14 sierpnia 2014

Rozdział 31: Chwila wytchnienia

Zmienna. Tak... no cóż... wymyśliłam lepszy pomysł. Odzyskałam siły na to opowiadanie. Te, które rozpoczęłam przeniose na innego bloga.
Jeszcze dziś go założę i przeniose tam opowiadania.

Rozdział 31: Chwila wytchnienia

Słońce przedzierało się przez korony drzew, oplatając promieniami ciała martwych, poległych, którzy ośmielili się stanąć na drodze ninją z Konohy.
 - Chodźmy dalej. Musimy ich zniszczyć. - Biała maska ANBU skutecznie ukrywała twarz mężczyzny.
 - Jak sobie chcesz! Ale to moje ostrza zatopią się w jego ciele! - Dziewczyna o granatowych włosach w stroju uczennicy patrzyła na ostrą część mieczy, które trzymała w dłoniach.
Czarnowłosy wywrócił oczami i szedł dalej w otoczeniu trupów. Szli już chyba z trzy dni, a i tak nie mogli znaleźć kryjówki Umberta. Wiele się w ten czas dowiedzieli o wrogu.
W umyśle Hyuugi była odtwarzana krótka rozmowa z Hokage
 - Nie wiemy z kim mamy do czynienia. Musimy być ostrożni w walce z nim. Chciałabym wam pomóc, ale nie mogę. Muszę zaopiekować się wioską, umocnić ją, zwiększyć obronę murów. - Przeczesała włosy dłonią, jakby to miało uspokoić jej skołotane nerwy.
 - Hai!
 - Bądźcie ostrożni. Postarajcie się nie zginąć. Wysyłam waszą szóstkę, bo wierze, że sobie poradzicie. Reszta zostanie, aby chronić wioskę i jej mieszkańców. Możecie odejść. - Hokage zaczęła przeglądać dokumenty, dając wyraźny znak, że ma ich dość.
      Hinata szła wraz z Karin i rozmawiały o misji, obok nich - pogrążona w rozmyślaniach - szła Yuriko. Oprócz pięknych młodych dam na misję szło pozostali członkowie Hebi.
 - Hyuuga-sama? Jak myślisz? Wytrzymamy? - Głos zabrała trzecia z dziewcząt.
 - Iie... nie wiem co myśleć. Ale nie możemy się poddać. Będę walczyła póki moje serce bije, oddech jest w płucach, a krew w żyłach! - Uśmiechnęła się Hinata.
 - Ciesze się. Postaram się nie być kłopotem.
 - Nie będziesz. Masz potężną chakrę, jesteś inteligentna. Poza tym... mamy potężnych sprzymierzeńców. - Hinata nie była dobrą pocieszycielką, ale te kilka słów wystarczyło rudowłosej.
Ktokolwiek nasłał tą armie jest silny... wątpie, aby udało nam się go pokonać w szóstkę. - Przemknęła myśl przez umysł Hyuugi.
 - Hinata-sama? - Yuriko stanęła przy granatowowłosej, która popatrzyła na nią pytająco.
 - Zróbmy przerwę... - szepnęła.
Dopiero na słodką myśl o wytchnieniu, Hinata zdała sobie sprawę ze zmęczenia. Stanęła na małej polance, w pobliżu, której płynął wartki strumyczek.
 - Suigetsu, idziesz ze mną pozbierać drewna na ognisko. Juugo, proszę abyś rozbił namioty z Yuriko. Sasuke, ty i Hina idziecie łowić ryby. - Zarządziła czerwonowłosa zostawiając plecak.
 - Kto ci dał prawo do rządzenia?! - burknął Hozuki z irytacją.
 - Ja sama. - uśmiechnęła się i poszła do lasu.
 - Idź za nią. - Sasuke skierował się do strumyczka, nawet nie patrząc za fioletowookim.
 - Hai, hai... a czy mam inne wyjście? - I już go nie było, bo zniknął w gęstych krzakach.
 - Uważajcie na siebie. - Zdążyła jedynie powiedzieć bladooka, idąc w ślad za Uchihą.
Yuriko nuciła wyciągając z worka śpiwory.
 - Umiesz rozbijać namiot? - Yuriko pokręciła przecząco głową na pytanie Juugo.
 - Kiedyś umiałam... gdy jeszcze chodziłam na misje...
 - Jak to? Nie chodziłaś na misje? - Pomarańczowowłosy zajął się rozbijaniem namiotu.
Przez twarz długowłosej przebiegł horror. Wyglądała, jakby miała zaraz uciec z krzykiem.
 - J... ja nie chce o tym mówić. - zajęła się innym namiotem.
Pomarańczowooki mimo ciekawości wolał nie ingerować w dalszą rozmowę, wyczuwając, że dla młodej kunoichi jest to bolesny temat.
Po upływie godziny Karin i Suigetsu przynieśli drewna.
 - Co tak długo? - zirytował się czarnooki.
Karin usiadła na pobliskiej skale i milczała, wyglądała na rozdrażnioną.
"Właściwie po co ja pytam? To oczywiste, że się kłócili..." - Westchnął w myślach.
 - Uchiha Sasuke! Tu ziemia!
 - Co?
 - Pytałam czy możesz rozpalić ogień. - granatowowłosa miała te dni, w których nie można było ŻADNEJ kobiety wkurzać i to się nie nazywało codzienność.
Czarnowłosy użył jutsu kuli ognia i rozniecił ogień.
 - Ja... sądzę, że lepiej nie używać chakry. - Zaczęła nieśmiało Yuriko.
 - Dlaczego? - Hebi popatrzyło na rudowłosą.
 - Potężne użycie chakry może zwabić naszych wrogów, a tego nie chcemy... - Wypowiedziała na jednym wydechu.
 - Masz racje. - Hyuuga zajęła się patroszeniem ryb.
Z racji tego, że było ich sześciu musiała robić to szybko i sprawnie, aby głód się nie nasilił zanadto. Reszta kobiet dołączyła do Hyuugi i poszło im sprawniej i z całą pewnością szybciej.
Noc nastała szybko. Po zjedzonym posiłku chłopcy weszli do swojego namiotu, podobnie do dziewcząt. Na warcie nie zostawili jednak nikogo.
Hinata śniła snem pełnym koszmarów... wszystkie walki, jakie stoczyła... wszystkie trupy jakie pozostawiła... błędy, które popełniła i wiele, wiele innych rzeczy... w jednym szybkim, pełnym krwi filmu. Bladolica zalana zimnym potem, z sercem bijącym mocno w piersi, usiadła.
"Dlaczego zawsze, gdy nie śpie obok NIEGO muszę mieć koszmary?! Co w nim jest?! Jest moim aniołem stróżem?! Iie... diabłem stróżem prędzej" - krzyczała w myślach.

28 listopada 2013

Rozdział 30: Wojna Cieni. Opowieść i sytuacje.

Rozdział 30: Wojna Cieni. Opowieść i sytuacje.

   Ciemność ogarniała wioskę ukrytą w liściach, w niespokojnych wiatrach czuć było smród stęchłych ciał oraz obrzydliwą krew. Cienie wycofały się,gdyby nie pomoc uczniów Czarnej Róży. Konoha Gakure, wioska ukryta w Liściach przepadłaby nawet nie ze wschodem słońca.
   Aktualnie ludzie zbierali ciała tych, którzy polegli. Dużo ludzi zginęło tej felarnej nocy, mogło zginąć ich znacznie więcej.
- To smutne, wujku Sasu. Dlaczego ludzie się zabijają? Po co są wojny? Po co to wszystko? Wujku? - pytała szeptem dziewczynka.
    Oczy dziewczynki odwróciły się od twarzy martwych. Twarze, których na zawsze wyryto obraz bólu, te twarze już nigdy na nich nie nastąpi uśmiech. Jedynie cierpienie, ginęli w męczarniach.
- To pytania, na które mało kto potrafi odpowiedzieć. Nie używając kłamstw. - usłyszała beznamiętny głos czarnowłosego ninjy.
- A ty nie będziesz kłamać?
- Kłamstwo ma krótkie nogi, więc nie. Nie będe kłamać... - urwał na moment, jakby czekał na reakcje dziecka. - Zabijanie? Po co zabijamy... trudno powiedzieć. Niektórzy zabijają dla pieniędzy, inni chcą władzy, jeszcze inne pragną zemsty... Wojna? Nie wiem, nie wiem po co ona jest, koneko*.
- Czy to źle, że nie płacze?
