28 października 2013

Pytania itd. - Załapałam.

Mam skrelozę lub nie widzę.

W końcu załapałam o co chodzi w Liebster.
Moje pytaniea

1. Czy mogłabyś przyjaźnić się z osobą o odmiennej orientacji seksualnej?2. Od ilu lat prowadzisz blog?(dni, miesięcy, jak ktoś nie miał urodzin)3. Najdziwniejsze wspomnienie w życiu? (może też najzabawniejsze)4. Wolisz koty czy psy, a może inne zwierze?5. Ulubiona piosenka?6. Ulubiony autor książek lub idol filmowy/muzyczny/aktor?7. Ulubiony film?8. Co robisz, gdy brak ci weny, a chcesz coś napisać?(oglądasz obrazki czy czytasz książkę itd.)9. Co robisz, gdy jest ci smutno? 10. Twój talent, poza pisaniem wspaniałych opo.?11. Jaki pocałunek jest dla ciebie najbardziej romantyczny?(w deszczu, w parku itd.)

20 października 2013

Rozdział 29: Wojna Cieni. Początek.

Rozdział 29: Wojna Cieni. Początek.

~~ Konoha-Gakure. Dom Tenten.

   Mrok gościł na niebie, kilka gwiazd połyskiwało lekko, jakby bały się zabłysnąć mocniej, jedynie księżyc oświetlał w swej pełnej krasie. Księżyc nie bał się, był czysty, lekko srebrny, wokół niego rozpościerał się ciemny granatowy dywan. Nerwowy szum gościł w koronach drzew, jesienne liście opadały i unosiły się, opadały i unosiły w bezdźwięcznym tańcu.
   Młoda kunoichi leżała na plecach, po policzkach płynęły łzy, dłonie krwawiły od uderzeń, na ścianach w jej pokoju było widać pozostałości czerwonej substancji oraz zniszczenie nadane przez ciosy. Jej pokój był jednym wielkim bałaganem, broń powbijana w ściany, małe kropelki krwi na podłodze, łóżko przewrócone. Szafa z ubraniami połamana na dwie części.
- Tenten? - usłyszała czyjś głos, tak bardzo jej znany.
Otworzyła oczy z trudem.
- Tenten! Spójrz na mnie! To ja twój ojciec! - słyszała głos ojca, wołał ją, wydawało się, że jest bardzo daleko.
- Tenten! - dołączył się głos matki.
- Ona krwawi! Musimy ją zabrać w bezpieczne miejsce! - głos Hokage zamarł w powietrzu, gdy świst rzucanego ostrza przebijał się przez powietrze.
   Tsunade szybko zareagowała, otwartą dłonią złapała kunai, tuż przed twarzą.
- Zabierzcie ją stąd! Szybko! - krzyczała do rodziców rannej kunoichi.
- Hai! - matka brązowowłosej szybko wzięła córkę, a ojciec postanowił zostać i pomóc Hokage.
Złotooka czcigodna Hokage przyjęła postać gotową do obrony, ale ninja był szybszy. Jednym skinieniem ręki położył blondynkę na łopatki.
- Słuchaj mnie, bo nie chce się powtarzać. Nie wiem co zrobiliście i nie bardzo mnie to obchodzi, ale jestem tutaj aby przekazać wiadomość... Pamiętasz tą młodą Hyugę Hikari Hinatę?... Ona żyje, zawiązała pakt z cieniem i go przełamała. Chcemy ją teraz zabić, więc gdzie jest?! - warknął, a dłonią odepchnął szarżującego ojca Tenten.
Hokage spojrzała na napastnika zmęczonym wzrokiem. Był... jakby cieniem.
- Ty... myślisz, że zranie Hyugów?! Już raz popełniłam ten błąd! Nie mam zamiaru go popełniać po raz drugi! Hinata jest daleko i jest bezpieczna! W przeciwieństwie do ciebie! - krzyknęła złotooka saninnka i zaatakowała cienia.
   Cień, który miał wygląd mężczyzny nie reagował, jednym ruchem zatrzymał ją. Po czym swoją obrzydliwą dłonią ze szponami z krwi, zaczął obdzierać Hokage ze skóry. Kobieta wrzeszczała z bólu.
- Konohy nic nie złamie!! - wrzasnął mężczyzna i użył jutsu powietrza.
Małe tornado ogarnęło cień, zmuszając do puszczenia Tsunade.
- Dzięki, Luke. - szepnęła Hokage, na jej policzku kwitła świerza rana.
- Musimy uciekać, Hokage-sama. - rzekł ojciec Tenten.
Szybkim ruchem przenieśli się do schronów.
- Hokage-sama! Szpital został zaatakowany przez okropne stworzenia! Broniliśmy go tak dłougo, ale musieliśmy się wycofać! - zameldowała Sakura.
Tsunade kiwnęła głową, krzywiła się z bólu.
- Gdzie moja córka, żona i syn? - zapytał Luke, Haruno wskazała w kierunku jednej z jaskiń - Arigatou. - i zaraz po tym pobiegł w kierunku pokazanego miejsca.
Hokage była leczona przez różowowłosą medyczkę, wzrok był skupiony na skałach.
- Długo nie wytrzymamy. Potrzebujemy pomocy. - wyszeptała po chwili.
Haruno milczała, skupiona była na swoich działaniach.
- Ilu jest osób śmiertelnych? - zapytała Hokage swoją uczennice.
Sakura skończyła leczenie blondynki i spojrzała na swoje buty.
- Około dwudziestki... większa połowa z nich to dzieci.... Shizune... ona... zniknęła. - wyszeptała Sakura.
- Co? - padło znów z ust kobiety.
Hokage wstała gwałtownie i spojrzała na twarz Haruno.
- Nie ma jej tutaj, ani wśród rannych, ani wśród martwych. - oczy różowowłosej zostały zakryte powiekami.
Hokage milczała, pięści miała zaciśnięte, tak mocno, że kostki zbielały.
- Rozumiem. - wyszeptała po chwili milczenia.
Wzrok czcigodnej skupił się na płomieniach ogniska, które zostało rozpalone przed chwilą. Płomienie zaczęły być większe, przybierały kształty, aby po chwili zmienić się w bestie z żywego ognia. Ninja i kunoichi stojący najbliżej, starali się ją ugasić wodą, ale... żywioł ognia nabierał na sile.
- Zabierzcie ludzi! Szybko! Przez tunele! - krzyczała złotooka i starała się powstrzymać płomienną postać.

~~ Las daleko poza Konohą, ruiny liceum "Czarnej Róży"

