18 października 2021

Rozdział 37: Gdyby wygrana była gorzka

  Cóż można rzec o walce, która się rozgrywała? Krew, krzyk, ból, rany, strach o życie, wzajemna ochrona. To wystarczy? Czy przeżyją? 
 - Sasuke! Góra! Itachi, z lewej! - Hinata uniknęła ostrza kultysty w samą porę wydając ostrzeżenia od duchów dla swoich kompanów.
  Mają w końcu kogoś kto nie boi się korzystać z danych jej umiejętności. Uchihowie słuchali jej, bronili się i atakowali. Obserwując ich, czuła się lepiej, wiedząc, że ma po swojej stronie mistrzów walki. Dzięki duchom mogła ich ostrzegać, więc ich trio szybko poradziło sobie z napastnikami. 
   Wiedziała jednak, że to nie potrwa długo. Musi pozostać czujna.
 - Uważaj, hime. - Ostrzeżenie przyszło za późno, gdy została pchnięta na drzewo. Nie mogła nawet spojrzeć w stronę ducha.
 - Hinata! - Krzyknęli jednocześnie bracia.
   Ostrze leciało wprost na nią, odchyliła głowę w bok, unikając. Opadła na kolana, czując pod palcami świeżą trawę, wyszeptała kilka znanych jej słów, pobierając z niej wspaniałą energię, regenerując najmniejszą z odniesionych ran. Stanęła na równe nogi, białe symbole na dłoniach zapłonęły, uaktywniła swój limit krwi. Stanęła w pozycji gotowej do ataku. Koniec gry, maska spada i nie ważne po której stronie staniesz, módl się o swoje życie.
  Młodszy z braci uśmiechnął się lekko, widząc zacięcie na jej twarzy. Oto ona - anioł, który go ocalił przed wilkami. Starszy zamknął oczy to jest jego szwagierka, przyszła matriarcha klanu Uchiha i przyszła matka jego bratanków.
 - Głupi bracie, masz dobry gust.
 - Nie zbliżaj się do niej. - Warknął obronnie.
 - Oh braciszku...
 - Oh tak! Rozmawiajcie sobie, a ja się zajmę walką! Faceci, liczyć na was! - Warknęła na nich ciemnowłosa, broniąc się przed kultystami.
 - Chyba pani nas wzywa, głupi braciszku.
 - Phi. 
  Mimo niesnasków ruszyli na pomoc kunoichi. W oczach obojgu trwał sharingan. Czas walczyć i się nie cofać, dać z siebie wszystko i liczyć, że przeciwnik okaże więcej słabości niż siły. 
  Walka trwała długo, bardzo długo. Dobiegła końca nawet nie byli pewni kiedy. Została ich czwórka na spopielonym polu bitwy. Hinata ledwie trzymająca się na nogach, Sasuke podtrzymujący ją, Itachi stojący niewzruszenie mimo oczywistego zmęczenia.
 Młodszy Uchiha opuścił jej bok, na początku upewnił się, czy dziewczyna może stać sama i stanął przed swoim starszym bratem. Dopiero teraz Hyuga zdała sobie sprawę z panującej atmosfery, powoli emocje związane z walką się wyciszały i adrenalina opadła, a odniesione rany zaczęły dawać o sobie znać. Popatrzyła na dwójkę braci, trzymając swój lewy bok. 
 - Nie mam na ciebie teraz czasu. - Syknął młodszy z braci i podszedł do Hyugi, uklęknął przed nią i sprawdzał odniesione przez nią rany. 
 - Dorosłeś, głuptasku. - Itachi przechylił głowę w bok.
 - A ty zgłupiałeś. Odejdź stąd albo cię zabije.
 - S-sasuke... - Zająkała się Hinata.
 - Ty też nic nie mów. Wiesz, ile kłopotów narobiłaś? 
 - Wiem... Ale to twój brat mi pomógł.
  Młodszy odwrócił wzrok w stronę brata. Itachi uśmiechnął się połowicznie i wzruszył ramionami.
 - Ostrzegł mnie i można powiedzieć, że przerzucił się na moją stronę przed tymi osobnikami. - Ucięła na chwilę, łapiąc oddech. - Wy... Wy naprawdę dobrze współpracujecie, Sasuke. Wasza walka była niesamowita i... 
 - I co z tego? - Warknął chłodno Uchiha.
  Hinata opuściła głowę w dół, przycisnęła dłoń do piersi, próbując się uspokoić.
 - I wasza matka nie chciałaby, abyście się kłócili. - Zawiał mocniejszy wiatr, jakby wyciszając wszystko.


  Patrzyła na Sasuke chwilę, ale zaraz odwróciła wzrok, zdając sobie sprawę, że nie powinna o tym mówić. 
  Bracia w milczeniu patrzyli na nią, a po chwili Itachi wykonał pierwszy krok. Stanął przed bratem.
 - Zabiłem ich, bo zagrażali naszej wiosce i tobie. Nie chciałem patrzeć na twoją śmierć bracie, więc wybrałem ich. 
 - Nie jesteś jakimś, kurwa, Bogiem. Itachi! Zabiłeś matkę... ojca. Wszystkich... i... I mówisz, że nie miałeś wyjścia?
 - Tak. Nie proszę cię o wybaczenie, ani o nic szczególnego. Twoja narzeczona jednak może mieć później problemy i potrzebujecie silnych sojuszników. To nie będzie jeden atak.
 - Ale ich pokonaliśmy. - Zaprzeczyła Hinata.
 - Myślisz, że to byli jedyni? Wplątałaś się w walkę potężnych istot, Hinato.
 - Nie mów do niej. - Syknął Sasuke, łapiąc ramię Itachi'ego. - Nie masz prawa, aby m-...
 - Wciąż głupi. - Odetchnął ciężko, przerywając mu. - Sasuke. Jesteś już dość silny, ale nie pokonasz wszystkich. Nie sam. Hinata jest potężną kroczącą, ale jak widzisz zależy im na jakiejś bramie. Przekazali mi informacje, ale to nie znaczy, że wiem o wszystkim. Bracie... Nie stoczysz wojny ze światem dla Hinaty, nie sam.
 - Więc mam zapomnieć? Bo nie miałeś wyjścia, tak? Kto ci to rozkazał. - Zażądał odpowiedzi wstając.
  Uchiha zamilknął, a Hinata znała już odpowiedź. Dziewczyna opuściła głowę i wstała, a gdy miała odejść Sasuke chwycił ją za rękę
 - Gdybym nie wybił naszego klanu... Jak myślisz, do czego by doszło? Uchiha mieli siłę, ale i poparcie. Chcieli zniszczenia. Konoha nie mogła na to pozwolić.
 - Więc... Zginęli przez Konohę. - Zacisnął mocno szczęki. - Wszyscy...
  Hyuga patrzyła na czarnowłosego i delikatnie ścisnęła jego rękę. Wydawał się być w swoim świecie, mrocznym i zimnym, ale gdy ciepła dłoń jego narzeczonej spoczywała w jego odetchnął.
 - Ci ludzie są niebezpieczni, ale wierzę, że sobie poradzicie. Z oczywistych powodów nie wrócę do wioski. Co do Akatsuki, cóż... Nie mogę wrócić z niczym. 
 - Możesz się udać do Nekogakure. Przekaże wszystko Azurze, Chie i Kiyoshiemu. Będę pracowała nad...
 - Ty to powinnaś akurat odpocząć, księżniczko. - Odparł starszy z braci z miękkim wyrazem twarzy. - Ale chętnie skorzystam z propozycji.
 - To... Muszę ci jakoś przekazać wiadomość.
 - Z tym sobie poradzimy. Jeszcze jakiś czas będę się przy tobie... - Urwał, patrząc na młodszego brata, po czym się szelmowsko uśmiechnął. - Kręcił.
  Hinata mogła przysiąc, że się czerwieni, a Sasuke przemyślał jeszcze raz zabicie swojego brata gołymi rękoma.
  Zbeształa się w myślach niemal od razu. Nie może sobie pozwolić na chwilę słabości, mimo, że czuła już brak sił. 
  Popatrzyła na kultystę, a dwaj bracia od razu poszli za jej przykładem. Był związany, ranny, ale żywy. Mężczyzna, jak spekulowała po budowie ciała. Podeszła do niego bliżej. kultysta, który miał nieszczęście przeżyć.
 - Co z nim chcecie zrobić? - Zapytała Hinata.
 - Wydobyć informację i zabić. - Stwierdził Sasuke bez emocji.
 - Co? Ale...
 - Jesteś normalna? Chciał cię zabić. - Westchnął, widząc jej spojrzenie.
 - T-tak, ale to nadal człowiek. Kiyoshi mówił, że każde życie jest cenne.
 - Kiyoshi by teraz go zajeb-... 
 - Nie przeklinaj!
 - Szkoda, że tak się nie martwiłaś o życie tamtych jak o niego. 
 - Oni mnie atakowali.
 - ON TEŻ.
  Itachi roześmiał się, widząc ich 'kłótnie kochanków', choć powoli docierał do niego absurd sytuacji. Byli ranni, zmęczeni, a potrafili się kłócić.
 - Więc co? Weźmiesz go do domu i twój tata go zaakceptuje myślisz?
 - No ciebie zaakceptował.
 - Bo twoja babcia nie dała mu wyboru.
 Popatrzył na kultystę. Wydawał się stosunkowo młody, miał bandaże wokół nadgarstków i kostek, pomarańczowe szaty oraz żywe złote oczy z długimi czarnymi rzęsami, włosy miał zebrane w warkocz koloru ciemnego brązowego. Kultysta milczał, orientując się w sytuacji.
 Hyuga podeszła do niego i popatrzyła głęboko w oczy. Srebro patrzyło w złoto, obserwowało z powagą, aby po chwili uśmiech zagościł na wargach.
 - Hej. Jestem Hinata Hyu-...
 - Wiem kim jesteś. Widząca wśród cieni. Dziedziczka Byakugan. Krocząca światłem. Córka księżyca. Duchowa Wieszczka. Pięść Kiyoshiego. Narzeczona zdrajcy. - Mówił płaskim, pozbawionym emocji tonem. Wszelkie tytuły jakie wypowiedział kształtowały istotę Hyugii, ale sama nie czuła się na siłach, aby ich się zrzec.
  Posmutniała, myśląc o wszelkich zaszczytach, z których powinna być dumna, ale były dla niej niczym kajdany, łańcuch. Wzięła oddech.
 - Znasz mnie, ale ja ciebie nie. Zdradź mi swoje imię.
 - Ich nie pytałaś. Zabiłaś ich, jak tamci zdrajcy wioski. 
 - Nie pytam o imię, dlatego że chce wiedzieć kogo według ciebie chcę zabić. Pytam o imię, bo chce je poznać.
 - To nie ma sensu. - Pokręcił głową. Powoli docierał do brak sensu. - Dlaczego?
 - Pytasz dlaczego coś nie ma sensu? Hm. Po prostu takie jest życie. Ciężko poznać jego sens. A chce znać twoje imię, aby cię wyleczyć. Lubię mówić do ludzi po imieniu.
 Mężczyzna zamknął oczy, przypominając sobie lata bólu, okrutne treningi i biel przed treningiem. Była tak biała jak jej oczy, patrzył w nie, czując ból.
 Ciemnowłosa delikatnie dotknęła policzka kultysty, który się wzdrygnął. Młodszy Uchiha zrobił krok, ale został zatrzymany przez starszego brata.
 Nie wiedzieli, co czyni dziewczyna o miękkim sercu, ale wiedzieli, że nie ma zamiaru krzywdzić jednego z jej oprawców.
 - Seno. - Wyszeptał jedynie.
 - Miło mi cię poznać, Seno. Powiedz mi... Dlaczego nas atakujecie?
 - Rodzina Trzech Bóstw nigdy nie powinna się odrodzić... Działacie wbrew naturze! Żadno z Bóstw nie powinno...!
 -Więc zabijacie i polujecie na moją rodzinę, bo nas nienawidzicie ze względu na narodziny? To dość głupi powód. Rozumiem wasz strach, ale on nie powinien wpływać na waszą ocenę. Możesz sobie nie zdawać sobie sprawy, ale aktualnie nie zdajecie sobie sprawy z obecności Cieni.
 - Cienie są nieodłącznym stworzeniem! To przez Trzy Bóstwa stały się złe!
 - Nie. Zawsze były złe. - Klęknęła przed mnichem, mierząc jego rany wzrokiem. - Cienie to kreatury, pożerające niewinne dusze. Chcecie je uwolnić, dlaczego?
 - To oczyści nasz świat z kłamstwa, wojen i grzechu! - Warknął, patrząc na nią ze złością. Hinata zwróciła uwagę, że jest naprawdę chudy, niemal wątły. Nie był też specjalnie wyższy od niej, być może niższy nawet od jej niskiej przyjaciółki? - Te istoty przyniosą nam oczyszczenie! Oczyszczenie potrzebne ludzkości!
 - Jeśli je uwolnimy... Wszyscy zginą. Pragniesz śmierci? Zabij się, ale nie możesz decydować za wszystkich. Zabieram cię do wioski Nekogakure.
 - Żartujesz sobie. - Syknął Sasuke, podchodząc do dziewczyny.
 - Ani przez moment. Sprawa ta jest ważniejsza od spraw z Konoha. Chie i Azura... Muszą o tym wiedzieć. - Patrzyła w czarne oczy młodszego z braci. - Wrócę. Obiecuje, Sasuke-san.
  Zmarszczył brwi. Czuł złość, może nawet większą z powodu ciągle uciekającej Hinaty? Czarnowłosy był nie raz jak krnąbrne dziecko, ale w jednym miał rację. Dziedziczka wzięła na siebie zbyt dużo.
 - Dodatkowo... Powinnam zaprowadzić twojego brata do Nekogakure.
 - Idę z tobą. - Warknął niemal młodszy z braci.
  Hinata przechyliła głowę w bok i jedyne co powiedziała to krótkie, ale mające ogromne znaczenie.
 - Nie. - Chwyciła mnicha w pasie, postawiła, stając z nim i kierując się znanymi jej ścieżkami. Nie odwróciła się nawet na moment.
  Sasuke patrzył za narzeczoną zamrożony w szoku. Jego brat minął go, a młodszy chwycił go za ramię.
 - Co jej zrobiłeś? - Wyszeptał na granicy wybuchu.
 - Oh. - Uśmiech wygiął usta starszego. - Dałem jej to, czego potrzebowała, braciszku. To, czego ty nie potrafisz jej dać. - I po tych słowach odszedł za dziedziczką.
  Młodszy z braci patrzył na plecy oddalającego się brata chwilę, wzrokiem wrócił do Hinaty, która była już ledwie zarysem. Zamknął oczy. Czuł, że ją zawiódł, ale... Czym?
  Nie zamierzał stać, jak kołek, ale czy powinien ruszyć za nią, gdy ona tego nie chce? Czy powinien to robić? Czy na siłę ma sprowadzić ją do wioski? Z drugiej strony mieli układ, ale nie chciał robić jej tego.

