15 września 2022

Rozdział 38: Zostawiłaś nicość w mym sercu

~~Konoha, majątek Hyuuga

    Śmierć była czymś naturalnym, nieuniknionym i bezsprzecznym, nie da się z nią walczyć, uciekać przed nią. To jest niezaprzeczalna prawda. Jedyna pewna w życiu. A jednak wielu pyta "Dlaczego?", ale ci, którzy znają odpowiedź, którzy wierzą w równowagę ponad wszystko inne, nie mogą udzielić odpowiedzi. Jednocześnie kto by chciał znać taką prawdę? Że dusze zmarłych są wśród nas?

    Powrót do Konoha był szczególnie trudny w tym okresie. Wróciła parę dni po grupie poszukiwawczej, po wyjaśnieniach u Hokage, złożeniu raportu wszystko wróciło do "normy", choć ciężko było to określić jako normę. 

    Stres, poczucie winy, strach - te uczucia towarzyszyły jej na co dzień. Unikała innych, oddając się treningom z Shirou, Nejim, Hanabi albo z Yasu. Niektórzy chcieli ją zrozumieć, inni nie rozumieli, a jej narzeczony? Po porażce w sprowadzeniu Hyugi otrzymał miesięczną misję z Naruto i Sakurą, i na szczęście lub nie-szczęście dla dziedziczki jeszcze nie wrócili. Z tego, co się dowiedziała byli w Sunie, więc kontakt także był utrudniony.

    Unikanie ludzi, z kolei sprawiło, że młoda dziewczyna czuła się jeszcze bardziej wystraszona i wyobcowana. Czas mijał dla Hinaty na treningach, medytacji, przygotowaniach do nieuniknionego, postanowiła przygotowywać się w Konoha. 

    Do wojny. Sprowadzenie Seno, przesłuchanie go, trzymanie pod kluczem przyniosło jeszcze więcej niewiadomych niż odpowiedzi. Kultyści - jakby jeszcze mało mieli roboty z cieniami. Trzy Bóstwa mają nad nim wyłączną pieczę i nawet oni - wybrankowie, nie mogli wchodzić do niego.

Wojna jest siedliskiem dusz, im więcej osób zginie tym bardziej cienie się posilą, a jak oni urosną w siłę... Oh okasan, jak ty sobie z tym wszystkim radziłaś? Myśli Hinaty krążyły wokół matki, w końcu to był ten wyjątkowy czas, kiedy samotność i smutek doskwierały najmocniej, a ból otaczał jak łańcuchy jej serce.

    Nie tylko ona była zrozpaczona wspomnieniem śmierci matki. Wiedziała to, ale czy jej ból jest przez to mniej ważny? Nie, choć ciężko było jej to przyznać przed samą sobą.

    Medytowała w ogrodzie klanu Hyuuga. Słodki zapach kwiatów ogarniał jej zmysły, skupiała się na ich woni, odróżniając azalie, wisterii i kamelii, nie były to jedyne rośliny, ale zdecydowanie było ich najwięcej. 

    Chciała odejść z Konoha, zostawić opaskę i iść, ale złożona obietnica ciążyła jej, jak kotwica. Przegryzła mocno swoje usta, nie mogąc się skoncentrować.

Głupia...

 - Nie.

Egoistka!

 - Nie...

Myślisz tylko o sobie!

 - Dość. - Objęła samą siebie rękami, kuląc się na nieznośne myśli, błądzące jej po umyśle. 

Morderczyni! Słaba! Głupia! Hańba klanu Hyuuga! Pomyśl o swojej siostrze! Co ona przeżywa?! 

    Zasłoniła swoje uszy i wydała z siebie zduszony, zbolały krzyk.

~~Suna, obrzeża

    Krew spłynęła po ostrzu katany Uchihy, gdy pokonał ostatniego z bandytów, napadających na karawany kupieckie.

 - Nieźle! Myślę, że możemy już wracać. - Zwyczajny głos Naruto obił mu się o uszy.

 - Powinniśmy zdać raport Kazekage. - Dodała Sakura, kończąc opatrunek na nodze Uzumakiego, który podczas walki został powierzchownie ranny.

 - Hm. - Skinął im tylko głową, ruszając w stronę wioski.

 - Ej! Draniu! Mógłbyś poczekać! Raany... - Blondyn spodziewał się, że ciemnowłosy nie poczeka, jak miał w zwyczaju, ale Uchiha stał.

    Dwójka młodych ninja dołączyła do niego, choć uprzednio rzucili sobie zaskoczone spojrzenia. Sasuke był znacznie bardziej cichy niż zazwyczaj. Przyjaciele martwili się o niego, choć ciężko było im zacząć rozmowę.

 - Sasuke-kun, myślisz, że to byli ostatni? - Zaczęła różowowłosa.

 - Hm.

 - Sasuke-kun, nie zostałeś ranny nigdzie? Wiesz, mogłabym cię opatrzyć zanim dotrzemy do Suny. - Ciągnęła.

 - Hm. - Pokręcił głową, skacząc z gałęzi na gałąź.

 - Sas-... - Rozpoczęła po raz trzeci Haruno.

 - Stary! Powiedz wreszcie co ci jest!? Pokłóciłeś się z Hinatą?! - Uchiha zatrzymał się momentalnie, mierząc Naruto zdenerwowanym spojrzeniem. - Ha. Trafiłem.

 - Naruto, jesteś naprawdę głupi. Co Hinata ma do Sasuke? Nic ich nie łączy. - I tu zielonooka medyczka została zignorowana przez oboje, co zazwyczaj się nie zdarzało.

    Sasuke i Naruto patrzyli na siebie, oceniająco. Czarnowłosy ruszył do drogi.

 - Skup się na misji, Naruto.

 Nie nazwał mnie idiotą. - Przeszło przez myśl blondwłosego, gdy wrócili do drogi. Niebieskooki mógł być czasem twardogłowym i ślepym, ale nie aż tak, aby nie zauważyć, że nieobecność pewnej dziedziczki nie wpływa na jego przyjaciela. Rozmyślał nad tym dłuższą chwilę, skupiony na przyjacielu i... 

 - Naruto! Uważa-...! - Ostrzeżenie przyszło za późno.

    Pump! 

    Głuchy dźwięk uderzenia o drzewo i bolesny upadek w krzaki, na nie-szczęście Uzumakiego z kolcami, a zaraz za nim okrzyk bólu jednego z najsilniejszych ninja liścia.

 - Ty idioto. - Sasuke stał na gałęzi, patrząc na niego z góry.

 Dobra, wszechświat jest w równowadze. Sasuke mnie obraża.

      Niestety musieli nadłożyć drogi przez głupi wypadek Naruto. Uchiha podejrzewał, że jego przyjaciel się martwi i sam musiał przyznać, że powinien im o tym powiedzieć, bez względu jak na to patrzy klan.

    Zajęli więc pokój w przydrożnym motelu, było to skromne pomieszczenie z trzema pojedynczymi łóżkami, komodą i jednym oknem z widokiem na drogę. Właściciel obserwował ich w ciszy i z wyraźną podejrzliwością, ale na widok zapłaty nie zadawał zbędnych pytań, dając im klucz.

    Nie rozpakowywali się, ceniąc bardziej czas niż wygody. Sakura poszła do łazienki, gdy Naruto i Sasuke postanowili posilić się zupą i chlebem, jak wróciła miseczki były już puste. 

 - Nie mogę się już doczekać ramen w Ichiraku! Staruszek robi najlepsze! - Zaczął Uzumaki, marząc już o kluskach i bulionie.

 - A ja chcę już się ułożyć w swoim łóżku. - Uśmiechnęła się Sakura.

    Uchiha jak zazwyczaj milczał, ale wyjątkowo teraz postanowił zabrać głos.

 - Chcę wam coś powiedzieć. - Dwójka młodych ninja spojrzała na niego, więc kontynuował. - Jestem zaręczony.

    Cisza była wręcz namacalna. Denerwująca. Nieznośna. Choć może to takie wrażenie Uchihy? Obserwował twarze swoich przyjaciół, a zaraz rozbrzmiał śmiech Uzumakiego.

 - Hahhaha! A to dobre! Powiedziałeś to tak poważnie, że myślałem, że nie żartujesz!

 - Sasuke-kun, nie spodziewałam się tego żartu haha!

 - Ja nie żartuje. - Zaczął z poważną miną, a i oni spoważnieli. - Na pewno słyszeliście plotki o Hinacie i mnie.

    Sakura słyszała, choć bardzo to od siebie odrzucała. Myśl, że cicha dziedziczka mogła jej odebrać obiekt westchnień napawała jej serce zazdrością, a bardzo nie chciała nienawidzić swojej cichej przyjaciółki. Z drugiej strony... Czy ja i Hinata jesteśmy przyjaciółkami? Przyjaciółka nie odbiera ukochanego drugiej! - Powiedziała jej myśl. Naruto z kolei miał nieczytelny wyraz twarzy, ale zaraz się uśmiechnął. Cieszył się, że jego przyjaciel wybrał akurat Hyugę, ale nie dlatego, że Sakura byłaby wolna, jak niektórzy mogą pomyśleć, a dlatego, że uważał ją za miłą dziewczynę.

 - Kiedy to się zaczęło? - Zadał pytanie przyjacielowi.

 - Właściwie to podczas waszej misji z nią, gdy wróciłem.

 - Rany! I dopiero teraz nam o tym mówisz?! Kiedy jej powiesz?! - Uzumaki podskoczył do przyjaciela.

 - Jesteśmy zaręczeni.

 - Wooo! Nie patyczkujesz się haha! Ale nie no! Stary! Gratulacje! Cieszymy się twoim szczęściem, ne? Sakura-chan? - Blondyn zwrócił się do różowowłosej. - Hinata jest naprawdę ładna, mądra i miła! Jest naprawdę śliczna i słodka!

    Sasuke poczuł coś w rodzaju ulgi, że choć jedno z jego dwóch przyjaciół się cieszy.

 - A... tak... Gratulacje, Sasuke-kun! - Uśmiechnęła się niby wesoło, choć nie czuła tego, co mówią jej usta. - Dobrze wybrałeś.

    Sakura była na granicy wybuchu. Czuła, jak jej serce pęka, gdy jej obiekt westchnień wybrał inną. Jej zdaniem dziewczynę, która ma wszystko. Urodziła się w bogatej rodzinie, ma wspaniałych przyjaciół. Zmarszczyła brwi z irytacją.

 - Ale to dziwne, że cię zaakceptowała. - Zaczęła.

 - Co masz na myśli? Moim zdaniem pasują do siebie! - Uśmiechnął się niebieskooki.

 - No wiesz... Hinata podkochiwała się w tobie, Naruto, od przedszkola. Dziwne, że byłeś tak głupi, aby przegapić jej względy skoro uważasz ją za taką wspaniałą.

 - Oi! Sakura. Teraz brzmisz na zazdrosną.

 - Oh przepraszam, ale może powinieneś to wiedzieć zanim będziesz świadkiem na ślubie Sasuke. - Prychnęła Haruno.

 - A kiedy będzie ślub, Sasuke-teme? - Blondyn postanowił zignorować już różowowłosą.

 - Za jakieś 4 lata.

 - To szmat czasu! - Uśmiechnął się Naruto.

 - Idealny czas, abyśmy mogli się zaakceptować. - Odparł Sasuke, siadając na łóżku.

    Naruto przytaknął, a Sakura stwierdziła po chwili, że idzie coś zjeść na dół, mając dość młodych mężczyzn rozprawiających o urodzie granatowowłosej dziewczynie.

    Co niby Hinata ma w sobie czego nie mam ja?! Jestem od niej silniejsza, mądrzejsza, ładniejsza! A wciąż z nią przegrywam! O Sasuke! O MOJEGO Sasuke! - Myślała Haruno, brodząc łyżką w zupie. Nie miała ochoty wracać do pokoju i słuchać słowotoku, ani czegokolwiek dotyczącego małżeństwa Sasuke z Hinatą. Dlaczego? Dlaczego ona? Ze wszystkich kobiet w Konoha dlaczego ona, a nie ja?

    Haruno stwierdziła, że nie jest w stanie nic przełknąć i poszła się przewietrzyć. Wieczorne powietrze zawsze pomagało jej myśleć, ale teraz tego miała dość. Im głębiej myślała, tym bardziej informacja sprzed chwili wydawała jej się głupia i nieprawdopodobna. Ta dwójka? Nie. Prędzej uwierzy, że Naruto zostanie Hokage już jutro niż w ich małżeństwo. Pozostaje porozmawiać z Hinatą zaraz po misji i to wyprostować! - Z tą myślą udała się z powrotem do pokoju, gdzie położyła się spać, zauważając, że Naruto i Sasuke już zasnęli.