- Nie, to nie jest źle. Ja też nie płacze.
- Dlaczego tak ciężko jest współczuć komuś kogo ledwo się zna, wujku? - to pytanie omal nie zabiło Uchihy. To jest jedno z TYCH pytań.
   Rouse patrzyła na niego dużymi oczami, tak bardzo niewinnymi.
"Już wole, aby spytała skąd się biorą dzieci niż to!"- warknął w myślach.
  Duże dziecinne oczy patrzyły na Sasuke oczekując odpowiedzi. W duchu czarnooki błagał o śmierć,jednak w porę spostrzegł Ino, matkę zastępczą małej dziewczynki.
- Idź pociesz swoją matkę. Wygląda na smutną. - powiedział patrząc na niebo.
- Hai, oji-kun! - zasalutowała i odbiegła w kierunku Yamanaki.
- Dziwne dziecko. - mruknął pod nosem i popatrzył na stos martwych ciał, martwe oczy, oczy bez wyrazu patrzyły w niego.
Uchiha poczuł dłoń na ramieniu... dłoń ducha. Mimowolnie spojrzał za siebie, nic nie zauważył. Westchnął ciężko.
- Hinata będzie mieć pełne ręce roboty.
W tym czasie.
 Dziedziczka klanu Hyuga siedziała na drewnianym krześle. Prowizoryczny gabinet Hokage. Namiot z biurkiem, w duchu Hinata zastanawiała się po co to wszystko.
   Blade oczy wpatrywały się w Hokage spokojnie. Tsunade nie wiedziała jak zacząć rozmowę.
- Jak to się stało, że przeżyłaś? - postawiła, więc na szczerość.
- Sama nie wiem. Pamiętam, jak zawiązałam umowę z cieniami, ale zerwał ją Long. Long to władca dusz. To jemu pomagałam. Od niego klan Hoshi No Namida zyskał moc, moc komunikacji z duchami. Rozmawiania z nimi, pocieszania, nawet możemy z nimi tańczyć. Heh... a ludzie się nas boją. Kiedyś chcieli nas zabić, uważano nas, w sensie kobiety za kochanice diabła, szatana. Jednak jest w tym ziarenko prawdy, Hokage-sama. Moc zyskałyśmy od diabła, Long nas uratował. Oczyścił kilka z kobiet klany Hoshi No Namida, a one przeciągnęły mężczyzn na swoją stronę. Klan Hoshi No Namida ma wiele opowieści. Jednak wątpie, aby chciała pani ich wysłuchać. - uśmiechnęła się lekko na zakończenie.

   Tsunade wyciągnęła z szuflady biurka dwa kieliszki. Podsunęła jeden Hyudze i nalała do niego czerwony płyn z szklanej buteleczki.
- Chętnie posłucham. Jednak mów mi po imieniu. - upiła mały łyczek trunku i czekała na opowieść Hyugi.
- Dobrze, Hoka... Tsunade. - wzięła skromny łyk z kieliszka i poczuła przyjęmne ciepło w gardle. Zebrała myśli i rozpoczęła: - Klan Hoshi No Namida, znany z tego, że potrafi manipulować duchami, rozmawiać z nimi, pomagać im. Był stary... bardzo stary. Każdy zna o nim historię, historię o dwóch kochankach. Znasz ją, Tsunade-san? - blondwłosa kiwnęła głową, więc Hyuga wróciła do opowieści. - Luna i Sol, poznałam ich. Czas się dla nich zatrzymał, a mięli ponad tysiąc lat. No może mniej. Zrozumiałam wtedy, co znaczy miłość. Luna kochała i nadal kocha Sola. Szukała go wszędzie, a nikt jej nie pomógł, żadna z Hoshi No Namida. Sol... był... niesamowity. Nie widziałam u nikogo takiego spojrzenia. Łączył w sobie radość z bólem, miłość ze złością, nienawiść z namiętnością. To widziałam w nim. Przeciwieństwa. Marzył o spotkaniu z ukochaną codziennie. Jednak był ukryty. Nie wiem za bardzo jak, ale był niewyczuwalny dla Luny i mnie, a także dla innych. Ktoś go ukrywał. Jednak nie wiem kto. Long widział ją, gdy była jeszcze duchem. Luna błagała go, aby pomógł. Nie minęła chwila, a spełnił jej prośby. Long jest... potężny. Bardzo. Gdyby chciał, mógłby zniszczyć Króla Diabła, Lykanów oraz Cienie.
- To czemu tego nie zrobi? - przerwała Hyudze wielmożna.
- Byłam z nim przez kilka miesięcy. Jako duch. On ma więcej zajęć niż ty, czy inny władca. Codzień ktoś ma na szyi dłonie śmierci, zamienia się w ducha i odchodzi do Longa lub gdy nie może zaznać spokoju do nas. Pomagamy im... lecz,gdy sytuacja jest zbyt ciężka, musimy zabijać dusze. To się żadko zdarza. Wracając do tematu. Long opowiadał mi różne historie, ja natomiast mu śpiewałam. Opowiadał o wojnach, błędach, jakie popełniali władcy. Najbardziej lubiłam słuchać o klanie, który ma zdolność komunikacji z duchami. Heh... to zabawne. Żyłam, a jednak mnie nie wiedzięli. Oddychałam, a jednak nie widziałam oddechu. Czułam chłód i ciepło, a jednak nie mogłam się ogrzać lub schłodzić. Byłam zagubioną duszą. Teraz wiem, co ONI czują.
- To niezwykłe. Jednak skoro umarłaś to pakt został zerwany, tak? To czemu nas atakują? - zapytała Hokage, przerywając.
- Przez zranioną dumę. Cienie nie przyjmują do wiadomości, że KOBIETA może złamać ich zasady. Cienie są okrutne i brutalne, jednak nie wiedzą o jednym. Miałam im oddać dziecko. Moje dziecko....
- Jesteś w ciąży?!!! - wypluła z ust alkohol i ryknęła na cały głos złotooka.
- Hokage! Nie! Nie jestem! - na policzki Hinaty wepłzł rumieniec. - Dziecko nie zostało poczęte, gdyż nie spędziłam nocy z mężczyzną. Tylko trenowałam.
- Oh... rozumiem.
Hinata lekko się uśmiechnęła.
- Kto powołał cię do życia?
- Nie wiem. Naprawde. - szepnęła, patrzyła w złote kule rozmówczyni, pokazując tym samym, że mówi prawdę.
- Inne pytanie... Czy klan Hyuga i rodzina Uchiha powróci do Konohy? - zapytała Tsunade z nadzieją w głosie.
- Z tego co wiem, to Itachi z Ayumi planują wrócić... ale co do ojca... nie mam pewności. Otou-san martwi się, że ludzie będą chcieli zabić mnie i matkę, za to, że powróciłyśmy do świata ludzi.
- Rozpuszczę plotkę, że twoje ciało to jedynie iluzja. Wtedy, gdy umarłaś. Powiem, że cienie chcieli poróżnić i zniszczyć wioskę od wewnątrz. A co do twojej matki powiem, że została porwana. - słowa Hokage wywarły na Hyudze wrażenie. Nie sądziła, że ludzie uwierzą.
    Po jeszcze kilku pytaniach, Hinata mogła wyjść z "gabinetu". Na zewnątrz stała mała rudowłosa dziewczynka, trzymała dłoń Lyry.
"Jak matka i córka" - przeszło przez głowę Hinaty. W tym momencie pojęła, że nie byłaby dobrą matką. Jaka matka zostawia swoją córeczkę samą? Zła matka. Poczuła, jak oblewa ją wstręt do samej siebie.
- Hina-chan... ja... chciałabym z tobą porozmawiać na temat Seikatsu... - rozpoczęła rudowłosa.
- Zajmij się nią. - przerwała szybko Hinata.
- Okachan? - zapytała rudowłosa dziewczynka.
- Teraz nie. Lyra będzie twoją matką zastępczą. Ja ściągnę na ciebie tylko kłopoty, Seikatsu. Wybaczysz mi? - zapytała, klęcząc na wysokość oczu dziewczynki.
- Nie! - krzyknęła, po policzkach popłynęły jej łezki. Rzuciła się na szyje Hinaty.
- To dla twojego dobra, Seikatsu. Gomen. - szepnęła do ucha dziewczynki w szarym, podartym kimonie.
- D-demo... hai. - chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała.
- Lyra-chan, bądź dobrą matką dla Seikatsu. OK? - zapytała, wstając i jednocześnie biorąc młodą dziewczynkę na ręce.