~~

  Dla Hyuugi oczywistym zagrożeniem byli mnisi. Musi wykonać gorszą część roboty, a nie chce wciągać w to nikogo z jej wioski, nie jej przyjaciół, nie rodziny.
 - Długo nie możesz walczyć sama. - Odezwał się grobowy ton po jej prawej.
 - Tej walki nikt za mnie nie stoczy. - Odetchnęła, poprawiając mężczyznę na ramieniu, już jej trochę ciążył.
 - Twoje umiejętności są niesamowite, ale... Dlaczego odrzucasz mojego braciszka? Nie podoba ci się?
  Młoda dziewczyna nie sądziła, że zapyta akurat o to.
 - Wygląd nie ma znaczenia, Itachi-san.
 - Tak mówią brzydcy ludzie, a ty do nich nie należysz. 
  Hyuga stanęła, obróciła głowę w jego stronę.
 - Wygląd jest kwestią perspektywy. Naprawdę chcesz o tym dyskutować? - Zmarszczyła zdenerwowana brwi.
 - Oh. A dlaczego mam nie rozmawiać z przyszłą matriarchą. Poza tym jestem ciekawy waszego spotkania. Nasze rodziny były blisko, ale pierwotnie ja miałem być twym mężem, o ile dobrze pamiętam.
  Ciemnowłosa roześmiała się krótko.
 - Brzmisz, jakbyś był zazdrosny.
 - Być może jestem, księżniczko?
 - Nie, nie jesteś. Zwyczajnie robisz sobie ze mnie żarty, jednocześnie próbując ukryć oczywiste zmartwienie o swojego brata.
 - A ty unikasz tematu.
 - Nie, to nie do końca tak. Jestem zmęczona, możemy porozmawiać w Nekogakure, gdy rada zajmie się mnichem.
 - Myślisz, że mój brat dzielnie wróci do Konohy na własną rękę? Zapewne zaraz nas dogoni.
 - Wiem, że tak, ale... Liczę, że nie. - Jej oczy posmutniały, pokręciła głową. - Mógłbyś być dżentelmenem i wziąć Seno przez chwilę chociaż!
 - To ty się uparłaś, aby iść przodem. Poza tym jeszcze chwilę temu byłaś chętna na dyskusje i targanie go przez pół świata. Gdzie leży w ogóle ta wioska?
 - Zbyt daleko, aby dotrzeć tam pieszo.
 - I chcesz iść pieszo? - Uniósł brew, patrząc na jej stan.
 - Nie. Za chwilę przybędzie nasza... podwózka. - Uśmiechnęła się wesoło.
  Seno przez ich drogę był przytomny, ale udawał, że jest inaczej. Był ciekawy kim jest ta... podwózka.
 - Moja droga uczennico... Nie śpieszyłaś się.
 - Eh. Wiem, Kiyoshi-sensei, ale ty także się spóźniłeś. Zabierz naszą trójkę do Nekogakure... - Wyszeptała.
  Starszy z Uchihów patrzył na niemal mglistą postać białowłosego zapomnianego Bóstwa. Niestety, nie przyjrzał się zbyt długo, gdyż fala światła zalała polankę i... zniknęli.
  Młodszy patrzył na wybuch światła... i zniknięcie. Zacisnął dłonie w pięści. Dla niego wygrana była gorzka.



01 kwietnia 2020

Bądźcie zdrowi!

Ostatnio dużo się słyszy o koronawirusie, nie?

Miałam zabrać się za rozdział 37 już na końcówce marca, ale ostatnio przez ten wirus wieeele się brzydko mówiąc zjebało.

Straciłam pracę, okazało się, że nie jestem ubezpieczona - duuuużo spraw do rozwiązania, a czas krótki. Teraz jest wszystko w porządku, mam nadzieję, że trzymacie się ciepło i dbacie o swoje bezpieczeństwo!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Myjcie ręce, noście maseczki i rękawiczki! Chrońcie się i stosujcie do zaleceń, nie ignorujmy zagrożenia, które dotyczy nas wszystkich :)

Nie przeczę, zaniedbuje bloga. Rozdziały pojawiają się wybiórczo, albo w ogóle. Gomennasai~!

Za tydzień mam dla was małą niespodziankę! ;)



Dbajcie o swoich bliskich!


Wszyscy musimy się wspierać!

Libro dedicado a el clan Uchiha y sus ships. Todas las imágenes a sus… #fanfic # Fanfic # amreading # books # wattpad

Do zobaczenia~!

18 lutego 2020

Rozdział 36: Ujawniony sekret


~~

  Dotarcie na miejsce nie było dla niebieskowłosej żadnym wyczynem. Szybko zorientowała się, że Hinata nie chciała zostać znaleziona i poszła ze swoim porywaczem. Oczywiście kobieta nie wierzyła, że Hyuga mogła mieć syndrom sztokholmski, odczuwając sympatię do przestępcy, ale nie wiedziała, że się pomyliła pod tym względem...
 - Więc co dalej? Zostawiła opaskę. Przekreśloną. Wiesz, co to znaczy. - Ichigen starał się odwieść swoją starszą siostrę od pomysłu ścigania widzącej Kiyoshi.
 - Ignis. - Syknęła, a trzymaną przez nią opaskę objął płomień.
  Metal rozgrzał się do czerwoności i stopił na jej rękach, strzepała go, jak wodę po myciu rąk i wbiła rękę w piach. Fioletowowłosy skrzywił się na to i pokręcił głową. Wybraniec Azury wiedział, że teraz Aiwa nie odpuści.
 - Oddam grosik za twe myśli, droga siostro. - Położył dłoń na jej ramię, zwracając jej uwagę.
 - Oddaj i milion, ale ci ich nie zdradzę. Muszę ją znaleźć.
 - Chcesz ją zabić. - Przemówił stalowym tonem głosu, lustrując ją lodowatym spojrzeniem.
 - Krew mi to nakazuje. Wypiłam jej włókienko... Była pyszna, mały braciszku... Chcę jej śmierci, ale nie pozwolę sobie na zrobienie tego. Szał mi mija. Zaraz wszystko minie i stracimy jej jedyny trop.
  Ale Ichigen wiedział, że szał wcale nie mija. Nie jej szał. Nawet gdy żądza krwi minie to i tak Aiwa ją odnajdzie... a wtedy być może szał wróci.
  " Pośpiesz się, Uchiha, bo stracisz swoją cenną narzeczoną." - Poprosił w myślach, obserwując, jak Aiwa mamrocze do siebie, wydawało się, że rozmawiała z kimś kto stoi obok niej. " A to... muszę zgłosić mistrzom. "

~~

  Czarnowłosy z drużyny ósmej obserwował uważnie każdy ruch Uchihy. W myślach wertował wspomnienia, co też mściciel może mieć do jego cichej koleżanki z zespołu? Poza jedną sytuacją z przeszłości, której był świadkiem, gdy bliźniaczki Hyuga znęcały się nad Hinatą, nie mógł sobie przypomnieć nic, co by wskazywało na ten dziwny związek.
 - Shino... Myślisz, że to dlatego, że ona go sprowadziła? - Usłyszał zadziwiająco cichy głos Inuzuki ze swojej lewej, gdy skakali po gałęziach wysokich drzew.
 Aburame zamrugał. Coś się musiało wydarzyć między nimi... coś więcej. - Przeszło mu przez myśl. Wspomniał jego słowa "Ważniejsza od Itachiego", mordercy Uchihów, hańby a niegdyś chluby Konoha Gakure.
  Shinobi z klanu Aburame zatrzymał się, gdy osoba przed nim nagle zeskoczyła w dół.
 - Co jest? Czemu zbaczamy z drogi? - Kiba zeskoczył obok niego.
 - Przed nami jest dwoje ludzi.
 - Myślisz, że to ci, którzy porwali Hinatę? - Shino pojawił się obok nich.
 - Nie jestem pewny, ale tak spekuluje. Będą chcieli nas powstrzymać.
 - To bardziej niż pewne. Idź po Hine. - Inuzuka zacisnął dłonie w pięści na słowa przyjaciela.
 - Ty żartujesz?! To zdrajca liścia! Pewnie teraz ucieknie, a Hinata...
 - Gdyby miał uciec zrobiłby to już dawno. - Przemówił po raz kolejny ninja w ciemnych okularach, poprawiając je.
  Kiba zacisnął mocniej pięści, popatrzył ostrzegawczo na Uchihę.
 - Nie waż się jej zostawiać, bo wytropię cię i wypruje flaki. - I dwójka ruszyła.
 - Nie mam zamiaru porzucać mojej narzeczonej. - Wypowiedział te słowa i wiedział, że genialny słuch Kiby wychwyci te słowa puszczone w świat.
  Inuzuka obrócił ku niemu zszokowane spojrzenie, ale postanowił skupić się na drodze ku dwójce niebezpiecznych typów.
  Shino nie dał poznać po sobie szoku, ale w głębi czuł go doskonale. Tak, jak jego przyjaciel wiedział, że nie mogą teraz się rozpraszać i skupić na eliminacji potencjalnego zagrożenia.

  Sasuke wyciągnął z paska liścik z ostrzeżeniem od Isamu, który przechwycił jeszcze przed spotkaniem z Shino i Kibą. Dochodził już późny wieczór, więc wiedział, że każda chwila jest cenna. Znając zagrożenie ze strony Aiwy, jej niestabilności i lekkiej niepoczytalności musiał być przed nimi. Nie potrafił wyjaśnić jak ale miał przeczucie, które mówiło mu, że dobrze się kieruje. To tak, jakby niewidzialna dla, nawet jego sharingan, oka pokazywała mu drogę.
  Potrafił to wyjaśnić tym, że są zaręczeni, byli w swoich ciałach, więc podejrzewał, że coś przeszło z ciała Hinaty na niego. Nie potrafił określić jednak czym było owe "coś", a na razie jedyna osoba, która była by skora coś mu wyjaśnić jest nie wiadomo gdzie.
  Biegnąc zauważył ruch w krzakach, chwycił kusanagi pewniej i przygotował się na atak, odbijając ostrze rzucone w jego stronę. Stanął w lekkim rozkroku, ostrożnie mierząc swoje kroki, obserwując uważnie miejsce i wytężając słuch. Czyżby się jednak pomylił i osobnicy, do których pobiegli Shino z Kibą nie byli tam? Może to Aiwa i Ichigen, a nie jak podejrzewał porywacze?
  Z krzaków wyszła postać ubrana w długą szatę, zadziwiająco różną od kimon, jakie widział u mnichów. Nosił kaptur, na szyi miał medalion z dziwnym okiem, od którego rozchodziły się jakby promienie. Szata była koloru ciemnej szarości i zakrywała jego ciało. Spostrzegawcze oczy Sasuke dostrzegły jednak okrwawiony bandaż wokół ust i nosa. Niewątpliwie był to mężczyzna, a tym, co go odróżniało od mnichów było to, że u paska nosił dziwny, postrzępiony sztylet.
 - Narzeczony kroczącej, widzącej z klanu Kiyoshi... Witaj. - Ukłonił się w pas, a miał ton równie obślizgły i ociekający sztucznością, co znany mu niegdysiejszy mistrz sannin.
 - Czego chcesz? Nie mam dla ciebie czasu. - Nie dekoncentrował się, domyślał, że będzie ich więcej i tylko czekają, aż straci czujność.
 - Ależ masz, masz i to aż nadto. A jak go nie masz, sprawimy, że będziesz miał.
  Co to miało niby znaczyć? - Zacisnął dłoń na rękojeści swojej katany.
 - Krocząca jest nam potrzebna... To ona zamknęła wrota... A my pragniemy ich otwarcia. Ludzkość musi pokłonić się mrocznym cieniom, bo jedynie wtedy i tylko wtedy osiągnie zbawienie! - Mężczyzna zbliżał się do niego, a wtedy Sasuke dostrzegł innych.
  Było ich dwudziestu, a wciąż wychodzili z cieni drzew i krzewów. Nie znał ich umiejętności i nie miał zamiaru nie-doceniać przeciwnika. Jeśli on nie uratuje Hinaty to ta zginie albo z ich rąk, albo z rąk Aiwy. Miał coraz mniej i mniej czasu.
 - Jesteście poprani. - Stwierdził, trzymając w jednej ręce katanę, a drugą wyciągając zwój.
  Nie straci jej tak, jak stracił ją z oczu za pierwszym razem. Tym razem to on ją ocali, nie na odwrót.

~~


  Granatowowłosa przemierzała las w towarzystwie swojego przyszłego szwagra, który natomiast milczał. Ta cisza nie była taka, jaką miała nie raz z Sasuke, ta ją denerwowała, irytowała i stresowała. Winiła za to jeszcze narkotyk, który jej podał, ale teraz nie mogła wyrazić swojego niezadowolenia. Musi dać z siebie wszystko w tej walce, która na nią czeka, a do tego musi się przygotować. Wiedziała, że jej sojusznik jest potężnym ninja, ale nawet on poddał się osobnikom, którzy zabili jego kompana i poszedł z nimi na współpracę.
 - Co wiesz o naszych wrogach? - Zadała to pytanie, idąc obok niego.
  Nie czuła się zbyt komfortowo w stroju, który podarował jej starszy z braci Uchiha. Lubiła swoją bluzę i spodnie, ale teraz wiedziała, że nie ma co dyskutować o guście Itachiego. Obcisły czarny kombinezon bardzo podobny do tego, który nosił Rock Lee, z grubym pasem, gdzie miała doczepioną kaburę oraz sztylet, długie buty tego samego koloru co kombinezon oraz ten sam kapelusz, który nosił on. Cieszyła się z zakrywającego jej drobną postać płaszcza, ale zbyt dobrze wiedziała czyje są na nim czerwone chmurki - Akatsuki. Mimo to nie czuła się jak zdrajca Konohy, mimo utraconej opaski, która pokazywała jej przynależność. Przez moment czuła się wolna od tych zobowiązań, wobec klanu, wobec Hokage, wobec duchów i podobało jej się to uczucie.
 - Są zorganizowani bardziej niż najlepsze grupy przestępcze naszych czasów. Są tajemniczy, działają z ukrycia. Obserwowali cię, wiedzą o Tobie więcej niż byś chciała, aby wiedział ktokolwiek.
 - S-skąd wiesz, że mnie obserwowali? Jak długo?
 - Nie potrafię stwierdzić. Posiadali wiedzę o twoim drzewie genealogicznym, o matce, o powiązaniach... Dali mi tę wiedzę, abym mógł się łatwo porwać. Swoją drogą też lubię słodycze, dango brzmi obiecująco, choć nie pogardzę dobrymi bułeczkami cynamonowymi. - Mówił bardzo poważnym tonem głosu, ale uśmiechnął się łagodnie do dziewczyny, która zarumieniła się.
 - N-naprawdę są aż tak dokładni? Czym sobie zasłużyłam na ten podchodzący pod stalkizm zaszczyt? Aż się zarumienię. - Nie mogła pohamować sarkazmu w głosie, zdenerwowana tym obrotem spraw.

 Uchiha Itachi

  Starszy Uchiha pokręcił głową.
 - Może to twoja uroda i umiejętności podbiły ich serca i zainteresowanie?
  Roześmiała się cicho, kręcąc głową, podłapując od razu humor.