~~Konoha

     Ino uznała, że dała wystarczająco dużo czasu Hinacie i postanowiła udać się w tym momencie do majątku klanu dziewczyny, aby "wyciągnąć" ją z tych czterech ścian. Strażnik jednak nie miał zamiaru jej wpuszczać, a sama nie zamierzała rezygnować. 

    Jako że była wykwalifikowaną kunoichi, ale i damą postanowiła zrobić to, co każda kobieta uczyniłaby, jak nie ma wyjścia. Jej plan jednak nie miał szans wejść w życie, gdy starsza kobieta stanęła przed strażnikiem.

 - Co tu się dzieje? - Zapytała, tupiąc nogą.

 - Wypraszam tę młodą damę, Hyuuga-sama. - Dla Ino było jasne, że starsza kobieta nie jest jakąś zwykłą członkinią klanu.

 - Chcę się widzieć z Hinatą! - Zakomunikowała, nie chcąc utracić tej szansy, jaką dał jej los.

 - Oh? Nie mówiłeś jej, Yukichi? Hinata nie chcę nikogo widzieć. - Odparowała staruszka.

 - I to jest właśnie problem! Pozwalacie jej się izolować, gdy nas potrzebuje! Nie jest sama! Naprawdę, chcę jej pomóc, proszę pani! - Upierała się blondynka.

    Hirako była ochroną babcią, może nie nadopiekuńczą, jak Neji, ale szanowała decyzję swojej wnuczki. Powinna nakazać więc strażnikowi aby usunął niebieskooką Yamanakę, ale tego nie zrobiła. Widziała i dobrze znała to spojrzenie, to błagalne spojrzenie. Sama kiedyś była młoda i wiedziała, jak ciężko jest znosić to, przez co teraz przechodzi dziewczyna.

 - Proszę... Ja... naprawdę chcę jej pomóc. To moja przyjaciółka. Nie chcę, aby walczyła z tym sama.

    Hirako zamknęła oczy, myśląc.

 - Jesteś z rodu Yamanaka, racja? - Ino pokiwała głową twierdząco. - W porządku. Wejdź. Ale zanim pójdziesz do Hinaty... Musisz wiedzieć pewną rzecz.

 - O-oczywiście! Dziękuje! - Ino minęła strażnika, idąc obok staruszki. - Jaka to rzecz, proszę pani?

 - To, przez co przechodzi teraz Hinata... jest bardzo ciężkie. Źle przeżyła śmierć matki, a teraz ma nad sobą jarzmo przeszłości, jak i natłok obowiązków. Zapewne wiesz o jej przyszłym małżeństwie z Uchihą, więc na pewno wiesz, przez co przechodzi. Nie jest łatwo być narzeczoną zdrajcy. - Hirako mówiła dalej, ale Ino wydawała się głucha.

    Hina i Sasuke...? Ja... Wiedziałam! - Uśmiechnęła się w myślach. Ale... Dlaczego nic nie mówiła? Chociaż... Ino naszły wspomnienia. Dlaczego wcześniej nie zwróciła uwagi na palce serdeczne jej przyjaciółki i dawnego obiektu westchnień? Zamrugała. Nosili pierścionki zaręczynowe. Obiecali sobie siebie. Jak długo to trwało?

    Hirako przeprowadziła Ino przez ogrody. Zapach kwitnących drzew, kwiatów sprawił, że Ino zaniemówiła. Niektóre z roślin nie powinny kwitnąć, bo to nie był ich sezon.

 - Moja wnuczka kocha ten ogród. Znajdziesz ją na środku stawu o tam! - Hirako wskazała drewnianą altankę.

    Oczom Ino ukazała się budowla, pomalowana na biało i owinięta przez bluszcz, jak i cierniste krzewy róż. Szukała wzrokiem mostku, aby przedostać się na miejsce, ale go nie znalazła. Zebrała chakrę w stopach i zamierzała postawić buta na tafli, ale dziwna siła ją powstrzymała. Nie ważne ile napierała nie była w stanie tego zrobić. Zacisnęła mocno zęby i dłonie w pięści, nie poddając się i ruszyła. Szła, mierząc mocne i twarde kroki, jakby przedzierała się przez zamieć, wydawało jej się, że niewidzialne dłonie łapią ją za kostki, nadgarstki i starają się ją zatrzymać, ale nie usłuchała ich.

    Jak dotarła na mini wysepkę musiała złapać oddech i objąć się ramionami, czując dziwny przenikliwy chłód. Weszła po schodkach, rozglądając się za przyjaciółką i zobaczyła ją, jak pije herbatę i żywo rozmawia z czymś... niewidzialnym.

 - I-ino-chan... - Zamrugała, patrząc na przyjaciółkę.

 - Przyszłam z tobą porozmawiać, Hinata. - Usiadła przed nią. - Właściwie, abyś mnie wysłuchała.

    Hinata popatrzyła na zimny napój w naczyniu i nalała z dzbanka herbaty dla przyjaciółki, dając jej pozwolenie na zajęcie miejsca. Przeczuwała, że to nie będzie miła rozmowa...

 - Dlaczego nam to robisz? - Zamrugała. - Myślałam, że nam ufasz, że mi ufasz. Wiem... Wiem, że jesteś zaręczona z Sasuke i chcę ci pogratulować, ale i... martwię się o ciebie. Powiedz mi prawdę. Nie rozpowiem tego po Konoha, jak mogą niektórzy myśleć, ale chcę wiedzieć... Dlaczego się izolujesz? Ja... Wiem, że masz wyjątkową moc, widzisz duchy. Dzięki tobie zobaczyłam kuzynkę, ale chcę wiedzieć, co się z tobą dzieje? Odkąd wróciłam z Nekogakure nie wyściubiasz nosa zza murów. Martwimy się, ja się martwię. Mówiłaś strażnikom, aby nie wpuszczali nikogo, nawet Kiby czy Shino. Powiedz... Co się stało w Nekogakure?

     Hinata długo milczała, aż w końcu przemówiła.

 - Kilka dni temu zostałam porwana przez kultystów cieni, którzy wynajęli Itachi'ego Uchihę, aby mnie pojmał. Chcięli otworzyć bramę Cieni, aby te mogły się przedostać i zniszczyć nasz świat. Kultyści obserwują mnie odkąd mam moc Kiyoshi'ego. Czekają... Z tego, co udało się ustalić chcą zniszczyć świat. Zniszczyć Kiyoshiego, Chie i Azurę, aby cienie mogły władać naszym światem. - Wzięła oddech. - Muszę dlatego być ostrożna, aby wam nic nie groziło z mojej winy.

 - Hinata... - Ino popatrzyła w oczy przyjaciółki i milczała, aż zebrała myśli i zaczęła. - Jesteśmy ninja, kunoichi, shinobi. Musimy być gotowi na zagrożenie. A jeśli ktoś chcę cię skrzywdzić czy innych naszych przyjaciół... Będzie mógł się spodziewać skopania tyłka przeze mnie! I nie chcę widzieć, że się izolujesz i pijesz sobie herbatki z duchami. - Uśmiechnęła się na moment.

 - A-ano... Właściwie to... 

 - No?

 - Siedzisz na kolanach jednego z duchów.

 - Aaaa!!! - Pisnęła Ino zeskakując.

       Hinata uśmiechnęła się lekko, patrząc na twarz przyjaciółki i zwróciła spojrzenie na dawnego rozmówcę, skiwając mu głową z szacunkiem. Uchiha Fugaku pokręcił głową na swoją synową i jej głośną przyjaciółkę.

 - Bardzo przepraszamy, Uchiha-sama. To był kiepski żart. - Zaczęła Hinata, gdy Ino zesztywniała.

 - W porządku, Hinato. Do zobaczenia na kolejnej partyjce shogi za dwa dni. Może w tym czasie znajdę sposób, aby cię pokonać. - Yamanaka nie słyszała słów, jakie wypowiedział mężczyzna, ale poważna mina jej przyjaciółki dała jej znak, że jest to coś poważnego.

 - Więc do następnego razu. - Odparła, kłaniając się.

    Blondynka zastanawiała się, o czym dyskutowali i czy nie przerwała czegoś bardzo ważnego, ale również się skłoniła. Po tym wyruszyły z powrotem, a Ino znowu czuła dziwny opór. Popatrzyła na Hinatę idącą spokojnym spacerem.

 - Hinata... Nie czujesz nic? Jakby coś cię hamowało?

 - Ah... Nie... - Hyuga uklęknęła na tafli i dotknęła jej rozświetloną dłonią. I wtedy Ino zobaczyła to, co ona. Dusze małych zwierzątek, jak zające, lisy czy wiewiórki biegające wokół dziedziczki. - To są duchy tych, co zginęli. Służą bardziej jako... przewodnicy dusz, ale zostają tutaj do czasu reinkarnacji. Chronią nasze domostwa przed złymi duchami.

 - Cieniami?

 - Tak. Musiały uznać, że jesteś zagrożeniem dla partyjki shogi dla mnie i pana Uchihy. - Roześmiała się Hyuga cicho.

 - Jesteś okropna! Myślałam, że rozmawiacie o świecie!

 - Iie. Dzisiaj jest kolejna rocznica śmierci mojej matki, a pan Fugaku wraz z panią Mikoto najczęściej spędzają ją ze mną, abym... wiesz... nie była sama.

 - Ale od nas, żywych, się izolujesz. - Stwierdziła fakt niebieskooka.

 - To prawda. Robię to... Bo czasem jest mi łatwiej porozmawiać o mamie z kimś, kto ją znał. Oczywiście... jest mi wstyd, ale nie chcę was prosić o pomoc. Nie tylko ze względu na kultystów, ale... Boję się, że nazwiecie mnie słabą.

 - Tyś głupia! - Ino podbiegła do przyjaciółki i rzuciła jej się na szyję, ale w tym procesie obydwie straciły kontrole chakry i cóż... Skończyły w wodzie.

    Służba Hyuugów wyciągnęła je z wody i osuszyły się w salonie przed kominkiem. Ino otrzymała kimono na czas, aż jej ubranie się wysuszy, a teraz obydwie siedziały przed płomieniem i oddawały się błogiemu ciepłu, popijając gorące mleko z czekoladą - nowy eksperyment babci Hinaty. Dziewczęta rozmawiały o tym, co dręczy dziedziczkę i jak temu zapobiec, jak sprawić, aby czuła się bardziej komfortowo i jak powiedzieć prawdę całej wiosce na temat Trzech Bóstw, których wpływy zaczynały być coraz bardziej widoczne.



   

18 października 2021

Hej, cześć... Dzień dobry lub dobry wieczór?

Kolejny raz długo mnie nie było, hm? Tak, wiem.
Początkowo było to zwyczajne lenistwo, nawał pracy, ale po pewnej nagłej stracie... cóż powiedzmy, że straciłam chęci do pisania całkowicie. Teraz jest o wiele lepiej i chyba wrócę do pisania, ale nie jestem w stanie powiedzieć kiedy posty będą się pojawiać ^^"

Mam nadzieję, że jeszcze mi się uda coś wykrzesać stąd haha!

