19 stycznia 2020

Od autorki do was

*wychyla się nieśmiało* H-hej wam, nie zabijecie, no nie?
Ostatnio w moim życiu się dużo wydarzyło. Po pierwsze problemy zdrowotne, wizyty u rodziny, nawał pracy i tak dalej, dużo by mówić! ^^" Teraz mój stan jest unormowany i mogę ze spokojem pisać dalej. 
Normalnie pisałam notki na telefonie, ale z racji jego zmiany (jeszcze nie przyzwyczaiłam się do nowego) musiałam to na jakiś czas zarzucić i stąd rozdziały pojawiają się krótkie i nie raz bez ładu i składu xD 
 Przepraszam was za tak dłuuuugi czas oczekiwania, ale mam nadzieję, że jeszcze nie straciliście we mnie tak do końca wiary!

Druga sprawa. Pojawiła nam się nowa postać. Zapewne wielu z was pomyśli, że nie mam pomysłów i dlatego wbijam nowe postaci - tu wam powiem, że nie. Pomysłów mam zbyt dużo, a sama postać Hotaru ma swoją rolę do odegrania w życiu Hinaty, choć bardziej w paringu NejiTen ją widzę.

Trzecia sprawa. Wszystkiego co najlepsze w NOWYM ROKU!


Rozdział 35: Ucieczka czy porwanie?


 Strach - to jedyna emocja jaką mógł odczuwać w tym momencie dziedzic rodu Aburame. Zazwyczaj obojętny i chłodny, jak niewzruszona góra lub zobojętniały na wszelkie zewnętrzne bodźce. Teraz? Wyczuwał robaki, krążące w zaniepokojeniu po jego ciele. Miał wrażenie, że zaraz go pochłoną, owiną w ciemności, w strachu. Czuł, jak ich odnóża nerwowo stąpają po jego skórze, jak chaotycznie się poruszają, zagubiony w swoich myślach nie mógł skupić się na słowach Hokage.
  Widział, że kłóci się z nią Kiba na temat porwania Hinaty. Nie skupiał się na krzykach Inuzuki, a na milczącej głowie klanu Hyuga i stojącej obok niego niskiej postaci młodej kobiety z maską z uroczymi uszkami na boku głowy.
  Zdaniem Aburame należała do pięknych kobiet, ale widział w jej oczach to, co sam miał - obojętność, niechęć do przebywania w aktualnym położeniu, a przede wszystkim gdzieś głęboko w nich strach. A może mu się tylko wydawało? Może przypina jej emocje, aby nie czuć się osamotnionym?
  Ich spojrzenie się skrzyżowało. Niebieskowłosa odetchnęła ciężko i odliczyła na palcach do pięciu, po czym zacisnęła dłoń i skierowała się do biurka Hokage. Pięścią uderzyła o stół z głośnym łoskotem, które rozbrzmiewało jeszcze w pomieszczeniu, zamknęła oczy i odetchnęła po raz kolejny, z jej ślicznych, nieco zbyt bladych ust wylała się fala brudu, przekleństw, których powstydziłby się nie jeden szewc.
 - A-aiwa! - Tsunade poczerwieniała na twarzy, a pokój ogarnęła cisza.
 - No wreszcie zamknęliście ryje. - Przeczesała włosy i związała je, zsuwając maskę i zapinając ją po chwili na biodrze.
 - Jak ty się wyrażasz w obecności czcigodnej? Nie wstyd ci? - Shizune, wierna asystentka samej piątej nie kryła swojego zgorszenia zachowaniem młodej "damy".
 - Czy mi wstyd? Oh, zawsze. - Roześmiała się bez cienia radości, odwróciła głowę do Hokage. - Dlaczego nie chcesz ich puścić, co? To drużyna Hinaty. Kto jak nie oni ją odnajdzie, co?
  Blondwłosa zamknęła oczy na moment, zbierając myśli. Prawda jest taka, że nie tyle, co nie chciała wysyłać grupy, co nie mogła. Nie mają żadnych informacji o zagrożeniu ze strony lykan, ani o przebywaniu Hinaty. Żadnych śladów. Nic!
 - Wierzę w umiejętności Hinaty i że sama się wydostanie. Wysłałam jednak grupę ANBU. Wy powinniście zostać w Konoha, aby mieć oko na byłych uczniów Orochimaru. Potrzebuje was tu, na miejscu. - Jej głos był twardy niczym stal.
 - Hokage. Mówimy o mojej cór-... - Zaczął dotychczas milczący Hiashi, ale przerwała mu Nyarien.
 - Czy ja ci, kurwa, wyglądam, jak jakaś niańka?! Mam w głębokim poważaniu, co się stanie z tą zapyziałą wioską! - Podeszła do okna i otworzyła je na oścież. - Nie mam zamiaru wcinać się w twoje sprawy, więc nie wpierdalaj się w moje. Jestem członkinią Klanu Trzech Bóstw, a Hinata, jak ja czy Ichigen jesteśmy wybrańcami, więc mam gdzieś przynależność. Jeśli Konoha tak traktuje swoich oddanych ninja, którzy nocami badają trupy, zajmują się starymi zbrodniami, tracą kontakt ze światem, okłamują i oszukują praktycznie wszystkich, aby w tej jebanej wiosce było okej to mam to gdzieś! Zapewniam cię, o wspaniała czcigodna Tsunade, sannin, najlepszy medyku i królowo ślimaków, czy jakie tam masz jeszcze tytuły... że sojusz, którego pragniesz, po moich słowach do Chie nie będzie miał prawa bytu. A co do drużyny ósmej... radzę się zastanowić, czy porzucenie towarzyszki jest ponad lojalność. Hiashi-san, gdy tylko odnajdę Hinatę zabieram ją do Nekogakure. Nie pozwolę jej tu dłużej przebywać. - I wyskoczyła przez okno.
  Pokój ogarnęło milczenie. Cisza, jak makiem zasiał. Kiba opadł na kolana w szoku, Shino stał chwilę zamrożony i zagubiony w myślach. Tsunade pomyślała o słowach Aiwy, o sojuszu... i o utracie zdolności Hinaty, jak i jej samej.
 - Co znaczy... że Hinata należy do klanu...Trzech Bóstw...? - Zdołał odzyskać głos, w którym było słychać chrypę, jakby był na pustyni bez wody.
 - Kiba... - Chciał zainterweniować Aburame.
 - Co to ma znaczyć?! Dlaczego my... jej przyjaciele nic o tym nie wiemy!? - Nie patrzył, krzyczał. Po prostu. Uczucie zdrady, brak zaufania, ale i szok.
  Ich Hinata, przyjaciółka, w której zawsze mięli oparcie. Ta słodka dziewczyna, nie znająca połowy przekleństw, których używała niebieskowłosa! Niewinna i czysta Hinata z klanu Hyuga...
 - Jak długo? - Zażądał odpowiedzi chłopak w okularach.
  Hiashi zamknął oczy, pomyślał, że powinien porozmawiać z nimi wcześniej, przekonać córkę, aby odkryła prawdę, ale nie chciał się wtrącać. Chciał, aby uczyniła to sama, w innych okolicznościach... ale w jakim czasie?
 - Jak długo nam nie ufała?! - Wrzasnął Inuzuka, patrząc z wściekłością na Hokage. - Ile jest prawdy w tym, co mówiła Aiwa?!
 - Inuzuka! - Skraciła go od razu Shiune.
 - Kiba zadaje trafne pytania, choć nie do was. - Odezwał się Hiashi, zwracając uwagę osób w pomieszczeniu. - Moja córka odkryła te zdolności po tym, jak odnaleźliście Yasu.
 - Yasu... - Powtórzył Aburame. - Tak... długo...
 - To długi czas. Prawda. - Skinął głową ojciec zaginionej. - Hokage. Chcę zgłosić misję.
 - Co? Teraz!?
 - A kiedy? - Otworzył swoje blade oczy i uśmiechnął się drwiąco. - Misja z wysokim priorytetem. Odnalezienia mojej najstarszej córki, a dziedziczki klanu Hyuga, Hinaty Hyuga. Chcę, aby szukał jej zespół tropiący drużyny ósmej. Kiba Inuzuka, Akamaru oraz Shino Aburame.
 - Ty nie...
 - Odmówisz tego ojcu zaginionego dziecka? Przyznam, że źle to wpłynie na twoją reputację. - Pokręcił głową z rezygnacją. - W takim razie pozostaje mi poprosić o to inną wioskę. Może wioska Piasku przyjmie to zadanie? - Zaczął się oddalać.
 - Hiashi! - Krzyknęła za nim, ale głowa klanu opuściła już pomieszczenie. - Co za dziecinada! - Syknęła do siebie.
  Shizune popatrzyła na niepełną drużynę ósmą, którzy stali niepewni. Nie sądzili, że Hiashi przejmuje się tak losem swojej córki, ale cóż mogli wiedzieć? W końcu nie pytali...
 - Idźcie do swoich obowiązków. - Rozkazała im.
 - Ale Hina-... - Zaczął brunet.
 - Bez dyskusji!
  Drzwi trzasnęły za nimi. Oboje byli wściekli, rozgoryczeni, rozżaleni i zmartwieni. Jedno było pewne. Nie zostawią Hinaty samej.

~~

  Ciemność nie była jedyną przeszkodą Hinaty, ale i wilgoć jaskini. W pierwszą noc dostała szorstki koc, ale ten szybko przemókł, ale to nie było jedynym z wielu problemów. Osobnik wstrzyknął jej nieznaną substancję, która sprawiła, że nie mogła rozpoznać kształtów i zwiotczyła jej mięśnie w taki sposób, że mogła tylko leżeć lub wspierać się o ścianę, ale zaraz po niej spływała. Ślina spływała jej z ust, a język był odrętwiały.
 - Nie chciałem cię porywać. - Odezwał się po raz pierwszy, a jej oczy szukały go w ciemnościach. - Jesteś niesamowitą istotą... Spotkałem cię już... na cmentarzu. Mogłem wtedy się zorientować...
  Umysł był zamglony... Ile osób ona spotykała na cmentarnej ścieżce, aby wszystkich zapamiętać?
 - Sadziłaś szałwię wokół grobu pewnej rodziny. - To też jej nie pomogło. Cały cmentarz był w szałwii... - Uchiha.
  Czerwony alarm zamigotał w jej głowie. Już wiedziała kim jest ta osoba, gdyby nie była już odrętwiała to wiedziała, żeby się trzęsła, jak przerażone zwierzę. Sam na sam z "mordercą" swojej rodziny? Dodatkowo... przyszłym szwagrem. Hinata zaśmiała się w głowie sucho. Porwał mnie mój szwagier, to będzie ciekawa rozmowa przy rodzinnej kolacji! Hahahaha! - Musiała czymś zająć głowę, nie mogła ruszyć ustami, aby go zapytać po co.
 - Dostałem na ciebie zlecenie. Od niebezpiecznych ludzi. - Stwierdził zobojętniałym głosem. - Zabili mojego towarzysza.
  Zakaszlała, zwracając jego uwagę. Narkotyk w jej żyłach przestawał powoli działać.
 - Pokonałbym ich... ale jesteś związana z moim bratem... - Mówił dalej. - Przyjdzie po ciebie... a wtedy moje przeznaczenie się wypełni.
 - Osz...lyłyś... - Jeszcze odrętwiały język dawał o sobie znać, złapała oddech, skupiła się na swoich słowach, aby je wydobyć z gardła. - Uchiha-san... Twoja rodzina... nie zrobiła nic... złe..ko. Posłu... chaj... Nie możesz... nie możesz tak... Powinieneś żyć...
 - Skąd wiesz, że nie chcę żyć?
 - Wyczu... wam. to.
  Drgnął wyraźnie. Zamilknął, patrząc w jej oczy, zaintrygowany.
 - W coś ty się wplątała, Hyuga-hime? - Przechylił głowę w bok, nie odrywając oczu od niej. - Będą tu za trzy dni, więc na pewno jeszcze porozmawiamy. Leż tu. - Udał się ku wyjściu z jaskini, zasunął wejście krzakiem i wykonał parę pieczęci ręcznych.
  Zapewniam, że wolałbyś nie wiedzieć... Muszę się stąd wydostać. - Pomyślała, skupiając całą swoją wolę na odzyskaniu panowania nad swoim ciałem. Przelewała czakrę ku stopom, koniuszkom palców... ale to na nic... Próbowała ile mogła, ale zaraz opadła w niezdrowy sen.

~~

  Nyarien poszła na pola treningowe, gdzie trenowała wybranka Kiyoshiego. Obeszła słup naokoło, szukając jakichkolwiek śladów. Wiedziała, że Hiashi wyszedł zgłosić misję poszukiwawczą, ale też przeczuwała, że biurokracja Konohy ssie i nie zdążą uratować w porę jej drogiej przyjaciółki.
 - Wystarczy kropelka... - Szeptała do siebie, klęcząc przed pniakiem i szukając.
  Wyczuła za sobą obecność, ale rozróżniła energię swojego młodego kompana.
 - To co? Wybrańcy w akcji, Ai-nee? - Uśmiechnął się.
 - Jak zawsze musimy ratować sztukę, młody. - Strzeliła dłońmi.
 - Myślisz, że kumple Hinaty zadziałają? - Zapytał, opierając dłonie na biodrach.
 - Mam to tam, gdzie zdanie Hokage. Jak się nie pośpieszą to znajdą Hinatę gdzieś w krzakach, a na to nie pozwolę.
 - Zbyt szybko się przywiązujesz, Ai-nee.
 - Oh, co ja poradzę, że mam instynkt macierzyński?! - Roześmiała się gorzko, przejeżdżając dłonią po materiale. - I mam.
 - Ugh... Nienawidzę, gdy to robisz... - Zmarszczył nos zdegustowany, gdy jego kompanka zamoczyła palce w czerwonej substancji, wyciągając ją, jak włos z rosołu.
  Nić ciągnęła się, łącząc z słupem, znajdowała się między palcem wskazującym Aiwy, a jej kciukiem. Stara, śmierdząca krew - to było czuć w powietrzu. Nyarien owinęła ją sobie wokół palca i przyglądała przez chwilę, po czym, jakby to było najwspanialszy i najsmaczniejszy makaron wzięła do ust i wciągnęła, jak prawdziwe. Oblizała usta i skupiła się. Rozróżniała osoby, szukała. Większość była w Konoha, ale jedna... Tylko jedna malutka, ledwie wyczuwalna kropelka na końcu języka...
  Fioletowłosy obserwował ją w ciszy. Po walce zaczął bardziej szanować Hinatę, ale widział coś niepokojącego w oczach Aiwy... Coś, co mu się nie podobało.
  Nyarien chwyciła się za serce i zaczęła kaszleć.
 - Ai! Ai! Nosz cholera! Aiwa! - Uklęknął obok niej i podtrzymał, ale zaraz jego ręce zostały odepchnięte.
 - Mam... ją... - Uśmiechnęła się niczym szaleniec.
 - Ai... ty...
 - Oh tak... chcę... chcę tak mocno i bardzo... Ohhh! Co za cudowne uczucie! Chodźmy, bracie... Chodźmy i się rozkoszujmy! - Skoczyła na równe nogi i niczym mała, zadowolona z siebie dziewczynka zaczęła w podskokach iść do wyjścia z Konohy.
 - Super... Exitiale Quaerere jej się włączyło... Lepiej powiadomić Uchihę... - Musiał działać, jak najszybciej.
  Ten stan nie był dobry dla nikogo z klanu Chie, a wolał mieć wsparcie, gdy Aiwa wreszcie znajdzie Hinatę.

~~ Godzina później.

