje. - P-przestań.
  Odsunął się.
 - Wyjaśnimy sobie coś. Nie pokocham Sakury, jest dla mnie, jak młodsza, upierdliwa nieco siostra. Koleżanka z zespołu. To, że nie umie sobie poradzić z odrzuceniem nie jest moją, ani twoją winą. Z czasem się do tego przyzwyczai.
  Jej duże oczy patrzyły w jego, a po chwili skinęła głową. Nie zostałay u niego na noc. Porozmawiali jeszcze chwilę o zachowaniu Sakury i odprowadził ją do domu, dając jej swoje buty, aby nie pokaleczyła sobie stóp.

  Yasu patrzyła na swoją dobraną siostrę w ramionach Uchihy i odetchnęła cichutko.
 - Może ty mi powiesz. CO się do cholery stało?
 - Hinata... ma depresję, Sasuke. - Sięgnęła do szafki i wywaliła parę zwojów z niej, wyciągając przy tym czarną butelkę z jakimś czerwonym płynem.
  Było to wino, które ukradły z rodzinnej piwnicy na dzień sprowadzenia Yasu do Konohy, aby po świętować trochę w tajemnicy przed ojcem dziewczyny.
 - Od jak dawna?
 - Nie wiem... Nie chwali się tym. Teraz jest... gorzej. Jest delikatna, ale... bardzo ją boli, że nie może pomóc wszystkim duszom, że nie jest wystarczająco dobra. A niedługo... Eh... Ciężar Kiyoshich, sam wiesz. Prócz niej nie ma nikogo, jak u ciebie z Uchihami. Ona musi wybierać za Kiyoshiego członków swojego klanu, ale to się równa z nauką, a ona sama nie wie co ma robić, czy wybierze właściwą osobę? To ją dobija. A do tego ten pajac Uzumaki. Pha! Kiyoshi nieco ją... z nim rozłączył. Z tego, co mi opowiedziała. - Upiła łyk z butelki. - Sama nie wie, gdzie ma ręce włożyć, a jeszcze na nią naciskają zewsząd. Klan, Hokage, ja... Kiyoshi, dusze... wszyscy! Nawet ty!
 - Ja...?
 - Ma być twoim inkubatorem. Dla klanu przyszłą głową klanu. Dla Hokage szansą, aby wyjaśnić stare zbrodnie. Znajdź jedną osobę, która nic od niej nie chce. Jedną.
 - Ty. - Odparł beznamiętnie.
  Wypowiedzenie tych słów nie było dla niej łatwe, ale wiedział, że to jedyne wyjście.
 - Mylisz się. Chcę od niej tego, aby przestała. Chcę, aby uciekła z Konohy gdzieś, gdzie nikt nie wie o jej umiejętnościach. Gdzieś, gdzie jej wspaniały klan nie położy na niej łap. - Zbliżyła się do niego, popatrzyła na swoją siostrę w jego ramionach.
  Yasu chwiała się na swoich nogach z powodu alkoholu. Przymknęła karmazynowe oczy i upiła łyk z prawie pustej butelki, po czym zamknęła ją i włożyła do szafki, ukrywając za ubraniami.
 - Zrób coś dla niej. I odejdź z Hiną, jeśli ci na niej zależy.
  Sasuke patrzył za oddalającą się białowłosą, po czym na Hinatę. Musi z nią odejść, ale wie, że ta będzie się opierała, bo kocha swoją zapyziałą wioskę i ludzi tutaj bardziej niż własne zdrowie. Zdaje sobie sprawę, że to, co się z nią dzieje jest złe i potrzeba drastycznych kroków, których ona nie postawi.
  Oparł głowę o ścianę i zamknął oczy, rozmyślając nad słowami białowłosej.


  Zakapturzona postać przemierzała lasy w poszukiwaniu pewnej ukrytej w liściach wioski. Rozłożyła starą mapę, która wyglądała na bardzo cenną i... starą. Wręcz przestarzałą.
 - Nosz cholercia. - Syknęła, rozglądając się. - Chie-kurna-sama mogła dać mi coś, co nie ma pół wieku!
  Spojrzeniem bystrych niebieskich oczu starała się w świetle lampy naftowej rozpoznać stare znaczki i legendy, na nic to. Kobieta zawsze miała problemy z lokalizacją swoją na mapie. Usiadła pod drzewem i zdjęła maskę z kocimi uszkami i podparła się plecami o szorstki dąb. Postawiła obok siebie lampę i jeszcze raz sprawdziła pieczęć na zwoju.
  Nienaruszona. Zapieczętowana przez Azurę i Chie, wzywająca księżniczkę klanu Hyuga na arenę. Uważała to za zbędne. Po prostu wolała, aby to wybrańcy wysłali trochę swej mocy do drugiego świata, aby go wzmocnić.
 - Co za bezsens. - Westchnęła i nagle usłyszała warkot.
  Warczenie cienia. Wstrzymała oddech, zaciskając dłonie i, jak najostrożniej mogła, wyciągnęła ostry nożyk z kabury na udzie. Był piękny, jakby z drogiego szkła, ostry. Wystarczy jedno cięcie w odpowiednim miejscu i się wykrwawiasz. I na tym jej zależało. Na krwi.
 - Ne! Co to za paskuda? Ej! Zrób z tym coś! - Usłyszała irytujący ton głosu - Mój miecz na to nie działa!
  Z kimś rozmawiał. Cień musiał ich zaatakować.
 - Ludzie nie mogą ich widzieć. - Syknęła, biegnąc do nich.
  Przecież to nielogiczne. Czyżby cienie zaczęły rosnąć w siłę? Z jakiego powodu? Były niebezpieczne już bez tego level up'u!
  Przecięła wzdłuż swojego nadgarstka do łokcia na obu rękach i wytworzyła podłużne ostrza ze swej krwi. Umocniły się i wyglądała teraz jak postać z horroru. Miecze zamiast dłoni. Przedłużenie jej.
 - Chie. Sangue. Ombra. Luce! - Wykrzyczała, wychodząc z krzaków. Wskazała na karykaturalną postać jednym z ostrzy po czym przejechała sobie krwawym ostrzem po szyi, skąd wypłynęła cieniutka stróżka czerwonego płynu. - Mam serio kiepski wieczór. - Roześmiała się, zbliżając, pół okiem zerkając na tamtych.
  Obaj mieli na sobie czarne płaszcze z czerwonymi chmurkami. Pewnie należą do jakiejś sekty! Jak nie zaatakują nic im nie zrobię. - Przeszło jej przez myśl. Jeden przypominał jej rekina, a drugi wydawał się ukryty pod cieniem słomianego kapelusza. Jak podróżny samuraj czy coś.
 - Ej! Lalka! Uważaj! To jest niebezpieczne! - Teraz dostrzegła, że noga rekina jest pokryta czarną substancją i pochłania ciało.
 - Jeszcze mi tego brakowało. - Burknęła pod nosem. Popatrzyła na cienia. - Słuchaj, stary! Śpieszy mi się, jestem głodna, przemarznięta, a na pięcie mam odcisk wielkości tyłka słonia, więc radzę ci stąd spadać! - Warczenie i rozdziawienie paszczy utwierdziło ją w przekonaniu, że cień nie jest w nastroju do negocjacji.
  Pokręciła głową, co miało znaczyć jedynie "Sam tego chciałeś". Skupiła się na krwi wokół szyi, tworząc przy tym coś na wzór maski tlenowej i rzuciła się na postać, przecinając ją na pół. Walka nie była trudna dla niej, a wystarczył przecież jeden ruch. Dla niej, osoby wykwalifikowanej do zabijania. Sztuka skrytobójstwa czy prostego morderstwa była jej zbyt znana.
  Cień zawarczał po raz kolejny, szykując się do ataku. Jednak nie był dość zwinny, za brakło mu tego. Kobieta wykonując piruet, przecięła stworzenie. Czarna krew obryzgała jej twarz i zaczęła ulatywać po kontakcie z jej cerą w ciemno szarym dymie.
 - Łoł... - Wymsknęło się rekinowi. - Jak to zrobiłaś?
  Podeszła do nich ostrożnie. Krwawe ostrza zaczęły się roztapiać jak sople lodu.
 - Zaatakowały was? Dotknęły? - Stała parę kroków dalej. Może z pięć.
 Towarzysz rekina patrzył w oczy kobiety. Jego zdaniem wyglądała inaczej niż większość znanych mu kobiet. Jej ubiór nie wskazywał jednak na pierwszy rzut oka na prostą wieśniaczkę. Jednak teraz był w stanie przyjrzeć się jej dokładniej. Krótkie spodenki, opinająca się czarna bluzka, prosty narzucony niedbale płaszcz i kilka pasów z kaburami. Na dłoniach nosiła ciemne rękawiczki bez palców, a na nogach czarne długie buty z zapięciem jak do paska. Jego bystre oczy były pewne, że w nich też ma ukryte ostrze. Na boku twarzy nosiła białą maskę z kocimi uszkami, a błękitne włosy upięte zostały w wysoką kitkę.
 - Ta, ale nie mogliśmy ich zranić. - Odparł ranny, patrząc na swoją nogę, która wydawała się teraz lśnić od czarnej mazi.
 - Bo nie macie takich umiejętności. Chodźcie ze mną. - Zaczęła iść w stronę jej znaną, z której przyszła.
  Czarnowłosy i rekin nie wahali się. Wydawali się ufać młodej kobiecie. Niebieskowłosa poprowadziła ich do miejsca, gdzie wypoczywała i klęknęła przy plecaku. Wyciągnęła z niego różne kolorowe fiolki oraz miseczkę. Zaczęła w niej mieszać niebieski płyn z zielonym, aby po chwili dodać do mieszanki swoją ciemno-czerwoną krew, aż maź przeszła z jasnego błękitu w czerń.
 - Usiądź. - Wskazała mu upadłe drzewo.
 - Jesteś alchemiczką? - Po raz pierwszy wypowiedział jakiekolwiek słowo w jej stronę czarnowłosy shinobi.
 - Hm? Tak, można tak to nazwać. A wy? Podróżnicy? - Przemieszała jeszcze maź, aż powoli zmętniała.
 - Tak, szukamy kogoś.
 - Rozumiem. - Wylała substancję na nogę, która zaczęła się spieniać i przechodzić przez różne barwy od czerni aż po biel.
  Mężczyźni patrzyli na to z niemałym podziwem. Nie wiedzieli, jakie zagrożenie mogłoby przynieść zostawienie tego samemu sobie. Aiwa je znała. Pamiętała dzień, w którym miała do czynienia z zakażonym przez cienia.
  Miałam wtedy zaledwie trzynaście lat. Byłam już protegowaną Chie-sensei... Na jednej z wypraw z nią, gdy dotarliśmy do slumsów wioski deszczu. Było to straszne. Ludzie umierali z głodu, a cienie miały swoją pożywkę. Zwykły pijus został zainfekowany przez cienia, który zainteresował się jego umierającym na zawał przyjacielem. Mogliśmy go uratować, ale Chie pragnęła, abym zobaczyła na własne oczy czym jest cień, jak niebezpieczny jest. Mężczyzna został czymś w rodzaju zgnilaka. Tam, gdzie pokrywała go czerń cienia rozpoczął się proces gnilny. Cień się żywił jego duszą, a ciało chorowało. Powolna, bolesna śmierć. - Przepłukała wodą resztki mazi i sprawdziła nogę. Nie było spodni w tamtym miejscu, zostały wyżarte przez czerń, ale na szczęście zdążyła. - Pamiętam, jak zła byłam na Chie za to, że nie pomogłyśmy tej osobie. W końcu obiecała mi, że będę niosła pomoc, a niosłam śmierć i zniszczenie. Lub gorzej. Nic nie niosłam. Tylko obserwowałam. Teraz to rozumiem. Chciała mi pokazać i nauczyć bolesnym sposobem.
  Chie pragnęła, aby jej uczennica-wybranka była idealną. Wykształciła ją na silną wojowniczkę i sprytną medyczkę. Ukazała jej świat energii, czakram, ziół i leków, jak i trucizn. Idealność, doskonałość - tego oczekiwała i to dostała. Rany, blizny na rękach, nogach, brzuchu - to wszystko było z powodu treningów.
 - Ło... Dzięki!
 - Wydajesz się znać te stwory.
 - Znam to za dużo powiedziane. Potrafię z nimi się mierzyć. - Wstała, zakładając plecak na ramiona. - Ale nie mogę wam powiedzieć nic więcej.
 - Co? Czemu?! - Rekin wstał chwiejnie.
 - Nie znam was nawet.
 - To czemu nam pomogłaś? - Spokojny mężczyzna skrzyżował ramiona na piersiach.
  Żyłka na czole Aiwy wydawała się bardziej widoczna. Dziewczyna zgrzytnęła zębami i założyła ręce na biodra.
 - Ah! Zapamiętam, że jak już was kiedyś spotkam to nie udzielać mam wam pomocy!
  Wychodzi na to, że jestem niewdzięczny. - Stwierdził w myślach mężczyzna i skłonił się z szacunkiem kobiecie.
 - Wybacz. Nie to miałem na myśli, ale już... mało jej osób, które pomagają bezinteresownie.
 - A okej... W każdym razie. Jakbyś miał problemy z podobnymi stworzeniami to... masz. - Wyciągnęła z jednej kabury sztylet. - Raczej wiesz, jak korzystać z broni. Wystarczy, że będzie kropelka twojej krwi i powiesz moje imię od tyłu. Wtedy przybędę. Na razie... Polecam wam używać szałwii. To dobra ochrona przed złymi duchami.
  Mówiła szybko i mężczyźni musieli wytężyć słuch, aby ją zrozumieć. Co było nie lada wyczynem, ale im się udało. Nim zdążyli ją zatrzymać ta już uciekła, krzycząc przez ramię "Uważajcie na siebie!".
 - Ne, Itachi, co to było?
 - Nie mam pojęcia. - Pokręcił głową starszy z rodu Uchiha - Ale to nie nasza misja.
 - Masz rację. - I ruszyli w swoją stronę.
  To dziwne spotkanie miało być początkiem czegoś niezwykłego, ale nikt nie mógł się spodziewać czego.