  Shizune biegła przez zrujnowany dziedziniec szkoły. Lata świetności minęły tak szybko jak przesypany piasek w klepsydrze. Skoczyła na wierze dzwonniczą i gołą pięścią uderzyła w zardzewiały dzwon. Niecierpliwość gościła w jej sercu, wstrząsnęła nią szybko. Powiał mocniejszy wiatr i postacie zaczęły się pojawiać na dziedzińcu.
  Ciemnowłosa skoczyła na chodnik i stanęła na starym, połamanym filarze.
- Shizune-sensei? - padały pytania z ust byłych uczniów tego liceum.
- Czemu nas wezwałaś? - donośny męski głos zawiał z wiatrem.
  W powietrzu zagościły mniej ważne słowa: Czy coś się stało?, A co gdybym brał kąpiel?, Sensei? itp.
Shizune spojrzała na zgromadzenie i powiedziała jedno słowo "Cienie".
Uczniowie kiwnęli głowami i biegli do zrujnowanego budynku, zebrali broń, lepsze ubrania, które są przystosowane do walki, zwoje, lekarstwa itd.
Dyrektor spojrzał na ciemnowłosą kobietę.
- Miło cię znów widzieć, całą i zdrową, Shizune. - powiedział podając jej dłoń by mogła zejść.
- Ciebie również, Ateo. - odpowiedziała, przyjmując pomoc od starca.
- Zajmijmy się przygotowaniami, najwyższy. - usłyszęli głos Miko Fire.
- Miko-chan? Tęskniłam za tobą, przyjaciółko. - wypowiedziała ciemnooka kobieta, nadanżając za rudowłosą królową ognia.
- Ja za tobą również, Shizu-chan! - powiedziała biegnąc w strone swojego dawnego gabinetu.
  Gdzieś wśród zamieszanych uczniów dawnego liceum Czarnej Róży, stała Hinata. Obok, której znajdowała się córka Miko.
- Co my tu robimy? - zapytała rudowłosa z kokardką.
Hyuga rozejrzała się i zamknęła na sekunde oczy, głęboko oddychała.
- Idziemy na bal. Włóż dobrą kieckę, kochanie. - odpowiedział jej Natsu, który pojawił się wraz z Sasuke, Hanabi i Nejim.
   Dziewczyna o rudych włosach westchnęła ciężko i pobiegła do swojego pokoju, rumieniec gościł na jej policzkach.
- Hinata? Co my mamy robić? - zadała to pytanie młodsza Hyuga.
Zapytana spojrzała na siostrę i odpowiedziała:
- Walczyć przeciw cienią, taka jest droga Czarnej Róży. - odpowiedziała, ruchem dłoni kazała iść za sobą, ale tylko siostrze.
  Wyglądała inaczej, długie ciemne granatowe włosy, spływały po jej plecach, oczy wyrażające pustkę patrzyły na ruinę, na policzku znów pojawił się symbol kwiatu, biało-szary, jasna karnacja, wydawała się bledsza niż zwykle, lecz nie ze strachu... właściwie nie wiadomo od czego. Hinata Hikari Hyuga, na powrót stała się uczennicą "Czarnej Róży".
- A co z nami?! - wrzasnął Natsu.
- Wami? Chodźcie, debile. Ja już tu kiedyś byłem. Wiem, gdzie jest broń i inne potrzebne rzeczy. - powiedział Neji, prowadząc ich w kierunku zbrojowni.
   Nauczyciele byli już dosyć starzy, a jednak widząc jak się przygotowują do nadchodzącej walki, nikt by nie pomyślał o tym, że są podstarzałymi ninja na emeryturze. Każdy z nich miał jakiś symbol kwiatu na policzku, różniący się kolorem, jedni, ci najstarsi mięli czarne, młodsi, ci co przerwali naukę szmaragdowe. Natomiast ci co skończyli tą szkołe białe, tak jak Hinata.
  Biel jest kolorem wolności, kolorem czystości i niewinności, ale także kolorem dodającym powagi i... co zaskakujące, nadającym uczucia, że możemy każdemu ufać. Błąd. Uczniowie Czarnej Róży cechują się tym, że wykorzystują każdy najmniejszy błąd, słabość, wynajdują wszystko w wrogu co przechyli szale zwycięstwa na ich korzyść. Kobiety w tej szkole uwodzą, aby zdobyć informacje, preferują walkę w ręcz lub leczą rannych. Mężczyźni są brutalni i stosują tortury, by uzyskać to co chcą, walka na odległość jak i wściekłe uderzanie w przeciwnika, to jest ich styl walki. A jednak, to zapewnia im zwycięstwo. Yin&Yang żyją w uczniach tej akademii.
  Każdy kto stoi na ich drodze jest uśmiercany. Zdrajcy karani na arenie, kto przeżyje jest niewinny, nawet, gdy dowody wskazują na jego winę, ale wtedy jest obserwowany, zdradzi znów, zabijany. Liceum: Czarnej Róży - to miejsce jest gorsze od piekła. Tortury za każde złamanie zasad, ale to właśnie te okrócieństwo czyniło tych takich silnych.
  Neji patrzył na błyszczący w ręce sztylet, jakby broń sama śpiewnym głosem mówiła "Zabijać, chce zabijać". Ostrze było z obsydianu, rączka długa najpewniej z kości. Narzędzie mordu, zimne, a w nieodpowiednich rękach... narzędzie zniszczenia.
  Pamiętał dzień, w którym poszedł za Hinatą do liceum Czarnej Róży, jakby to było wczoraj...
Słońce ułożyło się do snu, ustępując miejsce księżycowi i gwiazdom. Hinata Hyuga szła samotnie przez ulice miasta. Jako, że miał ją chronić, jego powinnością było śledzenie jej.
   Dziewczyna biegła szybko. Aż w końcu, droge zastąpił jej mur. Chłopak z klanu Hyuga spodziewał się, że kuzynka zwolni kroku i on będzie mógł zaprowadzić ją bezpiecznie do domu, a jednak się mylił. Hinata nie zatrzymała się, tylko wbiegła w ścianę. 
    Ściana była z cegieł, a ona przez nią przeszła! Nie myślał zbyt długo i wbiegł za kuzynką, przed zderzeniem, zamknął oczy i ujrzał... dziedziniec jakiejś szkoły.
   Wielki budynek przypominający zamek, z wierzą dzwonniczą, jeszcze jeden budynek, ale mniejszy. Obrócił się i ujrzał  brame z drewna.
- Neji? - usłyszał głos kuzynki.
Obrócił się znów z zamiarem nakrzyczenia na dziewczyne, ale szybko zamilkł widząc ubiór Hinaty. Miała na sobie mudurek szkolny.
- Co ty tutaj robisz, chłopcze? - zapytał mężczyzna.
   Mądre szare oczy w kształcie migdałów, długie czarne włosy, które były splątane w warkocz lekko powiewały na wietrze, twarz miał pociągłą, prosty nos, był też lekko opalony. Szaty jakie nosił były przede wszystkim czarne kimono z szarnym obi. Wyglądał bardzo poważnie, na piersi miał broszkę w kształcie róży, ale białej, co sprawiło, że była bardziej wyraźna.
- J-ja... przy-przyszedłem za kuzynką. - zająkał się, czuł lekki strach przed wysokim mężczyzną, trzymającym dłoń na wątłym ramieniu Hinaty.
- Hahah! To twój kuzyn, Hinato? - przestrzeń wypełnił cichy, krótki śmiech mężczyzny o szarych oczach, uśmiechał się przyjaźnie, ale w sposób... dziwny... jakby znał każdą myśl, znał każdy ruch zanim ktokolwiek coś zrobi.
- Tak, Ateo-sama. Neji, to dyrektor liceum czarnej róży... a ja jestem uczennicą tej szkoły. Niespodzianka! - powiedziała Hinata i podniosła ręce do góry, gdy mówiła ostatnie słowa.
Neji stał skołowany. Spojrzał w szare oczy mężczyzny, jakby pytał czy to prawda, on jedynie kiwnął głową.
- Chodź... wszystko ci wyjaśnie. - szepnęła Hinata, wyciągnęła do kuzyna dłoń i, gdy ją złapał zaprowadziła go do swojego pokoju.
Był fioletowy, meble koloru ciemnego drewna, łóżko jednoosobowe, na którym siedzieli oraz kilka innych mebli niezbędych do życia.
- Neji? Po pierwsze musisz wiedzieć, że trenuje tutaj od... siódmego może szóstego roku życia. Ateo-sama jest dobrym mistrzem. - mówiła patrząc w twarz kuzyna. - Tutaj moge być sobą. Ternuje do wielkiej wojny, którą przewidział kiedyś mistrz. Co? Nie patrz tak! Nie oszalałam! Mistrz Ateo jest śniącym, co znaczy, że w snach ma wizje związane z przyszłością. Każdy mu ufa i ja też! Jest najlepszy. Uczniowie oddają się w jego ręce dla zapanowania nad swoimi mocami... ja także. Widze... duchy... one mnie przerażały, ale teraz wiem, że to ja sparwowuje nad nimi kontrole. To ja nimi rządze i to mnie mają słuchać, nie ja ich. Miko-sensei jest moją mentorką. Jestem tutaj bezpieczna i... szczęśliwa. Błagam... nie odbieraj mi tego, nissan! Nie mów nikomu gdzie znikam! Prosze! Błagam! - krzyczała i płakała, ale nie opuściła wzroku od początku jej monologu.
- Dobrze, ale... chce też tutaj trenować... aby móc cię chronić. - powiedział i lekko się uśmiechnął.
- Hai! Zaraz powiemy o tym Ateo-sama, złożysz przysięge wierności liecum i... będziesz uczniem róży! - mówiła z radością, oczy błyszczały jej ze szczęścia.
 Wtedy to było proste, jednak po kilku lekcjach z Ateo, zrozumiał czemu się go obawiał. To potwór, ale idealny nauczyciel, nie mówił uczniom co jest źle, tylko odchodził z niezadowoleniem kręcąc głową. Mięli sami dojść do tego co jest źle, powtarzając ćwiczenie kilkakrotnie, bez przerwy, a gdy nie mięli sił, przychodził i pokazywał im co jest źle. 
Przysięga była najważniejsza. Pamiętał jej treść, dokładnie.
- Chodź by wiatr wiał mi w twarz, ogień palił moje dłonie, ziemia pochłaniała stopy, będę szedł dalej, gdy mnie wzywasz, czarna różo. Przybędę na wielką wojnę, a jedynie śmierć mnie powstrzyma. Cierń na mej duszy, niech zakwitnie róża. Moja, czarna, piękna róża. - szeptał przysięgę, wpatrując się w broń. W ten dzień dostał też szesnaście, może siedemnaście takich noży.
- Neji?
- Tak, Hinata?
   Dziewczyna stała jedną ręką wsparta o framuge drzwi. Ubrana w skąpy mundurek, ciemna fioletowa spódniczka sięgająca ledwie połowy ud, biała koszulka z lekko podwiniętymi rękawami, czarne rajstopy
- Już czas, nissan.
- Dobrze...
Wyszli z zbrojowni. Dało się słyszeć kilkanaście głosów, które składały się w kilka przerażających zdań:
- Krwawa rzeź, krwawa rzeź. Walki czuje zew, walki czuje zew. Płoń ogniu w mych żyłach, rozświetl mą droge. Walka naszą drogą jest. Chcemy krwi, chcemy śmierci, chcemy cierpienia. Naszych wrogów!
    Hinata wzrokiem szukała Sasuke. Nie znalazła go. Na moment zamknęła swoje blade oczy i z ust wydobyło się ciche westchnienie.
- Hinata-onechan?
- Tak, Hanabi? O co chodzi?
    Hyuga spojrzała na siostrę z obawą. Dziewczynka drżała, po policzkach płynęły jej łzy, a w oczach gościło przerażenie, jakiego nikt nigdy nie doświadczył. Właśnie dlatego, gdy Hinata zobaczyła stan młodszej siostrzyczki od razu ją przytuliła.
- B-bo-boje się... ja się boje, że zginiemy! Jestem... słaba.
Hinata lekko głaskała tył głowy siostry, jednocześnie ją uspokajając.
- Słaba...? Boisz się śmierci. A jedynie ktoś odważny się do tego przyznaje.
- Odwaga jest często mylona z głupotą. - dało się słyszeć inny głos, należący do Sasuke.
- Zamknij się, Uchiha! - warknęła Hanabi, odzyskując siły na walkę.
- ZACZYNAMY!!! - ryknął jakiś były uczeń Czarnej Róży.
Ninja, kunoichi i kilkunastu medyków wyruszyli... do Konohy.