Smile when you need to.. #Hyuga Hinata

 - Mogli wysłać kwiaty i zaproszenie na herbatę. Nie odmówiłabym.
 - Ah, a wiesz, że różnymi mężczyznami może kierować strach przed odrzuceniem? - Roześmiali się obydwoje.
  Czarnowłosi mimo wszystko byli podobni. Wiedzieli obydwoje, jaki ciężar tkwi na ramionach spadkobierców potężnych rodów, wymagania jakie im stawiają. Różnicą między nimi była oczywista siła i pewność siebie. Gdzie Itachiemu wszystko przychodziło łatwiej i był genialnym spadkobiercą, godnym pozazdroszczenia przez nie jedną głowę klanu, ona była czarną owcą. Można było powiedzieć, że w tym się uzupełniali.
 - Więc... Kim są Kiyoshi? - Zapytał, gdy się uspokoili. - Czytałem kiedyś o nich... ale żadnego nie poznałem.
 - Kiyoshi jest Bóstwem Śmierci, zapomnianym dość i znienawidzonym. W przeszłości klan Kiyoshich był... znany z praktyk na tle spirytystycznym. Rozmowy z duchami, przeprowadzanie ich na drugą stronę. Ogólnie... Zachowywanie równowagi w świecie żywych i umarłych, ale nacje obawiali się ich mocy. - Zdradziła. - Więc ich wyrżnięto, jak psy. - Serce zabiło jej mocniej, czuła palącą złość. - Nic nie znaczących, bo uważano, że to co robią to kanibalizm, świętokradztwo oraz niemoralne praktyki. Ale przeżyli. Kiyoshi musiał zostać długi czas w świecie duchów, gdzie sprawował władzę, gdy jego rodzeństwo, Chie i Azura rośli w siłę i leczyli dawne rany. Z racji braku wiary w nich musieli przybrać inne postaci, nie ludzkie. Ale nie mogę powiedzieć jakie.
 - Są kotami.
 - Hę?! Skąd wiesz?! - Zamrugała zaskoczona.
 - Obserwowałem cię dłużej niż na polu treningowym. Widziałem, jak rozmawiasz z kotem, co znaczy, że albo jesteś szaloną dziedziczką z urojeniami albo masz wyjątkowe zdolności komunikacji ze zwierzętami... - Tu mogła przysiąc, że widziała błysk rozbawienia w jego oczach. - ... Lub wyjątkowe powiązania.
 - Dobrze... Jesteś inteligentny... Powinieneś być detektywem albo pracować dla milicji.
 - Tego chciałem właściwie. - Uśmiechnął się połowicznie.
 - Oczyszczę cię z zarzutów, gdy wrócimy do wioski. - Przysięgła.
 - Musiałabyś mieć radę po swojej stronie. ANBU i...
 - Mam babcię, która ma w garści radę Konohy. - Jego oczy się rozszerzyły. - Podczas gdy klan Uchiha osłabł to klan Hyuga rósł w siłę. Rozwinęliśmy handel zagraniczny, alkohole czy pola klanowe rozrosły się. Konoha polega mocno na Hyugach pod względem militarnym, jak i ekonomicznym.
 - Nie jest to zbyt dobre posunięcie.
 - I rada to wie. - Uśmiechnęła się słabo. - Ale już jest za późno. Moja babcia, Hirako, była i jest niezłą intrygantką. To ona wyciągnęła pakt mówiący o naszym, moim i Sasuke, małżeństwie.
 - Dlaczego wyciągnęła stary zwój?
 - Bo liczy na korzyści, to oczywiste. Dla mojej rodziny nie jestem niczym więcej niż towarem. Dla Hokage jestem czymś, co pomaga ustalić zbrodnie. - Przegryzła wargę. - Nie... Nie powinnam tak mówić. Wioska i rodzina mnie potrzebują.
 - Co nie znaczy, że nie możesz tego odczuwać w taki sposób. Nie duś w sobie emocji i pozwól sobie odpocząć. Nosisz... Ciężar. Choć fakt faktem, że Konoha zbyt polega na Hyugach, bez urazy, hime.
 - Nie uraża mnie fakt czy prawda.
  Zadziwiające, że możesz prowadzić dyskusję o polityce, ekonomii, więziach rodzinnych z mężczyzną, który porwał cię z rodzinnej wioski, prawda? Hinatę nie zaskakiwał już absurd całej sytuacji, a im dłużej rozmawiali, kierując się w stronę niewiadomej tym bardziej ufała mu i wierzyła już nie tylko słowom matriarchy Uchiha, a samemu Itachiemu.

~~

  Hotaru przytrzymywała podbródek kapitana ANBU i wysłuchiwała jego ostatnich słów zanim wypielęgnowaną dłonią wydłubała mu oko. Widziała jego twarz, co w oczach oddziału równało się z jego śmiercią, więc postanowiła mu zadać ją w najbardziej bolesny sposób.
 - Okrutnie, córko. - Odezwała się Hirako, masując obolałe ręce, gdy siedziała na upadłym drzewie.
 - Nie miałam wyjścia, matko. Nie dał mi go absolutnie. Myślicie, że to znowu Mgła?
 - To by oznaczało wojnę. - Odezwał się milczący Hiashi.
  Pewnie rozmyślacie nad konsekwencjami dla Hyugów, prawda? Morderstwo jest ciężkim wyrokiem, ale nie żył nikt - poza nimi - kto mógłby opowiedzieć historię. Oficjalnie nie ma ich tutaj, a Rada nie będzie pytała o działania Hyugów, więc... Ludobójstwo ujdzie im płazem. Wychodząc na wojnę z Hyugami musisz liczyć się z konsekwencjami, a w wiosce panuje pewne powiedzenie na temat tej szlachetnej rodziny - "Mierz swoje słowa, bo Hyuga ma nie tylko spostrzegawcze oczy."
 - Odnajdą ją. - Zapewniła swoje dzieci Hirako.
 - Nie wątpię w to ani przez moment, jednakże... Chciałabym wiedzieć dlaczego zostałam pominięta w zaproszeniach.
 - Co masz na myśli?
 - Nie bądź głupcem, Hiashi. - Syknęła Hotaru. - Sprzedaliście Hinatę samemu diabłowi i myślicie, że nie dojdzie to do moich uszu?
  Jedynym problemem jaki Hyuga mięli... to ten między sobą. Dla wioski byli przykładnym źródłem dochodu stałego, ale więzy mogą być krótkie lub długie, trwałe urazy lub zaleczone rany... Główna rodzina i ta boczna... Dwie gałęzie wzajemne od siebie, a jednocześnie tak dalekie. Hotaru nie przyjęła pieczęci z racji bycia gejszą, ale była samoukiem. Miała kwalifikacje kunoichi i dlatego była również cenioną gejszą, bo potrafiła zapewnić komfort, ale delikatną pięścią zabić.
 - Naprawdę chcesz się kłócić o to teraz? - Syknął ojciec porwanej dziewczyny.
 - Oh, a kiedy indziej? Nad grobem dziewczyny, bo sam diabeł zwiał? Nie wierzę w jego przemianę, nie wierzę w to, że nagle zaczęło mu zależeć na kimś innym niż Itachim, którego pragnie zabić.
 - Hotaru. - Pomasował skronie.
  Głowa klanu naprawdę miała dość zachowania siostry i żałował, że nie leży wśród ANBU, choć z jej temperamentem niebawem do tego dojdzie.

~~

  Walka była wyczerpująca, ale Shino i Kiba zdołali związać Aiwę, która nie była do końca szczęśliwa z tego powodu. Nie rozumiał, dlaczego młoda kobieta ich zaatakowała, ale widocznie musiała ich uznać za zagrożenie.
  Isamu podał dobranej siostrze leki nasenne, dzięki którym odpłynęła.
 - Co się wydarzyło? Nie mieliście szukać Hinaty? Skąd ten atak!?! - Wypytywał Kiba.
 - Oh, zamknij się, psie i siad. - Warknął na niego młodszy chłopak.
  Inuzuka już zacisnął pięść, ale Shino go powstrzymał.
 - Co jej się stało? - Shino, obwiązywał sobie udo bandażem, który stale przeciekał od jego krwi.
 - Aiwa... jest niestabilna psychicznie.
 - To widziałem! Prawie odcięła mi głowę! - Syknął Kiba.
 - Nie rozumiesz. Jest taka przez krew. To częsty przypadek w klanie Chie-sama. Moc krwi jest ciężką do opanowania i niezwykle... łatwo stracić kontrolę. Szczególnie, gdy nie ma się partnera.
 - Co? - Tym razem odezwał się Shino.
 - Partnerzy w Trzech Klanach są ważni. Są drugą połową, a w klanie Chie nie ma nikogo kto spełniałby Aiwę... Stąd pogłębiające się szaleństwo.
 - Czyli musi sobie chłopa znaleźć? - Isamu skrzywił się na ten dobór słów psiego ninja.
 - Prosto mówiąc tak. Uściślając muszą być dobrani pod względem krwi, harmonii serc oraz dusz.
 - Możesz być bardziej precyzyjny?
 - O Stwórcy i na kocie łapki... Jesteście idiotami, czy tylko udajecie? - Pokręcił głową, zabierając włosy z twarzy kobiety. - Według legendy mamy na palcach serdecznych nicie, czerwone nicie przeznaczenia, my ich nie widzimy, ale są połączone z naszymi bratnimi duszami. U Azurów wystarczy zgodność charakteru. U Kiyoshich musi być zgodność dusz... ale klan Chie to co innego. Są silni... Zawsze silni, a ta siła ich przygniata. - Smutny uśmiech wygiął jego wargi. - Przez swoją siłę zapominają, jak ważne są emocje. Odczuwanie ich... Gubią się w tym i nie potrafią wyjść ze swojego małego świata. Są w nim uwięzieni, a mało kto wyciąga rękę do tych na dnie. Aiwa... nigdy nie dostała swojej ręki. W jej sercu nie było miejsca na miłość, więc się jej wyrzekła... - Samotna łza spłynęła mu po policzku i aby ją ukryć opuścił głowę. - Szalejących Chie się eliminuje, bo są niebezpieczni dla otoczenia i siebie samych.
 - Więc... ona umrze?

Znalezione obrazy dla zapytania: kiba sad

 - Nie wiem... Mam nadzieję, że nie. Dostałem rozkaz obserwowania jej, gdy się tylko pojawiła. Stała się dla mnie siostrą, mimo że byliśmy inni. Widziałem, jak pragnie emocji, jak patrzy tęsknie w dal... Jak dba o innych, aby zagłuszyć swój ból i smutek... Ale im więcej smutku, im więcej bólu tym człowiek mocniej i silniej upada. Upadek Aiwy... jest kwestią czasu.
  Aburame popatrzył na niebieskowłosą, która spała ze spokojem. Zaryzykowała siebie dla Hinaty, pogłębiając swoją rozpacz, jednocześnie niszcząc siebie. Poczuł żal dla starszej od niego dziewczyny i zamknął swoje oczy, nie obwiniając jej o coś, na co nie ma wpływu. Inuzuka zamknął swoje oczy, nie wierząc, że dziewczyna tak wulgarna i jednocześnie tak zażarta, którą ledwie mógł poznać niedługo zostanie skazana na śmierć.
 - Nie smućcie się. Jeszcze z Aiwą jest dobrze. I dopóki żyję, dopóty będę ją krył. - Isamu uśmiechnął się przez łzy, samemu wiedząc, że z powodu egoizmu przedłuża jej ból.
  Dwoje ninja z Konohy także zdawało sobie z tego sprawę, ale milczeli, zajmując się ranami.

~~

  To był już koniec walki. Uchiha wybił większość z nich, a pozostali zawołali do odwrotu. Przyłożył katanę do brody, unosząc ją, patrzył w oczy kultysty.
 - Gdzie ona jest? Gdzie ją ukryliście? - Mimo wszystko nie brzmiało to jak pytania.
  Kultysta zakasłał, wypluwając krew. Uchiha obciął mu nogę i było kwestią czasu wykrwawienie się.
 - Nie...
 - Gadaj, albo znajdę kolejnego i kolejnego, aż wyrżnę was wszystkich. - Mówił spokojnie, jakby to było mówienie do dziecka, które nie chcę zjeść warzywek.
 - Ona... mistrz kazał wynająć... wynająć jednego z brzasku... daliśmy mu informacji... dużo. I mamy... miejsce... ale nie... nie powiem...
  Jedno machnięcie kataną i palce uderzyły o brud ziemi, zrobił to bez mrugnięcia. Był już zmęczony walką, całą walkę oszczędzał chakrę na tyle na ile mógł, ale nadal była to ciężka bitwa... Jakbyś  był otoczony przez watahę wilków, które spadają na ciebie jedno po drugim, a ty musisz odpierać każdy atak. Wokół leżało mnóstwo ciał, nieruszających się lub konających w agonii.
  Uchiha poczekał, aż przestanie krzyczeć, podniósł go i oparł o drzewo, przybijając doń swoją wierną broń.
 - Jesteś pewny?
 - Heh... he... - Głowa zaczęła mu opadać, ale patrzył na coś ponad ramieniem Uchihy.
  Sasuke odwrócił spojrzenie i widok wlał do jego serca ciepło ulgi.

Znalezione obrazy dla zapytania: sasuke smile art

 - Hinata... - Nie mógł powstrzymać uśmiechu, wyginającego jego usta.
  Dziewczyna o długich włosach, kapelusz wypadł z jej rąk, gdy się zbliżała do niego, patrząc rozszerzonymi oczami na jego stan.

 
Musiał wyglądać w jej oczach strasznie. Zakrwawiony i na granicy wycieńczenia. Ta krew jednak nie należała do niego, przynajmniej duża połowa z niej.
  Ciemne włosy zostały rozwiane przez wiatr, a on wpatrywał się w nią dłuższą chwilę, gdy szła do niego na drżących nogach, unikając ciał, a on szedł do niej, nie zwracając na nie uwagi z powodu zmęczenia i szczęścia, że żyje i wróciła...
 - Mówiłem... przyjdzie... powstańcie bracia i siostry! - Krzyczał kultysta przybity do drzewa. - POWSTAŃCIE! Oto i krew tej, która otworzy nam bramy! Niech zasmakuje jej krwi ziemia! I niechaj brama się otworzy!
  Rytualne sztylety zostały rzucone, a on jedyne o czym mógł myśleć to jej bezpieczeństwo. Nie straci jej. Rzucił się ku niej, osłaniając.

 Znalezione obrazy dla zapytania: sasuhina hurt

  Dla Uchihy był to moment. Miał wrażenie, że jego świat zaraz legnie w gruzach i musi działać szybko. I zadziałał. Odbił część kunai, ochraniając w ten sposób swojego brata i jego narzeczoną.
 - Nie tak szybko. Teraz mamy więcej szans. - Uśmiechnął się starszy z rodu, prawowity i jedyny spadkobierca klanu Uchiha.
  Prawdziwe bitwy nigdy się nie kończą... Sasuke dopiero teraz rozpoznał głos i domyślił się kto miał Hinatę... Ale niestety sam nie był pewien o co powinien zapytać. Po raz kolejny miał w głowie myśl, że odkąd poznał dziedziczkę klanu Hyuga przegrał.


I oto i jest! Trochę to trwało ale jednak! ^^ Mam nadzieję, że miło się czytało!




  

19 stycznia 2020

Od autorki do was

*wychyla się nieśmiało* H-hej wam, nie zabijecie, no nie?
Ostatnio w moim życiu się dużo wydarzyło. Po pierwsze problemy zdrowotne, wizyty u rodziny, nawał pracy i tak dalej, dużo by mówić! ^^" Teraz mój stan jest unormowany i mogę ze spokojem pisać dalej. 
Normalnie pisałam notki na telefonie, ale z racji jego zmiany (jeszcze nie przyzwyczaiłam się do nowego) musiałam to na jakiś czas zarzucić i stąd rozdziały pojawiają się krótkie i nie raz bez ładu i składu xD 
 Przepraszam was za tak dłuuuugi czas oczekiwania, ale mam nadzieję, że jeszcze nie straciliście we mnie tak do końca wiary!

Druga sprawa. Pojawiła nam się nowa postać. Zapewne wielu z was pomyśli, że nie mam pomysłów i dlatego wbijam nowe postaci - tu wam powiem, że nie. Pomysłów mam zbyt dużo, a sama postać Hotaru ma swoją rolę do odegrania w życiu Hinaty, choć bardziej w paringu NejiTen ją widzę.

Trzecia sprawa. Wszystkiego co najlepsze w NOWYM ROKU!


Rozdział 35: Ucieczka czy porwanie?