  Hinata obudziła się sama w swoim łóżku, przykryta kołdrą. Rozejrzała się wokół i dostrzegła, że jest u siebie w pokoju. Wtedy dostrzegła karteczkę na szafce nocnej, sięgnęła do niej i od razu rozpoznała eleganckie pismo pewnej głośnej blondwłosej dziewczyny.
 "Cześć, Hina! Pamiętasz, jak mówiłaś, że możesz mi pomóc? Chciałabym parę farb, aby odmalować pokój w sypialni, bo wyblakł strasznie! Jeśli masz czas i siły to chętnie wykorzystam twoją pomoc! Dzisiaj po południu może babskie wyjście? - I. Yamanaka" - Przeczytała cicho i uśmiechnęła się.
  Znają ją zbyt dobrze, a teraz mimo zmęczenia potrzebuje oderwania się, a co jest lepszego od pomocy przyjaciółce? 
  Chwyciła ręcznik, ubrania i pomknęła do łazienki.

  Osteme medytował w salonie przy dużym oknie, gdy Ino krzątała się, zmiatając kurze. Był późny poranek, a oboje byli już na nogach. Białowłosy chętnie pomógł Ino w przestawieniu ostatnich mebli, aby ze spokojem mogła odmalować pokój.
 - Wybrałaś już kolor, Ino-san? - Zapytał, otwierając jedno oko, aby na nią spojrzeć.
  Yamanaka zaskoczona jego głębokim głosem zleciała ze stołka, prawie obijając sobie cztery litery, gdyby nie szybki refleks samuraja. Trzymał ją w swoich silnych ramionach, a ich bliskość zaowocowała rumieńcem młodej dziewczyny.
 - C-co ty sobie wyobrażasz?! - Syknęła, odsuwając się i wstając, jak najszybciej - Mógłbyś pomyśleć lub coś!
  Błękitnooka ze znakomitego klanu Yamanaka nie wiedziała, co się z nią dzieje. Normalnie cieszyłaby się z zainteresowania przystojnego mężczyzny, ale teraz? Było to dla niej dziwne, jakieś jednocześnie naturalne, ale i... intrygujące. Czuć bliskość jego ciała, ciepło jego samego i to obezwładniające zmysły spojrzenie oczu błękitu. Był hipnotyzujący, miała wrażenie, że utonie w ich jasnej barwie.
 - Wybacz. Nie chciałem cię wystraszyć. - Posmutniał, a blondynka poczuła, jak uderza w nią poczucie winy.
 - W porządku... Zareagowałam... źle. Jako kunoichi powinnam być bardziej... odporna. Ja również przepraszam.
  Klęczeli tak przed sobą parę chwil, aż nastąpiła cisza. Nie była niewygodna, a kojąca, co było jeszcze bardziej zaskakująca.
 - Jeśli zechcesz mogę cię potrenować.
 - Serio? Pokażesz mi to, czego się nauczyłeś w podróżach? Myślałam, że samurajowie chronią swoich tajemnic!
 - Powiedzmy, że jestem dość nowoczesnym samurajem. I chętnie przyjmę cię jako uczennicę, ale muszę cię ostrzec, że jestem wymagającym i surowym nauczycielem.
 - Oh, chętnie się dowiem, czy w każdym przedmiocie. - Puściła mu zalotnie oczko.
  Nie spodziewała się, że ktoś może mieć bardziej uroczy rumieniec od jej nieśmiałej przyjaciółki, dopóki nie poznała wstydliwej formy Osteme.
  Na szczęście wybawienie nadeszło wraz z pukaniem do drzwi. Yamanaka podeszła otworzyć, widząc w nich Uchihę.
 - Sasuke-kun? - Przechyliła głowę ze zdziwieniem.
 - Jest Osteme? Obiecał mi trening. - Od razu zaczął Uchiha.
 - Oooo Tobie też?! A to ci żigolo. - Roześmiała się. - Wejdź.
  Skorzystał z oferty Yamanaki, a w drzwiach do salonu dostrzegł długowłosego. "Żigolo", jak określiła go Ino skinął mu na powitanie głową. Ubrany w tradycyjną hakamę wydawał się zrelaksowany.
 - Mnie pierwszemu proponowałeś trening.
 - Oh. Ale tak szybko? Nie spodziewałem się. - Uśmiechnął się. - Mogę was oboje razem potrenować, jeśli jesteście gotowi.
 - Jesteśmy! - Odparła energiczna blondynka, wznosząc pięść ku górze z entuzjazmem.
 - Świetnie. Przebierz się wygodnie i ruszamy. - Skinął im głową i skierował się do kuchni, pakując jego zdaniem potrzebne jedzenie i napoje.
 - To nie piknik. - Zaczął Uchiha, stając w drzwiach.
  Ino w tym czasie postanowiła się przebrać, więc nie ingerowała w poczynania mężczyzn. Wolała zostawić dwóch samców alfa samych sobie.
 - Nie, ale to będzie wam potrzebne. Jak się trzymasz? Czuję, że coś jest nie tak.
 - Można... tak powiedzieć. - Odetchnął. - Coś zepsułem. I nie wiem, czy potrafię to naprawić.
  Osteme popatrzył na swojego przyjaciela ze zrozumieniem. Podszedł do niego i położył dłoń na jego ramieniu.
 - W tym rzecz, Sasuke-kun, że nie wszystko da się naprawić. Jak szklanka, która dzisiaj wypadła mi z rąk. Skleiłem ją, ale przecieka przez nią woda i najpewniej trzeba będzie ją wyrzucić. Nie, nie mówię, abyś wyrzucił problem, ale abyś spróbował go naprawić. Gdybaniem pogarsza się sprawę, a kto wie? Może osoba, którą myślisz, że skrzywdziłeś nie chowa urazy?
  Słowa samuraja mają głęboką wartość i Uchiha wiedział to. Nie wydawał się wiele starszy od niego, ale wyczuwał w nim mądrość, doświadczenie i jakiś smutek, którego nie potrafił zrozumieć. Osteme zdołał szybko nazwać przyjacielem, choć sam nie sądził dlaczego. Może to jego łatwość w nawiązywaniu relacji, albo właśnie ta dziwna aura?
 - Jestem! - Ino stanęła przy nim w kuchni. - Oh! Dostaniemy nawet przekąski?
 - Dobry posiłek jest pierwszym krokiem ku perfekcji. - Uśmiechnął się delikatnie białowłosy, gdy zamykał właśnie ostatnie bento.
 - Więc idziemy!
 - Hai.
  I ruszyli w kierunku pól treningowych.

  Właśnie na polach treningowych w cieniach drzew walczyły dwie młode kobiety. Mężczyzna w masce patrzył na nie jakby od niechcenia znad książki. Kakashi sam nie był pewien, jak udało tym dwóm Hyuugom przekonać go do obserwacji ich treningu.
  Może to ciekawość, bo wspominały o czymś "niesamowitym", co "koniecznie" musi zobaczyć na własne oczy? Tak, to najpewniej to.
 - Ugh, znów mam ci zabrać książkę? - Zauważył jednak nad sobą cień, który osłaniał mu treść pomarańczowego dzieła.
 - Yasu, proszę. Przecież was obserwuje.
 - Nie skupiasz się. - Założyła ramiona na piersiach, a Kakashi walczył z sobą, aby na nie nie rzucić okiem.
  Hinata westchnęła cicho za plecami siostry. Ona sama nie sądziła, aby odpowiedzialnym było mówienie komukolwiek o tym, czego się nauczyły jakiś czas temu podczas jednego z wielu treningów.
  - Dobrze. - Skwitował, zamykając i chowając książkę w kieszeni kurtki. - Co macie mi do pokazania?
  Wskazała mu ruchem głowy gałąź i niemym rozkazem nakazała udanie się na nie. Nie opierał się i zaufał albinosce. Gdy tylko znalazł się na drzewie Yasu stanęła obok Hinaty.
  Chwyciły się za ręce i wzniosły je ku górze, wolnymi zaczęły wykonywać pieczęci Yasu lodu, a Hinata błyskawicy. Skierowały złączone dłonie naprzód i wystrzeliła z nich potężna fala lodu, którą oplatały właśnie pioruny. Kakashi rozszerzył oczy z niedowierzania. W życiu nie przypuszczał, że połączenie dwóch innych jutsu może mieć jakikolwiek efekt. A teraz? Teraz miał to przed oczami.
  Obserwował każdą technikę, jaką mu prezentowały z zapartym tchem. Woda i błyskawica, błyskawica z ogniem czy też ta co wcześniej.
 - Po co... mi to pokazałyście? - Zapytał, gdy podawał im wodę z koszyka.
 - Bo... Jesteśmy ciekawe czy z innymi żywiołami się tak da. - Upiła potężny łyk Hinata, gdy Yasu zabrała głos.
 - I chcecie mnie tego nauczyć?
 - Dokładnie! - Odparły razem.
 - Kim bym był, gdybym odmówił? Wchodzę w to.