~~ Konoha.

    Strach ogarnął mieszkańców. Rozprzestrzeniał się od serca, po nogi, tak, że nie mogli się ruszać. Zmęczeni padali i zostali zabijani przez demony ognia, cienie i kilku morderców. Cóż za ironia! Schron miał zapobiec niebezpieczeństwu, a teraz? Stał się ich grobowcem.
- Już... już nie moge... - szenęła Haruno, szykowała się na szybką śmierć od mordercy, ale ból nie nadszedł.
- Głupia! U-uciekaj! - syknął blondyn zatrzymując miecz dłonią.
Juugo zmiażdżył miecz wroga gołą pięścią. Suigetsu osłaniał Karin, która leczyła jakichś ludzi. Sakura patrzyła na martwe ciała wokoło i zbierało się jej na wymioty, płacz i błaganie o śmierć. Jednak Naruto jej nie pozwolił, wziął ją na ręce i wbiegł dalej, do wyjścia ze schronu.
    Tam rozpoczęła się prawdziwa walka. Różowowłosa zeszła z objęć Uzumakiego i lekko pocałowała go w usta.
- Gdybyśmy nie przeżyli... wiedz, że cię kocham. - wypowiedziała i pobiegła walczyć, łza spłynęła po jej policzku.
- Sakura!!! JA CIEBIE TEŻ!!! - krzyknął za nią Uzumaki, dołączył do walki.
Sai, Ino i ich mała adoptowana córeczka patrzyli z drzew na pobojowisko.
- Sai-kun? Chodźmy. Trzeba pomóc. - rzekła Yamanaka zeskakując z gałęzi.
- Tak. - odparł beznamiętnie i poszedł za ukochaną.
   Ich córka patrzyła za nimi, wzruszyła ramionami i wyciągając prezent od chrzestnego dołączyła do walki. Piękny sztylet, którego ostrze zostało stworzone z diamentów, a rączka z rubinów siekał cienie na plasterki.
Każdy walczył, osłabiony czy nie walczyli. Nieskończona wola walki, zapłonęła w sercach ninja i kunoichi. Cywile także walczyli, jak potrafili. Początkowa przewaga szybko opadła, gdyż zabito większość medyków. Szala zwyciestwa przechyliła się na strone najeźdżców.
- Sharingan.
- Byakugan!/Byakugan. - dwa zmieszane tony głosu, żeński i męski słyszęli tylko ci stojący najbliżej jaskiń.
- Hej!!! Zatańczmy!! - krzyknął zielonooki mężczyzna wyciągając miecz.
- Dalej! Pokażmy im kto jest   P R A W D Z I W Y M  W O J O W N I K I E M! - krzyknęła nastolatka i rzuciła się do ataku.
  Naruto poczuł dłoń na ramieniu.
- Pomóc ci, głąbie? - usłyszał znajomy, zimny ton głosu.
- Sasuke-teme?! - wrzasnął Uzumaki.
- A kto inny, młotku? - zapytał młody Uchiha.
- Te! Uchiha! Weź rusz zad i pomóż! - warknął ozięble chłopak o bladych oczach.
- Właśnie! Ruszyłbyś się troche! - zgodziła się z starszym dziewczynka w wieku Konohamaru.
- Ej, panienki! Długo jeszcze będziecie mielić jęzorami?! Jesteście gorsi od Hinaty i misi, gdy zaczną paplać! - powiedział do nich zielonooki chłopak unikając jednocześnie szponów cienia.
- Już, już. - warknął Sasuke i wyciągnął broń, miecz wybranego, ten, który zdobyła dla niego Hinata.
- Hi-na-ta? - zapytał powoli skołowany Uzumaki.
- Później wyjaśnimy! - krzyknęła Lyra, odskakując w bok przed atakiem cienia.
- Hej! Liri! Chodź! Pokażemy im czym jest taniec ze Ś M I E R C I Ą! - krzyknęła ciemnowłosa Hyuga do rudowłosej przyjaciółki.
  Nie miała na sobie typowych ubrań jak kiedyś, ale krótką fioletową spódniczkę do połowy ud, białą koszulkę odsłaniającą lekko brzuch i długie czarne kozaki na wysokim obcasie, całość dopełniał jasno-fioletowy krawat z wyszytą czarną różą. Uzumaki przyjrzał się walczącym kobietą, każda miała podobny strój co Hyuga, ale w innych kolorach. Męska część walczących z Czarnej Róży, mięli ciemne spodnie, białe koszulki na długi lub na krótki rękaw, ale na ich bluzkach były wyszyte czarne róże, po stronie gdzie mieści się serce.
- Hokage-sama! Przyprowadziłam posiłki! - usłyszała znajomy ton głosu czcigodna.
Hokage była na kolanach, wycieńczona ciągłą walką, zamierzała się poddać.
- Shizune?! - krzyknęła zaskoczona i szczęśliwa kobieta.
  Ciemnowłosa kobieta ubrana w odsłaniające ciało ubranie stała z wyciągniętym kunai'em. Miała na sobie krótkie, ciemne materiałowe spodenki, sportową bluzkę na ramiączkach oraz pare długich czarnych kozaków - absolutnie nie wyglądała jak Shizune, ale to ona.
  Obok niej stała ruda kobieta w spodniach, czarnych obcasach oraz bluzce odsłaniającej brzuch. W dłoni dzierżyła włócznię, ociekającą krwią cieni.
- Ciesze się, że ktoś nam pomógł. - powiedziała Tsunade do nieznajomej, jednocześnie wstając z ziemi.
- Nie ma za co. Jestem Miko Fire Hoshi No Namida. Miło mi. A teraz sorry! Musze poobdzierać tamtych ze skóry! - mówiła szybko i zrozumiale rudowłosa, a po chwili skoczyła w górę i dzięki włóczni przebiła głowy trzem wrogo nastawionym ludziom.
- Hahahahahaha! Dalej! Zapraszam do tańca!
    Cień w odpowiedzi warknął, ale to nie zniszczyło zapału jednego ucznia Czarnych Róż. Gdy bestia rzuciła się na niego, on wykonując obrót uderzył cienia w obrzydliwą, ociekającą krwią twarz, o ile to można było nazwać twarzą.
- No dalej, baletnico! Postaraj się bardziej!
Tsunade patrzyła oniemiała na chłopca.
- Hokage-sama, ci uczniowie zostali tak wyszkoleni, rozwścieczają wrogów, aby potem pokonać ich łatwiej. W umyśle obmyślają dobry plan. - wyjaśniła Shizune.
Blondynka spojrzała na ciemnowłosą
- Skąd wiesz? Skąd wiesz, o czym oni myślą? - zapytała czcigodna.
- Bo czytam w ich myślach. - odparła i, nim Hokage zadała kolejne pytanie ciemnowłosa rzuciła się do ataku.
Obok Tsunade pojawiła się Hinata, zabijająca demona ognia, ale nie użyła wody, lecz płomienia.
- Jak-jak ty...? - zapytała złotooka piąta Hokage.
Hinata spojrzała na starszą kobietę kątem oka i odpowiedziała:
- Zasada walczenia z żywiołami: Zwalczaj ogień ogniem, Wodę wodą, Powietrze powietrzem, ziemie ziemią, błyskawice błyskawicą, Ducha niczym nie pokonasz. - jej głos był głośny i wyraźny.
   Wykonała kilkanaście pieczęci ręcznych i spojrzała swoimi oczami na cienie. Uśmiechnęła się leciutko na smak gorzkiej wygranej i jednym zwinnym ruchem, zza pleców wyciągnęła dwa ostrza...