 Strach - to jedyna emocja jaką mógł odczuwać w tym momencie dziedzic rodu Aburame. Zazwyczaj obojętny i chłodny, jak niewzruszona góra lub zobojętniały na wszelkie zewnętrzne bodźce. Teraz? Wyczuwał robaki, krążące w zaniepokojeniu po jego ciele. Miał wrażenie, że zaraz go pochłoną, owiną w ciemności, w strachu. Czuł, jak ich odnóża nerwowo stąpają po jego skórze, jak chaotycznie się poruszają, zagubiony w swoich myślach nie mógł skupić się na słowach Hokage.
  Widział, że kłóci się z nią Kiba na temat porwania Hinaty. Nie skupiał się na krzykach Inuzuki, a na milczącej głowie klanu Hyuga i stojącej obok niego niskiej postaci młodej kobiety z maską z uroczymi uszkami na boku głowy.
  Zdaniem Aburame należała do pięknych kobiet, ale widział w jej oczach to, co sam miał - obojętność, niechęć do przebywania w aktualnym położeniu, a przede wszystkim gdzieś głęboko w nich strach. A może mu się tylko wydawało? Może przypina jej emocje, aby nie czuć się osamotnionym?
  Ich spojrzenie się skrzyżowało. Niebieskowłosa odetchnęła ciężko i odliczyła na palcach do pięciu, po czym zacisnęła dłoń i skierowała się do biurka Hokage. Pięścią uderzyła o stół z głośnym łoskotem, które rozbrzmiewało jeszcze w pomieszczeniu, zamknęła oczy i odetchnęła po raz kolejny, z jej ślicznych, nieco zbyt bladych ust wylała się fala brudu, przekleństw, których powstydziłby się nie jeden szewc.
 - A-aiwa! - Tsunade poczerwieniała na twarzy, a pokój ogarnęła cisza.
 - No wreszcie zamknęliście ryje. - Przeczesała włosy i związała je, zsuwając maskę i zapinając ją po chwili na biodrze.
 - Jak ty się wyrażasz w obecności czcigodnej? Nie wstyd ci? - Shizune, wierna asystentka samej piątej nie kryła swojego zgorszenia zachowaniem młodej "damy".
 - Czy mi wstyd? Oh, zawsze. - Roześmiała się bez cienia radości, odwróciła głowę do Hokage. - Dlaczego nie chcesz ich puścić, co? To drużyna Hinaty. Kto jak nie oni ją odnajdzie, co?
  Blondwłosa zamknęła oczy na moment, zbierając myśli. Prawda jest taka, że nie tyle, co nie chciała wysyłać grupy, co nie mogła. Nie mają żadnych informacji o zagrożeniu ze strony lykan, ani o przebywaniu Hinaty. Żadnych śladów. Nic!
 - Wierzę w umiejętności Hinaty i że sama się wydostanie. Wysłałam jednak grupę ANBU. Wy powinniście zostać w Konoha, aby mieć oko na byłych uczniów Orochimaru. Potrzebuje was tu, na miejscu. - Jej głos był twardy niczym stal.
 - Hokage. Mówimy o mojej cór-... - Zaczął dotychczas milczący Hiashi, ale przerwała mu Nyarien.
 - Czy ja ci, kurwa, wyglądam, jak jakaś niańka?! Mam w głębokim poważaniu, co się stanie z tą zapyziałą wioską! - Podeszła do okna i otworzyła je na oścież. - Nie mam zamiaru wcinać się w twoje sprawy, więc nie wpierdalaj się w moje. Jestem członkinią Klanu Trzech Bóstw, a Hinata, jak ja czy Ichigen jesteśmy wybrańcami, więc mam gdzieś przynależność. Jeśli Konoha tak traktuje swoich oddanych ninja, którzy nocami badają trupy, zajmują się starymi zbrodniami, tracą kontakt ze światem, okłamują i oszukują praktycznie wszystkich, aby w tej jebanej wiosce było okej to mam to gdzieś! Zapewniam cię, o wspaniała czcigodna Tsunade, sannin, najlepszy medyku i królowo ślimaków, czy jakie tam masz jeszcze tytuły... że sojusz, którego pragniesz, po moich słowach do Chie nie będzie miał prawa bytu. A co do drużyny ósmej... radzę się zastanowić, czy porzucenie towarzyszki jest ponad lojalność. Hiashi-san, gdy tylko odnajdę Hinatę zabieram ją do Nekogakure. Nie pozwolę jej tu dłużej przebywać. - I wyskoczyła przez okno.
  Pokój ogarnęło milczenie. Cisza, jak makiem zasiał. Kiba opadł na kolana w szoku, Shino stał chwilę zamrożony i zagubiony w myślach. Tsunade pomyślała o słowach Aiwy, o sojuszu... i o utracie zdolności Hinaty, jak i jej samej.
 - Co znaczy... że Hinata należy do klanu...Trzech Bóstw...? - Zdołał odzyskać głos, w którym było słychać chrypę, jakby był na pustyni bez wody.
 - Kiba... - Chciał zainterweniować Aburame.
 - Co to ma znaczyć?! Dlaczego my... jej przyjaciele nic o tym nie wiemy!? - Nie patrzył, krzyczał. Po prostu. Uczucie zdrady, brak zaufania, ale i szok.
  Ich Hinata, przyjaciółka, w której zawsze mięli oparcie. Ta słodka dziewczyna, nie znająca połowy przekleństw, których używała niebieskowłosa! Niewinna i czysta Hinata z klanu Hyuga...
 - Jak długo? - Zażądał odpowiedzi chłopak w okularach.
  Hiashi zamknął oczy, pomyślał, że powinien porozmawiać z nimi wcześniej, przekonać córkę, aby odkryła prawdę, ale nie chciał się wtrącać. Chciał, aby uczyniła to sama, w innych okolicznościach... ale w jakim czasie?
 - Jak długo nam nie ufała?! - Wrzasnął Inuzuka, patrząc z wściekłością na Hokage. - Ile jest prawdy w tym, co mówiła Aiwa?!
 - Inuzuka! - Skraciła go od razu Shiune.
 - Kiba zadaje trafne pytania, choć nie do was. - Odezwał się Hiashi, zwracając uwagę osób w pomieszczeniu. - Moja córka odkryła te zdolności po tym, jak odnaleźliście Yasu.
 - Yasu... - Powtórzył Aburame. - Tak... długo...
 - To długi czas. Prawda. - Skinął głową ojciec zaginionej. - Hokage. Chcę zgłosić misję.
 - Co? Teraz!?
 - A kiedy? - Otworzył swoje blade oczy i uśmiechnął się drwiąco. - Misja z wysokim priorytetem. Odnalezienia mojej najstarszej córki, a dziedziczki klanu Hyuga, Hinaty Hyuga. Chcę, aby szukał jej zespół tropiący drużyny ósmej. Kiba Inuzuka, Akamaru oraz Shino Aburame.
 - Ty nie...
 - Odmówisz tego ojcu zaginionego dziecka? Przyznam, że źle to wpłynie na twoją reputację. - Pokręcił głową z rezygnacją. - W takim razie pozostaje mi poprosić o to inną wioskę. Może wioska Piasku przyjmie to zadanie? - Zaczął się oddalać.
 - Hiashi! - Krzyknęła za nim, ale głowa klanu opuściła już pomieszczenie. - Co za dziecinada! - Syknęła do siebie.
  Shizune popatrzyła na niepełną drużynę ósmą, którzy stali niepewni. Nie sądzili, że Hiashi przejmuje się tak losem swojej córki, ale cóż mogli wiedzieć? W końcu nie pytali...
 - Idźcie do swoich obowiązków. - Rozkazała im.
 - Ale Hina-... - Zaczął brunet.
 - Bez dyskusji!
  Drzwi trzasnęły za nimi. Oboje byli wściekli, rozgoryczeni, rozżaleni i zmartwieni. Jedno było pewne. Nie zostawią Hinaty samej.

~~

  Ciemność nie była jedyną przeszkodą Hinaty, ale i wilgoć jaskini. W pierwszą noc dostała szorstki koc, ale ten szybko przemókł, ale to nie było jedynym z wielu problemów. Osobnik wstrzyknął jej nieznaną substancję, która sprawiła, że nie mogła rozpoznać kształtów i zwiotczyła jej mięśnie w taki sposób, że mogła tylko leżeć lub wspierać się o ścianę, ale zaraz po niej spływała. Ślina spływała jej z ust, a język był odrętwiały.
 - Nie chciałem cię porywać. - Odezwał się po raz pierwszy, a jej oczy szukały go w ciemnościach. - Jesteś niesamowitą istotą... Spotkałem cię już... na cmentarzu. Mogłem wtedy się zorientować...
  Umysł był zamglony... Ile osób ona spotykała na cmentarnej ścieżce, aby wszystkich zapamiętać?
 - Sadziłaś szałwię wokół grobu pewnej rodziny. - To też jej nie pomogło. Cały cmentarz był w szałwii... - Uchiha.
  Czerwony alarm zamigotał w jej głowie. Już wiedziała kim jest ta osoba, gdyby nie była już odrętwiała to wiedziała, żeby się trzęsła, jak przerażone zwierzę. Sam na sam z "mordercą" swojej rodziny? Dodatkowo... przyszłym szwagrem. Hinata zaśmiała się w głowie sucho. Porwał mnie mój szwagier, to będzie ciekawa rozmowa przy rodzinnej kolacji! Hahahaha! - Musiała czymś zająć głowę, nie mogła ruszyć ustami, aby go zapytać po co.
 - Dostałem na ciebie zlecenie. Od niebezpiecznych ludzi. - Stwierdził zobojętniałym głosem. - Zabili mojego towarzysza.
  Zakaszlała, zwracając jego uwagę. Narkotyk w jej żyłach przestawał powoli działać.
 - Pokonałbym ich... ale jesteś związana z moim bratem... - Mówił dalej. - Przyjdzie po ciebie... a wtedy moje przeznaczenie się wypełni.
 - Osz...lyłyś... - Jeszcze odrętwiały język dawał o sobie znać, złapała oddech, skupiła się na swoich słowach, aby je wydobyć z gardła. - Uchiha-san... Twoja rodzina... nie zrobiła nic... złe..ko. Posłu... chaj... Nie możesz... nie możesz tak... Powinieneś żyć...
 - Skąd wiesz, że nie chcę żyć?
 - Wyczu... wam. to.
  Drgnął wyraźnie. Zamilknął, patrząc w jej oczy, zaintrygowany.
 - W coś ty się wplątała, Hyuga-hime? - Przechylił głowę w bok, nie odrywając oczu od niej. - Będą tu za trzy dni, więc na pewno jeszcze porozmawiamy. Leż tu. - Udał się ku wyjściu z jaskini, zasunął wejście krzakiem i wykonał parę pieczęci ręcznych.
  Zapewniam, że wolałbyś nie wiedzieć... Muszę się stąd wydostać. - Pomyślała, skupiając całą swoją wolę na odzyskaniu panowania nad swoim ciałem. Przelewała czakrę ku stopom, koniuszkom palców... ale to na nic... Próbowała ile mogła, ale zaraz opadła w niezdrowy sen.

~~

  Nyarien poszła na pola treningowe, gdzie trenowała wybranka Kiyoshiego. Obeszła słup naokoło, szukając jakichkolwiek śladów. Wiedziała, że Hiashi wyszedł zgłosić misję poszukiwawczą, ale też przeczuwała, że biurokracja Konohy ssie i nie zdążą uratować w porę jej drogiej przyjaciółki.
 - Wystarczy kropelka... - Szeptała do siebie, klęcząc przed pniakiem i szukając.
  Wyczuła za sobą obecność, ale rozróżniła energię swojego młodego kompana.
 - To co? Wybrańcy w akcji, Ai-nee? - Uśmiechnął się.
 - Jak zawsze musimy ratować sztukę, młody. - Strzeliła dłońmi.
 - Myślisz, że kumple Hinaty zadziałają? - Zapytał, opierając dłonie na biodrach.
 - Mam to tam, gdzie zdanie Hokage. Jak się nie pośpieszą to znajdą Hinatę gdzieś w krzakach, a na to nie pozwolę.
 - Zbyt szybko się przywiązujesz, Ai-nee.
 - Oh, co ja poradzę, że mam instynkt macierzyński?! - Roześmiała się gorzko, przejeżdżając dłonią po materiale. - I mam.
 - Ugh... Nienawidzę, gdy to robisz... - Zmarszczył nos zdegustowany, gdy jego kompanka zamoczyła palce w czerwonej substancji, wyciągając ją, jak włos z rosołu.
  Nić ciągnęła się, łącząc z słupem, znajdowała się między palcem wskazującym Aiwy, a jej kciukiem. Stara, śmierdząca krew - to było czuć w powietrzu. Nyarien owinęła ją sobie wokół palca i przyglądała przez chwilę, po czym, jakby to było najwspanialszy i najsmaczniejszy makaron wzięła do ust i wciągnęła, jak prawdziwe. Oblizała usta i skupiła się. Rozróżniała osoby, szukała. Większość była w Konoha, ale jedna... Tylko jedna malutka, ledwie wyczuwalna kropelka na końcu języka...
  Fioletowłosy obserwował ją w ciszy. Po walce zaczął bardziej szanować Hinatę, ale widział coś niepokojącego w oczach Aiwy... Coś, co mu się nie podobało.
  Nyarien chwyciła się za serce i zaczęła kaszleć.
 - Ai! Ai! Nosz cholera! Aiwa! - Uklęknął obok niej i podtrzymał, ale zaraz jego ręce zostały odepchnięte.
 - Mam... ją... - Uśmiechnęła się niczym szaleniec.
 - Ai... ty...
 - Oh tak... chcę... chcę tak mocno i bardzo... Ohhh! Co za cudowne uczucie! Chodźmy, bracie... Chodźmy i się rozkoszujmy! - Skoczyła na równe nogi i niczym mała, zadowolona z siebie dziewczynka zaczęła w podskokach iść do wyjścia z Konohy.
 - Super... Exitiale Quaerere jej się włączyło... Lepiej powiadomić Uchihę... - Musiał działać, jak najszybciej.
  Ten stan nie był dobry dla nikogo z klanu Chie, a wolał mieć wsparcie, gdy Aiwa wreszcie znajdzie Hinatę.

~~ Godzina później.

  Kiba i Shino byli przy bramie Konohy. Rozmawiali, gdy do bramy zbliżał się Uchiha, wyglądający, jakby miał kogoś zabić. W dłoni trzymał dziwny zwój w całości czarny.
 - Uchiha. - Przywitał się sztywno Shino.
 - Widzieliście Aiwę? - Sasuke patrzył na nich wyczekująco.
 - Nie... Od wieży Hokage nie. - Aburame przerwał wybuch Inuzuki, ale nie warczenie Akamaru.
 - Cudownie. - Zacisnął szczęki mocno i wyminął ich.
 - Nie przejdziesz... - Syknął Kiba.
 - Bo co? Zabraniasz mi?
 - Ja nie, Hokage nie pozwala nikomu wyjść poza bramy wioski. - Ze złości kopnął kamień, który poleciał nie tak daleko.
 - Nie mam zamiaru słuchać życzeń starej baby. - Odwarknął czarnowłosy, zerkając ponad nich.
 - Myślisz, że nie zostaniesz zauważony? - Aburame popatrzył na niego badawczo. - Dlaczego chcesz opuścić wioskę?
 - Co cię to obchodzi, Shino?
 - Bo chcę wiedzieć, czy w tym samym celu, co my.
  To będzie ciekawe. Chcą zdradzić zaufanie swojej cennej czcigodnej Hokage? - Przeszło mu przez myśl, gdy ich obserwował w milczeniu. A może to podstęp?
 - W waszych snach. Muszę coś znaleźć poza Konohą.
 - Brata? - Warknął uszczypliwie psiarz.
 - Kogoś cenniejszego. - Syknął.
  Shino uniósł dłoń, przerywając zbliżającą się awanturę.
 - Pomóż nam wydostać się z Konohy, a my pomożemy tobie.
  Uchiha nie był idiotą, aby odmawiać. Słyszał o ich umiejętnościach i był pewien, że z ich pomocą i tak małą grupką szybko wydostaną się z Konohy niezauważeni. Problemem było ANBU obserwujący go niczym sępy, ale nawet jeśli wyśpiewają mu karę śmierci to niech tak będzie.
  Najważniejsze, aby ją odzyskać. Aby była bezpieczna. - Przemknęło mu przez myśl i skinął głową, zgadzając się na układ z niepełną drużyną ósmą.