  Wieczór. Był już wieczór! A oni ledwie mogli stać! Ino padła na kolana wycieńczona treningiem, a Sasuke oparł się o drzewo, łapiąc oddech. Myślał, że ciężki trening miał pod okiem Orochimaru, ale to było nic w porównaniu z tym, co zafundował im Osteme. Najpierw okrążenia, walka na wodzie, jutsu, techniki ich klanów, a na koniec nauka fechtunku!
  Wtedy usłyszał śmiech z oddali i dostrzegł swoją narzeczoną w towarzystwie siostry i swojego sensei.
 Wybawienie! - Przyszła do niego myśl, gdy zaczęła mu machać z uśmiechem nawet szczęśliwszym niż wcześniej.
 - Ino-chan! Sasuke-kun! - Przywitała się, zbliżając.
 - Ohayou, Hinata-sama! - Osteme pomachał jej z uśmiechem.
 - Oh, wy też macie trening? - Yasu stanęła obok siostry.
  I wtedy Osteme wyglądał, jakby go sparaliżowało, ale zaraz to ukrył za maską uśmiechu i kiwając głową zgodził się.
 - Idziemy na ramen, chcecie iść z nami? - Hatake stanął przy swoim zmarnowanym uczniu.
 - Hai! - Krzyknęła dwójka w zgodzie, zanim Varuluf mógł się sprzeciwić.
  I chcąc nie chcąc ruszyli paczką do Ichiraku.
 - Ino-chan, a propos naszego spotkania...
 - Nie, błagam, nie malowanie. Ledwie podnoszę pałeczki! - Zawyła Ino, gdy zasiadła do stołu.
 - Nie przesadzaj... - Osteme chwycił miskę z jedzeniem i z trudem zaczął zajadać.
 - Nie przesadzam! Jak mówiłeś, że jesteś surowy to nie myślałam, że aż tak!
 - Hah. No wiesz. Ostrzegałem. - Uśmiechnął się z triumfem, gdy udało mu się chwycić kluska pałeczkami.
 - To prawda.
  Hinata popatrzyła na nich badawczo z uśmiechem tajemnicy. Jakby już coś wiedziała, albo podejrzewała, że coś wokół nich się kroi. Popatrzyła porozumiewawczo na siostrę, która z kolei żywo rozmawiała z Kakashim na temat nowej techniki, której chciałaby z nim spróbować.
 Miłość faktycznie rośnie wokół nas. Czy to przychodzi po prostu z wiekiem? - Zastanowiła się, jedząc. I nawet jej wspaniały byakugan nie dostrzegł ciemnych kul wpatrzonych w nią.

  Dziewczyna w masce z kocimi uszami stanęła przed główną bramą wioski liścia z wielkim uśmiechem. Dumna z tego, że wreszcie dotarła na miejsce w tak krótkim czasie, mimo przeciwności wcześniejszych i paru zbójów, którzy stanęli jej na drodze.
  Myślami jednak wracała do czarnookiego mężczyzny, jakby nie mogła pozbyć się wrażenia, że gdzieś go już spotkała bądź jeszcze kiedyś spotka.
  Nie skupiając się na tym, podała strażnikom dokumenty, uprawniające ją do wejścia do wioski i po przejściu paru pytań przeszła. Teraz jej celem było odnalezienie wybranki Kiyoshiego.

  Łohooo! Dawno mnie tu nie było, co? ^^ Ale jestem z nieco spóźnionym rozdziałem dla was!
  Mam nadzieję, że się na mnie z tego powodu nie gniewacie ^^" 
  I rzecz jasna pozdrawiam was cieplutko! Jak możecie zauważyć przychodzą nowe pytania, ale część się też wyjaśnia! No cóż! Do następnego rozdziału~!

 





19 maja 2019

Rozdział 27: Tysiąc lat


  Yasu leżała na łóżku swojej dobranej siostry, gdy ta siedziała po środku pokoju w dziwnym symbolu namalowanym na podłodze biała kredą. Przedstawiał oko połączone z symbolem klanu Hyuga. Siedziała po turecku, mając dłonie na kolanach z zamkniętymi oczami, a z między powiek dało się dostrzec migotliwe światełko. Wokół były pozapalane świece, które drgały jakby w pokoju szalał wicher, jednak go nie było.
  Yasu była cicho z fascynacją obserwując białe, świetliste pnącza na nogach i nadgarstkach ciemnowłosej, która cicho powtarzała dwa słowa naprzemiennie "sognare" oraz "anima", nie znała ich znaczenia, ale wiedziała, że już jej się to nie podoba. Czuła jak czakra jej siostry staje się nadzwyczajnie niska, ale coś innego w niej rośnie. Coś odmiennego.
  Hinata nagle wskazała okno całą dłonią i wypowiedziała coś dla niej niezrozumiałego.
 - Quando verranno le zanne l'anno prossimo... - Po czym otworzyła oczy, ukazując dziwne ciemne, fioletowe źrenice.
  Biel jej oczu została, ale te źrenice nie. Jakby coś w niej było... Siedziała cicho.
 - Powinnaś to zakryć... - Wyszeptała Yasu.
  Hyuga rozejrzała się tymi dziwnymi oczami wokół, opuszczając krąg i ukrywając go pod dywanikiem.
  Wiedziała, że gdy po tym, co zrobiła każdy uzna ją za kogoś kto należy do jakiejś sekty. Mimo że to naturalne dla Kiyoshich, to jest wezwanie potężnej duszy i danie jej swojego ciała, aby w zamian przez chwilę ujrzeć jej życie, przeżyć je. I zrozumieć w momencie zwątpienia dlaczego jest się z klanu trzech bóstw.
 Hinata poprosiła Yasu, aby ta w nocy posadziła jej ciało i przez dzień go pilnowała, aby dusza w jej ciele nie zrobiła nic głupiego. W tym czasie Hinata będzie zwiedzała przeszłość. Duchy potężne, które mają wiedzę i moc zdolną naginać czas i zasady śmierci są powszechne, a samo Bóstwo zezwala im na układy z wybranymi, bo to pomaga im w zwiększeniu mocy. A dusze pragną przez chwilę zasmakować życia, nie kradnąc go jak robią to cienie.
  Hinata przywołała duszę wieszczki, która żyła tysiąc lat przed nią. Wieszczka zginęła dawno temu, zapragnęła jeszcze przez chwilę żyć, a w zamian dała Hinacie możliwość pójścia w dowolny dla niej czas.
 - Jesteś tam Hina? - Yasu okryła ciało siostry szlafrokiem, odkrywając na jej ramionach nowe symbole.
 - Dziecię wilka, twa siostra udała się w miejsca bólu i tragedii, na które patrzeć zdrowym okiem nie można. Twa siostra szuka chwili... - Mówiła zmysłowym niczym kusicielka głosem jej siostry przez co Yasu się wzdrygnęła. - Powróci niebawem, a teraz pozwól mi zasmakować życia jej ustami. Doświadczyć go w pełni. Widzieć jej oczami.
   Jej głos był błagalny, poruszał serca, ale myśl że Hinata jest w obcym czasie. Czasie srogim i okrutnym napawała ją strachem. Jednak wiedziała, że to jest właśnie to. To jest to czego Hinata potrzebuje.
 - Więc... Kim jesteś?
 - Arlessa Nyarien. Byłam wieszczką rodziny Kair'oix. Wyznawczynią wielkich bóstw i oblubienicą pana Ciszy i Harmonii.
 -  Czy coś grozi Hinacie? - wskazała kobiecie szafę, aby ta się przebrała.
 - W mej przeszłości było wiele niebezpieczeństw, ale wybranka poradzi sobie z każdym z nich. Bądź spokojna, córko wilka. Twa siostra zdobędzie potęgę i spokój. - I ruszyła do szafy.
 Przez myśl Yasu przeszło, że na tym jej najmniej zależy. Jedynie na bezpieczeństwie siostry.

  Perspektywa Hinaty

  To pierwszy raz kiedy żyje czyimś wspomnieniem. Ostatnie chwilę śmierci, przeżycie czyjegoś życia... Mam dwanaście godzin, a to dużo i jednocześnie mało czasu.
  Potrzebuje tej ucieczki, chwili bycia... Kimś innym niż jestem. Nikt nie będzie mnie wspominał, każdy zobaczy we mnie Arlessę, nie Hinatę Hyuga. Przestanę na moment być sobą.
  Zdaje sobie sprawę z egoizmu tej sytuacji, ale to jest teraz coś czego potrzebuje. Po sytuacji z Sakurą potrzebuje chwili wytchnienia. Chwili, aby przestać się martwić o pewne osoby. Choć kogo oszukuje? I tak będę się martwić.
  Otworzyłam oczy i dostrzegłam skromny, drewniany sufit oraz parę firanek. Wnętrze wyglądało jak jakiegoś wozu, pomimo łóżka i szafy nie było aż tak klaustrofobiczne.
  Usiadłam na łóżku, czując zawroty głowy po przeniesieniu. Ciałem co prawda tu nie byłam, ale skutki były takie same. Ciekawe co czuje teraz Arlessa?
   Chciałam wstać, gdy poczułam, że coś mnie trzyma w talii, odwróciłam głowę i ujrzałam...
 - Sas-sasuke... - Rumieniec wkradł mi się od razu na policzki, gdy tylko zobaczyłam jego przystojną twarz.
 - Arlesso... Kim jest Sasuke hm? - Jego głos był jednak inny. Bardziej roześmiany.
  Jednak gdy zobaczyłam jego dziecinnie błękitne oczy zrozumiałam, że to nie jest mój narzeczony. To ktoś inny, kogo nie znam.
 - A-ah... To... Nikt... - Wydukałam uwalniając się z jego silnego uścisku.
 - Mam nadzieję, moja droga! Urwę ręce każdemu kto Cię tylko tknie. - Zbliżył twarz do mojej i wpił się w moje usta.
  Pocałunek był jak dotknięcie motyla, ale nie mogłam się na nim skupić. Nieznajomy o wyglądzie Sasuke właśnie mnie całował! Moje myśli dryfowały ku temu, że nawet tu... Tysiąc lat w przeszłość... Nadal widzę go. Czy nasze istnienie już zawsze będzie razem powiązane?
  Po chwili się odsunął od moich ust. Czułam pieczenie na policzkach i nerwowo lizałam suche usta. Osoba przede mną uśmiechnęła się mrocznie, ale dziwnie... Podniecająco?
  Na samo to słowo czułam jak czerwienieje, co wydało się cieszyć partnera Arlessy.
 - Pani Arlesso! Już śniadanie! - Zza drzwi powozu dobiegł nas kobiecy głos. - Czy mogę wejść aby pomóc się Pani przygotować?
 Otwierałam usta aby się zgodzić, gdy mężczyzna o czarnych jak noc włosach mi je zasłonił i wskazał na okno. Skinął mi głową, dał pocałunek w policzek i uciekł przez nie w pośpiechu, ubierając buty i spodnie.
  Wyskoczyłam z łóżka, patrząc za nim i dostrzegłam jak teraz zaskakuje z żywopłotu.
  Nie mogłam się jednak za długo na nim skupić gdy dostrzegłam nieziemski widok. Las. Otaczał nas las zewsząd, a za nim nie tak daleko żyzne ziemie oraz rzeka. Od razu zapragnęłam iść tam i zwiedzić to wspaniale miejsce. Poczuć na stopach chłód wody i doświadczyć tego innego życia.
  Nie dane mi to jednak było, bo służka Arlessy stale uderzała w drzwi. Otworzyłam jej z uśmiechem, przez co się cofnęła.
 - Poradzę sobie z ubiorem. - Zakomunikowałam krótko i zamknęłam drzwi.
  Właściwie sama tego nie robiłam. Byłam tylko gościem we wspomnieniach Arlessy, nie miałam na nic wpływu, a ciało w jakim teraz przebywałam... było moim chwilowym lokum. Ciężko to komukolwiek wyjaśnić, prawda? W skrócie. Jestem lokatorem, przeżywam jej życie, nie mogąc zmienić jego biegu, ani przyszłości. To tak, jakbyście śnili swój poprzedni dzień i nie mieli na to wpływu. Jesteście tam duszą, ale czujecie ból, radość, jak za pierwszym razem.
  Arlessa miała dość... odkrywczy strój. Wszystkie jej ubrania składały się z czegoś, co ja bym nazwała jako biustonosz! Dół natomiast to albo spodnie - prześwitujące! - z jakby ciemniejszym materiałem na intymniejszych częściach ciała, były dość luźne. Jej dłonie wyszukiwały jednak czegoś innego, a była to spódnica, która miała dwa wcięcia aż do ud i sięgała kostek, jednak zaraz ją odrzuciła w tył. Sięgnęła po coś, co określiłabym bardziej jako biżuterię i nałożyła na siebie, jak normalną bluzkę. ALE! To też po chwili wylądowało na podłodze.
  Co za kobieta! Ile można wybierać strój? - Czułam już rosnącą frustrację, aż wreszcie sięgnęła po upragniony strój. Chwyciła materiał wiszący na ozdobnej klamce od szafy i przerzuciła nad sobą, stanęła przed zwierciadłem, robiąc obrót.