- Będe. - szepnęła rudowłosa, a gdy Hinata podała jej dziewczynkę lekko się uśmiechnęła.
- Lyra-sa... -okachan... jestem śpiąca. - Seikatsu przetarła oczy, musiała przyzwyczaić się do mówienia Lyrze "matka".
    Hinata nie pokazała, że cierpi oddając dziecko. Dopiero, gdy Lyra poszła. Pobiegła do starego domu, rzuciła się na łóżko i w samotności zaczęła łkać.
     Tenten próbowała wstać z materacu.  Była zmuszona na nim leżeć, gdyż straciła dużo krwi w walce.
- Mała zmoro, powinnaś odpocząć. - usłyszała głos ojca z przodu domku.
- Sorry, tato, ale nie moge! Są bardziej potrzebujący ode mnie! - krzyknęła wstając gwałtownie, za gwałtownie, bo przez nagłą zmiane pozycji straciła równowagę i upadła na materac.
- Iie. Uważam, że powinnaś się uspokoić.
- Ale tato! - sprzeciwiała się.
- Dobrze... ugh! Jak z matką! Kropka w kropkę! - warknął mężczyzna i podał Tenten dłoń, aby mogła wyjść na zewnątrz.
  Powolne ciche kroki, ostrożne. Tenten odwróciła głowę w kierunku hałasu. Lata, które poświęciła na treningach nie poszły na marne. Szybko wyczuła przeciwnika. Ojciec dziewczyny poszedł, gdyż został wezwany przez Hokage, była sama. Może gdyby nie była ranna miałaby szanse, ale teraz? Mogła jedynie uciekać, do miejsca, gdzie będą uczniowie Czarnej Róży lub zdrowi ninja i kunoichi.
"Nie poradzę sobie sama!" - krzyczała myśl w jej głowie, już miała wziąć nogi za pas, ale powstrzymał ją głos:
- Tenten? Co tutaj robisz? Jesteś ranna!
- Neji? T-to ty? - w umyśle przeklęła swój głos.
- Hai, ale powinnaś leżeć w łóżk... - ,mocny cios w policzek przerwał mu wypowiedź.
Hyuga patrzył na brązowowłosą przed nim. Ledwo stała, a jeszcze starczyło jej sił, aby go uderzyć. "Nic się nie zmieniła. Nadal piękna i waleczna." - przeszło Hyudze przez głowę.
- Kretynie!! Jak mogłeś?! Nienawidzę cię! - krzyczała i rzuciła się na jego szyje gorzko płacząc.
Neji lekko ją objął, nie bardzo wiedział co ma zrobić w takiej sytuacji.
- Już nigdy cię nie opuszczę, Tenten. Obiecuje. - szepnął do jej ucha spokojnym tonem głosu.
Świat przestał się dla nich liczyć. Już mięli się pocałować, gdy
- Młodzieńcze? Widziałeś kiedyś swoje serce od środka? Bo jeśli nie puścisz mojej córki to będziesz mieć taką szanse. - głos ojca Tenten był okrótnie szczery.
- Otousan! - warknęła Tenten z ostrym rumieńcem.
Neji poczuł dreszcz. Ojciec Tenten był... straszny.
-... Pójdę pomóc rannym. Do zobaczenia, Tenten-chan. - po czym się oddalił.
Tenten stała o własnych siłach, uderzyła ojca lekko w ramię i warknęła sarkastycznie:
- Dzięki, tatusiu!
Zaraz po tym zamknęła się w swoim prowizorycznym pokoju.
- Kobiety... nikt ich nie zrozumie.
~~~ Kryjówka Cieni.
    W pomieszczeniu było bardzo dużo świec, które buchały płomieniami, tańczyły z lekkimi powiewami wiatru. Stało też drewniane biurko oraz fotel przypominający tron.
- I co? - głos wypełnił pomieszczenie.
Cienie stały w równych rzędach. Przed szereg wyszedł mężczyzna. Ten sam mężczyzna, który o mało nie zabił Hokage.
- Hinata Hikari Hyuga Hoshi No Namida, Celestial Respice... Mistrzu, ona żyje. Powiedziano nam, że straciła pamięć! A ona... - ruch dłoni mu przerwał.
- No cóż. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Przecież wiedziałeś na co się narażasz. Podejmując tą misję nie doceniłeś ludzi z Konohy, nie doceniłeś uczniów Czarnej Róży. A co najważniejsze, nie doceniłeś Hinaty. Myślałeś, że będzie jak Julia czekać wiernie na swego Romeo? Myliłeś się. - przerwał na moment, oparł się wygodniej w fotelu i dokończył - Hinata-koi... moja malutka Hinatka... powinna była wykonać misję, wykończenia tych lykańskich psów. Jednak... ta jej rodzinka ją powstrzymała... A co do was... Możecie odejść... poza tobą, Hidoi.
    Cienie wyszły. Został tylko młody mężczyzna.
- Ilu z naszych zginęło?
- Około piętnastu demonów, dziesięciu cieni i dwudziestu naszych ninja, panie Umbra.
- Dużo nieprawdaż? A ty? Ile lat tutaj jesteś? - zapytał Umbra, szef całej zgrai cieni.
- Przeminęło dwadzieścia lat.
- Też sporo... za długo tutaj jesteś... Może weźmiesz wolne? - padło kolejne pytanie z ust Umbry.
- A-ale...- Wiedział, że "odejść" można tylko przez śmierć.
- Udowodnij, że jesteś coś warty!! Zabij wszystko co żywe w KONOHA! Przyprowadź do mnie Hyugę Hinatę! Masz na to... pięć dni. Inaczej spotka cię śmierć, ale najpierw tortury. - Umbra był poważny, okrótny i surowy.
- Hai, mistrzu Umbra. - Hidoi nie wiedział, dlaczego dla niego pracuje.
- Jeszcze tu jesteś? Mam cię zabić teraz czy wyjdziesz?
   Po tych słowach Hidoi spokojnie wyszedł z pomieszczenia.

koneko* - mały kotek, kiciuś.

Sorry, że tak krótko, ale nie wiedziałam jak zakończyć. Więc poszłam na łatwiznę.

No cóż. Następna notka pojawi się w grudniu. W moje urodziny... mam nadzieje, że doczekacie osiemnastego grudnia :)

28 października 2013

Pytania itd. - Załapałam.

Mam skrelozę lub nie widzę.

W końcu załapałam o co chodzi w Liebster.
Moje pytaniea

1. Czy mogłabyś przyjaźnić się z osobą o odmiennej orientacji seksualnej?2. Od ilu lat prowadzisz blog?(dni, miesięcy, jak ktoś nie miał urodzin)3. Najdziwniejsze wspomnienie w życiu? (może też najzabawniejsze)4. Wolisz koty czy psy, a może inne zwierze?5. Ulubiona piosenka?6. Ulubiony autor książek lub idol filmowy/muzyczny/aktor?7. Ulubiony film?8. Co robisz, gdy brak ci weny, a chcesz coś napisać?(oglądasz obrazki czy czytasz książkę itd.)9. Co robisz, gdy jest ci smutno? 10. Twój talent, poza pisaniem wspaniałych opo.?11. Jaki pocałunek jest dla ciebie najbardziej romantyczny?(w deszczu, w parku itd.)

20 października 2013

Rozdział 29: Wojna Cieni. Początek.

Rozdział 29: Wojna Cieni. Początek.

~~ Konoha-Gakure. Dom Tenten.

   Mrok gościł na niebie, kilka gwiazd połyskiwało lekko, jakby bały się zabłysnąć mocniej, jedynie księżyc oświetlał w swej pełnej krasie. Księżyc nie bał się, był czysty, lekko srebrny, wokół niego rozpościerał się ciemny granatowy dywan. Nerwowy szum gościł w koronach drzew, jesienne liście opadały i unosiły się, opadały i unosiły w bezdźwięcznym tańcu.
   Młoda kunoichi leżała na plecach, po policzkach płynęły łzy, dłonie krwawiły od uderzeń, na ścianach w jej pokoju było widać pozostałości czerwonej substancji oraz zniszczenie nadane przez ciosy. Jej pokój był jednym wielkim bałaganem, broń powbijana w ściany, małe kropelki krwi na podłodze, łóżko przewrócone. Szafa z ubraniami połamana na dwie części.
- Tenten? - usłyszała czyjś głos, tak bardzo jej znany.