~~

 Droga jaką przebywała Aiwa z Isamu nie była szczególnie trudna, chociaż to wybraniec rodu Azury modlił się o jak największe komplikacje doskonale zdając sobie sprawę z tego, że gdy tylko niebieskowłosa dostanie w swoje ręce Hinatę... Nie skończy się to dobrze.
  Niech Uchiha się pośpieszy! - Krzyczał w myślach. Jego zmartwienie było normalne. Aiwa Nyarien, przystępując do rodziny Chie zyskała zdolności myśliwego, a nie było nic gorszego od tropienia Chie. Wykorzystywano ich do polowania na zdrajców, po zasmakowaniu krwi potrafili kogoś zlokalizować i zneutralizować. Nie wiedział, co strzeliło do głowy Aiwy, aby wymyślić akurat ten sposób, ale wiedział, że będzie musiał ją unieszkodliwić, a niczego nie obawiał się tak bardzo, jak stanie przeciwko Nyarien w roli Tropicielki.
  A na dodatek nie mógł opóźnić akcji ratowniczej ze względu na nie wiadomy stan Hinaty, zaklnął szpetnie w myślach. Był w kropce, a mógłby teraz ze spokojem kształcić swoje umiejętności!

~~

  Dla Hiashiego była to szczególnie trudna sytuacja. Już raz powstrzymał niedoszłych porywaczy, ale teraz? Jego droga córka została pojmana i wiedział dokładnie przez kogo.
  Zamknął oczy, upijając łyk sake, próbując się dzięki niemu uspokoić.
 - Dawniej nie pijałeś, stary grzybie. - Do pomieszczenia weszła jego ukochana matka.
 - Dawniej nie byłaś tak wulgarna. - Prychnął.
 - Ani ty tak wyszczekany, drogi synu. - Roześmiała się, stając naprzeciw dziecka.
 - Nie martwi cię brak Hinaty? - Zapytał, czując rosnącą wściekłość.
 - Hm. Oczywiście, że mnie martwi brak ulubionej osoby w tym klanie. - Zamknęła białe oczy. - Ale nie rzucam się w ocean. Świat jest wielki i niebezpieczny, ale nie znaczy, że Hinata nie wydostanie się o własnych siłach, nie ma już w końcu czterech lat, a jest silną kunoichi, wiesz to, mój synu.
 - Nie porwała jej jedna osoba! Nie wiem, jak ktoś dostał się do Konoha i tak...
 - Mamy czasy pokoju, kruchego, ale pokoju, dziecko. A wiesz, jak ufna jest twoja córka.
 - Wiem.
 - Po prostu musisz się uspokoić... oraz wymyślić sposób jak powstrzymać oddziały ANBU, które zapewne teraz wyruszają za jej drużyną.
 - Co?
 - No co? Mały ptaszek mi wyćwierkał o czterech ninja opuszczających bramy.
 - Ptaszek...? Hanabi!
 - Ma oczy Hyuga, ale uszy jak Inuzuka. - Uśmiechnęła się zagadkowo. - Ale to dobrze. Teraz musimy wziąć się do roboty, nieco nielegalnej, ale roboty. Ty, ja oraz...
 - Ja. - W drzwiach stanęła postać.
 - Hotaru... - Zamrugał Hiashi. - Wróciłaś.
  Zobaczenie młodszej siostry przyniosło mu ulgę, ale nie wystarczającą. Jedyne, co teraz przyniosłoby mu ulgę to zobaczenie córki całej i zdrowej.
 - Zgadłeś, oniisan. - Uśmiechnęła się, zdejmując z głowy kaptur. - Gotowy na nieco nielegalny biznes, braciszku?
  Hiashi zmrużył oczy. Wiedział kim jest jego cenna siostrzyczka, co zrobił z nią jej własny klan i pomimo fasady uśmiechu delikatności nic tego nie zmieni. Widok jej pomalowanej na biało twarzy, idealnie czarnych włosów upiętych elegancko, krwiście czerwonych ust i nienagannym makijażu, kimono z długimi pięknymi rękawami, ale największą hańbą były oczy, w których niezmiennie tkwiły szklane, zabarwione na czarno soczewki.

このブログへようこそ!

  Nie miał czasu na zadawanie jej pytań, co tu robi, ale oferowała swoją pomoc i tylko to się liczyło. Hotaru była Hyugą, ale lata temu została wysłana do szkoły dla gejsz, gdzie przez lata uczono ją, jak ma się zachowywać, jak nalewać herbatę. Chciano nadać jej nowe imię, ale z racji jej pokrewieństwa odrzucono to. Teraz była niczym lalka na wystawie, proszono ją o obecność w pałacach, kupowano drogie kimona, spełniano zachcianki, ale to nie mogło jej uszczęśliwić i jej brat doskonale to wiedział. To, czego pragnęła Hotaru było niemożliwe... i to wszystko wina klanu Hyuga.
 - Nie mam wyjścia. Chodźmy.
 - Czas na zabawę! - Roześmiała się staruszka, chwytając mocniej laskę, wspierającą jej kruchą postać.

~~

  Sasuke wiedział o konsekwencjach. Zdawał sobie z nich sprawę. Z oczu, które ich obserwowały, jak jastrząb swoją ofiarę. W końcu tym mieli być, prawda? Ofiarami.
  Zauważył też powagę drużyny ósmej. Kiba i Akamaru nie wybiegali na przód, starali się wychwycić zapach Hinaty, kiedy to Shino wysłał swoje owady.
  Wtedy na ziemi zobaczył małą kość. Zamrugał z zastanowieniem, po chwili kolejną i kolejną. Tworzyły ścieżkę. Nie mam czasu na takie zabawy. - Przeszło mu przez myśl, ale mając umysł analityczny powiązał znalezisko z wybrańcem Azury.
 - Shino, Kiba. Tędy. - Skinął im głową.
 - He? Czemu tam?
 - Nie tylko my szukamy Hinaty.
  Rzucił kilka kości Kibie, który po złapaniu ich odrzucił je z krzykiem odrazy. Shino pomasował swoje skronie, wzdychając, a wtedy kunai przeleciał i wbił się w ziemię. Uchiha rzucił nienawistne spojrzenie na drzewo, gdzie stała zamaskowana postać.
 - ANBU. - Syknął Inuzuka, a Akamaru się najeżył.
  Aburame i Uchiha stanęli w pozycjach gotowych do ataku.
 - Myśleliście, że pozwolimy wam opuścić wioskę? - Zapytał kapitan oddziału, zeskakując.
  Miał ze sobą jeszcze pięciu ludzi, którzy opuścili swoje kryjówki. Uchiha jednak był pewien, że jest ich więcej.
 - Odejdźcie. - Zabrał spokojnie głos.
 - Rozkazem Hokage jest zabranie was do Konohy. Opuściliście ją bezprawnie i macie do niej wrócić. Zrobicie to, czy mamy zabrać tam wasze zwłoki?
  Shino z Kibą zacisnęli szczęki. Wiedzieli, że oni wyjdą z tego żywi ze względu na swoją krew, ale Uchiha? Był zdrajcą, a teraz... zaryzykował życie dla Hinaty. Dostał już szansę od Hokage, ale ile ich może dawać ta kobieta? Gdyby teraz wrócili...
  W umyśle Inuzyki błysnęło wspomnienie uśmiechu Hinaty. Nie, on nie może jej porzucić. Warknął, zniżając się gotowy do ataku.
  Shino wspomniał o tym, jako ona pierwsza nie brzydziła się jego osoby. On także upewnił swoją pozycję, pozwalając robakom przysiąść na rękach.
  Sasuke natomiast pomyślał o ich pierwszym spotkaniu, kiedy uratowała go i złożyli sobie obietnicy, wyciągnął z paska broń.
 - Załatwmy ich szybko. - Warknął Kiba.
 - A co dalej? - Zapytał kapitan, śmiejąc się. - Chyba nie wrócicie do Konohy, jak gdyby nigdy nic, co? O ile nas pokonacie rzecz jasna, myślicie że Hokage ot tak wam wybaczy?
 - Im może nie, najsłodszy. - Delikatna pięść spotkała się z maską, przepoławiając ją na pół, jednocześnie posyłając mężczyznę na drzewa. - Ale Hyugom na pewno.
  Gejsza rozłożyła swój wachlarz i zasłoniła się nim, wyciągając jedną z soczewek, ukazując bladą jak kość słoniowa tęczówkę.
 - Oj, nie przesadzasz, dziecko? To tylko marna płotka.
 - Hirako-san...?! - Kiba krzyknął wyniośle.
 - No co się drzesz i co tak stoicie, jak banda debili?! Won szukać i ratować moją wnuczkę! Czy wy młodzi nie myślicie, abym to ja starsza, schorowana kobieta musiała porzucać swoje obowiązki?!
 - Matko, daj spokój.
 - Hi-hiashi-sama?! - To chyba był pierwszy raz w życiu, jak Kiba usłyszał krzyk przyjaciela.
 - Chłopcy, później podzielicie się swoim zaskoczeniem. Powstrzymamy oddziały, a wy ruszajcie na ratunek mojej córce, jeśli czas pozwoli dołączymy do was.
 - No właśnie. Całkiem mili ci ANBU, oniisan, pozwalają wam rozmawiać. - Hotaru uniosła kimono powyżej kolana i zrzuciła kilka warstw kimona, aby było jej wygodniej walczyć, co spotkało się oczywiście z szokowanymi wyrazami twarzy.
 - Ho-ho-hotaruuu!!!
 - No i co się drzesz?! Wiesz, jak ciężko będzie walczyć w sześciu warstwach?! - Odkrzyknęła mu.
 - Sasuke, chłopcze... Weź przyjaciół i stąd idźcie. - Hirako westchnęła ciężko.
  Dziedzice swoich klanów wyruszyli, zostawiając rodzinę główną klanu Hyuga przeciwko ANBU. Sasuke czuł wdzięczność, co do rodziny Hinaty, za danie im więcej czasu, ale czuł się nieco... zgorszony? Nie potrafił jednak wyrazić dokładnie tych emocji i postanowił się na nich nie skupiać.
 - To była ciocia Hinaty, prawda? - Zapytał Kiba, gdy biegli.
 - Tak. Kilkakrotnie odwiedzała Konoha i zawsze służyła trzeciemu Hokage wtedy. - Odparł Aburame, skupiony na drodze, którą mają do przebycia.
  Sasuke natomiast wyczuwał w oddali dwa źródła czakry, trochę zbyt niespokojne. Wiedział już kogo znalazł... I wcale nie cieszył się z tego spotkania. Przeczuwał, że wydarzy się coś złego.

~~Wieczór

  Powrócił szybciej niż myślała. Stanął nad nią i wtedy dojrzała, że jest wysoki. Narkotyk przestał działać, a ona mogła się poruszać.
 - Ubierz to. - Rzucił na jej głowę materiał. - Musimy stąd iść.
 - Co? - Zerwała ubiór z głowy.
  Klęknął, łapiąc za opaskę, zsunął jej ją z szyi szybkim ruchem i przejechał po nim ostrzem kunaia. Hinata wstrzymała oddech.
 - Co ty robisz?! - Krzyknęła wściekła dziewczyna.
 - Wynosimy się stąd.
 - Myślisz, że gdziekolwiek z tobą pójdę?! - Wstała jeszcze na miękkich nogach, biel na jej dłoniach zamigotała niebezpiecznie.
 - Musisz. Jeśli teraz uciekniesz znów cię porwą, jak nie ja, to oni. Jeśli chcesz wiedzieć, kto na ciebie poluje musisz mnie słuchać.
  Miał rację, ale nie podobało jej się to.
 - Więc mam z tobą uciec, czy tak? - Warknęła.
 - Nie określiłbym tego w ten sposób, hime. - Przez jego twarz przeszło coś w rodzaju łagodności, ale był to tylko moment.
 - Nawet jeśli z tobą pójdę, Itachi-san, moja rodzina na pewno się martwi. Chcę ich chronić, ale...
 - Jeśli chcesz znać moje zdanie... Zostawiłbym tę opaskę jako dowód.
 - Hm?!
 - Kobiety... Nie proszę cię o zdradę wioski. Przemyślałem to. Myślę, że masz rację i powinienem zacząć żyć. W cokolwiek się wplątałaś, chcę ci pomóc.
 - Dlaczego?
 - Bo jesteś narzeczoną mojego brata, hime. Z jakiegoś powodu mój głupiutki braciszek wybrał właśnie ciebie. Hm... Pewnie przez włosy.
  Hinata zamrugała. Czy ja śnię? Czy to jest jakiś absurdalny stan po lekach? Zastanawiała się, obserwując Itachiego, postrach dzieci Konoha.
 - W każdym razie. Ruszajmy. Wysłałem już do nich informację o zmianie lokalizacji.
 - Zaraz. A gdybym się nie zgodziła iść?
 - To bym cię im oddał. - Odwrócił się na pięcie i ruszył ku wyjściu z jaskini.
 Każdy Uchiha musi taki być? No naprawdę! - Zrzuciła z siebie ubrania i ubrała to, co jej dał. Od razu orientując się, że te ubrania absolutnie do niej nie pasują. Nie mając wyjścia ruszyła za nim.
 Nie wiedziała dlaczego, ale zaufała mordercy. Zawsze ścigała prawdę, więc było dla niej prościej mu zaufać, znając prawdę z ust samej Mikoto Uchiha.
  Ale teraz nie ma czasu na wahania. Musi działać ze swoim przyszłym szwagrem i pokazać światu, że nie jest słabą istotą.





08 listopada 2019

Rozdział 34: Czerwień ich oczu


  Wokół panował mrok, wokół zebrał się szmer. Nie potrafiła rozpoznać słów, ale były gorączkowe, jakby ktoś debatował nad jej życiem. Był to męski głos i kobiecy, do kogo należały głosy? Kto tam jest?
  Wtedy zobaczyła światło, zaczęła ku niemu biec, ile miała sił w nogach i zobaczyła... krew. Setki ciał rozłożonych na ulicach w makabrycznych pozycjach, jakby ktoś je układał w nienaturalny sposób. 
  Zadrżała.
  Wśród ciał dostrzegła swoich cennych przyjaciół. Wskazali na nią palcami, a raczej za nią, odwróciła się i ujrzała cienistą postać z koroną z cierni na głowie, miał znane jej oczy.
 - Uch...- Nie mogła dokończyć zdania, bo mężczyzna uniósł ostrze i zaraz poczuła ostry ból, jak ją przedzierało na pół.

  Aiwa obudziła się z krzykiem i spadła z łóżka, na którym jeszcze chwilę temu leżała.
 - Nie śpisz. - Usłyszała spokojny ton głosu, należał on do głowy klanu Hyuga.
  Hiashi położył tacę z herbatą na stoliczku nocnym. Zauważyła na nim świeżą bułeczkę i jajko w pojemniczku, skrzywiła się, kręcąc głową.
 - Tak... Wiesz co z Hinatą? - Przyjęła rękę, którą jej podał ojciec jej drogiej, młodszej przyjaciółki.
 - Zamartwia się o narzeczonego. - Zacisnął dłoń na jej bladej, szukając czegoś w rodzaju zrozumienia.
  Mądre, białe oczy obserwowały nagie ramiona dziewczyny. Hiashi zmartwił się ilością blizn, jakie nosiła dziewczyna. Była młoda, niewiele starsza od Hinaty, a nosiła rany nie gorsze od niejednego wojownika. Zauważając jego wzrok oderwała ręce od niego i zakryła nagie ramiona.
 - Te blizny... kto ci je zrobił? - Nawet głowa klanu Hyuga nie mógł pohamować swojej ciekawości.
  Popatrzyła na podłogę, a grzywka ukryła jej oczy, zacisnęła dłonie na ramionach i pokręciła głową, śmiejąc się gorzko, przez co długowłosy starszy od niej mężczyzna zamrugał.
 - Nazywam to... pamiątką. - Uśmiechnęła się smętnie. - Po czasach, które już nie wrócą.
 - Ktoś cię skrzywdził. - Stwierdził bladooki mężczyzna.
 - Ludzie zawsze krzywdzą, panie Hyuga. Sam pewnie to wiesz. - Wzięła oddech. - Ci, którzy zadali mi to... - Zabrała ręce z ramion. - ... Już nie są w stanie o tym mówić.
  Hiashi przyjrzał się twarzy młodej kobiety przed nim. Była spokojna, ale widział kiełkujący w jej oczach ból, ale i chęć zemsty. Dziwną, chorą fascynację. Oczy te bardzo przypominały mu oczy pewnego mściciela, który chciej nie chciej był jego zięciem.
 - O Stwórco, ale masz minę. Serio, musisz czasem wyluzować. - Roześmiała się. - Przeszłości się nie zmieni, choćby nie wiem, jak się próbowało. Chie-sensei zawsze mówi, że z przeszłości wyciąga się lekcje na przyszłość, ale trzeba żyć tym, co jest teraz.
 - Masz mądrą nauczycielkę. - Uśmiechnął się, choć bardziej przypominało to malutki ruch jednego kącika ust. - Zjedz coś i odpocznij. Twój przyjaciel, Isamu obudził się w końcu. Teraz jest pod opieką medyków klanu Hyuga.
 - Szczęście. A gdzie Hinata-chan?
 - Wyszła potrenować na pola treningowe. Może później do niej dołączysz?
 - Zobaczę. Chcę jeszcze potrenować z twoją młodszą córką, to nie problem prawda?
 - Hanabi jest trenowana wedle stylu Hyuga, nie zapomnij o tym.
 - Wiem, ale dobrze jest walczyć z kimś, kto nie ma wyuczonych formułek.
  Zgodził się z niebieskowłosą i powrócił do swoich codziennych zajęć. Aiwa w tym czasie zarzuciła na ramiona kimono i luźno je zawiązała wokół pasa. Zastanawiała się nad swoją nową wizją i jaki ma ona związek z nią.