Rozdział 37: Gdyby wygrana była gorzka

  Cóż można rzec o walce, która się rozgrywała? Krew, krzyk, ból, rany, strach o życie, wzajemna ochrona. To wystarczy? Czy przeżyją? 
 - Sasuke! Góra! Itachi, z lewej! - Hinata uniknęła ostrza kultysty w samą porę wydając ostrzeżenia od duchów dla swoich kompanów.
  Mają w końcu kogoś kto nie boi się korzystać z danych jej umiejętności. Uchihowie słuchali jej, bronili się i atakowali. Obserwując ich, czuła się lepiej, wiedząc, że ma po swojej stronie mistrzów walki. Dzięki duchom mogła ich ostrzegać, więc ich trio szybko poradziło sobie z napastnikami. 
   Wiedziała jednak, że to nie potrwa długo. Musi pozostać czujna.
 - Uważaj, hime. - Ostrzeżenie przyszło za późno, gdy została pchnięta na drzewo. Nie mogła nawet spojrzeć w stronę ducha.
 - Hinata! - Krzyknęli jednocześnie bracia.
   Ostrze leciało wprost na nią, odchyliła głowę w bok, unikając. Opadła na kolana, czując pod palcami świeżą trawę, wyszeptała kilka znanych jej słów, pobierając z niej wspaniałą energię, regenerując najmniejszą z odniesionych ran. Stanęła na równe nogi, białe symbole na dłoniach zapłonęły, uaktywniła swój limit krwi. Stanęła w pozycji gotowej do ataku. Koniec gry, maska spada i nie ważne po której stronie staniesz, módl się o swoje życie.
  Młodszy z braci uśmiechnął się lekko, widząc zacięcie na jej twarzy. Oto ona - anioł, który go ocalił przed wilkami. Starszy zamknął oczy to jest jego szwagierka, przyszła matriarcha klanu Uchiha i przyszła matka jego bratanków.
 - Głupi bracie, masz dobry gust.
 - Nie zbliżaj się do niej. - Warknął obronnie.
 - Oh braciszku...
 - Oh tak! Rozmawiajcie sobie, a ja się zajmę walką! Faceci, liczyć na was! - Warknęła na nich ciemnowłosa, broniąc się przed kultystami.
 - Chyba pani nas wzywa, głupi braciszku.
 - Phi. 
  Mimo niesnasków ruszyli na pomoc kunoichi. W oczach obojgu trwał sharingan. Czas walczyć i się nie cofać, dać z siebie wszystko i liczyć, że przeciwnik okaże więcej słabości niż siły. 
  Walka trwała długo, bardzo długo. Dobiegła końca nawet nie byli pewni kiedy. Została ich czwórka na spopielonym polu bitwy. Hinata ledwie trzymająca się na nogach, Sasuke podtrzymujący ją, Itachi stojący niewzruszenie mimo oczywistego zmęczenia.
 Młodszy Uchiha opuścił jej bok, na początku upewnił się, czy dziewczyna może stać sama i stanął przed swoim starszym bratem. Dopiero teraz Hyuga zdała sobie sprawę z panującej atmosfery, powoli emocje związane z walką się wyciszały i adrenalina opadła, a odniesione rany zaczęły dawać o sobie znać. Popatrzyła na dwójkę braci, trzymając swój lewy bok. 
 - Nie mam na ciebie teraz czasu. - Syknął młodszy z braci i podszedł do Hyugi, uklęknął przed nią i sprawdzał odniesione przez nią rany. 
 - Dorosłeś, głuptasku. - Itachi przechylił głowę w bok.
 - A ty zgłupiałeś. Odejdź stąd albo cię zabije.
 - S-sasuke... - Zająkała się Hinata.
 - Ty też nic nie mów. Wiesz, ile kłopotów narobiłaś? 
 - Wiem... Ale to twój brat mi pomógł.
  Młodszy odwrócił wzrok w stronę brata. Itachi uśmiechnął się połowicznie i wzruszył ramionami.
 - Ostrzegł mnie i można powiedzieć, że przerzucił się na moją stronę przed tymi osobnikami. - Ucięła na chwilę, łapiąc oddech. - Wy... Wy naprawdę dobrze współpracujecie, Sasuke. Wasza walka była niesamowita i... 
 - I co z tego? - Warknął chłodno Uchiha.
  Hinata opuściła głowę w dół, przycisnęła dłoń do piersi, próbując się uspokoić.
 - I wasza matka nie chciałaby, abyście się kłócili. - Zawiał mocniejszy wiatr, jakby wyciszając wszystko.


  Patrzyła na Sasuke chwilę, ale zaraz odwróciła wzrok, zdając sobie sprawę, że nie powinna o tym mówić. 
  Bracia w milczeniu patrzyli na nią, a po chwili Itachi wykonał pierwszy krok. Stanął przed bratem.
 - Zabiłem ich, bo zagrażali naszej wiosce i tobie. Nie chciałem patrzeć na twoją śmierć bracie, więc wybrałem ich. 
 - Nie jesteś jakimś, kurwa, Bogiem. Itachi! Zabiłeś matkę... ojca. Wszystkich... i... I mówisz, że nie miałeś wyjścia?
 - Tak. Nie proszę cię o wybaczenie, ani o nic szczególnego. Twoja narzeczona jednak może mieć później problemy i potrzebujecie silnych sojuszników. To nie będzie jeden atak.
 - Ale ich pokonaliśmy. - Zaprzeczyła Hinata.
 - Myślisz, że to byli jedyni? Wplątałaś się w walkę potężnych istot, Hinato.
 - Nie mów do niej. - Syknął Sasuke, łapiąc ramię Itachi'ego. - Nie masz prawa, aby m-...
 - Wciąż głupi. - Odetchnął ciężko, przerywając mu. - Sasuke. Jesteś już dość silny, ale nie pokonasz wszystkich. Nie sam. Hinata jest potężną kroczącą, ale jak widzisz zależy im na jakiejś bramie. Przekazali mi informacje, ale to nie znaczy, że wiem o wszystkim. Bracie... Nie stoczysz wojny ze światem dla Hinaty, nie sam.
 - Więc mam zapomnieć? Bo nie miałeś wyjścia, tak? Kto ci to rozkazał. - Zażądał odpowiedzi wstając.
  Uchiha zamilknął, a Hinata znała już odpowiedź. Dziewczyna opuściła głowę i wstała, a gdy miała odejść Sasuke chwycił ją za rękę
 - Gdybym nie wybił naszego klanu... Jak myślisz, do czego by doszło? Uchiha mieli siłę, ale i poparcie. Chcieli zniszczenia. Konoha nie mogła na to pozwolić.
 - Więc... Zginęli przez Konohę. - Zacisnął mocno szczęki. - Wszyscy...
  Hyuga patrzyła na czarnowłosego i delikatnie ścisnęła jego rękę. Wydawał się być w swoim świecie, mrocznym i zimnym, ale gdy ciepła dłoń jego narzeczonej spoczywała w jego odetchnął.
 - Ci ludzie są niebezpieczni, ale wierzę, że sobie poradzicie. Z oczywistych powodów nie wrócę do wioski. Co do Akatsuki, cóż... Nie mogę wrócić z niczym. 
 - Możesz się udać do Nekogakure. Przekaże wszystko Azurze, Chie i Kiyoshiemu. Będę pracowała nad...
 - Ty to powinnaś akurat odpocząć, księżniczko. - Odparł starszy z braci z miękkim wyrazem twarzy. - Ale chętnie skorzystam z propozycji.
 - To... Muszę ci jakoś przekazać wiadomość.
 - Z tym sobie poradzimy. Jeszcze jakiś czas będę się przy tobie... - Urwał, patrząc na młodszego brata, po czym się szelmowsko uśmiechnął. - Kręcił.
  Hinata mogła przysiąc, że się czerwieni, a Sasuke przemyślał jeszcze raz zabicie swojego brata gołymi rękoma.
  Zbeształa się w myślach niemal od razu. Nie może sobie pozwolić na chwilę słabości, mimo, że czuła już brak sił. 
  Popatrzyła na kultystę, a dwaj bracia od razu poszli za jej przykładem. Był związany, ranny, ale żywy. Mężczyzna, jak spekulowała po budowie ciała. Podeszła do niego bliżej. kultysta, który miał nieszczęście przeżyć.
 - Co z nim chcecie zrobić? - Zapytała Hinata.
 - Wydobyć informację i zabić. - Stwierdził Sasuke bez emocji.
 - Co? Ale...
 - Jesteś normalna? Chciał cię zabić. - Westchnął, widząc jej spojrzenie.
 - T-tak, ale to nadal człowiek. Kiyoshi mówił, że każde życie jest cenne.
 - Kiyoshi by teraz go zajeb-... 
 - Nie przeklinaj!
 - Szkoda, że tak się nie martwiłaś o życie tamtych jak o niego. 
 - Oni mnie atakowali.
 - ON TEŻ.
  Itachi roześmiał się, widząc ich 'kłótnie kochanków', choć powoli docierał do niego absurd sytuacji. Byli ranni, zmęczeni, a potrafili się kłócić.
 - Więc co? Weźmiesz go do domu i twój tata go zaakceptuje myślisz?
 - No ciebie zaakceptował.
 - Bo twoja babcia nie dała mu wyboru.
 Popatrzył na kultystę. Wydawał się stosunkowo młody, miał bandaże wokół nadgarstków i kostek, pomarańczowe szaty oraz żywe złote oczy z długimi czarnymi rzęsami, włosy miał zebrane w warkocz koloru ciemnego brązowego. Kultysta milczał, orientując się w sytuacji.
 Hyuga podeszła do niego i popatrzyła głęboko w oczy. Srebro patrzyło w złoto, obserwowało z powagą, aby po chwili uśmiech zagościł na wargach.
 - Hej. Jestem Hinata Hyu-...
 - Wiem kim jesteś. Widząca wśród cieni. Dziedziczka Byakugan. Krocząca światłem. Córka księżyca. Duchowa Wieszczka. Pięść Kiyoshiego. Narzeczona zdrajcy. - Mówił płaskim, pozbawionym emocji tonem. Wszelkie tytuły jakie wypowiedział kształtowały istotę Hyugii, ale sama nie czuła się na siłach, aby ich się zrzec.
  Posmutniała, myśląc o wszelkich zaszczytach, z których powinna być dumna, ale były dla niej niczym kajdany, łańcuch. Wzięła oddech.
 - Znasz mnie, ale ja ciebie nie. Zdradź mi swoje imię.
 - Ich nie pytałaś. Zabiłaś ich, jak tamci zdrajcy wioski. 
 - Nie pytam o imię, dlatego że chce wiedzieć kogo według ciebie chcę zabić. Pytam o imię, bo chce je poznać.
 - To nie ma sensu. - Pokręcił głową. Powoli docierał do brak sensu. - Dlaczego?
 - Pytasz dlaczego coś nie ma sensu? Hm. Po prostu takie jest życie. Ciężko poznać jego sens. A chce znać twoje imię, aby cię wyleczyć. Lubię mówić do ludzi po imieniu.
 Mężczyzna zamknął oczy, przypominając sobie lata bólu, okrutne treningi i biel przed treningiem. Była tak biała jak jej oczy, patrzył w nie, czując ból.
 Ciemnowłosa delikatnie dotknęła policzka kultysty, który się wzdrygnął. Młodszy Uchiha zrobił krok, ale został zatrzymany przez starszego brata.
 Nie wiedzieli, co czyni dziewczyna o miękkim sercu, ale wiedzieli, że nie ma zamiaru krzywdzić jednego z jej oprawców.
 - Seno. - Wyszeptał jedynie.
 - Miło mi cię poznać, Seno. Powiedz mi... Dlaczego nas atakujecie?
 - Rodzina Trzech Bóstw nigdy nie powinna się odrodzić... Działacie wbrew naturze! Żadno z Bóstw nie powinno...!
 -Więc zabijacie i polujecie na moją rodzinę, bo nas nienawidzicie ze względu na narodziny? To dość głupi powód. Rozumiem wasz strach, ale on nie powinien wpływać na waszą ocenę. Możesz sobie nie zdawać sobie sprawy, ale aktualnie nie zdajecie sobie sprawy z obecności Cieni.
 - Cienie są nieodłącznym stworzeniem! To przez Trzy Bóstwa stały się złe!
 - Nie. Zawsze były złe. - Klęknęła przed mnichem, mierząc jego rany wzrokiem. - Cienie to kreatury, pożerające niewinne dusze. Chcecie je uwolnić, dlaczego?
 - To oczyści nasz świat z kłamstwa, wojen i grzechu! - Warknął, patrząc na nią ze złością. Hinata zwróciła uwagę, że jest naprawdę chudy, niemal wątły. Nie był też specjalnie wyższy od niej, być może niższy nawet od jej niskiej przyjaciółki? - Te istoty przyniosą nam oczyszczenie! Oczyszczenie potrzebne ludzkości!
 - Jeśli je uwolnimy... Wszyscy zginą. Pragniesz śmierci? Zabij się, ale nie możesz decydować za wszystkich. Zabieram cię do wioski Nekogakure.
 - Żartujesz sobie. - Syknął Sasuke, podchodząc do dziewczyny.
 - Ani przez moment. Sprawa ta jest ważniejsza od spraw z Konoha. Chie i Azura... Muszą o tym wiedzieć. - Patrzyła w czarne oczy młodszego z braci. - Wrócę. Obiecuje, Sasuke-san.
  Zmarszczył brwi. Czuł złość, może nawet większą z powodu ciągle uciekającej Hinaty? Czarnowłosy był nie raz jak krnąbrne dziecko, ale w jednym miał rację. Dziedziczka wzięła na siebie zbyt dużo.
 - Dodatkowo... Powinnam zaprowadzić twojego brata do Nekogakure.
 - Idę z tobą. - Warknął niemal młodszy z braci.
  Hinata przechyliła głowę w bok i jedyne co powiedziała to krótkie, ale mające ogromne znaczenie.
 - Nie. - Chwyciła mnicha w pasie, postawiła, stając z nim i kierując się znanymi jej ścieżkami. Nie odwróciła się nawet na moment.
  Sasuke patrzył za narzeczoną zamrożony w szoku. Jego brat minął go, a młodszy chwycił go za ramię.
 - Co jej zrobiłeś? - Wyszeptał na granicy wybuchu.
 - Oh. - Uśmiech wygiął usta starszego. - Dałem jej to, czego potrzebowała, braciszku. To, czego ty nie potrafisz jej dać. - I po tych słowach odszedł za dziedziczką.
  Młodszy z braci patrzył na plecy oddalającego się brata chwilę, wzrokiem wrócił do Hinaty, która była już ledwie zarysem. Zamknął oczy. Czuł, że ją zawiódł, ale... Czym?
  Nie zamierzał stać, jak kołek, ale czy powinien ruszyć za nią, gdy ona tego nie chce? Czy powinien to robić? Czy na siłę ma sprowadzić ją do wioski? Z drugiej strony mieli układ, ale nie chciał robić jej tego.