Otworzyła oczy z trudem.
- Tenten! Spójrz na mnie! To ja twój ojciec! - słyszała głos ojca, wołał ją, wydawało się, że jest bardzo daleko.
- Tenten! - dołączył się głos matki.
- Ona krwawi! Musimy ją zabrać w bezpieczne miejsce! - głos Hokage zamarł w powietrzu, gdy świst rzucanego ostrza przebijał się przez powietrze.
   Tsunade szybko zareagowała, otwartą dłonią złapała kunai, tuż przed twarzą.
- Zabierzcie ją stąd! Szybko! - krzyczała do rodziców rannej kunoichi.
- Hai! - matka brązowowłosej szybko wzięła córkę, a ojciec postanowił zostać i pomóc Hokage.
Złotooka czcigodna Hokage przyjęła postać gotową do obrony, ale ninja był szybszy. Jednym skinieniem ręki położył blondynkę na łopatki.
- Słuchaj mnie, bo nie chce się powtarzać. Nie wiem co zrobiliście i nie bardzo mnie to obchodzi, ale jestem tutaj aby przekazać wiadomość... Pamiętasz tą młodą Hyugę Hikari Hinatę?... Ona żyje, zawiązała pakt z cieniem i go przełamała. Chcemy ją teraz zabić, więc gdzie jest?! - warknął, a dłonią odepchnął szarżującego ojca Tenten.
Hokage spojrzała na napastnika zmęczonym wzrokiem. Był... jakby cieniem.
- Ty... myślisz, że zranie Hyugów?! Już raz popełniłam ten błąd! Nie mam zamiaru go popełniać po raz drugi! Hinata jest daleko i jest bezpieczna! W przeciwieństwie do ciebie! - krzyknęła złotooka saninnka i zaatakowała cienia.
   Cień, który miał wygląd mężczyzny nie reagował, jednym ruchem zatrzymał ją. Po czym swoją obrzydliwą dłonią ze szponami z krwi, zaczął obdzierać Hokage ze skóry. Kobieta wrzeszczała z bólu.
- Konohy nic nie złamie!! - wrzasnął mężczyzna i użył jutsu powietrza.
Małe tornado ogarnęło cień, zmuszając do puszczenia Tsunade.
- Dzięki, Luke. - szepnęła Hokage, na jej policzku kwitła świerza rana.
- Musimy uciekać, Hokage-sama. - rzekł ojciec Tenten.
Szybkim ruchem przenieśli się do schronów.
- Hokage-sama! Szpital został zaatakowany przez okropne stworzenia! Broniliśmy go tak dłougo, ale musieliśmy się wycofać! - zameldowała Sakura.
Tsunade kiwnęła głową, krzywiła się z bólu.
- Gdzie moja córka, żona i syn? - zapytał Luke, Haruno wskazała w kierunku jednej z jaskiń - Arigatou. - i zaraz po tym pobiegł w kierunku pokazanego miejsca.
Hokage była leczona przez różowowłosą medyczkę, wzrok był skupiony na skałach.
- Długo nie wytrzymamy. Potrzebujemy pomocy. - wyszeptała po chwili.
Haruno milczała, skupiona była na swoich działaniach.
- Ilu jest osób śmiertelnych? - zapytała Hokage swoją uczennice.
Sakura skończyła leczenie blondynki i spojrzała na swoje buty.
- Około dwudziestki... większa połowa z nich to dzieci.... Shizune... ona... zniknęła. - wyszeptała Sakura.
- Co? - padło znów z ust kobiety.
Hokage wstała gwałtownie i spojrzała na twarz Haruno.
- Nie ma jej tutaj, ani wśród rannych, ani wśród martwych. - oczy różowowłosej zostały zakryte powiekami.
Hokage milczała, pięści miała zaciśnięte, tak mocno, że kostki zbielały.
- Rozumiem. - wyszeptała po chwili milczenia.
Wzrok czcigodnej skupił się na płomieniach ogniska, które zostało rozpalone przed chwilą. Płomienie zaczęły być większe, przybierały kształty, aby po chwili zmienić się w bestie z żywego ognia. Ninja i kunoichi stojący najbliżej, starali się ją ugasić wodą, ale... żywioł ognia nabierał na sile.
- Zabierzcie ludzi! Szybko! Przez tunele! - krzyczała złotooka i starała się powstrzymać płomienną postać.

~~ Las daleko poza Konohą, ruiny liceum "Czarnej Róży"

  Shizune biegła przez zrujnowany dziedziniec szkoły. Lata świetności minęły tak szybko jak przesypany piasek w klepsydrze. Skoczyła na wierze dzwonniczą i gołą pięścią uderzyła w zardzewiały dzwon. Niecierpliwość gościła w jej sercu, wstrząsnęła nią szybko. Powiał mocniejszy wiatr i postacie zaczęły się pojawiać na dziedzińcu.
  Ciemnowłosa skoczyła na chodnik i stanęła na starym, połamanym filarze.
- Shizune-sensei? - padały pytania z ust byłych uczniów tego liceum.
- Czemu nas wezwałaś? - donośny męski głos zawiał z wiatrem.
  W powietrzu zagościły mniej ważne słowa: Czy coś się stało?, A co gdybym brał kąpiel?, Sensei? itp.
Shizune spojrzała na zgromadzenie i powiedziała jedno słowo "Cienie".
Uczniowie kiwnęli głowami i biegli do zrujnowanego budynku, zebrali broń, lepsze ubrania, które są przystosowane do walki, zwoje, lekarstwa itd.
Dyrektor spojrzał na ciemnowłosą kobietę.
- Miło cię znów widzieć, całą i zdrową, Shizune. - powiedział podając jej dłoń by mogła zejść.
- Ciebie również, Ateo. - odpowiedziała, przyjmując pomoc od starca.
- Zajmijmy się przygotowaniami, najwyższy. - usłyszęli głos Miko Fire.
- Miko-chan? Tęskniłam za tobą, przyjaciółko. - wypowiedziała ciemnooka kobieta, nadanżając za rudowłosą królową ognia.
- Ja za tobą również, Shizu-chan! - powiedziała biegnąc w strone swojego dawnego gabinetu.
  Gdzieś wśród zamieszanych uczniów dawnego liceum Czarnej Róży, stała Hinata. Obok, której znajdowała się córka Miko.
- Co my tu robimy? - zapytała rudowłosa z kokardką.
Hyuga rozejrzała się i zamknęła na sekunde oczy, głęboko oddychała.
- Idziemy na bal. Włóż dobrą kieckę, kochanie. - odpowiedział jej Natsu, który pojawił się wraz z Sasuke, Hanabi i Nejim.
   Dziewczyna o rudych włosach westchnęła ciężko i pobiegła do swojego pokoju, rumieniec gościł na jej policzkach.
- Hinata? Co my mamy robić? - zadała to pytanie młodsza Hyuga.
Zapytana spojrzała na siostrę i odpowiedziała:
- Walczyć przeciw cienią, taka jest droga Czarnej Róży. - odpowiedziała, ruchem dłoni kazała iść za sobą, ale tylko siostrze.
  Wyglądała inaczej, długie ciemne granatowe włosy, spływały po jej plecach, oczy wyrażające pustkę patrzyły na ruinę, na policzku znów pojawił się symbol kwiatu, biało-szary, jasna karnacja, wydawała się bledsza niż zwykle, lecz nie ze strachu... właściwie nie wiadomo od czego. Hinata Hikari Hyuga, na powrót stała się uczennicą "Czarnej Róży".
- A co z nami?! - wrzasnął Natsu.
- Wami? Chodźcie, debile. Ja już tu kiedyś byłem. Wiem, gdzie jest broń i inne potrzebne rzeczy. - powiedział Neji, prowadząc ich w kierunku zbrojowni.
   Nauczyciele byli już dosyć starzy, a jednak widząc jak się przygotowują do nadchodzącej walki, nikt by nie pomyślał o tym, że są podstarzałymi ninja na emeryturze. Każdy z nich miał jakiś symbol kwiatu na policzku, różniący się kolorem, jedni, ci najstarsi mięli czarne, młodsi, ci co przerwali naukę szmaragdowe. Natomiast ci co skończyli tą szkołe białe, tak jak Hinata.