  Kiba i Shino byli przy bramie Konohy. Rozmawiali, gdy do bramy zbliżał się Uchiha, wyglądający, jakby miał kogoś zabić. W dłoni trzymał dziwny zwój w całości czarny.
 - Uchiha. - Przywitał się sztywno Shino.
 - Widzieliście Aiwę? - Sasuke patrzył na nich wyczekująco.
 - Nie... Od wieży Hokage nie. - Aburame przerwał wybuch Inuzuki, ale nie warczenie Akamaru.
 - Cudownie. - Zacisnął szczęki mocno i wyminął ich.
 - Nie przejdziesz... - Syknął Kiba.
 - Bo co? Zabraniasz mi?
 - Ja nie, Hokage nie pozwala nikomu wyjść poza bramy wioski. - Ze złości kopnął kamień, który poleciał nie tak daleko.
 - Nie mam zamiaru słuchać życzeń starej baby. - Odwarknął czarnowłosy, zerkając ponad nich.
 - Myślisz, że nie zostaniesz zauważony? - Aburame popatrzył na niego badawczo. - Dlaczego chcesz opuścić wioskę?
 - Co cię to obchodzi, Shino?
 - Bo chcę wiedzieć, czy w tym samym celu, co my.
  To będzie ciekawe. Chcą zdradzić zaufanie swojej cennej czcigodnej Hokage? - Przeszło mu przez myśl, gdy ich obserwował w milczeniu. A może to podstęp?
 - W waszych snach. Muszę coś znaleźć poza Konohą.
 - Brata? - Warknął uszczypliwie psiarz.
 - Kogoś cenniejszego. - Syknął.
  Shino uniósł dłoń, przerywając zbliżającą się awanturę.
 - Pomóż nam wydostać się z Konohy, a my pomożemy tobie.
  Uchiha nie był idiotą, aby odmawiać. Słyszał o ich umiejętnościach i był pewien, że z ich pomocą i tak małą grupką szybko wydostaną się z Konohy niezauważeni. Problemem było ANBU obserwujący go niczym sępy, ale nawet jeśli wyśpiewają mu karę śmierci to niech tak będzie.
  Najważniejsze, aby ją odzyskać. Aby była bezpieczna. - Przemknęło mu przez myśl i skinął głową, zgadzając się na układ z niepełną drużyną ósmą.

~~

 Droga jaką przebywała Aiwa z Isamu nie była szczególnie trudna, chociaż to wybraniec rodu Azury modlił się o jak największe komplikacje doskonale zdając sobie sprawę z tego, że gdy tylko niebieskowłosa dostanie w swoje ręce Hinatę... Nie skończy się to dobrze.
  Niech Uchiha się pośpieszy! - Krzyczał w myślach. Jego zmartwienie było normalne. Aiwa Nyarien, przystępując do rodziny Chie zyskała zdolności myśliwego, a nie było nic gorszego od tropienia Chie. Wykorzystywano ich do polowania na zdrajców, po zasmakowaniu krwi potrafili kogoś zlokalizować i zneutralizować. Nie wiedział, co strzeliło do głowy Aiwy, aby wymyślić akurat ten sposób, ale wiedział, że będzie musiał ją unieszkodliwić, a niczego nie obawiał się tak bardzo, jak stanie przeciwko Nyarien w roli Tropicielki.
  A na dodatek nie mógł opóźnić akcji ratowniczej ze względu na nie wiadomy stan Hinaty, zaklnął szpetnie w myślach. Był w kropce, a mógłby teraz ze spokojem kształcić swoje umiejętności!

~~

  Dla Hiashiego była to szczególnie trudna sytuacja. Już raz powstrzymał niedoszłych porywaczy, ale teraz? Jego droga córka została pojmana i wiedział dokładnie przez kogo.
  Zamknął oczy, upijając łyk sake, próbując się dzięki niemu uspokoić.
 - Dawniej nie pijałeś, stary grzybie. - Do pomieszczenia weszła jego ukochana matka.
 - Dawniej nie byłaś tak wulgarna. - Prychnął.
 - Ani ty tak wyszczekany, drogi synu. - Roześmiała się, stając naprzeciw dziecka.
 - Nie martwi cię brak Hinaty? - Zapytał, czując rosnącą wściekłość.
 - Hm. Oczywiście, że mnie martwi brak ulubionej osoby w tym klanie. - Zamknęła białe oczy. - Ale nie rzucam się w ocean. Świat jest wielki i niebezpieczny, ale nie znaczy, że Hinata nie wydostanie się o własnych siłach, nie ma już w końcu czterech lat, a jest silną kunoichi, wiesz to, mój synu.
 - Nie porwała jej jedna osoba! Nie wiem, jak ktoś dostał się do Konoha i tak...
 - Mamy czasy pokoju, kruchego, ale pokoju, dziecko. A wiesz, jak ufna jest twoja córka.
 - Wiem.
 - Po prostu musisz się uspokoić... oraz wymyślić sposób jak powstrzymać oddziały ANBU, które zapewne teraz wyruszają za jej drużyną.
 - Co?
 - No co? Mały ptaszek mi wyćwierkał o czterech ninja opuszczających bramy.
 - Ptaszek...? Hanabi!
 - Ma oczy Hyuga, ale uszy jak Inuzuka. - Uśmiechnęła się zagadkowo. - Ale to dobrze. Teraz musimy wziąć się do roboty, nieco nielegalnej, ale roboty. Ty, ja oraz...
 - Ja. - W drzwiach stanęła postać.
 - Hotaru... - Zamrugał Hiashi. - Wróciłaś.
  Zobaczenie młodszej siostry przyniosło mu ulgę, ale nie wystarczającą. Jedyne, co teraz przyniosłoby mu ulgę to zobaczenie córki całej i zdrowej.
 - Zgadłeś, oniisan. - Uśmiechnęła się, zdejmując z głowy kaptur. - Gotowy na nieco nielegalny biznes, braciszku?
  Hiashi zmrużył oczy. Wiedział kim jest jego cenna siostrzyczka, co zrobił z nią jej własny klan i pomimo fasady uśmiechu delikatności nic tego nie zmieni. Widok jej pomalowanej na biało twarzy, idealnie czarnych włosów upiętych elegancko, krwiście czerwonych ust i nienagannym makijażu, kimono z długimi pięknymi rękawami, ale największą hańbą były oczy, w których niezmiennie tkwiły szklane, zabarwione na czarno soczewki.

このブログへようこそ!

  Nie miał czasu na zadawanie jej pytań, co tu robi, ale oferowała swoją pomoc i tylko to się liczyło. Hotaru była Hyugą, ale lata temu została wysłana do szkoły dla gejsz, gdzie przez lata uczono ją, jak ma się zachowywać, jak nalewać herbatę. Chciano nadać jej nowe imię, ale z racji jej pokrewieństwa odrzucono to. Teraz była niczym lalka na wystawie, proszono ją o obecność w pałacach, kupowano drogie kimona, spełniano zachcianki, ale to nie mogło jej uszczęśliwić i jej brat doskonale to wiedział. To, czego pragnęła Hotaru było niemożliwe... i to wszystko wina klanu Hyuga.
 - Nie mam wyjścia. Chodźmy.
 - Czas na zabawę! - Roześmiała się staruszka, chwytając mocniej laskę, wspierającą jej kruchą postać.

~~

  Sasuke wiedział o konsekwencjach. Zdawał sobie z nich sprawę. Z oczu, które ich obserwowały, jak jastrząb swoją ofiarę. W końcu tym mieli być, prawda? Ofiarami.
  Zauważył też powagę drużyny ósmej. Kiba i Akamaru nie wybiegali na przód, starali się wychwycić zapach Hinaty, kiedy to Shino wysłał swoje owady.
  Wtedy na ziemi zobaczył małą kość. Zamrugał z zastanowieniem, po chwili kolejną i kolejną. Tworzyły ścieżkę. Nie mam czasu na takie zabawy. - Przeszło mu przez myśl, ale mając umysł analityczny powiązał znalezisko z wybrańcem Azury.
 - Shino, Kiba. Tędy. - Skinął im głową.
 - He? Czemu tam?
 - Nie tylko my szukamy Hinaty.
  Rzucił kilka kości Kibie, który po złapaniu ich odrzucił je z krzykiem odrazy. Shino pomasował swoje skronie, wzdychając, a wtedy kunai przeleciał i wbił się w ziemię. Uchiha rzucił nienawistne spojrzenie na drzewo, gdzie stała zamaskowana postać.
 - ANBU. - Syknął Inuzuka, a Akamaru się najeżył.
  Aburame i Uchiha stanęli w pozycjach gotowych do ataku.
 - Myśleliście, że pozwolimy wam opuścić wioskę? - Zapytał kapitan oddziału, zeskakując.
  Miał ze sobą jeszcze pięciu ludzi, którzy opuścili swoje kryjówki. Uchiha jednak był pewien, że jest ich więcej.
 - Odejdźcie. - Zabrał spokojnie głos.
 - Rozkazem Hokage jest zabranie was do Konohy. Opuściliście ją bezprawnie i macie do niej wrócić. Zrobicie to, czy mamy zabrać tam wasze zwłoki?
  Shino z Kibą zacisnęli szczęki. Wiedzieli, że oni wyjdą z tego żywi ze względu na swoją krew, ale Uchiha? Był zdrajcą, a teraz... zaryzykował życie dla Hinaty. Dostał już szansę od Hokage, ale ile ich może dawać ta kobieta? Gdyby teraz wrócili...
  W umyśle Inuzyki błysnęło wspomnienie uśmiechu Hinaty. Nie, on nie może jej porzucić. Warknął, zniżając się gotowy do ataku.
  Shino wspomniał o tym, jako ona pierwsza nie brzydziła się jego osoby. On także upewnił swoją pozycję, pozwalając robakom przysiąść na rękach.
  Sasuke natomiast pomyślał o ich pierwszym spotkaniu, kiedy uratowała go i złożyli sobie obietnicy, wyciągnął z paska broń.
 - Załatwmy ich szybko. - Warknął Kiba.
 - A co dalej? - Zapytał kapitan, śmiejąc się. - Chyba nie wrócicie do Konohy, jak gdyby nigdy nic, co? O ile nas pokonacie rzecz jasna, myślicie że Hokage ot tak wam wybaczy?
 - Im może nie, najsłodszy. - Delikatna pięść spotkała się z maską, przepoławiając ją na pół, jednocześnie posyłając mężczyznę na drzewa. - Ale Hyugom na pewno.
  Gejsza rozłożyła swój wachlarz i zasłoniła się nim, wyciągając jedną z soczewek, ukazując bladą jak kość słoniowa tęczówkę.
 - Oj, nie przesadzasz, dziecko? To tylko marna płotka.
 - Hirako-san...?! - Kiba krzyknął wyniośle.
 - No co się drzesz i co tak stoicie, jak banda debili?! Won szukać i ratować moją wnuczkę! Czy wy młodzi nie myślicie, abym to ja starsza, schorowana kobieta musiała porzucać swoje obowiązki?!
 - Matko, daj spokój.
 - Hi-hiashi-sama?! - To chyba był pierwszy raz w życiu, jak Kiba usłyszał krzyk przyjaciela.
 - Chłopcy, później podzielicie się swoim zaskoczeniem. Powstrzymamy oddziały, a wy ruszajcie na ratunek mojej córce, jeśli czas pozwoli dołączymy do was.
 - No właśnie. Całkiem mili ci ANBU, oniisan, pozwalają wam rozmawiać. - Hotaru uniosła kimono powyżej kolana i zrzuciła kilka warstw kimona, aby było jej wygodniej walczyć, co spotkało się oczywiście z szokowanymi wyrazami twarzy.
 - Ho-ho-hotaruuu!!!
 - No i co się drzesz?! Wiesz, jak ciężko będzie walczyć w sześciu warstwach?! - Odkrzyknęła mu.
 - Sasuke, chłopcze... Weź przyjaciół i stąd idźcie. - Hirako westchnęła ciężko.
  Dziedzice swoich klanów wyruszyli, zostawiając rodzinę główną klanu Hyuga przeciwko ANBU. Sasuke czuł wdzięczność, co do rodziny Hinaty, za danie im więcej czasu, ale czuł się nieco... zgorszony? Nie potrafił jednak wyrazić dokładnie tych emocji i postanowił się na nich nie skupiać.
 - To była ciocia Hinaty, prawda? - Zapytał Kiba, gdy biegli.
 - Tak. Kilkakrotnie odwiedzała Konoha i zawsze służyła trzeciemu Hokage wtedy. - Odparł Aburame, skupiony na drodze, którą mają do przebycia.
  Sasuke natomiast wyczuwał w oddali dwa źródła czakry, trochę zbyt niespokojne. Wiedział już kogo znalazł... I wcale nie cieszył się z tego spotkania. Przeczuwał, że wydarzy się coś złego.

~~Wieczór

  Powrócił szybciej niż myślała. Stanął nad nią i wtedy dojrzała, że jest wysoki. Narkotyk przestał działać, a ona mogła się poruszać.
 - Ubierz to. - Rzucił na jej głowę materiał. - Musimy stąd iść.
 - Co? - Zerwała ubiór z głowy.
  Klęknął, łapiąc za opaskę, zsunął jej ją z szyi szybkim ruchem i przejechał po nim ostrzem kunaia. Hinata wstrzymała oddech.
 - Co ty robisz?! - Krzyknęła wściekła dziewczyna.
 - Wynosimy się stąd.
 - Myślisz, że gdziekolwiek z tobą pójdę?! - Wstała jeszcze na miękkich nogach, biel na jej dłoniach zamigotała niebezpiecznie.
 - Musisz. Jeśli teraz uciekniesz znów cię porwą, jak nie ja, to oni. Jeśli chcesz wiedzieć, kto na ciebie poluje musisz mnie słuchać.
  Miał rację, ale nie podobało jej się to.
 - Więc mam z tobą uciec, czy tak? - Warknęła.
 - Nie określiłbym tego w ten sposób, hime. - Przez jego twarz przeszło coś w rodzaju łagodności, ale był to tylko moment.
 - Nawet jeśli z tobą pójdę, Itachi-san, moja rodzina na pewno się martwi. Chcę ich chronić, ale...
 - Jeśli chcesz znać moje zdanie... Zostawiłbym tę opaskę jako dowód.
 - Hm?!
 - Kobiety... Nie proszę cię o zdradę wioski. Przemyślałem to. Myślę, że masz rację i powinienem zacząć żyć. W cokolwiek się wplątałaś, chcę ci pomóc.
 - Dlaczego?
 - Bo jesteś narzeczoną mojego brata, hime. Z jakiegoś powodu mój głupiutki braciszek wybrał właśnie ciebie. Hm... Pewnie przez włosy.
  Hinata zamrugała. Czy ja śnię? Czy to jest jakiś absurdalny stan po lekach? Zastanawiała się, obserwując Itachiego, postrach dzieci Konoha.
 - W każdym razie. Ruszajmy. Wysłałem już do nich informację o zmianie lokalizacji.
 - Zaraz. A gdybym się nie zgodziła iść?
 - To bym cię im oddał. - Odwrócił się na pięcie i ruszył ku wyjściu z jaskini.
 Każdy Uchiha musi taki być? No naprawdę! - Zrzuciła z siebie ubrania i ubrała to, co jej dał. Od razu orientując się, że te ubrania absolutnie do niej nie pasują. Nie mając wyjścia ruszyła za nim.
 Nie wiedziała dlaczego, ale zaufała mordercy. Zawsze ścigała prawdę, więc było dla niej prościej mu zaufać, znając prawdę z ust samej Mikoto Uchiha.
  Ale teraz nie ma czasu na wahania. Musi działać ze swoim przyszłym szwagrem i pokazać światu, że nie jest słabą istotą.