~~

  Dla Hyuugi oczywistym zagrożeniem byli mnisi. Musi wykonać gorszą część roboty, a nie chce wciągać w to nikogo z jej wioski, nie jej przyjaciół, nie rodziny.
 - Długo nie możesz walczyć sama. - Odezwał się grobowy ton po jej prawej.
 - Tej walki nikt za mnie nie stoczy. - Odetchnęła, poprawiając mężczyznę na ramieniu, już jej trochę ciążył.
 - Twoje umiejętności są niesamowite, ale... Dlaczego odrzucasz mojego braciszka? Nie podoba ci się?
  Młoda dziewczyna nie sądziła, że zapyta akurat o to.
 - Wygląd nie ma znaczenia, Itachi-san.
 - Tak mówią brzydcy ludzie, a ty do nich nie należysz. 
  Hyuga stanęła, obróciła głowę w jego stronę.
 - Wygląd jest kwestią perspektywy. Naprawdę chcesz o tym dyskutować? - Zmarszczyła zdenerwowana brwi.
 - Oh. A dlaczego mam nie rozmawiać z przyszłą matriarchą. Poza tym jestem ciekawy waszego spotkania. Nasze rodziny były blisko, ale pierwotnie ja miałem być twym mężem, o ile dobrze pamiętam.
  Ciemnowłosa roześmiała się krótko.
 - Brzmisz, jakbyś był zazdrosny.
 - Być może jestem, księżniczko?
 - Nie, nie jesteś. Zwyczajnie robisz sobie ze mnie żarty, jednocześnie próbując ukryć oczywiste zmartwienie o swojego brata.
 - A ty unikasz tematu.
 - Nie, to nie do końca tak. Jestem zmęczona, możemy porozmawiać w Nekogakure, gdy rada zajmie się mnichem.
 - Myślisz, że mój brat dzielnie wróci do Konohy na własną rękę? Zapewne zaraz nas dogoni.
 - Wiem, że tak, ale... Liczę, że nie. - Jej oczy posmutniały, pokręciła głową. - Mógłbyś być dżentelmenem i wziąć Seno przez chwilę chociaż!
 - To ty się uparłaś, aby iść przodem. Poza tym jeszcze chwilę temu byłaś chętna na dyskusje i targanie go przez pół świata. Gdzie leży w ogóle ta wioska?
 - Zbyt daleko, aby dotrzeć tam pieszo.
 - I chcesz iść pieszo? - Uniósł brew, patrząc na jej stan.
 - Nie. Za chwilę przybędzie nasza... podwózka. - Uśmiechnęła się wesoło.
  Seno przez ich drogę był przytomny, ale udawał, że jest inaczej. Był ciekawy kim jest ta... podwózka.
 - Moja droga uczennico... Nie śpieszyłaś się.
 - Eh. Wiem, Kiyoshi-sensei, ale ty także się spóźniłeś. Zabierz naszą trójkę do Nekogakure... - Wyszeptała.
  Starszy z Uchihów patrzył na niemal mglistą postać białowłosego zapomnianego Bóstwa. Niestety, nie przyjrzał się zbyt długo, gdyż fala światła zalała polankę i... zniknęli.
  Młodszy patrzył na wybuch światła... i zniknięcie. Zacisnął dłonie w pięści. Dla niego wygrana była gorzka.



01 kwietnia 2020

Bądźcie zdrowi!

Ostatnio dużo się słyszy o koronawirusie, nie?

Miałam zabrać się za rozdział 37 już na końcówce marca, ale ostatnio przez ten wirus wieeele się brzydko mówiąc zjebało.

Straciłam pracę, okazało się, że nie jestem ubezpieczona - duuuużo spraw do rozwiązania, a czas krótki. Teraz jest wszystko w porządku, mam nadzieję, że trzymacie się ciepło i dbacie o swoje bezpieczeństwo!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Myjcie ręce, noście maseczki i rękawiczki! Chrońcie się i stosujcie do zaleceń, nie ignorujmy zagrożenia, które dotyczy nas wszystkich :)

Nie przeczę, zaniedbuje bloga. Rozdziały pojawiają się wybiórczo, albo w ogóle. Gomennasai~!

Za tydzień mam dla was małą niespodziankę! ;)



Dbajcie o swoich bliskich!


Wszyscy musimy się wspierać!

Libro dedicado a el clan Uchiha y sus ships. Todas las imágenes a sus… #fanfic # Fanfic # amreading # books # wattpad

Do zobaczenia~!

18 lutego 2020

Rozdział 36: Ujawniony sekret


~~

  Dotarcie na miejsce nie było dla niebieskowłosej żadnym wyczynem. Szybko zorientowała się, że Hinata nie chciała zostać znaleziona i poszła ze swoim porywaczem. Oczywiście kobieta nie wierzyła, że Hyuga mogła mieć syndrom sztokholmski, odczuwając sympatię do przestępcy, ale nie wiedziała, że się pomyliła pod tym względem...
 - Więc co dalej? Zostawiła opaskę. Przekreśloną. Wiesz, co to znaczy. - Ichigen starał się odwieść swoją starszą siostrę od pomysłu ścigania widzącej Kiyoshi.
 - Ignis. - Syknęła, a trzymaną przez nią opaskę objął płomień.
  Metal rozgrzał się do czerwoności i stopił na jej rękach, strzepała go, jak wodę po myciu rąk i wbiła rękę w piach. Fioletowowłosy skrzywił się na to i pokręcił głową. Wybraniec Azury wiedział, że teraz Aiwa nie odpuści.
 - Oddam grosik za twe myśli, droga siostro. - Położył dłoń na jej ramię, zwracając jej uwagę.
 - Oddaj i milion, ale ci ich nie zdradzę. Muszę ją znaleźć.
 - Chcesz ją zabić. - Przemówił stalowym tonem głosu, lustrując ją lodowatym spojrzeniem.
 - Krew mi to nakazuje. Wypiłam jej włókienko... Była pyszna, mały braciszku... Chcę jej śmierci, ale nie pozwolę sobie na zrobienie tego. Szał mi mija. Zaraz wszystko minie i stracimy jej jedyny trop.
  Ale Ichigen wiedział, że szał wcale nie mija. Nie jej szał. Nawet gdy żądza krwi minie to i tak Aiwa ją odnajdzie... a wtedy być może szał wróci.
  " Pośpiesz się, Uchiha, bo stracisz swoją cenną narzeczoną." - Poprosił w myślach, obserwując, jak Aiwa mamrocze do siebie, wydawało się, że rozmawiała z kimś kto stoi obok niej. " A to... muszę zgłosić mistrzom. "

~~

  Czarnowłosy z drużyny ósmej obserwował uważnie każdy ruch Uchihy. W myślach wertował wspomnienia, co też mściciel może mieć do jego cichej koleżanki z zespołu? Poza jedną sytuacją z przeszłości, której był świadkiem, gdy bliźniaczki Hyuga znęcały się nad Hinatą, nie mógł sobie przypomnieć nic, co by wskazywało na ten dziwny związek.
 - Shino... Myślisz, że to dlatego, że ona go sprowadziła? - Usłyszał zadziwiająco cichy głos Inuzuki ze swojej lewej, gdy skakali po gałęziach wysokich drzew.
 Aburame zamrugał. Coś się musiało wydarzyć między nimi... coś więcej. - Przeszło mu przez myśl. Wspomniał jego słowa "Ważniejsza od Itachiego", mordercy Uchihów, hańby a niegdyś chluby Konoha Gakure.
  Shinobi z klanu Aburame zatrzymał się, gdy osoba przed nim nagle zeskoczyła w dół.
 - Co jest? Czemu zbaczamy z drogi? - Kiba zeskoczył obok niego.
 - Przed nami jest dwoje ludzi.
 - Myślisz, że to ci, którzy porwali Hinatę? - Shino pojawił się obok nich.
 - Nie jestem pewny, ale tak spekuluje. Będą chcieli nas powstrzymać.
 - To bardziej niż pewne. Idź po Hine. - Inuzuka zacisnął dłonie w pięści na słowa przyjaciela.
 - Ty żartujesz?! To zdrajca liścia! Pewnie teraz ucieknie, a Hinata...
 - Gdyby miał uciec zrobiłby to już dawno. - Przemówił po raz kolejny ninja w ciemnych okularach, poprawiając je.
  Kiba zacisnął mocniej pięści, popatrzył ostrzegawczo na Uchihę.
 - Nie waż się jej zostawiać, bo wytropię cię i wypruje flaki. - I dwójka ruszyła.
 - Nie mam zamiaru porzucać mojej narzeczonej. - Wypowiedział te słowa i wiedział, że genialny słuch Kiby wychwyci te słowa puszczone w świat.
  Inuzuka obrócił ku niemu zszokowane spojrzenie, ale postanowił skupić się na drodze ku dwójce niebezpiecznych typów.
  Shino nie dał poznać po sobie szoku, ale w głębi czuł go doskonale. Tak, jak jego przyjaciel wiedział, że nie mogą teraz się rozpraszać i skupić na eliminacji potencjalnego zagrożenia.

  Sasuke wyciągnął z paska liścik z ostrzeżeniem od Isamu, który przechwycił jeszcze przed spotkaniem z Shino i Kibą. Dochodził już późny wieczór, więc wiedział, że każda chwila jest cenna. Znając zagrożenie ze strony Aiwy, jej niestabilności i lekkiej niepoczytalności musiał być przed nimi. Nie potrafił wyjaśnić jak ale miał przeczucie, które mówiło mu, że dobrze się kieruje. To tak, jakby niewidzialna dla, nawet jego sharingan, oka pokazywała mu drogę.
  Potrafił to wyjaśnić tym, że są zaręczeni, byli w swoich ciałach, więc podejrzewał, że coś przeszło z ciała Hinaty na niego. Nie potrafił określić jednak czym było owe "coś", a na razie jedyna osoba, która była by skora coś mu wyjaśnić jest nie wiadomo gdzie.
  Biegnąc zauważył ruch w krzakach, chwycił kusanagi pewniej i przygotował się na atak, odbijając ostrze rzucone w jego stronę. Stanął w lekkim rozkroku, ostrożnie mierząc swoje kroki, obserwując uważnie miejsce i wytężając słuch. Czyżby się jednak pomylił i osobnicy, do których pobiegli Shino z Kibą nie byli tam? Może to Aiwa i Ichigen, a nie jak podejrzewał porywacze?
  Z krzaków wyszła postać ubrana w długą szatę, zadziwiająco różną od kimon, jakie widział u mnichów. Nosił kaptur, na szyi miał medalion z dziwnym okiem, od którego rozchodziły się jakby promienie. Szata była koloru ciemnej szarości i zakrywała jego ciało. Spostrzegawcze oczy Sasuke dostrzegły jednak okrwawiony bandaż wokół ust i nosa. Niewątpliwie był to mężczyzna, a tym, co go odróżniało od mnichów było to, że u paska nosił dziwny, postrzępiony sztylet.
 - Narzeczony kroczącej, widzącej z klanu Kiyoshi... Witaj. - Ukłonił się w pas, a miał ton równie obślizgły i ociekający sztucznością, co znany mu niegdysiejszy mistrz sannin.
 - Czego chcesz? Nie mam dla ciebie czasu. - Nie dekoncentrował się, domyślał, że będzie ich więcej i tylko czekają, aż straci czujność.
 - Ależ masz, masz i to aż nadto. A jak go nie masz, sprawimy, że będziesz miał.
  Co to miało niby znaczyć? - Zacisnął dłoń na rękojeści swojej katany.
 - Krocząca jest nam potrzebna... To ona zamknęła wrota... A my pragniemy ich otwarcia. Ludzkość musi pokłonić się mrocznym cieniom, bo jedynie wtedy i tylko wtedy osiągnie zbawienie! - Mężczyzna zbliżał się do niego, a wtedy Sasuke dostrzegł innych.
  Było ich dwudziestu, a wciąż wychodzili z cieni drzew i krzewów. Nie znał ich umiejętności i nie miał zamiaru nie-doceniać przeciwnika. Jeśli on nie uratuje Hinaty to ta zginie albo z ich rąk, albo z rąk Aiwy. Miał coraz mniej i mniej czasu.
 - Jesteście poprani. - Stwierdził, trzymając w jednej ręce katanę, a drugą wyciągając zwój.
  Nie straci jej tak, jak stracił ją z oczu za pierwszym razem. Tym razem to on ją ocali, nie na odwrót.