  Była naprawdę piękną kobietą z naturalnie czerwonymi, jak krew ustami, orzechowymi włosami oraz migdałowymi oczami koloru brązowego. Patrzyłam chwilę w zwierciadło, zanim odwróciła się w stronę drzwi i skierowała ku wyjściu z pokoju. Teraz poznam ten świat...

  Perspektywa Yasu

  Aa!! To jakaś tragedia! Ojciec się wścieknie! Ojciec mnie zabije! Neji mnie zabije! Nawet striptizer mnie zabije!
  Hinata, którą miałam przed oczami była jak z innego wymiaru! Chodziła, poruszając kusząco biodrami, do tego stopnia, że koleś w okularach ślepca się za nią obejrzał! Normalnie cuda się zdarzają i nagłe ozdrowienia.
  Wracając. Moja droga siostra, mimo że dobrana, była ubrana białą suknie podobną do tej, co ubrała jakiś czas temu na przyjęcie powitalne striptizera, ale białą. Suknia była piękna, mimo, że wcięcia była stanowczo za wysoko. Zakręciła parasolką w dłoniach, mijając przechodniów. Arlessa lubiła uwagę, a zazwyczaj ubrana w workowate ubrania dziewczyna przyciągała jej aż zbyt wiele.


 - Hina! - Objęłam ją wesoło ramieniem. - Chcesz iść... na spacer do lasu?
 - Hm... - Wydawała się rozmyślać nad tym, mrużąc przy tym swoje dziwne oczy.
  Po przemianie dusz oczy Hinaty posiadały źrenicę. Ciemno-fioletową, jak przedojrzałych bzów. Nie wiem, czy to był naturalny kolor Arlessy za życia i szczerze mówiąc wisi mi to! Aaa! W co ta Hina się wplątała?! Najpierw Uchiha, a teraz wieszczka!
 - Hinata-chan! - Tylko nie on!
  Podbiegł do nas Uzumaki, niosąc wielką torbę w jednej ręce, miśka w drugiej i wielki banan na twarzy.
 - Nie uwierzy-wooow... - Zatrzymał się parę centymetrów przed dziewczyną, a ja uderzyłam się w czoło. - Wyglądasz... wooow...!
 - Widzę, że szeroki dobór słów. - Uśmiechnęła się, przegryzając wargę jednocześnie mrużąc oczy w rozbawieniu.
 - C-co...? - To chyba pierwszy raz, kiedy to on się przy niej zająkał.
 - Oh, głupiutki blondyn. - Westchnęła ostentacyjnie - Dokąd zmierzasz?
  Uzumaki popatrzył na mnie z pytaniem, a ja roześmiałam się nieco. Nerwowo. Mam ochotę walnąć Arlessę, ale nie mogę nic zrobić, bo to ciało mojej drogiej siostrzyczki.
 - Hinacia wypróbowała nowe jutsu! I można powiedzieć, że... nie jest do końca sobą!
 - Powinnaś ją zabrać do babci!
 - Tam zmierzamy właśnie! - Złapałam ją pod ramię z powrotem. - Chodź.
 - Jasne! A gdy tylko znajdziecie czas chodźcie na ramen! - Ucieszył się drzymord.
 - Ramen? Czym jest ramen? - Zainteresowała się Arlessa, mrugając.
 - Aaaa! Naprawdę z tobą źle! - Wypadły mu z rąk przedmioty i zaczął skakać w miejscu, panikując.
 - Ugh... Twój głos daje mi ból głowy. Wilczyco, chodźmy stąd. - I zaczęła odchodzić, właściwie mnie za sobą ciągnąc.
  Pomachałam Naruto, lekko składając ręce razem i schylając głowę, co było niemą prośbą o przebaczenie. Wiedziałam, że to kłamstwo, ale nie miałam wyjścia. Hinata by się załamała, cho, choć zdaję sobie sprawę, że teraz chciała się po prostu oderwać. Nie obwiniam jej za to. To moja droga siostra, a gdybym mogła... postąpiłabym podobnie. Ciekawi mnie, jaką to opowieść mi przyniesie.

Perspektywa Arlessy

  Życie kroczącej jest pasjonujące, ale nic nie zastąpi skromnych muśnięć wiatru na nagich ramionach, skromnych pocałunków mokrych kropelek rosy z trawy na stopach oraz zapachu. Tak... Zapach kwiatów, świeżych owoców, warzyw, jedzenia... oraz potu. Tak długo nic nie czułam, że teraz wszystko jest nowe!
  Mijałam pięknych ludzi, jak i tych mniej wyględnych. Młodzieniec z blond włosami i pięknymi niebieskimi oczami przypomniał mi o moim głupim narzeczonym. Wiem, że nie powinnam psuć kontaktów między moją drogą wybawczynią, a nim, bo może jest dla niej bardzo ważną osobą, ale nie mogłam go inaczej postrzegać. Błazen. Idiota.
  Teraz dziecię wilka zabrała mnie do skromnego straganiku z jedzeniem i zamówiła potrawę o nazwie "ramen" z dodatkową wieprzowiną. Poszłyśmy do parku, gdzie usiadłyśmy na trawie i jedząc patrzyłam w chmury, podczas gdy białowłosa opowiadała mi o świecie.
  Smutne dziecię, które zapomniało swojej historii. Jest jak czysta kartka, nie muśnięta przez żaden atrament, ale ja wiedziałam i znałam jej prawdziwą naturę. Naturę bestii. Potwora o ludzkiej twarzy i kształcie. Doskonałego aktora w sztuce zwanej życiem. Pomimo to... Ludzie ją lubią. Czy zdają sobie sprawę z niebezpiecznej osoby, jaką jest?
  Zamknęłam oczy, gdy chwyciłam ją za rękę, skupiając swoją wolę, aby uaktywnić swoją zdolność widzenia. Dobrze było mieć swoją moc.
 Krew!
  Ściana poplamiona czerwienią była pierwszym, co ujrzałam.
 Mężczyzna o złotych oczach, rozdzierający ciało innego białowłosego.
  Skup się, Arlesso, skup.
  Krzyk, rozpacz, czerń, a po chwili płomień. 
  Tak, widzę to.
  Biegła przez mroczny las, aż dostrzegła krótkowłosą dziewczynę. Ta stanęła w jej obronie, była skąpana w świetle, a ona w mroku. To musi być krocząca. Mijały lata, a jej czerń szarzała, bledła. Stała się, jak włosy pewnego mężczyzny, z którym rosła czerwona nić łącząc ich dłonie. Czyżby to jej ukochany? Uśmiechała się, ale nagle... Wizja radości się zmieniła.
  Nie otwieraj oczu. - Szepnęłam sobie, skupiając uwagę na obrazach w mojej głowie.
  Leżała na trawie, łapczywie łapiąc oddech. Trzymała ranny bok, krzycząc o pomoc. Dwie postacie obok niej były zamazane, a ona krzyczała coraz ciszej, a po chwili nastąpiła ciemność, przeszywana co jakiś czas słowami "Nie odchodź od nas!" czy imię "Yasu".
  Po chwili okrążyły mnie wilki z zakrwawionymi szponami i zębami, i rzuciły się na mnie, a ja otworzyłam oczy i usiadłam od razu. Popatrzyłam na albinoskę, która wydawała się nie zdawać sprawy z tego, co widziałam. Ona umrze. Nie jestem w stanie powiedzieć kiedy, ale jeśli wizja jest tak wyraźna to niebawem. Muszę ostrzec moją wybawczynię, aby ubiegła śmierć.
  Wilczyca uśmiechała się jednak spokojnie, ciepło. Była zrelaksowana w przeciwieństwie do mnie. Widziałam jej krwiste oczy, które na moment mignęły na błękit.
  Ah tak. Typowe u wilczej krwi. Im większy czują ból, złość, dyskomfort czy inne negatywne oczy tym ich oczy ciemnieją. Teraz ma je koloru krwi, co znaczy, że cierpi. Naturalne jej oczy muszą być albo błękitne albo stalowe.
 - Dziwaczka. - Usłyszałam głos twardy, mocny, męski znad nas.
 - Ah, striptizer. Osoba, której najbardziej nie chciałam spotkać. - Westchnęła ciężko, uśmiechając się przy tym złośliwie.
  Mijała chwila za chwilą, a ja zdałam sobie sprawę, że to nie jest mój kochanek. Czułam ukucie w sercu oraz nagłą radość, widząc jednak osobę tak podobną do mojego drogiego Dariona. Darion był skromnym łowcą, łapiącym się każdego zadania. Dostał misję porwania mnie, ale skończył na porwaniu mojej cnoty i od tamtego czasu spotykaliśmy się częściej niż powinna wieszczka i złodziejaszek.
 - Ile razy mam ci powtarzać, że... - Przerwał, gdy zdał sobie sprawę, że patrzę na niego ze łzami. - Czemu płaczesz?
  Roześmiałam się lekko, ocierając oczy. Ile razy prosiłam bóstwa o oddanie mi go na chwilę? O dotknięcie jego policzków, wycałowaniu twarzy, ramion, poczuciu go znów w sobie tak, jak potrafią tylko ludzie złączeni przez los? Ale teraz nie było mi to dane. Wiedziałam, że nie mogę po prostu go do siebie przyciągnąć, więc zaczęłam łkać z bezsilności. Chciałam go tak bardzo objąć i być jeszcze raz w jego silnych ramionach.
  Dlaczegóż oh dlaczegóż musisz mieć jego twarz? Dlaczego musisz mieć jego posturę i ten słaby błysk zmartwienia...?
 - Co ważniejsze... Te oczy. Co się stało z twoimi oczami? - Darionie, gdybyś tylko wiedział!
  Nie mogąc za bardzo się pohamować objęłam go, zanosząc się łzami, opadłam w jego ramiona, czując, że nie mogę dłużej utrzymać nóg na twardej ziemi. Spodziewałam się, że mnie odepchnie, ale on nic takiego nie zrobił.
  Więc moja droga dużo dla niego znaczy? Przyjaźnią się? Tysiąc lat... A pachnie identycznie, jak mój ukochany... Widząca dobrze trafiła.
 - Wyjaśnię ci to, ale po prostu... trzymaj ją tak przez chwilę. - Usłyszałam głos albinoski, przepełniony smutkiem i żalem.
  Wyczułam tylko, jak porusza głową, a ja cieszyłam się każdą chwilą, którą mogłam. Jestem wdzięczna, pani moja, że pozwoliłaś mnie na życie choć przez moment.