CDN


Sorry, że tak późno... ale miałam sporo nauki... trzecia gimnazjum... notki będą się pojawiać z duuużym opóźnieniem, jeszcze raz SORRY!

11 września 2013

Liebster Award - nie ogarniam i tak ^^"

Serdecznie dziękuje Kuro Lady, za nominacje do "Liebster Award".

Chętnie bym odpowiedziała na pytania, ale nie za bardzo wiem, gdzie zgłaszać autorów moich ulubionych blogów... 

Cóż... prowadzę bloga chyba od roku i jeszcze nie za bardzo go ogarniam ^^"

Huh... mimo to bardzo dziękuje ci za to wyróżnienie...

Nominacja od Kuro Lady: Pytania

1. Jakie Anime jest twoim ulubionym?
2. Jaki przedmiot szkolny lubisz najbardziej?
3. Ulubiony zespół muzyczny?
4. Masz rodzeństwo? Lubisz je? (Jeśli nie masz to możesz opisać jak to jest być jedynakiem.)
5. Ulubiona postać z Anime.
6. Jaką tematykę Anime lubisz? (np.Horror)
7. Jakie słodycze lubisz najbardziej?
8. Jakie cechy zarówno wyglądu jak i charakteru lubisz i nie lubisz w sobie?
9. Lubisz sport? Jaki? Dlaczego? Jak nie to podaj czemu.  
10. Co sądzisz o osobach homoseksualnych?
11. Co sądzisz o swoim życiu? Wolałabyś żyć jak teraz czy jak w Anime?

 Odp.:
1. Zdecydowanie "Naruto" oraz "Hetalia".
2. Mam dwa: Plastykę i Muzykę.
3. Skillet.
4. Mam dwóch starszych braci i jedną siostre. Nawet, chcociaż bywają okropni i upierdliwi... jak to rodzina.
5. Hinata Hyuga z "Naruto".
6. Przygodowe, romans, humor i troche dreszczowca.
7. Wszystko co czekoladowe! :D
8. Nie lubie siebie za moją wścibskość. Lubie za... brutalną szczerość.
9. Piłkę nożną uwielbiam! Moi bracia mnie tym "zarazili", nauczyli mnie kilku trików. Kocham też pływanie, mimo, 
że nie umiem zbyt dobrze na powierzchni, natomiast pod wodą jestem jak rybcia! :D
10. A co mam sądzić? Ich sprawa jakie mają upodobania. Według mnie ludzie nie powinni oceniać innych póki ich nie poznają.
11. Szczerze to sama nie wiem... jak mam nienajlepszy nastrój wole żyć jak w anime. Chociaż, gdybym miała  N A P R A W D E  wybierać, 
to nie zamieniłabym mojego życia. Kocham je, mimo trudności. Jednak zawsze jest tak, że prawdziwie się żyje zaznając bólu. Życie bez odrobiny
niepowodzenia jest nudne i żałosne, człowiek powinien choć raz posmakować rozczarowania. 

Rozdział 28: Piknik.


    Amnezja jest jak bariera. Tak, dobrze czytacie jak bariera, bo przesłania nam wspomnienia. Jest jednocześnie dobra jak i zła. Dobra - bo chroni nas od złych wspomnień, zła - nie pamiętamy nikogo na kim nam zależy. Jak pamiętacie to się stało głównej bohaterce tego opowiadania, Hinacie Hikari Hyudze.
Ciemnowłosa siedziała teraz w wannie i rozmyślała nad swoją przeszłością. Część wspomnień wróciła, ale mała ilość, pamiętała coś do pewnego momentu, później pustka. Po kilku godzinach siedzenia w pachnącej rumiankiem wodzie, wyszła. Oplotła wokół talii biały ręcznik. Rozejrzała się po pomieszczeniu.
   Białe kafelki wykładały podłogę i część ścian, reszta była pomalowana pomarańczową farbą, a sufit podobnie jak kafelki był biały, pomieszczenie miało dwa okna. Metalowa wanna stała w rogu pomieszczenia, umywalka oraz WC były obok siebie. Nad umywalką było lustro, w które wpatrywała się Hyuga.
   Słońce wdzierało się do pomieszczenia przez okno, w całej wiosce trwał wczesny poranek. Ludzie wychodzili z domu do pracy, dzieci do szkoły.
- Czasami to co widzimy w odbiciu jest tym czego się najbardziej boimi. - odezwał się męski głos pobrzmiewała w nim gorycz.
Ciemnowłosa Diamentowa Dama oderwała szybko wzrok od swojego odbicia.
- Co to znaczy? - jej głos sam wydobył się z gardła.
- Dowiesz się w swoim czasie, nee-chan. - powiedział Devon, po czym zaraz wyszedł.
- Ale chce wiedzieć teraz. - wyszeptała diamentowa.
Usłyszała brzdęk uderzanych o siebie metali. Wyjrzała przez okno, aby zobaczyć czarnowłosego młodego Uchihę trenującego z starszym bratem. Mimowolnie uśmiechnęła się. Musiała przyznać, Sasuke miał w sobie coś, ale nie wiedziała co to jest to COŚ. To nie był wygląd, za każdym razem, gdy tylko była obok niego czuła się... inaczej. Jakby coś ich łączyło. Jakaś więź, niewidzialna dla oka, ale widzialna dla duszy i serca.
"W pamiętniku nie ma słowa o nim... no, może poza kilkoma zdaniami..." - myślała Hinata, patrząc na niego, w dłoni trzymała swój pamiętnik.
- Hej! Oka-chan! - usłyszała znajomy głos, pięcioletniej rudowłosej dziewczynki.
Do granatowłosej podbiegła niska osóbka o dużych, pięknych oczach, rzuciła się na szyje "matki".
- Cześć, maleństwo! - wypowiedziała Hyuga, jednocześnie przytulając małą dziewczynkę.
Dziewczynka odkąd odzyskała życie zaczęła mówić do Hinaty "mama", a na Sasuke wołała "tata". Hinata przywykła do tego dość szybko, gorzej było z młodym Uchihą.

~~ Podwórko...

- Skup się! - warknął Itachi do młodszego brata.
Jednocześnie atakując Sasuke od tyłu.
- Sss... jestem skupiony! - syknął z bólu młodszy, łapiąc się za krwawiące ramie.
Starszy zmrużył oczy z gniewem, ale po chwili jego spojrzenie złagodniało i wyszeptał:
- Odzyskasz ją... zrób to co kiedyś... a sobie przypomni. - jego głos był miękki i ciepły, co nie pasowało do zdynsowanego Uchihy.
Czarnowłosy spojrzał na brata i niemo kiwnął głową, a po chwili wrócili do treningu.

~~ Południe.

- Uchiha-san! Mógłbyś zająć się przez chwilę Seikatsu? - usłyszał po wielu godzinach treningu głos Hinaty wróć Diamentowej Damy.
Spojrzał w jej białe oczy i przez chwilę nieuwagi został uderzony przez Itachi'ego. Stała przed domem ubrana w jasną, przewiewną sukienkę, dłońmi związywała włosy w długi ciemno-granatowy warkocz. Obok niej stała mała dziewczynka o rudych włosach.
- Mówiłem, abyś się skupił. - powiedział z westchnieniem starszy Uchiha.
Młodszy syknął jednocześnie łapiąc się za krawawiące udo.
- Otou-san! - krzyknęła Seikatsu, rudowłosa dziewczynka, podbiegając do Uchihy.
- Uchiha-san! Nic ci nie jest?! - usłyszał głos ciemnowłosej, stała nad nim i wpatrywała się w jego czarne kule.
Po chwili jednak zacisnęła oczy mocno i złapała się za czoło, cichy jęk bólu wydobył się z jej gardła. Zwróciła w ten sposób uwage wszystkich.
- Myśle, że powinnaś odpocząć, Diamentowa Pani. - zabrał głos Itachi.
- Hinata... jestem Hinata. - szepnęła i wbiegła do domu, nim ktoś postanowił ją zatrzymać.