  Biel jest kolorem wolności, kolorem czystości i niewinności, ale także kolorem dodającym powagi i... co zaskakujące, nadającym uczucia, że możemy każdemu ufać. Błąd. Uczniowie Czarnej Róży cechują się tym, że wykorzystują każdy najmniejszy błąd, słabość, wynajdują wszystko w wrogu co przechyli szale zwycięstwa na ich korzyść. Kobiety w tej szkole uwodzą, aby zdobyć informacje, preferują walkę w ręcz lub leczą rannych. Mężczyźni są brutalni i stosują tortury, by uzyskać to co chcą, walka na odległość jak i wściekłe uderzanie w przeciwnika, to jest ich styl walki. A jednak, to zapewnia im zwycięstwo. Yin&Yang żyją w uczniach tej akademii.
  Każdy kto stoi na ich drodze jest uśmiercany. Zdrajcy karani na arenie, kto przeżyje jest niewinny, nawet, gdy dowody wskazują na jego winę, ale wtedy jest obserwowany, zdradzi znów, zabijany. Liceum: Czarnej Róży - to miejsce jest gorsze od piekła. Tortury za każde złamanie zasad, ale to właśnie te okrócieństwo czyniło tych takich silnych.
  Neji patrzył na błyszczący w ręce sztylet, jakby broń sama śpiewnym głosem mówiła "Zabijać, chce zabijać". Ostrze było z obsydianu, rączka długa najpewniej z kości. Narzędzie mordu, zimne, a w nieodpowiednich rękach... narzędzie zniszczenia.
  Pamiętał dzień, w którym poszedł za Hinatą do liceum Czarnej Róży, jakby to było wczoraj...
Słońce ułożyło się do snu, ustępując miejsce księżycowi i gwiazdom. Hinata Hyuga szła samotnie przez ulice miasta. Jako, że miał ją chronić, jego powinnością było śledzenie jej.
   Dziewczyna biegła szybko. Aż w końcu, droge zastąpił jej mur. Chłopak z klanu Hyuga spodziewał się, że kuzynka zwolni kroku i on będzie mógł zaprowadzić ją bezpiecznie do domu, a jednak się mylił. Hinata nie zatrzymała się, tylko wbiegła w ścianę. 
    Ściana była z cegieł, a ona przez nią przeszła! Nie myślał zbyt długo i wbiegł za kuzynką, przed zderzeniem, zamknął oczy i ujrzał... dziedziniec jakiejś szkoły.
   Wielki budynek przypominający zamek, z wierzą dzwonniczą, jeszcze jeden budynek, ale mniejszy. Obrócił się i ujrzał  brame z drewna.
- Neji? - usłyszał głos kuzynki.
Obrócił się znów z zamiarem nakrzyczenia na dziewczyne, ale szybko zamilkł widząc ubiór Hinaty. Miała na sobie mudurek szkolny.
- Co ty tutaj robisz, chłopcze? - zapytał mężczyzna.
   Mądre szare oczy w kształcie migdałów, długie czarne włosy, które były splątane w warkocz lekko powiewały na wietrze, twarz miał pociągłą, prosty nos, był też lekko opalony. Szaty jakie nosił były przede wszystkim czarne kimono z szarnym obi. Wyglądał bardzo poważnie, na piersi miał broszkę w kształcie róży, ale białej, co sprawiło, że była bardziej wyraźna.
- J-ja... przy-przyszedłem za kuzynką. - zająkał się, czuł lekki strach przed wysokim mężczyzną, trzymającym dłoń na wątłym ramieniu Hinaty.
- Hahah! To twój kuzyn, Hinato? - przestrzeń wypełnił cichy, krótki śmiech mężczyzny o szarych oczach, uśmiechał się przyjaźnie, ale w sposób... dziwny... jakby znał każdą myśl, znał każdy ruch zanim ktokolwiek coś zrobi.
- Tak, Ateo-sama. Neji, to dyrektor liceum czarnej róży... a ja jestem uczennicą tej szkoły. Niespodzianka! - powiedziała Hinata i podniosła ręce do góry, gdy mówiła ostatnie słowa.
Neji stał skołowany. Spojrzał w szare oczy mężczyzny, jakby pytał czy to prawda, on jedynie kiwnął głową.
- Chodź... wszystko ci wyjaśnie. - szepnęła Hinata, wyciągnęła do kuzyna dłoń i, gdy ją złapał zaprowadziła go do swojego pokoju.
Był fioletowy, meble koloru ciemnego drewna, łóżko jednoosobowe, na którym siedzieli oraz kilka innych mebli niezbędych do życia.
- Neji? Po pierwsze musisz wiedzieć, że trenuje tutaj od... siódmego może szóstego roku życia. Ateo-sama jest dobrym mistrzem. - mówiła patrząc w twarz kuzyna. - Tutaj moge być sobą. Ternuje do wielkiej wojny, którą przewidział kiedyś mistrz. Co? Nie patrz tak! Nie oszalałam! Mistrz Ateo jest śniącym, co znaczy, że w snach ma wizje związane z przyszłością. Każdy mu ufa i ja też! Jest najlepszy. Uczniowie oddają się w jego ręce dla zapanowania nad swoimi mocami... ja także. Widze... duchy... one mnie przerażały, ale teraz wiem, że to ja sparwowuje nad nimi kontrole. To ja nimi rządze i to mnie mają słuchać, nie ja ich. Miko-sensei jest moją mentorką. Jestem tutaj bezpieczna i... szczęśliwa. Błagam... nie odbieraj mi tego, nissan! Nie mów nikomu gdzie znikam! Prosze! Błagam! - krzyczała i płakała, ale nie opuściła wzroku od początku jej monologu.
- Dobrze, ale... chce też tutaj trenować... aby móc cię chronić. - powiedział i lekko się uśmiechnął.
- Hai! Zaraz powiemy o tym Ateo-sama, złożysz przysięge wierności liecum i... będziesz uczniem róży! - mówiła z radością, oczy błyszczały jej ze szczęścia.
 Wtedy to było proste, jednak po kilku lekcjach z Ateo, zrozumiał czemu się go obawiał. To potwór, ale idealny nauczyciel, nie mówił uczniom co jest źle, tylko odchodził z niezadowoleniem kręcąc głową. Mięli sami dojść do tego co jest źle, powtarzając ćwiczenie kilkakrotnie, bez przerwy, a gdy nie mięli sił, przychodził i pokazywał im co jest źle. 
Przysięga była najważniejsza. Pamiętał jej treść, dokładnie.
- Chodź by wiatr wiał mi w twarz, ogień palił moje dłonie, ziemia pochłaniała stopy, będę szedł dalej, gdy mnie wzywasz, czarna różo. Przybędę na wielką wojnę, a jedynie śmierć mnie powstrzyma. Cierń na mej duszy, niech zakwitnie róża. Moja, czarna, piękna róża. - szeptał przysięgę, wpatrując się w broń. W ten dzień dostał też szesnaście, może siedemnaście takich noży.
- Neji?
- Tak, Hinata?
   Dziewczyna stała jedną ręką wsparta o framuge drzwi. Ubrana w skąpy mundurek, ciemna fioletowa spódniczka sięgająca ledwie połowy ud, biała koszulka z lekko podwiniętymi rękawami, czarne rajstopy
- Już czas, nissan.
- Dobrze...
Wyszli z zbrojowni. Dało się słyszeć kilkanaście głosów, które składały się w kilka przerażających zdań:
- Krwawa rzeź, krwawa rzeź. Walki czuje zew, walki czuje zew. Płoń ogniu w mych żyłach, rozświetl mą droge. Walka naszą drogą jest. Chcemy krwi, chcemy śmierci, chcemy cierpienia. Naszych wrogów!
    Hinata wzrokiem szukała Sasuke. Nie znalazła go. Na moment zamknęła swoje blade oczy i z ust wydobyło się ciche westchnienie.
- Hinata-onechan?
- Tak, Hanabi? O co chodzi?
    Hyuga spojrzała na siostrę z obawą. Dziewczynka drżała, po policzkach płynęły jej łzy, a w oczach gościło przerażenie, jakiego nikt nigdy nie doświadczył. Właśnie dlatego, gdy Hinata zobaczyła stan młodszej siostrzyczki od razu ją przytuliła.
- B-bo-boje się... ja się boje, że zginiemy! Jestem... słaba.
Hinata lekko głaskała tył głowy siostry, jednocześnie ją uspokajając.
- Słaba...? Boisz się śmierci. A jedynie ktoś odważny się do tego przyznaje.
- Odwaga jest często mylona z głupotą. - dało się słyszeć inny głos, należący do Sasuke.
- Zamknij się, Uchiha! - warknęła Hanabi, odzyskując siły na walkę.