~~


  Granatowowłosa przemierzała las w towarzystwie swojego przyszłego szwagra, który natomiast milczał. Ta cisza nie była taka, jaką miała nie raz z Sasuke, ta ją denerwowała, irytowała i stresowała. Winiła za to jeszcze narkotyk, który jej podał, ale teraz nie mogła wyrazić swojego niezadowolenia. Musi dać z siebie wszystko w tej walce, która na nią czeka, a do tego musi się przygotować. Wiedziała, że jej sojusznik jest potężnym ninja, ale nawet on poddał się osobnikom, którzy zabili jego kompana i poszedł z nimi na współpracę.
 - Co wiesz o naszych wrogach? - Zadała to pytanie, idąc obok niego.
  Nie czuła się zbyt komfortowo w stroju, który podarował jej starszy z braci Uchiha. Lubiła swoją bluzę i spodnie, ale teraz wiedziała, że nie ma co dyskutować o guście Itachiego. Obcisły czarny kombinezon bardzo podobny do tego, który nosił Rock Lee, z grubym pasem, gdzie miała doczepioną kaburę oraz sztylet, długie buty tego samego koloru co kombinezon oraz ten sam kapelusz, który nosił on. Cieszyła się z zakrywającego jej drobną postać płaszcza, ale zbyt dobrze wiedziała czyje są na nim czerwone chmurki - Akatsuki. Mimo to nie czuła się jak zdrajca Konohy, mimo utraconej opaski, która pokazywała jej przynależność. Przez moment czuła się wolna od tych zobowiązań, wobec klanu, wobec Hokage, wobec duchów i podobało jej się to uczucie.
 - Są zorganizowani bardziej niż najlepsze grupy przestępcze naszych czasów. Są tajemniczy, działają z ukrycia. Obserwowali cię, wiedzą o Tobie więcej niż byś chciała, aby wiedział ktokolwiek.
 - S-skąd wiesz, że mnie obserwowali? Jak długo?
 - Nie potrafię stwierdzić. Posiadali wiedzę o twoim drzewie genealogicznym, o matce, o powiązaniach... Dali mi tę wiedzę, abym mógł się łatwo porwać. Swoją drogą też lubię słodycze, dango brzmi obiecująco, choć nie pogardzę dobrymi bułeczkami cynamonowymi. - Mówił bardzo poważnym tonem głosu, ale uśmiechnął się łagodnie do dziewczyny, która zarumieniła się.
 - N-naprawdę są aż tak dokładni? Czym sobie zasłużyłam na ten podchodzący pod stalkizm zaszczyt? Aż się zarumienię. - Nie mogła pohamować sarkazmu w głosie, zdenerwowana tym obrotem spraw.

 Uchiha Itachi

  Starszy Uchiha pokręcił głową.
 - Może to twoja uroda i umiejętności podbiły ich serca i zainteresowanie?
  Roześmiała się cicho, kręcąc głową, podłapując od razu humor.

Smile when you need to.. #Hyuga Hinata

 - Mogli wysłać kwiaty i zaproszenie na herbatę. Nie odmówiłabym.
 - Ah, a wiesz, że różnymi mężczyznami może kierować strach przed odrzuceniem? - Roześmiali się obydwoje.
  Czarnowłosi mimo wszystko byli podobni. Wiedzieli obydwoje, jaki ciężar tkwi na ramionach spadkobierców potężnych rodów, wymagania jakie im stawiają. Różnicą między nimi była oczywista siła i pewność siebie. Gdzie Itachiemu wszystko przychodziło łatwiej i był genialnym spadkobiercą, godnym pozazdroszczenia przez nie jedną głowę klanu, ona była czarną owcą. Można było powiedzieć, że w tym się uzupełniali.
 - Więc... Kim są Kiyoshi? - Zapytał, gdy się uspokoili. - Czytałem kiedyś o nich... ale żadnego nie poznałem.
 - Kiyoshi jest Bóstwem Śmierci, zapomnianym dość i znienawidzonym. W przeszłości klan Kiyoshich był... znany z praktyk na tle spirytystycznym. Rozmowy z duchami, przeprowadzanie ich na drugą stronę. Ogólnie... Zachowywanie równowagi w świecie żywych i umarłych, ale nacje obawiali się ich mocy. - Zdradziła. - Więc ich wyrżnięto, jak psy. - Serce zabiło jej mocniej, czuła palącą złość. - Nic nie znaczących, bo uważano, że to co robią to kanibalizm, świętokradztwo oraz niemoralne praktyki. Ale przeżyli. Kiyoshi musiał zostać długi czas w świecie duchów, gdzie sprawował władzę, gdy jego rodzeństwo, Chie i Azura rośli w siłę i leczyli dawne rany. Z racji braku wiary w nich musieli przybrać inne postaci, nie ludzkie. Ale nie mogę powiedzieć jakie.
 - Są kotami.
 - Hę?! Skąd wiesz?! - Zamrugała zaskoczona.
 - Obserwowałem cię dłużej niż na polu treningowym. Widziałem, jak rozmawiasz z kotem, co znaczy, że albo jesteś szaloną dziedziczką z urojeniami albo masz wyjątkowe zdolności komunikacji ze zwierzętami... - Tu mogła przysiąc, że widziała błysk rozbawienia w jego oczach. - ... Lub wyjątkowe powiązania.
 - Dobrze... Jesteś inteligentny... Powinieneś być detektywem albo pracować dla milicji.
 - Tego chciałem właściwie. - Uśmiechnął się połowicznie.
 - Oczyszczę cię z zarzutów, gdy wrócimy do wioski. - Przysięgła.
 - Musiałabyś mieć radę po swojej stronie. ANBU i...
 - Mam babcię, która ma w garści radę Konohy. - Jego oczy się rozszerzyły. - Podczas gdy klan Uchiha osłabł to klan Hyuga rósł w siłę. Rozwinęliśmy handel zagraniczny, alkohole czy pola klanowe rozrosły się. Konoha polega mocno na Hyugach pod względem militarnym, jak i ekonomicznym.
 - Nie jest to zbyt dobre posunięcie.
 - I rada to wie. - Uśmiechnęła się słabo. - Ale już jest za późno. Moja babcia, Hirako, była i jest niezłą intrygantką. To ona wyciągnęła pakt mówiący o naszym, moim i Sasuke, małżeństwie.
 - Dlaczego wyciągnęła stary zwój?
 - Bo liczy na korzyści, to oczywiste. Dla mojej rodziny nie jestem niczym więcej niż towarem. Dla Hokage jestem czymś, co pomaga ustalić zbrodnie. - Przegryzła wargę. - Nie... Nie powinnam tak mówić. Wioska i rodzina mnie potrzebują.
 - Co nie znaczy, że nie możesz tego odczuwać w taki sposób. Nie duś w sobie emocji i pozwól sobie odpocząć. Nosisz... Ciężar. Choć fakt faktem, że Konoha zbyt polega na Hyugach, bez urazy, hime.
 - Nie uraża mnie fakt czy prawda.
  Zadziwiające, że możesz prowadzić dyskusję o polityce, ekonomii, więziach rodzinnych z mężczyzną, który porwał cię z rodzinnej wioski, prawda? Hinatę nie zaskakiwał już absurd całej sytuacji, a im dłużej rozmawiali, kierując się w stronę niewiadomej tym bardziej ufała mu i wierzyła już nie tylko słowom matriarchy Uchiha, a samemu Itachiemu.

~~

  Hotaru przytrzymywała podbródek kapitana ANBU i wysłuchiwała jego ostatnich słów zanim wypielęgnowaną dłonią wydłubała mu oko. Widziała jego twarz, co w oczach oddziału równało się z jego śmiercią, więc postanowiła mu zadać ją w najbardziej bolesny sposób.
 - Okrutnie, córko. - Odezwała się Hirako, masując obolałe ręce, gdy siedziała na upadłym drzewie.
 - Nie miałam wyjścia, matko. Nie dał mi go absolutnie. Myślicie, że to znowu Mgła?
 - To by oznaczało wojnę. - Odezwał się milczący Hiashi.
  Pewnie rozmyślacie nad konsekwencjami dla Hyugów, prawda? Morderstwo jest ciężkim wyrokiem, ale nie żył nikt - poza nimi - kto mógłby opowiedzieć historię. Oficjalnie nie ma ich tutaj, a Rada nie będzie pytała o działania Hyugów, więc... Ludobójstwo ujdzie im płazem. Wychodząc na wojnę z Hyugami musisz liczyć się z konsekwencjami, a w wiosce panuje pewne powiedzenie na temat tej szlachetnej rodziny - "Mierz swoje słowa, bo Hyuga ma nie tylko spostrzegawcze oczy."
 - Odnajdą ją. - Zapewniła swoje dzieci Hirako.
 - Nie wątpię w to ani przez moment, jednakże... Chciałabym wiedzieć dlaczego zostałam pominięta w zaproszeniach.
 - Co masz na myśli?
 - Nie bądź głupcem, Hiashi. - Syknęła Hotaru. - Sprzedaliście Hinatę samemu diabłowi i myślicie, że nie dojdzie to do moich uszu?
  Jedynym problemem jaki Hyuga mięli... to ten między sobą. Dla wioski byli przykładnym źródłem dochodu stałego, ale więzy mogą być krótkie lub długie, trwałe urazy lub zaleczone rany... Główna rodzina i ta boczna... Dwie gałęzie wzajemne od siebie, a jednocześnie tak dalekie. Hotaru nie przyjęła pieczęci z racji bycia gejszą, ale była samoukiem. Miała kwalifikacje kunoichi i dlatego była również cenioną gejszą, bo potrafiła zapewnić komfort, ale delikatną pięścią zabić.
 - Naprawdę chcesz się kłócić o to teraz? - Syknął ojciec porwanej dziewczyny.
 - Oh, a kiedy indziej? Nad grobem dziewczyny, bo sam diabeł zwiał? Nie wierzę w jego przemianę, nie wierzę w to, że nagle zaczęło mu zależeć na kimś innym niż Itachim, którego pragnie zabić.
 - Hotaru. - Pomasował skronie.
  Głowa klanu naprawdę miała dość zachowania siostry i żałował, że nie leży wśród ANBU, choć z jej temperamentem niebawem do tego dojdzie.

~~

  Walka była wyczerpująca, ale Shino i Kiba zdołali związać Aiwę, która nie była do końca szczęśliwa z tego powodu. Nie rozumiał, dlaczego młoda kobieta ich zaatakowała, ale widocznie musiała ich uznać za zagrożenie.
  Isamu podał dobranej siostrze leki nasenne, dzięki którym odpłynęła.
 - Co się wydarzyło? Nie mieliście szukać Hinaty? Skąd ten atak!?! - Wypytywał Kiba.
 - Oh, zamknij się, psie i siad. - Warknął na niego młodszy chłopak.
  Inuzuka już zacisnął pięść, ale Shino go powstrzymał.
 - Co jej się stało? - Shino, obwiązywał sobie udo bandażem, który stale przeciekał od jego krwi.
 - Aiwa... jest niestabilna psychicznie.
 - To widziałem! Prawie odcięła mi głowę! - Syknął Kiba.
 - Nie rozumiesz. Jest taka przez krew. To częsty przypadek w klanie Chie-sama. Moc krwi jest ciężką do opanowania i niezwykle... łatwo stracić kontrolę. Szczególnie, gdy nie ma się partnera.
 - Co? - Tym razem odezwał się Shino.
 - Partnerzy w Trzech Klanach są ważni. Są drugą połową, a w klanie Chie nie ma nikogo kto spełniałby Aiwę... Stąd pogłębiające się szaleństwo.
 - Czyli musi sobie chłopa znaleźć? - Isamu skrzywił się na ten dobór słów psiego ninja.
 - Prosto mówiąc tak. Uściślając muszą być dobrani pod względem krwi, harmonii serc oraz dusz.
 - Możesz być bardziej precyzyjny?
 - O Stwórcy i na kocie łapki... Jesteście idiotami, czy tylko udajecie? - Pokręcił głową, zabierając włosy z twarzy kobiety. - Według legendy mamy na palcach serdecznych nicie, czerwone nicie przeznaczenia, my ich nie widzimy, ale są połączone z naszymi bratnimi duszami. U Azurów wystarczy zgodność charakteru. U Kiyoshich musi być zgodność dusz... ale klan Chie to co innego. Są silni... Zawsze silni, a ta siła ich przygniata. - Smutny uśmiech wygiął jego wargi. - Przez swoją siłę zapominają, jak ważne są emocje. Odczuwanie ich... Gubią się w tym i nie potrafią wyjść ze swojego małego świata. Są w nim uwięzieni, a mało kto wyciąga rękę do tych na dnie. Aiwa... nigdy nie dostała swojej ręki. W jej sercu nie było miejsca na miłość, więc się jej wyrzekła... - Samotna łza spłynęła mu po policzku i aby ją ukryć opuścił głowę. - Szalejących Chie się eliminuje, bo są niebezpieczni dla otoczenia i siebie samych.
 - Więc... ona umrze?