~~ Kilka godzin później

Sasuke udało się wyciągnąć Hinatę z domu na piknik. Z początku Hyuga była przeciw temu, ale po wielu zapewnieniach młodszej siostry, że poradzi sobie w domu sama, wyszła.
   Byli pod rozzłożystym drzewem rozkwitającej wiśni, płatki wirowały w powietrzu.
- Co cię tak bawi, Hinata? - zapytał Uchiha, patrząc na roześmianą ciemnowłosą.
- T-ty! - powiedziała i dłonią ściągnęła z jego włosów kilka różowych płatków.
Sasuke zamknął oczy na moment i westchnął.
- Pobawmy się w berka, Hinata. - powiedział niespodziewanie.
Hyuga spojrzała na niego najpierw dziwnie, ale potem przytaknęła i, para nastolatków zaczęła się ganiać.
   Bladooka po kilku minutach usiadła na kocu i zaczęła łapczywie łapać oddech, lekki uśmiech gościł na jej wargach, powoli obróciła się do leżącego na plecach Sasuke.
- Pamiętam... pamiętam, jak byliśmy dziećmi i biegaliśmy razem... na podobnej łące... chciałabym tam wrócić. - wyszeptała Hyuga smutnym tonem głosu.
   Jednak nie mogli tam wrócić, Hinata w Konoha-Gakure była martwa. Gdyby ludzie ją zobaczyli wystraszyliby się i to bardzo. Ludzie boją się odmienności, baliby się kobiety, która  P O W I N N A  być martwa, a nie jest. Chcieliby ją zabić, a wtedy, Sasuke zapewne zniszczyłby wioskę. Czarnooki nie mógłby znieść tego, że nie ma jej przy nim. Ta piękna dziewczyna z jasnymi oczętami wydawała się rozjaśniać jego świat, wystarczył jej jeden ciepły uśmiech, jedno jej spojrzenie wystarczyło, aby się uspokoił.
- Ja także... - szepnął po kilku sekundach, widząc jak te jasne perłowe kule wpatrują się w niego oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.
Słońce świeciło jasno na niebie, lekki wiatr zmuszał liście i płatki kwiatów do wspaniałego tańca. Właśnie ten wiaterek rozwiał długie granatowe włosy Hyugi, których końcówki lekko uderzyły policzek Uchihy. Sasuke zamknął oczy i przez krótką chwilę oddychał zapachem włosów dziewczyny.
   Naturalnie bladą dłonią zaczesała niesforne ciemne granatowe pasma w niezgrabny kok.
- Przepraszam, mogłam je od razu związać. - wypowiedziała patrząc na kwiaty.
- Nic się nie stało. - szepnął chłopak idąc spojrzeniem za Hinatą.

   Mała dziewczynka stała po środku polany, krótko ścięte włosy mogły dawać jej wygląd chłopca, jednak blado-niebieskie kimono w ciemne fioletowe kwiaty przeczyło temu. Lawendowo-srebrne oczy skupiały się na związanych kwiatkach... robiła wianek.
- Ohayo, Hina-chan. - usłyszała głos swojego przyjaciela, Sasuke Uchihy.
Małe, różowe usta wygięły się w promiennym uśmiechu.
- Ohayo, Sasu-kun! Patrz, co mam! To dla ciebie! - wypowiedziała radosnym tonem głosu i stając na czubkach palców położyła na głowie czarnowłosego kolorowy wianuszek kwiatów polnych.
Chłopiec zarumienił się krwiście.
- Huh? Masz gorączkę? - zapytała przykładając malutką dłoń do jego czoła.
Czarnowłosy zarumienił się bardziej.
- Hmmm... chodź się pobawić w berka! - krzyknęła i zaczęli zabawę.

Hinata złapała się z sykiem bólu za czoło i powoli zaczęła tracić oddech. Sasuke zareagował od razu.
- Hinata, Hinata! Spokojnie! Patrz na mnie. Już, wdech i wydech. No dalej. Myśl o spokojnym rzeczach. - jego smukłe palce ciasno owinęły się wokół łokci Hinaty, skołowana patrzyła na niego na wpół przytomnie.
- Nie... nie... mog... nie mofe... boli... tak... bardzo... boli. - mówiła urywanie, każde słowo sprawiało jej ból, nie tylko psychiczny, ale i fizyczny.
- Ciiii... spokojnie... patrz na mnie. - szepnął i zmusił ją, aby spojrzała w jego oczy teraz... czerwone.
Patrząc w oczy sharingan Sasuke powoli położyła głowe na jego ramieniu.
- Sasu-kun? Masz gorączkę? - zapytała i wolno osunęła się w jego ramionach.
Uchiha najpierw zaskoczony, objął ją i jedną ręką lekko gładził jej tył głowy.
- Więc jednak... kretyn pokroju Naruto miał racje... jest szansa. - szepnął czarnowłosy.
Przerzucił sobie drobną kobietę przez ramie i wolną ręką zaczął sprzątać po pikniku.
- Z tej perspektywy, wygląda to troche jakbyś ją porywał, Sasuke. - usłyszał za sobą głos władcy tych ziem, Devona.
- Grrr! Zamknij się! - syknął patrząc na niego wściekle.
- Okay, okay! Luz! Zanieś ją do domu, smarkaczu. Ja posprzątam! - rzekł starszy brat nieprzytomnej dziewczyny.
- Ale... - zaczynał Uchiha.
- Żadnych "ale", smarkaczu! To rozkaz władcy tych włości! Sio! - powiedział udawanym władczym tonem głosu błękitnooki.

Czarnooki Uchiha parsknął, poprawił nieprzytomną dziewczynę, tak aby leżała w jego ramionach i zaczął iść w kierunku domu.
- Tylko jej nie wykorzystaj gdzieś za rogiem, Uchiha! - krzyknął za nim starszy brat dziewczyny.
Chłopak jedynie puścił tą uwage mimo uszu i szedł dalej.

~~ Noc.

Sasuke trenował właśnie z Natsu, nagle przerwał atak.
- Miałeś racje, Natsu. - wypowiedział po chwili czarnowłosy.
Zielonooki uśmiechnął się promiennie.
- On?! W czym?! - zapytał skołowany nauczyciel, Aishiteru wyglądał na niezadowolonego.
- Jest szansa na odzyskanie Hinaty... - szepnął Uchiha.
- Aha! Więc kochasz Hinatkę! - zakrzyknął z triumfem nauczyciel.
Uchiha zmrużył oczy na Densetsu.
- Marzysz nocami, aby weszła do twojego łóżka i robiła niegrzeczne rzec... - wypowiedź zielonookiego Aishiteru została przerwana przez pięść Uchihy.
   W tym czasie Hinata położyła się na łóżku i z zamkniętymi oczami skupiła się na obrazach w głowie...
Pierwsze, gdy jako mała dziewczynka poznała Sasuke.
Drugie, gdy poszła do akademii Konohy, gdzie łatwo o sobie zapomnieli.
Trzecie, lata spędzone na treningach.
Czwarte, pierwsze dni w liceum czarnej róży.
Piąte, moment zakochania się w Yokusaku.
I kilka innych mniej ważnych.
Jednym słowem - wszystko wróciło.


Sorry, że mnie tyle nie było, ale miałam szkołe... Więc, oto i nowy rozdział. Napisany na szybko :D
No cóż, planowałam, aby rozdział był dłuższy itd., ale nie miałam zbytniej chęci na to. Wiem, jestem leniwa. Do później!

17 sierpnia 2013

Informacja nr. 4! Witamy z powrotem!!

Problem zażegnany!


Cóż  będę kontynuować  to opowiadanie tutaj, dziś usunę tamten blog, który jak się okazało założyłam niepotrzebnie... trudno się mówi, a żyje się dalej!

Po pierwsze cześć wszystkim czytelnikom, z całego serca (tak mam je :D) chce was przeprosić za... niedogodności. Coś mi się stało z komputerem i chce się teraz ZRECHABILITOWAĆ. Jeszcze raz BARDZO PRZEPRASZAM!!





Chce też uprzedzić o lekkich zmianach, opowiadanie będzie dalszym ciągiem, ale czasem będę zamieszczać krótkie informacje, w których znajdą się niekiedy opowiadania... ale to NAPRAWDE rzadko.