- ZACZYNAMY!!! - ryknął jakiś były uczeń Czarnej Róży.
Ninja, kunoichi i kilkunastu medyków wyruszyli... do Konohy.

~~ Konoha.

    Strach ogarnął mieszkańców. Rozprzestrzeniał się od serca, po nogi, tak, że nie mogli się ruszać. Zmęczeni padali i zostali zabijani przez demony ognia, cienie i kilku morderców. Cóż za ironia! Schron miał zapobiec niebezpieczeństwu, a teraz? Stał się ich grobowcem.
- Już... już nie moge... - szenęła Haruno, szykowała się na szybką śmierć od mordercy, ale ból nie nadszedł.
- Głupia! U-uciekaj! - syknął blondyn zatrzymując miecz dłonią.
Juugo zmiażdżył miecz wroga gołą pięścią. Suigetsu osłaniał Karin, która leczyła jakichś ludzi. Sakura patrzyła na martwe ciała wokoło i zbierało się jej na wymioty, płacz i błaganie o śmierć. Jednak Naruto jej nie pozwolił, wziął ją na ręce i wbiegł dalej, do wyjścia ze schronu.
    Tam rozpoczęła się prawdziwa walka. Różowowłosa zeszła z objęć Uzumakiego i lekko pocałowała go w usta.
- Gdybyśmy nie przeżyli... wiedz, że cię kocham. - wypowiedziała i pobiegła walczyć, łza spłynęła po jej policzku.
- Sakura!!! JA CIEBIE TEŻ!!! - krzyknął za nią Uzumaki, dołączył do walki.
Sai, Ino i ich mała adoptowana córeczka patrzyli z drzew na pobojowisko.
- Sai-kun? Chodźmy. Trzeba pomóc. - rzekła Yamanaka zeskakując z gałęzi.
- Tak. - odparł beznamiętnie i poszedł za ukochaną.
   Ich córka patrzyła za nimi, wzruszyła ramionami i wyciągając prezent od chrzestnego dołączyła do walki. Piękny sztylet, którego ostrze zostało stworzone z diamentów, a rączka z rubinów siekał cienie na plasterki.
Każdy walczył, osłabiony czy nie walczyli. Nieskończona wola walki, zapłonęła w sercach ninja i kunoichi. Cywile także walczyli, jak potrafili. Początkowa przewaga szybko opadła, gdyż zabito większość medyków. Szala zwyciestwa przechyliła się na strone najeźdżców.
- Sharingan.
- Byakugan!/Byakugan. - dwa zmieszane tony głosu, żeński i męski słyszęli tylko ci stojący najbliżej jaskiń.
- Hej!!! Zatańczmy!! - krzyknął zielonooki mężczyzna wyciągając miecz.
- Dalej! Pokażmy im kto jest   P R A W D Z I W Y M  W O J O W N I K I E M! - krzyknęła nastolatka i rzuciła się do ataku.
  Naruto poczuł dłoń na ramieniu.
- Pomóc ci, głąbie? - usłyszał znajomy, zimny ton głosu.
- Sasuke-teme?! - wrzasnął Uzumaki.
- A kto inny, młotku? - zapytał młody Uchiha.
- Te! Uchiha! Weź rusz zad i pomóż! - warknął ozięble chłopak o bladych oczach.
- Właśnie! Ruszyłbyś się troche! - zgodziła się z starszym dziewczynka w wieku Konohamaru.
- Ej, panienki! Długo jeszcze będziecie mielić jęzorami?! Jesteście gorsi od Hinaty i misi, gdy zaczną paplać! - powiedział do nich zielonooki chłopak unikając jednocześnie szponów cienia.
- Już, już. - warknął Sasuke i wyciągnął broń, miecz wybranego, ten, który zdobyła dla niego Hinata.
- Hi-na-ta? - zapytał powoli skołowany Uzumaki.
- Później wyjaśnimy! - krzyknęła Lyra, odskakując w bok przed atakiem cienia.
- Hej! Liri! Chodź! Pokażemy im czym jest taniec ze Ś M I E R C I Ą! - krzyknęła ciemnowłosa Hyuga do rudowłosej przyjaciółki.
  Nie miała na sobie typowych ubrań jak kiedyś, ale krótką fioletową spódniczkę do połowy ud, białą koszulkę odsłaniającą lekko brzuch i długie czarne kozaki na wysokim obcasie, całość dopełniał jasno-fioletowy krawat z wyszytą czarną różą. Uzumaki przyjrzał się walczącym kobietą, każda miała podobny strój co Hyuga, ale w innych kolorach. Męska część walczących z Czarnej Róży, mięli ciemne spodnie, białe koszulki na długi lub na krótki rękaw, ale na ich bluzkach były wyszyte czarne róże, po stronie gdzie mieści się serce.
- Hokage-sama! Przyprowadziłam posiłki! - usłyszała znajomy ton głosu czcigodna.
Hokage była na kolanach, wycieńczona ciągłą walką, zamierzała się poddać.
- Shizune?! - krzyknęła zaskoczona i szczęśliwa kobieta.
  Ciemnowłosa kobieta ubrana w odsłaniające ciało ubranie stała z wyciągniętym kunai'em. Miała na sobie krótkie, ciemne materiałowe spodenki, sportową bluzkę na ramiączkach oraz pare długich czarnych kozaków - absolutnie nie wyglądała jak Shizune, ale to ona.
  Obok niej stała ruda kobieta w spodniach, czarnych obcasach oraz bluzce odsłaniającej brzuch. W dłoni dzierżyła włócznię, ociekającą krwią cieni.
- Ciesze się, że ktoś nam pomógł. - powiedziała Tsunade do nieznajomej, jednocześnie wstając z ziemi.
- Nie ma za co. Jestem Miko Fire Hoshi No Namida. Miło mi. A teraz sorry! Musze poobdzierać tamtych ze skóry! - mówiła szybko i zrozumiale rudowłosa, a po chwili skoczyła w górę i dzięki włóczni przebiła głowy trzem wrogo nastawionym ludziom.
- Hahahahahaha! Dalej! Zapraszam do tańca!
    Cień w odpowiedzi warknął, ale to nie zniszczyło zapału jednego ucznia Czarnych Róż. Gdy bestia rzuciła się na niego, on wykonując obrót uderzył cienia w obrzydliwą, ociekającą krwią twarz, o ile to można było nazwać twarzą.
- No dalej, baletnico! Postaraj się bardziej!
Tsunade patrzyła oniemiała na chłopca.
- Hokage-sama, ci uczniowie zostali tak wyszkoleni, rozwścieczają wrogów, aby potem pokonać ich łatwiej. W umyśle obmyślają dobry plan. - wyjaśniła Shizune.
Blondynka spojrzała na ciemnowłosą
- Skąd wiesz? Skąd wiesz, o czym oni myślą? - zapytała czcigodna.
- Bo czytam w ich myślach. - odparła i, nim Hokage zadała kolejne pytanie ciemnowłosa rzuciła się do ataku.
Obok Tsunade pojawiła się Hinata, zabijająca demona ognia, ale nie użyła wody, lecz płomienia.
- Jak-jak ty...? - zapytała złotooka piąta Hokage.
Hinata spojrzała na starszą kobietę kątem oka i odpowiedziała:
- Zasada walczenia z żywiołami: Zwalczaj ogień ogniem, Wodę wodą, Powietrze powietrzem, ziemie ziemią, błyskawice błyskawicą, Ducha niczym nie pokonasz. - jej głos był głośny i wyraźny.
   Wykonała kilkanaście pieczęci ręcznych i spojrzała swoimi oczami na cienie. Uśmiechnęła się leciutko na smak gorzkiej wygranej i jednym zwinnym ruchem, zza pleców wyciągnęła dwa ostrza...

CDN


Sorry, że tak późno... ale miałam sporo nauki... trzecia gimnazjum... notki będą się pojawiać z duuużym opóźnieniem, jeszcze raz SORRY!

11 września 2013

Liebster Award - nie ogarniam i tak ^^"

Serdecznie dziękuje Kuro Lady, za nominacje do "Liebster Award".

Chętnie bym odpowiedziała na pytania, ale nie za bardzo wiem, gdzie zgłaszać autorów moich ulubionych blogów... 

Cóż... prowadzę bloga chyba od roku i jeszcze nie za bardzo go ogarniam ^^"

Huh... mimo to bardzo dziękuje ci za to wyróżnienie...