08 listopada 2019

Rozdział 34: Czerwień ich oczu


  Wokół panował mrok, wokół zebrał się szmer. Nie potrafiła rozpoznać słów, ale były gorączkowe, jakby ktoś debatował nad jej życiem. Był to męski głos i kobiecy, do kogo należały głosy? Kto tam jest?
  Wtedy zobaczyła światło, zaczęła ku niemu biec, ile miała sił w nogach i zobaczyła... krew. Setki ciał rozłożonych na ulicach w makabrycznych pozycjach, jakby ktoś je układał w nienaturalny sposób. 
  Zadrżała.
  Wśród ciał dostrzegła swoich cennych przyjaciół. Wskazali na nią palcami, a raczej za nią, odwróciła się i ujrzała cienistą postać z koroną z cierni na głowie, miał znane jej oczy.
 - Uch...- Nie mogła dokończyć zdania, bo mężczyzna uniósł ostrze i zaraz poczuła ostry ból, jak ją przedzierało na pół.

  Aiwa obudziła się z krzykiem i spadła z łóżka, na którym jeszcze chwilę temu leżała.
 - Nie śpisz. - Usłyszała spokojny ton głosu, należał on do głowy klanu Hyuga.
  Hiashi położył tacę z herbatą na stoliczku nocnym. Zauważyła na nim świeżą bułeczkę i jajko w pojemniczku, skrzywiła się, kręcąc głową.
 - Tak... Wiesz co z Hinatą? - Przyjęła rękę, którą jej podał ojciec jej drogiej, młodszej przyjaciółki.
 - Zamartwia się o narzeczonego. - Zacisnął dłoń na jej bladej, szukając czegoś w rodzaju zrozumienia.
  Mądre, białe oczy obserwowały nagie ramiona dziewczyny. Hiashi zmartwił się ilością blizn, jakie nosiła dziewczyna. Była młoda, niewiele starsza od Hinaty, a nosiła rany nie gorsze od niejednego wojownika. Zauważając jego wzrok oderwała ręce od niego i zakryła nagie ramiona.
 - Te blizny... kto ci je zrobił? - Nawet głowa klanu Hyuga nie mógł pohamować swojej ciekawości.
  Popatrzyła na podłogę, a grzywka ukryła jej oczy, zacisnęła dłonie na ramionach i pokręciła głową, śmiejąc się gorzko, przez co długowłosy starszy od niej mężczyzna zamrugał.
 - Nazywam to... pamiątką. - Uśmiechnęła się smętnie. - Po czasach, które już nie wrócą.
 - Ktoś cię skrzywdził. - Stwierdził bladooki mężczyzna.
 - Ludzie zawsze krzywdzą, panie Hyuga. Sam pewnie to wiesz. - Wzięła oddech. - Ci, którzy zadali mi to... - Zabrała ręce z ramion. - ... Już nie są w stanie o tym mówić.
  Hiashi przyjrzał się twarzy młodej kobiety przed nim. Była spokojna, ale widział kiełkujący w jej oczach ból, ale i chęć zemsty. Dziwną, chorą fascynację. Oczy te bardzo przypominały mu oczy pewnego mściciela, który chciej nie chciej był jego zięciem.
 - O Stwórco, ale masz minę. Serio, musisz czasem wyluzować. - Roześmiała się. - Przeszłości się nie zmieni, choćby nie wiem, jak się próbowało. Chie-sensei zawsze mówi, że z przeszłości wyciąga się lekcje na przyszłość, ale trzeba żyć tym, co jest teraz.
 - Masz mądrą nauczycielkę. - Uśmiechnął się, choć bardziej przypominało to malutki ruch jednego kącika ust. - Zjedz coś i odpocznij. Twój przyjaciel, Isamu obudził się w końcu. Teraz jest pod opieką medyków klanu Hyuga.
 - Szczęście. A gdzie Hinata-chan?
 - Wyszła potrenować na pola treningowe. Może później do niej dołączysz?
 - Zobaczę. Chcę jeszcze potrenować z twoją młodszą córką, to nie problem prawda?
 - Hanabi jest trenowana wedle stylu Hyuga, nie zapomnij o tym.
 - Wiem, ale dobrze jest walczyć z kimś, kto nie ma wyuczonych formułek.
  Zgodził się z niebieskowłosą i powrócił do swoich codziennych zajęć. Aiwa w tym czasie zarzuciła na ramiona kimono i luźno je zawiązała wokół pasa. Zastanawiała się nad swoją nową wizją i jaki ma ona związek z nią.

~~

  Hinata uderzała słup treningowy, gdy zawiał mocniejszy wiatr, rozwiewając jej granatowe włosy, zagubiony kosmyk opadł jej na oczy, ale wydawała się tym nie przejmować, skupiona na małym sparingu z nieruchomym przeciwnikiem.
  Była to jej mała ucieczka przed myślami. Miała nadzieję, że wszystko się ułoży, a teraz gdy Isamu się ocknął mogła odetchnąć z ulgą, prawda? Ale tego nie czuła. Uchiha jeszcze nie wrócił. Była sama, nie wiedziała, co robić, poza tym, że ma bezgraniczną wiarę w swego narzeczonego. Czuła ból, że nie może mu pomóc w zemście, której tak pragnął, ale lata kontaktów z duchami sprawiał, że nie widziała w niej sensu.
  Miliony dusz, tak zagubionych jej pragnęli. Pomagała im dostrzec prawdę, ale nie wiedziała, jak sobie poradzić z Sasuke. Jak pomóc komuś, kto nie chce pomocy? Kto odrzuca przyjaciół, kto ją zostawił tak nagle? Jednakże... Widziała, jak wskoczył na arenę, jak sprzeciwił się jej rozkazowi, znając konsekwencje. Chciał mnie ocalić. Uratować. - Pomyślała, przy kolejnym ciosie.
  Nagle mocniejszy podmuch sprawił, że piasek zawędrował w jej oczy. Stanęła prosto, przecierając oczy i nie mogła skupić się na nadchodzącym zagrożeniu.
  Ktoś położył dłoń na jej plecach, a nagła słabość w nogach sprawiła, że opadła na nie. Zamglonymi oczami popatrzyła za siebie, jak za mgłą dostrzegła parę czerwonych oczu, złapała gwałtownie powietrze.
 - Sas... - Nie dokończyła, czując ból w głowie.
  Słyszała jakby szepty, przeradzające się w krzyki. Zakopała palce w brudnej ziemi, wyrywając trawę, walcząc z sennością i chęcią uderzania głową w manekin. To były tortury! Taki ból, jakby ktoś wwiercał się tobie w mózg, nie do wytrzymania.
  Jedno spojrzenie wystarczyło, aby straciła kontakt z rzeczywistością, a po tej chwili... Już była tylko ciemność. Zero dźwięku, tylko mrok, z którym próbowała walczyć, ale poległa.
  
~~

  Walka z sanninem trwała bardzo długo, ale odnieśli zwycięstwo. Połączone siły Hebi z drużyną z Konohy były niezrównane.
  Yasu leżała na trawie i łapała oddech. Dawno nie czuła tej mieszanki strachu i żądzy zwycięstwa, uśmiechała się, czując lepiej po osiągnięciu go. Osteme wydawał się niewzruszony, podobnie jak jego czarnowłosy przyjaciel, żaden z nich nie okazywał swojego zmęczenia byli na to zbyt dumni, w odróżnieniu od drużyny Hebi, która słaniała się na nogach i nie próbowała tego w jakikolwiek sposób ukrywać. Kakashi bandażował swoje udo, które coraz silniej krwawiło.
 - Więc... Chyba czas wrócić. - Cisza została przerwana przez głęboki głos białowłosego.
 - Co? Mamy iść z wami?! - Karin poprawiła okulary, lustrując wzrokiem samuraja.
  Osteme zignorował jej mordercze spojrzenie, przez co wydawała się jeszcze bardziej zdenerwowana. Popatrzyła na Uchihę, jakby oczekując tego, że razem uciekną. On i reszta zespołu Hebi. Sasuke poprawił swój pas i oczyścił katanę z krwi Orochimaru.
 - Jaka decyzja, Sasuke? - Juugo zabrał głos po raz pierwszy od walki.
 - Wracam z nimi. Teraz jesteście wolni i sami możecie decydować, co robicie.
 - Yay! Czas wrócić! - Yasu podbiegła do Kakashiego, rzucając się na szyję jounina.
 - Yas-! Czeka-! - Nie mógł dokończyć, gdyż dziewczyna przyszpiliła go do ziemi, śmiejąc się wesoło.
  Uchiha popatrzył na swoją drużynę. Osteme, odchrząknął w zaciśniętą pięść i skinął im głową. Był czas, aby wyleczyć rany i wrócić do domu. Dom był odległy, ale perspektywa ciepłego łóżka bardzo mu się podobała.
  Czy będzie na mnie czekać? - Zastanowił się białowłosy, a jego oczy powróciły do barwy błękitu.
  Wybaczy mi? Czy wybaczy mi, że ją opuściłem? - Mimowolnie Sasuke zmarszczył brwi, rozmyślając o bladookiej dziewczynie z klanu Hyuga.
 - Hm. Skoro jesteśmy wolni... To będę trenował dalej.. - Zadecydował Suigetsu. - Idę z tobą, kostko lodu. Znajdę sposób aby cię pokonać!
  Juugo nie wiedział, gdzie ma się udać. Czy powinien udać się z Uchihą? Czy wyruszyć w podróż? A może zostać? Popatrzył na zrujnowaną kryjówkę i odrzucił ostatnią z myśli, jakby była wstrętna. Nie czuł złości do drużyny z Konohy. W jakiś sposób dali mu wolność, której pragnął.
 - Sasuke. Wyruszam z tobą. - Skinął głową dowódcy drużyny.
 - Ja też. Chcę wiedzieć kim jest ta dziewczyna. - Czerwonowłosa skrzywiła się mimowolnie na myśl, że jej kochany Sasuke jest z kimś innym!
 - Heh. Dobra. Ruszamy.

~~

  Pierwszym, co zarejestrowała po odzyskaniu przytomności było to, że jest skrępowana szorstkimi linami oraz wszechogarniająca ją ciemność, miała związane oczy szorstkim materiałem. Poruszyła dłońmi, aby poluźnić swoje więzy, ale na nic jej to przyszło.
 Gdzie jestem?! - Syknęła w myślach, gdy z trudem próbowała wykorzystać swój limit krwi, ale na nic jej się to zdało. Ta opaska... ona mnie blokuje! - Stwierdziła, próbowała przelać czakrę do swoich dłoni, aby się uwolnić, ale ostre igiełki wbiły się w jej nadgarstki, przynajmniej tak to wyczuła. Liny także... Niemożliwe... Łowcy ninja?!
  Łowcy Ninja byli grupą wykwalifikowanych morderców. Tworzyli coś w rodzaju sekt, byli najemnikami, opłacanymi przez tych, którym ktoś się "nie spodobał". Ilu jest ludzi, tyle jest sprzeczek. Na ziemi nie będzie pokoju, chyba że zostanie jeden człowiek - To był okrutny fakt, ale jednak nigdy się nie spodziewała, że ktoś może ją tak obezwładnić.
  Leżała na mokrej, zimnej podłodze i od razu rozpoznała, że jest w jaskini, ale której? Czy wciąż znajduje się w kraju ognia? Gdzie się znalazła?
  Próbowała skupić energię duszy, aby zlokalizować swoje miejsce pobytu, ale wtedy zrozumiała. Wśród niej nie ma dusz, z których może skorzystać. Ani jednej martwej duszy, którą mogłaby wykorzystać, a nie może skorzystać z własnej wraz ze swoim osłabieniem. Nie uda się do Sognare po moc. Nikt nie wie gdzie jest, ona nie wie gdzie jest, ale wierzyła, że jej przyjaciele zdołają ją odnaleźć.

~~

  Powrót do Konohy nie był łatwy, ale Hokage zgodziła się dać kredyt zaufania dziwnej grupce. Oczywistym było, że pozostaną jakiś czas pod kuratelą ANBU, ale także sam Kiyoshi wyraził aprobatę i chęć do obserwacji ich. Uważał, że powinien wziąć Uchihę pod swoje kocie łapki w sprawie treningu, czy zachowania, jak łatwo się domyślić nie spodobało się to czarnookiemu.
  Sasuke powinien stanąć przed sądem, ale dzięki wsparciu Kiyoshiego go uniknął. Co dziwne kocur przestał się ukrywać ze swoją postacią dumnie stojąc po prawicy Hokage. Czyżby naprawdę uaktywnił swój klan? Czyżby skończył z kryciem się pod żałosną kocią postacią? Było to zastanawiające dla Uchihy dlaczego wybrał akurat ten moment.
  Osteme udał się do szpitala z Yasu i Kakashim, aby zająć się ranami na ciele oraz obrażeniami wewnętrznymi. Oczywiście jego niesamowite zdolności regeneracyjne zawdzięczane lykańskiej krwi szybko wyleczyły wszelkie rany, ale wolał iść niż pisać raport ze szczegółami, który postanowił odwlekać jak najdalej.
  Sasuke stał w ciszy przy Bóstwie Dusz, który dawał informacje jego zespołowi. Gdzie będą mieszkać, jak będzie wyglądał ich plan dnia, niemożność wychodzenia poza granice związku Uchiha oraz parę innych. Kiyoshi nałożył na Juugo, Karin i Suigetsu swoją osobistą pieczęć, dzięki której będzie wiedział o ich obecności i w razie sprzeciwu ich zabije. Bóstwo nie życzyło sobie sprzeciwu, a wymogiem Hokage była pieczęć przywiązania.
  Z rozmyślań wyrwał go głos niebieskowłosej starszej od niego dziewczyny, która stając na palcach pstryknęła go w czoło, jakby dając znać o swojej obecności. Była od niego niższa, sięgała mu zaledwie do klatki piersiowej i równie dobrze mogłaby mu służyć za podłokietnik, ale... Ten podłokietnik mógł mu spokojnie złamać każdą kość w ciele. Widział jej umiejętności na arenie i sam musiał przyznać, że ciężko byłoby mu stanąć przeciw Nyarien w walce.
  - Aiwa... - Odezwał się, skiwając jej głową na powitanie.
  Niebieskooka westchnęła ostentacyjnie, przykładając dłoń do czoła. Była wyraźnie zirytowana jego podejściem.
 - No przynajmniej tyle wyłapujesz. Gdzieś ty, kurwa, był!?! - Krzyknęła ostatnią część i dała nacisk na przekleństwo.
 - Próbowałem...
 - Zginąć? Byłeś na dobrej drodze. Nie zapominaj, że masz z Hinatą umowę, baka!
 - Hinata... Gdzie ona jest? - Rozejrzał się, jakby oczekując, że stoi gdzieś za starszą, ale nie mógł jej dostrzec.
 - Nie wiem. Szukam jej od rana. Przeczesałam całą wioskę, pytałam wszystkich, nikt jej nie widział, więc nie wiem. Idę teraz do waszej Hokage, a wy... cóż. Nie obchodzi mnie to, co zrobicie.
 - Myślisz, że zaginęła?
 - Teraz cię to obchodzi, U-chi-ha? - Minęła go, trącając go ramieniem. - Ustal sobie priorytety, zanim powiesz sakramentalne "tak".
  Czarnowłosy obejrzał się za Aiwą, rozumiejąc jej chłodną i wrogą postawę.
 - Kto to? To ona? Czy to ona, Sasuke?! Jest strasznie brzydka! I te paskudne blizny! Phi! Myślałam, że masz lepszy gust. - Syknęła urażona "rywalką" Karin.
  Uchiha nie odpowiedział. Patrzył za oddalającą się niebieskowłosą, dopóki Kiyoshi nie odchrząknął, zabierając pełnię uwagi. Czyżby wiedział, gdzie przebywa Hinata? Nie. Raczej by powiedział, zamiast patrzeć na ich męczarnie.
 - To jest uczennica Chie, droga Karin. - Odezwało się bóstwo. - Narzeczona Sasuke... Hm. Dobre pytanie.
 - Nie wiesz gdzie jest? - Białowłosy shinobi przechylił głowę w bok.
 - Postanowiła trenować, pewnie wróci do Hokage, aby wypełnić swoje zadania. Na razie powinniście się rozgościć.
  Uchiha to nie odpowiadało - Chciał się z nią od razu spotkać, ale rozumiał, że Hinata nie będzie chciała na niego patrzeć i najpewniej w ogóle nie wie, że powrócił. Więc po co wrócił? Obiecała mu nowe życie, a on jej swoją lojalność. Chciał ją przeprosić bardziej niż cokolwiek innego, aby mu wybaczyła, ale zdawał sobie sprawę, że to nie będzie łatwe.
  Na razie jednak musi zająć się zespołem. Jeszcze zdąży porozmawiać z Hinatą.