Więc... nowej notki NA TYM BLOGU, bo już nie chce żadnych innych o SasuHina ;) będą pojawiać się opowiadania... o losach naszej ulubionej pary! :D A także kilku innych

Po fali smutków, zawsze przybędzie tsunami radości :D Będzie wiele romantycznych momentów, scen które mogą wywołać łzy szczęścia, smutku i wzruszenia :) 

(podobno w deszczu pocałunek najlepiej smakuje ;D)
















Największą siłą jest miłość, niektórzy uważają, że najlepiej smakuje, ta która zaczęła się od przyjaźni...






... gdy ktoś jest komuś przeznaczony (nawet jeśli kompletnie do siebie nie pasują) ich serca zawsze znajdą swoją drogę do siebie... nikt ich nie powstrzyma!
Zawsze znajdą sposób... zawsze! :D









Przyjaźń, miłość, rodzina i tolerancja - najważniejsze wartości, które chcą nam wbić do głowy rodzice... towarzyszą nam od najmłodszych lat :D

Są osoby, które chcą zniszczyć te wartości, ale tam gdzie rodzi się zło, rodzi się też dobro... Zawsze jest osoba, która walczy o lepsze życie, często się za to płaci poważną cenę.


20 lipca 2013

Rozdział 27: Życie to dar.


Życie to dar, który zyskuje się od pierwszego oddechu. Daje nam cierpienie i złość, ale daje też słodzycz pierwszej miłości i radość z bycia przy niej.
- Mała Hinato, zaśpiewasz mi? - zapytał Long.
   Hinata, a właściwie jej duch był teraz pod opieką króla natury. Śpiewała mu różne piosenki, których nauczyła jej matka.
- Wciąż pamiętam ten dzień, w którym poznałam cię.
Wciąż pamiętam uśmiech twój, gdy upadłam przy pierwszym spotkaniu.
Wciąż pamiętam, smak twych ust.
Kocham cię, kocham cię... tak bardzo. - nuciła Hinata, a po jej policzkach płynęły łzy, które w zetknięciu z ziemią zmieniały się w piękne diamenty.
- Diamentowa pani. Tak teraz będziesz się nazywać. - powiedział Long przerywając piosenkę.
- Diamentowa pani? - powtórzyła i zamknęła oczy
" Nie ma Hinaty, jest tylko Diamentowa pani." - usłyszała w myślach, a gdy chciała zaprzeczyć nagła czerń odebrała jej wszystkie wspomnienia.
Jej duch zniknął, a Long uśmiechnął się tylko. Nazwał ją tak, ale nie odebrał jej wspomnień, tylko ona przez podróż zapomniała.
Czerń, zapomnienie.... otchłań bez dna... ciemność... nie wiedza... brak wszystkiego co przeżyła. - tak można by opisać umysł dziedziczki klanu Hyuga.

~~ Pół roku później

JEJ ciało leżało w białej pościeli. Połamane kości zostały wyleczone, dzięki zdolnością uzdrowicielskim Lyry. Wyglądała jakby spała, przez te wszystkie dni, w których uchodziła za martwą.
- Wystarczy teraz poczekać na jej ducha... i będzie żyć. - wyszeptała jeszcze rudowłosa, odchodząc o kilka kroków od łóżka.
Hanabi siedziała przy siostrze, Sasuke stał wzrok był skierowany w twarz tymczasowo bez ducha dziewczyny, ojciec i matka Hinaty stali przytulając się, i patrząc na starszą córkę. Devon stał oparty o framugę okna i patrzył z niepokojem w drzwi.
Po kilkunastu minutach Hinata powoli otworzyła oczy. Leniwie usiadła i popatrzyła na wszystkich pustym wzrokiem.
- Hinata-onee-chan! - wykrzyczała Hanabi i już miała się rzucić na szyje siostrze, ale ta odskoczyła.
Pojawiła się przy drzwiach.
- Zos-zostawcie mnie! Nie znam was! - krzyczała cofając się w stronę wyjścia.
Drzwi, przy których stała otworzyły się. Do pomieszczenia weszła Miko. Oczy Hinaty na moment złagodniały, ale po krótkiej chwili znów wyrażały pustkę i zapomnienie.
- Amnezja... - wyszeptała Hikari, matka Hinaty.
- Co?! - zapytał każdy w pokoju, prócz Sasuke, który skrzyżował swoje spojrzenie z Hinatą.
- Amnezja... oczy są zwierciadłem duszy... kawałek jej duszy zniknął, rozpłynął się... zawiązała pakt z cieniem... dawna Hinata wiedziała co robi... cień chyba chciał czegoś więcej od niej... dawna Hinata zniszczyła pakt, oddając swoje życie dla dobra innych... ale... co jest dla mnie nie zrozumiałe ona tutaj jest... pakty kończą się tym, że cień odbiera jej życie i zabiera dusze dla siebie... Ktoś musiał ją ochronić... Ktokolwiek to zrobił, nie jest człowiekiem, lecz królem dusz... Może to przypuszczenia, ale warunkiem powrotu musiały być jej wspomnienia. - zakończyła swój monolog przez nagły szloch.
- Nie pamięta... nas? - zapytał ledwo słyszalnie Neji, wchodząc zaraz po Miko.
Ich spojrzenie spoczęło na Hinacie.
- Hinata? Pamiętasz nas? - zapytał dotychczas milczący Devon.
- Nie nazywam się Hinata... Long-sama nazywa mnie diamentowa pani. - powiedziała patrząc bratu głęboko w oczy.
Jej spojrzenie musiało palić Devona, bo po kilku sekundach zerwał je, łapczywie zaczął łapać oddech.
- Co się stało? - zapytała Lyra pojawiając się przy mężczyźnie.
- Jej... oczy... są jak... ogień. Tyle w nich... sprzeczności... tyle nie dopowiedzeń... ona... może odzyskać wspomnienia... ale... - i w tym momencie stracił przytomność.
Lyra przy pomocy matki położyła młodego władce na łóżku. Hinata, a raczej Diamentowa pani nic nie rozumiała, patrzyła pusto na osoby w pomieszczeniu. Sasuke stał i patrzył na nią, nie bał się jej spojrzenia, mimo, że prawie zabiło Devona.
- Hime...? - zapytał podchodząc do niej bliżej.
Powoli dotknął jej policzka, przez co blade, puste oczy rozszerzyły się.
- Nie-Dotykaj-Mnie. - wypowiedziała równie pustym tonem głosu jak spojrzenie.
- Nie pamiętasz mnie prawda? - zapytał nie zrażony tym, że dziewczyna może go zabić.
- Jak widać... nie byłeś wart zapamiętania. - syknęła z jadem i nienawiścią Diamentowa pani.
Sasuke zabrał dłoń z policzka Hyugi. Nie pamiętała go - to zabolało go najbardziej.
- Dobrze... - wyszeptał z goryczą Uchiha po czym wyszedł.
- Hi... znaczy Diamentowa pani, czemu taka jesteś? - zapytała matka ciemnowłosej dziewczyny.
Spojrzenie Diamentowej pani załamało się, rozpacz ogarnęła jej ciało i po chwili padła na kolana płacząc.
- Siostrzyczko? Nie pamiętasz nas? Nikogo? - pytała kasztanowowłosa dziewczynka.
- Córeczko? Zawsze sprawiałaś kłopoty... ale prosze, musisz nas pamiętać. - wypowiedział lord Hiashi.
- Hinata-sama, przypomnij sobie... - wyszeptał Neji.
- Hinato Hikari Hyuga Hoshi No Namida. Przypomnij sobie kim jesteś, przypomnij sobie kim jesteśmy. - szeptała piękna kobieta, matka Hinaty.
  Nastolatka zamknęła oczy, z których wolno płynęły łzy, nadal zamieniające się w diamenty.
Życie dobiega końca wraz ze stratą osoby, którą kochamy - to uświadomił sobie Sasuke, gdy Hinata powiedziała do niego słowa, których najmniej się spodziewał.
- Siema, Uchiha! - poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
- Natsu? czego chcesz? - zapytał obojętnym i zimnym tonem głosu.
- Odzyskałeś Hinatę, stary! Co ty taki oziębły?! Twoja dziewczyna wygrała ze śmiercią! - mówił jak zawsze z uśmiechem zielonooki.
- Ale straciła pamięć. - te zdanie zostało wypowiedziane przez dziadka Hinaty.
Natsu zamilkł, Uchiha spojrzał na kubek, który trzymał w dłoniach. Zaraz po opuszczeniu szpitala udał się do jakiegoś baru. Sam nie wiedział dlaczego, po prostu tak wyszło.
-Przecież jest szansa, że ją odzyska... - wypowiedział po kilku minutach ciszy Natsu.
-... ale ona już mnie nie pokocha, nie pamięta kim jestem! - warknął młody Uchiha.
- Stary, już raz się w tobie zakochała... zrób taki... no nie wiem... ścieżkę wspomnień? Tak, to dobre określenie. Pokaż jej jak bardzo ją kochasz! - mówił poważnym tonem głosu.
- Ale ona nie chce mnie widzieć. - mówił gorzko i żałośnie Sasuke.
- Ranyyy! Stary! Wystarczy, że zrobisz coś, co ona kocha! - wypowiedział z uśmiechem Natsu.
Uchiha zastanowił się, a po chwili jego usta wygięły się w uśmiechu.
- Potrzebuje... - powiedział z lekkim  uśmiechem, a reszta wypowiedział tylko do Natsu.