Znalezione obrazy dla zapytania: kiba sad

 - Nie wiem... Mam nadzieję, że nie. Dostałem rozkaz obserwowania jej, gdy się tylko pojawiła. Stała się dla mnie siostrą, mimo że byliśmy inni. Widziałem, jak pragnie emocji, jak patrzy tęsknie w dal... Jak dba o innych, aby zagłuszyć swój ból i smutek... Ale im więcej smutku, im więcej bólu tym człowiek mocniej i silniej upada. Upadek Aiwy... jest kwestią czasu.
  Aburame popatrzył na niebieskowłosą, która spała ze spokojem. Zaryzykowała siebie dla Hinaty, pogłębiając swoją rozpacz, jednocześnie niszcząc siebie. Poczuł żal dla starszej od niego dziewczyny i zamknął swoje oczy, nie obwiniając jej o coś, na co nie ma wpływu. Inuzuka zamknął swoje oczy, nie wierząc, że dziewczyna tak wulgarna i jednocześnie tak zażarta, którą ledwie mógł poznać niedługo zostanie skazana na śmierć.
 - Nie smućcie się. Jeszcze z Aiwą jest dobrze. I dopóki żyję, dopóty będę ją krył. - Isamu uśmiechnął się przez łzy, samemu wiedząc, że z powodu egoizmu przedłuża jej ból.
  Dwoje ninja z Konohy także zdawało sobie z tego sprawę, ale milczeli, zajmując się ranami.

~~

  To był już koniec walki. Uchiha wybił większość z nich, a pozostali zawołali do odwrotu. Przyłożył katanę do brody, unosząc ją, patrzył w oczy kultysty.
 - Gdzie ona jest? Gdzie ją ukryliście? - Mimo wszystko nie brzmiało to jak pytania.
  Kultysta zakasłał, wypluwając krew. Uchiha obciął mu nogę i było kwestią czasu wykrwawienie się.
 - Nie...
 - Gadaj, albo znajdę kolejnego i kolejnego, aż wyrżnę was wszystkich. - Mówił spokojnie, jakby to było mówienie do dziecka, które nie chcę zjeść warzywek.
 - Ona... mistrz kazał wynająć... wynająć jednego z brzasku... daliśmy mu informacji... dużo. I mamy... miejsce... ale nie... nie powiem...
  Jedno machnięcie kataną i palce uderzyły o brud ziemi, zrobił to bez mrugnięcia. Był już zmęczony walką, całą walkę oszczędzał chakrę na tyle na ile mógł, ale nadal była to ciężka bitwa... Jakbyś  był otoczony przez watahę wilków, które spadają na ciebie jedno po drugim, a ty musisz odpierać każdy atak. Wokół leżało mnóstwo ciał, nieruszających się lub konających w agonii.
  Uchiha poczekał, aż przestanie krzyczeć, podniósł go i oparł o drzewo, przybijając doń swoją wierną broń.
 - Jesteś pewny?
 - Heh... he... - Głowa zaczęła mu opadać, ale patrzył na coś ponad ramieniem Uchihy.
  Sasuke odwrócił spojrzenie i widok wlał do jego serca ciepło ulgi.

Znalezione obrazy dla zapytania: sasuke smile art

 - Hinata... - Nie mógł powstrzymać uśmiechu, wyginającego jego usta.
  Dziewczyna o długich włosach, kapelusz wypadł z jej rąk, gdy się zbliżała do niego, patrząc rozszerzonymi oczami na jego stan.

 
Musiał wyglądać w jej oczach strasznie. Zakrwawiony i na granicy wycieńczenia. Ta krew jednak nie należała do niego, przynajmniej duża połowa z niej.
  Ciemne włosy zostały rozwiane przez wiatr, a on wpatrywał się w nią dłuższą chwilę, gdy szła do niego na drżących nogach, unikając ciał, a on szedł do niej, nie zwracając na nie uwagi z powodu zmęczenia i szczęścia, że żyje i wróciła...
 - Mówiłem... przyjdzie... powstańcie bracia i siostry! - Krzyczał kultysta przybity do drzewa. - POWSTAŃCIE! Oto i krew tej, która otworzy nam bramy! Niech zasmakuje jej krwi ziemia! I niechaj brama się otworzy!
  Rytualne sztylety zostały rzucone, a on jedyne o czym mógł myśleć to jej bezpieczeństwo. Nie straci jej. Rzucił się ku niej, osłaniając.

 Znalezione obrazy dla zapytania: sasuhina hurt

  Dla Uchihy był to moment. Miał wrażenie, że jego świat zaraz legnie w gruzach i musi działać szybko. I zadziałał. Odbił część kunai, ochraniając w ten sposób swojego brata i jego narzeczoną.
 - Nie tak szybko. Teraz mamy więcej szans. - Uśmiechnął się starszy z rodu, prawowity i jedyny spadkobierca klanu Uchiha.
  Prawdziwe bitwy nigdy się nie kończą... Sasuke dopiero teraz rozpoznał głos i domyślił się kto miał Hinatę... Ale niestety sam nie był pewien o co powinien zapytać. Po raz kolejny miał w głowie myśl, że odkąd poznał dziedziczkę klanu Hyuga przegrał.


I oto i jest! Trochę to trwało ale jednak! ^^ Mam nadzieję, że miło się czytało!




  

19 stycznia 2020

Od autorki do was

*wychyla się nieśmiało* H-hej wam, nie zabijecie, no nie?
Ostatnio w moim życiu się dużo wydarzyło. Po pierwsze problemy zdrowotne, wizyty u rodziny, nawał pracy i tak dalej, dużo by mówić! ^^" Teraz mój stan jest unormowany i mogę ze spokojem pisać dalej. 
Normalnie pisałam notki na telefonie, ale z racji jego zmiany (jeszcze nie przyzwyczaiłam się do nowego) musiałam to na jakiś czas zarzucić i stąd rozdziały pojawiają się krótkie i nie raz bez ładu i składu xD 
 Przepraszam was za tak dłuuuugi czas oczekiwania, ale mam nadzieję, że jeszcze nie straciliście we mnie tak do końca wiary!

Druga sprawa. Pojawiła nam się nowa postać. Zapewne wielu z was pomyśli, że nie mam pomysłów i dlatego wbijam nowe postaci - tu wam powiem, że nie. Pomysłów mam zbyt dużo, a sama postać Hotaru ma swoją rolę do odegrania w życiu Hinaty, choć bardziej w paringu NejiTen ją widzę.

Trzecia sprawa. Wszystkiego co najlepsze w NOWYM ROKU!


Rozdział 35: Ucieczka czy porwanie?


 Strach - to jedyna emocja jaką mógł odczuwać w tym momencie dziedzic rodu Aburame. Zazwyczaj obojętny i chłodny, jak niewzruszona góra lub zobojętniały na wszelkie zewnętrzne bodźce. Teraz? Wyczuwał robaki, krążące w zaniepokojeniu po jego ciele. Miał wrażenie, że zaraz go pochłoną, owiną w ciemności, w strachu. Czuł, jak ich odnóża nerwowo stąpają po jego skórze, jak chaotycznie się poruszają, zagubiony w swoich myślach nie mógł skupić się na słowach Hokage.
  Widział, że kłóci się z nią Kiba na temat porwania Hinaty. Nie skupiał się na krzykach Inuzuki, a na milczącej głowie klanu Hyuga i stojącej obok niego niskiej postaci młodej kobiety z maską z uroczymi uszkami na boku głowy.
  Zdaniem Aburame należała do pięknych kobiet, ale widział w jej oczach to, co sam miał - obojętność, niechęć do przebywania w aktualnym położeniu, a przede wszystkim gdzieś głęboko w nich strach. A może mu się tylko wydawało? Może przypina jej emocje, aby nie czuć się osamotnionym?
  Ich spojrzenie się skrzyżowało. Niebieskowłosa odetchnęła ciężko i odliczyła na palcach do pięciu, po czym zacisnęła dłoń i skierowała się do biurka Hokage. Pięścią uderzyła o stół z głośnym łoskotem, które rozbrzmiewało jeszcze w pomieszczeniu, zamknęła oczy i odetchnęła po raz kolejny, z jej ślicznych, nieco zbyt bladych ust wylała się fala brudu, przekleństw, których powstydziłby się nie jeden szewc.
 - A-aiwa! - Tsunade poczerwieniała na twarzy, a pokój ogarnęła cisza.
 - No wreszcie zamknęliście ryje. - Przeczesała włosy i związała je, zsuwając maskę i zapinając ją po chwili na biodrze.
 - Jak ty się wyrażasz w obecności czcigodnej? Nie wstyd ci? - Shizune, wierna asystentka samej piątej nie kryła swojego zgorszenia zachowaniem młodej "damy".
 - Czy mi wstyd? Oh, zawsze. - Roześmiała się bez cienia radości, odwróciła głowę do Hokage. - Dlaczego nie chcesz ich puścić, co? To drużyna Hinaty. Kto jak nie oni ją odnajdzie, co?
  Blondwłosa zamknęła oczy na moment, zbierając myśli. Prawda jest taka, że nie tyle, co nie chciała wysyłać grupy, co nie mogła. Nie mają żadnych informacji o zagrożeniu ze strony lykan, ani o przebywaniu Hinaty. Żadnych śladów. Nic!
 - Wierzę w umiejętności Hinaty i że sama się wydostanie. Wysłałam jednak grupę ANBU. Wy powinniście zostać w Konoha, aby mieć oko na byłych uczniów Orochimaru. Potrzebuje was tu, na miejscu. - Jej głos był twardy niczym stal.
 - Hokage. Mówimy o mojej cór-... - Zaczął dotychczas milczący Hiashi, ale przerwała mu Nyarien.
 - Czy ja ci, kurwa, wyglądam, jak jakaś niańka?! Mam w głębokim poważaniu, co się stanie z tą zapyziałą wioską! - Podeszła do okna i otworzyła je na oścież. - Nie mam zamiaru wcinać się w twoje sprawy, więc nie wpierdalaj się w moje. Jestem członkinią Klanu Trzech Bóstw, a Hinata, jak ja czy Ichigen jesteśmy wybrańcami, więc mam gdzieś przynależność. Jeśli Konoha tak traktuje swoich oddanych ninja, którzy nocami badają trupy, zajmują się starymi zbrodniami, tracą kontakt ze światem, okłamują i oszukują praktycznie wszystkich, aby w tej jebanej wiosce było okej to mam to gdzieś! Zapewniam cię, o wspaniała czcigodna Tsunade, sannin, najlepszy medyku i królowo ślimaków, czy jakie tam masz jeszcze tytuły... że sojusz, którego pragniesz, po moich słowach do Chie nie będzie miał prawa bytu. A co do drużyny ósmej... radzę się zastanowić, czy porzucenie towarzyszki jest ponad lojalność. Hiashi-san, gdy tylko odnajdę Hinatę zabieram ją do Nekogakure. Nie pozwolę jej tu dłużej przebywać. - I wyskoczyła przez okno.
  Pokój ogarnęło milczenie. Cisza, jak makiem zasiał. Kiba opadł na kolana w szoku, Shino stał chwilę zamrożony i zagubiony w myślach. Tsunade pomyślała o słowach Aiwy, o sojuszu... i o utracie zdolności Hinaty, jak i jej samej.
 - Co znaczy... że Hinata należy do klanu...Trzech Bóstw...? - Zdołał odzyskać głos, w którym było słychać chrypę, jakby był na pustyni bez wody.
 - Kiba... - Chciał zainterweniować Aburame.
 - Co to ma znaczyć?! Dlaczego my... jej przyjaciele nic o tym nie wiemy!? - Nie patrzył, krzyczał. Po prostu. Uczucie zdrady, brak zaufania, ale i szok.
  Ich Hinata, przyjaciółka, w której zawsze mięli oparcie. Ta słodka dziewczyna, nie znająca połowy przekleństw, których używała niebieskowłosa! Niewinna i czysta Hinata z klanu Hyuga...
 - Jak długo? - Zażądał odpowiedzi chłopak w okularach.
  Hiashi zamknął oczy, pomyślał, że powinien porozmawiać z nimi wcześniej, przekonać córkę, aby odkryła prawdę, ale nie chciał się wtrącać. Chciał, aby uczyniła to sama, w innych okolicznościach... ale w jakim czasie?
 - Jak długo nam nie ufała?! - Wrzasnął Inuzuka, patrząc z wściekłością na Hokage. - Ile jest prawdy w tym, co mówiła Aiwa?!
 - Inuzuka! - Skraciła go od razu Shiune.
 - Kiba zadaje trafne pytania, choć nie do was. - Odezwał się Hiashi, zwracając uwagę osób w pomieszczeniu. - Moja córka odkryła te zdolności po tym, jak odnaleźliście Yasu.
 - Yasu... - Powtórzył Aburame. - Tak... długo...
 - To długi czas. Prawda. - Skinął głową ojciec zaginionej. - Hokage. Chcę zgłosić misję.
 - Co? Teraz!?
 - A kiedy? - Otworzył swoje blade oczy i uśmiechnął się drwiąco. - Misja z wysokim priorytetem. Odnalezienia mojej najstarszej córki, a dziedziczki klanu Hyuga, Hinaty Hyuga. Chcę, aby szukał jej zespół tropiący drużyny ósmej. Kiba Inuzuka, Akamaru oraz Shino Aburame.
 - Ty nie...
 - Odmówisz tego ojcu zaginionego dziecka? Przyznam, że źle to wpłynie na twoją reputację. - Pokręcił głową z rezygnacją. - W takim razie pozostaje mi poprosić o to inną wioskę. Może wioska Piasku przyjmie to zadanie? - Zaczął się oddalać.
 - Hiashi! - Krzyknęła za nim, ale głowa klanu opuściła już pomieszczenie. - Co za dziecinada! - Syknęła do siebie.
  Shizune popatrzyła na niepełną drużynę ósmą, którzy stali niepewni. Nie sądzili, że Hiashi przejmuje się tak losem swojej córki, ale cóż mogli wiedzieć? W końcu nie pytali...
 - Idźcie do swoich obowiązków. - Rozkazała im.
 - Ale Hina-... - Zaczął brunet.
 - Bez dyskusji!
  Drzwi trzasnęły za nimi. Oboje byli wściekli, rozgoryczeni, rozżaleni i zmartwieni. Jedno było pewne. Nie zostawią Hinaty samej.