~~

  Jest zimno i ciemno wokół. Czuje się, jakby pętla zaciskała się wokół mojej szyi. Głód, dziwny głód w moim żołądku... Co to za uczucie? Czy to strach? Nie, nie byłabym wtedy głodna. - Próbowała skupić się na czymś innym. Czuła, że zaczyna szaleć w ciszy, ale tylko ona ją otaczała. Nic. Jakby była w próżni. Zero światła, zero dźwięku - jedynie zimne skały i cisza, z chwili na chwilę coraz bardziej drażniąca.
  Próbowała liczyć czas i naliczyła już trzy godziny od odzyskania przytomności. Godzina to mało, ale teraz wydawało jej się to wiecznością. Ale trzy? Trzy godziny leżenia, czuła, jak mięśnie jej drętwieją. Musi zebrać siły i wymyślić sposób na ucieczkę z tego nieznanego terenu.
  Wbrew jej, jej myśli powędrowały własnymi drogami. Tworzyły dziwne scenariusze, niektóre smętne, kończące się jej śmiercią, a inne wesołe. Musi się skupić na czymś innym niż ta cisza.

~~
 
  Uchiha, szukając Hinaty udał się we wszystkie miejsca, gdzie mogła przebywać. Zaczął od jej pokoju - włamując się do majątku Hyuga, bo nie chciał korzystać z bram - ogródka z kwiatami, które tak ubóstwiała, pola treningowe, zaczepił kilka kawiarni, ale nie mógł jej odszukać.
  Gdzieś zniknęła? - Przeszło mu przez myśl, gdy skakał po dachach wioski. Ściemniało się, a nie było po niej śladu. Zaczął się martwić coraz bardziej i bardziej.
  Jeśli poszła mnie szukać to się minęliśmy. - Powiedziała mu kolejna myśl. Stanął na polu treningowym, gdzie ostatnio ją widziano. Było to z sześć może siedem godzin temu, ale mogła przecież zasnąć w cieniach drzew, racja?
  Spróbował wyczuć jej czakrę, ale... nic nie wyczuł. Jakby jej tu nie było, a nie mogła się zapaść pod ziemię. Strażnicy przy bramach i robiący obchód nie mówili nic o opuszczaniu wioski żadnej z Hyugów, przynajmniej nie z głównej gałęzi. Zacisnął mocno dłonie w pięści, aż kostki mu pobielały.
  Przy manekinie dostrzegł coś dziwnego. Trawa była udeptana, jakby ktoś w niej się położył. Zbliżył się do niej i uklęknął. Dostrzegł to od razu, ale coś jeszcze. Krew. Jej zapach unosił się w powietrzu, od razu spojrzał na pień i dostrzegł na nim parę plamek. W ziemi także się znajdowała.
 - Nie... - Wstał szybko, rozglądając się za jeszcze większą ilością śladów, ale już wiedział. - Dlaczego się spóźniłem?!
  Gdybym był na miejscu. Gdybym jej nie zostawił! - Myślał, przemierzając okolicę, szukając jej, jakiegokolwiek śladu po porywaczu, nie znalazł nic.
  Biegł w stronę wieży Hokage, aby zgłosić porwanie Hyugi. Nie miał zamiaru czekać, musiał wyruszać natychmiast. W głowie słyszał kotłujące się myśli, obwiniał się i chciał to naprawić. Musiał to naprawić.

~~

  Wieczór nastał szybko. Po wyleczeniu ran zostali przetrzymani w szpitalu, przynajmniej sensei drużyny 7 oraz członkini zespołu 8. Osteme wyruszył złożyć szczegółowy raport i do Ino, czekającej na jego powrót.
  Yasu siedziała przy łóżku, na którym leżał Hatake i uśmiechała się delikatnie, ciesząc z wypełnionego zadania.
 - Jestem już na to za stary. - Odetchnął siwowłosy, śmiejąc się, gdy podała mu miseczkę z ryżem, zabierając z tacy herbatę.
 - Nie aż tak chyba. - Puściła mu perskie oczko - Niezły byłeś, zapewne nie tylko w tym.
 Czy ona... flirtuje ze mną? - Myśl była szybka i przeszła przez niego, jak błyskawica, ale dostrzegł ciepłe iskierki w jej oczach, usta drgały w miękkim uśmiechu, ale z tonu jej głosu wykrył to. Delikatny, nieco ochrypły, niemalże szept gładził jego uszy, jak aksamit.
 - A może się mylisz? A może faktycznie jestem zbyt stary? - Pochylił się ku niej lekko.
 - Nie na wszystko jesteś za stary, Kakashi. - Nie cofnęła się ani o minimetr, gdy się do niej nachylał.
  Sięgnął do swojej wiecznej maski, zsuwając materiał ze swojej twarzy. Yasu zmrużyła lekko oczy i uśmiechnęła się zachęcająco.
 - Na co na przykład nie jestem za stary, Yasu-chan? - Maska została do połowy zdjęta, ukazując jego kości policzkowe i nos.
  Adopcyjna córka Hyuga Hiashiego, Hyuga bez Byakugana, Wilczyca z drużyny 8 przybliżyła się do niego, czując rosnącą ekscytację. Serce biło jej szybciej, bardziej rytmicznie. Czy to jest właśnie to uczucie? Kakashi miał nadzieję, że nie odrzuci go, nie zamieni tego w żart... a tym bardziej miał nadzieję, że to nie jest jedna z jego chorych fantazji.
  Teraz widział jej roziskrzone, czerwone oczy, które teraz wydawały mu się bardziej żywe, ale ich kolor nieco się zmienił. Czuł, że może się w nie wpatrywać i nie znudzi mu się to, choćby miał na nie patrzeć przez tysiące lat. Ich twarze zbliżały się do siebie nieuchronnie, jakby były dwoma wolno przyciągającymi się magnesami zbyt długo będącymi nie połączonymi razem.
  Uśmiechała się do niego sennie, leniwie, delikatnie. Teraz dostrzegł, że nie są całkowicie blade, ale mają tą delikatnie różową barwę, czy smakują tak, jak sobie wyobrażał w bezsenne noce? Czy tego pragnie tak, jak on? Czy nie przeraża jej różnica wieku?
  Yasu natomiast miała nadzieję, że Hatake nie usłyszy jej głośno bijącego serca. Badum! Badum! Badum! - Czy tylko ona to słyszy w swoich uszach, w swojej głowie? Czy to bezpieczne? Nie znała go długo w końcu! Na litość boską, mieli kontakt zaledwie od roku! A jednak czuła się dziwnie spokojna w jego towarzystwie, choć też nie! Czasem nie, a czasem tak! To było dla niej tak zagmatwane. W umyśle szalała burza, gdy jego twarz zbliżała się do niej, czuła, że nie może się odsunąć, pragnęła jego ust na swoich. Pragnęła go posmakować, chciała go tak, jak kobieta potrafi zapragnąć mężczyzny, ale czy to właściwe? Na tą chwilę odtrąciła tą myśl.
  Gdy ich usta miały się spotkać, gdy już ich jedna wspólna fantazja miała się spełnić drzwi się otworzyli z głośnym hukiem, uderzając o ścianę. Odskoczyli od siebie od razu rozpoznając Aiwę, Ichigena i Sasuke.
 - Hinata zniknęła! - Poinformował ich fioletowowłosy.
  Przez twarz Yasu przebiegł prawdziwy horror. JEJ siostra, JEJ Hinata by ich nigdy nie porzuciła, aby samodzielnie szukać Uchihy, nie zostawiłaby sierściucha. JEJ  Hinata nie uczyniłaby tego, choćby nie wiadomo co. Odpowiedź jest jedna.
 - Została porwana. - Karmazynowe oczy spotkały się i jakby zapytały siebie o zatwierdzenie.
  Plan był prosty. Odzyskać Hinatę.


 No no! Uwierzycie, że to już listopad?! Ja nie. Ten czas szybko leci, nie? ^^
 Nieco inaczej planowałam napisać końcówkę, ale postanowiłam nie dać mojej Yasuś first kiss ;)  Mam nadzieję, że rozdział się podobał! 
  Trzymajcie się cieplutko! Pozdrowionka z herbatką, pod kołderką~!  Do zobaczenia, Shan~! :D 

25 października 2019

Rozdział 33: Nie mów mi żegnaj. Część II-II


  Gdyby Yasu miała wybór między gonieniem za Uchihą, a zabiciem go na pewno pomyślałaby o tej drugiej opcji nie po raz pierwszy.
  Szukali go już trzy dni w tajemnicy. Oficjalnie ona i Kakashi poszli sprawdzić pobliskie lasy w poszukiwaniu wielkich wilków, ale żadne z nich nie zajęło się tą sprawą, zostawiając ją Ino i Osteme.
  Nikt w Konoha, kto nie znał tajemnicy jego i Hinaty nie wiedział, gdzie jest Uchiha. Puszczono mieszkańcom plotkę, że młody Uchiha został w Nekogakure, aby się doskonalić i dla sojuszu z Konohą. Oczywiście wiadomym było, że ta tajemnica szybko ujrzy światło dzienne.
  Teraz liczył się dla nich czas, a mięli go zbyt mało.
  Hinata wraz z Aiwą przebywała przy łóżku Ichigena, choć myślami była daleko. Nie mogła się skupić na młodzieńcu, choć wierzyła, że Uchiha ma swój powód i ot tak by jej nie porzucił.
  Wyszła poza szpital, aby uspokoić swoje serce, siedząc pod drzewem nie chciała żadnego towarzystwa, a już na pewno nie znanego jej samuraja.
 - Hinata-sama. - Przywitał się, skiwając jej głową.
  Popatrzyła w jego dziwnie złote oczy, które mogła przysiąc, że dwa dni temu były niebieskie. Wyrażały pewien rodzaj współczucia dla jej sytuacji.
 - Czy mogę ci jakoś pomóc, Osteme-sama? - Popatrzyła na swoje dłonie, nie będąc w stanie patrzeć mu w oczy.
 - Eh. - Odetchnął. - Rano wróciłem z misji z Ino-san. - Uklęknął, złączając razem palce, patrzył na nią badawczo. - Żadnych śladów wilków... Ani Sasuke. - Drgnęła, mrugając. - Widząco, powiedz mi, co się wydarzyło? Z tobą, z klanami, z Uchihą.
 - S-skąd...?!
 - Wiem różne rzeczy, znam najstraszniejsze z tajemnic... I nie jest trudno poznać, że nie potrafisz doskonale ukrywać emocji. Unikasz ludzi, twoje oczy straciły blask, a uśmiech zniknął. Jesteś jak... ryba bez wody czy ptak bez skrzydeł. Opowiedz mi, co się wydarzyło, Hinata-sama.
  Nie wiedząc dlaczego, ale poczuła, że jemu może zaufać. Podał jej dłoń, aby mogli udać się w bardziej dyskretne miejsce. Trafili na pola treningowe, gdzie Hyuga otworzyła się na młodego mężczyznę. Słuchał dziewczyny w ciszy i wyczekując.
 - Moja matka należała do klanu Trzech Bóstw. Zanim jednak zdążyła przekazać mi potrzebną wiedzę umarła na wskutek choroby, gdy byłam młoda. Od trzynastego roku życia kształcę się pod okiem samego Kiyoshiego. Dążę do tego, aby Trzy Bóstwa znów stały się ważne, chcę... odbudować klan Kiyoshich. Uważam, za niesprawiedliwe wybicie ich. Nie można mordować całego klanu, aby innym żyło się wygodniej. Z powodu strachu czy nie, to niesprawiedliwe i niegodne. - Osteme nie wyraził emocji, ale zamknął oczy na moment, zaraz je otworzył. - Sasuke-san znałam długo przed pójściem do akademii ninja. Na mocy starego traktatu pokojowego miałam zostać mu obiecana jako narzeczona, przez moją matkę. Później zostało to zapomniane i rzucone w odmęty przeszłości. Jakiś czas temu miałam misję z zespołem siódmym, gdzie... Złożyłam sobie z Sasuke-san przysięgę. Mam mu pomóc odbudować klan, a on jest... na moich rozkazach. Jeśli się nie wywiąże... Duchy jego przodków go zabiorą ze sobą. - Wzięła oddech, po czym go wypuściła. - W Nekogakure... ważyły się losy świata. Cienie mogły się wydostać na ten świat i go w całości spustoszyć. Razem z Aiwa-chan i Ichigen-san... dostaliśmy się po walce do Sognare, miejsca, gdzie bariera jest najsłabsza, skąd bierzemy siły. Udało nam się utrzymać barierę na kolejne lata, ale nie jesteśmy w stanie powiedzieć na ile.
 - Rozumiem. - Popatrzył jej w oczy, położył dłoń na jej ramieniu. - Nosisz ciężkie brzemię. Jakie to uczucie widzieć i móc porozmawiać z umarłymi?
 - Początkowo... było okropne. Chciałam uciekać, płakać i się kryć... Ale zrozumiałam, że potrzebują mnie w przejściu. Chciałam im pomóc, jak najszybciej i aby nie cierpieli. Teraz... Działam jako ktoś w rodzaju przesłuchiwacza trupów. Dzięki temu wiele przestępstw jest rozwiązywanych.
 - Nie męczy cię to?
 - Męczy, ale chcę im pomóc. Mimo, że to jest... ciężkie. Znaleźć siły...
 - Zawsze jest. - Zacisnął lekko dłoń. - Nie będę obiecywał, że sprowadzę Uchihę, ale chcę mu przemówić do rozsądku. Spędź czas relaksując się, Hinata-sama.
  Skinęli sobie głowami i rozeszli się w swoje strony. Hyuga potrzebowała chwili wygadania się, a Osteme chciał wiedzieć, czy zagrozi w jego misji, jak niegdyś Trzy Bóstwa.