~~ Majątek klanu Hoshi No Namida.

Hinata siedziała i oglądała fotografie, a raczej to jej "młodsza siostra" zmusiła ją do tego. Jednak ciemnowłosa Diamentowa Pani nie wierzyła, że są spokrewnieni, chciała jedynie spokoju, chciała na nowo być przy Longu śpiewając mu piosenki i podziwiając dusze, które do niego trafiały, dusze opowiadały jej historie swojego życia. Diamentowa Pani pomagała im jak mogła, nawet samym wysłuchaniem.
-.... pamiętasz? - zapytała Hanabi pokazując jedne zdjęcie, na którym była mała ciemnowłosa dziewczynka o białych oczach z czarnookim chłopcem z równie czarny co oczy włosami, chłopiec przytulał dziewczynkę.
Pokręciła przecząco głową.
- Kiedyś sobie przypomnisz! - usłyszała głos duszyczki obok niej, Hanabi nie mogła zobaczyć i usłyszeć duszy, ale ona tak.
- Na pewno.... kim jesteś? - zapytała Diamentowa Pani, patrząc na duszyczkę.
- Moje imię zostało zapomniane, jak wszystko co mnie dotyczyło! - wyszeptała duszyczka.
- Moje biedactwo... chodź tutaj! - powiedziała i rozłożyła ramiona, aby przytulić zjawę.
Duszyczka przytuliła ją i poczuła falę ciepła, co było dziwne, bo od wielu lat jako duch nie czuła niczego.
- Ty... skąd ona?! Jak?! - pytała Hanabi gwałtownie wstając z kanapy.
W jednej chwili Hinata coś przytulała, a w drugiej pojawiła się ta mała rudowłosa dziewczynka o ciemnych niemal czarnych oczach.
- J-ja... żyję?! - krzyknęła zaskoczona pięciolatka.
- Na to wygląda! - powiedziała Hinata z uśmiechem.
- T-to takie... niezwykłe... - wyszeptała patrząc na swoje dłonie, jednocześnie odsuwając się od Hinaty.
Po kilku godzinach Hyuga Hinata weszła do swojego pokoju. Sięgnęła po poduszkę i poczuła twardą okładkę z skóry jakiegoś zwierzęcia. Po środku zeszyciku był napis
 " Własność Hinaty Hyuugi! Nie czytać!"
Przegryzła dolną wargę i otworzyła dziennik na ostatnim wpisie.
Jest dzień przed misją... nie wiem czy przeżyję, ale chce mieć pewność, że cień nie dostanie mojej duszy. Chce jedynie, aby każdy był szczęśliwy, kocham moją rodzinę, ponad wszystko. Wiem, że moje życie jest w rozsypce, ale... wiem też, że kocham Sasuke Uchihę i nie chce, by coś mu się stało. Dlatego to robie.
Nic nie rozumiała, więc przewinęła strony w tył, aż doszła do początku.
Drogi pamiętniku, to znowu ja Hinata. 
Czasem myśle, że jedyne co przeszkadza mi w misjach to strach, ale nie przed wrogiem, ale przed tym, że moge przez to objawić swoje moce, że moge wszystko zniszczyć... boje się, że moi przyjaciele dowiedzą się o tym, że uczyłam się w Liceum "Czarnej Róży" , jak pewnie pamiętasz, mój pamiętniczku, w tym liceum mogą się uczyć tylko ci obdażeni talentem... mój to widzenie i zdolność komunikacji z duchami...
Czytała i fale wspomnień zalały jej umysł, pamiętała wszystko, prócz... Sasuke.



Jak widać wróciłam, szczerze... macie wyobraźnie! Więc nie będe zamieszczać obrazków! Może zdarzą się takie rozdziały, ale później. Cześć!

11 lipca 2013

Rozdział 26: Sasuke... nie powiedziałam "żegnaj".


   Życie jest krótkie... delikatne... króchę... jest jak porcelana, która lewituje nad przepaścią bez dna. Ta przepaść to śmierć... która pochłania wszystko. Życiem kierują marzenia i ty... najgorzej jest umrzeć za wcześnie lub urodzić się martwym. Nie widzisz piękna planety, która cię otacza, a ból rodziców po stracie dziecka to... najgorszy z wszystkich możliwych cierpień. Nie zobaczą już swojego dziecka.
   Ciało Hinaty leżało martwe w opiekuńczych ramionach Sasuke. Uchiha płakał i szeptał imię dziedziczki klanu Hyuga. Błagał, przeklinał, obiecywał - robił wszystko, aby Hinata wróciła. Pragnął, aby to był tylko koszmar senny. Aby się z niego obudził i zobaczył Hinatę, żywą i radosną. Tą Hinatę, która się z nim wykłócała, tą, której był narzeczonym, tą, która ma jego serce.
   Po krótkiej chwili z nieba zaczął padać deszcz, którego krople uderzały o niego i ciemnowłosą. Po martwych, bladych policzkach Hinaty spływały deszcz zmieszany z łzami Uchihy... i jej samej.
Nie chciał, aby odchodziła. Kochał ją, choć się tego wypierał. Kochał ją do granic możliwości. Dla niej gotów był umrzeć.
   Poczuł czyjąś dłoń na ramieniu, zerknął na tą osobę i jego źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. To Hinata, w pięknej białej, przewiewnej sukience sięgającej kolan, na jej delikatnej skórze nie było ani jednej ranki, jej twarz była uśmiechnięta i wesoła, mówiła coś, ale nie mógł jej usłyszeć. Zamknął oczy na moment i spojrzał na ciało, które trzymał. Zrozumiał, ta Hinata, która do niego mówi to duch, a jej ciało umarło. Wstał powoli, niósł martwe ciało i rozkazał:
- Wracamy do wioski. - jego ton głosu nie wyrażał nic poza pustką.
   Drużyna nie powiedziała ani słowa i ruszyli za młodym Uchihą, a duch Hinaty unosił się obok niego. Zjawa obserwowała jego każdy ruch, jakby chciała zapamiętać każdą jego część.
Po kilku godzinach dotarli do wioski Konoha, Hokage stała i czekała na nich przed bramą. Obok niej stała młodsza siostra Hinaty, Lord Hiashi oraz Neji. Nie zabrakło też rodziców Sakury i trzech medycznych ninja.   Oczy ojca Hinaty rozszerzyły się, Hanabi zaniosła się płaczem, a Neji stał z głową spuszczoną w dół, obserwował swoje buty - tak zareagowali na wieść o śmierci Hinaty.
   Hokage sprawdziła puls, którego nie było. Złożyła kondolencje do rodziny Hinaty i gdy miała odejść zatrzymały ją słowa Hiashi'ego:
- Tylko tyle powiesz?! Przez tą cholerną misje straciłem córkę! Słyszysz?! Skoro nie ma Hinaty, klan Hyuga odchodzi z Konoha i kraju Ognia! Nie mam zamiaru walczyć za wioskę, która zabiła mi córkę! - krzyczał wściekle i skierował się do domu.
Sasuke patrzył za ojcem Hinaty z niedowierzeniem, Hokage milczała. Duch Hinaty szturchnął Sasuke i poruszył ustami "Zrób coś!", błagalne spojrzenie jej oczu, sprawiło, że Sasuke w końcu coś powiedział:
- Ja też odchodze, Hokage-sama. - przemówił i skierował się do swojego domu.
Wcześniej jednak podszedł do martwej dziewczyny, ukląkł i pocałował ją delikatnie w usta. Obdażył Hokage nienawistnym i zimnym spojrzeniem i odszedł do domu.

~~ W majątku Klanu Hyuga.