Perspektywa Hinaty

  Siedziałam teraz przy ognisku i jadłam kawałek bażanta na patyku, podczas gdy słyszałam, jak ślepy mężczyzna gra na flecie, podczas gdy inni przygrywają mu lutnią, śpiewają czy tańczą. Nie znałam tej piosenki, ale od razu wpadła mi w ucho.
  Wyłapywałam pojedyncze słowa i próbowałam je zapamiętać. Przymknęłam oczy, rozkoszując się przyjemnym damskim głosem służki, która porankiem mnie obudziła. Miała donośny głos, a ja nie mogłam się jej nasłuchać. Teraz śpiewała coś o wikingach, którzy z tego, co zrozumiałam byli rzezimieszkami, napadającymi na wioski na swoich drakkarach czy knarach. Piosenka opowiadała o ich wyprawie, o tym, jak powrócić nie mogli.
  - Hej ludzie wrzućcie grosz do sakwy mej~! - Dziewczęta przebiegły między ludźmi tanecznym krokiem, nie prosząc o pieniądze, a ciągnąc ich do tańca.
  Po chwili ciało Arlessy wbiło patyk w ziemię i ruszyło ku roztańczonym i roześmianym ludziom. Chwyciła delikatny materiał i zaczęła ruszać się w rytm melodii wygrywanej energicznie.
  Ludzie klaskali, wiwatując jej imię, gdy ruszała biodrami w tańcu, którego bym nigdy nie mogła wykonać z powodu jego... odważnej formy.
  Dzień szybko minął na wróżeniu. Arlessa w tym czasie poszła w stronę pałacu, gdzie przywołał ją młody król, słysząc o jej niezwykłych czynach i zawsze sprawdzającym się wizją.
  Arlessa ubrana w zwiewną suknię klęczała przed władcą, a gdy uniosła głowę i dostrzegłam jego twarz nie mogłam nie wziąć oddechu zaskoczenia. To Naruto-kun! Burza blond włosów była co prawda dłuższa tak, że miał je związane w warkocz ze złotą koroną, ale wszędzie mogłam rozpoznać te niebieskie oczy.
  Mijała chwila, aż zostaliśmy sami. Wieszczka trzymała rękę władcy, a ja zastanowiłam się chwilę nad jej miękkością. I wtedy dostrzegłam obrazy w głowie - to była wizja. Mówiła o upadku królestwa za jego panowania, a on sam został przebity dwoma czarnymi daishio, upadek monarchii, głód i szarańcza.
  Król jednak miał to za nic i za bluzgi kazał ją strącić do lochu. Zimny loch, okrutna cela. Przykuta metalem i bita, nie miała już paznokci, a na głowę skapywała jej woda, raz po raz. To szaleństwo... Kobieta była bita zarówno przez kata, jak i przez samego króla.
  Jedynie zza krat słyszała ściszone głosy rozmawiających strażników, mówiących o głodzie. Jej wizja się sprawdzała.
  Nie zdawałam sobie sprawy, jak czas szybko biegł. Dla mnie były to chwile szaleństwa, ale dla Arlessy długie godziny. Wreszcie do lochu przybył król w zbroi.
 - Przepowiedz mi zwycięstwo w wojnie! - Krzyknął rozkazująco, unosząc jej głowę, tak, że mogłam dostrzec oczy Naruto wpatrzone we mnie.
 - Przepowiem... ci śmierć... - Wyszeptała ledwie słyszalnie, spotykając się z metalem na policzku.
  Nie jęknęła nawet, gdy król zaczął ją uderzać, ale ja już tak. To tak bolało... Czułam jej ból, gorące łzy na policzkach i krew w ustach, gdy zadał cios w brzuch.
  Minęła chwila, a może godzina, aż do celi wszedł mężczyzna okuty w zbroję. Patrzył długo na Arlessę, która zgięta utrzymywała się ledwie na kajdanach. Nie minął moment, aż odrzucił kopnięciem władcę od kobiety, przez co odczułam ulgę. Nie zwróciłam uwagi na walkę z powodu bólu, ale widziałam, jak król kona, wsparty o ścianę. Wbite w niego daisho błyszczały złowieszczo od światła gasnącego słońca.
  Rycerz zdjął swój hełm i pogładził policzki, klękając obok kobiety. Rozkuł ją mieczem i ucałował jej osłabłe, sine już usta. Patrzyła z radością i miłością na mężczyznę.
 - Czekałam na ciebie, kochany... czekałam... - Szeptała czule, coraz słabiej.
 - Moja Arl... moja mała Arl... - Szeptał odpowiedzi.
 - Krwawisz kochany... krwawisz...
  Wyczułam jego krew, mimo odurzenia. Został zapewne ranny dostając się tu lub jeszcze podczas walki.
 - Kocham cię, kochana... kocham cię... - Wziął ją w ramiona oparł się o ścianę lochu i słyszałam coraz ciszej bijące serce.
  Umierali... Oboje umierali powoli. Arlessa nie umarła sama, ale wraz z nim. Zginęła przez wizję, którą przepowiedziała królowi. Słyszałam krzyki w oddali, płomienie i wiele, wiele błagań o litość. Królestwo upadło.
  Wyszłam z jej ciała, patrząc na jej uspokojoną twarz, gdy jej kochany wypowiadał jej czułe słowa wiecznej miłości. Upadłam na kolana, łkając, wplątując dłonie we włosy. Arlessa została skatowana, Darion wykrwawił się - takie było ich odejście!
  Dusza Dariona wstała, chwytając dłoń ukochanej i zaczęli iść w kierunku światła, wyjścia z celi, ale Arlessa, gdy jej kochany przeszedł odwróciła się w stronę króla. Jego ogarnęło światło, a ją ciemność.
  Wstałam, czując w sobie wściekłość i uczucie niesprawiedliwości. Nie powinni być rozdzieleni! Nie powinni!

 Brak perspektywy

  Noc nastała szybko. Sasuke zabrał Arlessę w ciele Hinaty na wycieczce po wiosce, a punktualnie o północy odstawił ją przy oknie. Yasu w tym czasie szykowała już świece.
 - To był wspaniały czas... Dziękuje. - Szeptała, gdy podeszła do biurka, patrząc na zdjęcia.
  On milczał, myśląc nad tym, co się dzieje z Hyuugą, według słów Yasu, nie jest sobą, ale za chwilę dowie się jak bardzo.
 - Daliście mi szczęście. - Sięgnęła po papier i pióro, zaczęła eleganckim pismem zapisywać słowa, a gdy chcieli dostrzec co takiego odwróciła kartkę i zajęła miejsce w kręgu. - Dziękuje, za pokazanie mi światła. Teraz wrócę do mojego Dariona... Dziękuje.
  Zamknęła oczy, znaki z jej rąk i nóg rozświetliły pomieszczenie, a światła świec zgasły, gdy zawiał wiatr. Okrążył ciało Hinaty.
 - Hinata...? - Sasuke uklęknął przy Hinacie, dając dłonie na jej ramiona.
  Otworzyła je, śnieżne kule patrzyły w niego. Łzy pociekły z nich, a uśmiech wygiął wargi.
 - Tak was przepraszam! - Krzyknęła nagle, rzucając się na szyję Uchihy.
  Sasuke nie był pewien, co się dzieje. Czuł się, jak dziecko we mgle, ale uczucie, że Hinata tu jest... wystarczyło mu. Więc trzymał ją w ramionach, wcale nie oczekując wyjaśnień. Ufał, że mu powie w odpowiednim czasie, którego nie był pewien.
  Yasu uśmiechała się, czując ulgę, że Arlessa opuściła jej ciało. Z kolei wieszczka pojawiła się w mrocznym świecie. Rozejrzała wokoło i wtedy...
 - Wróciłaś do mnie. - Usłyszała i uśmiech rozpłynął się na jej wargach.

  Nekogakure

  Aiwa rozcięła sobie skórę na ramieniu, gdy wyciągnęła z niej krwawe, poszarpane ostrze. Uderzała rytmicznie w manekina szkoleniowego, podczas gdy wokół nie było nikogo. Nie wiedziała, na co się szykować, ale wiedziała, że musi.
  Nyarien zamknęła oczy, czując tępy ból spowodowany brakiem krwi, ale nie zezwoliła sobie na upadek. Postanowiła ćwiczyć ile tylko da radę.
  Coś się działo, a ona nie chciała być nieprzygotowana.
  Myślisz, że powinnaś w ogóle żyć? - Usłyszała głos w głowie, ale go ignorowała. - Dlaczego komukolwiek ma zależeć na tobie, skoro nikt cię nie kocha? Dlaczego w ogóle się starasz?
  Mocne pchnięcie, ale nie udało jej się odepchnąć słów rozbrzmiewających w jej głowie. To były głosy, które słyszała odkąd przyjęła przekleństwo Chie. Nocne koszmary przepełnione krwią, bólem i strachem, a teraz jeszcze głosy.
  Padła.
  W oddali siedział Azura i Chie, obserwując kobietę nieufnie. Nawet oni wyczuwali w niej coś dziwnego.
 - Wydaje mi się, że pora, abyś spojrzała prawdzie w oczy, droga siostro. - Szepnęło bóstwo kości, podchodząc do ciała uczennicy.
 - Tak. - Odparła z uczuciem bezsilności.
  W głowie Chie obmyślała plan na pozbycie się jej problemu związanym z Nyarien. Była głupia, myśląc, że stara krew złączona z jej krwią coś poradzą. Z tej dziewczyny już nic nie będzie. Musi się z tym pogodzić i wybrać nowego wybrańca, a tego... się pozbyć.
 - Poszukam mordercy. - Syknęła, odchodząc.
  Azura natomiast skinął na sługi, aby zabrały Aiwę do jej pokoju.
 


A tu pozwolę sobie zakończyć dzisiejszy rozdział. Mało dzisiaj Sasuke x Hinata, ale jakoś się z tym pogodzimy! :D Czas zacząć prawdziwą akcję!
  W następnym rozdziale przywitamy się z problemem cieni, słabnącej bariery, więzi, jak i nowym początkiem ;)
  Na razie!

03 maja 2019

Rozdział 26: Przyjaźń czy nie?