~~

  Hinata uderzała słup treningowy, gdy zawiał mocniejszy wiatr, rozwiewając jej granatowe włosy, zagubiony kosmyk opadł jej na oczy, ale wydawała się tym nie przejmować, skupiona na małym sparingu z nieruchomym przeciwnikiem.
  Była to jej mała ucieczka przed myślami. Miała nadzieję, że wszystko się ułoży, a teraz gdy Isamu się ocknął mogła odetchnąć z ulgą, prawda? Ale tego nie czuła. Uchiha jeszcze nie wrócił. Była sama, nie wiedziała, co robić, poza tym, że ma bezgraniczną wiarę w swego narzeczonego. Czuła ból, że nie może mu pomóc w zemście, której tak pragnął, ale lata kontaktów z duchami sprawiał, że nie widziała w niej sensu.
  Miliony dusz, tak zagubionych jej pragnęli. Pomagała im dostrzec prawdę, ale nie wiedziała, jak sobie poradzić z Sasuke. Jak pomóc komuś, kto nie chce pomocy? Kto odrzuca przyjaciół, kto ją zostawił tak nagle? Jednakże... Widziała, jak wskoczył na arenę, jak sprzeciwił się jej rozkazowi, znając konsekwencje. Chciał mnie ocalić. Uratować. - Pomyślała, przy kolejnym ciosie.
  Nagle mocniejszy podmuch sprawił, że piasek zawędrował w jej oczy. Stanęła prosto, przecierając oczy i nie mogła skupić się na nadchodzącym zagrożeniu.
  Ktoś położył dłoń na jej plecach, a nagła słabość w nogach sprawiła, że opadła na nie. Zamglonymi oczami popatrzyła za siebie, jak za mgłą dostrzegła parę czerwonych oczu, złapała gwałtownie powietrze.
 - Sas... - Nie dokończyła, czując ból w głowie.
  Słyszała jakby szepty, przeradzające się w krzyki. Zakopała palce w brudnej ziemi, wyrywając trawę, walcząc z sennością i chęcią uderzania głową w manekin. To były tortury! Taki ból, jakby ktoś wwiercał się tobie w mózg, nie do wytrzymania.
  Jedno spojrzenie wystarczyło, aby straciła kontakt z rzeczywistością, a po tej chwili... Już była tylko ciemność. Zero dźwięku, tylko mrok, z którym próbowała walczyć, ale poległa.
  
~~

  Walka z sanninem trwała bardzo długo, ale odnieśli zwycięstwo. Połączone siły Hebi z drużyną z Konohy były niezrównane.
  Yasu leżała na trawie i łapała oddech. Dawno nie czuła tej mieszanki strachu i żądzy zwycięstwa, uśmiechała się, czując lepiej po osiągnięciu go. Osteme wydawał się niewzruszony, podobnie jak jego czarnowłosy przyjaciel, żaden z nich nie okazywał swojego zmęczenia byli na to zbyt dumni, w odróżnieniu od drużyny Hebi, która słaniała się na nogach i nie próbowała tego w jakikolwiek sposób ukrywać. Kakashi bandażował swoje udo, które coraz silniej krwawiło.
 - Więc... Chyba czas wrócić. - Cisza została przerwana przez głęboki głos białowłosego.
 - Co? Mamy iść z wami?! - Karin poprawiła okulary, lustrując wzrokiem samuraja.
  Osteme zignorował jej mordercze spojrzenie, przez co wydawała się jeszcze bardziej zdenerwowana. Popatrzyła na Uchihę, jakby oczekując tego, że razem uciekną. On i reszta zespołu Hebi. Sasuke poprawił swój pas i oczyścił katanę z krwi Orochimaru.
 - Jaka decyzja, Sasuke? - Juugo zabrał głos po raz pierwszy od walki.
 - Wracam z nimi. Teraz jesteście wolni i sami możecie decydować, co robicie.
 - Yay! Czas wrócić! - Yasu podbiegła do Kakashiego, rzucając się na szyję jounina.
 - Yas-! Czeka-! - Nie mógł dokończyć, gdyż dziewczyna przyszpiliła go do ziemi, śmiejąc się wesoło.
  Uchiha popatrzył na swoją drużynę. Osteme, odchrząknął w zaciśniętą pięść i skinął im głową. Był czas, aby wyleczyć rany i wrócić do domu. Dom był odległy, ale perspektywa ciepłego łóżka bardzo mu się podobała.
  Czy będzie na mnie czekać? - Zastanowił się białowłosy, a jego oczy powróciły do barwy błękitu.
  Wybaczy mi? Czy wybaczy mi, że ją opuściłem? - Mimowolnie Sasuke zmarszczył brwi, rozmyślając o bladookiej dziewczynie z klanu Hyuga.
 - Hm. Skoro jesteśmy wolni... To będę trenował dalej.. - Zadecydował Suigetsu. - Idę z tobą, kostko lodu. Znajdę sposób aby cię pokonać!
  Juugo nie wiedział, gdzie ma się udać. Czy powinien udać się z Uchihą? Czy wyruszyć w podróż? A może zostać? Popatrzył na zrujnowaną kryjówkę i odrzucił ostatnią z myśli, jakby była wstrętna. Nie czuł złości do drużyny z Konohy. W jakiś sposób dali mu wolność, której pragnął.
 - Sasuke. Wyruszam z tobą. - Skinął głową dowódcy drużyny.
 - Ja też. Chcę wiedzieć kim jest ta dziewczyna. - Czerwonowłosa skrzywiła się mimowolnie na myśl, że jej kochany Sasuke jest z kimś innym!
 - Heh. Dobra. Ruszamy.

~~

  Pierwszym, co zarejestrowała po odzyskaniu przytomności było to, że jest skrępowana szorstkimi linami oraz wszechogarniająca ją ciemność, miała związane oczy szorstkim materiałem. Poruszyła dłońmi, aby poluźnić swoje więzy, ale na nic jej to przyszło.
 Gdzie jestem?! - Syknęła w myślach, gdy z trudem próbowała wykorzystać swój limit krwi, ale na nic jej się to zdało. Ta opaska... ona mnie blokuje! - Stwierdziła, próbowała przelać czakrę do swoich dłoni, aby się uwolnić, ale ostre igiełki wbiły się w jej nadgarstki, przynajmniej tak to wyczuła. Liny także... Niemożliwe... Łowcy ninja?!
  Łowcy Ninja byli grupą wykwalifikowanych morderców. Tworzyli coś w rodzaju sekt, byli najemnikami, opłacanymi przez tych, którym ktoś się "nie spodobał". Ilu jest ludzi, tyle jest sprzeczek. Na ziemi nie będzie pokoju, chyba że zostanie jeden człowiek - To był okrutny fakt, ale jednak nigdy się nie spodziewała, że ktoś może ją tak obezwładnić.
  Leżała na mokrej, zimnej podłodze i od razu rozpoznała, że jest w jaskini, ale której? Czy wciąż znajduje się w kraju ognia? Gdzie się znalazła?
  Próbowała skupić energię duszy, aby zlokalizować swoje miejsce pobytu, ale wtedy zrozumiała. Wśród niej nie ma dusz, z których może skorzystać. Ani jednej martwej duszy, którą mogłaby wykorzystać, a nie może skorzystać z własnej wraz ze swoim osłabieniem. Nie uda się do Sognare po moc. Nikt nie wie gdzie jest, ona nie wie gdzie jest, ale wierzyła, że jej przyjaciele zdołają ją odnaleźć.

~~

  Powrót do Konohy nie był łatwy, ale Hokage zgodziła się dać kredyt zaufania dziwnej grupce. Oczywistym było, że pozostaną jakiś czas pod kuratelą ANBU, ale także sam Kiyoshi wyraził aprobatę i chęć do obserwacji ich. Uważał, że powinien wziąć Uchihę pod swoje kocie łapki w sprawie treningu, czy zachowania, jak łatwo się domyślić nie spodobało się to czarnookiemu.
  Sasuke powinien stanąć przed sądem, ale dzięki wsparciu Kiyoshiego go uniknął. Co dziwne kocur przestał się ukrywać ze swoją postacią dumnie stojąc po prawicy Hokage. Czyżby naprawdę uaktywnił swój klan? Czyżby skończył z kryciem się pod żałosną kocią postacią? Było to zastanawiające dla Uchihy dlaczego wybrał akurat ten moment.
  Osteme udał się do szpitala z Yasu i Kakashim, aby zająć się ranami na ciele oraz obrażeniami wewnętrznymi. Oczywiście jego niesamowite zdolności regeneracyjne zawdzięczane lykańskiej krwi szybko wyleczyły wszelkie rany, ale wolał iść niż pisać raport ze szczegółami, który postanowił odwlekać jak najdalej.
  Sasuke stał w ciszy przy Bóstwie Dusz, który dawał informacje jego zespołowi. Gdzie będą mieszkać, jak będzie wyglądał ich plan dnia, niemożność wychodzenia poza granice związku Uchiha oraz parę innych. Kiyoshi nałożył na Juugo, Karin i Suigetsu swoją osobistą pieczęć, dzięki której będzie wiedział o ich obecności i w razie sprzeciwu ich zabije. Bóstwo nie życzyło sobie sprzeciwu, a wymogiem Hokage była pieczęć przywiązania.
  Z rozmyślań wyrwał go głos niebieskowłosej starszej od niego dziewczyny, która stając na palcach pstryknęła go w czoło, jakby dając znać o swojej obecności. Była od niego niższa, sięgała mu zaledwie do klatki piersiowej i równie dobrze mogłaby mu służyć za podłokietnik, ale... Ten podłokietnik mógł mu spokojnie złamać każdą kość w ciele. Widział jej umiejętności na arenie i sam musiał przyznać, że ciężko byłoby mu stanąć przeciw Nyarien w walce.
  - Aiwa... - Odezwał się, skiwając jej głową na powitanie.
  Niebieskooka westchnęła ostentacyjnie, przykładając dłoń do czoła. Była wyraźnie zirytowana jego podejściem.
 - No przynajmniej tyle wyłapujesz. Gdzieś ty, kurwa, był!?! - Krzyknęła ostatnią część i dała nacisk na przekleństwo.
 - Próbowałem...
 - Zginąć? Byłeś na dobrej drodze. Nie zapominaj, że masz z Hinatą umowę, baka!
 - Hinata... Gdzie ona jest? - Rozejrzał się, jakby oczekując, że stoi gdzieś za starszą, ale nie mógł jej dostrzec.
 - Nie wiem. Szukam jej od rana. Przeczesałam całą wioskę, pytałam wszystkich, nikt jej nie widział, więc nie wiem. Idę teraz do waszej Hokage, a wy... cóż. Nie obchodzi mnie to, co zrobicie.
 - Myślisz, że zaginęła?
 - Teraz cię to obchodzi, U-chi-ha? - Minęła go, trącając go ramieniem. - Ustal sobie priorytety, zanim powiesz sakramentalne "tak".
  Czarnowłosy obejrzał się za Aiwą, rozumiejąc jej chłodną i wrogą postawę.
 - Kto to? To ona? Czy to ona, Sasuke?! Jest strasznie brzydka! I te paskudne blizny! Phi! Myślałam, że masz lepszy gust. - Syknęła urażona "rywalką" Karin.
  Uchiha nie odpowiedział. Patrzył za oddalającą się niebieskowłosą, dopóki Kiyoshi nie odchrząknął, zabierając pełnię uwagi. Czyżby wiedział, gdzie przebywa Hinata? Nie. Raczej by powiedział, zamiast patrzeć na ich męczarnie.
 - To jest uczennica Chie, droga Karin. - Odezwało się bóstwo. - Narzeczona Sasuke... Hm. Dobre pytanie.
 - Nie wiesz gdzie jest? - Białowłosy shinobi przechylił głowę w bok.
 - Postanowiła trenować, pewnie wróci do Hokage, aby wypełnić swoje zadania. Na razie powinniście się rozgościć.
  Uchiha to nie odpowiadało - Chciał się z nią od razu spotkać, ale rozumiał, że Hinata nie będzie chciała na niego patrzeć i najpewniej w ogóle nie wie, że powrócił. Więc po co wrócił? Obiecała mu nowe życie, a on jej swoją lojalność. Chciał ją przeprosić bardziej niż cokolwiek innego, aby mu wybaczyła, ale zdawał sobie sprawę, że to nie będzie łatwe.
  Na razie jednak musi zająć się zespołem. Jeszcze zdąży porozmawiać z Hinatą.

~~

  Jest zimno i ciemno wokół. Czuje się, jakby pętla zaciskała się wokół mojej szyi. Głód, dziwny głód w moim żołądku... Co to za uczucie? Czy to strach? Nie, nie byłabym wtedy głodna. - Próbowała skupić się na czymś innym. Czuła, że zaczyna szaleć w ciszy, ale tylko ona ją otaczała. Nic. Jakby była w próżni. Zero światła, zero dźwięku - jedynie zimne skały i cisza, z chwili na chwilę coraz bardziej drażniąca.
  Próbowała liczyć czas i naliczyła już trzy godziny od odzyskania przytomności. Godzina to mało, ale teraz wydawało jej się to wiecznością. Ale trzy? Trzy godziny leżenia, czuła, jak mięśnie jej drętwieją. Musi zebrać siły i wymyślić sposób na ucieczkę z tego nieznanego terenu.
  Wbrew jej, jej myśli powędrowały własnymi drogami. Tworzyły dziwne scenariusze, niektóre smętne, kończące się jej śmiercią, a inne wesołe. Musi się skupić na czymś innym niż ta cisza.