Nominacja od Kuro Lady: Pytania

1. Jakie Anime jest twoim ulubionym?
2. Jaki przedmiot szkolny lubisz najbardziej?
3. Ulubiony zespół muzyczny?
4. Masz rodzeństwo? Lubisz je? (Jeśli nie masz to możesz opisać jak to jest być jedynakiem.)
5. Ulubiona postać z Anime.
6. Jaką tematykę Anime lubisz? (np.Horror)
7. Jakie słodycze lubisz najbardziej?
8. Jakie cechy zarówno wyglądu jak i charakteru lubisz i nie lubisz w sobie?
9. Lubisz sport? Jaki? Dlaczego? Jak nie to podaj czemu.  
10. Co sądzisz o osobach homoseksualnych?
11. Co sądzisz o swoim życiu? Wolałabyś żyć jak teraz czy jak w Anime?

 Odp.:
1. Zdecydowanie "Naruto" oraz "Hetalia".
2. Mam dwa: Plastykę i Muzykę.
3. Skillet.
4. Mam dwóch starszych braci i jedną siostre. Nawet, chcociaż bywają okropni i upierdliwi... jak to rodzina.
5. Hinata Hyuga z "Naruto".
6. Przygodowe, romans, humor i troche dreszczowca.
7. Wszystko co czekoladowe! :D
8. Nie lubie siebie za moją wścibskość. Lubie za... brutalną szczerość.
9. Piłkę nożną uwielbiam! Moi bracia mnie tym "zarazili", nauczyli mnie kilku trików. Kocham też pływanie, mimo, 
że nie umiem zbyt dobrze na powierzchni, natomiast pod wodą jestem jak rybcia! :D
10. A co mam sądzić? Ich sprawa jakie mają upodobania. Według mnie ludzie nie powinni oceniać innych póki ich nie poznają.
11. Szczerze to sama nie wiem... jak mam nienajlepszy nastrój wole żyć jak w anime. Chociaż, gdybym miała  N A P R A W D E  wybierać, 
to nie zamieniłabym mojego życia. Kocham je, mimo trudności. Jednak zawsze jest tak, że prawdziwie się żyje zaznając bólu. Życie bez odrobiny
niepowodzenia jest nudne i żałosne, człowiek powinien choć raz posmakować rozczarowania. 

Rozdział 28: Piknik.


    Amnezja jest jak bariera. Tak, dobrze czytacie jak bariera, bo przesłania nam wspomnienia. Jest jednocześnie dobra jak i zła. Dobra - bo chroni nas od złych wspomnień, zła - nie pamiętamy nikogo na kim nam zależy. Jak pamiętacie to się stało głównej bohaterce tego opowiadania, Hinacie Hikari Hyudze.
Ciemnowłosa siedziała teraz w wannie i rozmyślała nad swoją przeszłością. Część wspomnień wróciła, ale mała ilość, pamiętała coś do pewnego momentu, później pustka. Po kilku godzinach siedzenia w pachnącej rumiankiem wodzie, wyszła. Oplotła wokół talii biały ręcznik. Rozejrzała się po pomieszczeniu.
   Białe kafelki wykładały podłogę i część ścian, reszta była pomalowana pomarańczową farbą, a sufit podobnie jak kafelki był biały, pomieszczenie miało dwa okna. Metalowa wanna stała w rogu pomieszczenia, umywalka oraz WC były obok siebie. Nad umywalką było lustro, w które wpatrywała się Hyuga.
   Słońce wdzierało się do pomieszczenia przez okno, w całej wiosce trwał wczesny poranek. Ludzie wychodzili z domu do pracy, dzieci do szkoły.
- Czasami to co widzimy w odbiciu jest tym czego się najbardziej boimi. - odezwał się męski głos pobrzmiewała w nim gorycz.
Ciemnowłosa Diamentowa Dama oderwała szybko wzrok od swojego odbicia.
- Co to znaczy? - jej głos sam wydobył się z gardła.
- Dowiesz się w swoim czasie, nee-chan. - powiedział Devon, po czym zaraz wyszedł.
- Ale chce wiedzieć teraz. - wyszeptała diamentowa.
Usłyszała brzdęk uderzanych o siebie metali. Wyjrzała przez okno, aby zobaczyć czarnowłosego młodego Uchihę trenującego z starszym bratem. Mimowolnie uśmiechnęła się. Musiała przyznać, Sasuke miał w sobie coś, ale nie wiedziała co to jest to COŚ. To nie był wygląd, za każdym razem, gdy tylko była obok niego czuła się... inaczej. Jakby coś ich łączyło. Jakaś więź, niewidzialna dla oka, ale widzialna dla duszy i serca.
"W pamiętniku nie ma słowa o nim... no, może poza kilkoma zdaniami..." - myślała Hinata, patrząc na niego, w dłoni trzymała swój pamiętnik.
- Hej! Oka-chan! - usłyszała znajomy głos, pięcioletniej rudowłosej dziewczynki.
Do granatowłosej podbiegła niska osóbka o dużych, pięknych oczach, rzuciła się na szyje "matki".
- Cześć, maleństwo! - wypowiedziała Hyuga, jednocześnie przytulając małą dziewczynkę.
Dziewczynka odkąd odzyskała życie zaczęła mówić do Hinaty "mama", a na Sasuke wołała "tata". Hinata przywykła do tego dość szybko, gorzej było z młodym Uchihą.

~~ Podwórko...

- Skup się! - warknął Itachi do młodszego brata.
Jednocześnie atakując Sasuke od tyłu.
- Sss... jestem skupiony! - syknął z bólu młodszy, łapiąc się za krwawiące ramie.
Starszy zmrużył oczy z gniewem, ale po chwili jego spojrzenie złagodniało i wyszeptał:
- Odzyskasz ją... zrób to co kiedyś... a sobie przypomni. - jego głos był miękki i ciepły, co nie pasowało do zdynsowanego Uchihy.
Czarnowłosy spojrzał na brata i niemo kiwnął głową, a po chwili wrócili do treningu.

~~ Południe.

- Uchiha-san! Mógłbyś zająć się przez chwilę Seikatsu? - usłyszał po wielu godzinach treningu głos Hinaty wróć Diamentowej Damy.
Spojrzał w jej białe oczy i przez chwilę nieuwagi został uderzony przez Itachi'ego. Stała przed domem ubrana w jasną, przewiewną sukienkę, dłońmi związywała włosy w długi ciemno-granatowy warkocz. Obok niej stała mała dziewczynka o rudych włosach.
- Mówiłem, abyś się skupił. - powiedział z westchnieniem starszy Uchiha.
Młodszy syknął jednocześnie łapiąc się za krawawiące udo.
- Otou-san! - krzyknęła Seikatsu, rudowłosa dziewczynka, podbiegając do Uchihy.
- Uchiha-san! Nic ci nie jest?! - usłyszał głos ciemnowłosej, stała nad nim i wpatrywała się w jego czarne kule.
Po chwili jednak zacisnęła oczy mocno i złapała się za czoło, cichy jęk bólu wydobył się z jej gardła. Zwróciła w ten sposób uwage wszystkich.
- Myśle, że powinnaś odpocząć, Diamentowa Pani. - zabrał głos Itachi.
- Hinata... jestem Hinata. - szepnęła i wbiegła do domu, nim ktoś postanowił ją zatrzymać.

~~ Kilka godzin później

Sasuke udało się wyciągnąć Hinatę z domu na piknik. Z początku Hyuga była przeciw temu, ale po wielu zapewnieniach młodszej siostry, że poradzi sobie w domu sama, wyszła.
   Byli pod rozzłożystym drzewem rozkwitającej wiśni, płatki wirowały w powietrzu.
- Co cię tak bawi, Hinata? - zapytał Uchiha, patrząc na roześmianą ciemnowłosą.
- T-ty! - powiedziała i dłonią ściągnęła z jego włosów kilka różowych płatków.
Sasuke zamknął oczy na moment i westchnął.
- Pobawmy się w berka, Hinata. - powiedział niespodziewanie.
Hyuga spojrzała na niego najpierw dziwnie, ale potem przytaknęła i, para nastolatków zaczęła się ganiać.
   Bladooka po kilku minutach usiadła na kocu i zaczęła łapczywie łapać oddech, lekki uśmiech gościł na jej wargach, powoli obróciła się do leżącego na plecach Sasuke.
- Pamiętam... pamiętam, jak byliśmy dziećmi i biegaliśmy razem... na podobnej łące... chciałabym tam wrócić. - wyszeptała Hyuga smutnym tonem głosu.