  Następnego ranka obudził go uporczywy ból głowy. Nie był pewien jak znalazł się w domu, w głowie miał przebłyski wspomnień. Od razu popatrzył na swoją rękę i dostrzegł na nim pierścionek.
No tak... Zaręczyłem się. 
  To było tak nierealne, a jednocześnie przerażające, że sam nie wiedział, co ma w tym momencie robić. Zerknął na zegarek, wskazywał godzinę jedenastą.
  Wstał z łóżka i sięgnął po butelkę z wodą, która zawsze stała między szafeczką nocną, a materacem, wywrócił ją, przez co w głowie mu zaszumiało. Syknął od razu.
 - Za jakie grzechy... - Syczał, łapiąc się za głowę.
  Złapał butelkę, ledwie ją odkręcił i od razu całą zawartość wlał w swoje gardło. Nie wiedział, jak to się stało, że tak bardzo się załatwił. Z kim on pił? Z Kakashim? Z teściem...? Z NARZECZONĄ?!
  Wstał, chwiejnym krokiem, idąc do łazienki. Nie dbał o zrzucenie z siebie ubrań, po prostu wszedł pod prysznic i włączył zimny strumień.
  Ten chłód przypomniał mu ten z wieczora...
...Gdy Sasuke siedział między Hyugami dosiadła się do niego Yasu z wesolutkim uśmieszkiem godnym najgroźniejszego diabła. Objęła go ramieniem z wyszczerzem.
 - Czego chcesz, dziwaczko? - Mimo wszystko nie brzmiało to jako coś złego, a raczej przyjacielski przytyk

Znalezione obrazy dla zapytania sasuke uchiha irritated

 - Ej! Teraz jesteśmy rodziną!
 - Póki nie powie sakramentalnego "tak" to nie! - Zaprzeczył dziadek młodej Hyugi, uzupełniając kieliszek Uchihy.
  Sasuke popatrzył na ludzi nie wiedząc za bardzo jak ma postąpić. Zerknął na Hinatę, szukając pomocy, ale ta uniosła nieśmiało kieliszek i od razu go opróżniła, aby został na nowo napełniony przez ojca dziewczyny.


 - Właściwie jak to między tobą, a moją wnuczką jest, panie Uchiha? - Starzec popatrzył na niego badawczym spojrzeniem. - Chcesz powiedzieć, że odnalazłeś stary dokument i ot tak chcesz mój mały promyczek słoneczka!?!
  Sasuke poczuł się nieco skołowany nagłym wybuchem ze strony starca, ale ten po chwili wybuchł gromkim śmiechem.
 - Żartuje, młody człowieku. Rozumiem wartość słowa pisanego. - Uśmiechnął się - Zadbaj o jej szczęście, mimo, że to zaaranżowane małżeństwo.
 - To prawda. Wielu z nas myślało, że po prostu zwiejesz. - Zaśmiała się Yasu. - Szykowaliśmy to jakoś od trzech dni, panie striptizer.
 - J-jaką masz pracę?! - Ciotka, która chciała wznieść toast za szczęście narzeczeństwa pobladła.
 - Jestem shinobi. - Syknął, czując rosnącą chęć uderzenia albinoski, która teraz prawie leżała na nim, śmiejąc się.
 - Off! Całe szczęście! - Roześmiała się kobieta.
  Uchiha nie sądził, że Hyugowie mogą kiedykolwiek być tak roześmiani, jak w tym momencie. Widział ich pijących, śpiewających... To tak, jakby być w innym świecie, gdzie wszystko jest inaczej.
 - To prawda...
 - Więc... Ty i Hinacia... Kiedy się dowie reszta? Wiesz... Plotki szybko się rozchodzą...


 - To zaaranżowane małżeństwo, Yasu. - Dodał z naciskiem Neji. - Nie ma czego ukrywać.

Znalezione obrazy dla zapytania neji hyuga angry

 - To racja. Więc? A co z Naruto? Wie? To twój przyjaciel i pierwszy.
 - ... Co.
 - Hinacia mi opowiadała, jak polecieliście w ślinę na lekcji! - I tu wybuchła gromkim śmiechem jeszcze większym niż przedtem. - Nie ładnie! Oj nie ładnie!
 - ... Tak jak ty z Sakurą? - Uchiha uśmiechnął się delikatnie, czując znajomy smak zwycięstwa na ustach.
 - Nie całowałam Haruno, ani ona mnie. - Wzruszyła ramionami.
 - Co ci powiedziała?
 - Nie twój interes, przegrywie. - Warknęła, odsuwając się, ale nie zmieniła swojego siedziska.
  Zamierzał odparować jej równie dobrą ripostą, ale przerwał mu gromki śmiech z jego prawej. Hinata właśnie pustoszyła kolejny kieliszek ze swoim ojcem i wydawała się z minuty na minutę coraz bardziej wesoła. Zastanowił się przez chwilę, jak to możliwe, że z tymi rumieńcami wygląda tak uroczo. Popatrzyła na niego roziskrzonymi oczami i zbliżyła się do niego.
 - Sa-su-ke-kuuun... - Przechyliła głowę w bok, oparła dłonie o jego ramiona i wychyliła się lekko do niego, aby wyszeptać coś do ucha. - Hej... hej... Lupie cię... tah... troche. Ale się uśmichni! Uśmehej... UŚMIECHNIJ! - Klasnęła w dłonie dumna z tego, że mogła wypowiedzieć wreszcie dobrze to słowo.


  Spiła się!  - Zaalarmowała go jego własna myśl, oczekiwał jednak, że jej nieśmiałość da o sobie znać i zaraz się odsunie przepraszając, ale tak się nie stało. Czuł zapach jej słodkich perfum z alkoholem oraz widział dokładnie jej perłowe oczy z bliska. Siedzący nieco dalej mogliby pomyśleć, że się całują. Była tak blisko...
 - Myślę... sze... mogę się do tsiebie przekonać... Jeśli... - Musnęła jego policzek swoją miękką dłonią, przesunęła po jego szczęce i po ustach kciukiem, drgnął lekko przez jej dotyk. - Mnie pocałujesz.
  Był zszokowany. Pierwsza myśl nakazała mu to wykonać, ale jego druga kazała mu się uspokoić. Wolał nie całować dziewczyny, gdy jest w tym stanie. Kocha twojego kumpla. - Syknął do siebie w myślach. Chwycił jej dłoń i odsunął od siebie, ta wyglądała na nieco zawiedzioną, ale nie odzywała się już dalej.
  Na stół wskoczył biały kocur, który od razu pomaszerował do jego nietkniętego kieliszka. Popatrzył z oburzeniem na alkohol w nim i na Uchihę. Usiadł i wskazał łapą, aby mu podać w spodeczku.
 - Ej! Sierściuchu, jak się trzymasz? - Zapytała białowłosa, nalewając kocurowi alkoholu.
 - Zadziwiająco dobrze, worku na pchły, zadziwiająco dobrze!
 - Czym ty właściwie jesteś? - Zaczął Sasuke.
 - Hm. Powiem ci o mej wspaniałej osobie, jeśli... mnie przepijesz. - Uśmiechnął się, poruszając wąsikami.
  Hinata śmiała się, Yasu zasłoniła usta ręką, ukrywając uśmieszek, a reszta zwyczajnie nie zwracała uwagi. Uchiha przyjął zakład, nie wiedząc nawet na co się piszę.
  Byli już po trzeciej butelce, gdy postanowił się przewietrzyć. Mrok panował już na niebie, a pojedyncze gwiazdki połyskiwały na bezkresnej ciemności.
 Opierając się o ścianę szedł na zewnątrz, gdzie dostrzegł swoją narzeczoną, która siedziała właśnie na ławce, wydawało się, że z kimś rozmawia, ale gdy wzrok mu się wyostrzył nikogo nie dostrzegł.
 - Hai... Arigatou... Myślę, że tak... Co-co! N-nie! J-jeszcze... za parę lat... tak... tak, wiem... Będę. - Mówiła, a Sasuke stał, jak w ryty.
  Zaręczyłem się z wariatką...? - Zapytał sam siebie, ale postanowił czekać.
  Hinata odwróciła do niego głowę, uśmiechnęła się słabo, troskliwie i ciepło. Wstała i podeszła do niego.
 - Hej... - Szepnął, opierając się o drzewo ręką. - Co tam...? Często tu... wpadasz, śliczna...? - Zaśmiał się bez cienia humoru.
 - Podryw na bar? - Ciemnowłosa parsknęła śmiechem. - Nikt ci nie mówił, że rzadko kiedy wypala?
  Pochylił się lekko do niej. Gdy wiatr zawiał mocniej, jednocześnie ją przed nim osłaniając.

Фотография

 - A może teraz się to zmieni...?
 - Sasuke, jesteś niemożliwy. Piłeś z Kiyoshim! - Zabrzmiało to jak zarzut dla Uchihy.
 - Piłem z gadającym kotem, który jest zapomnianym bóstwem, moją narzeczoną jest jego uczennicą, na dodatek za dokładnie cztery lata i trzy miesiące stanie się moją żoną przez naszą obietnicę... dwa-trzy może cztery miesiące temu. Dodatkowo namówiła swoją drużynę, babcię i ciężarną sensei przy remoncie... Jesteś szalona, Hyuuga.
 - Niedługo Uchiha. - Syknęła.
 - Mówisz, jakby to było przekleństwo, a nie przerwałaś ceremonii. Pewnie wolałabyś być Uzumaki. - Zarzucił, patrząc na jej twarz, którą teraz wykrzywiła złość.
 - Co dla ciebie za różnica? Przysięgałam ci wierność, czyż nie? Liczy się dla ciebie...
 - Możesz mnie nienawidzić, ale nie powiedziałaś mi nie. Zgodziłaś się.
 - A jakie inne miałam wyjście?!
 - Mogłaś dać sobie spokój. Odszedłbym z Konohy znowu. - Powstrzymał jej rękę, która właśnie miała zadać mu cios. - Musisz mi coś o sobie powiedzieć. Dlaczego? Dlaczego się zgodziłaś na nasz układ? Dla tego kretyna?
  Hinata milczała, czując się okropnie. Chciała początkowo sprowadzić Sasuke, aby Naruto zwrócił na nią uwagę, ale blondyn jej nie dostrzegł... Nie powiedział "Świetna robota, Hinata-chan", jak to sobie wymarzyła. Piekące łzy napłynęły do jej oczu, grożąc upadkiem.
 - To boli... - Wyszeptała, gdy położył dłoń na tyle jej głowy i przyciągnął do siebie. - Tak bardzo boli... - Szeptała, łkając, gdy ją obejmował. - Chciałam... chciałam, aby mnie dostrzegł... Docenił... ale-ale... ale... co ze mną jest nie tak? Nie jestem medykiem, nie jestem silna, ani piękna, ani inteligentna jak Sakura-san... ja... ja...
 - Jesteś od niej dużo lepsza, a ten kretyn tego nie dostrzegł... - Poczucie winy zaczęło go obejmować, jak on obejmował teraz Hyugę. - Wtedy... gdy byłem w twoim ciele, wyczuwałem coś dziwnego... Nie potrafię tego opisać, ale w tym świecie, gdzie byliśmy... Widziałem twoją matkę... Widziałem ciebie... W coś ty się wplątała, Hinata? Aiwa... zabroniła ufać Kiyoshiemu... Dlaczego? To jakiś demon?