~~Noc

  Niebo było koloru brudnej smoły i wydawało się pochłaniać całkowicie gwiazdy. Uchiha opierał się o drzewo, łapiąc oddech. Nie docenił białowłosej postaci stojącej przed nim. Dziewczyna o dziwnie czerwonych, teraz roziskrzonych w złości oczach właśnie rozerwała przywołanego przez niego węża na pół.
  Krew obryzgała jej twarz, gdy wolnym krokiem zbliżała się do Sasuke. Patrzył na zbliżającą się kobiecą postać, która wręcz kipiała ze złości, gdy już unosiła rękę, aby zadać mu potężny cios, został osłonięty przez czerwonowłosą koleżankę z drużyny.
 - Zostaw Sasuke-kun, ty dziwko! - Krzyknęła, tworząc znak "x" z rąk.
   Pole bitwy było jałowe. Kakashi walczył z Juugo, podczas gdy Suigetsu leżał nieprzytomny przy drzewie. Walka z Yasu i doświadczonym jouninem była wyczerpująca, a na domiar złego na scenę wkroczył - a raczej wskoczył - Osteme, gdzieś w środku bitwy. Karin wymknęła mu się w ostatnim momencie.
 - Nie mów do mnie, suko. Nie mam zamiaru znosić kłapania twojego dziobu. Twój głos jest irytujący. - Przybrana siostra Hinaty miała zadziwiająco spokojny ton głosu, jak na kogoś kto chciał ich powyrzynać.
 - Sasuke, porozmawiajmy. - Poprosił Osteme ze swoim odwiecznym spokojem.
  Zadziwiające było też to, jak mimo oczywistego podobieństwa się różnili. Yasu była niczym ogień, dziki i szalejący podczas bitwy, gdy Osteme był zimny i morderczy niczym lód. Gdyby współpracowali od początku walki... Nie był pewien, czy byłoby coś drzew.
  Potyczka trwała od południa i wszyscy byli wycieńczeni.
 - O czym tu rozmawiać? Zdradził, a teraz go zabiję za skrzywdzenie Hinaty.
 - Phi! Kolejna łatwa zdobycz i durna fanka. - Parsknęła śmiechem czerwonowłosa, za co dostała siarczystego policzka od albinoski.
  Osteme odetchnął ciężko, przykładając dłoń do wypielęgnowanych włosów, gdy czerwonowłosa odleciała ładnych parę metrów w drzewo obok Suigetsu. Błędem było to, że wstała, bo to dało krwistookiej na rozpoczęcie walki. Przejechał dłonią w nich, patrząc w błękitne niebo.
 - Nie wrócę do Konohy. - Sasuke stanął prosto.
 - Nie mogę ci tego kazać, nikt nie może. Jednakże... powinieneś wrócić do swojej narzeczonej. Ona na ciebie czeka.
 - Przez nią zapomniałem o zemście na bracie. Za rodzinę. Nie zrozumiesz tego... Nikt nie zrozumie. - Zacisnął mocno szczękę.
 - A może dzięki niej? - Przechylił głowę. - Jeśli chcesz walczyć niech i tak będzie, ale zastanów się, czy czegoś nie tracisz? - Patrzył w oczy swojemu przyjacielowi.
 - Co... co z twoimi oczami...? Co to za jutsu? - Uchiha chwycił mocniej rękojeść.
  Krótki, okrutny uśmiech wygiął jego wargi. Jego oczy, jak każdego z jego rodziny zmieniały barwę pod wpływem emocji. Nie dało się ukryć gniewu, bólu czy smutku, oczy to ukazywały - były prawdziwym zwierciadłem duszy. Urodził się z oczami barwy oceanu, które przechodziły w czerwień, ilekroć odczuwał wściekłość. Były złote, gdy czuł ból, a zielone gdy się smucił. Mogły mieć miliony barw, ukazującymi każdą najmniejszą emocję, ale teraz? Teraz były tak krwiste, jak oczy Yasu.
 - Pamiątka rodzinna. - Stanął prosto. - Mówiłem, że nie należę do kraju ognia. To nie ważne. Powiedz, czy jesteś w stanie nie wrócić do osoby, która jest twoją narzeczoną i ma niezachwianą wiarę w ciebie?
 - Mój brat zabił tych, którzy we mnie wierzyli. - Może zabić i ją.
 - Bez powodu? Sasuke. Nie chcesz mi powiedzieć, że wierzysz w bajeczkę, że twój cenny starszy brat stał się mordercą, aby się sprawdzić. Myślę, że prawda leży gdzieś głębiej i czas, aby ujrzała światło dzienne, ale bez Hinaty nie będziesz mógł jej dostrzec.
 - Ona nie żyje. - Syknął.
  Białowłosemu drgnęła brew, nie mógł powstrzymać już swojej własnej ręki, gdy uderzył czarnowłosego w tył głowy.
 - Matole. Ona żyje. Czeka na ciebie. Jest ranna, ale żywa. Dobijasz mnie, nie słuchasz. Jesteś bezczelnym, samolubnym...
  Sasuke zmrużył oczy w złości, ocierając tył głowy.
 - ...egoistycznym, cholernym... - Kontynuował, licząc na palcach.
 - Skończyłeś? - Walki zostały przerwane i wszyscy właściwie słuchali wymiany zdań.
 - ... Nie... zimnym, irytującym, zarozumiałym dupkiem. Ah! Zapomniałem dodać, że sam nie wiesz czego chcesz, jesteś niezdecydowanym dzieckiem we mgle. - Uśmiechnął się przyjaźnie. - Teraz skończyłem.
  Sasuke zmrużył ciemne oczy i uraczył przyjaciela mocnym ciosem w głowę, takim jak on jego.
 - A ty zarozumiałym, przemądrzałym, irytującym wrzodem na tyłku.
 - Mało tych moich wad. Wracasz z nami?
 - Po tym jak mnie obraziłeś? Dajesz mi powody do odejścia, czy do powrotu, młotku? - Zacisnął mocno zęby.
  Osteme widział po swoim przyjacielu. Czuł jego ból, smutek, ale i wiele innych emocji, które dla jego wilczej krwi były niezrozumiałe.
  Zamknął oczy i wyciągnął rękę, kładąc ją na ramieniu czarnowłosego. Przez Uchihę przepłynęła fala energii.
 - Alium se orbem terrarum.* - Wypowiedział tajemne słowa, otwierając teraz krwiste oczy.
  Uchiha w pierwszej chwili pomyślał, że jego towarzysz ma sharingana, tak jak i on, ale nic bardziej mylnego. Przyglądał się im i nie dostrzegł żadnych czarnych tomoe. Czuł, jak coś go przytłacza, jakaś nieznana mu siła. Jednak... Nie był zaniepokojony, nie odczuwał strachu, a dziwny spokój.
 - C-co? - Nie była to najbardziej inteligentna z odpowiedzi jaką w życiu dał.
 - Ego ostendam tibi futurum.* - Nie był w stanie zrozumieć ani słowa, ale potężna energia przepłynęła przez jego żyły. Była coraz bardziej silna.
  Osteme wyszeptał słowo, które było nieznane wszystkim poza jedną osobą.
 - Silva. - Osteme przytrzymał przyjaciela, gdy ten opadł.
 - Sasuke-kuuuun! - Krzyknęła Karin, próbując przedostać się do obiektu swoich westchnień, ale jedyne, co udało jej się zrobić to tylko parę kroków, zanim nie opadła na kolana. Moc ją przytłoczyła.
  Yasu patrzyła w zaskoczeniu równym, co Sasuke. Nagle w jej głowie pojawiło się wspomnienie, dawne i sprawiające ból. Uklęknęła, łapiąc się za głowę. Hatake wiedząc, co będzie się działo dalej podskoczył do dziewczyny, łapiąc ją w pasie, przyciągnął do swojej klatki piersiowej.
 - Nie rób mi tego teraz! - Syknął przez maskę.
 - N... na... tak... Hat... ake... - Mamrotała niewyraźnie, a głowa opadła jej na tors Kakashiego.
 Białowłosy położył czarnookiego na trawie i uklęknął pod drzewem.
 - Osteme. Z Yasu jest gorzej. Zabieram ją do wioski. - Hatake wewnętrznie toczył walkę.
  Nie chciał zostawiać samuraja na pastwę losu, ale osoba w jego ramionach chybotała się, jak zwiędły listek w czasie huraganu.
 - W porządku. Dam sobie z nimi radę.
 - N-nie... Zostaje. - Upierała się dziewczyna, zaciskając rękę na koszuli szarowłosego.
 - Nie czas na zgrywanie niezwyciężonej! Jest źle!
 - Nie... nie... Obiecałam Hinacie. - Syknęła, patrząc w jego oko z determinacją.
  Kakashi widział w tych oczach ogień, ale i błaganie. Rozumiał więź Hinaty i Yasu, widział, jak obok siebie są naturalne, nie boją się, tworzą niezrównany duet... I nie miał wyjścia. Uległ wilczycy.
 - Co mu zrobiłeś? - Karin, drżała, klęcząc na trawie.
 - To stara technika z mojego klanu.
 - Co ma na celu? Czy coś mu będzie?
 - To zależy od niego... - I stworzeń.

~~Silva

  Sasuke otworzył swoje oczy w dziwnym świecie. Ostatnim co pamiętał to polana i słowa Osteme. Rozejrzał się po okolicy. Okolica była zadziwiająco piękna, niemal zapierała dech. Było cicho, spokojnie. Leżał na świeżej, zielonej trawie, pachniała ostro, ale przyjemnie. Usiadł, obserwując odległe góry i wspaniały las. Nie mógł tu zostać. Miał jeden cel - Zabicie Itachiego.
 - Czy na pewno? - Słyszał niewyraźnie głos przyjaciela.
 - Osteme. Gdzie mnie wysłałeś?! - Warknął Uchiha, wstając i otrzepując się z trawy.
 - W pewne miejsce. Może je zwiedzisz?
 - Nie jestem tu na wycieczce. Wypuść mnie stąd. Chcesz mnie tu uwięzić?!
 - Za kogo mnie masz? Nie. Na pewno tu nie zostaniesz.
  Czarnowłosy syknął podirytowany, gdy głos przyjaciela zniknął. Spróbował wyrwać się, korzystając ze znaków anulacji genjutsu, ale to nic nie przyniosło.
 To musi być świat podobny do Sognare. - Przemknęło mu przez myśl, gdy przemierzał okolicę, która wydawała mu się zbyt podobna do wioski, w której się urodził. Różnica była jedna - Nie było tu ludzi.
  Odczuwał złość na swojego przyjaciela, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że robi to dla niego. Jest jak Naruto. - Prychnął. Choć bardziej radykalny...
  Dostrzegł w oddali domek, nie myśląc wiele ruszył ku niemu.
  Cały z drewna, zadbany i ogrodzony płotem, dostrzegł dużą ilość kwiatów przy bramie i ścieżki wysypane kolorowymi kamyczkami. Wydawał się, jak z obrazka, nieco osłonięty przez pobliskie gałęzie i cienie. Miał jednak w sobie jakiś czar, który go wzywał.
  Stanął przed domem, nieco bardziej w cieniu. Czuł się trochę, jak zboczeniec lub kryminalista, naruszając czyjąś prywatność.
  Z domu wybiegło dziecko, a za nim białowłosa kobieta, łapiąc je, roześmiała się dźwięcznie, radośnie.
 - Po co mi to pokazujesz? - Rozpoznał nieco starszą wersję Yasu, która trzymała w ramionach czarnowłosego chłopca.
 - Nie myśl, że to twoja wersja przyszłości. Ja jej nie dostrzegam i nie ukazuje. To moja matka, a ten chłopiec to ja. - Głos Osteme stał się wyraźny. - Chcę cię nauczyć, pokazać, że nie tylko ty, mój przyjacielu, wiele straciłeś. - Rozległ się pisk radości, przerywając i ucinając głos białowłosego.
  Uchiha obserwował, jak matka bawi się z dzieckiem. Wtedy dostrzegł różnice między Yasu, a nią. Ta miała na sobie elegancką, białą togę i powpinane w warkocz kwiaty. Nie dało się ukryć ciąży.
 - Jak chcesz ją nazwać, Osteme? - Kobieta usiadła na ganku, gdy syn przytulał głowę do niej, słuchając dziecka.
 - Hm. Otso. Tak ją nazwijmy, mamusiu. - Uśmiechnął się.
 - Imię królowej lasu...? Dlaczego tak? - Zaciekawiła się kobieta, głaszcząc go po włosach.
 - Mówiłaś, że kiedyś lykanie ze sobą walczyli... a córka jednego z alf ich połączyła. Moja siostra będzie wielką wojowniczką, będzie rządzić sprawiedliwie i mądrze. Poprowadzi nas ku światłu. - Patrzył w jej brzuch intensywnie z niezachwianą wiarą.
 - Ale to ty będziesz kolejnym alfą. Nie chcesz nim być?
 - Jeśli bym nim był... Oddałbym władzę kobiecie. - Popatrzył z uśmiechem w oczy matki, ale to z czym się spotkał to jedynie szok zmieszany z wyrzutem.
  Poczuł pieczenie na policzku, gdy matka go spoliczkowała. Sasuke zrobił krok, czując w sobie naturalną złość, za uderzenie niewinnego dziecka.
 - Nie możesz! Kobiety nie służą władzy! Nigdy nie będą! Dam jej imię Otso, ale TY, MÓJ SYNU, będziesz władcą! To TY masz obowiązek chronienia rodziny! To TY masz za zadanie prowadzenia watahy! Nie oddasz NIKOMU należnego ci miejsca! Rozumiesz?! TY MASZ BYĆ ALFĄ i nim będziesz, chcesz tego czy nie! - Kobieta wróciła do domku.
  Sasuke popatrzył na chłopca, który kulił się ze strachu, a w jego kolana wbiły się kamyczki. Ramiona mu drżały, gdy cicho łkał.
 - Dlaczego chciałeś zrzucić to na barki siostry, Osteme? - Sasuke popatrzył beznamiętnie na chłopca.
 - Bo nie chciałem władzy. Nienawidziłem ludzi u niej. Omamionych idiotów. Wierzyłem, że kobieca natura jest inna. Bardzo się myliłem. - Przyszedł jego głos, gdy zawiał wiatr zmieniając scenerię.
  To, co zobaczył czarnowłosy wstrząsnęło nim. Młodsza wersja jego przyjaciela, dygotała w klatce, a jego włosy zaczęły siwieć z powodu stresu, jaki odczuwało dziecko. Przy klatce stała matka, patrząca z odrazą na własne dziecko, jej brzuch wydawał się większy. Bardziej zaawansowana ciąża, bardziej niebezpieczna i niestabilna.
  Dzieciak miał krwawiącą ranę na policzku przechodzącą przez oko, sztylet leżał u stóp ciężarnej. Zakrwawiony, jak jej ręce.
 - Zawiodłeś mnie, Osteme. Mnie, ojca i Otso. - Pokręciła głową, zamykając za sobą drzwi, a jedyne światło zniknęło wraz z nią.
 - Mylisz się, mamo... Otso nie jest mną zawiedziona... Na pewno nie jest.
  Mijały dni, a potężny wilk wszedł do pomieszczenia. Otworzył klatkę Osteme i odsunął się, na miękkich nogach, niepewnie zaczął wychodzić ze swojego więzienia.
 - Wybacz, synu, że mnie tyle nie było. - Wilk z hebanową sierścią stał dumnie, patrzył na swoje dziecko. - Wojna mnie pochłonęła. Niebawem się skończy. Czas, abyś udał się ze mną w podróż. Musisz zobaczyć ziemie, którymi będziesz w przyszłości władać.
  Chłopiec pokiwał głową i udał się za wilkiem ku światłu, za którym tak bardzo tęsknił.
 - Byłeś katowany przez rodziców? - Uchiha wydyszał te słowa, zaciskając dłonie w pięści.
 - Nikomu nie podobała się moja ideologia, że samice powinny być u władzy. Od pokoleń mężczyźni rządzili, a kobiety służyły jako przedłużenie rodu. Chciałem to zmienić, dać im władzę. - Pokiwał głową, rozumiejąc. - Moja matka... nie uważała, że powinienem. Ojciec zabrał mnie ze sobą na trening. Przeżyłem z nim około dwóch lat, a gdy powróciliśmy... Otso już chodziła i mówiła. 
 - Otso, to twoja siostra. Jak ona była traktowana?
 - Matka wychowywała ją na posłuszną, ale wiedziałem, że nie będzie. Ojciec też to wiedział. 
  Sasuke zamyślił się, popatrzył na klatkę, na zaschniętą krew i w kierunku światła.
 - Ojciec wskazał mi drogę, gdy zacząłem żyć nienawiścią. Chciałem śmierci matki. Chciałem, aby zdychała i konała u moich stóp... Ale wtedy nauczył mnie, jak wiele mogę zrobić dla świata. Dał mi siłę, wysłuchiwał moich rad. Towarzyszyłem mu na spotkaniach rodzinnych i w godzinie jego morderstwa. 
 - Morderstwa?
 - Zabił go jego własny brat, Sasuke. Nowy alfa. Nie należę do waszej rasy, jak widzisz. Jestem lykanem pełni krwi. Ojciec... wiedział o swojej śmierci, przeczuwał to od lat, a gdy nadarzyła się okazja... Ostrzegł mnie, abym zebrał tylu ile będę mógł i ruszył przeciw wujowi.  
 - Więc co robisz tutaj?
 - Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Wuj miał inne plany. Mój świat jest przez niego zrujnowany, a natura bez mojej matki tam umiera. Kazałem mej siostrze uciekać i zanieść wam ostrzeżenie, ludziom. Moja matka zbiegła do was.
 - Co? Chcesz powiedzieć, że lykanie nas zaatakują.
 - Już to robią, Sasuke. To moje ostrzeżenie dla tego świata. Zbierzcie siły, wróg jest u bram, a ty chcesz zabić swego brata. Musisz wiedzieć... - Usłyszał głos Osteme zewsząd. - Lykanie zostali wygnani z tego świata przez Trzy Bóstwa, a Varulv nie odpuści twojej narzeczonej. Może ci nie zależeć na niej, ale gdy Klan Trzech Bóstw zniknie całkowicie... Cienie i wiele innych złowrogich stworzeń zniszczą świat. To jest prawda, która została zapomniana.
  Sasuke drgnął. Oczami wyobraźni widział konającą Hinatę, a widok ten wyrył mu się w pamięci. Na pewno nie pozwoli jej odejść... W końcu mają umowę.
 - Osteme. Czemu nie powiedziałeś od razu?
 - Nie byłem pewny, czy mogę wam zaufać. Ale teraz wiem, że mogę i nie mam wyjścia. Będę musiał zniknąć na pewien czas, wtedy musi być ktoś, kto będzie w stanie ochronić wioskę i zebrać lud. To musisz być Ty. Wróć do Konohy, do Hinaty, do swojego domu. I nie mów im żegnaj.
 Uchiha zamknął oczy i skinął głową.
  - Najpierw musimy pozbyć się węża. Nie pozwoli odejść bez pożegnania.