   Jednak nie mogli tam wrócić, Hinata w Konoha-Gakure była martwa. Gdyby ludzie ją zobaczyli wystraszyliby się i to bardzo. Ludzie boją się odmienności, baliby się kobiety, która  P O W I N N A  być martwa, a nie jest. Chcieliby ją zabić, a wtedy, Sasuke zapewne zniszczyłby wioskę. Czarnooki nie mógłby znieść tego, że nie ma jej przy nim. Ta piękna dziewczyna z jasnymi oczętami wydawała się rozjaśniać jego świat, wystarczył jej jeden ciepły uśmiech, jedno jej spojrzenie wystarczyło, aby się uspokoił.
- Ja także... - szepnął po kilku sekundach, widząc jak te jasne perłowe kule wpatrują się w niego oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.
Słońce świeciło jasno na niebie, lekki wiatr zmuszał liście i płatki kwiatów do wspaniałego tańca. Właśnie ten wiaterek rozwiał długie granatowe włosy Hyugi, których końcówki lekko uderzyły policzek Uchihy. Sasuke zamknął oczy i przez krótką chwilę oddychał zapachem włosów dziewczyny.
   Naturalnie bladą dłonią zaczesała niesforne ciemne granatowe pasma w niezgrabny kok.
- Przepraszam, mogłam je od razu związać. - wypowiedziała patrząc na kwiaty.
- Nic się nie stało. - szepnął chłopak idąc spojrzeniem za Hinatą.

   Mała dziewczynka stała po środku polany, krótko ścięte włosy mogły dawać jej wygląd chłopca, jednak blado-niebieskie kimono w ciemne fioletowe kwiaty przeczyło temu. Lawendowo-srebrne oczy skupiały się na związanych kwiatkach... robiła wianek.
- Ohayo, Hina-chan. - usłyszała głos swojego przyjaciela, Sasuke Uchihy.
Małe, różowe usta wygięły się w promiennym uśmiechu.
- Ohayo, Sasu-kun! Patrz, co mam! To dla ciebie! - wypowiedziała radosnym tonem głosu i stając na czubkach palców położyła na głowie czarnowłosego kolorowy wianuszek kwiatów polnych.
Chłopiec zarumienił się krwiście.
- Huh? Masz gorączkę? - zapytała przykładając malutką dłoń do jego czoła.
Czarnowłosy zarumienił się bardziej.
- Hmmm... chodź się pobawić w berka! - krzyknęła i zaczęli zabawę.

Hinata złapała się z sykiem bólu za czoło i powoli zaczęła tracić oddech. Sasuke zareagował od razu.
- Hinata, Hinata! Spokojnie! Patrz na mnie. Już, wdech i wydech. No dalej. Myśl o spokojnym rzeczach. - jego smukłe palce ciasno owinęły się wokół łokci Hinaty, skołowana patrzyła na niego na wpół przytomnie.
- Nie... nie... mog... nie mofe... boli... tak... bardzo... boli. - mówiła urywanie, każde słowo sprawiało jej ból, nie tylko psychiczny, ale i fizyczny.
- Ciiii... spokojnie... patrz na mnie. - szepnął i zmusił ją, aby spojrzała w jego oczy teraz... czerwone.
Patrząc w oczy sharingan Sasuke powoli położyła głowe na jego ramieniu.
- Sasu-kun? Masz gorączkę? - zapytała i wolno osunęła się w jego ramionach.
Uchiha najpierw zaskoczony, objął ją i jedną ręką lekko gładził jej tył głowy.
- Więc jednak... kretyn pokroju Naruto miał racje... jest szansa. - szepnął czarnowłosy.
Przerzucił sobie drobną kobietę przez ramie i wolną ręką zaczął sprzątać po pikniku.
- Z tej perspektywy, wygląda to troche jakbyś ją porywał, Sasuke. - usłyszał za sobą głos władcy tych ziem, Devona.
- Grrr! Zamknij się! - syknął patrząc na niego wściekle.
- Okay, okay! Luz! Zanieś ją do domu, smarkaczu. Ja posprzątam! - rzekł starszy brat nieprzytomnej dziewczyny.
- Ale... - zaczynał Uchiha.
- Żadnych "ale", smarkaczu! To rozkaz władcy tych włości! Sio! - powiedział udawanym władczym tonem głosu błękitnooki.

Czarnooki Uchiha parsknął, poprawił nieprzytomną dziewczynę, tak aby leżała w jego ramionach i zaczął iść w kierunku domu.
- Tylko jej nie wykorzystaj gdzieś za rogiem, Uchiha! - krzyknął za nim starszy brat dziewczyny.
Chłopak jedynie puścił tą uwage mimo uszu i szedł dalej.

~~ Noc.

Sasuke trenował właśnie z Natsu, nagle przerwał atak.
- Miałeś racje, Natsu. - wypowiedział po chwili czarnowłosy.
Zielonooki uśmiechnął się promiennie.
- On?! W czym?! - zapytał skołowany nauczyciel, Aishiteru wyglądał na niezadowolonego.
- Jest szansa na odzyskanie Hinaty... - szepnął Uchiha.
- Aha! Więc kochasz Hinatkę! - zakrzyknął z triumfem nauczyciel.
Uchiha zmrużył oczy na Densetsu.
- Marzysz nocami, aby weszła do twojego łóżka i robiła niegrzeczne rzec... - wypowiedź zielonookiego Aishiteru została przerwana przez pięść Uchihy.
   W tym czasie Hinata położyła się na łóżku i z zamkniętymi oczami skupiła się na obrazach w głowie...
Pierwsze, gdy jako mała dziewczynka poznała Sasuke.
Drugie, gdy poszła do akademii Konohy, gdzie łatwo o sobie zapomnieli.
Trzecie, lata spędzone na treningach.
Czwarte, pierwsze dni w liceum czarnej róży.
Piąte, moment zakochania się w Yokusaku.
I kilka innych mniej ważnych.
Jednym słowem - wszystko wróciło.


Sorry, że mnie tyle nie było, ale miałam szkołe... Więc, oto i nowy rozdział. Napisany na szybko :D
No cóż, planowałam, aby rozdział był dłuższy itd., ale nie miałam zbytniej chęci na to. Wiem, jestem leniwa. Do później!

17 sierpnia 2013

Informacja nr. 4! Witamy z powrotem!!

Problem zażegnany!


Cóż  będę kontynuować  to opowiadanie tutaj, dziś usunę tamten blog, który jak się okazało założyłam niepotrzebnie... trudno się mówi, a żyje się dalej!

Po pierwsze cześć wszystkim czytelnikom, z całego serca (tak mam je :D) chce was przeprosić za... niedogodności. Coś mi się stało z komputerem i chce się teraz ZRECHABILITOWAĆ. Jeszcze raz BARDZO PRZEPRASZAM!!





Chce też uprzedzić o lekkich zmianach, opowiadanie będzie dalszym ciągiem, ale czasem będę zamieszczać krótkie informacje, w których znajdą się niekiedy opowiadania... ale to NAPRAWDE rzadko.






Więc... nowej notki NA TYM BLOGU, bo już nie chce żadnych innych o SasuHina ;) będą pojawiać się opowiadania... o losach naszej ulubionej pary! :D A także kilku innych

Po fali smutków, zawsze przybędzie tsunami radości :D Będzie wiele romantycznych momentów, scen które mogą wywołać łzy szczęścia, smutku i wzruszenia :) 

(podobno w deszczu pocałunek najlepiej smakuje ;D)
















Największą siłą jest miłość, niektórzy uważają, że najlepiej smakuje, ta która zaczęła się od przyjaźni...






... gdy ktoś jest komuś przeznaczony (nawet jeśli kompletnie do siebie nie pasują) ich serca zawsze znajdą swoją drogę do siebie... nikt ich nie powstrzyma!
Zawsze znajdą sposób... zawsze! :D









Przyjaźń, miłość, rodzina i tolerancja - najważniejsze wartości, które chcą nam wbić do głowy rodzice... towarzyszą nam od najmłodszych lat :D

Są osoby, które chcą zniszczyć te wartości, ale tam gdzie rodzi się zło, rodzi się też dobro... Zawsze jest osoba, która walczy o lepsze życie, często się za to płaci poważną cenę.