  

  Hinata wstrzymała oddech, czując jak krew w niej zamarza. Popatrzyła w oczy Sasuke, odnajdując w nich chęć zrozumienia, czyli coś, czego potrzebowała od wielu lat. Tak bardzo tego pragnęła... Trzymał ją w silnych ramionach.
 - Powiedz mi...
 - Kiyoshi, Azura, Chie... Byli Bóstwami... Wierzyli w cykl, leczyli ludzi, przynosili ukojenie duszom, które nie potrafiły przejść na tamtą stronę, chronili je... ale ludzie... Ludzie źle ich zrozumieli... Uważali ich za zło... za zło i ich zniszczono... Niedobitki ocalały, ale... Bóstwa zadecydowały o ukryciu się... Zdecydowali o ukrywaniu się pod postacią kotów, aby nie budzić podejrzeń...
 - I teraz powrócili...? Jak dziedziczka klanu Hyuuga się z nimi związała...?
  Chwyciła jego rękę i skierowała się do ławki, na której siedziała wcześniej.
 - Jak...? Moja matka, Hikari Hyuuga, była wybranką Kiyoshiego. Ojciec o tym wiedział, gdy ją poznał... Zakochał się... ja nie miałam... żadnych powiązań, myślał, że mam... bardziej jego krew niż mamy... Ale coś się zmieniło... i zostałam wybranką Kiyoshiego. Teraz te trzy klany nie są już tak przerażające, ale mimo to...
 - Strach jest. Nadal się boją...
 - Tak, ale coś się zmieniło, Sasuke. Kiyoshi się objawił w swojej postaci... Zadecydował, że się uaktywni. Coś się zmienia. Nie wiem co... Boję się... Boję, Sasuke... Coś złego się stanie, nie wiem co... ale to...
  Zacisnął dłoń na jej dłoni i ścisnął mocno, zmuszając, aby na niego spojrzała.
 - Czy... chcesz mnie opuścić...? Nie będę za tobą gonić... Jeśli chcesz wrócić do zemsty... do poszukiwania Itachi'ego... Idź. - Patrzyła mu głęboko w oczy.
 - Nie. - Odparł z mocą. - Nie zostawię cię. Przysięgałem ci wtedy, przysięgam ci teraz i za cztery lata i jedenaście miesięcy, tego samego dnia... Przysięgnę ci znowu.
  Hinata zadrżała z emocji. Łzy napłynęły jej do oczu i swobodnie spłynęły. Przytuliła się do niego mocno, czując ulgę. Ulgę, której pragnęła od lat. Trzymał ją w ramionach.

  Teraz przetrzeźwiał. Od chłodu wody. Nie miał siły już na trening, ani nie chciał nic jeść, wybrał coś, czego w życiu by się nie tknął - papieros. Znalazł paczkę w szufladzie z odręcznym pismem Kakashiego - "Zaufaj mi, będziesz tego potrzebował - K.H."
  Miał rację. Czując w płucach dym, nieco piekące uczucie na podniebieniu oraz dziwne uczucie w bolącej głowie, poczuł się lepiej.
  Układał w głowie informację o Hinacie. Wplątała się gorzej niż on. Bóstwo, które jest kotem, które musi chronić i któremu jest posłuszna. Jednak coś mu nie pasowało. Kiyoshi. Jest tak dziwną postacią.
 Kot. Stale coś planuje. Jego ruchy są nieprzewidywalne. Omotał Hinatę... - Postanowił zaufać jednak wcześniejszemu zachowaniu Aiwy i jej ostrzeżeniu. - Dlaczego miałaby to robić? Hinata jest w niebezpieczeństwie... Muszę ją jakoś oddzielić od tego szajsu.
 - Wreszcie jakiś cel... - Szepnął do siebie, gdy się zaciągnął papierosem.
  Popatrzył na ciemny pierścień na palcu. Nie rozpoznał materiału, ale wiedział, że jest cenny.
 - Sasukeeeeeeee-teeeeemeee! - Wrzask wytrącił go z równowagi i dał ból głowy.
 - Ohayou, Sasuke-kun!
  Dwie hałaśliwe blondynki uśmiechały się, chłopak i dziewczyna. Ino miała w rękach kosz z owocami i jakiś słoiczek. Naruto nic poza bezczelnym uśmieszkiem.
 - Witaj, Sasuke. - Osteme był jakąś ostoją i dziwakiem w porównaniu do tych dwóch.
  Utrzymywał chłodną i dumną postawę, podczas gdy Naruto trzymał ręce w kieszeniach.
 - Cześć... - Odparł sucho, gasząc papierosa.
 - Palisz? Wiesz, że to niezdrowo! - Ostrzegła Ino.
  Uchiha popatrzył na nich, nie do końca rozumiejąc po co przyszli.
 - Ta, wiem... Czemu tu jesteście? - Oparł głowę o okno, czując chłód szyby, co dało mu ukojenie.
  Osteme uśmiechnął się słabo, gdy dwoje energicznych blondwłosych ludzi zaczęło krzyczeć jedno przez drugiego.
 - Słyszeliśmy od Kakashiego-sensei i Yasu-chan, że masz kaca! Gdzieś się schlał, teme?
 - Właśnie, właśnie! Yasu-chan też jakaś nieswoja, a Hina-chan nie wychodzi z pokoju! Byłeś z nimi? - Dopytywała Ino.
 - No to prawda, że ostatnio łazisz za Hinatą-chan! - Zgodził się Naruto.
  Sasuke zamyślił się nad stanem Hinaty. Wczoraj przetrzeźwiała w połowie wieczoru, a on? Czuł się jak żałosny dupek.
 - Wchodzicie? - Zapytał, wstając z parapetu.
 - Jasne! Zjemy razem zupę z kurczaka! Osteme zrobił za dużo!
 - Więc to wykorzystamy. - Stwierdził Sasuke, wskazując im drzwi wejściowe.


  Hinata leżała w łóżku, nie przejmując się nawet tym, aby założyć ubranie. Czuła się, jakby ktoś wyrwał kawałek jej duszy. Popatrzyła na swoje palce, wtedy, przez krótką chwilę widziała, jak za sprawą Kiyoshiego jakiś sznurek się rozpada, a nowy łączy z dłonią Sasuke.
  Wtedy to poczuła. Myśl o uśmiechu Naruto nie wywoływała u niej już tyle uśmiechu, jakby ktoś wyrwał jej to uczucie, które do niego żywiła... Bo przecież tak było. Łzy na nowo zagościły w jej oczach. Przepłakała całą noc z powodu utraty uczuć, ale tego również chciała. Wiedziała, że musi się pogodzić z tym przykrym faktem, ale nie mogła pogodzić się z bólem.
Imagen de naruto, hinata hyuuga, and hinata uzumaki
  Usiadła na łóżku, zrzucając z siebie kołdrę. Zamknęła śnieżne oczy i przycisnęła dłoń między piersi, postawiła stopy na chłodnej podłodze i ruszyła do swojej prywatnej łazienki. Opłukała twarz lodowatą wodą, mocząc przy tym część grzywki.
  Patrzyła w swoją twarz, podpuchnięte od łez oczy, czerwony nos, sine prawie usta z powodu zagryzania warg.
 - Nie jestem sobą... Naruto-kun nigdy by mnie nie pokochał... Kocha Sakurę. A ja muszę... a ja mam obowiązki. - Popatrzyła na swój pierścionek i burknęła pod nosem przekleństwo, którego nawet szewc by się powstydził i splotła włosy w warkocz, aby po chwili zaplątać je w kok.
  Założyła szlafrok i wróciła do pokoju, aby się ubrać. Dla Hinaty był to cios. Czuła, że potrzebuje chwili na osobności. Najlepiej na samotnej misji... albo!

  Kiyoshi spędzał czas w świątyni, w Lesie Śmierci. Postawił ją jednym skinieniem ręki na starym domu, w którym kiedyś mieszkał. Oplótł gałęzie drzewa wokół domku z wejściem z jednej gałęzi jako schodki, wszedł do środka, gdy wyczuł za sobą czyjąś obecność i ledwie zdołał uniknąć pięści.
 - Uchiha. - Szepnął, odsuwając się.
 - Coś ty zrobił, Kiyoshi-sama?! - Krzyczała wściekła kobieta.
 - Mikoto-san, proszę o spokój. - Mężczyzna zwinnie unikał ciosów wściekłej matki.
 - Mój syn nie zasłużył na to! Nie zasłużył na to, abyś zmuszał ich do kochania siebie nawzajem!
  Przytrzymał jej pięść przed twarzą.
 - Mikoto-san... Skąd możesz wiedzieć, co uczyniłem? - Zapytał, przechylając głowę w bok. - Kto ci powiedział?
 - Nieistotne! Zabiłeś jej miłość! Sprawisz, że będzie z moim dzieckiem z obowiązku, nie z miłości! - Krzyczała tak głośno, że miał pewność, że ktoś ją niebawem usłyszy. Nie ważne czy z jego klanu czy innego!
 - Mikoto-san...
 - Jesteś chory, Kiyoshi! Nie wiesz, co mogło im się przytrafić! Nie wiesz tego! Jesteś Bóstwem! Zapomnianym Bóstwem, nie istniejesz już w tym świecie, a jedyne co robisz to tylko się wplątujesz! Daj Hinacie czas, a jestem pewna, że pokochałaby Sasuke!
  Pani Uchiha padła na kolana, które zaniknęły po kontakcie z trawą, ukryła twarz w dłoniach.
 - Wymusiłeś w nich uczucie...
  Kiyoshi uklęknął przed czarnooką kobietą, położył dłonie na jej eterycznych ramionach i uśmiechnął się słabo.
 - Nie, Mikoto. Choćbym zebrał całą moc tego świata, poznał każde jutsu, każde zaklęcie... To nigdy nie będę mógł zmusić kogoś do kochania. Nie da się zmusić kogoś do miłości.
 - W-więc ty nie...?
 - Nie. Połączyłem ich losy, tylko tyle.
 - Co to znaczy?
 - Znaczy to tyle, że będą wyczuwali, gdy któremuś z nich grozi niebezpieczeństwo, nawet o tym nie wiedząc. Będą wyczuwali to, czy któreś z nich umiera. Nic ponad to. Nici przeznaczenia są różne, ale miłość jest uczuciem, które się tworzy samo i umacnia nić. Ja ich tylko lekko nakierowałem.
 - A... a nić jej z Uzumakim?
 - Istniała... ale sama przez nią cierpiała. Z jej strony była kolorem podziwu, a z jego... nie było jej. Prędzej czy później musiało do tego dojść, Mikoto-san. Hinata rozumie.
  To uspokoiło ducha, ale... Kiyoshi nie wiedział, że w sercu Hinaty zostało zasiane ziarno wątpliwości. Nie mógł tego wiedzieć...

  W mroku pomieszczenia dało się dostrzec jedynie białe znaki cierni na jej stopach i dłoniach, gdy stała wśród trzech ciał. Zapach stęchlizny unosił się w powietrzu, ale jej to nie przeszkadzało.
  Długie włosy były zebrane w kok, a jej ciało zakryte przez spodenki i bluzę na ramiączkach, stopy miała bose, ale jej to nie obchodziło. Czuła czerwoną krew na swoich stopach od ciał, które leżały, przykryte przez płachtę.
  Przyklękła na zakrwawionej podłodze. Właśnie była na miejscu zbrodni i uważnym wzrokiem szukała zagubionej duszy, gdy stanął obok niej członek ANBU, sam kapitan.
 - Seishin-kun, znowu opętałeś jego ciało... Zaczyna zmieniać swój wygląd pod twój... - Wyszeptała Hyuuga.
 - Tak, wiem, Hina... ale muszę wytrenować ich. Hokage kazała. - Jego głos był mniej szorstki i męski, bardziej już jak Shirou, ale to dziewczyny już nie obchodziło.
 Podejrzewała, że Kiyoshi chce przekonać Shirou, aby opętał całkowicie kapitana ANBU. Zapewne planuje upozorować jego śmierć, aby zastąpił go Seishin. Widziała już zmiany w wyglądzie kapitana, nie był już tak barczysty, a niemalże szczupły, jak właśnie jej przyjaciel.
 - Hokage, czy Kiyoshi? - Dopytała, zsuwając prześcieradło z twarzy trupa.
 - Oboje właściwie... - Wyznał, a Hyuga westchnęła ciężko. - Wiem, co chcesz powiedzieć... Mnie też się to nie podoba, ale...
 - Jeśli się sprzeciwisz Kiyoshi siłą cię wygna?
  Milczał dłuższą chwilę, zanim pokiwał głową. Zacisnęła dłonie w pięści, czując napływ złości. Wiedziała jednak, że jej przywiązanie i lojalność, co do jej mistrza-Bóstwa nigdy się nie zmieni. Za każdym razem go posłucha. To on dał jej siłę, którą ona teraz miała. Czuła się rozgoryczona oczywiście, czując brak jakiegokolwiek uczucia poza podziwem do Naruto, ale nie miała już wyjścia. Nie da się znowu wrócić do kochania... Przynajmniej ona to tak czuła. W rzeczywistości Kiyoshi prawie nic nie zrobił. Jedynie wyciszył nieco jej uczucie do Naruto.