~~
 
  Uchiha, szukając Hinaty udał się we wszystkie miejsca, gdzie mogła przebywać. Zaczął od jej pokoju - włamując się do majątku Hyuga, bo nie chciał korzystać z bram - ogródka z kwiatami, które tak ubóstwiała, pola treningowe, zaczepił kilka kawiarni, ale nie mógł jej odszukać.
  Gdzieś zniknęła? - Przeszło mu przez myśl, gdy skakał po dachach wioski. Ściemniało się, a nie było po niej śladu. Zaczął się martwić coraz bardziej i bardziej.
  Jeśli poszła mnie szukać to się minęliśmy. - Powiedziała mu kolejna myśl. Stanął na polu treningowym, gdzie ostatnio ją widziano. Było to z sześć może siedem godzin temu, ale mogła przecież zasnąć w cieniach drzew, racja?
  Spróbował wyczuć jej czakrę, ale... nic nie wyczuł. Jakby jej tu nie było, a nie mogła się zapaść pod ziemię. Strażnicy przy bramach i robiący obchód nie mówili nic o opuszczaniu wioski żadnej z Hyugów, przynajmniej nie z głównej gałęzi. Zacisnął mocno dłonie w pięści, aż kostki mu pobielały.
  Przy manekinie dostrzegł coś dziwnego. Trawa była udeptana, jakby ktoś w niej się położył. Zbliżył się do niej i uklęknął. Dostrzegł to od razu, ale coś jeszcze. Krew. Jej zapach unosił się w powietrzu, od razu spojrzał na pień i dostrzegł na nim parę plamek. W ziemi także się znajdowała.
 - Nie... - Wstał szybko, rozglądając się za jeszcze większą ilością śladów, ale już wiedział. - Dlaczego się spóźniłem?!
  Gdybym był na miejscu. Gdybym jej nie zostawił! - Myślał, przemierzając okolicę, szukając jej, jakiegokolwiek śladu po porywaczu, nie znalazł nic.
  Biegł w stronę wieży Hokage, aby zgłosić porwanie Hyugi. Nie miał zamiaru czekać, musiał wyruszać natychmiast. W głowie słyszał kotłujące się myśli, obwiniał się i chciał to naprawić. Musiał to naprawić.

~~

  Wieczór nastał szybko. Po wyleczeniu ran zostali przetrzymani w szpitalu, przynajmniej sensei drużyny 7 oraz członkini zespołu 8. Osteme wyruszył złożyć szczegółowy raport i do Ino, czekającej na jego powrót.
  Yasu siedziała przy łóżku, na którym leżał Hatake i uśmiechała się delikatnie, ciesząc z wypełnionego zadania.
 - Jestem już na to za stary. - Odetchnął siwowłosy, śmiejąc się, gdy podała mu miseczkę z ryżem, zabierając z tacy herbatę.
 - Nie aż tak chyba. - Puściła mu perskie oczko - Niezły byłeś, zapewne nie tylko w tym.
 Czy ona... flirtuje ze mną? - Myśl była szybka i przeszła przez niego, jak błyskawica, ale dostrzegł ciepłe iskierki w jej oczach, usta drgały w miękkim uśmiechu, ale z tonu jej głosu wykrył to. Delikatny, nieco ochrypły, niemalże szept gładził jego uszy, jak aksamit.
 - A może się mylisz? A może faktycznie jestem zbyt stary? - Pochylił się ku niej lekko.
 - Nie na wszystko jesteś za stary, Kakashi. - Nie cofnęła się ani o minimetr, gdy się do niej nachylał.
  Sięgnął do swojej wiecznej maski, zsuwając materiał ze swojej twarzy. Yasu zmrużyła lekko oczy i uśmiechnęła się zachęcająco.
 - Na co na przykład nie jestem za stary, Yasu-chan? - Maska została do połowy zdjęta, ukazując jego kości policzkowe i nos.
  Adopcyjna córka Hyuga Hiashiego, Hyuga bez Byakugana, Wilczyca z drużyny 8 przybliżyła się do niego, czując rosnącą ekscytację. Serce biło jej szybciej, bardziej rytmicznie. Czy to jest właśnie to uczucie? Kakashi miał nadzieję, że nie odrzuci go, nie zamieni tego w żart... a tym bardziej miał nadzieję, że to nie jest jedna z jego chorych fantazji.
  Teraz widział jej roziskrzone, czerwone oczy, które teraz wydawały mu się bardziej żywe, ale ich kolor nieco się zmienił. Czuł, że może się w nie wpatrywać i nie znudzi mu się to, choćby miał na nie patrzeć przez tysiące lat. Ich twarze zbliżały się do siebie nieuchronnie, jakby były dwoma wolno przyciągającymi się magnesami zbyt długo będącymi nie połączonymi razem.
  Uśmiechała się do niego sennie, leniwie, delikatnie. Teraz dostrzegł, że nie są całkowicie blade, ale mają tą delikatnie różową barwę, czy smakują tak, jak sobie wyobrażał w bezsenne noce? Czy tego pragnie tak, jak on? Czy nie przeraża jej różnica wieku?
  Yasu natomiast miała nadzieję, że Hatake nie usłyszy jej głośno bijącego serca. Badum! Badum! Badum! - Czy tylko ona to słyszy w swoich uszach, w swojej głowie? Czy to bezpieczne? Nie znała go długo w końcu! Na litość boską, mieli kontakt zaledwie od roku! A jednak czuła się dziwnie spokojna w jego towarzystwie, choć też nie! Czasem nie, a czasem tak! To było dla niej tak zagmatwane. W umyśle szalała burza, gdy jego twarz zbliżała się do niej, czuła, że nie może się odsunąć, pragnęła jego ust na swoich. Pragnęła go posmakować, chciała go tak, jak kobieta potrafi zapragnąć mężczyzny, ale czy to właściwe? Na tą chwilę odtrąciła tą myśl.
  Gdy ich usta miały się spotkać, gdy już ich jedna wspólna fantazja miała się spełnić drzwi się otworzyli z głośnym hukiem, uderzając o ścianę. Odskoczyli od siebie od razu rozpoznając Aiwę, Ichigena i Sasuke.
 - Hinata zniknęła! - Poinformował ich fioletowowłosy.
  Przez twarz Yasu przebiegł prawdziwy horror. JEJ siostra, JEJ Hinata by ich nigdy nie porzuciła, aby samodzielnie szukać Uchihy, nie zostawiłaby sierściucha. JEJ  Hinata nie uczyniłaby tego, choćby nie wiadomo co. Odpowiedź jest jedna.
 - Została porwana. - Karmazynowe oczy spotkały się i jakby zapytały siebie o zatwierdzenie.
  Plan był prosty. Odzyskać Hinatę.


 No no! Uwierzycie, że to już listopad?! Ja nie. Ten czas szybko leci, nie? ^^
 Nieco inaczej planowałam napisać końcówkę, ale postanowiłam nie dać mojej Yasuś first kiss ;)  Mam nadzieję, że rozdział się podobał! 
  Trzymajcie się cieplutko! Pozdrowionka z herbatką, pod kołderką~!  Do zobaczenia, Shan~! :D 

25 października 2019

Rozdział 33: Nie mów mi żegnaj. Część II-II


  Gdyby Yasu miała wybór między gonieniem za Uchihą, a zabiciem go na pewno pomyślałaby o tej drugiej opcji nie po raz pierwszy.
  Szukali go już trzy dni w tajemnicy. Oficjalnie ona i Kakashi poszli sprawdzić pobliskie lasy w poszukiwaniu wielkich wilków, ale żadne z nich nie zajęło się tą sprawą, zostawiając ją Ino i Osteme.
  Nikt w Konoha, kto nie znał tajemnicy jego i Hinaty nie wiedział, gdzie jest Uchiha. Puszczono mieszkańcom plotkę, że młody Uchiha został w Nekogakure, aby się doskonalić i dla sojuszu z Konohą. Oczywiście wiadomym było, że ta tajemnica szybko ujrzy światło dzienne.
  Teraz liczył się dla nich czas, a mięli go zbyt mało.
  Hinata wraz z Aiwą przebywała przy łóżku Ichigena, choć myślami była daleko. Nie mogła się skupić na młodzieńcu, choć wierzyła, że Uchiha ma swój powód i ot tak by jej nie porzucił.
  Wyszła poza szpital, aby uspokoić swoje serce, siedząc pod drzewem nie chciała żadnego towarzystwa, a już na pewno nie znanego jej samuraja.
 - Hinata-sama. - Przywitał się, skiwając jej głową.
  Popatrzyła w jego dziwnie złote oczy, które mogła przysiąc, że dwa dni temu były niebieskie. Wyrażały pewien rodzaj współczucia dla jej sytuacji.
 - Czy mogę ci jakoś pomóc, Osteme-sama? - Popatrzyła na swoje dłonie, nie będąc w stanie patrzeć mu w oczy.
 - Eh. - Odetchnął. - Rano wróciłem z misji z Ino-san. - Uklęknął, złączając razem palce, patrzył na nią badawczo. - Żadnych śladów wilków... Ani Sasuke. - Drgnęła, mrugając. - Widząco, powiedz mi, co się wydarzyło? Z tobą, z klanami, z Uchihą.
 - S-skąd...?!
 - Wiem różne rzeczy, znam najstraszniejsze z tajemnic... I nie jest trudno poznać, że nie potrafisz doskonale ukrywać emocji. Unikasz ludzi, twoje oczy straciły blask, a uśmiech zniknął. Jesteś jak... ryba bez wody czy ptak bez skrzydeł. Opowiedz mi, co się wydarzyło, Hinata-sama.
  Nie wiedząc dlaczego, ale poczuła, że jemu może zaufać. Podał jej dłoń, aby mogli udać się w bardziej dyskretne miejsce. Trafili na pola treningowe, gdzie Hyuga otworzyła się na młodego mężczyznę. Słuchał dziewczyny w ciszy i wyczekując.
 - Moja matka należała do klanu Trzech Bóstw. Zanim jednak zdążyła przekazać mi potrzebną wiedzę umarła na wskutek choroby, gdy byłam młoda. Od trzynastego roku życia kształcę się pod okiem samego Kiyoshiego. Dążę do tego, aby Trzy Bóstwa znów stały się ważne, chcę... odbudować klan Kiyoshich. Uważam, za niesprawiedliwe wybicie ich. Nie można mordować całego klanu, aby innym żyło się wygodniej. Z powodu strachu czy nie, to niesprawiedliwe i niegodne. - Osteme nie wyraził emocji, ale zamknął oczy na moment, zaraz je otworzył. - Sasuke-san znałam długo przed pójściem do akademii ninja. Na mocy starego traktatu pokojowego miałam zostać mu obiecana jako narzeczona, przez moją matkę. Później zostało to zapomniane i rzucone w odmęty przeszłości. Jakiś czas temu miałam misję z zespołem siódmym, gdzie... Złożyłam sobie z Sasuke-san przysięgę. Mam mu pomóc odbudować klan, a on jest... na moich rozkazach. Jeśli się nie wywiąże... Duchy jego przodków go zabiorą ze sobą. - Wzięła oddech, po czym go wypuściła. - W Nekogakure... ważyły się losy świata. Cienie mogły się wydostać na ten świat i go w całości spustoszyć. Razem z Aiwa-chan i Ichigen-san... dostaliśmy się po walce do Sognare, miejsca, gdzie bariera jest najsłabsza, skąd bierzemy siły. Udało nam się utrzymać barierę na kolejne lata, ale nie jesteśmy w stanie powiedzieć na ile.
 - Rozumiem. - Popatrzył jej w oczy, położył dłoń na jej ramieniu. - Nosisz ciężkie brzemię. Jakie to uczucie widzieć i móc porozmawiać z umarłymi?
 - Początkowo... było okropne. Chciałam uciekać, płakać i się kryć... Ale zrozumiałam, że potrzebują mnie w przejściu. Chciałam im pomóc, jak najszybciej i aby nie cierpieli. Teraz... Działam jako ktoś w rodzaju przesłuchiwacza trupów. Dzięki temu wiele przestępstw jest rozwiązywanych.
 - Nie męczy cię to?
 - Męczy, ale chcę im pomóc. Mimo, że to jest... ciężkie. Znaleźć siły...
 - Zawsze jest. - Zacisnął lekko dłoń. - Nie będę obiecywał, że sprowadzę Uchihę, ale chcę mu przemówić do rozsądku. Spędź czas relaksując się, Hinata-sama.
  Skinęli sobie głowami i rozeszli się w swoje strony. Hyuga potrzebowała chwili wygadania się, a Osteme chciał wiedzieć, czy zagrozi w jego misji, jak niegdyś Trzy Bóstwa.