*alium se orbem terrarum - inny świat
*Ego ostendam tibi futurum - Pokażę wam przyszłość

Łooo ile mnie tu nie było! Mam nadzieję, że nie czekaliście aż tak długo ^^" Ale oto i jest! Druga część!
Przepisywałam ją trzy razy stąd niezła zwłoka.
Jestem z niej dość zadowolona, bo zależy mi na wojnie lykańsko-ludzkiej i właśnie do niej zmierzam, ALEEE nie liczcie, że na niej się skończy.
Mamy dużo niewyjaśnionych spraw:
1. Lykanie.
2. Trzy Bóstwa.
3. Cienie.
4. Tajemnice klanowe.
5. Same duchy.
Do następnego razu~! Trzymajcie się ciepło w te chłodne dni~!
  Pozdrawiam, Shan~!


26 września 2019

Rozdział 32: Nie mów mi żegnaj. Część I-II


 Otworzyła oczy, nim słońce zdążyło musnąć jej twarz. Minęły trzy dni, jak powiedziała jej pielęgniarka, która zmieniała jej bandaże, ale pierwszym jej pytaniem nie było samopoczucie, ani czy się udało...
 - Gdzie jest Sasuke?
  Pokój był pusty. Spodziewała się go zobaczyć? Tak. Czy było jej źle? Tak. Czy chciała płakać? O, jak najbardziej. Czy to zrobiła? Nie. Przynajmniej nie przy medyczce, ale gdy ta opuściła pokój nie hamowała już łez.
  Potrzebowała tej chwili słabości. Bolały ją mięśnie, ale to było nic w porównaniu do bólu w jej sercu, jaki odczuła brakiem Uchihy.
  Kiyoshi z pochmurną miną ogłosił jej, że zwiadowcy Nekogakure widzieli Uchihę odchodzącego z grupą, dwoma mężczyznami i jedną kobietą.
 - Powiedz jedno słowo, a zerwę waszą więź i zaręczyny. Sprawię, że zapomnisz. - Bóstwo chwyciło jej drżącą, bladą dłoń w swoje.
 - Nie. - Odparła krótko na propozycję swojego mistrza.
 - Złamał obietnicę.
 - Nie złamał. - Upierała się, z trudem siadając.
  Kiyoshi pokręcił głową na jej niezachwianą wiarę. Powinien ją przekonywać, teraz Uchiha dał powód, aby ze spokojem zerwać zaręczyny, więc czemu nie odzyska wolności? Czemu musi być uparta, jak jej matka? Choć czasem myślał, że jest bardziej.
  "Obwiniam za to geny jej ojca!" - Przemknęło mu przez myśl.
 - Sasuke... na pewno ma swój powód. Jestem pewna. - Uśmiechnęła się.
 - Nie znasz go. Nie znasz jego myśli, ani zamiarów. Dlaczego?
 - Heh... - Roześmiała się krótko, w dłoniach zmarszczyła kołdrę. - Nie znam go, to prawda... ale mimo to w niego wierzę. Uchiha Sasuke jest honorowy i dotrzymuje danego słowa.
 - Czy to nie on zdradził twoją wioskę, Hinaś? - Aiwa jako pierwsza stanęła na nogach.
  Hyuuga przyjrzała się niebieskowłosej. Nie przebrała się ze swoich walecznych szat, ale narzuciła płaszcz od kimona na ramiona, skrywając blizny, a bandaże na jej nadgarstkach były już zabarwione krwią. Na twarzy miała niezdrową czerwoną wysypkę w okolicy oczu, które teraz patrzyły na nią pytająco.
  Aiwa jednak nie była karcąca, a ciekawa zdania Hyugii. Była oazą, której teraz Hinata potrzebowała. Nie wiedziała dlaczego, ale ta dziwna kobieta wydawała się jej jedyną ciepłą duszą teraz.
 - Sasuke jest bardzo dumnym człowiekiem... niektórzy mówią, że jest arogancki przez to... ale wiem, że nie złamie obietnicy... Właśnie przez to jej nie złamie.
 - Hm... To na pewno! - Uśmiechnęła się, siadając przy jej łóżku. - Wracasz do Konohy?
 - Powinnam... Muszę uspokoić otousan... Rodzinę... Hokage...
 - Czy jak wrócisz bez Sasuke będzie to podejrzane? Wiesz... Twoja wioska dała mu już jedną szansę. Drugiej mogą nie dać. - Aiwa przedewszystkim była logiczną osobą. Zwracała uwagę na to, na co Hinata nie była w stanie w swoim obecnym stanie.
  Hyuuga zmarszczyła brwi i odetchnęła cicho, kiwając głową.
 - Ale nie mogę nie wrócić...
 - Hm. Najlepsza byłaby prawda. Pomogę ci się dostać do Konohy.
 - Ale jesteś ranna! - Zaprzeczyła dziewczyna.
 - Meh! Jak ty. - Wzruszyła ramionami z uśmiechem. - Wyluzuj, damy radę we dwie. Sasu-kun odszedł z jakąś laską i dwójką chłopaczków, tak bez pożegnania to nie za ładnie, ale obie wiemy, że nie zrobił tego bez powodu.
 - Jest jak dziecko we mgle. - Burknęła mistrzyni krwi.
 - Jest, ale wiesz sama, że sporo wycierpiał. Dlatego nie powinniśmy go tak źle oceniać. - Przemówił Azura, prostując plecy.
 - Bywacie w tych czasach strasznie troskliwi. - Syknął Kiyoshi.
 - A ty zbyt okrutny. - Roześmiała się kocica.
 - Hmpf. Robię to, co dobre dla Hinaci! - Wybronił się słabo.
  Hinata uśmiechnęła się na przekomarzanki trzech bóstw, ale kogoś jej zabrakło.
 - Gdzie Ichigen-kun? - Rozejrzała się.
 - Jeszcze się nie obudził, ale na pewno to zrobi. Tacy jak on są za głupi, aby umrzeć. - Aiwa nie okazywała zmartwienia, choć Hyuuga je wyczuła.
  Położyła bladą dłoń na jej poranionej. Obie wiedziały, że to, co zrobili było niebezpieczne, a to, że się tak szybko obudzili zakrawało o cud.
~~
  Przemierzał mroczne korytarze kryjówki węża z beznamiętnym wyrazem twarzy. Jego towarzysze podążali za nim, jak owieczki. Nikt nie wypowiedział ani jednego słowa od czasu wejścia.
  Sasuke wyczuwał napiętą atmosferę i górujący mrok, ale ukrywał to. Nie bał się, ale to go trochę zaniepokoiło. Czy Orochimaru wiedział o jego przynależności do Konoha? Plotki szybko się rozchodzą, szczególnie te, które dotyczą jego osoby.
  Długowłosy sannin stał przy stole operacyjnym. Miał białe rękawiczki, które były poplamione krwią, podobnie jak fartuch. Maseczka chirurgiczna ukrywała jego rosnący uśmiech, gdy tylko wyczuł swojego drogiego ucznia.
 - No proszę, Sasuke-kun. - Nawet nie odwrócił w jego kierunku głowy. - Nie było cię około pięciu miesięcy. Czego się dowiedziałeś?
 - Hm. - Nie podobał mu się ten uprzejmy ton. - Te wilki do nas nie dołączą.
 - "Nas"? A czyż nie stałeś się na powrót obywatelem Konohy? Czy nie przysięgałeś służyć wspaniałej, czcigodnej Tsunade-sama? - Pytał z oczywistą drwiną. - A może chcesz ich zniszczyć od środka?
 - Nie. - Odparł, dając dłoń na swoją nierozłączną katanę. - Nie planuje ich zdradzić.
 - Przez "ich" masz na myśli "ją"? Taka sssłodka istotka. Jak jej na imię? Hisette? Himeko? Hikari...? - Odwrócił się w stronę uczniów.
 - Co cię to obchodzi? - Syknął.
 - Ojej, ojej. Skąd ten ton? Aż tak ci zależy na tej kobiecie? - Przechylił głowę w bok w zainteresowaniu. - Hyuuga. Doprawdy, potężne kekkei genkai.
 - Nie zbliżaj się do niej. - Przez jego twarz przeszedł chłód, gdy wypowiadał te słowa, a jego ton mógł zawstydzić najpotężniejsze lodowce.
 - S-sasuke-kun... - Szepnęła Karin, czując drżenie w nogach. - Nie powinieneś tak mówić do Orochimaru-sama.
Została jednak zignorowana, a gdy zamierzała się wtrącić Juugo chwycił jej ramię.
 - Ah tak. Skoro o niej mowa... czy to nie ona przesłuchuje zwłoki albo mówi do powietrza? - Orochimaru uśmiechnął się przebiegle.
  Przez myśl Karin przeszło, że Sasuke umawia się z wariatką, zresztą nie tylko jej. Białowłosy stwierdził w myślach, że Uchiha zawsze miał dziwny gust, a rudy z kolei, że to nie jego sprawa, choć zaintrygowała go kobieta, która wpadła w oko Sasuke.
 - A może... - Kontynuował sannin, zdejmując rękawiczki. - Należy do sekty Trzech Bóstw?
  Sasuke spojrzał uważnie na mistrza, oczekując więcej informacji. Sekty? To by wyjaśniało jej niesamowite zdolności, ale czy aby na pewno ta moc jest dobra?
 - Co o nich wiesz? - Syknął czarnowłosy.
 - Hm... A może ty mi najpierw odpowiesz na pytania, zanim zadasz własne? Oj, Sasuke-kun, doprawdy. Wpakowałeś się w poważne kłopoty, a teraz mnie nie słuchasz.
 - To nie twoja sprawa, co robię. - Dla starszego mężczyzny zabrzmiało to, jak obrona dziecka.
 - Ah, a czy nie przybyłeś po moc, aby zabić swojego brata? Czy może ta dziewczyna tak cię omamiła, że zatraciłeś swój cel? Przestałeś żyć dla zemsty? Twoja rodzina na pewno nie byłaby z ciebie dumna.
  Sasuke poczuł, jakby ktoś dał mu siarczysty policzek w twarz. Wiele razy rozmyślał o swojej zemście, ale przy Hinacie... Czuł, że się nie liczy. Czy to było coś złego? Iść i żyć dalej? Dla niego, mściciela, tak. Musi się na tym skupić, choć jednocześnie rozmyśla o swoim bracie i jaki był prawdziwy powód. Wspomniał krzyki, śmierć, które pokazał mu Itachi i wezbrała w nim mroczna złość, której nie potrafił już pohamować.
 - Nie. Nie zapomniałem. Jakie masz dla mnie zadanie? - Spojrzał z mrokiem na mistrza, który roześmiał się krótko i cicho.
 - Sprowadź do mnie ją, Hinatę Hyuga.
  Uchiha nie pokazał po sobie wahania.

~~

  Poruszali się za pomocą powozu. Droga im się w ogóle nie dłużyła, pogoda była zbyt dobra, aby wyjść im na przeciw. Trójka wybrańców Trzech Bóstw szybko znalazła się w Konoha.
Ichigen nadal nieprzytomny trafił pod opiekę Tsunade do szpitala, a Hinata wyjaśniała właśnie Hokage nieobecność Uchihy.
 - Zdradził po raz drugi. - Warknęła blondynka, uderzając pięścią w biurko, rozsypując dokumenty. - Cholera.
 - Nie zdradził. - Sprzeciwiła się Hyuga. - On... Potrzebuje czasu.
 - Hinata, szanuje twoje zdanie, ale to jednak...
 - Ale to MÓJ narzeczony, Hokage-sama. Jestem pewna, że wszystko się wyjaśni z czasem, ale on go potrzebuje. Wyruszę za nim, jeśli trzeba.
 - Z twoimi ranami? Nie wyrażam zgody. - Podniosła kartkę papieru i odetchnęła. - Użycie takiej ilości czakry uszkodziło nieco twój system nerwowy. Dziwię się, że jeszcze stoisz i nie mdlejesz. Powinnaś iść do domu i odpocząć. To samo tyczy się ciebie, Aiwa-san.
 - Nie ma takiej opcji. Sasuke jest przy potężnym wariacie. Chcę go przyprowadzić Hinacie.
 - Nawet nie ma mowy! Wy dwie macie całkowity zakaz opuszczania Konohy do czasu wyzdrowienia!
Wyszli z gabinetu w nieciekawych humorach. Hinata walczyła z sobą, aby się uspokoić.
" Po tym wszystkim, co robiłam dla wioski! " - Była wściekła, poczuła znajomy chłód na ramieniu, który ją uspokoił.
 - Mikoto-sama... - Poruszyła ledwie słyszalnie ustami.
  Ciemnowłosy duch uśmiechnął się do niej, zachęcająco i skinął jej głową. Była to niema wiadomość, którą zrozumiała. Ten jeden raz musi przeciwstawić się Konoha i Hokage.
 - Uuu, podoba mi się ta mina. Co robimy? - Aiwa owinęła ramię wokół ramienia Hinaty.
 - Aiwa-san... Myślę, że wiem dokładnie kogo nam potrzeba. Mojej drużyny. - Uśmiech wygiął wargi ciemnowłosej.
  Niebieskowłosa zaklaskała z radości i pokiwała głową ochoczo. Wiedziały już do kogo się udać, ale nie przypuszczały, że powrót do domu Hyuugi będzie tak wyczerpujący. Tsunade miała rację, co do jednego - ich rany sięgały głębiej niż przypuszczały. Kilka razy musiały robić sobie przerwę, aby nie paść na zimny beton.
  W bramie czekał na nich sługa rodziny Hyuuga, który od razu popędził po ojca Hinaty. Stojąc na ganku, Hiashi objął swoją córkę, jakby była małym dzieckiem, które się zgubiło i wróciło do domu dopiero nocą.
 - Otousan... Wygraliśmy. - Wyszeptała, obejmując wątłymi ramionami ojca.
 - Wróciłaś. - Odpowiedział jej szeptem, opierając czoło na jej czole.
 - Hai... tadaima. - Zamrugała, aby łzy nie spłynęły, zamiast tego uśmiechnęła się promiennie.