~~

  Ciemność nie była jedyną przeszkodą Hinaty, ale i wilgoć jaskini. W pierwszą noc dostała szorstki koc, ale ten szybko przemókł, ale to nie było jedynym z wielu problemów. Osobnik wstrzyknął jej nieznaną substancję, która sprawiła, że nie mogła rozpoznać kształtów i zwiotczyła jej mięśnie w taki sposób, że mogła tylko leżeć lub wspierać się o ścianę, ale zaraz po niej spływała. Ślina spływała jej z ust, a język był odrętwiały.
 - Nie chciałem cię porywać. - Odezwał się po raz pierwszy, a jej oczy szukały go w ciemnościach. - Jesteś niesamowitą istotą... Spotkałem cię już... na cmentarzu. Mogłem wtedy się zorientować...
  Umysł był zamglony... Ile osób ona spotykała na cmentarnej ścieżce, aby wszystkich zapamiętać?
 - Sadziłaś szałwię wokół grobu pewnej rodziny. - To też jej nie pomogło. Cały cmentarz był w szałwii... - Uchiha.
  Czerwony alarm zamigotał w jej głowie. Już wiedziała kim jest ta osoba, gdyby nie była już odrętwiała to wiedziała, żeby się trzęsła, jak przerażone zwierzę. Sam na sam z "mordercą" swojej rodziny? Dodatkowo... przyszłym szwagrem. Hinata zaśmiała się w głowie sucho. Porwał mnie mój szwagier, to będzie ciekawa rozmowa przy rodzinnej kolacji! Hahahaha! - Musiała czymś zająć głowę, nie mogła ruszyć ustami, aby go zapytać po co.
 - Dostałem na ciebie zlecenie. Od niebezpiecznych ludzi. - Stwierdził zobojętniałym głosem. - Zabili mojego towarzysza.
  Zakaszlała, zwracając jego uwagę. Narkotyk w jej żyłach przestawał powoli działać.
 - Pokonałbym ich... ale jesteś związana z moim bratem... - Mówił dalej. - Przyjdzie po ciebie... a wtedy moje przeznaczenie się wypełni.
 - Osz...lyłyś... - Jeszcze odrętwiały język dawał o sobie znać, złapała oddech, skupiła się na swoich słowach, aby je wydobyć z gardła. - Uchiha-san... Twoja rodzina... nie zrobiła nic... złe..ko. Posłu... chaj... Nie możesz... nie możesz tak... Powinieneś żyć...
 - Skąd wiesz, że nie chcę żyć?
 - Wyczu... wam. to.
  Drgnął wyraźnie. Zamilknął, patrząc w jej oczy, zaintrygowany.
 - W coś ty się wplątała, Hyuga-hime? - Przechylił głowę w bok, nie odrywając oczu od niej. - Będą tu za trzy dni, więc na pewno jeszcze porozmawiamy. Leż tu. - Udał się ku wyjściu z jaskini, zasunął wejście krzakiem i wykonał parę pieczęci ręcznych.
  Zapewniam, że wolałbyś nie wiedzieć... Muszę się stąd wydostać. - Pomyślała, skupiając całą swoją wolę na odzyskaniu panowania nad swoim ciałem. Przelewała czakrę ku stopom, koniuszkom palców... ale to na nic... Próbowała ile mogła, ale zaraz opadła w niezdrowy sen.

~~

  Nyarien poszła na pola treningowe, gdzie trenowała wybranka Kiyoshiego. Obeszła słup naokoło, szukając jakichkolwiek śladów. Wiedziała, że Hiashi wyszedł zgłosić misję poszukiwawczą, ale też przeczuwała, że biurokracja Konohy ssie i nie zdążą uratować w porę jej drogiej przyjaciółki.
 - Wystarczy kropelka... - Szeptała do siebie, klęcząc przed pniakiem i szukając.
  Wyczuła za sobą obecność, ale rozróżniła energię swojego młodego kompana.
 - To co? Wybrańcy w akcji, Ai-nee? - Uśmiechnął się.
 - Jak zawsze musimy ratować sztukę, młody. - Strzeliła dłońmi.
 - Myślisz, że kumple Hinaty zadziałają? - Zapytał, opierając dłonie na biodrach.
 - Mam to tam, gdzie zdanie Hokage. Jak się nie pośpieszą to znajdą Hinatę gdzieś w krzakach, a na to nie pozwolę.
 - Zbyt szybko się przywiązujesz, Ai-nee.
 - Oh, co ja poradzę, że mam instynkt macierzyński?! - Roześmiała się gorzko, przejeżdżając dłonią po materiale. - I mam.
 - Ugh... Nienawidzę, gdy to robisz... - Zmarszczył nos zdegustowany, gdy jego kompanka zamoczyła palce w czerwonej substancji, wyciągając ją, jak włos z rosołu.
  Nić ciągnęła się, łącząc z słupem, znajdowała się między palcem wskazującym Aiwy, a jej kciukiem. Stara, śmierdząca krew - to było czuć w powietrzu. Nyarien owinęła ją sobie wokół palca i przyglądała przez chwilę, po czym, jakby to było najwspanialszy i najsmaczniejszy makaron wzięła do ust i wciągnęła, jak prawdziwe. Oblizała usta i skupiła się. Rozróżniała osoby, szukała. Większość była w Konoha, ale jedna... Tylko jedna malutka, ledwie wyczuwalna kropelka na końcu języka...
  Fioletowłosy obserwował ją w ciszy. Po walce zaczął bardziej szanować Hinatę, ale widział coś niepokojącego w oczach Aiwy... Coś, co mu się nie podobało.
  Nyarien chwyciła się za serce i zaczęła kaszleć.
 - Ai! Ai! Nosz cholera! Aiwa! - Uklęknął obok niej i podtrzymał, ale zaraz jego ręce zostały odepchnięte.
 - Mam... ją... - Uśmiechnęła się niczym szaleniec.
 - Ai... ty...
 - Oh tak... chcę... chcę tak mocno i bardzo... Ohhh! Co za cudowne uczucie! Chodźmy, bracie... Chodźmy i się rozkoszujmy! - Skoczyła na równe nogi i niczym mała, zadowolona z siebie dziewczynka zaczęła w podskokach iść do wyjścia z Konohy.
 - Super... Exitiale Quaerere jej się włączyło... Lepiej powiadomić Uchihę... - Musiał działać, jak najszybciej.
  Ten stan nie był dobry dla nikogo z klanu Chie, a wolał mieć wsparcie, gdy Aiwa wreszcie znajdzie Hinatę.

~~ Godzina później.

  Kiba i Shino byli przy bramie Konohy. Rozmawiali, gdy do bramy zbliżał się Uchiha, wyglądający, jakby miał kogoś zabić. W dłoni trzymał dziwny zwój w całości czarny.
 - Uchiha. - Przywitał się sztywno Shino.
 - Widzieliście Aiwę? - Sasuke patrzył na nich wyczekująco.
 - Nie... Od wieży Hokage nie. - Aburame przerwał wybuch Inuzuki, ale nie warczenie Akamaru.
 - Cudownie. - Zacisnął szczęki mocno i wyminął ich.
 - Nie przejdziesz... - Syknął Kiba.
 - Bo co? Zabraniasz mi?
 - Ja nie, Hokage nie pozwala nikomu wyjść poza bramy wioski. - Ze złości kopnął kamień, który poleciał nie tak daleko.
 - Nie mam zamiaru słuchać życzeń starej baby. - Odwarknął czarnowłosy, zerkając ponad nich.
 - Myślisz, że nie zostaniesz zauważony? - Aburame popatrzył na niego badawczo. - Dlaczego chcesz opuścić wioskę?
 - Co cię to obchodzi, Shino?
 - Bo chcę wiedzieć, czy w tym samym celu, co my.
  To będzie ciekawe. Chcą zdradzić zaufanie swojej cennej czcigodnej Hokage? - Przeszło mu przez myśl, gdy ich obserwował w milczeniu. A może to podstęp?
 - W waszych snach. Muszę coś znaleźć poza Konohą.
 - Brata? - Warknął uszczypliwie psiarz.
 - Kogoś cenniejszego. - Syknął.
  Shino uniósł dłoń, przerywając zbliżającą się awanturę.
 - Pomóż nam wydostać się z Konohy, a my pomożemy tobie.
  Uchiha nie był idiotą, aby odmawiać. Słyszał o ich umiejętnościach i był pewien, że z ich pomocą i tak małą grupką szybko wydostaną się z Konohy niezauważeni. Problemem było ANBU obserwujący go niczym sępy, ale nawet jeśli wyśpiewają mu karę śmierci to niech tak będzie.
  Najważniejsze, aby ją odzyskać. Aby była bezpieczna. - Przemknęło mu przez myśl i skinął głową, zgadzając się na układ z niepełną drużyną ósmą.

~~

 Droga jaką przebywała Aiwa z Isamu nie była szczególnie trudna, chociaż to wybraniec rodu Azury modlił się o jak największe komplikacje doskonale zdając sobie sprawę z tego, że gdy tylko niebieskowłosa dostanie w swoje ręce Hinatę... Nie skończy się to dobrze.
  Niech Uchiha się pośpieszy! - Krzyczał w myślach. Jego zmartwienie było normalne. Aiwa Nyarien, przystępując do rodziny Chie zyskała zdolności myśliwego, a nie było nic gorszego od tropienia Chie. Wykorzystywano ich do polowania na zdrajców, po zasmakowaniu krwi potrafili kogoś zlokalizować i zneutralizować. Nie wiedział, co strzeliło do głowy Aiwy, aby wymyślić akurat ten sposób, ale wiedział, że będzie musiał ją unieszkodliwić, a niczego nie obawiał się tak bardzo, jak stanie przeciwko Nyarien w roli Tropicielki.
  A na dodatek nie mógł opóźnić akcji ratowniczej ze względu na nie wiadomy stan Hinaty, zaklnął szpetnie w myślach. Był w kropce, a mógłby teraz ze spokojem kształcić swoje umiejętności!