Hiashi skończył się pakować, do jego pokoju weszła Hanabi i zapytała:
- Otou-san? Czy kiedyś wrócimy? - jej głos był smutny i pełen żałości po stracie siostry.
- Jak będziesz chciała to wrócisz, ja powiem: Konoha Żegnaj. - wypowiedział słowa z goryczą.
- Dokąd się udamy? - zapytała młoda Hyuga.
- Słyszałem, że Hikari, twoja i Hinaty matka, żyje. Mam zamiar odejść do Wioski Księżyca. - imie starszej córki powiedział tak jakby zaraz miał się rozpłakać.
- Zobaczę mamę? - zapytała z nie dowierzaniem Hanabi, Hiashi skinął głową, a młodsza siostra Hinaty wyszła.
   Neji siedział u siebie w pokoju, spakowany. Patrzył na księżyc w pełni jego oczy były przepełnione smutkiem i wściekłością. Był wściekły na samego siebie. Nie potrafił ocalić Hinaty... jedna pojedyncza łza spłynęła po jego policzku. Zamknął oczy i starł ją.
- Musze pożegnać się z Tenten-chan. - wyszeptał i wyskoczył przez okno.

~~ Majątek klanu Uchiha. ten sam czas.

   Sasuke siedział w swoim pokoju na łóżku. Nogi miał ugięte w kolanach, łokcie oparte na nich, a głowę ukrytą w dłoniach. Płakał. Pozwalał, aby te słone krople spływały po jego policzkach, w tych łzach były uwięzione wszystkie uczucia: złość, tęsknota, miłość i wściekłość. Dawno tak nie rozpaczał. Uchiha nie hamował się przed niczym i tylko płakał, krzyczał i płakał, i tak bez przerwy.
Itashi stał pod jego drzwiami i słuchał brata, serce też mu krwawiło, Hinata była słodką osóbką o czystym nieskażonym niczym sercem, taką ją zapamiętał. Znał ją jak była mała, bawił się wtedy z nią i Sasuke w różne gry typu: chowanego, berka itp.
   Poczuł czyjąś dłoń na swojej, zerknął na swoją ukochaną, płakała. Przecież była przyjaciółką Hinaty, to normalne, że ból po jej odejściu sprawia wielkie cierpienie. Wiedział coś jeszcze, że Konoha niedługom zginie. Lykanie zaatakują ją za kilka dni, pewnie teraz zbierają siły po zniszczeniu jednej z pięciuset twierdz. Dlaczego teraz pewnie siebie pytacie? Odpowiem wam: Nie atakowali wioski tylko dlatego, że mięli umowe z Hinatą. Umowa miała się rozpaść w dniu jej śmierci.
Starszy Uchiha powiedział do narzeczonej:
- Idź się spakować. Wynosimy się stąd. - Ayumi spojrzała na niego zszokowana, ale skinęła głową i poszła w kierunku pokoju, Itashi obserwował ją z roztargnieniem, bał się o jej życie, jej i dziecka, które w sobie nosi, jego syna lub córki.
- Nie pozwolę, aby moja rodzina cierpiała. - wyszeptała i gołą pięścią uderzył w drzwi, rozwalając je.
- Sasuke. Wynosimy się z Konohy. Jesteś spakowany? - zapytał starszy brat.
- Tak. - odparł sucho i bez emocji.
Itashi zauważył delikatne światło obok Sasuke. Duch Hinaty, Itashi przyjrzał się i zapytał po prostu:
- Zawiązała umowe z cieniem? - zadał to głosem pozbawionym barw i emocji.
Jego oczom nie uszło uwadze, że światło obok Sasuke poruszyło się niespokojnie. Znał odpowiedź.
- Sasuke? Zabierz stąd Ayumi i idź z klanem Hyuga. Ja ide coś załatwić. - powiedział tym samym tonem co wcześniej i zniknął w kłębach szarego dymu.

~~ Dom Tenten. 

Ciemnowłosa dziewczyna siedziała na łóżku skołowana, nie wierzyła w to co się stało...
   Była wyczerpana, trening był straszny. Położyła się spać i obudziła późnym wieczorem. Poczuła czyjąś dłoń na policzku, otworzyła oczy lekko i ujrzała twarz Hyugi Neji'ego. Ze smutkiem wpatrzonego w jej śpiącą twarz. Otworzyła oczy i zapytała:
- Co się dzieje? 
- Kocham cię. - odpowiedział, pocałował ją.
   Nie sprzeciwiała się temu, nawet rozchyliła wargi, aby mógł wsunąć tam język, zrobił to. Całowali się tak długo, aż zabrakło im powietrza.
- Dlaczego? - zapytała znowu.
- Pytasz dlaczego cię kocham? - zapytał z cieniem uśmiechu długowłosy.
Skinęła głową potakująco.
- Sam nie wiem, gdy na ciebie patrze wiem, że warto żyć.... Kocham w tobie wszystko, Tenten. - patrzył na nią z takim uczuciem, nie potrzebowała słów.
Pocałowała go znowu, namiętniej i z większą pasją. Po chwili odsunął się od niej.
- Żegnaj, Tenten. - szepnął bladooki.
- CO!? Przychodzisz tutaj, mówisz, że mnie kochasz, całujesz, a potem mówisz "Ż E G N A J"?! To jakiś głupi kawał?! Neji! Powiedz coś! - krzyczała na niego ze łzami spływającymi po policzkach.
- Przykro mi.... chciałem się z tobą tylko pożegnać i odejść... ale nie mogłem... nie mogłem, ci nie powiedzieć co do ciebie czuje... wybacz, że cię kocham! - krzyczał wstając z łóżka.
- Kochasz?! Ty mnie kochasz?! - krzyczała wstając.
Ruch klamki sprawił, że oboje się troche uspokoili.
- Dorośnij, Tenten. - po tych słowach Neji wyskoczył przez okno.
Teraz ciemnowłosa dziewczyna siedziała na parapecie wpatrując się mroki nocy, płakała. I za Hinatą, i za Nejim. Miała dość, kochała tego idiote! Teraz zastanawiała się czemu mu tego nie powiedziała. Miała nadzieje, że gdy go pocałuje będą razem jak w bajkach, które czytała jej mama.
- Idiotko, życie to nie bajka... a Neji to nie twój królewicz. - wyszeptała sobie i zaniosła się płaczem.

~~ Poza Konohą. Wioska Księżyca.

Po kilku tygodniach klan Hyuga, Sasuke, Itashi i Ayumi dotarli do wioski Księżyca. Zostali tam przyjęci z otwartymi ramionami. Usłyszeli o atakach na Konohę. Hiashi walczył z chęcią powrotu tam i naprawieniu wszystkiego, ale nie mógł. Zabili Hinatę.
Sasuke poszedł na cmentarz szukając grobu należącego do Hinaty, nie znalazł go. Wrócił do domu, w którym mieszkał z Itashim i Ayumi, zaczął trenować. Po chwili położył się dłonią dotknął delikatnie kunai'u i zaczął płakać, znowu... Uchiha chciał już przestać rozpaczać, ale nie mógł... za bardzo za nią tęsknił. Jej duch zostawił Sasuke po dotarciu do Wioski Księżyca.
- Płaczesz, Uchiha-kretynie? - usłyszał arogancki ton głosu.
- Natsu! - syknęła kobieta o rudawych włosach, a po chwili pojawiła się obok Sasuke i rzekła - Spokojnie, ona żyje.
- Ż Y J E?! - krzyknął zaskoczony Uchiha i wpatrywał się w spokojną, martwą twarz Hinaty.
- Yhm... gdy jedno z was umrze, to drugie wraz z nim. Istnieje płomyk nadziei, że Hinata-san żyje. Ale... jeśli chcesz ją odzyskać... musisz przynieść mi krew cienia. - ostatnie słowa, które wydobyły się z ust dziewczyny.
- Więc, gdy ja zginę, ona też. A gdy ona, ja... umrę? - zapytał dla pewności Uchiha.
- Tak... przysięgliście sobie wieczną miłość, Sasuke. Nie pamiętasz? - zapytała, jednocześnie wykonując dziwne znaki dłońmi.
Sasuke stracił przytomność.


Siemka, tutaj Blood... jest po dwunastej, a ja pisałam ten rozdział jak kretynka. Skończyłam go, chce jeszcze uprzedzić, że nie chce mi się wstawiać obrazków tak jestem leniwa. :p bywa. Co jeszcze? Aha! Pamiętam... nie mam zamiaru nikogo zabijać, Hinata będzie żyć, ale na razie nie będzie jej.
 Jak zauważyliście wszystkim życie się, za przeproszeniem rypło. Life is brutal - co nie?