Hyuuga Hinata naruto

  Aiwa odwróciła wzrok, czując w sercu, że przeszkadza. Było to trudne dla niej, dla osieroconej osoby, patrzeć na szczęście. Poczuła lekką zazdrość z tego powodu, ale zaraz stłumiła to uczucie.
  Hiashi odchrząknął i odsunął się od córki. Stanął przed nią, ale tym razem nie była to zastraszająca forma, do jakiej przywykła. Tylko w jego oczach była duma, szczęście i naturalna troska, coś czego nie doświadczała przez większą część życia.
 - Hinato, jestem... szczęśliwy, że powróciłaś w zdrowiu. Kim jest twoja towarzyszka?
 - Jestem Aiwa Nyarien, wybranka Chie... yyy... tato Hinaty! Znaczyyy... yyy... Psze pana! - Brew głowy klanu drgnęła, ale zaraz pokiwał głową z szacunkiem.
 - Jestem Hiashi Hyuuga, Głowa Klanu Hyuuga. To przyjemność gościć u nas kolejną wybrankę Trzech Bóstw. - Skinęli sobie z szacunkiem. - Czy moja córka stanęła przeciw tobie?
 - Nie miała wyjścia. Dobrze walczy. - Aiwa wzruszyła ramionami z uśmiechem. - I... Pana też miło poznać. - Uścisnęli sobie ręce.
  Aiwa zachwiała się, patrząc ze strachem w oczy Hiashiego, ale po chwili strach przeszedł we współczucie i uśmiechnęła się smutno. Mężczyzna nie zrozumiał tego spojrzenia, a Hinata wpatrywała się w starszą od niej dziewczynę z pytaniem w oczach.
 - Poświęcenie jest darem i przekleństwem, panie Hyuuga... Proszę nie rozpaczać, za osobami, które za nas oddają swe życia. - Miała spokojny ton głosu. - W najmroczniejszych czasach, które nadejdą... Zobaczy pan światło i proszę go nie wypuszczać z rąk. - Jej głos był jakby odległy i gdyby nie silna ręka głowy klanu spotkałaby się z zimną podłogą.
 - Co to było?! - Zapytał Hyuuga.
 - Aiwa-san... ona... musi być zmęczona... To była długa droga i jej obrażenia są potężne...
  Po tych słowach zaniesiono niebieskowłosą do pokoju, gdzie mogła spokojnie odpłynąć w zdrowy sen, od razu wezwano medyka, który zajął się monitorowaniem jej stanu.
 - Hinata-oneeeeesaaaaannnn~! - Pełen wesołości głos ją zaskoczył, ale szybko rozpoznała swoją siostrę.

Znalezione obrazy dla zapytania hanabi and hinata hug
  Chwyciły się za ręce z pełnymi radości i ulgi uśmiechami i zaraz przytuliły.
 - Wróciłaś! Jednak...!
 - Hai, już jestem, Hanabi-chan. - Przytuliły się mocno.
 - Jak się czujesz?! Otousan mówił, że... - Uciszyła młodszą siostrę gestem.
 - Lepiej, Hanabi. Cieszę się, będąc tutaj... Gdzie Yasu? Nie mogę jej nigdzie znaleźć...
 - Jest na randewu z Kakashim.
 - Ch-chwila! Co?! Yasu-chan?! I Kakashi-san?! Niemożliwe! - Uśmiechnęła się pełnym szczęścia uśmiechem, na moment pozwalając sobie na odwrócenie uwagi od zniknięcia Sasuke.
 - No... Ale to nudziarze i spędzają czas w ogrodzie, czytając jedną ze zboczonych książek Kakashiego-sensei. - Uśmiechnęła się młodsza, poruszając brwiami.
 - Hmmmm... Muszę przerwać im randkę... 
 - Na pewno ci to wybaczą... A Yasu mówiła, że ci skopie tyłek za brak pożegnania.
 - Hanabi! Język! 
 - Mam niewyparzony! - Uśmiechnęła się nawet szerzej.
 - Hmp. Widzę. Dobrze...
 - No idź. Ale później spędzimy razem czas! Jesteś mi to winna za martwienie się! - Puściła siostrę.
 - Oh, a ja myślałam, że to jest w pakiecie! - Hinata roześmiała się idąc do ogrodu.
  Jej babci nie było, więc musiała być w pracowni postanowiła przywitać się z nią po rozmowie z Yasu o szukaniu Sasuke. Bała się trochę reakcji Hatake na to, ale postanowiła to pominąć. Może uda jej się odciągnąć Yasu, tak aby Kakashi nie zauważył...? Lub pozwolił im?
  Wspomniana para była w altance, ciesząc się ciszą i spokojem oraz chłodem, jaki dawał im cień i harmonijny ogród. Byli blisko siebie, wydawało się, że oboje czytają razem książkę, tak, że Yasu miała głowę opartą o jego ramię, dla wygody rzecz jasna!
 - Yasu...? - Hinata poczuła się winna, przerywając ich moment razem.
 - Hi... HINATA!!!! - Yasu wyskoczyła ze swojego miejsca, prawie uderzając nosem o drewno, ale szybko się zerwała i podbiegła do przybranej siostry, oglądając ją dokładnie, szukając wszelkich ran.
 - Hinata-san. - Kakashi skinął jej głową i przez moment dostrzegła w jego oku błysk zaskoczenia i małej złości.
 " Aha. Czyli jednak! " - Zanotowała w myślach, że Hatake jest typem zazdrośnika.
 - Hej... - Przywitała się.
 - Wreszcie! Jak mogłaś mnie zostawić?! Jak mogłaś iść tam sama?! No czy ty oszalałaś?! Poza tym... Dziewczyno! Z czym ty walczyłaś?! Wyglądasz, jak gówno! Spójrz na siebie! Gdybym była przy tobie nie miałabyś ani ryski! - Yasu przypominała jej teraz wściekłego małego pieska.
 - Na, na. Yasu... Hinata-san nie miała wyjścia, prawda? Zresztą... Sasuke z nią był. Gdzie jest? Jeszcze raport zdaje? - Kakashi rozejrzał się z łagodnością za swoim byłym uczniem.
 - O... o tym chciałam porozmawiać... Na razie nikt prócz Hokage nie wie... - Poruszała się niespokojnie. - Sasuke... Zwiadowcy widzieli go, jak poszedł z dwoma mężczyznami i kobietą. 
  Przez twarz Hatake przebiegł szok. Hinata odetchnęła. Jedna część jej krzyczała na nią, że nie powinna mówić o tym jemu, ale druga wręcz kazała jej to zrobić i na jej nieszczęście posłuchała tej drugiej.
 - Striptizer...? Ch-chwila... To duchy jego przodków go teraz zabiją? - Przekrzywiła głowę na bok.
 - Nie... Nie uważam, aby odszedł na długo, ale chcę go odnaleźć... Jednak...
 - W tym stanie, w którym jesteś obecnie to niemożliwe. - Podpowiedział szarowłosy jounin.
 - Nie... Mam zakaz od Hokage.
 - Odnajdę go.
 - Dołączę do ciebie, Yasu. A ty, Hinata-san, zostań w wiosce. Teraz muszę wypoczywać.
 - Nie. Idę z wami. Ja i Aiwa chcemy iść z wami.
 - Chodzi o twoje zdrowie!
 - To mało ważne!
  Yasu przysłuchiwała się z rozbawieniem, jak Kakashi i młoda Hyuga się kłócą, a właściwie wykrzykują swoje opinie, bo przecież ani jedno, ani drugie nie przyzna się, że to kłótnia. Rozbawiło to ją nawet, choć w myślach wymyśliła już około dziesięciu sposobów na zabicie striptizera za zostawienie jej drogiej siostrzyczki w obecnym stanie.


Łooo, ale mnie tu nie było! Można świerszcza na tym blogu puścić! Haha! (Na pozostałych to już kurz, nie?) Tak pod koniec września was zaskoczę, a co mi tam! :D Mam nadzieję, że niektórzy z was uczą się pilnie ^^ 

31 sierpnia 2019

Rozdział 31: Zmiana



  Przenikliwy ból, który odbierał zmysły. Przestała czuć cokolwiek poza nim w całym ciele. Słyszała przytłumione głosy, ale nie potrafiła rozróżnić słów. Na moment otworzyła oczy, ale zaraz je zamknęła z powodu uderzenia światła.
 - Ich rany są nie tylko zewnętrzne. Wymusili przejście do sognare. Cała trójka. To mogło usmażyć ich mózg i porządnie nadszarpnęło zdolności duchowe. - Sasuke w przeciwieństwie do Hinaty dokładnie słyszał słowa Azury.
 - Zabieram ją do Konohy. - Stwierdził.
 - W tym stanie nie będzie mogła. - Stwierdził mężczyzna w kościstej zbroi. - Nie przeżyje dnia. Nekogakure ma duże powiązanie z tamtym światem i tu zregeneruje się znacznie szybciej.
 - Ma rodzinę, która na nią czeka. I tam jest Tsunade, na pewno coś wymyśli. - Dodał po chwili.
 - Rozumiem, że dla ciebie to ciężkie, ale ona musi tutaj dojść do zdrowia. I dojdzie szybciej. Polecałbym ci udać się do swojej wioski i powiedzieć o zwycięstwie. - Azura był nie tylko wojownikiem, ale i lekarzem. Wiedział, co jest najlepsze dla trójki wybrańców.
 - Nie. Nie zostawię jej tutaj. - Nie z wami.
  Uchiha obwiniał ich, za to, co się stało z Hinatą. Gdyby nie oni nadal by się uśmiechała, nadal by mógł patrzeć w jej oczy, a teraz? Widzi ją leżącą i gdyby nie bandaże i setki dziwnych żyłek przyczepionych do jej ciała, pomyślałby, że tylko śpi, a raczej śni koszmar, z którego chciałby ją tak bardzo obudzić.
 - Nie masz innego wyjścia. - Odezwała się Chie w swojej ludzkiej skórze, przecinała skalpelem skórę, aby napełnić mały kubeczek krwią. - Lud Nekogakure cię nienawidzi. Zapewne, jak szybko nie opuścisz wioski będą chcieli cię zabić.
 - Niech to zrobią. - Syknął, siadając na krześle przed łóżkiem Hyugi.
  Dwójka z Trójki Bóstw zamilkła. Nie byli za zaręczynami kogoś z Kiyoshich do kogoś, kto ma za nic ich zasady i tradycje. Jednak nie mogli jednego odmówić - dbał o widzącą bardziej niż ktokolwiek.
 - Wiesz, że jeśli byś skoczył... twoja rodzina by cię zabiła, prawda? - Zapytała kobieta.
 - Mam to gdzieś. Jeśli dzięki temu choć przez chwilę, mógłbym ją ochronić... to nie ma znaczenia. - Położył dłoń na jej owiniętej w bandaże ręce.
  Hinata była ciężko ranna, cała w bandażach, była przyczepiona do jakiegoś urządzenia za pomocą rurki. Na ustach miała maskę tlenową, gdzie co jakiś czas pojawiała się mała mgiełka z jej oddechu. Blada twarz wykrzywiona w niekończącym się koszmarze.
 - Nie zostawię jej. - Zacisnął rękę na jej dłoni.
  Czując jego ciepło na swoim ciele, zamknęła oczy i odpłynęła w sen. Wokół niej były kwiaty, a ona rozkoszowała się ich zapachem i ciepłem na skórze - Przyjemny sen, dzięki któremu mogła odpocząć. Jakby to Sasuke był jej oazą.

~~Konoha Gakure

  Yasu obudziła się z krzykiem, wołając imię Hinaty. Siedziała na łóżku, łapczywie łapała oddech i rozejrzała się.
 - Nie spodziewałem się, że się tak obudzisz. - Powiedział siwowłosy, zabierając z podłogi pomarańczową książkę.
 - Kakashi... - Wyszeptała, siadając. - Gdzie Hinata? Widziałam... widziałam, jak upada! W przepaść! Gdzie ona jest?
 - Z tego, co mówił twój ojciec jest na misji z Sasuke. Jestem pewny, że nic złego się jej nie stanie pod jego opieką. - Odpowiedział Hatake.
  Yasu pokręciła głową, stawiając nogi na zimnych deskach. Wstała, a siwowłosy uniósł brew, widząc jak się chwieje, idąc.
 - Nie. Muszę iść. Ona mnie potrzebuje. - Ruszyła na szafki, ale wtedy nagła słabość w nogach sprawiła, że upadła na kolana.
 - Jedyne, czego teraz potrzebujesz to kąpiel. - Podniósł ją w stylu ślubnym.
 - Czekaj! Nie! Muszę iść do Hinaty! - Krzyczała i uderzała go pięścią w pierś.
  Hatake zignorował jej protesty i udał się do łazienki. Posadził ją na szafce, doskonale zdając sobie sprawę z jej obrażeń i że jak zeskoczy upadnie, zatkał korkiem wannę i nalał do niej wody. Czuł rumieniec pod maską, gdy zdał sobie sprawę, że musi pomóc dziewczynie się rozebrać, bo sama nie jest w stanie.

Znalezione obrazy dla zapytania kakashi embarrassed

  Stanął przed nią. Wziął głęboki oddech nie bardzo wiedząc, jak ma podejść do tej dość zawstydzającej sytuacji.
 - Yasu. - Zaczął niezgrabnie, drapiąc się po tyle głowy i biorąc kolejny oddech.
  Czerwone, pełne niewinności oczy spojrzały prosto w jego. Przełknął ślinę. W tej chwili przypominała mu pewną bohaterkę z jego perwersyjnych książek. Starał się wyrzucić z głowy tą myśl, ale widok jej blado-różowych ust lekko rozchylonych i oczekujących, jakby o pocałunek. A może mu się tylko zdawało? Nachylił się do niej, aby sprawdzić swoją teorię, ale wtedy trzask otwieranych drzwi sprawił, że odskoczył od białowłosej, jak oparzony.