~~

  Dla Hiashiego była to szczególnie trudna sytuacja. Już raz powstrzymał niedoszłych porywaczy, ale teraz? Jego droga córka została pojmana i wiedział dokładnie przez kogo.
  Zamknął oczy, upijając łyk sake, próbując się dzięki niemu uspokoić.
 - Dawniej nie pijałeś, stary grzybie. - Do pomieszczenia weszła jego ukochana matka.
 - Dawniej nie byłaś tak wulgarna. - Prychnął.
 - Ani ty tak wyszczekany, drogi synu. - Roześmiała się, stając naprzeciw dziecka.
 - Nie martwi cię brak Hinaty? - Zapytał, czując rosnącą wściekłość.
 - Hm. Oczywiście, że mnie martwi brak ulubionej osoby w tym klanie. - Zamknęła białe oczy. - Ale nie rzucam się w ocean. Świat jest wielki i niebezpieczny, ale nie znaczy, że Hinata nie wydostanie się o własnych siłach, nie ma już w końcu czterech lat, a jest silną kunoichi, wiesz to, mój synu.
 - Nie porwała jej jedna osoba! Nie wiem, jak ktoś dostał się do Konoha i tak...
 - Mamy czasy pokoju, kruchego, ale pokoju, dziecko. A wiesz, jak ufna jest twoja córka.
 - Wiem.
 - Po prostu musisz się uspokoić... oraz wymyślić sposób jak powstrzymać oddziały ANBU, które zapewne teraz wyruszają za jej drużyną.
 - Co?
 - No co? Mały ptaszek mi wyćwierkał o czterech ninja opuszczających bramy.
 - Ptaszek...? Hanabi!
 - Ma oczy Hyuga, ale uszy jak Inuzuka. - Uśmiechnęła się zagadkowo. - Ale to dobrze. Teraz musimy wziąć się do roboty, nieco nielegalnej, ale roboty. Ty, ja oraz...
 - Ja. - W drzwiach stanęła postać.
 - Hotaru... - Zamrugał Hiashi. - Wróciłaś.
  Zobaczenie młodszej siostry przyniosło mu ulgę, ale nie wystarczającą. Jedyne, co teraz przyniosłoby mu ulgę to zobaczenie córki całej i zdrowej.
 - Zgadłeś, oniisan. - Uśmiechnęła się, zdejmując z głowy kaptur. - Gotowy na nieco nielegalny biznes, braciszku?
  Hiashi zmrużył oczy. Wiedział kim jest jego cenna siostrzyczka, co zrobił z nią jej własny klan i pomimo fasady uśmiechu delikatności nic tego nie zmieni. Widok jej pomalowanej na biało twarzy, idealnie czarnych włosów upiętych elegancko, krwiście czerwonych ust i nienagannym makijażu, kimono z długimi pięknymi rękawami, ale największą hańbą były oczy, w których niezmiennie tkwiły szklane, zabarwione na czarno soczewki.

このブログへようこそ!

  Nie miał czasu na zadawanie jej pytań, co tu robi, ale oferowała swoją pomoc i tylko to się liczyło. Hotaru była Hyugą, ale lata temu została wysłana do szkoły dla gejsz, gdzie przez lata uczono ją, jak ma się zachowywać, jak nalewać herbatę. Chciano nadać jej nowe imię, ale z racji jej pokrewieństwa odrzucono to. Teraz była niczym lalka na wystawie, proszono ją o obecność w pałacach, kupowano drogie kimona, spełniano zachcianki, ale to nie mogło jej uszczęśliwić i jej brat doskonale to wiedział. To, czego pragnęła Hotaru było niemożliwe... i to wszystko wina klanu Hyuga.
 - Nie mam wyjścia. Chodźmy.
 - Czas na zabawę! - Roześmiała się staruszka, chwytając mocniej laskę, wspierającą jej kruchą postać.

~~

  Sasuke wiedział o konsekwencjach. Zdawał sobie z nich sprawę. Z oczu, które ich obserwowały, jak jastrząb swoją ofiarę. W końcu tym mieli być, prawda? Ofiarami.
  Zauważył też powagę drużyny ósmej. Kiba i Akamaru nie wybiegali na przód, starali się wychwycić zapach Hinaty, kiedy to Shino wysłał swoje owady.
  Wtedy na ziemi zobaczył małą kość. Zamrugał z zastanowieniem, po chwili kolejną i kolejną. Tworzyły ścieżkę. Nie mam czasu na takie zabawy. - Przeszło mu przez myśl, ale mając umysł analityczny powiązał znalezisko z wybrańcem Azury.
 - Shino, Kiba. Tędy. - Skinął im głową.
 - He? Czemu tam?
 - Nie tylko my szukamy Hinaty.
  Rzucił kilka kości Kibie, który po złapaniu ich odrzucił je z krzykiem odrazy. Shino pomasował swoje skronie, wzdychając, a wtedy kunai przeleciał i wbił się w ziemię. Uchiha rzucił nienawistne spojrzenie na drzewo, gdzie stała zamaskowana postać.
 - ANBU. - Syknął Inuzuka, a Akamaru się najeżył.
  Aburame i Uchiha stanęli w pozycjach gotowych do ataku.
 - Myśleliście, że pozwolimy wam opuścić wioskę? - Zapytał kapitan oddziału, zeskakując.
  Miał ze sobą jeszcze pięciu ludzi, którzy opuścili swoje kryjówki. Uchiha jednak był pewien, że jest ich więcej.
 - Odejdźcie. - Zabrał spokojnie głos.
 - Rozkazem Hokage jest zabranie was do Konohy. Opuściliście ją bezprawnie i macie do niej wrócić. Zrobicie to, czy mamy zabrać tam wasze zwłoki?
  Shino z Kibą zacisnęli szczęki. Wiedzieli, że oni wyjdą z tego żywi ze względu na swoją krew, ale Uchiha? Był zdrajcą, a teraz... zaryzykował życie dla Hinaty. Dostał już szansę od Hokage, ale ile ich może dawać ta kobieta? Gdyby teraz wrócili...
  W umyśle Inuzyki błysnęło wspomnienie uśmiechu Hinaty. Nie, on nie może jej porzucić. Warknął, zniżając się gotowy do ataku.
  Shino wspomniał o tym, jako ona pierwsza nie brzydziła się jego osoby. On także upewnił swoją pozycję, pozwalając robakom przysiąść na rękach.
  Sasuke natomiast pomyślał o ich pierwszym spotkaniu, kiedy uratowała go i złożyli sobie obietnicy, wyciągnął z paska broń.
 - Załatwmy ich szybko. - Warknął Kiba.
 - A co dalej? - Zapytał kapitan, śmiejąc się. - Chyba nie wrócicie do Konohy, jak gdyby nigdy nic, co? O ile nas pokonacie rzecz jasna, myślicie że Hokage ot tak wam wybaczy?
 - Im może nie, najsłodszy. - Delikatna pięść spotkała się z maską, przepoławiając ją na pół, jednocześnie posyłając mężczyznę na drzewa. - Ale Hyugom na pewno.
  Gejsza rozłożyła swój wachlarz i zasłoniła się nim, wyciągając jedną z soczewek, ukazując bladą jak kość słoniowa tęczówkę.
 - Oj, nie przesadzasz, dziecko? To tylko marna płotka.
 - Hirako-san...?! - Kiba krzyknął wyniośle.
 - No co się drzesz i co tak stoicie, jak banda debili?! Won szukać i ratować moją wnuczkę! Czy wy młodzi nie myślicie, abym to ja starsza, schorowana kobieta musiała porzucać swoje obowiązki?!
 - Matko, daj spokój.
 - Hi-hiashi-sama?! - To chyba był pierwszy raz w życiu, jak Kiba usłyszał krzyk przyjaciela.
 - Chłopcy, później podzielicie się swoim zaskoczeniem. Powstrzymamy oddziały, a wy ruszajcie na ratunek mojej córce, jeśli czas pozwoli dołączymy do was.
 - No właśnie. Całkiem mili ci ANBU, oniisan, pozwalają wam rozmawiać. - Hotaru uniosła kimono powyżej kolana i zrzuciła kilka warstw kimona, aby było jej wygodniej walczyć, co spotkało się oczywiście z szokowanymi wyrazami twarzy.
 - Ho-ho-hotaruuu!!!
 - No i co się drzesz?! Wiesz, jak ciężko będzie walczyć w sześciu warstwach?! - Odkrzyknęła mu.
 - Sasuke, chłopcze... Weź przyjaciół i stąd idźcie. - Hirako westchnęła ciężko.
  Dziedzice swoich klanów wyruszyli, zostawiając rodzinę główną klanu Hyuga przeciwko ANBU. Sasuke czuł wdzięczność, co do rodziny Hinaty, za danie im więcej czasu, ale czuł się nieco... zgorszony? Nie potrafił jednak wyrazić dokładnie tych emocji i postanowił się na nich nie skupiać.
 - To była ciocia Hinaty, prawda? - Zapytał Kiba, gdy biegli.
 - Tak. Kilkakrotnie odwiedzała Konoha i zawsze służyła trzeciemu Hokage wtedy. - Odparł Aburame, skupiony na drodze, którą mają do przebycia.
  Sasuke natomiast wyczuwał w oddali dwa źródła czakry, trochę zbyt niespokojne. Wiedział już kogo znalazł... I wcale nie cieszył się z tego spotkania. Przeczuwał, że wydarzy się coś złego.

~~Wieczór

  Powrócił szybciej niż myślała. Stanął nad nią i wtedy dojrzała, że jest wysoki. Narkotyk przestał działać, a ona mogła się poruszać.
 - Ubierz to. - Rzucił na jej głowę materiał. - Musimy stąd iść.
 - Co? - Zerwała ubiór z głowy.
  Klęknął, łapiąc za opaskę, zsunął jej ją z szyi szybkim ruchem i przejechał po nim ostrzem kunaia. Hinata wstrzymała oddech.
 - Co ty robisz?! - Krzyknęła wściekła dziewczyna.
 - Wynosimy się stąd.
 - Myślisz, że gdziekolwiek z tobą pójdę?! - Wstała jeszcze na miękkich nogach, biel na jej dłoniach zamigotała niebezpiecznie.
 - Musisz. Jeśli teraz uciekniesz znów cię porwą, jak nie ja, to oni. Jeśli chcesz wiedzieć, kto na ciebie poluje musisz mnie słuchać.
  Miał rację, ale nie podobało jej się to.
 - Więc mam z tobą uciec, czy tak? - Warknęła.
 - Nie określiłbym tego w ten sposób, hime. - Przez jego twarz przeszło coś w rodzaju łagodności, ale był to tylko moment.
 - Nawet jeśli z tobą pójdę, Itachi-san, moja rodzina na pewno się martwi. Chcę ich chronić, ale...
 - Jeśli chcesz znać moje zdanie... Zostawiłbym tę opaskę jako dowód.
 - Hm?!
 - Kobiety... Nie proszę cię o zdradę wioski. Przemyślałem to. Myślę, że masz rację i powinienem zacząć żyć. W cokolwiek się wplątałaś, chcę ci pomóc.
 - Dlaczego?
 - Bo jesteś narzeczoną mojego brata, hime. Z jakiegoś powodu mój głupiutki braciszek wybrał właśnie ciebie. Hm... Pewnie przez włosy.
  Hinata zamrugała. Czy ja śnię? Czy to jest jakiś absurdalny stan po lekach? Zastanawiała się, obserwując Itachiego, postrach dzieci Konoha.
 - W każdym razie. Ruszajmy. Wysłałem już do nich informację o zmianie lokalizacji.
 - Zaraz. A gdybym się nie zgodziła iść?
 - To bym cię im oddał. - Odwrócił się na pięcie i ruszył ku wyjściu z jaskini.
 Każdy Uchiha musi taki być? No naprawdę! - Zrzuciła z siebie ubrania i ubrała to, co jej dał. Od razu orientując się, że te ubrania absolutnie do niej nie pasują. Nie mając wyjścia ruszyła za nim.
 Nie wiedziała dlaczego, ale zaufała mordercy. Zawsze ścigała prawdę, więc było dla niej prościej mu zaufać, znając prawdę z ust samej Mikoto Uchiha.
  Ale teraz nie ma czasu na wahania. Musi działać ze swoim przyszłym szwagrem i pokazać światu, że nie jest słabą istotą.