  Sasuke spędził cały dzień na szukaniu Hinaty, po pożegnaniu się z Ino, Naruto i Osteme, którzy z kolei postawili sobie za cel pokazanie białowłosemu wioskę i ważniejsze jej punkty.
  Nie mógł jednak nigdzie odnaleźć swojej narzeczonej, trafiając z kolei na koleżankę z zespołu.
 - Sas-sasuke-kun! - Uśmiechnęła się od razu na jego widok - Co powiesz na... na pójście na ramen...?
 - Nie, dzięki, Sakura. Szukam kogoś.
 - Co? Kogo!? - Od razu brzmiała jak zazdrosna dziewczyna - Może ci pomogę!
  Uchiha popatrzył na jej oczy. Zdradzały wszystko. Wiedział to i wiedział, że musi wreszcie z nią porozmawiać.
 - Chodź do parku.
  Ta od razu za nim ruszyła. Wiedział, że musi to zakończyć, zwłaszcza teraz. Nie może tak dłużej oszukiwać przyjaciółki z drużyny, chociaż wiedział, że to, co ona do niego czuje nie jest prawdziwe. Pokochała go za wygląd, nie starając się go poznać, a on mając już dosyć tego zadecydował o postawieniu sprawy jasno.
  Usiedli obok siebie, choć Sasuke w większej odległości niż by chciała tego Sakura.
 - Jest tu tak pięknie... Wieczorne słońce i...
 - Sakura. Musimy porozmawiać. Poważnie. - Przerwał jej, zanim zdążyła cokolwiek dodać.
 - Co? O czym? - Przechyliła głowę w bok z rumieńcem.
  Czyżby chciał mi wyznać swoje uczucie... Po to ten pierścionek...? Czy on...?! - Zaczęła rozmyślać, ale zaraz się opanowała.
 - Musisz sobie odpuścić. - Poczuła, jak jej serce zaczyna pękać - Nie kochałem cię, nie kocham i nigdy nie pokocham. To co czujesz jest tylko zauroczeniem, musisz się wreszcie...
 - Nie! Sasuke-kun! Kocham cię! I nigdy nie przestanę! - Krzyczała, wstając i przykładając dłonie do serca.
 - Postawię sprawę jasno. - Wstał, przez co musiała się odsunąć. - Nigdy nie będę traktował cię inaczej niż przyjaciółkę, koleżankę z zespołu.
 - Ale możemy się lepiej poznać! Możemy być razem i wtedy... będę mogła pomóc ci odbudować klan...
 - Co. - Syknął.
 - Jestem silna, mam lepszą kontrolę czakry od Ino czy reszty dziewczyn... Jestem też uczennicą piątej Hokage! Sannin! Kto będzie lepszy ode mnie?! - Krzyknęła znowu, a Sasuke patrzył tylko na nią z niedowierzaniem. - Poza tym... Nie jestem najbrzydsza więc nasze dziecko...
 - Oszalałaś. - Szepnął, zamknął oczy, kręcąc głową - Nic z tego.
 - Dlaczego!
 - Bo mam kogoś.
 - CO?! To jej szukasz, tak?! - Ta zazdrość wymalowana na jej twarzy, pomieszana ze złością.
 - Tak.
 - Kim ONA jest?! KTO TO!?! - Złapała go za rękę, a on zastygł w bezruchu, słyszał jej łamiący się ton głosu. - Co ona w sobie ma, że zwróciłeś na nią uwagę, a na mnie nie spojrzałeś przez te wszystkie lata?! Nie ma nikogo lepszego od...
 - Od ciebie? Jest najmilszą osobą w tej całej wiosce. - Wyrwał nadgarstek z jej uścisku. - Sakura. Powiem to ostatni raz. Nie kocham cię i nie pokocham. Zrób coś dla siebie i odpuść sobie.
  Zaczął odchodzić od różowowłosej.
 - NIE! - Krzyczała ile sił w płucach, opadając na kolana i zanosząc się płaczem. - Nigdy... nie przestanę cię kochać, Sasuke-kun... Sasu... ke...

  Uchiha wiedział, że to nie było łatwe. Początkowo chciał ją do siebie zniechęcić, ale teraz wiedział, że to nie miało sensu. Musiał zrobić coś z czego dumny nie jest, ale jakie mu inne wyjście dawała? Popatrzył na symbol swojego klanu na nagrobku matki i uklęknął przed nim.
 - W takich chwilach za tobą tęsknie... - Wyznał, dotykając granitu.
  Czuł jak łzy grożą upadkiem w jego czarnych kulach.
 - Dlaczego muszę wszystkich wokół siebie ranić, okaa-san...? - Zacisnął dłoń w pięść i przyłożył ją sobie do pięści.

I can't stand it to see Sasuke crying or desperate... #sasuke

  Już dawno nie czuł takiej chwili słabości. Serce zabiło mu mocniej, a on czuł się coraz słabiej.
 - Dlaczego gdy ilekroć wchodzę w czyjeś życie to muszę tą osobę krzywdzić?! - Uderzył drugą ręką w ziemie, niszcząc nieco kępkę szałwii. - Nic mi nie zrobiła... Ocaliła moje życie, a ja... a ja w rewanżu co zrobiłem...?! Co zrobiłem...? Zniszczyłem jej... Nie chcę... nie chcę... już dłużej krzywdzić...!

“. . . . . . . [#shy #kunoichi #hinata #hinatahyuga #pretty #cute #cool #kawaii #sad #happy #naruto #narutouzumaki #naruhina #sakura #anime #sasuke…”

  W głowie stanęło mu wspomnienie jej płaczących, perłowych kul, przez co poczuł jeszcze większy i bardziej palący ból. Była niewinna, więc dlaczego się na to zgodził? Żałował słów jakie jej powiedział.


Sasuke after he killed Itachi :(
  Teraz już płakał, choć nie sądził, że ma parę metrów dalej świadka o krwistych oczach. Nie wyczuł obecności osobnika, który po chwili zniknął, zostawiając młodego Uchihę samego.

  Hinata zamknęła za sobą drzwi i zdjęła lisią maskę z twarzy. Odwiesiła ciemny płaszcz i białą kamizelkę do szafki, którą zajmowała. Sprawa duchów dała jej to, czego aktualnie potrzebowała - wyciszenia. Przynajmniej dorosłym duszom potrafiła pomóc, gorzej miała się sprawa z dziećmi.
  Ostatnio zdarzają się morderstwa i porwania małych dzieci z pobliskich wsi, a nie łatwo było zlokalizować duszę dziecka, więc jej śledztwo spełzło na niczym. Pewnie niedługo będzie musiała się udać do którejś ze wsi, aby dokładnie przyjrzeć się sprawie, ale jeszcze nie teraz. Teraz uda się na cmentarz i porozmawia ze swoją zmarłą dawno teściową o ostatnich wydarzeniach.
  W takich chwilach była wdzięczna kobiecie z klanu Uchiha za rozmowy, choć martwa kobieta zbyt wiele nie mogła jej opowiedzieć to zawsze chętnie mówiła o swoich synach, gdy byli jeszcze młodsi, a Hinata lubiła słuchać. Pomimo tego, że uważała iż Mikoto powinna już dawno wrócić. Wciąż jednak nie usłyszała, co utrzymuje parę Uchihów nadal. Fugaku pragnął aby jego syn był dumą klanu, a Mikoto milczała na ten temat.
  Mijając zamknięte już sklepy dostrzegła Sakurę siedzącą pod ścianą zamkniętego baru. Różowowłosa miała podpuchnięte oczy, jak ona z rana, więc od razu podeszła do niej. Uklęknęła przed przyjaciółką i dotknęła jej ramienia. Od razu dostrzegła senny wyraz jej twarzy i poszturchała ją, budząc.
 - Hm...? Hina...
 - Tak, Sakura-san, to ja... Chodź, zaprowadzę cię do domu. - Przerzuciła ramię Sakury przez swoje.
 - Dlaczego...?
 - Bo ktoś może cię skrzywdzić. - Odparła, prowadząc Haruno.
 - Nie... Dlaczego on mnie nie chce...? Najmilsza... phi... nigdy na to nie patrzył... Zawsze siła i siła...
  Hinata słuchała żali zielonookiej, która ledwie poruszała teraz nogami. Muszę zgłosić Hokage, że sprzedają alkohol nieletnim!  - Zanotowała sobie w głowie, zmartwiona jednocześnie stanem dziewczyny. Hinata wiedziała o kim mówi Sakura, nikt nie był tak głuchy ani ślepy. Czuła jak owija ją poczucie winy.
 Zabrałaś jej miłość, Hinata-sama, jak się z tym czujesz, marna suczko z głównej gałęzi?
 - Hinata... Wybrał ciebie... - Szepnęła po raz kolejny, czując ból w klatce piersiowej. - Najsłabszą z Hyuugów... Najbrzydszą w klasie za czasów akademii... Nie dorastasz mi do pięt, a mimo to... Wybrał ciebie! - Popatrzyła z niedowierzaniem na różowowłosą, która się od niej odsunęła. - Mogłaś mieć każdego! KAŻDEGO! A wybrałaś jego! Jesteś podła, Hinata!
  Zachwiała się, a Hyuga, nie zrażona jej krzykami i słowami do jej osoby przytrzymała ją. Zaraz jednak jej pomocne dłonie zostały odepchnięte.

  Podobny obraz

 - Nie dotykaj mni-...
 - Czy właśnie dlatego chcesz stracić wszystkich wokół siebie?! - Oparła dziewczynę o ścianę, przytrzymując ją za koszulkę, tak, że nie mogła uciec. - Straciłaś Ino przez Sasuke, nawet jej nigdy nie przeprosiłaś! A teraz?! A teraz co?! Teraz chcesz odrzucić mnie, bo co!?! Zastanów się ile osób chcesz odepchnąć od siebie przez miłość do Sasuke! - Puściła dziewczynę, która opadła na kolana - Jesteśmy pod twoim domem. - Syknęła. - Wejdź do środka i przemyśl, co chcesz zrobić. I na miłość Kiyoshiego, wytrzeźwiej. Uczennica Hokage, kurwa mać.
  Sakura popatrzyła na Hyugę, która już odchodziła. Hinata nigdy nie przeklina, nie nadużywa przemocy, a teraz...? Jakby to nie była ona...
  Zebrała siebie i swoją godność, maszerując chwiejnie do mieszkania.
  Hinata szła w jedno miejsce. Do domu Sasuke. Potrzebowała go teraz. Tak bardzo go potrzebowała...


I tym akcentem zakończę dzisiejszy rozdzialik! Witajcie w maju! Przez resztę miesiąca raczej się nic nie pojawi (matura itesprawy), więc mam nadzieję, że zobaczymy się w czerwcu! Na razie~!