Znalezione obrazy dla zapytania hanabi hyuga young

 - Hatake-sama. Ja pomogę. - W drzwiach stała najmłodsza z córek Hiashiego, zakładając ręce na piersi, dostrzegł błysk byakugan w jej bladych kulach i napięte żyły wokół oczu. Przełknął gulę w gardle.
  Wyszedł z pomieszczenia, tak szybko jak mógł. Usiadł na krześle przy łóżku Yasu i odetchnął ciężko, przeczesując dłońmi włosy.
 Co ja wyprawiam?! To zachodzi za daleko, Kakashi! - Upomniał siebie w myślach, krzywiąc z powodu własnej słabości do albinoski. Jest od ciebie młodsza, Hiashi by cię po prostu przebił delikatną pięścią, a młody Neji by ci wykręcił jaja. Nie wspominając o jej młodszych siostrach... - Pokręcił głową zirytowany swoją osobą. Musisz rzucić te książki, one sprawiają, że zapominasz o tym, że mógłbyś być jej wujkiem czy młodym ojcem! Nosz kur... - Popatrzył w stronę zamkniętych drzwi, po czym jego wzrok powędrował na zdjęcie przy łóżku.
  Yasu ustawiała się do zdjęcia zwycięsko trzymając na opaskę wioski liścia, drugim ramieniem obejmowała Hinatę, która widocznie nie była gotowa do uchwycenia, bo miała rozchylone usta, jakby coś mówiła, a oczy nieco spanikowane. Jednak jego wzrok w całości spoczął na albinosce. Uśmiechała się żywo, w oczach miała blask, mimo, że został on uwięziony na martwej fotografii. Wyglądała na szczęśliwą, ale czy to była tylko poza, którą zachowywała dla otaczających ją osób? A co jeśli ktoś jej szuka...? Oczywiście śledztwo w sprawie jej krewnych trwa, ale nie przynosi rezultatów.
  Zamyślił się. A co jeśli ma gdzieś rodziców...? Na pewno ich ma, ale gdzie? Zacisnął usta w wąską linię. A jeśli miała chłopaka? Co z nim? Czy jej szuka? Czy jest jej wierny? Czy myśli, że nie żyje? Na myśl o tym, poczuł dziwne, palące uczucie w żołądku, przez które zacisnął mocno szczękę i pięści na kolanach. Myśl, że Yasu mogła mieć kogoś bliskiego jej sercu sprawiała, że był zmieszany. Jedna część jego była egoistyczna, z kolei druga pragnęła, aby odzyskała swoje życie.
 - Hatake, słowo, jeśli można. - Usłyszał głos jedynej i niepowtarzalnej starej wiedźmy klanu Hyuga.
 - Można... - Wiedział już, że przed emerytką nie ucieknie.
  Hirako prowadziła go do miejsca, gdzie tworzyła sake. Wyczuł już jego słaby zapach zza drzwi, a gdy je rozsunęła dostrzegł jej pracownie. Staruszka sięgnęła po jedną butelkę i wskazała mu ławkę przy ścianie niedaleko wielkiego garnka.
 - Hyuuga-sama, po co zostałem wezwany? - Zapytał, choć domyślał się już odpowiedzi.
 - Jak długo jeszcze chcesz uciekać, kopiujący kocie, co? - Roześmiała się, nalewając sake do kieliszka i darując mu go.
  Popatrzył na zawartość.
 - Powinna zająć się przeszłością.
 - Z przeszłości nie wyciągniesz nic poza lekcją. - Skrzywiła się, gdy nie przyjął alkoholu. - Yasu jest moją wnuczką, mimo, że nie łączą nas więzy krwi.
 - To miłe, że tak sądzisz, ale wasz klan opiera się na pokrewieństwie. Yasu nigdy nie zostanie przywódcą ani nikim ponad ninja Konohy. Nie wiadomo kim była wcześniej...
 - Hmpf. Więzy krwi! Pha! - Roześmiała się. - To prawda, że nie będzie nikim ważnym. Być może odbiorą jej także ochronę Hinaty. Być może ktoś ze starszyzny ją wygna z tego klanu. Hyuuga bez Byakugana nie może istnieć, ale Yasu jest Hyugą. - Popatrzyła na niego, ale milczał. - Słyszałeś kiedyś o czerwonych niciach przeznaczenia?
 - To stara bajka. Nie ma już czegoś takiego.
 - To, że jej nie zauważasz, nie oznacza, że nie istnieje. Podobno byli kiedyś ludzie, którzy byli w stanie wyczuć ją i ujrzeć, jak wszystko jednak czego dotknie człowiek obraca się w zło.
 - Hirako-sama, nie sądzę, abym miał czas...
 - Cisza! Opowiem ci teraz coś, a ty będziesz mnie słuchał! - Usiadła na swoim fotelu i upiła spory łyk z kieliszka. - Już niedługo każdy pozna historię o Trzech Bóstwach. Powrócą w chwale i znów będą sprawować pieczę nad granicą żywych i umarłych. Jednak nie wielu już pamięta legendę o nich... Ich upadek... Hikari, żona mego syna, niech jej dusza spoczywa w spokoju. Opowiadała mi tą historię przekazywaną jej z ust samego Bóstwa. Dawniej ziemia była podzielona... Przedziwne istoty, potrafiące przybrać ludzką postać, a także potężnych wilków zamieszkiwały lasy świata. Te tajemne stworzenia dostrzegały czerwone sznurki, które łączyły przyszłych zakochanych... Ich władca dostrzegł, jak łatwo ludzie mogą zostać zmanipulowani właśnie poprzez te sznurki. Wykorzystali więc je. Daimyo Wody miał wtedy zatargi z Daimyo Ognia, chciał rękę jego córki, ale ta miała już narzeczonego. Niezwykłe istoty więc... zabiły go, upozorowując to, jakby doradca wody był winny. Jak się domyślasz to, co zostało odesłane wraz z głowom polityka było wezwanie do wojny. Nastała era wojen, którą Trzy Bóstwa za wszelką cenę chciały powstrzymać. Ukazując swą moc, odesłały wszystkie istoty do innego świata, aby nie mieszały się w sprawy ludzkie. 
 - Co ta historia ma wspólnego z Yasu? - Przerwał staruszce, za co oczywiście oberwał jej nierozłączną bronią w postaci laski.
 - Nie przerywaj starszym! Na czym to ja...? A tak. Księżniczka Ognia była zrozpaczona i błagała Bóstwa o odzyskanie narzeczonego. Bóstwa poprosiły ją, aby dała im Ziemię, gdzie będą mogli się osiedlić. Zgodziła się. Dziesięć lat po tym otrzymali ziemię. Jednak lud zaczął się ich obawiać.
 - Tak powstało Nekogakure. Hirako-sama, nie widzę sensu tej opowieści.
 - Wy mężczyźni macie ćwiartki mózgu. - Odetchnęła - Chcę ci powiedzieć, że uważam, że klan Bóstw powrócił, a my się nawet nie zorientowaliśmy kiedy, a ciebie i Yasu łączy więź nici. - Pokręciła głową - Jeszcze kiedyś będziesz żałował, że nie wysłuchałeś mej historii do końca.
 - Na razie nie ma tego czasu. - Kakashi pokręcił głową i wrócił do albinoski.
 - Wiem, że pożałuje. Starszych się słucha. - Mruknęła do siebie, zapijając swój prywatny żal.

~~

  Osteme medytował na środku salonu, gdy do pomieszczenia zawitała jego blond współlokatorka. Miała rozpuszczone włosy, które uparcie czesała. Białowłosy uchylił jedno oko, zerkając na nią i już dostrzegając jej kłopot. Miała zwykłego kołtuna, z którym nie mogła sobie poradzić.
 - Co robisz? - Zapytała, siadając na kanapie, nie przerywając czynności.
 - Medytuję.
 - Widzę... ale po co? Myślałam, że jesteś samurajem, który specjalizuje się w zabójstwie.
 - Zwykłe zabójstwo jest dla prostych rzezimieszków. Ja jestem wojownikiem, muszę być doskonały w walce orężem, ale mieć także niezachwiany umysł. Klan Yamanaka może przenieść swoją świadomość do innego ciała za pomocą umysłu, czyż nie? - Pokiwała głową. - Myślę, że medytacja byłaby dla ciebie wskazanym treningiem.
 - Mój ojciec się zajmował moim... ale od jakiegoś czasu nie ma dla mnie czasu.
 - Chętnie cię potrenuje.
 - Przyjmę wszelką pomoc... Wszyscy wokół stają się tak... silni. - Położyła szczotkę na kolanach. - Mam wrażenie, że stoję w miejscu.
  Mężczyzna wstał i podszedł do niej. Uklęknął na jedno kolano, biorąc w dłonie jej własne, przez co poczuła jak niechciany rumieniec wpełzuje jej na policzki.
 - Dlaczego? Jesteś potężną kunoichi zaznajomioną ze sztuką zabijania, jak i leczenia. To potężne umiejętności.
 - Ludzie... w sensie mój zespół... mówi mi, że jestem głośna, chaotyczna i że zbyt przejmuje się wyglądem... To moi przyjaciele... Mamy pracę zespołową we krwi, jednak... Czasem się kłócimy.
 - I dzisiaj było czasem? - Popatrzył w jej oczy, gdy pokiwała głową. - Ino-san. Nie uważam, że to złe cechy. Przeciwnie. Dobrze jest dbać o wygląd.
 - Czasem mam wrażenie, że wszyscy tu, w Konoha, mają mnie za pustą lalę. Sakura jest medykiem ma szansę być jedną z najlepszych po Tsunade-sama... TenTen jest specjalistką od broni... Yasu jest jedną z najlepszych tropicielek... a Hinata zostanie głową klanu i nie znam bardziej współczującej istoty od niej... Każda z nich jakoś się odznacza... a ja... jestem jedynie dobra w byciu ładną... Jeśli to zatracę to... - Zaczęła łkać. - Nie będę zapamiętana.
  Osteme nie zaśmiał się, ani nie odszedł. Chwycił za szczotkę i przejechał po jej długich, jasnych włosach z delikatnością.
 - Nie uważam tak. Jesteś piękną i silną kunoichi, która rzuciła się przed nieznajomego. Mogę ci powiedzieć... że to szczyt prawdziwej odwagi, ratować nieznajomego, który może być twym wrogiem.
  Yamanaka obserwowała jego każdy ruch, ale nie dostrzegła w nim złych zamiarów. To, czego się nie spodziewała... To to, że mężczyzna dawał jej wsparcie, którego przez długi czas nie otrzymywała od nikogo poza najbliższymi przyjaciółmi.
 - Jesteś jedną z najpiękniejszych kobiet, które widziałem.
 - Sakura podobno jest ładniejsza. Tak mówią...
 - Jedynym, co ją wyróżnia to kolor włosów i nadmierna agresja. - Odparł ze spokojem. - Ty jesteś dużo bardziej opanowana, choć brak ci treningu. Myślę, że mogę ci z tym pomóc... Jednakże jestem wymagającym nauczycielem.
 - Hej... Tacy są najlepsi. - Uśmiechnęła się, gdy oddał jej szczotkę. - Więc... mogę do ciebie dołączyć w medytacji?
 - Zapraszam.
  Usiedli razem i oddali się swoim myślą. Ino wyczuła lekkie szarpnięcie na palcu, ale po krótkim spojrzeniu nie było tam nic niezwykłego... Przynajmniej dla jej oka. Osteme to inna historia. Dostrzegł czerwieniejącą nić, która łączyła ich palce serdeczne przez co jego serce zabiło mocniej.

~~Nekogakure

  Sasuke został wygoniony z pokoju przez lekarza, więc postanowił przejść się po okolicy. Przemierzając kamienną ścieżkę, usłyszał pobliski strumień. Udał się w stronę spokojnego miejsca, aby wypocząć i przemyśleć ostatnie wydarzenia.
  Młodzieniec zasiadł przed wodą i odetchnął, kładąc broń przy swojej nodze. Oparł ramiona o kolana i wpatrywał się w rwący strumyk przed sobą.
  Nadal się o nią martwisz, co? To słodkie z twojej strony. - Zesztywniał, słysząc kobiecy głos. Rozejrzał się po okolicy, ale nikogo nie znalazł. Był sam. Głuptas z ciebie. Nie możesz mnie widzieć. Nie jesteś jednym Z NICH. - Znowu ten głos. Znasz mnie, choć mnie opuściłeś. Jesteś taki zapominalski. - Przez myśl przeszło mu, że to genjutsu, ale zaraz to odrzucił. Szukał w myślach do kogo mógł należeć ten głos, ale... nie mógł. Musisz na siebie uważać. I zastanowić nad tym, co chcesz robić. Oho! Chyba kończy nam się czas. Uważaj, ktoś tu idzie. Starzy znajomi, Sasu-chan.
  To oficjalne. Oszalałem. - Stwierdził, chwytając katanę. Wstał z ziemi i rozejrzał się ponownie, jego ucho drgnęło na dźwięk stóp uderzających o ziemię. Były głośne, pośpieszne. W pierwszej chwili pomyślał, że to posłaniec od kotów, że Hyuga już się obudziła.
 - Sa-su-keeeeee-kuuuuuuun! - Usłyszał głośny krzyk i wtedy poczuł ciężar na ramieniu.


  Czerwonowłosa nastolatka obejmowała go. Uchiha popatrzył z zaskoczeniem na dziewczynę. Minęły miesiące odkąd się nie widzieli... a teraz? Znowu tu są. Znowu przypominając o jego niedoścignionym celu zabójstwa brata. Zacisnął usta w wąską linię, doskonale wiedząc, czego chcą.
 - Tu jesteś, szefunciu! - Irytujący głos fioletowookiego nastolatka z mieczem opartym na ramieniu ogarnął jego chwilową ucieczkę.
   Rozpoznał ich. Karin, Suigetsu oraz Juugo. Hebi, jego zespół.
 - Dawno się nie widzieliśmy! Gdzieś ty był? - Uśmiechał się białowłosy.
 - Tu i tam. Czego chcecie? - Czuł rosnący ból głowy.
 - Tęskniliśmy~! - Roześmiał się ponownie Suigetsu.
 - Orochimaru nas wysłał. - Wyjaśnił milczący dotychczas rudzielec.
  Uchiha drgnął. Spodziewał się tego.
 - Ne... Sasuke. Chodzą plotki, że wróciłeś do Konohy i porzuciłeś zemstę, aby cieszyć się życie z jakąś cizią. To prawda?
  Zacisnął mocno szczękę, uciszając w sobie myśli.
 - On zabił twoją rodzinę. Nie wiadomo, czy nie zabije nowej, jak jakąś założysz. - Usłyszał głos Hozukiego ponownie, zacisnął pięści. - Orochimaru chce cię tylko przesłuchać, czy dowiedziałeś się czegoś o tych wilkach? Dołączą do nas?
  Na wspomnienie o swojej rodzinie rozgrzał się w nim ponownie płomień nienawiści, który wcześniej się jedynie tlił słabiutko. Wspomnienia koszmaru z tamtego dnia powróciły i na nowo otworzyły jego rany. Czuł, jakby ktoś bawił się w jego umyślę, rozrzucając wnętrzności jego rodziny na herb rodowy - upokarzając klan Uchiha. Miał uczucie, że to on go upokarza, nie dążąc do zemsty.

Znalezione obrazy dla zapytania sasuke angry face

 - Są martwe i niezbyt chętne do współpracy. To powód dla którego mnie nie było. Jasne? - Przez jego twarz przeszedł chłód.
 - Ah! Wiedziałam! Sasuke-kun wykorzystał biedną dziewczynę, aby zdobyć informacje! Jesteś taki sprytny, Sasuke-kun! - Zachwycała się czerwonowłosa, owijając ramiona mocniej wokół jego ramienia.
  Odsunął jej dłonie od siebie.
 - No to co? Nadal ją kusisz, czy idziesz z nami? - To krótkie zdanie powiedziało mu więcej niż chciał. Mówiło: Jeśli z nami nie pójdziesz to Orochimaru po ciebie przyjdzie, a on nie oszczędzi dziewczyny. - A może... wolisz sobie spokojne życie jako pantofelek? - Dodał złośliwie się uśmiechając.
  Zacisnął dłonie w pięści. Wiedział, że nie ma wyjścia, ale sam zrozumiał jedno. Przez Hyuugę zapomniał o zemście. Żył jak prosty wieśniak. Bawił się, pił - czy to było złe? Teraz tak, bo zrozumiał ile czasu zmarnował...
 - Moja misja już się skończyła. - Syknął, wkładając ręce do kieszeni.
  Drużyna odeszła. Uchiha obejrzał się za siebie. Wydawało się, że widział dziewczynę o granatowych włosach, która staje do niego tyłem. Zauważył pnącza krzewów róż na jej nogach i podartą suknię, ale zaraz odwrócił głowę.
  Zadecydował powrót do swojego pierwotnego zadania.



~~

 W świecie sognare Hinata obejmowała się ramionami i łkała, czując, jak przejmujący chłód ogarnia jej drobną postać, a mrok owija się wokół szyi. Musi się zregenerować i przetrwać... Jak przez mgłę widziała oddalającą się postać, a pomimo krzyków nie zatrzymała się. Usłyszała mroczny drwiący śmiech, przez który zasłoniła sobie uszy. Nie wiedzieć czemu, zaczęła szeptać imię pewnego czarnowłosego młodzieńca, nie wiedząc, że ją opuścił.




Łociepanie! Już dawno tutaj nie zaglądałam haha! Dzisiaj nieco krótko. Powiedzmy, że nie lubię tego rozdziału (pomińmy, że sama go napisałam, ale co tam). Tak, moi mili, tu możecie być zdenerwowani zachowaniem naszego Uchihy. Pozwalam i nie bronie xD