~~Noc

  Niebo było koloru brudnej smoły i wydawało się pochłaniać całkowicie gwiazdy. Uchiha opierał się o drzewo, łapiąc oddech. Nie docenił białowłosej postaci stojącej przed nim. Dziewczyna o dziwnie czerwonych, teraz roziskrzonych w złości oczach właśnie rozerwała przywołanego przez niego węża na pół.
  Krew obryzgała jej twarz, gdy wolnym krokiem zbliżała się do Sasuke. Patrzył na zbliżającą się kobiecą postać, która wręcz kipiała ze złości, gdy już unosiła rękę, aby zadać mu potężny cios, został osłonięty przez czerwonowłosą koleżankę z drużyny.
 - Zostaw Sasuke-kun, ty dziwko! - Krzyknęła, tworząc znak "x" z rąk.
   Pole bitwy było jałowe. Kakashi walczył z Juugo, podczas gdy Suigetsu leżał nieprzytomny przy drzewie. Walka z Yasu i doświadczonym jouninem była wyczerpująca, a na domiar złego na scenę wkroczył - a raczej wskoczył - Osteme, gdzieś w środku bitwy. Karin wymknęła mu się w ostatnim momencie.
 - Nie mów do mnie, suko. Nie mam zamiaru znosić kłapania twojego dziobu. Twój głos jest irytujący. - Przybrana siostra Hinaty miała zadziwiająco spokojny ton głosu, jak na kogoś kto chciał ich powyrzynać.
 - Sasuke, porozmawiajmy. - Poprosił Osteme ze swoim odwiecznym spokojem.
  Zadziwiające było też to, jak mimo oczywistego podobieństwa się różnili. Yasu była niczym ogień, dziki i szalejący podczas bitwy, gdy Osteme był zimny i morderczy niczym lód. Gdyby współpracowali od początku walki... Nie był pewien, czy byłoby coś drzew.
  Potyczka trwała od południa i wszyscy byli wycieńczeni.
 - O czym tu rozmawiać? Zdradził, a teraz go zabiję za skrzywdzenie Hinaty.
 - Phi! Kolejna łatwa zdobycz i durna fanka. - Parsknęła śmiechem czerwonowłosa, za co dostała siarczystego policzka od albinoski.
  Osteme odetchnął ciężko, przykładając dłoń do wypielęgnowanych włosów, gdy czerwonowłosa odleciała ładnych parę metrów w drzewo obok Suigetsu. Błędem było to, że wstała, bo to dało krwistookiej na rozpoczęcie walki. Przejechał dłonią w nich, patrząc w błękitne niebo.
 - Nie wrócę do Konohy. - Sasuke stanął prosto.
 - Nie mogę ci tego kazać, nikt nie może. Jednakże... powinieneś wrócić do swojej narzeczonej. Ona na ciebie czeka.
 - Przez nią zapomniałem o zemście na bracie. Za rodzinę. Nie zrozumiesz tego... Nikt nie zrozumie. - Zacisnął mocno szczękę.
 - A może dzięki niej? - Przechylił głowę. - Jeśli chcesz walczyć niech i tak będzie, ale zastanów się, czy czegoś nie tracisz? - Patrzył w oczy swojemu przyjacielowi.
 - Co... co z twoimi oczami...? Co to za jutsu? - Uchiha chwycił mocniej rękojeść.
  Krótki, okrutny uśmiech wygiął jego wargi. Jego oczy, jak każdego z jego rodziny zmieniały barwę pod wpływem emocji. Nie dało się ukryć gniewu, bólu czy smutku, oczy to ukazywały - były prawdziwym zwierciadłem duszy. Urodził się z oczami barwy oceanu, które przechodziły w czerwień, ilekroć odczuwał wściekłość. Były złote, gdy czuł ból, a zielone gdy się smucił. Mogły mieć miliony barw, ukazującymi każdą najmniejszą emocję, ale teraz? Teraz były tak krwiste, jak oczy Yasu.
 - Pamiątka rodzinna. - Stanął prosto. - Mówiłem, że nie należę do kraju ognia. To nie ważne. Powiedz, czy jesteś w stanie nie wrócić do osoby, która jest twoją narzeczoną i ma niezachwianą wiarę w ciebie?
 - Mój brat zabił tych, którzy we mnie wierzyli. - Może zabić i ją.
 - Bez powodu? Sasuke. Nie chcesz mi powiedzieć, że wierzysz w bajeczkę, że twój cenny starszy brat stał się mordercą, aby się sprawdzić. Myślę, że prawda leży gdzieś głębiej i czas, aby ujrzała światło dzienne, ale bez Hinaty nie będziesz mógł jej dostrzec.
 - Ona nie żyje. - Syknął.
  Białowłosemu drgnęła brew, nie mógł powstrzymać już swojej własnej ręki, gdy uderzył czarnowłosego w tył głowy.
 - Matole. Ona żyje. Czeka na ciebie. Jest ranna, ale żywa. Dobijasz mnie, nie słuchasz. Jesteś bezczelnym, samolubnym...
  Sasuke zmrużył oczy w złości, ocierając tył głowy.
 - ...egoistycznym, cholernym... - Kontynuował, licząc na palcach.
 - Skończyłeś? - Walki zostały przerwane i wszyscy właściwie słuchali wymiany zdań.
 - ... Nie... zimnym, irytującym, zarozumiałym dupkiem. Ah! Zapomniałem dodać, że sam nie wiesz czego chcesz, jesteś niezdecydowanym dzieckiem we mgle. - Uśmiechnął się przyjaźnie. - Teraz skończyłem.
  Sasuke zmrużył ciemne oczy i uraczył przyjaciela mocnym ciosem w głowę, takim jak on jego.
 - A ty zarozumiałym, przemądrzałym, irytującym wrzodem na tyłku.
 - Mało tych moich wad. Wracasz z nami?
 - Po tym jak mnie obraziłeś? Dajesz mi powody do odejścia, czy do powrotu, młotku? - Zacisnął mocno zęby.
  Osteme widział po swoim przyjacielu. Czuł jego ból, smutek, ale i wiele innych emocji, które dla jego wilczej krwi były niezrozumiałe.
  Zamknął oczy i wyciągnął rękę, kładąc ją na ramieniu czarnowłosego. Przez Uchihę przepłynęła fala energii.
 - Alium se orbem terrarum.* - Wypowiedział tajemne słowa, otwierając teraz krwiste oczy.
  Uchiha w pierwszej chwili pomyślał, że jego towarzysz ma sharingana, tak jak i on, ale nic bardziej mylnego. Przyglądał się im i nie dostrzegł żadnych czarnych tomoe. Czuł, jak coś go przytłacza, jakaś nieznana mu siła. Jednak... Nie był zaniepokojony, nie odczuwał strachu, a dziwny spokój.
 - C-co? - Nie była to najbardziej inteligentna z odpowiedzi jaką w życiu dał.
 - Ego ostendam tibi futurum.* - Nie był w stanie zrozumieć ani słowa, ale potężna energia przepłynęła przez jego żyły. Była coraz bardziej silna.
  Osteme wyszeptał słowo, które było nieznane wszystkim poza jedną osobą.
 - Silva. - Osteme przytrzymał przyjaciela, gdy ten opadł.
 - Sasuke-kuuuun! - Krzyknęła Karin, próbując przedostać się do obiektu swoich westchnień, ale jedyne, co udało jej się zrobić to tylko parę kroków, zanim nie opadła na kolana. Moc ją przytłoczyła.
  Yasu patrzyła w zaskoczeniu równym, co Sasuke. Nagle w jej głowie pojawiło się wspomnienie, dawne i sprawiające ból. Uklęknęła, łapiąc się za głowę. Hatake wiedząc, co będzie się działo dalej podskoczył do dziewczyny, łapiąc ją w pasie, przyciągnął do swojej klatki piersiowej.
 - Nie rób mi tego teraz! - Syknął przez maskę.
 - N... na... tak... Hat... ake... - Mamrotała niewyraźnie, a głowa opadła jej na tors Kakashiego.
 Białowłosy położył czarnookiego na trawie i uklęknął pod drzewem.
 - Osteme. Z Yasu jest gorzej. Zabieram ją do wioski. - Hatake wewnętrznie toczył walkę.
  Nie chciał zostawiać samuraja na pastwę losu, ale osoba w jego ramionach chybotała się, jak zwiędły listek w czasie huraganu.
 - W porządku. Dam sobie z nimi radę.
 - N-nie... Zostaje. - Upierała się dziewczyna, zaciskając rękę na koszuli szarowłosego.
 - Nie czas na zgrywanie niezwyciężonej! Jest źle!
 - Nie... nie... Obiecałam Hinacie. - Syknęła, patrząc w jego oko z determinacją.
  Kakashi widział w tych oczach ogień, ale i błaganie. Rozumiał więź Hinaty i Yasu, widział, jak obok siebie są naturalne, nie boją się, tworzą niezrównany duet... I nie miał wyjścia. Uległ wilczycy.
 - Co mu zrobiłeś? - Karin, drżała, klęcząc na trawie.
 - To stara technika z mojego klanu.
 - Co ma na celu? Czy coś mu będzie?
 - To zależy od niego... - I stworzeń.

~~Silva

  Sasuke otworzył swoje oczy w dziwnym świecie. Ostatnim co pamiętał to polana i słowa Osteme. Rozejrzał się po okolicy. Okolica była zadziwiająco piękna, niemal zapierała dech. Było cicho, spokojnie. Leżał na świeżej, zielonej trawie, pachniała ostro, ale przyjemnie. Usiadł, obserwując odległe góry i wspaniały las. Nie mógł tu zostać. Miał jeden cel - Zabicie Itachiego.
 - Czy na pewno? - Słyszał niewyraźnie głos przyjaciela.
 - Osteme. Gdzie mnie wysłałeś?! - Warknął Uchiha, wstając i otrzepując się z trawy.
 - W pewne miejsce. Może je zwiedzisz?
 - Nie jestem tu na wycieczce. Wypuść mnie stąd. Chcesz mnie tu uwięzić?!
 - Za kogo mnie masz? Nie. Na pewno tu nie zostaniesz.
  Czarnowłosy syknął podirytowany, gdy głos przyjaciela zniknął. Spróbował wyrwać się, korzystając ze znaków anulacji genjutsu, ale to nic nie przyniosło.
 To musi być świat podobny do Sognare. - Przemknęło mu przez myśl, gdy przemierzał okolicę, która wydawała mu się zbyt podobna do wioski, w której się urodził. Różnica była jedna - Nie było tu ludzi.
  Odczuwał złość na swojego przyjaciela, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że robi to dla niego. Jest jak Naruto. - Prychnął. Choć bardziej radykalny...
  Dostrzegł w oddali domek, nie myśląc wiele ruszył ku niemu.
  Cały z drewna, zadbany i ogrodzony płotem, dostrzegł dużą ilość kwiatów przy bramie i ścieżki wysypane kolorowymi kamyczkami. Wydawał się, jak z obrazka, nieco osłonięty przez pobliskie gałęzie i cienie. Miał jednak w sobie jakiś czar, który go wzywał.
  Stanął przed domem, nieco bardziej w cieniu. Czuł się trochę, jak zboczeniec lub kryminalista, naruszając czyjąś prywatność.
  Z domu wybiegło dziecko, a za nim białowłosa kobieta, łapiąc je, roześmiała się dźwięcznie, radośnie.
 - Po co mi to pokazujesz? - Rozpoznał nieco starszą wersję Yasu, która trzymała w ramionach czarnowłosego chłopca.
 - Nie myśl, że to twoja wersja przyszłości. Ja jej nie dostrzegam i nie ukazuje. To moja matka, a ten chłopiec to ja. - Głos Osteme stał się wyraźny. - Chcę cię nauczyć, pokazać, że nie tylko ty, mój przyjacielu, wiele straciłeś. - Rozległ się pisk radości, przerywając i ucinając głos białowłosego.
  Uchiha obserwował, jak matka bawi się z dzieckiem. Wtedy dostrzegł różnice między Yasu, a nią. Ta miała na sobie elegancką, białą togę i powpinane w warkocz kwiaty. Nie dało się ukryć ciąży.
 - Jak chcesz ją nazwać, Osteme? - Kobieta usiadła na ganku, gdy syn przytulał głowę do niej, słuchając dziecka.
 - Hm. Otso. Tak ją nazwijmy, mamusiu. - Uśmiechnął się.
 - Imię królowej lasu...? Dlaczego tak? - Zaciekawiła się kobieta, głaszcząc go po włosach.
 - Mówiłaś, że kiedyś lykanie ze sobą walczyli... a córka jednego z alf ich połączyła. Moja siostra będzie wielką wojowniczką, będzie rządzić sprawiedliwie i mądrze. Poprowadzi nas ku światłu. - Patrzył w jej brzuch intensywnie z niezachwianą wiarą.
 - Ale to ty będziesz kolejnym alfą. Nie chcesz nim być?
 - Jeśli bym nim był... Oddałbym władzę kobiecie. - Popatrzył z uśmiechem w oczy matki, ale to z czym się spotkał to jedynie szok zmieszany z wyrzutem.
  Poczuł pieczenie na policzku, gdy matka go spoliczkowała. Sasuke zrobił krok, czując w sobie naturalną złość, za uderzenie niewinnego dziecka.
 - Nie możesz! Kobiety nie służą władzy! Nigdy nie będą! Dam jej imię Otso, ale TY, MÓJ SYNU, będziesz władcą! To TY masz obowiązek chronienia rodziny! To TY masz za zadanie prowadzenia watahy! Nie oddasz NIKOMU należnego ci miejsca! Rozumiesz?! TY MASZ BYĆ ALFĄ i nim będziesz, chcesz tego czy nie! - Kobieta wróciła do domku.
  Sasuke popatrzył na chłopca, który kulił się ze strachu, a w jego kolana wbiły się kamyczki. Ramiona mu drżały, gdy cicho łkał.
 - Dlaczego chciałeś zrzucić to na barki siostry, Osteme? - Sasuke popatrzył beznamiętnie na chłopca.
 - Bo nie chciałem władzy. Nienawidziłem ludzi u niej. Omamionych idiotów. Wierzyłem, że kobieca natura jest inna. Bardzo się myliłem. - Przyszedł jego głos, gdy zawiał wiatr zmieniając scenerię.
  To, co zobaczył czarnowłosy wstrząsnęło nim. Młodsza wersja jego przyjaciela, dygotała w klatce, a jego włosy zaczęły siwieć z powodu stresu, jaki odczuwało dziecko. Przy klatce stała matka, patrząca z odrazą na własne dziecko, jej brzuch wydawał się większy. Bardziej zaawansowana ciąża, bardziej niebezpieczna i niestabilna.
  Dzieciak miał krwawiącą ranę na policzku przechodzącą przez oko, sztylet leżał u stóp ciężarnej. Zakrwawiony, jak jej ręce.
 - Zawiodłeś mnie, Osteme. Mnie, ojca i Otso. - Pokręciła głową, zamykając za sobą drzwi, a jedyne światło zniknęło wraz z nią.
 - Mylisz się, mamo... Otso nie jest mną zawiedziona... Na pewno nie jest.
  Mijały dni, a potężny wilk wszedł do pomieszczenia. Otworzył klatkę Osteme i odsunął się, na miękkich nogach, niepewnie zaczął wychodzić ze swojego więzienia.
 - Wybacz, synu, że mnie tyle nie było. - Wilk z hebanową sierścią stał dumnie, patrzył na swoje dziecko. - Wojna mnie pochłonęła. Niebawem się skończy. Czas, abyś udał się ze mną w podróż. Musisz zobaczyć ziemie, którymi będziesz w przyszłości władać.
  Chłopiec pokiwał głową i udał się za wilkiem ku światłu, za którym tak bardzo tęsknił.
 - Byłeś katowany przez rodziców? - Uchiha wydyszał te słowa, zaciskając dłonie w pięści.
 - Nikomu nie podobała się moja ideologia, że samice powinny być u władzy. Od pokoleń mężczyźni rządzili, a kobiety służyły jako przedłużenie rodu. Chciałem to zmienić, dać im władzę. - Pokiwał głową, rozumiejąc. - Moja matka... nie uważała, że powinienem. Ojciec zabrał mnie ze sobą na trening. Przeżyłem z nim około dwóch lat, a gdy powróciliśmy... Otso już chodziła i mówiła. 
 - Otso, to twoja siostra. Jak ona była traktowana?
 - Matka wychowywała ją na posłuszną, ale wiedziałem, że nie będzie. Ojciec też to wiedział. 
  Sasuke zamyślił się, popatrzył na klatkę, na zaschniętą krew i w kierunku światła.
 - Ojciec wskazał mi drogę, gdy zacząłem żyć nienawiścią. Chciałem śmierci matki. Chciałem, aby zdychała i konała u moich stóp... Ale wtedy nauczył mnie, jak wiele mogę zrobić dla świata. Dał mi siłę, wysłuchiwał moich rad. Towarzyszyłem mu na spotkaniach rodzinnych i w godzinie jego morderstwa. 
 - Morderstwa?
 - Zabił go jego własny brat, Sasuke. Nowy alfa. Nie należę do waszej rasy, jak widzisz. Jestem lykanem pełni krwi. Ojciec... wiedział o swojej śmierci, przeczuwał to od lat, a gdy nadarzyła się okazja... Ostrzegł mnie, abym zebrał tylu ile będę mógł i ruszył przeciw wujowi.  
 - Więc co robisz tutaj?
 - Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Wuj miał inne plany. Mój świat jest przez niego zrujnowany, a natura bez mojej matki tam umiera. Kazałem mej siostrze uciekać i zanieść wam ostrzeżenie, ludziom. Moja matka zbiegła do was.
 - Co? Chcesz powiedzieć, że lykanie nas zaatakują.
 - Już to robią, Sasuke. To moje ostrzeżenie dla tego świata. Zbierzcie siły, wróg jest u bram, a ty chcesz zabić swego brata. Musisz wiedzieć... - Usłyszał głos Osteme zewsząd. - Lykanie zostali wygnani z tego świata przez Trzy Bóstwa, a Varulv nie odpuści twojej narzeczonej. Może ci nie zależeć na niej, ale gdy Klan Trzech Bóstw zniknie całkowicie... Cienie i wiele innych złowrogich stworzeń zniszczą świat. To jest prawda, która została zapomniana.
  Sasuke drgnął. Oczami wyobraźni widział konającą Hinatę, a widok ten wyrył mu się w pamięci. Na pewno nie pozwoli jej odejść... W końcu mają umowę.
 - Osteme. Czemu nie powiedziałeś od razu?
 - Nie byłem pewny, czy mogę wam zaufać. Ale teraz wiem, że mogę i nie mam wyjścia. Będę musiał zniknąć na pewien czas, wtedy musi być ktoś, kto będzie w stanie ochronić wioskę i zebrać lud. To musisz być Ty. Wróć do Konohy, do Hinaty, do swojego domu. I nie mów im żegnaj.
 Uchiha zamknął oczy i skinął głową.
  - Najpierw musimy pozbyć się węża. Nie pozwoli odejść bez pożegnania.

*alium se orbem terrarum - inny świat
*Ego ostendam tibi futurum - Pokażę wam przyszłość

Łooo ile mnie tu nie było! Mam nadzieję, że nie czekaliście aż tak długo ^^" Ale oto i jest! Druga część!
Przepisywałam ją trzy razy stąd niezła zwłoka.
Jestem z niej dość zadowolona, bo zależy mi na wojnie lykańsko-ludzkiej i właśnie do niej zmierzam, ALEEE nie liczcie, że na niej się skończy.
Mamy dużo niewyjaśnionych spraw:
1. Lykanie.
2. Trzy Bóstwa.
3. Cienie.
4. Tajemnice klanowe.
5. Same duchy.
Do następnego razu~! Trzymajcie się ciepło w te chłodne dni~!
  Pozdrawiam, Shan~!